piątek, 16 października 2015

Dwa Światy - Rozdział dwudziesty pierwszy

Rozdział Dwudziesty Pierwszy

Cześć, Lav, coś się stało?
Mogę wejść? – spytała blondynka.
Eee, no jasne, że tak. – Hermiona zdziwiła się jeszcze mocniej. Lavender zawsze wchodziła do jej pokoju bez pytania, czyżby coś się stało?
Przyszłam z tobą pogadać.
Domyśliłam się tego – odpowiedziała Herm z uśmiechem.
Nie musisz na każdym kroku podkreślać tego, jaka jesteś mądra! – ofuknęła ją Brown. Brązowowłosej dosłownie opadła szczęka. O co, na wielkiego Godryka, chodziło tej wyfiokowanej paniusi w kusej spódnicy?
Mogę wiedzieć, w czym mogę ci pomóc? – Miona postawiła na bezpośrednią rozmowę.
Nie udawaj, że nie wiesz! Jak możesz mi to w ogóle robić? Myślałam, że się przyjaźnimy! – wybuchła Lav, a jej oczy zaszły łzami.
Lavender, możesz jaśniej sprecyzować, o czym chcesz rozmawiać? – Hermiona powoli traciła cierpliwość.
O tym! – krzyknęła Lav, łapiąc w ręce zielony szalik.
O szaliku? – zdziwiła się Herm.
O tym, do kogo on należy! I co ty robisz z tym kimś! I nie udawaj, że nie wiesz, o co chodzi! Dobrze wiem, że Malfoy kilka razy był u ciebie! – piekliła się Brown.
Naprawdę nie wiem, o czym mówisz, Lav. Nic mnie z nim nie łączy – zirytowała się dziewczyna.
Nic? Nic?! A to? – Brown rzuciła w nią szalikiem Ślizgona, po czym chwyciła jego zieloną bluzę. – To jest nic? Masz jego ciuchy w swoim dormitorium i mówisz, że nic was nie łączy?! – Blondynka darła się tak, że pewnie cały Gryffindor już słyszał. Hermiona poczuła wielką ochotę by spoliczkować koleżankę, a później z impetem wywalić ją za drzwi, ale westchnęła tylko ciężko, próbując się jakoś opanować.
Lav, uspokój się i posłuchaj. Draco i ja jesteśmy tylko znajomymi, tylko kolegami. Naprawdę nie łączy nas nic więcej, nie wiem, czemu wyciągnęłaś inne wnioski – tłumaczyła jej jak przysłowiowej krowie na rowie.
Nie kłam! Nawet Astoria Greengrass twierdzi, że coś was łączy! I Ron też! I połowa szkoły o tym plotkuje! – wykłócała się Lavender.
Nie obchodzi mnie, co kto mówi. To nieprawda, rozumiesz?! Ubzdurałaś coś sobie
i przychodzisz mi robić awanturę, choć nie masz do tego żadnego prawa!
Zawsze musisz mieć to, co ja? – wychlipała Lav. – Najpierw odebrałaś mi Rona, a teraz to samo chcesz zrobić z Draconem?! Czego mi tak zazdrościsz Granger? Urody? Popularności? - Hermiona poczuła, że naprawdę ma dość.
Rona zostawiłaś ty sama, ja zaczęłam z nim chodzić prawie rok później, a Malfoy po prostu cię nie chce, więc nie oskarżaj mnie o swoje błędy i niepowodzenia. W tej chwili ta rozmowa jest skończona. Możemy do niej wrócić jak trochę zmądrzejesz i zaczniesz słuchać, co do ciebie mówię! - Podeszła do blondynki i szybkim ruchem wyrwała jej bluzę Smoka z rąk, po czym wskazała jej drzwi.
Nigdy nie sądziłam, że możesz być tak podła! – wypluła z siebie Lavender na odchodne.
Za to ja zawsze wiedziałam, że jesteś idiotką! – mruknęła Herm zatrzaskując za nią drzwi.

***

Ostra rozmowa z Lavender skutecznie zepsuła Gryfonce humor na resztę popołudnia. Spakowała rzeczy Malfoy'a do swojej torby zdeterminowana, by złapać go po obiedzie i wcisnąć mu je wszystkie, z przykazaniem by powstrzymał swoją byłą dziewczynę od rozsiewania plotek na jej temat. Niestety, plany te musiała porzucić już
w chwili, gdy przekroczyła próg Wielkiej Sali... Bowiem Lucjusz Malfoy, jak gdyby nigdy nic, jadł sobie obiadek przy stole nauczycielskim, co jakiś czas zerkając w stronę swojego syna, który triumfował i pławił się w blasku chwały wśród uczniów swojego domu.
Teraz też im nie pogratulujemy, bo po pierwsze wszystkie Ślizgonki rzuciłby się nam do gardeł, gdybyśmy się do nich tylko zbliżyły, a po drugie Lucjusz Malfoy pewnie by pękł ze złości widząc z kim jego cudowny dziedzic ostatnio się zakolegował – stwierdziła Ginny, gdy Miona dosiadła się do niej przy stole Gryfonów.
Herm przyznała przyjaciółce rację i w głębi ducha podziękowała cicho, że Gin nieświadomie wybrała miejsce z dala od Brown. Naprawdę nie wiedziała, o co blondynka ma do niej pretensje. To już nie wolno jej się z nikim zaprzyjaźnić, by ktoś zaraz nie zrobił z tego wielkiej afery? Westchnęła ciężko i zabrała się do jedzenia, choć apetyt dawno jej odszedł. Dziewczyny szybko skończyły swój posiłek i stwierdziły, że deser zjedzą już
w dormitorium Hermiony. Ginny nie mogła patrzeć na Harry'ego i jego nową zdobycz – jakąś smarkulę nie wiadomo skąd, a ponadto Herm miała dziwne wrażenie, że Rudą irytuje fakt, że Tracy Davis i Dafne Greengrass wieszają się na Diable, jak świąteczne ozdoby na choince. Ledwo obie wstały od stołu, już usłyszały, że ktoś je woła. Uśmiechnięty Blaise, nie zważając na oburzone miny swoich koleżanek, po prostu podbiegł do Gryfonek.
Wygraliśmy! Teraz uściski! – zażądał rozkładając ramiona. Hermiona i Ginny roześmiały się i objęły go przyjaźnie, po czym złożyły po buziaku na jego gładkich policzkach. Cała Wielka Sala patrzyła na to z niemałym zainteresowaniem, choć było kilku chłopaków, którym cała ta scena wcale się nie spodobała. Diabeł objął obie dziewczyny ramionami
i razem ruszyli do wyjścia z Wielkiej Sali, by móc swobodnie porozmawiać bez ciekawskich spojrzeń prawie całej szkoły.
Gratuluję, Diabełku, byłeś świetny! – Herm uśmiechnęła się ciepło do przyjaciela, gdy już znaleźli się za drzwiami.
Ale nie wystarczająco świetny, by wygrać zakład! – dodała zaraz Ginny, szczerząc się wrednie.
Wiem, wiem, Wiewiórko! Wygrałaś i dostaniesz swoją nagrodę, ale dopiero
w poniedziałek. Dziś zabawa. Co powiecie na imprezę wieczorem? Musimy uczcić nasz sukces! – zawołał radośnie Diabeł.
U was w salonie? – zapytała Hermiona. Nie sądziła, by pójście tam było najlepszym pomysłem, zwłaszcza po tym co odstawiła dziś Lav, ale nie zdążyła się odezwać, gdy Gin, pełna entuzjazmu, przyjęła propozycję chłopaka.
Super! Na pewno przyjdziemy! O której mamy być? A jak strój obowiązuje? Mamy coś przynieść? – ekscytowała się Ruda.
Tylko swoje słodkie tyłeczki w dobrych humorach – kokietował Diabeł. – Będę na was czekał pod wielką salą o dwudziestej pierwszej, będzie super impreza, obiecuję wam. - Hermionie nie pozostało nic innego, jak uśmiechnąć się niepewnie. Może jeszcze wykpi się jakoś złym samopoczuciem... Drzwi z Wielkiej Sali otworzyły się i wyszedł przez nie Lucjusz Malfoy w towarzystwie profesora Snape. Herm nerwowo przygryzła wargę. Czy Draco może mieć kłopoty przez to, że jego przyjaciel, Zabini, zadaje się z nimi? Miała nadzieję, że nie...
Dziękuję, Severusie, nie musiałeś mnie odprowadzać – odezwał się Malfoy, ale jego zimny wzrok skupiony był na Hermionie. Dziewczyna poczuła, jak zdradliwe rumieńce zawstydzenia wkradają się na jej twarz, po chwili jednak poczuła się jeszcze gorzej, widząc, jak Malfoy senior zbliża się do ich trójki.
Dzień dobry – przywitał się chłodno, acz uprzejmie.
Dzień dobry – odpowiedziały obie dziewczyny z pewnym dystansem i jedynie Blaise uśmiechnął się przyjaźnie.
Miło znów panią widzieć, panno Granger, jak się pani podobał mecz? – Hermionie lekko opadła szczęka, a w jej głowie zawrzało do myśli. Czego ten sztywny arystokrata od niej chce?
Był bardzo interesujący – mruknęła.
Prawda? Zwłaszcza imponowała gra Blaise'a. Naprawdę, twoja matka może być dumna, chłopcze – pochwalił Lucjusz z cynicznym uśmieszkiem. Diabeł jednak uznał tę wypowiedź za szczerą, bo podziękował wylewnie blondynowi.
A pani jak się miewa, panno Weasley? Pani ojciec wspominał coś, że miała pani drobny wypadek... – Twarz Ginny natychmiast pokryła się rumieńcem, ale Ruda spojrzała prosto w szare oczy mężczyzny.
Mam się świetnie, dziękuję, że pan pyta – odpowiedziała dumnie, unosząc głowę.
To doskonale, proszę mi wybaczyć, ale muszę się już pożegnać, gdyż jestem umówiony. Niech mi tylko będzie wolno zauważyć, że było pani bardzo do twarzy w tym zielonym szaliku, panno Granger. – Malfoy po raz ostatni uśmiechnął się w ten swój specjalny sposób, po czym odwrócił się z wrodzoną dumą i skierował w stronę drzwi. Herm poczuła, że dopiero teraz wraca jej oddech. Nie miała pojęcia o co chodziło temu arogantowi, ale chyba nawet nie chciała tego wiedzieć.
No to jesteśmy umówieni! Super, że będziecie! – zawołał Blaise. Miona właśnie przypomniała sobie, że przecież miała jakoś się z tego wykręcić... Niestety, Zabini już sobie poszedł, więc z jej planu nic nie wyszło.
Nerwowo przestępowała z nogi na nogę w myślach, przeklinając Ginny na wszystkie sposoby. Ruda wpadła do jej dormitorium już w chwilę po obiedzie, po czym oświadczyła, że absolutnie, bezsprzecznie i bezapelacyjnie Hermiona musi zrobić się na bóstwo. Po czym bez dyskusji wepchnęła ją do łazienki, a sama zajęła się skompletowaniem jej stroju. Wszystkie protesty i próby negocjacji były kwitowane takim spojrzeniem, że Miona mogła być pewna, że Ginny zgapiła je od swojej matki, gdy ta strofowała bliźniaków... Dziewczyny nawet nie poszły na kolację, tak zajęte były szykowaniem się na imprezę... I tym sposobem Hermiona została wciśnięta w czarną spódnicę (którą teraz próbowała trochę naciągnąć, by sięgała chociaż kolan), czerwoną bluzkę z sporym dekoltem (który był zdecydowanie za głęboki, więc i jego Hermiona co chwilę podciągała w okolice szyi), do tego czarne wysokie szpilki, no i jeszcze makijaż jak z profesjonalnego salonu, w parze ze ślicznie podpiętymi włosami. Mimo oporów, sama Herm musiała przyznać, że ledwo poznała się w lustrze. Nie chciała stroić się dla Ślizgonów, ale patrząc na Gin, której spódnica (brązowa) była jeszcze krótsza, a bluzka (ciemnozielona) jeszcze bardziej kusa, musiała przyznać, że nie wypadało jej iść na te imprezę w jeansach. Zresztą o 21 pod Wielką Salą stało już kilka innych dziewczyn, najpewniej zaproszonych przez ślizgońskich chłopaków i każda z nich była ubrana
w podobny sposób, choć Miona szczerze musiała przyznać, że chyba niektórym z nich opaski do włosów pomyliły się z spódnicami...
Hej. - Sonny Hum odezwał się do nich nieśmiało. – Draco i Blaise prosili, bym po was przyszedł, bo zdaje się mają jakiś problem z muzyką, więc ja mam was zaprowadzić – wyjąkał zawstydzony chłopak. Hermiona z rozbawieniem zauważyła, jak młody praktycznie pożera wzrokiem Ginny. Obie uśmiechnęły się do Ślizgona by dodać mu trochę otuchy po czym ruszyły za nim w stronę lochów.
Wszystko było już gotowe na wielkie świętowanie. Muzyka, światła, bufet i barek
z alkoholem, nawet Snape dał im pozwolenie na zabawę, o ile tym razem znów nie przesadzą. Ślizgoni dbali, by ich imprezy były naprawdę niezapomniane, więc czasem zdążały się różne podbramkowe sytuacje, ale opiekun ich domu zawsze jakoś ich z tego wyciągał... Tym razem jednak wszystko miało być idealne. Blaise specjalnie o to zadbał. Na pół godziny przed imprezą zwołał do salonu wszystkie ślizgońskie laski i palnął im odpowiednią mówkę o traktowaniu gości z innych domów, szczególnie dziewczyn
z Gryffindoru. Wspomniał też coś o konsekwencjach nie posłuchania jego szczerej rady. Wystarczy wspomnieć, że po tej przemowie Dafne, Astoria i Tracy miały wybitnie kwaśne miny.
Co pijesz? – spytał Diabeł, podchodząc do blondyna, który postanowił rozpocząć imprezę solidnym drinkiem.
Whisky. Problem z muzyką rozwiązany?
Uhm – mruknął Blaise, biorąc pierwszego łyka z swojej szklanki. I on miał zamiar się świetnie dziś bawić, zwłaszcza, że zaraz miał wrócić Sonny z jego specjalnymi gośćmi.
Jesteś dość zamyślony. Stało się coś? Stary ci nagadał? – dociekał brunet.
Właśnie nie, tylko mi pogratulował... Zresztą, nieważne – burknął Draco, po czym jednocześnie z Blaisem odwrócili się w stronę kamiennej ściany gdyż właśnie otwarło się przejście. Kilku młodszych Ślizgonów również postanowiło zaprosić dziewczyny z innych domów na imprezę, ale nie brakowało też facetów. Smok lekko się skrzywił, widząc Macmillana i Finch–Fletchleya, a także Boota, który należał przecież do pokonanego Ravenclawu. Nie zdążył, jednak pomyśleć o tym, jak pozbyć się tych niechcianych gości, gdy w przejściu pojawił się Sonny, a zaraz za nim... Hermiona wyglądała tak... chyba zabrakłoby mu słów by to opisać. Zapewne nawet nie miał takich w swoim słowniku...
Podnieść szczękę, Smoku. Idziemy się przywitać z Gryfoneczkami – zakpił z niego Blaise, który tak naprawdę był pod takim samym wrażeniem wyglądu obu dziewczyn.
Cześć, ślicznotki – powitał się Diabeł.
Więc to tak mieszkają oślizłe gady? – odpowiedziała "uprzejmie" Ginny rozglądając się po ich salonie.
Wiedziałem, że ci się spodoba Wiewiórko. Robi wrażenie, co nie? – szczerzył się Zabini.
Szczerze mówiąc, niespecjalne – zripostowała Ruda z słodkim uśmiechem.
Pewnie tylko tak mówisz, a tak naprawdę marzysz, by przychodzić tu jak najczęściej.
Słodkie te wasze przekomarzanki – dociął im Draco.
Taak, pasujecie do siebie... jak to było? – zastanowiła się Miona.
Jak eliksir do kociołka – dokończył za nią blondyn, po czym oboje parsknęli śmiechem.
Malfoyowie już w dobrych humorach, chociaż jeszcze nic nie wypili – odpłacił się zaraz Blaise.
No i to trzeba zmienić, gdzie barek? – zapytała Ginevra.
Draco i Diabeł uraczyli swoje towarzyszki propozycjami najbardziej wymyślnych drinków, ale one nie były specjalnie wybredne. Hermiona wybrała po prostu wino, a Ginny skusiła się na gin z tonikiem. Muzyka zaczęła już grać i towarzystwo od razu wyskoczyło na parkiet. Hermiona szczerze musiała przyznać, że Ślizgoni naprawdę potrafili się bawić. Cała atmosfera imprezy była wręcz przepełniona świetną zabawą. Brązowowłosej nie przeszkadzało nawet, że niektóre dziewczyny patrzą na nią z szczerą niechęcią, a może nawet nienawiścią. Stała przy kominku w doskonałym towarzystwie swojej przyjaciółki
i dwójki najprzystojniejszych chłopaków z domu węża, a do tego Diabeł był znów
w szczytowej formie i jego dowcipy naprawdę potrafiły śmieszyć do łez. Po chwili podeszli do nich Theodor Nott i David Ress, dwaj pozostali ścigający drużyny Ślizgonów.
Jak się bawicie? – zapytał wesoło Theo, stukając się swoim drinkiem z wszystkimi.
Muszę przyznać, że umiecie robić imprezy – zaśmiała się Ginny, której alkohol poprawił już humor i nieco rozluźnił język.
To świetnie, ale szkoda, że nie tańczycie – Theodor odstawił swój kubek na gzyms kominka.
Za chwilę wyskoczymy na parkiet – zapewnił go Zabini.
Po co czekać? Hermiono, zatańczysz ze mną? – zapytał, uprzejmie kłaniając się Gryfonce. Miona również odstawiła swój kieliszek i z uśmiechem podała chłopakowi rękę.
Będzie mi bardzo miło – zapewniła go, po czym razem wkroczyli na parkiet.
Masz kretynie, tę swoją powściągliwość – szepnął do ucha Smoka jego przyjaciel. Draco tylko lekko zacisnął szczęki, ale nie zdecydował się tego skomentować. – I nie, nie możesz wyrzucić Notta z drużyny, jest za dobry – dodał szeptem Diabeł, jakby czytając
w myślach blondyna. Zabini odstawił swojego drinka, po czym ze swym najbardziej uroczym uśmiechem poprosił Ginny do tańca. Zdaje się, że Ruda tylko na to czekała, bo już po chwili oboje zapamiętale pląsali przy jakiś szybkich rytmach. Malfoy zawziął się
i obiecał sobie, że poprosi dziś Hermionę do tańca, choćby jego honor miał ucierpieć, gdyby dziewczyna odmówiła. Nie było jednak łatwo zrealizować tego planu, ponieważ Granger była wprost rozchwytywana. Ledwo Theo skończył z nią tańczyć, podszedł do nich Boot, prosząc o kolejny taniec. Z jednego zrobiło się kilka, aż Herm została odbita przez Erniego, który również bardzo chciał z nią zatańczyć. Kilka chwil później brązowowłosa znalazła się w ramionach Diabła, który akurat nie umiał się dopchać do równie rozchwytywanej Ginny. I gdy już Draco myślał, że zaraz przyjdzie jego moment i wreszcie będzie mógł z nią zatańczyć, pijana Dafne Greengrass wpadła niby przypadkiem na tańczących Mionę i Blaise'a i trochę ich poturbowała. Draco zauważył jak Zabini pomaga Hermionie dojść do najbliższej sofy. Dziewczyna wyraźnie utykała.
Co się stało? – zapytał, gdy tylko znalazł się przy nich. Ginny też od razu zeszła
z parkietu.
Mionka chyba wykręciła kostkę. Nic poważnego – zapewnił ich Diabeł.
To nic, wystarczy trochę eliksiru wiggenowego – mruknęła Herm, lekko krzywiąc się z bólu.
Mamy w dormitorium. Smoku, podasz Mionce? Ja pogadam sobie z panienką Greengrass – zaproponował Blaise. Hermiona spojrzała na niego, lekko mrużąc oczy. Czyżby Diabeł coś kombinował? Jednak mina bruneta sprawiała wrażenie, iż wyraża on jedynie szczerą troskę o jej zdrowie. zanim zdążyła jakoś zareagować, blondyn wziął ją na ręce z taką lekkością, jakby dla niego nie ważyła więcej od przeciętnej miotły. Hermiona odruchowo złapała go za szyję, nie za bardzo wiedząc, jak się zachować w tej całej sytuacji... Draco bez słowa ruszył w stronę schodów prowadzących do dormitorium. Ginny chciała pójść z nimi, by upewnić się, że z jej przyjaciółką wszystko w porządku, ale Blaise złapał ją za rękę.
A ty gdzie, Wiewiórko? Planujesz zostać pielęgniarką, że się z nimi wybierasz? Nawet jeśli tak, to myślę, że nie będziesz im potrzebna. - Ginny uśmiechnęła się pod nosem, po czym pozwoliła Diabłowi znów poprowadzić się na parkiet. Miał rację. Nie była im wcale teraz potrzebna, a przecież w razie czego Hermiona na pewno wie jak sobie poradzić...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz