piątek, 16 października 2015

Dwa Światy - Rozdział dwudziesty drugi

Rozdział Dwudziesty Drugi

Wiele dziwnych i niewiarygodnych rzeczy zdążyło się już w jej życiu przydarzyć. Zaczęło się od tego, że pewnego dnia dowiedziała się, że jest czarownicą. W ciągu sześciu lat nauki w Hogwarcie zaatakował ją pies o trzech głowach, spetryfikował bazyliszek, uciekała przed dementorami, została na kilkanaście godzin zatopiona
w jeziorze, a później uratowana przez pół człowieka, pół rekina. Przenosiła się w czasie
i przestrzeni, latała na miotłach, smokach, hipogryfach i testralach... Można by długo jeszcze wymieniać jak wiele wspaniałych, ale i dziwnych przeżyć miała już za sobą; jednak żadnego z tych ekstremalnych i ekscytujących wydarzeń nie mogła przyrównać do tego, co czuła w tej chwili. Niesiona w ramionach przez chłopaka, a w zasadzie już mężczyznę, który kiedyś wiele z tych cudownych dni w magicznym świecie z premedytacją zamienił
w jej koszmar... Dlaczego więc teraz czuła się, jakby za chwilę samą siłą woli miała unieść się w powietrzu? Dlaczego jego dotyk, zapach i bliskość sprawiała, że dosłownie miała ochotę się rozpłynąć? To absolutnie nie powinno mieć miejsca! Wiedziała, że Draco działał na nią silniej niż ktokolwiek wcześniej i najlepiej by było, gdyby trzymała się od niego
z daleka. Nie posłuchała własnej dobrej rady i teraz poniesie tego konsekwencje. Jednym słowem przechlapane! Mogła zadurzyć się w każdym! W każdym, tylko nie w nim. W nim nie mogła... i nie powinna! Ale cóż z tego, skoro teraz nie miała na to żadnego wpływu? Stało się i już...
Blondyn kopniakiem otworzył drzwi do swojego pokoju, po czym wniósł do niego Gryfonkę. Posadził ją na jednym z łóżek i ruszył w stronę komody. Hermiona rozejrzała się ciekawie. W dormitorium chłopaków o dziwo panował porządek. Żadnych porozwalanych ubrań ani brudnych skarpetek... Gryfońścy faceci chyba powinni brać z nich przykład. Całe pomieszczenie było oczywiście w barwach srebra i zieleni. Drzwi po drugiej stronie od wejścia, jak sądziła Hermiona, prowadziły do łazienki. Dwa biurka, dwa łóżka, dwie szafy
i duża komoda. Poza tym dość spora biblioteczka... Gdyby nie fakt, że bolała ją noga, na pewno by wstała, by przeglądnąć, co też ciekawego czytują Smok i Diabeł. Rozglądała się dalej i spostrzegła, że przy łóżku na którym siedzi, na szafce nocnej stoi zdjęcie znajomo wyglądającej kobiety... i Dracona. On i jego matka. Siedziała więc najpewniej na jego posłaniu. Nie wiedziała czemu ta myśl sprawiła, że oblała się rumieńcem. Draco w tym czasie wyjął z komody dwie fiolki z eliksirami i bandaż.
Macie fajne dormitorium – mruknęła, chcąc jakoś przerwać ciszę.
– Jeśli coś tu jest brzydkie, w złym guście lub ewidentnie gejowskie, to na pewno należy do Zabiniego – zażartował Malfoy i Hermiona parsknęła cichym śmiechem.
– Ciekawe co, by powiedział, jakby usłyszał, co ty o nim mówisz.
Pewnie wymyśliłby jakąś ciętą ripostę. Język to on akurat ma naprawdę diabelski. – Uśmiechnęła się do niego, czując, że atmosfera nieco się rozluźniła. Draco podał jej eliksir wiggenowy i dziewczyna od razu go wypiła. Smok w tym czasie przyklęknął przy niej
i zdjął buta z jej lekko już opuchniętej, prawej stopy. Herm poczuła się naprawdę dziwnie widząc tego wyniosłego arystokratę. klęczącego przed nią na kolanach...
– Greengrass nieźle nadepnęła ci na odcisk – zakpił Smok.
– Nie mam odcisków! – oburzyła się z rozbawieniem. Blondyn wywrócił teatralnie oczami, jakby wyśmiewając jej próżność, po czym odkręcił fiolkę z eliksirem dekompresyjnym
i zmoczył nim bandaż.
Do jutra opuchlizna ci zejdzie, ale nie radzę ci już dziś wywijać na parkiecie – pouczył ją, jednocześnie w bardzo sprawny sposób bandażując jej nogę. Hermioną wstrząsnął delikatny dreszcz, gdy poczuła jego chłodne palce na swojej skórze.
– Nie wiedziałam, że taki z ciebie magomedyk, Malfoy – zażartowała, ale bez uszczypliwości. Tak naprawdę była pod wrażeniem jego umiejętności. Zatrzymał się na chwilę, a jego niebieskoszare oczy spojrzały prosto w jej brązowe i już samo to spojrzenie odebrało jej oddech. Merlinie, ależ on jest zabójczo przystojny!
Draco patrzył jej w oczy, wciąż trzymając dłonie na jej nie do końca obandażowanej kostce. Jednak po chwili opuścił wzrok i wrócił do przerwanej czynności. Gryfonka miała dziwne wrażenie, że jej słowa nieco go uraziły... Nie wiedziała jednak,czy powinna go przeprosić.
– Śmierciożercy nie mieli super wyposażonego Skrzydła Szpitalnego i pielęgniarki gotowej na każde zawołanie. Odniesienie rany było hańbą, więc należało w dyskrecji samemu się uleczyć. Szczęściarzem ten, kto miał zdolności w eliksirach, albo chociaż dobre relacje ze Snape'm. - Hermionie dosłownie opadła szczęka. Malfoy opowiada jej o swojej służbie
w szeregach Czarnego Pana? Tego się nie spodziewała...
To musiało być straszne – szepnęła. Miała na myśli bycie śmierciożercą.
– Bywają gorsze rzeczy – mruknął blondyn, po czym zgrabnie związał ostatnią część opatrunku, tak, by nie zsunął się z jej stopy.
Dzięki, zrobiłeś to bardzo profesjonalnie – pochwaliła brązowowłosa z ciepłym uśmiechem, jednak w jej głowie wciąż pobrzmiewały słowa Draco. Tak bardzo miała ochotę zapytać go o coś jeszcze związanego z śmierciożerstwem... Czuła jednak, że mogłaby zranić go tym pytaniem, a tego by za nic nie chciała.
Wyrazy wdzięczności przyjmuję tylko w galeonach albo korepetycjach z Transmutacji – drażnił się Smok. Hermiona zachichotała.
Zobaczę, co da się z tym zrobić, choć nie sądzę, by moja skrytka u Gringotta była przygotowana na twoje wymagania – docięła mu.
Zawsze pozostaje ci druga opcja – przypomniał blondyn, jednocześnie podnosząc się
z kolan i zakręcając fiolkę z eliksirem.
Zależy ci na dobrych ocenach z Transmutacji, bo potrzebujesz tego, aby dostać wymarzoną pracę? – zdobyła się na odwagę, by zapytać. Draco schował resztki eliksiru
i zamknął komodę, po czym podszedł do biblioteczki i otworzył ukryty za książkami barek.
– Nie sądzę, by OWuTeM z Transmutacji był mi potrzebny, nie chcę tylko, żeby stary się czepiał. McGonagall skarżyła się nietoperzowi na moje olewanie przedmiotu, a Snape zagroził, że powtórzy to ojczulkowi. A jeśli to zrobi, to ten znów palnie mi odpowiednio długą gadkę o honorze Malfoy'ów. Wolę zaliczyć ten głupi przedmiot i mieć spokój. – Hermiona była zaskoczona pokładami goryczy, jakie ukrywały się w słowach blondyna... Mimo wszystkiego, co się stało w czasie wojny, Draco wciąż nie chciał zawieźć swojego ojca. Odruchowo spojrzała na zdjęcie przy jego łóżku.
Pewnie zastanawiasz się, czemu mam zdjęcie tylko z matką? – zapytał bez ogródek, podając Hermionie kieliszek czerwonego wina. Dziewczyna zdziwiła się nie tylko tym, że podał jej drinka, ale głównie tym, że Draco sam kontynuował rozmowę o jego rodzicach...
Ojciec nie znalazł chwili, by pozować do jakiś głupich fotek. Plany podbicia świata zwykle zajmują człowiekowi dość sporo czasu – burknął Smok, podchodząc do komody
i biorąc zdjęcie.
Teraz też taki jest? – Zawsze bardzo ją interesowały jego relacje z rodzicami, ale nie chciała, by uznał ją za wścibską. Ku jej zdziwieniu, Draco roześmiał się pod nosem.
Teraz ma nawet czas,by przyjeżdżać na każdy mecz... Chyba chce mnie mieć na oku, by upewnić się, że znów nie zawiodę pokładanych we mnie nadziei. - Herm poczuła straszną ochotę, żeby podejść do niego i objąć go mocno. Widać było, że dawne zachowanie jego ojca wciąż w jakiś sposób go raniło.
Rozmawiałeś z nim o tym? – spytała cicho.
Nie ma o czym. Jest idealnym ojcem. Oboje są teraz idealnymi rodzicami – pokręcił smętnie głową, patrząc na swoje zdjęcie z matką, po czym odstawił je z powrotem na szafkę i wrócił do barku, by wziąć swoją whisky.
Teraz? Wcześniej nie... – Wiedziała, że nie ma prawa pytać, nic jednak nie potrafiła poradzić na swoją ciekawość.
Co dostałaś na święta od rodziców gdy miałaś, nie wiem... z pięć lat? – Jego pytanie bardzo ją zaskoczyło.
Nie pamiętam... Chyba łyżwy – odpowiedziała.
A ja skrytkę w banku. Na szóste urodziny dostałem udziały jakiejś firmy. Na siódme fundusz powierniczy. Na każde święta czek lub wyciąg z banku z powiększonym stanem konta. Rodzice informowali mnie, że mam sobie kupić co zechcę.
– Nigdy nie dostałeś prawdziwego prezentu? – jęknęła zdruzgotana.
Dostałem, ale nie od nich... Chociaż... na ostatnie urodziny sami kupili mi nową miotłę
i urządzili dla mnie imprezę w ogrodzie... – Nie wiedział, czemu jej to wszystko opowiada. Może to alkohol tak na niego wpłynął? Albo może po prostu chciał, by go trochę lepiej poznała... by go zrozumiała.
To wojna wszystko zmieniła? – spytała.
Chyba... Kiedyś dostawałem od nich paczki ze słodyczami przygotowane przez skrzaty domowe. Przez te wszystkie lata nie zorientowali się nawet, że ja w sumie nie przepadam za słodyczami.
Już ich nie przysyłają?
Nie, za to matka pisze raz w tygodniu. W ostatnim liście upominała mnie, bym zakładał czapkę, gdy wychodzę z zamku.
To urocze. – Gryfonka uśmiechnęła się do niego pokrzepiająco.
To dziwne, nie wiem co o tym myśleć – burknął jakby sam do siebie.
– Ta wojna była okropna, to normalne, że rodzice się teraz o ciebie bardziej martwią. – Chciała mu jakoś dać do zrozumienia, że nie powinien się tym zadręczać, bo wszystko będzie dobrze.
Zobaczymy, co wymyślą na święta. – Jednym łykiem opróżnił swoją szklankę i podszedł do barku, by sobie dolać. Hermiona również napiła się swojego wina. Było wyśmienite.
– Wyjeżdżasz na święta do domu? – zapytała, niby mimochodem.
– Matka nalegała... a ty? - Dziewczyna zdjęła swojego drugiego buta, wstała i odstawiła swoje wino. Postanowiła trochę rozchodzić nogę.
Bardzo chciałam, ale Ginny zostaje., a po tym, co się stało, nie mogę jej zostawić samej.
– Wiewiórka nie chce jechać do tej ich Dziury?
Nory – poprawiła go automatycznie. – Ona chyba nie chce wysłuchiwać wyrzutów rodziców po tej całej historii – odpowiedziała, przechadzając się ostrożnie po pokoju. Draco oparł się o swoje biurko i wodził za nią wzrokiem.
To niech pojedzie do ciebie. Będziesz ją miała na oku, a jednocześnie spędzisz święta
z rodzicami. - Hermiona zamrugała, lekko oszołomiona. Cóż za genialny pomysł! Czemu sama na niego nie wpadła? Chyba ma ostatnio jakieś problemy z koncentracją... Nie chciała nawet myśleć co, a raczej kto, to u niej powoduje.
Taak, muszę jej to zaproponować. Nigdy nie była w mugolskiej części Londynu,więc pewnie się ucieszy – mruknęła bardziej sama do siebie.
Wielu czarodziejów czystej krwi nigdy nie było po tej drugiej stronie – odezwał się Draco, wciąż patrząc, jak Gryfonka ostrożnie stąpa zabandażowaną stopą.
A ty? Byłeś w niemagicznym Londynie? – zapytała, podchodząc po swój kieliszek wina. Szczerze musiała przyznać, że nigdy nie sądziła, że będzie tak swobodnie rozmawiała
z Malfoyem i to na takie tematy... ale było to dość przyjemne przeżycie.
– Tylko na King's Cross – odpowiedział, jakby trochę wstydząc się tego.
– Serio? Nie widziałeś Big Bena, Pałacu Buckingham, London Eye, Harrodsa?
Harrodsa? To coś do jedzenia? – zaśmiał się.
To taki luksusowy dom towarowy, chociaż różdżki czy kociołka tam nie kupisz – odpowiedziała z uśmiechem.
Brzmi ciekawie – wyszeptał blondyn. Z rozczuleniem wspominała wszystkie te miejsca,
o których opowiadała... Zapragnęła nagle, by kiedyś go tam zabrać, nie odważyła się jednak mu tego teraz zaproponować.
Londyn jest piękny – powiedziała tylko, starając się opanować rumieńce, które niechciane pojawiły się na jej twarzy. Draco już na końcu języka miał do powiedzenia, co jego zdaniem jest piękne, ale zdołał się opanować.
– Jak noga? – zapytał zamiast tego.
Lepiej, dziękuję. Myślę, że możemy już wracać na dół – zaproponowała niepewnie. Malfoy tylko kiwnął głową i dopił swojego drinka. Najchętniej wcale by jej nie wypuścił ze swojego pokoju, ale był milion powodów, dla których nie mógł jej tu zatrzymywać,
a głównym wcale nie byłaby jej niechęć... Miona podniosła z ziemi swoje buty
i zdecydowała się, że pójdzie boso, gdyż noga z opatrunkiem najpewniej nie zmieściłaby się do szpilki. Draco szarmancko otworzył przed nią drzwi i Gryfonka wyszła na mroczny korytarz.
– Dlaczego tu tak ciemno? – mruknęła łapiąc się ściany.
To pomysł Zabiniego, nie będę ci tłumaczył jego motywów, jednak jeśli usłyszysz coś dziwnego, to się tym nie przejmuj. – Głos Smoka był ewidentnie przepełniony rozbawieniem. I wtedy do Hermiony dotarło. Ciemny korytarz dla par, które chcą zaznać trochę prywatności. W myślach podziękowała, że mrok kryje jej twarz, gdy dwa ogniste rumieńce wykwitły na jej policzki. Draco zamknął za nimi drzwi z dormitorium i zrobiło się zupełnie ciemno.
Cholerne pomysły Diabła – mruknęła rozdrażniona, stąpając ostrożnie w obawie, że za chwilę może spaść z schodów.
Poczekaj, pomogę ci – zaproponował Draco wyciągając rękę i obejmując ją w talii. Ciemność, jego bliskość i wreszcie dotyk, sprawiły, że Hermionie zakręciło się w głowie
i jęknęła cichutko. Merlinie, niech już wreszcie zejdą z tych schodów albo lepiej, niech on znów ją pocałuje... Ktoś wysoko postawiony uznał chyba, że jej też coś się należy od życia, bo jedna z jej próśb miała właśnie zostać spełniona...
Chwilę później stała przyciśnięta do ściany w ciemnym korytarzu, a miękkie usta szarookiego blondyna skradały pocałunki z jej malinowych warg. Teraz jednak było zupełnie inaczej, niż za pierwszym razem. Tamten pocałunek był zachłanny i pełen pasji. Ten był delikatny, subtelny i pełen uczucia. Hermiona miała wrażenie, że czas stanął
w miejscu i nie liczyło się nic innego tylko oni. Draco całował wspaniale. Mogłaby się założyć, że na całym świecie nie znalazłaby nikogo, kto zrobiłby to lepiej. Dosłownie roztapiała się w jego silnych ramionach. To było wręcz niewłaściwie, ale wciąż idealne. Oddawała jego pocałunki, chcąc by ten cudowny epizod nigdy się nie skończył. Nagle, gdzieś z dołu dobiegł ich głośny huk. Hermiona przestraszona oderwała się od niego.
– Co to było? – pisnęła lękliwie.
Nie mam pojęcia, ale lepiej sprawdźmy – Draco z jednej strony był wściekły, że ktoś im przerwał, z drugiej natomiast cieszył się, że poniekąd uniknęli niezręcznej sytuacji. Bo niby co jej miał powiedzieć? Jak wyjaśnić, że znów przegrał z samym sobą i dlatego ją pocałował? Wciąż trzymają ją ostrożnie w talii zeszli razem do pokoju wspólnego. Zastali tam dość interesujący widok.
Muzyka była wyłączona, bufet wyglądał, jakby go ktoś stratował, a wszyscy imprezowicze zgromadzili się po dwóch przeciwnych stronach parkietu. Blaise mocno trzymał szarpiącą się Ginny, a na przeciwko nich Milicenta i Theo próbowali uspokoić Tracy Davis, na której policzku widniało okropne zadrapanie, a ubrania były całe
w plamach z jedzenia.
Ja jestem dziwką, ty czerwonowłosa wywłoko?! Sama jesteś dziwką ! – darła się Ginny, szarpiąc się tak, że Diabeł ledwo sobie z nią radził.
Już ja ci pokażę, ty Ruda szmato! – odpyskowała Tracy, wymachując pięścią. Hermiona zakryła sobie usta dłonią, nie wiedziała czy ma zacząć się śmiać, czy płakać. Wojna ledwie się skończyła i nigdy nie przypuszczała, że po tym wszystkim czego doświadczyli, ktoś jeszcze będzie reagował z taką agresją, a tu proszę, Smok bił się z Ronem, Diabeł
z Potterem, a Ginevra najwyraźniej właśnie przyłożyła Davis...
– Dość tego – zawyrokował Diabeł, odwracając Ginny twarzą do siebie i przerzucając ją sobie przez ramię jak worek ziemniaków. Ruda zaczęła wyrywać się, kopać i okładać pięściami plecy Zabiniego, ale on wcale się tym nie przejął, bo ruszył z nią w stronę wyjścia. Hermiona i Draco, lekko ubawieni zachowaniem Gin, ruszyli zaraz za nimi.
Puszczaj mnie, kretynie! Natychmiast mnie postaw, ty imitacjo mężczyzny! – darła się Ginny.
– Imitacjo? Nie zmuszaj mnie, żebym ci udowodnił, jak bardzo się mylisz – postraszył Diabeł, stawiając ją wreszcie na ziemi. Hermiona i Draco roześmiali się pod nosami.
– Głupek! Dlaczego mnie powstrzymałeś?! Dołożyłabym jej! – piekliła się Ruda.
– Domyślam się, po tym jak prawie odbiłaś mi płuca tymi małymi piąstkami – Blaise udawał mocno rannego.
Uważaj, bo zaraz mogę ci poprawić! – ostrzegła go złowrogim tonem.
– Co tak właściwie się stało? – wtrąciła się Hermiona. Ginny i Diabeł spojrzeli na siebie, po czym ku zdziwieniu Herm, Ruda zaczerwieniła się ogniście.
– Davis doczepiła się do mnie i nazwała mnie dziwką – odpowiedziała, dziwnie zawstydzona.
– Bez powodu cię tak zwyzywała? – zapytał Draco, patrząc podejrzliwie na Diabła.
– No tak! Po prostu podeszła i mnie poszarpała, a potem tak nazwała – tłumaczyła Ginny.
– W porządku. Lepiej będzie jak już sobie pójdziemy – zdecydowała Miona. Jakoś dziwnym trafem nie miała odwagi spojrzeć na Malfoy'a.
Mamy nadzieję, że mimo wszystko impreza wam się podobała – Blaise uśmiechnął się do nich przymilnie.
Tak, było fajnie – odpowiedziała Ginevra.
Nie trzeba was odprowadzić? – zapytał Draco.
Nie, poradzimy sobie. Dzięki, było miło – odpowiedziała szybko Hermiona, czerwieniąc się lekko, gdy jej wzrok spotkał się wreszcie z spojrzeniem blondyna.
– Też tak sądzę – odpowiedział Smok i uśmiechnął się w taki sposób, że brązowowłosej zmiękły od tego kolana. Złapała więc Ginny za rękę, szybko pomachała chłopakom na pożegnanie i już po chwili obie dziewczyny zniknęły w końcu korytarza.

***

Całowałeś się z nią – triumfował Blaise gdy tylko przekroczył próg ich dormitorium.
– Skąd ten pomysł, Diable? – zapytał go Draco, usiłując ukryć rozbawienie.
– Po porostu mój niezawodny instynkt mi to mówi! Mam rację, prawda? Prawda?
– Skoro instynkt jest niezawodny, to po co mnie o to pytasz, skoro już masz gotową odpowiedź? – kpił Smok podchodząc do barku, by nalać po drinku sobie i kumplowi.
– Bo chce to usłyszeć od ciebie! Powiedz, no powiedz! – nalegał Zabini.
– Nic ci nie powiem, bo, nie obraź się, jesteś straszną pleciugą, stary. - Diabeł wyglądał na szczerze urażonego tą uwagą. Wydął usta i złożył ręce na piersi jak małe obrażone dziecko.
– To ja też ci nic nie powiem! – oświadczył wyniośle.
I nie musisz. I tak widzę szminkę Wiewiórki na twoim kołnierzyku – zaśmiał się Draco, siadając na swoim łóżku. Jego rozbawienie po stokroć się spotęgowało, gdy zobaczył, jak Blaise śpieszy do lustra, by sprawdzić, czy faktycznie ma takie ślady.
– Bardzo, kurwa, zabawne – mruknął zły, gdy odkrył, że ma na sobie czarną koszule, na której ciężko byłoby zostawić jakiekolwiek ślady, a ponadto przypomniało mu się, że Ginny miała na ustach jedynie bezbarwny błyszczyk. Smok leżał na swoim łóżku,praktycznie zwijając się ze śmiechu.
I tak wiem, że całowałeś się z Mioną! – odgryzł się Diabeł.
– Myśl sobie co chcesz, nie moja sprawa – odpyskował Malfoy po czym zgrabnie wstał z łóżka i cicho podgwizdując wszedł do łazienki.
Na pewno tak. Zadowolenie, aż tryska z ciebie przez pory skóry – zawołał za nim Zabini. Cieszył się, że im obu wyraźnie udał się dzisiejszy wieczór. Powinien pochwalić Rudą za dobry wybór. Ten błyszczyk o smaku jagód był fantastyczny...

***

I jak było? – dopytywała Ginny, gdy tylko znalazły się w pokoju prefekt naczelnej.
– No fajnie, udana impreza – odpowiedziała Hermiona wkładając do szafy swoje szpilki.
– Nie o to pytam! Chodzi mi o Malfoya i wasze sam na sam w jego dormitorium! -
Hermiona poczuła, że krew napływa jej do twarzy, co niechybnie skończy się krwistymi rumieńcami.
– Normalnie, opatrzył mi nogę i dał eliksir – burknęła i schyliła się pod łóżko, udając, że szuka swoich kapci.
Tylko tyle? Nie rób ze mnie idiotki, Herm, przecież widzę, że coś jest na rzeczy – drążyła Ruda.
– Nie robię z ciebie idiotki, jestem zmęczona, idę pierwsza pod prysznic, ok? – Ucieczka to jedyny pomysł, jaki wpadł Hermionie teraz do głowy.
O nie! – Ginny podbiegła i stanęła tak, by zasłonić sobą drzwi łazienki. – Powiedz mi albo będę ci wiercić dziurę w brzuchu do samego rana! – zażądała z perfidnym uśmieszkiem.
– Co mam ci powiedzieć? – jęknęła zrezygnowana brązowowłosa.
– Prawdę. Całowałaś się z Malfoyem? – Hermiona miała oczywistą ochotę zaprzeczyć, ale wiedziała, że Gin wyciągnie z niej to prędzej, czy później.
Tak, ale nie rób mi wyrzutów z tego powodu, skoro sama całowałaś się dziś z Diabłem. – Najlepsza obrona to atak, pomyślała Miona z rozbawieniem patrząc, jak Ruda się czerwieni.
Jaaa... wcale nie!
Taak? To czemu masz malinkę na szyi? – zakpiła. Ginny szybko otworzyła drzwi łazienki i wskoczyła do środka, by przeglądnąć się w lustrze. Hermiona roześmiała się szczerze widząc, jak jej koleżanka szuka nieistniejącej malinki.
Jeden zero dla mnie – pomyślała nie bez satysfakcji.
Wredna małpo – warknęła na nią Ruda wychodząc z łazienki.
– Masz za swoje, nie musiałaś mnie dręczyć – pokazała jej język Herm.
– Opowiesz chociaż jak było? – prosiła Ginny.
A ty opowiesz?
Jasne! To idź pierwsza, ja pójdę po tobie, a potem zrobimy sobie babskie pogaduchy do poduchy! – zapiszczała Ruda podekscytowana. Hermiona zgodziła się, aczkolwiek
z mniejszym entuzjazmem. Jednak zanim zdążyła wyjść z łazienki, Ginny już spała, zwinięta w kłębek na jednej stronie łóżka. Brązowowłosa przyjęła to poniekąd z ulgą. Położyła się obok i przykryła przyjaciółkę, wdzięczna, że będzie mogła spokojnie się wyspać zanim Gin zmusi ją do wyznania tego, co stało się dziś na pewnym mrocznym korytarzu.

***

Niedziela upłynęła wszystkim na wypoczynku albo, jak w przypadku Hermiony, na nauce i walce z kacem, który jej dokuczał. Ginny skarżyła się na ból głowy i kilka zadrapań, których nabawiła się w czasie bójki z Tracy. Obie dziewczyny nie miały okazji, by pogadać z Ślizgonami, którzy również najpewniej cały dzień odsypiali imprezę. Miona zastanawiała się czy Draco myśli o tym,co się wczoraj stało... Bo ona myślała... i była to strasznie rozpraszająca myśl.
Gdy w poniedziałek Hermiona usiadła przy swoim stole, zauważyła, że Ginny jest czymś bardzo podekscytowana. Ruda prawie wcale nie jadła, tylko wciąż gapiła się wyczekująco na drzwi wejściowe.
A tobie co? – zapytała brązowowłosa, nalewając sobie kawy.

Zaraz zobaczysz! O, idzie Draco! – Ginny pomachała wesoło do blondyna, a Hermiona spłoniła się lekko, gdy odwróciła się i stwierdziła, że Malfoy patrzy prosto na nią. Uśmiechnęła się więc niepewnie i również pomachała. Blondyn odmachał obu dziewczynom i sam obdarzył je uroczym uśmiechem. Obie Gryfonki z zdziwieniem zauważyły, że Diabeł nie pojawił się jeszcze w Wielkiej Sali. Zawsze przecież przychodził razem ze Smokiem. Hermiona właśnie zabrała się do jedzenia jajecznicy, gdy jej uwagę przykuło kilka głośnym okrzyków niedowierzania i wybuchów śmiechu. Spojrzała w stronę drzwi wejściowych i sama o mały włos nie zakrztusiła się swoim śniadaniem... 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz