sobota, 18 kwietnia 2026

PDF WSiM

 Hej, hej Kochani! 💚



Przepraszam Was, że tak długo to trwało, ale wreszcie udało mi się jako-tako pozbierać opowiadanie: "Władza, S*X i Misja" w zgrabną całość. 

Ostrzegam jednak, że jest to absolutnie mocna erotyka - znane w świeci FanFiction PWP 💥🔞
Pierwszą inspiracją do jego napisania były klasyki tego gatunku autorstwa Ady_P_Rix

Jeśli nie lubisz treści skupiającej się na tej tematyce - nie sięgaj po to.
Jeśli liczysz na dużo romantycznych uniesień - tutaj niestety tego nie znajdziesz. 

Opowiadanie powstało w ramach istniejącego wtedy HotBloga, gdzie takiej właśnie historii oczekiwano.

Nie zamierzałam go wtedy udostępniać szerszej publiczności, ale jako, że już i tak gdzieś wypłynęło, nie chciałabym odżegnywać się od tego, że jestem jego autorką. 

Dlatego - kto ma ochotę, to zapraszam do zapoznania się z treścią tej gorącej, pokręconej opowieści 😜

Parring: Dramione/Blinny

Historię już teraz możecie znaleźć na moim chomiku:

Chomik Veny

Jeśli ktoś woli ją w formie linku do dysku google, to napiszcie proszę na mojego maila. 

venetiia.noks@gmail.com

Pozdrawiam i życzę Wam udanego weekendu! 💞😗

Vena

PS. Pisanie innych historii jest w toku, ale jeszcze za wcześniej by mówić o terminach kolejnych publikacji 😓.


środa, 31 grudnia 2025

Zapowiedź PDF - "Władza, S☆X i Misja"







UWAGA!

Opowiadanie zawiera kontrowersyjne treści związane z tematyką napastowania seksualnego.
Czytasz na własną odpowiedzialność.

Krótkie info:

Dramione/Blinny
Dorosłe życie
Opowiadanie erotyczne 18+
Występują motywy napaści na tle seksualnym, wulgaryzmy, łagodne BDSM. 
10 Rozdziałów. 
Warning: very spicy content 🔥

Historia ta powstała ponad 3 lata temu w ramach istniejącego wtedy HotBloga. Kilka osób ostatnio o to pytało, dlatego postanowiłam opowiadanie odświeżyć i stworzyć z niego fajny PDF z obrazkami i dodatkowymi scenami. Mam nadzieję, że całość będzie gotowa na walentynki. A dziś przed Wami przedsmak tego o czym jest ta zwariowana (i mocno erotyczna) historia, tak byście mogli zdecydować czy będziecie chcieli sięgnąć w lutym po całość 😜💜

Zapraszam! 👋



<><><>


Harry Potter zmiął w ustach przekleństwo. Ostatnio często mu się to zdarzało. Musiał jednak zachować na twarzy maskę prawdziwego profesjonalisty. Nie mógł ulegać emocjom w czasie przesłuchania kluczowego świadka.

Dziś musiał odłożyć na bok swoją porywczą naturę i szybko coś zaplanować, bowiem to śledztwo zaczynało naprawdę mu ciążyć. Kolejna młoda dziewczyna właśnie siedziała tuż przed nim, trzęsąc się lekko ze zdenerwowania. To się musiało się jak najszybciej zakończyć!

Trzeba było zacząć działać!

– Tracey... Wiem, że nie jest to łatwe, ale musisz opowiedzieć nam co dokładnie się tam wydarzyło... – poprosił, starając się nie zdradzać w głosie swoje napięcia.

Wiedział, że i tak nadawał się do tego lepiej niż Ron, bowiem jego przyjaciel stojący tuż obok z zaciśniętymi pięściami i twarzą tak czerwoną, że zlewała się z jego włosami, nie wyglądał obecnie zbyt przyjaźnie.

– Rozumiem... – westchnęła kobieta. – To się stało w zeszłą sobotę. Poszłam na miasto wraz z moimi przyjaciółkami Lisą Trupin i Milicentą Bulstrode. Później dołączyli do nas nasi faceci Marcus Flint, Steven Bletchley oraz David Ress. Postanowiliśmy pójść wszyscy razem do prywatnego klubu “Purple Squares” znajdującego się między ulicą Pokątną, a mugolskim Londynem. To bardzo modne i elitarne miejsce, tylko dla specjalnie zaproszonych. Nasi partnerzy należą do klientów VIP dlatego mogli nas tam wprowadzić jako swoje osoby towarzyszące. Tam jest naprawdę obłędnie! Najlepsze drinki, fantastyczna muzyka, luksusowy wystrój, a goście…

– Przejdź do rzeczy! – ponaglił ją niecierpliwie Ron.

Tracey spojrzała na niego z wyrzutem, jakby był kompletnym ignorantem.

– Spokojnie Ron! Wiesz, że to wszystko może być ważne! – warknął na niego Harry.

– Przepraszam – burknął od niechcenia rudzielec.

– Kontynuuj proszę…

– Ja... – głos Davis lekko się zawahał. – Bawiłam się tam i tańczyłam. Lisę rozbolała głowa, więc ona i David szybko wyszli, a Milicenta zasnęła wraz ze Steven w naszej loży, bo obydwoje się kompletnie zalali. Marcus nie odstępował mnie na krok na parkiecie, aż do momentu kiedy musiał na chwilę pójść do toalety. Ja po tym, jak długo tańczyłam postanowiłam usiąść na chwilę przy barze. Ledwo to zrobiłam, a barman postawił przede mną kolorowego drinka i powiedział mi, że to od mężczyzny siedzącego nieco dalej... – Tracey nerwowo przygryzła wargę.

– Wypiłaś tego drinka?

Blondynka w odpowiedzi jedynie skinęła głową.

– Ja... Nie chciałam być niegrzeczna, a poza tym miło mi było pomyśleć, że chciał mnie poderwać mimo, że przecież byłam tam ze swoim chłopakiem. Musiał nas widzieć, bo dużo się przytulaliśmy i całowaliśmy z Marcusem w czasie tańca... – opowiadała.

Ron prychnął pod nosem, wyraźnie zniesmaczony. Harry rzucił mu krótkie, ostre spojrzenie. Nie trzeba im było, by Tracey jeszcze bardziej się speszyła jego zachowaniem.

– I co było dalej? – zachęcił Potter.

– Dalej... Nie jestem pewna czy to wszystko się stało naprawdę – przyznała.

– Rozumiem... Ale spróbuj opowiedzieć to, co ci się wydaje, że pamiętasz – poprosił auror.

– Przelewitowano lub przeniesiono mnie do jakiegoś ładnego pokoju i tam... – Tracey znów się zawahała.

– Wyobrażam sobie, że to trudne, ale jak wspominaliśmy przed przesłuchaniem, jeśli wolisz może o tym z tobą porozmawiać jakaś kobieta... – przypomniał jej Harry.

– Nie. Chce ciebie, bo mówią, że jesteś najlepszym aurorem jakiego obecnie posiada ministerstwo – odparła od razu.

– W porządku, więc tam... Ktoś cię wykorzystał czy tak? Wbrew twojej woli?

– Nie! To nie do końca było tak! – zwołała od razu.

– Możesz mówić nieco jaśniej? Co to znaczy: "nie do końca"? – wtrącił obcesowo Ron, a Harry zamknął powieki i wziął uspokajający oddech.

– Nie chciałam tam iść, ani się przed nikim rozbierać... Ale gdy ten ktoś mnie już ułożył w łóżku i dotknął to ja... – na twarzy Tracey pojawiły się ogniste rumieńce.

– Poczułaś silne pożądanie? – zasugerował Harry, a Davis natychmiast przytaknęła.

– Znam dobrze działanie eliksiru pożądania, ale to na pewno nie było to samo. To co mi zrobił było... O wiele, wiele lepsze! To była ekstaza. Prawdziwy odlot! Ja... Miałam chyba pięć albo sześć silnych orgazmów zanim on również... No wiecie... Też skończył – przyznała z lekkim zażenowaniem.

– Czy był brutalny? Bił cię, albo wyzywał...?

– Nie! Absolutnie nie! – Zaprzeczyła od razu. – On był... Bardzo namiętny. Mówił mi, że jestem piękna, że mnie kocha i że całą noc o mnie marzył... Długo mnie pieścił swoim językiem, zanim sam... – Tracey chrząknęła, jakby upominając samą siebie, że mówi za dużo.

– Rozpoznałaś coś? Jego głos, albo posturę? – drążył Harry.

– Miał ciemne włosy…

– Tylko tyle? – Ron nie wykazywał żadnej empatii.

– Jeszcze... – przełknęła głośno ślinę. – Był bardzo dobrze wyposażony... No wiecie… Przez naturę – wyjawiła znów mocno się rumieniąc.

– Żadnych innych znaków szczególnych? – westchnął Potter, spoglądając w swoje notatki.

Czwarta ofiara i dokładnie ten sam opis. Namiętny kochanek z dużym przyrodzeniem, odurzał kobiety w najbardziej ekskluzywnych barach lub na przyjęciach w magicznym Londynie i fundował im później fantastyczne, wielokrotne orgazmy... Po czym bezpiecznie odstawiał je na próg ich domu, upewniając się, że nikt go przy tym nie widział.

O dziwo zawsze wybierał te kobiety, które były tam z innymi mężczyznami. Ich partnerów zawsze najpierw petryfikował i zamykał w toalecie lub schowku na miotły. 

– Rozumiem, że chcesz zgłosić przestępstwo? – zapytał Harry.

– Nie! To wykluczone! – zawołała z oburzeniem Davis.

– To mogę wiedzieć dlaczego tu jesteś? Czego tak właściwie od nas chcesz? – wkurzył się Ron.

– Chcę tylko żebyście go odnaleźli... – wydukała, rumieniąc się nieco.

– No nie! Znowu? Czy my wyglądamy na agencję detektywistyczną, albo biuro rzeczy znalezionych do cholery?! – ryknął Weasley.

– Spokojnie Ron, nie ciskaj się tak – poprosił przyjaciela Harry.

– Ja... Myślała, że wy często szukacie ludzi, co nie...? – Tracey wyglądała na nieco speszoną.

– Czasami faktycznie ich szukamy. I zapewniam cię, że tego kto ci to zrobił również odnajdziemy – obiecał jej Harry.

Twarz Davis rozjaśnił szeroki uśmiech.

– I dacie mi znać, jak go znajdziecie tak? On... Ja muszę się z nim znów zobaczyć i porozmawiać! Naprawdę muszę! – szeptała rozgorączkowana.

– Poinformujemy cię sową, jak tylko sprowadzimy go tu na przesłuchanie – zapewnił ją Harry.

– Fantastycznie! Bardzo dziękuję! – Tracey wyszczerzyła się do nich, wstając i kierując się do drzwi.

– Będziemy w kontakcie – pożegnał ją Potter.

Gdy tylko drzwi się za nią zamknęły warknął z frustracji i wsunął palce we włosy.

– To już czwarta... Koleś się chyba rozkręca – burczał Ron.

– Jak widać. A one przychodzą tu, bo chcą go znaleźć, a nie zgłosić... To jakiś obłęd! – denerwował się główny auror.

– Podsumujmy co wiemy – zaproponował Ron, sięgając po swoje notatki.

– Pierwsza ofiara została odurzona w klubie “Blue Marine”, dwie w “Purple Squares” i jednak na balu u ambasadora Rodriqueza. Wszystkie cztery były tam ze swoimi chłopakami lub narzeczonymi i mocno eksponowały swoje uczucia do partnerów na parkiecie lub w ich prywatnych lożach.

– Taaa, nie wspominajmy lepiej Melindy Robards i robienia jej palcówki pod stołem przez Terenca Higgsa - Ron udał, że wymiotuje.

– Właśnie sam o tym wspomniałeś! – wytknął mu Harry. – Kretynie! – dodał w myślach.

– Fuj – mruknął Ron i wymownie otarł usta. – Dobrze, że jej ojciec o tym nie wie, bo postawiłby nam całe biuro na nogi.

– Melinda zaufała nam, że mu o tym nie powiemy, więc nadal musimy działać sami. Co jeszcze wiemy... Zajęte kobiety w chwili nieuwagi ich partnerów zawsze dostają do picia jakiegoś fantazyjnego drinka. Gdy mikstura w nim zawarta zaczyna działać, są natychmiast transportowane do osobnego pokoju, a tam jakiś koleś zabawia je przez całą noc. Wcześniej jednak sprytnie i celnie petryfikuje i zamyka ich chłopaków… - podsumowywał Harry.

– Dokładnie tak. Jednak ten on... Ten cały przestępca, nie krzywdzi swoich ofiar, tylko...

– Zachwyca je – skończył za niego Potter. 

– I to tak, że te idiotki chyba nie potrafią o tym zapomnieć i dlatego tak pilnie go szukają – narzekał Ronald.

– Cóż... – Harry odchrząknął. – Wszystkie te akcje wydarzyły się w bardzo eleganckich miejscach i dotyczą naprawdę bogatych i znanych ludzi z magicznej arystokracji.

– Monika Ackerly jest mugolakiem – przypomniał mu Ron.

– Tak, ale jest też narzeczoną barona von Mackintosha. To ten milioner od jabłkowych kociołków.

– Myślę, że nie mamy wyboru, tylko po prostu musimy pójść w te miejsca, pokręcić się tam trochę i pogadać z obsługą... – zaproponował Ron.

– To się nie uda. Nikt nie będzie chciał z nami rozmawiać. To zamknięta klika. Sądzę, że nie damy rady się tam przebić – westchnął ponuro Harry.

– Racja. Jesteśmy znani i przecież wszyscy wiedzą, że jesteśmy aurorami. Przy nas ten koleś nie odważy się nikogo odurzyć – Ron dumnie wypiął pierś.

– Mam pomysł... Co powiesz na to byśmy wystawili mu przynętę?

– Przynętę? Masz na myśli, że podstawimy tam jakąś kobietę i poczekamy, czy on ją wybierze i zaproponuje jej drinka?

– Tak. Zwerbujemy do pomocy sprytną, piękną kobietę, która tylko będzie udawać, że uległa, a potem go obezwładni i nas wezwie na pomoc.

Ron westchnął zniechęcony.

– Harry… Mamy w biurze tylko trzy kobiety. Dwie z nich wyglądają niewiele lepiej, niż górskie trolle, a trzecia właśnie leży w Świętym Mungu, pozbywając się z ciała zielonych macek.

– Dlatego to musi być ktoś spoza biura – Harry uśmiechnął się lekko pod nosem.

– O nie, nie, nie! Nie wpakujesz w to chyba...?!

– Tak. Sam pomyśl Ron. Jest znana, piękna i sprytna. Z nią na pewno nam się uda!

– O mój Merlinie...! Nienawidzę, jak ona włącza się w działania biura! Zawsze mam wrażenie, że znów jestem w szkole, a ona mnie ochrzania o brak zadania domowego – Ron opadł na swoje krzesło i ukrył twarz w dłoniach.

– Tylko dlatego nie lubisz jej tu zapraszać, bo jesteś zazdrosny, że wszyscy nasi koledzy chcą jej wtedy nadskakiwać.

– Co?! Wcale nie! Ja tylko... To moja... Ja i ona... – zaczął jąkać się Ron.

– Ty i Hermiona to przeszłość. Już trzy lata nie jesteście razem! Musisz ruszyć do przodu, przyjacielu – Harry uśmiechnął się do niego pocieszająco.

– Mów za siebie! Też jeszcze czasem wspominasz swoją relację z Ginny!

– Ginny! Genialne! Została wybrana brytyjską zawodniczką roku! Ona też może nam pomóc! – ucieszył się Harry.

– I po co w ogóle się odzywałem? – burknął ponuro Weasley.

– Hermiona i Ginny są bardzo sprytne. Jestem pewien, że to dla nas rozpracują! – Potter potarł ręce i sięgnął po pergamin i swoje pióro.

– To prawda, że są piękne i znane, ale nie mają wstępu na imprezy arystokracji. A do “Purple Squares” wchodzą tylko mężczyźni, a kobiety wyłącznie jako ich osoby towarzyszące – przypomniał mu Ron.

– Wiem o tym. Wpadłem już na to, kto może nam pomóc je tam wprowadzić. Jestem pewien, że obaj bardzo chętnie się na to zgodzą.

– Proszę cię, tylko mi nie mów, że to znów jakieś oślizłe węże.... – Ron gniewnie zacisnął szczęki.

– Nie jakieś, tylko tak właściwie to dwaj twoi ulubieńcy – Harry wyszczerzył się do przyjaciela.

Ron poderwał się na równe nogi.

– Jeśli myślisz, że pozwolę, by ta Fretka i jego przyjaciel z Piekła Rodem, zbliżyli się do naszych dziewczyn to... – Rudy, aż opluł swoje biurko.

– Przestań stary. Dobrze wiesz, że są do tego najlepsi. I nie bierz do siebie tego, że po naszych meczach Malfoy wciąż nuci w szatni piosenkę o „Królu Weasleyu". On się tylko tak z tobą droczy – tłumaczył pokojowo Potter.

– Ciekawe dlaczego tylko ze mną?

– Bo najłatwiej temu ulegasz. Sam przyznaj, że od kiedy dołączyli do naszej ministerialnej drużyny, to wygrywamy prawie każdy mecz.

– Wcale nie powinno ich być w tej drużynie! Przecież oni wcale nie pracują w ministerstwie!

– Obaj mają kontrakty na usługi konsultantów dla ministerstwa. To ich kwalifikuje.

– Dobrze, ale zapamiętaj, że wcale nie podoba mi się ten pomysł! – krzywił się Ron.

– Wiem, ale zobaczysz, że to wypali. Musimy teraz jeszcze tylko ściągnąć tu zainteresowanych i wyjaśnić im nasz plan – westchnął Potter.

– Zrób to. A ja w tym czasie poszukam rymów do „fretka", „blady", „dupek" i „zabije cię jeśli ją tkniesz".

– Którą? – zapytał ciekawsko Harry.

– Obie! – zawołał Ron, wyciągając własny pergamin, by skomponować pieśń swojego życia.


<><><>

Hermiona potarła kark i westchnęła cicho. Wezwanie do Biura Aurorów mogło oznaczać dwie sprawy. Albo potrzebowali konsultacji z magomedycyny, albo znów planowali jakoś wykorzystać to, że w przeszłości przeszła kurs aurorski, by wciągnąć ją w swoją nową sprawę.

Czasem się zastanawiała czy Harry i Ron dorosną kiedyś na tyle, by nie wisieć na niej za każdym razem, gdy problemy ich przerosną. W sumie już się do tego przyzwyczaiła, ale i tak bywało to męczące.

Wyszła z windy i dziarsku ruszyła do gabinetu Pottera i Weasleya. Nie kłopotała się nawet pukaniem, tylko weszła od razu do środka. Zdziwiła się, widząc kogo w nim zastała.

– Ginny? Cześć!

– Hej Miona! – Ruda zerwała się z blatu biurka, na którym siedziała i doskoczyła do przyjaciółki, by mocno ją uściskać.

– Ty nie na rozgrywkach w Szkocji? – zdziwiła się, odkładając swoją torebkę i płaszcz na biurko Rona.

– Właśnie dziś rano wróciłam. Harry napisał do mnie w sprawie jakiegoś śledztwa, które podobno wymaga naszej pomocy – Ginny westchnęła i przeczesała palcami swoje piękne, długie do pasa, rude włosy.

Hermiona jej ich zazdrościła. Choć sama wreszcie okiełznała swe burzliwe loki, to jej włosy nawet po hektolitrach eliksirów nie były nigdy tak proste i gładkie.

– To gdzie oni są, skoro nas tu ściągnęli? – zapytała Granger, spoglądając na zegarek.

– Wyszli po kawę dla wszystkich.

– Mam nadzieję, że się pośpieszą. Za dwie godziny zaczynam dyżur – marudziła, wskakując na blat biurka Rona i nie przejmując się tym, że spódnica jej się podwinęła, ukazując uda.

Nie wstydziła się swoich przyjaciół.

– Wiesz może o co chodzi? – zapytała ją Ginny.

– Pojęcia nie mam, ale... – Hermiona nie dokończyła, bowiem drzwi się właśnie otworzyły.

Oddech na chwilę zamarł w jej piersi, gdy szaro-niebieskie oczy na niej spoczęły. Najpierw na jej twarzy, później na ustach, górze lekko rozpiętej białej bluzki, aż w końcu na podwiniętej spódnicy i odkrytych udach.

Kilka sekund zajęło Hermionie zarejestrowanie tego co się dzieje, zanim zeskoczyła z biurka i poprawiła materiał.

– Co ty u diabła tu robisz Malfoy? – warknęła, czując jak zaczyna się gwałtownie rumienić.

Blondyn uśmiechnął się zawadiacko i wszedł do gabinetu, a tuż za nim, pojawił się wysoki, czarnoskóry przystojniak.

– Tobie też dzień dobry Granger – zakpił Draco. – Kopę lat łasiczko – zwrócił się do Ginny.

– Cześć blondasie – Ginny uśmiechnęła się do niego i od razu skrzywiła, widząc kto wszedł za nim.

– Słyszałem jakieś pytanie o Diabła, no to już jestem. I witam uprzejmie piękne panie! – przywitał się Blaise z szerokim uśmiechem.

– Miło cię widzieć Zabini – Hermiona odwzajemniła jego uśmiech.

– Komu jak komu! – burczała Ginny dosłownie ciskając piorunami z oczu.

– A mnie nie jest ci miło widzieć Granger? – Draco spojrzał na nią przenikliwie.

– Znasz odpowiedź na własne pytanie Malfoy – odpowiedziała zimno.

Draco roześmiał się pod nosem, a Blaise mrugnął do Ginny, która natychmiast syknęła na niego ze złością.

– Co takiego was tu sprowadza? – zapytała Hermiona, zakładając ręce na piersi.

– Zaproszenie Pottera – odpowiedział Draco.

– Mam nadzieję, że nie dotyczące ono tego samego, co nas – wkurzała się Weasley.

– Och! A ja mam nadzieję, że właśnie absolutnie tak! – Zabb znów do niej mrugnął.

– Cokolwiek by się nie działo, to najlepiej byle z daleka od ciebie! I skończ do mnie mrugać, albo zaraz podpalę ci powieki! – zaperzyła się ruda.

– Od kiedy tak mocno unikasz nasz interakcji skarbie? – zapytał przymilnie Blaise.

– Od zawsze! I nie mów do mnie skarbie, albo przeklnę cię stąd do... – Ginny nie skończyła, bowiem drzwi się otworzyły i do gabinetu wszedł Harry.

– Już wszyscy tu jesteście?

– Kup lepsze okulary skoro nie widzisz, że tak – dogadał mu Draco.

– Jak zwykle w formie Malfoy! – Harry wyszczerzył się do niego i podał mu papierowy kubek z kawą. – Biała podwójnie parzona bez cukru?

– Zgadza się, dzięki Pottie – Draco uśmiechnął się lekko, odbierając swój napój.

– Pamiętam, bo dokładnie taką samą pije nasza Hermiona – Harry podszedł do przyjaciółki z drugim kubkiem kawy.

– Zawsze mówiłem, że wiele nas łączy Granger – Malfoy uniósł do niej kubek w geście toastu.

– Picie takiej samej kawy to jeszcze żadne połączenie Malfoy. Miliony ludzi na świecie taką piją – warknęła, w duchu obiecując sobie, że od jutra przerzuca się na cappuccino.

– Ciągle żyjesz w tym cholernym zaprzeczeniu? – zakpił, nie odrywając od niej spojrzenia.

Hermiona solennie postanowiła go zignorować. Wkurwiający, irytujący, wpieniający dupek!

– Dla ciebie czarna z kostką cukru? – Harry podszedł do Ginny z delikatnym uśmiechem.

– Bez zmian – Ginny odwzajemniła uśmiech swojego ex chłopaka.

– A dla Zabiniego podwójne espresso? – upewnił się Potter.

– To ta włoska krew – zarechotał Blaise, odbierając swój napój.

– Gdzie Ronald? – zainteresowała się Hermiona.

– Stęskniłaś się za królem łasicem Granger? – wtrącił od razu Malfoy.

Hermiona rzuciła mu chłodne spojrzenie, ale przypomniała sobie, że właśnie przed chwilą powzięła dekret o ignorowaniu byłego ślizgona, dlatego nic na to nie odpowiedziała.

– Kończył jeść babeczkę w stołówce. Nie może jeść ich w biurze, bo strasznie tu kruszy – wyjaśnił Harry.

– Cały on – zaśmiała się Ginny.

– Wyjaśnisz nam po co nas tu ściągnąłeś i to w tak dziwnym składzie? – poprosiła Hermiona.

– Jasne. Usiądźcie proszę. To wyjaśnienie może chwilę potrwać…


<><><>



– Naprawdę?! Aż sześć orgazmów?! – wykrzyknęły Ginny i Hermiona nieomal jednocześnie.

– Zrobiłbym to i bez eliksiru – przechwalał się Zabini.

– I bez konieczności stawiania przy tym lasce drinka – dodał Malfoy z pewnym siebie uśmieszkiem.

– Ja zgadzam się wziąć w tym udział! – zaoferowała od razu Ruda.

– Spokojnie siostra! Jeszcze nie wiesz, co dokładnie cię czeka – upomniał ją Ron, który dołączył do nich, jak już pożarł połowę zapasu babeczek z ministerialnego bufetu.

– Wiadomo coś więcej o tym eliksirze? Jest niebezpieczny? – dopytywała Hermiona.

– Wiemy tylko tyle, że podobno jest po nim niezły haj – wyjaśnił jej Potter.

– Rozumiem, że ściągnąłeś mnie tutaj, bym zbadała ten eliksir, jak już go znajdziecie?

– No nie do końca Herm... – Harry nerwowo przeczesał włosy palcami.

– Nas zapewne ściągnąłeś po to, byśmy wprowadzili was w świat arystokracji i prywatnych klubów? – wtrącił Zabini.

– Tak. Macie możliwość wejścia do wszystkich tych miejsc, o których mówiliśmy, bez wzbudzania zbędnych podejrzeń

– Chcesz żebyśmy dla ciebie węszyli wśród swoich Potter? Mowy nie ma! – oburzył się Draco.

– W zasadzie, to chciałbym tylko żebyście wprowadzili tam dziewczyny. To one powinny jak to kolokwialnie powiedziałeś „węszyć" – wyjaśnił.

Hermionie i Ginny opadła szczęki, a Malfoy i Zabini krótko spojrzeli na siebie.

– Zgoda! – zawołali obaj głośno.

– O Godryku... Oszczędź mi tego... – modlił się Ron, ukrywając twarz w dłoniach.

– W zamian dostaniecie oczywiście wynagrodzenie konsultantów i możliwość jakiejś przysługi w przyszłości...

– Już się na to zgodziliśmy Potter. To od kiedy zaczynamy? – podekscytował się Zabini.

– Nie tak szybko! My wcale się jeszcze nie zgodziłyśmy! – zawołała Ginny.

– Proszę was... To prawda, że nikt nie złożył oficjalnego doniesienia, ale ten Orgazmowy Świr musi zostać złapany, nim skrzywdzić kogoś naprawdę poważnie! – Harry popatrzył błagalnie na swoje przyjaciółki.

– To racja, Herm. Warto się dowiedzieć, co to jest za eliksir – dywagowała Ginny.

– Zgadzam się. Bardzo chciałabym go zbadać. Mogę się zaangażować... Rozumiem, że mamy tam tylko wejść i obserwować? – zapytała.

– Pomyśleliśmy... – zaczął Harry.

– Mnie w to nie mieszaj! Ja nic takiego nie myślałem! – oburzył się od razu Ron.

– Dobrze. To ja pomyślałem sobie, że może mogłybyście się zgodzić na zostanie przynętą...? Obie jesteście znane i piękne…

– Słodzenie tu nie zadziała Harry – Hermiona uśmiechnęła się do niego.

– Ale to przecież szczera prawda! Chodzi o to, że gdybyście powtórzyli schemat działania tych poprzednich czterech par, to istnieje większa szansa, że ten ktoś mógłby spróbować…

– Harry, wszyscy wiedzą, że się z tobą przyjaźnimy. Żaden przestępca się do nas nie zbliży.

– To mu chyba nie przeszkadza. Jedną z tych kobiet, które uprowadził jest sama córka Robardsa.

– Waszego szefa? – zszokowała się Ginny.

– Tak. Właśnie dlatego prosiła nas, by się tym dyskretnie zająć. Nie możemy tego schrzanić. Jestem prawie pewien, że ten lubieżnik połasi się na którąś z was. Zwłaszcza, jeśli będzie mógł was wyrwać z ramion, kogoś tak znanego jak Zabini czy Malfoy.

– Wyrwać z ramion? – powtórzyła głucho Ginny. – Czy ty sugerujesz, że my…

– Jak już wspominałem... Wszystkie te dziewczyny były tam z facetami i dość się z tym afiszowały, na parkiecie i przy ich stolikach.

Hermiona i Ginny zgodnie popatrzyły na szerokie uśmiechy Malfoya i Zabiniego.

– Mowy nie ma! – powiedziały obie, w czasie gdy mężczyźni zawołali:

– Żaden problem!

– Dziewczyny proszę was! To jedyny plan jaki mam, by szybko rozwiązać tę sprawę – Harry zrobił błagalną minę.

– Nienawidzę, jak patrzysz na mnie tymi oczami zbitego psa! – warknęła Ginny, odwracając głowę w inną stronę.

– Bo wiesz, że to zawsze działa – Potter wyszczerzył się do niej.

– Dobrze, nie ma co tego przedłużać. Zróbmy to – Hermiona wstała, a Ginny, Malfoy i Zabini poszli w jej ślady.

– Lubię takie zdecydowane i chętne kobiety! – Malfoy wyszczerzył się do niej całą gammą, swych idealnych zębów.

– Biorę do pary Zabiniego! – odparowała od razu Hermiona, natychmiast odrywając wzrok od tej porywającej bieli uśmiechu Dracona.

– Tak! Jeden zero dla mnie! – zawołał Zabb.

– Doskonale się składa, bo ja i tak wolę Malfoya – Ginny uśmiechnęła się wrednie do Zabiniego.

– Niestety. Mój ojciec umarłby na zawał, gdyby zobaczył jakieś moje zdjęcie w gazecie z tobą łasiczko – Draco udał, że mu przykro z tego powodu.

– A widząc cię z Hermioną, zapewne cię wydziedziczy! – warknął na niego Ron.

– To ofiara, którą jestem skłonny ponieść – Draco teatralnie skłonił się w stronę Hermiony, która prychnęła z pogardą na jego popisy.

– Lucjusz wcale nie ma już uprzedzeń względem mugolaków, rozmawialiśmy o tym, gdy był u mnie we wtorek na wizycie kontrolnej – mruknęła pod nosem.

– Ach tak, racja! Tak w zasadzie to on nie mówił przez dwa dni o niczym innym, jak tylko o tym, jaka Granger jest miła i mądra. Myślę, że od następnej wizyty moja matka zacznie przychodzić do ciebie razem z nim, by mieć nad tym wszystkim kontrolę – Draco posłał jej dwuznaczny uśmieszek.

– Twoja matka zawsze z nim przychodzi i była też przy tej rozmowie, ty irytujący palancie! – wściekała się Hermiona.

– Czyli to ciebie miała na myśli, mówiąc mi, że popijała we wtorek herbatę z idealną kandydatką na moją żonę? Zobacz jak wspaniale się złożyło! – droczył się Malfoy.

– Wróćmy do naszego głównego tematu, proszę... – wtrącił Harry.

– Temat jest taki, że jeśli chcesz żebym to zrobił, to zgoda, ale tylko z najseksowniejszą z Harpii z Holyhead – powiedział wprost Zabini. – A mój uroczy przyjaciel zgodzi się, tylko jeśli dostanie Najjaśniejszą Czarownicę Naszych Czasów na swoje ramię.

– Nazywanie mnie najseksowniejszą z Harpii, nie sprawi, że cię polubię Zabini! – ostrzegła go oschle Ginny.

– Skąd pomysł, że mówiłem tu akurat o tobie? – zaśmiał się.

Ruda zacisnęła pięści i warknęła na niego.

– W porządku! Hermiona pójdzie z Malfoyem, a Ginny z Zabinim i koniec tej dyskusji! – Harry planował chyba wreszcie wzbudzić w nich jakiś autorytet.

– Dostaniemy jakieś wsparcie? – zapytała Hermiona.

– Tak, po dwóch aurorów w pelerynach niewidkach w barach. Na przyjęciach arystokracji będzie to trudniejsze, ale pogadam z Nottem i Puceyem. Oni też z nami czasem współpracują, mogą was dyskretnie obserwować...

– Jaka jest pierwsza misja? – zapytała Ginny.

– W piątek i sobotę powinniście razem wyjść do któregoś z modnych klubów. “Blue Marine” albo “Purple Squares”.

– Spoko, nie widzę problemu – Zabini uśmiechnął się promiennie do Ginny.

– Dobrze by było, gdybyście poszli do różnych, to więcej obstawionych szans... – odezwał się wreszcie Ron.

– W piątek idę na przyjęcie do ambasadora Burrowa – wtrącił Draco. – Mam już zaplanowaną randkę, ale chętnie podmienię ją na ciebie Granger – Draco mrugnął do niej przekornie.

– Jedna z takich akcji miała miejsce na przyjęciu u ambasadora Hiszpanii, to może być to. Serio mógłbyś ją tam wprowadzić Malfoy? – zapytał Potter.

– Z największą przyjemnością! – Blondyn uśmiechał się czarująco.

– Chyba zwymiotuje i to wcale nie od tych babeczek... – wymruczał Ron, lekko zieleniejąc na twarzy.

Hermiona wywróciła oczami i westchnęła.

– Niech będzie! Gdzie się spotkamy Malfoy? – zapytała ponuro.

– Odbiorę cię z twojego domu o siódmej – zapewnił z kurtuazją.

– Dobrze, skoro tak wolisz. Zaraz dam ci adres.

– Nie trzeba Granger. Znam go – uśmiechnął się do niej cwaniacko.

– Nawet nie chcę wiedzieć skąd! – Hermiona zacisnęła nerwowo usta.

– A my możemy pójść do “Purple Squares”. Jest tam naprawdę świetnie – zaproponował Blaise.

– To ten szowinistyczny klub dla facetów z klasą? Jakim cudem oni cię tam wpuszczają? – wygarnęła mu Ginny.

– Bo ja jestem facetem z klasą, rudzielcu. Zresztą sama się o tym przekonasz. Będę po ciebie o ósmej. I też nie potrzebuję adresu – zapewnił ją Zabb.

– Wszystkie niezbędne szczegóły wyślę wam do piątku sową – zapewnił Harry.

– Zawsze pilnujcie swoich drinków i nigdy nie przyjmujcie niczego, co ktoś nieznajomy wam postawi – poprosił Ron.

– Za jak głupie nas uważasz? – zaatakowała go Ginny.

– Nie, ja nie... To…

– Chodźmy stąd, zanim skończy się jąkać, bo zapewne i tak nie powie niczego przydatnego. Panie przodem – Malfoy wskazał im drzwi.

– Dziękuję wam wszystkim! To naprawdę bardzo ważne…

– Nie ma za co Potter. W sumie to my dziękujemy! – Blaise uśmiechnął się do niego szeroko, patrząc jak pozostała trójka opuszcza biuro aurorów.

– Jak myślisz? Czy to nie skończy się katastrofą? – zapytał z niepokojem Ron.

– Albo katastrofą, albo wielkim s... – Harry w ostatnim momencie ugryzł się w język.

– Co? Sukcesem? – zapytał ciekawsko Ron.

– Taa... Dokładnie to miałem na myśli – Harry uśmiechnął się z przymusem do przyjaciela, nie mając zamiaru go uświadamiać w oczywistej oczywistości.





<><><>

Mam nadzieję, że w Nowy Rok wejdę z nową energią i większą ilością czasu do pisania 💜

Szampańskiej Zabawy dla Was Wszystkich 🍹
Szczęśliwego Nowego Roku! 💥

Wasza Vena 💚


wtorek, 9 grudnia 2025

Kwintesencja - Rozdział 4


Wyprostowała się gwałtownie, starając się jednocześnie biodrem wepchnąć szufladę na swoje miejsce i stanąć na tyle blisko, by zamaskować to, co tak naprawdę przed chwilą robiła.

– Draco! – zapiszczała, mając nadzieję, że Astoria zabrzmiałaby właśnie w ten sposób, gdyby mąż przyłapał ją na myszkowaniu.

– Co. Ty. Tu. Do. Diabła. Robisz?! – Malfoy patrzył na nią z czystą nienawiścią. – Dobrze wiesz, że nie wolno ci wchodzić do mojego gabinetu!

Hermiona poczuła że naprawdę zaczyna wpadać w panikę. Nie mogła zaprzepaścić tej misji na czymś tak prozaicznym, zwłaszcza że niczego ciekawego jeszcze nie odkryła!

– Ja... Szukałam książki.

– Książki? – powtórzył głucho Malfoy. – Po tym ciosie w głowę, nie tylko zapominasz o swoich alergiach, ale również mylisz pojęcia. Jesteś pewna, że nie chodziło ci o obcążki?

Hermiona ledwo się opanowała przed wywróceniem oczami. Co za protekcjonalny palant! Przypuszczała jednak, że Astoria nie byłaby skłonna otwarcie nazwać swojego współmałżonka aroganckim dupkiem, dlatego postanowiła naprędce wymyślić inną odpowiedź.

– Szukałam książek o amne... O kłopotach z pamięcią – wyjaśniła pospiesznie, w duchu zastanawiając się, co zrobi jeśli Malfoy zaraz zauważy, że jego drogocenna szuflada nie jest już obłożona żadną skomplikowaną magią.

Czy od razu się domyśli, że ktoś podmienił mu żonę?

– Dlaczego szukałaś ich w moim gabinecie, a nie w bibliotece? – Blondyn nie spuszczał z niej swojego podejrzliwego spojrzenia.

– No tak! – Hermiona teatralnie klepnęła się w czoło, mając nadzieję, że wygląda przy tym na naturalnie nierozgarniętą. – Jasne, że powinnam była zacząć od biblioteki!

Nie dała szansy, by Malfoy dłużej analizował jej zachowanie, tylko czym prędzej ruszyła w stronę wyjścia. Przystanęła jednak po kilku krokach, bowiem on nadal stał w progu. Jak niby miała go teraz wyminąć?

Po kilku sekundach blondyn chyba zrozumiał jej intencje, bowiem cofnął się na korytarz, pozwalając jej swobodnie przejść.

Przeszła obok bez słowa i postanowiła, że lepiej nie ryzykować, tylko pójść prosto do swojej sypialni. Jeśli Malfoy za kilka chwil zorientuje się, że w jego domu jest szpieg, łatwiej będzie jej się z nim tam pojedynkować niż na dużo bardziej otwartej przestrzeni w bibliotece.

Szła tak zamyślona, że w pierwszej chwili nie zareagowała, gdy mężczyzna ponownie się odezwał.

– Astorio.

Dopiero po trzech kolejnych krokach dotarło do niej, że to ją wołano po imieniu. Odwróciła się gwałtownie, starając się nie patrzeć na niego z oczywistym przerażeniem.

– Tak? – wykrztusiła ledwo słyszalnie.

– Nie omówiliśmy jeszcze planów kolejnego przyjęcia dla moich ludzi – Malfoy posłał jej cyniczny uśmiech. – Oczekuję, że w związku z tym zjemy dziś razem kolację.

– O... Oczywiście – zdołała wyartykułować. – Jak sobie życzysz. O siódmej?

Z opowieści Tracey wiedziała, że Malfoyowie zwykle jadali razem o siódmej, więc tym pytaniem powinna trochę uspokoić jego wątpliwości, bo była pewna, że po całej tej scenie z pewnością ich nabrał. Jednak z jego bladej, poważnej twarzy, jak zwykle nie dało się niczego odczytać.

– Do zobaczenia później w jadalni – Draco odwrócił się i ku zdziwieniu Hermiony nie wrócił do gabinetu, tylko skierował się w stronę schodów.

Wiedziała, że to niepotrzebne ryzyko, bo gdyby drugi raz ją na tym przyłapał, jak nic rozpętałby jej piekło, ale jeśli nie zdołał na nowo zaczarować jego szuflady, to i tak jej misja będzie poważnie zagrożona.

Szybko podeszła do jednego z łukowatych okien w końcu korytarza. Malfoy bez wahania przemierzał ścieżkę prowadzącą poza pole antyteleportacyjne i nic nie wskazywało na to, by zamierzał ponownie zawrócić. Hermiona stała tam i patrzyła, jak mężczyzna znika, przenosząc się zapewne gdzieś, gdzie pilnie wymagano jego obecności.

Wstrzymała oddech przez kilka długich sekund, po czym prawie biegiem znów rzuciła się w stronę gabinetu.

Wiedziała, że czas i okoliczności nie były dziś jej sprzymierzeńcami, ale musiała choć zerknąć, nim na nowo zapieczętuje szufladę.

Palce lekko jej drżały, gdy złapała za uchwyt i ponownie ją wysunęła. To, co się w niej znajdowało, było jednak dalekie od tego, czego się spodziewała. Dlaczego Malfoy miałby trzymać garść jakichś rupieci pod tak silną magią zabezpieczającą?

Pierwszym, co najmocniej rzuciło jej się w oczy, był... Krawat w barwach Gryffindoru.

Dlaczego na Wielkiego Godryka Malfoy miałby potajemnie trzymać w swoim gabinecie coś, czym tak otwarcie gardził przez prawie siedem lat szkoły? To było niespodziewane... Ciekawe, który gryfon dobrowolnie oddał mu swój tak charakterystyczny element ubioru? A może po prostu go znalazł? Albo komuś ukradł?

Nagle przypomniała sobie, jak to ona zgubiła swój krawat na lekcji eliksirów na ich piątym roku. W lochu było tak gorąco, że podczas warzenia nie tylko zdjęła z siebie górną szatę, ale również rozwiązała i odłożyła na bok krawat.

Dopiero po zakończeniu lekcji zorientowała się, że nigdzie go nie było. Wtedy myślała, że ktoś mógł zabrać go przez pomyłkę. Do dziś pamiętała, jak musiała się tłumaczyć profesor McGonagall z konieczności wysłania zamówienia na Pokątną, by móc go odkupić.

Czy to mógł być jej krawat? Już chciała po niego sięgnąć, by sprawdzić czy na podszewce widnieją jej inicjały. Zawsze je tam umieszczała z początkiem każdego nowego roku szkolnego. Coś ją jednak powstrzymało. Naprawdę nie powinna ruszać tych rzeczy, bo jeśli Malfoy zauważyłby, że choć o milimetr zmieniły swoje położenie, to z pewnością skończyłaby jeszcze dziś w jego sali tortur.

Szybko przemknęła wzrokiem po pozostałych przedmiotach. Mały pukiel włosów był spięty bordową wstążką. Miały dziwnie znajomy, brązowy kolor i ewidentną skłonność do skręcania się w loki. Poczuła, jak niespokojnie bije jej serce. Skąd on niby mógłby wziąć jej włosy? Czyżby odważył się je obciąć, gdy czasem zasypiała przy swoim biurku w ich gabinecie szkolnej prefektury? Nie. To był naprawdę niedorzeczny pomysł. To z pewnością nie były jej włosy...

Jednak to, co zobaczyła tuż obok nich prawie zwaliło ją z nóg. W tym przypadku nie mogła mieć żadnych wątpliwości. To było pióro... Jej pióro... Właśnie to pióro, które Malfoy jej zabrał zaraz po tym, jak ją pocałował.

Dlaczego do Licha Ciężkiego miałby chcieć trzymać je ukryte pod całą warstwą zaklęć z krawatem w barwach jej domu i z puklem włosów, które wyglądały jak jej?

Myśli szalały w jej głowie, a każda jedna była bardziej niedorzeczna od poprzedniej.

Niemniej kolejna rzecz, jaką zauważyła w szufladzie mogła tylko potwierdzić jej przypuszczenia. To był błyszczyk. Mugolski, jagodowy błyszczyk, którego używała od kiedy tylko jej mama kupiła jej go na krótko przed pierwszym wyjazdem do Hogwartu. Usta nim pomalowane nie rzucały się specjalnie w oczy, ale za to kosmetyk sprawiał, że stawały się miękkie i nigdy nie pierzchły. Z pewnością chociaż raz zgubiła gdzieś w szkole ten drobiazg, ale wszystko, co tu odkryła, mówiło jej że Malfoy wcale nie znalazł go przypadkiem.

Tu nic nie wyglądało na przypadek.

Ostatnią rzeczą w tej przedziwnej szufladzie było coś, co na pierwszy rzut oka nie miało z nią żadnego związku. Był to oficjalny nekrolog śmierciożercy. Krótka informacja o dacie jego śmierci i pogrzebu, oraz adnotacja, że przyczyna zgonu wciąż była badana.

Tym jednak, co najmocniej przykuło jej uwagę, było nazwisko zmarłego.

Thorfinn Rowle.

Śmierciożerca, który zasłynął z tego, że zabił Hermionę Jane Granger. Ona jeszcze dochodziła do siebie, po uratowaniu jej ze szponów śmierci, gdy do Zakonu dotarła informacja o tym, że Rowle poważnie zachorował. Umarł dwa tygodnie później, a wśród jego pobratymców podobno zapanował popłoch i strach, że to, co go zabiło mogło się okazać zakaźne. Dopiero po kilku miesiącach fala paniki osłabła, ale przyczyny zgonu mężczyzny do dziś nie zostały wyjaśnione.

Czyli ten ostatni przedmiot również poniekąd łączył się z jej osobą. I to powiązanie było prawie tak samo wyraźnie, jak przy pozostałych czterech. Dlaczego Draco Malfoy miał w swoim biurku całą szufladę pełną skarbów z nią związanych? Czy ten dziwny pocałunek, którym ją obdarzył, gdy była na skraju świadomości i późniejsze upewnienie się, że została bezpiecznie ukryta w czasie bitwy też się z tym jakoś łączyły?

Wiedziała, że musi podejść do tego racjonalnie, ale nie mogła tego zrobić właśnie w tej chwili, dlatego najpierw skupiła się na ponownym zabezpieczeniu szuflady. Czas na analizę jej przedziwnego odkrycia musiał nadejść trochę później.

<><><>



Nie miała pojęcia, w co Astoria mogła się ubierać na kolację z mężem, z którym choć podobno nie była specjalnie blisko, to jednak najwyraźniej jej na nim zależało. Nie chcąc jeszcze tym zaprzątać sobie głowy, poprosiła Mabel, by ta przygotowała dla niej coś odpowiedniego.

Służąca postawiła na prostą szatę w odcieniu głębokiej zieleni. Włosy znów pozostawiono rozpuszczone, skoro jak głosi plotka – Astoria tak lubiła nosić je najbardziej.

Droga do jadalni zdawała się dla Hermiony nie mieć końca. Serce mocno tłukło jej się w piersi, a sama myśl o tym, że będzie musiała spędzić przynajmniej najbliższe trzy kwadranse sam na sam z jednym z najstraszniejszych generałów w Armii Voldemorta, sprawiała, że dosłownie cierpła jej skóra.

Miała cichą nadzieję, że Malfoy jak najszybciej będzie chciał omówić z nią najbardziej niecierpiące zwłoki sprawy w kwestii przyjęcia, a zaraz później odeśle ją do sypialni i będzie miała z nim spokój przez kilka najbliższych dni.

W jadalni panował półmrok, rozświetlany jedynie migotaniem świec ustawionych wśród zastawy. Stół uginał się pod ciężarem potraw: półmiski z pieczonymi warzywami, srebrne misy pełne parującego mięsa, koszyki z chrupiącym pieczywem, miseczki z konfiturami, karafka ciemnego wina, a wszystko to starannie ułożone. Widać, że w tym domu dbano o naprawdę każdy szczegół.

Hermiona po wejściu do pomieszczenia starała się uśmiechnąć – niespecjalnie entuzjastycznie, ale na tyle pogodnie, by nie wzbudzić w Draco podejrzeń, co do tego, jak bardzo nie chciała tam być.

Blondyn znów siedział u samego szczytu stołu. Jego twarz pozostawała kamienną maską, nawet gdy już ją zauważył. Zdobył się tylko na wskazanie jej miejsca po swojej prawej stronie. Usiadła ostrożnie, jakby krzesło mogło ją poparzyć. Przez chwilę obydwoje tylko mierzyli się wzrokiem.

– Wyjątkowo się dziś nie spóźniłaś.

W odpowiedzi nerwowo przygryzła wargę. Przez brak czasu, w trakcie przygotowań do misji nie zdołała wyciągnąć z Tracey wystarczającej ilości szczegółów dotyczących wszystkich stałych schematów zachowań Astorii. Teraz wyglądało na to, że raz po raz wykładała się właśnie na takich drobiazgach.

– Nie robiłam dziś nic ciekawego i dlatego się nudziłam – wyjaśniła oględnie, ostrożnie sięgając po swoje sztućce.

– Czyli nie znalazłaś tej upragnionej książki? – Draco znów patrzył na nią przenikliwie.

– Nie. Dość szybko zmęczyłam się poszukiwaniem.

Zapadła chwila ciszy, podczas której oboje zajęli się nakładaniem na talerze pierwszych potraw. Hermiona trochę się zdziwiła, gdy Draco przesunął w jej stronę półmisek z warzywami.

Pamiętała jednak wyraźnie, jak Tracey wspominała, że Astoria lubiła warzywa. Dlatego też z delikatnym uśmiechem skinęła mu w podziękowaniu i nałożyła na swój talerz solidną porcję groszku.

– Z twoją głową już lepiej? – Draco zadał to pytanie, ale trudno w jego tonie było doszukać się szczerego zainteresowania.

Hermiona jednak nie mogła go zignorować.

– Tak, już mniej boli – odpowiedziała oględnie.

– Może jednak chcesz to skonsultować z magomedykiem? – Malfoy był zajęty krojeniem swojej pieczeni, ale ona całą sobą czuła, że jest ciekaw jej odpowiedzi.

– Nie trzeba, już jest dobrze.

– W takim wypadku nie ma przeszkód, by kolejne przyjęcie we dworze odbyło się planowo?

Draco sięgnął po karafkę, by nalać im wina.

– Ja... – Hermiona się zawahała.

Ostatnim na co miałaby ochotę było przebywanie w jednym domu z całym stadem najbardziej okropnych i przerażających śmierciożerców. Nie miała jednak specjalnie wyboru, jeśli chciała, by jej przykrywka jak najdłużej pozostawała tajemnicą.

– Myślę, że nie będzie problemów. Mabel obiecała pomóc – wyjaśniła.

– Mabel? – Draco uniósł głowę i spojrzał na nią zaskoczony. – Od kiedy tak na nią mówisz?

Hermiona miała ochotę kląć na czym świat stoi. Ani Tracey, ani Una, ani nawet sama zainteresowana nigdy nie zwróciły jej uwagi, że wcześniej jakoś inaczej zwracała się do tej służącej.

– Powiedziałam tak, byś zrozumiał o kogo mi chodzi – usiłowała jakoś wybrnąć.

Malfoy nie skomentował jej słów, ale jego widelec dziwnie głośno stukał o talerz.

Przez chwilę jedli w milczeniu, a ona zaczęła się zastanawiać czy Draco będzie miał jeszcze jakieś uwagi w kwestii przyjęcia. Tracey opowiedziała im, że czasem przedstawiał Astorii całą listę dziwnych wymagań w zależności od tego, kogo miał gościć na danym balu.

– Jeśli już skończyłaś, to możesz przywołać notes, by zanotować moje uwagi dotyczące przyjęcia. Chyba że wolisz wezwać kogoś ze służby, by zanotował to za ciebie? – Draco znów nalał sobie wina, ale tym razem pominął jej kieliszek.

Wyglądało na to, że życzył sobie, by zachowała trzeźwość umysłu w czasie planowania całej tej imprezy, dlatego nie wolno jej było już więcej wypić.

– Poradzę sobie sama – mruknęła, po czym machnięciem różdżki przywołała ze swojej sypialni notes i pióro, które wcześniej tam zauważyła.

– Tym lepiej – Malfoy brzmiał dziwnie cierpko. – Zacznijmy od listy gości. Zaproszenia powinny do nich dotrzeć najdalej jutro.

– Oczywiście – odpowiedziała, numerując pierwszą stronę w notesie.

Naprawdę miała nadzieję, że Mabel będzie wiedziała, co dokładnie należy zrobić, by to przyjęcie było udane. Miała pozostać we Dworze Malfoyów jeszcze przez kilka kolejnych dni i za nic nie mogła zaprzepaścić tej misji z powodu tak błahej sprawy. I tak nie miała już żadnych wątpliwości, że Malfoy coraz baczniej zaczyna ją obserwować.

<><><>



Po pół godzinie Hermiona miała już stanowczo dość. Lista życzeń pana Malfoya nie miała końca. Nie mogła uwierzyć, że Astoria znosiła to wszystko ze stoickim spokojem i ze spuszczoną głową przyjmowała wszelkie jego zachcianki takie jak na przykład to, by przystawka z ryby nie pachniała rybą, wino w odpowiednim roczniku było podawane w odpowiedniej temperaturze, unikalnej karafce i wybranym kieliszku lub to, by zapamiętała, któremu z gości ma posyłać na powitanie promienny uśmiech, a któremu tylko zdawkowo kiwać głową.


Pomijając już fakt, że praktycznie nie znała połowy nazwisk z tej listy. Jak u diabła miała podołać temu zadaniu? Przynajmniej tyle dobrego, że kopię tych zapisek będzie mogła zabrać ze sobą. Gdy nie będzie już Horkruksów, a Zakon będzie dysponował wieloma nowymi informacjami, których im dostarczy, ich szansa na wygranie całej wojny diametralnie wzrośnie.

– Myślę, że tyle na razie wystarczy – Draco zakończył wreszcie swój długi wywód, a Hermiona ledwo się powstrzymała przed tym, by nie jęknąć z ulgi.

– Oczywiście, wszystko będzie tak, jak sobie tego życzysz – zapewniła tak gorliwie, jak tylko była w tej chwili w stanie.

– Lepiej żeby faktycznie tak było, bo wiesz jak nie lubię, gdy coś idzie nie po mojej myśli. – Blondyn podniósł się od stołu, a Hermiona uczyniła to samo, w duchu tańcząc z radości, że przetrwała tę kolację.

Już miała go pożegnać i odejść, gdy Draco nagle złapał ją za ramię.

Podskoczyła w miejscu, zaskoczona tym gestem i w ostatniej sekundzie jakimś cudem zdusiła pisk, który chciał opuścić jej gardło.

Od miejsca, w którym jej dotknął po całym jej ciele rozeszło się gwałtowne ciepło, a jego bliskość i tak znajomy zapach praktycznie przeniknęły do każdej komórki jej ciała. Na Merlina! Musiała natychmiast uciekać, nim on zauważy, że ledwie muśnięcie przez niego jej skóry, spowodowało u niej aż tak gwałtowną reakcję.

– Jeszcze jedno – Draco szybko cofnął rękę, jakby dotykanie jej go brzydziło.

– Tak? – wyjąkała, nie mogąc się zmusić by popatrzeć mu w oczy.

– Tym razem to my odtańczymy pierwszy taniec.

– Co takiego?! – Hermiona nic nie mogła poradzić na to, jak piskliwie teraz zabrzmiała.

Z tego, co dowiedziała się od Davis, Astoria zawsze prosiła jakąś znamienitą parę, która gościła na przyjęciu, by to ona jako pierwsza rozpoczynała tańce. Ona i Draco podobno nigdy tego nie robili, dlatego też Hermiona wtedy niespecjalnie przejęła się tą kwestią.
Naprawdę nienawidziła tańczyć. Była pewna, że żaden poważny magiczny taniec w jej wykonaniu, ani będzie ani trochę przypominał tego, do czego zdolna była prawdziwa Astoria. Ją zapewne szkolono w tej misternej sztuce od samego dzieciństwa.

Absolutnie nie mogła wyjść z Malfoyem na parkiet. To byłby jej koniec!

– Zdecydowałem, że czas wrócić do starych tradycji – Draco wygiął lekko kąciki ust w wyraźnie drwiącym uśmieszku.

– Ale... Ja dopiero co miałam wypadek. – Wskazała wymownie na delikatny siniak, który wciąż gościł na jej skroni.

Draco przez kilka sekund przypatrywał mu się intensywnie, jakby oczekiwał jakiegoś potwierdzenia, że to przez właśnie ten defekt urody, jego żona zachowuje się ostatnio tak, a nie inaczej.

– Podobno jesteś damą czystej krwi! – Wycedził te słowa przez zaciśnięte zęby. – Czy nie uczono cię od dziecka, że nie ma takiej katastrofy na świecie, która mogłaby cię powstrzymać przed wypełnieniem twoich obowiązków i powinności wobec rodziny?

– Tak, rozumiem – szepnęła.

– Świetnie! – Mężczyzna odwrócił się i zamiatając swoimi szatami, opuścił szybkim krokiem jadalnię, jakby nie mogąc dłużej znieść jej towarzystwa.

Hermiona opadła na krzesło, pozwalając sobie na cichy jęk. Nie miała pojęcia jak ma z tego wybrnąć, ale wiedziała na pewno, że nie może pozwolić sobie na pokazanie się na parkiecie. Jak nic zdekonspirowałaby się na oczach wszystkich tych ludzi już przy pierwszym nadepnięciu mu na stopę. Oznaczało to, że musiała wymyślić jakiś plan awaryjny i to najlepiej w miarę szybko.

<><><>

Ten na co dzień dość ponury dwór tego wieczoru mienił się tysiącem barw. Kryształowe żyrandole rozlewały złote światło po wspaniałej sali balowej. Kilkadziesiąt okrągłych stołów, było już nakrytych najdroższą zastawą, a służące ubrane w gustowne fartuszki, roznosiły tace z szampanem i ognistą whisky. Orkiestra stała na podwyższeniu w rogu, szykując się właśnie do odegrania pierwszego utworu, który delikatnie miał wybrzmiewać w czasie kolacji.

Hermiona była przejęta i zdenerwowana, ale robiła wszystko, co mogła aby wyglądać przy tym naturalnie. Fakt, że Malfoy stał zaraz obok niej niespecjalnie w tym wszystkim pomagał. Uśmiechała się do wchodzących gości, starając się przy tym pamiętać, kto jest na tyle ważny, by obdarzyć go uśmiechem, a nie krzywić się na widok tych zwyrodnialców, którzy przez lata mordowali jej przyjaciół z Zakonu Feniksa.

Na przyjęciu mieli pojawić się wszyscy najważniejsi współpracownicy Draco – Herosi, generałowie, członkowie wewnętrznego kręgu sług Voldemorta. Ponadto miały przyjść również ich żony lub partnerki. Wszyscy oni wkraczali do dworu powolnym krokiem i oceniającym spojrzeniem rejestrowali każdy szczegół wspaniałego wystroju. Kobiety natomiast pomimo uśmiechu wyraźnie oceniały również każdy gest żony Lorda Malfoya. Począwszy od ułożenia jej włosów, poprzez ton głosu, a nawet sposób, w jaki ściska dłonie w geście powitania.

– Dobry wieczór, witamy państwa serdecznie – powtarzała, raz po raz, starając się brzmieć czarująco, a nie nerwowo.

Wiedziała, że Astoria miała w tym kręgu swoją reputację, ale dziwiła się, że te wszystkie dziwaczne spojrzenia i kpiące uśmieszki są jej posyłane nawet w chwili, gdy stoi u boku męża. Czy Malfoy nie nalegał, by jego małżonce okazywano szacunek?

Przez ułamek sekundy, między jednym a drugim gościem, jej spojrzenie uciekło w bok. Draco stał otoczony grupą mężczyzn, wyraźnie próbujących mu się przypodobać. Było widać, że to on jest tutaj gospodarzem i właśnie tą osobą, dla której wszyscy się tu zjawili. Pan całej sytuacji.

– Witaj siostrzyczko! Cóż za wspaniały wieczór, prawda? – Wysoka blondynka podeszła do niej i kurtuazyjnym gestem dwa razy cmoknęła w powietrze przy jej twarzy.

Hermiona zmusiła się do uniesienia kącików ust. Dafne Greengrass – teraz Dafne Zabini – niewiele zmieniła się od szkoły. Nadal była wyniosła, nienaturalnie blada i ładna. Stojący obok niej mąż, wyglądał na o wiele bardziej wyluzowanego.

– Oczywiście – odpowiedziała. – Cieszę się, że przyszliście. – Hermiona spojrzała Zabiniemu głęboko w oczy, mając nadzieję, że zrozumiał o co jej chodziło.

Musiał jej pomóc i uratować ją przed dekonspiracją przed całą salą pełną śmierciożerców. W przeciwnym wypadku, jej szanse na ujście dziś z życiem byłyby naprawdę marne.

Chciała odetchnąć głęboko, lecz wolała nie wykonywać żadnych podejrzanych ruchów. Powitanie kolejnej pary, kolejny uśmiech, kolejny lodowaty dreszcz biegnący wzdłuż kręgosłupa. Orkiestra podniosła tempo, rozmowy w sali rozbrzmiewały coraz głośniej, a ona wciąż tkwiła przy boku wyraźnie rozchwytywanego Malfoya i naprawdę nie wiedziała, jakim cudem miała przetrwać cały ten wieczór.

Na szczęście powitania wreszcie się zakończyły. Było jej niezręcznie, gdy musiała ująć męża pod ramię i wraz z nim przejść do ich stolika, serwując po drodze gościom jeszcze kilka wymuszonych uśmiechów.

Draco był sztywny i zimny niczym marmurowy posąg. Z całą pewnością można było stwierdzić, że dotyk żony nie robił na nim najmniejszego wrażenia. Szkoda, że nie dało się tego samego powiedzieć o niej. Nie miała pojęcia dlaczego nawet lekki, bezpośredni z nim kontakt powodował w jej ciele takie sensacje. Gorąc, dreszcze, dziwne uczucie napięcia w całym ciele... To było naprawdę niepokojące.

Większości zaproszonych na dzisiejszy wieczór najwyraźniej dopisywał humor, bowiem już w trakcie kolacji rozlegały się pierwsze wybuchy śmiechu, jak również i pierwsze drobne sprzeczki. Wystarczyło jednak, by Draco tylko spojrzał w stronę stołu, przy którym robiło się za głośno, a goście od razu się mitygowali i zaczynali zachowywać bardziej stosownie. Heros Zagłady miał wyraźny posłuch.

Hermiona z nostalgią wspominała jak męczące i nudne były lekcje u profesora Binnsa. Byłaby jednak teraz skłonna oddać wszystko, co posiadała by móc przesiedzieć ciągiem kolejne dziesięć godzin na takich zajęciach, niż by wytrwać tu jeszcze choć przez chwilę. To był prawdziwy koszmar.

Dafne usilnie próbowała włączyć ją w rozmowę o jakichś ich dalekich krewnych, u których chyba doszło do jakiegoś skandalu. Sugestie, że Hermiona nie ma pojęcia o kim mowa, ponieważ z powodu wypadku ma zaniki pamięci, przechodziły mimo uszu rozgadanej blondynki.

Draco był w tym czasie zajęty rozmową z Marcusem Flintem, który przyprowadził na bal jakąś kobietę – podobno jego asystentkę i ani słowem nie zająknął się na temat nieobecności swojej żony. Drugim rozmówcą blondyna był Heros Potępienia – Theodore Nott. Zajmował on bardzo wysokie miejsce w wewnętrznym kręgu, bowiem zajmował się osądzaniem pojmanych więźniów, jak również zdrajców, rebeliantów i osób które w jakikolwiek sposób naraziły się reżimowi. Był prawie tak samo ważną postacią jak Malfoy i Hermiona od zawsze myślała, że obaj mężczyźni bardziej ze sobą rywalizowali, niż że się lubili. Być może się myliła...?

– Czy to już pora na rozpoczęcie tańców? – Dafne klasnęła w dłonie, gdy orkiestra zaczęła grać szybszą melodię.

Draco odwrócił głowę i spojrzał prosto w oczy żony, a Hermiona ledwo zdusiła jęk. Musiało się jej udać z tego wykręcić, inaczej już było po niej.

– Jeśli szanowni gospodarze nie będą mieli nic przeciwko, to chciałbym dziś rozpocząć pierwszy taniec wraz z moją żoną – oznajmił tubalnym głosem Blaise. – Za kilka dni obchodzimy kolejną rocznicę ślubu, dlatego bardzo chciałbym sprawić jej tę małą przyjemność...

– Niestety nie dziś Zabini... – Zaczął mówić Malfoy, ale Hermiona poczuła, że absolutnie nie może pozwolić mu dokończyć tej wypowiedzi.

– Ależ bardzo proszę! Nie mamy nic przeciwko temu, by uczynić wam tę uprzejmość – oznajmiła, uśmiechając się do pary zachęcająco.

– Jak wspaniale! – Dafne cieszyła się niczym mała dziewczynka. – Myślałam, że obchodzimy rocznicę ślubu dopiero w przyszłym miesiącu, ale...

– Chodź już, bo orkiestra czeka – Blaise złapał żonę za rękę i dość obcesowo pociągnął ją za sobą na parkiet.

Hermiona wyczuła na sobie zimne spojrzenie Draco, ale postanowiła na to nie reagować, tylko z uśmiechem popatrzeć na nieco niezgrabnie tańczącą na parkiecie parę. Dafne ruszała się bardzo entuzjastycznie, za to Blaise wyglądał na wyraźnie zbolałego.

Była mu jednak niewymownie wdzięczna, że zdołał wywabić ją z opresji. Pilna notatka, którą w jej imieniu dostarczyła mu Una przyniosła pożądany efekt. Wykręciła się z pierwszego tańca i miała nadzieję, że nikt inny nie wpadnie na pomysł, by dziś zaprosić ją na parkiet.

Fakt, że Malfoy wciąż się jej przyglądał, zaczął ją trochę irytować dlatego przeprosiła wszystkich przy stole i zdecydowała, że musi udać się do toalety. Postanowiła się nie śpieszyć i przeciągnąć swój powrót do miejsca tortur najdłużej jak tylko rozsądnie się dało.

<><><>

Światło w korytarzu prowadzącym do sali balowej było nieco przyciemnione, a muzyka z balu dochodziła tu przytłumiona, jakby zza grubej ściany. Hermiona stanęła przy dużym, wykuszowym oknie, by zaczerpnąć oddechu przed kolejną serią sztucznych uśmiechów i wymuszonych uprzejmości. Nie potrafiła uwierzyć, że śmietanka śmierciożerskiej arystokracji dobrze się bawiła spędzając wieczory w ten sposób. Dla niej to wszystko było katorgą.

Wreszcie miała wracać do środka, gdy nagle tuż przed nią pojawił się Theodore Nott.

– Długo cię nie było. Już się obawiałem, że gdzieś mi uciekłaś droga pani Malfoy. – Mężczyzna błysnął zębami w uśmiechu, który zapewne miał jej się wydawać czarujący.

– Jestem trochę zmęczona... – wyjaśniła. – To przez ten ostatni wypadek...

– Tak, słyszałem o tym i bardzo mi przykro, że jakoś temu nie zapobiegliśmy.

– Dziękuję – odpowiedziała, znów uśmiechając się z przymusem.

– Nie dziwi mnie, że jesteś dziś zmęczona. Zwłaszcza kiedy Draco znów daje popis swojej zimnej arogancji.

Hermiona nie miała pojęcia, co powinna mu teraz odpowiedzieć. Jeszcze kwadrans temu wydawało jej się, że Malfoy był dla niego wprost wymarzonym rozmówcą, a teraz jak gdyby nigdy nic obrażał go przed jego własną żoną? To było dziwne i poniekąd niepokojące.

– Słyszałem, że po wypadku miewasz drobne problemy z pamięcią? – Nott stanął tak, że Hermiona nawet gdyby chciała, nie miałby jak go teraz wyminąć.

Mimowolnie poruszyła lekko ręką, by się upewnić, że w razie czego jej różdżka ukryta w rękawie, bez problemów wysunie się wprost do jej dłoni.

– Owszem, nie wszystko teraz pamiętam. Czasem jakieś wspomnienie wygląd, jak gdyby było za mgłą – wyjaśniała oględnie.

Theodore przesunął wzrokiem po reszcie korytarza, jakby chciał się upewnić, że nikt ich nie podsłuchuje.

Hermiona wstrzymała oddech, gdy mężczyzna pochylił się tak blisko, że jego usta nieomal musnęły jej ucho.

– Czyli, że nie pamiętasz, co mi ostatnio obiecałaś skarbie?

Odruchowo cofnęła się o krok, wpadając przy tym na ścianę. Oddech uwiązł jej w piersi, a puls przyśpieszył.

– Niczego takiego nie pamiętam – wydusiła z siebie, zszokowana tym, jak wiele śmiałości miał w sobie ten mężczyzna.

Czyżby jego nie obowiązywała klauzula wierności?

– Przestań się droczyć Asti! – Theodore zachichotał. – Obiecałem ci przecież, że dostaniesz to co zostanie z Malfoya, jak już z nim skończę. Nim jednak to się stanie musisz mi pomóc.

– Nie mam pojęcia o czym mówisz! – warknęła, czując narastającą irytację.

Czyli Astoria knuła coś za plecami męża nawet z Nottem? Czy ta kobieta naprawdę nie miała zahamowań?

– Przestań ściemniać! Masz zebrać dla mnie te informacje, albo inaczej... – Nott uniósł dłoń, a ona nie była pewna czy chce ją tylko pogłaskać po twarzy, czy jednak uderzyć, dlatego zareagowała odruchowo i nim mężczyzna zdołał mrugnąć, posłała w jego stronę klątwę odpychającą.

Odleciał na około piętnaście metrów, po czym rozłożył się na ziemi jak długi. Hermiona dyszała ciężko, wciąż ściskając różdżkę Astorii w dłoni. Theodore miał szczęście, że sięgnęła właśnie po tę. Gdyby przeklęła go swoją własną różdżką, z pewnością straciłby przytomność na kilka godzin.

Nagle jakiś ruch zwrócił jej uwagę. W drugim końcu korytarza, przy drzwiach sali balowej stał nie kto inny, tylko sam Malfoy. Nie miała pewności, ale na jego twarzy chyba gościł w tej chwili czysty szok.

Podjęła decyzję w ułamku sekundy. Odwróciła się i popędziła w jego stronę, ze wszystkich sił zmuszając się do szlochu i wylania kilku łez.

– Draco! On chciał mnie zaatakować! Chciał mi coś zrobić! – szlochała, starając się brzmieć histerycznie i dramatycznie.

Dopadła do niego i praktycznie rzuciła mu się w ramiona, czym zaskoczyła go na tyle, że praktycznie zachwiał się na nogach, a jego usta opuścił głuchy jęk.

Chwilę to trwało, ale ku zaskoczeniu Hermiony, Malfoy zamiast ją odepchnąć, jednym ramieniem objął ją w tali i przytulił. Nie była tego do końca pewna, ale mężczyzna chyba zatopił twarz w jej włosach i zaciągnął się ich zapachem.

To było naprawdę przedziwne.

Wreszcie jednak Draco przesunął ją w swoich ramionach tak, by lepiej widzieć zbierającego się właśnie z posadzki Notta.

– Twoja żona coś nieopatrznie zrozumiała – wycharczał Theo, wciąż oszołomiony.

– Czyżby?

Hermiona nie bacząc na to, że znajdowała się w ramionach blondyna, wzdrygnęła się lekko. Jego głos brzmiał naprawdę złowrogo i przerażająco. Ona na miejscu Notta już brałaby nogi za pas.

– Ja nie... – zaczął mówić Theodore.

Nagle trzy czarne smugi dosłownie przemknęły przez środek pomieszczenia. Kobieta dopiero po chwili zorientowała się, że byli to młodzi śmierciożercy, zapewne najlepsi ludzie z szeregów Herosa Zagłady. Musiał mieć jakiś specjalny sposób, by wezwać ich niemal niezauważalnie.

– Za chwilę porozmawiamy o tym sam na sam. W moim lochu – zadeklarował Draco.

– Nie możesz... – Nott najwyraźniej chciał się kłócić, ale został uciszony zaklęciem i praktycznie siłą wywleczony z korytarza.

Hermiona wypuściła drżący oddech, szczęśliwa, ze finał tej poronione akcji nie był gorszy. Właśnie chciała odsunąć się od blondyna, gdy uścisk na jej talii się wzmocnił.

Zimna dłoń dotknęła jej podbródka unoszą go i zmuszając ją, by pomimo półmroku panującego w korytarzu spojrzała mu prosto w oczy.

Coś przesunęło się pod jej skórą — jakby chłód zebrał się w jednym punkcie kręgosłupa i rozlał po ciele cienką, lodowatą smugą. Ramiona mimowolnie drgnęły, a włoski na karku uniosły się, jakby ostrzegając przed czymś, czego jeszcze nie potrafiła nazwać. W piersi czuła napięcie, zwiniętą twardą kulę, która nie ustępowała ani na sekundę.
A wszystko to stało się gorsze, gdy padło to jedno pytanie.

– Kim ty do cholery jesteś?









<><><>



Hej 💚

Przepraszam Was za kolejne opóźnienia. Naprawdę wybrałam sobie dość trudny życiowo czas na powrót do pisania.
Na szczęście rozdział 4 już jest. Nie pytajcie mnie jednak kiedy będzie 5 - obiecuję tylko tyle, że ze wszystkich sił się postaram zakończyć "Kwintesencję" przed świętami.
Kolejną publikacją na pewno będzie kolejny rozdział: "Bez Wyjątków".
Pozdrawiam i życzę Wam spokojnego przygotowania do okresu świątecznego.

Vena

piątek, 28 listopada 2025

Kwintesencja - Rozdział 3

Chwilowy brak oddechu udało jej się zamaskować udawanym szokiem po nagłym odzyskaniu przytomności. Od razu rozejrzała się po wnętrzu, starając się jednocześnie jak najszybciej zarejestrować możliwie dużo szczegółów ze swojego nowego otoczenia.

Już na pierwszy rzut oka można było zauważyć, że salon w siedzibie rodowej Malfoyów emanował ponadczasową elegancją i chłodem, jakby każdy fragment tego pokoju pamiętał długą historię tego miejsca.

Ściany były pokryte głęboką, matową zielenią, a wzdłuż jednej z nich stała masywna biblioteka z ciemnego drewna. Hermiona miała ogromną ochotę, by podejść bliżej i móc choćby odczytać tytuły. Jednak już na etapie planowania tej misji postanowiła nie zbliżać się ani nie dotykać bez potrzeby niczego cennego w tym domu z obawy, że mogło zostać przeklęte zaklęciami przeciwko mugolom i mugolakom.

W kącie pokoju znajdował się owalny stolik z błyszczącego drewna, na którym ustawiono miedzianą tacę z kryształowymi karafkami i lampkami. Podłogę natomiast zdobił duży, ręcznie tkany dywan o klasycznym wzorze, w którym przeplatały się zielone i złote nici.

Pomieszczenie to z pewnością było eleganckie i luksusowe, ale jak na gust Hermiony jednocześnie dziwnie zimne i odpychające.

– Może lepiej wezwijmy magomedyka – zaproponował jeden z młodszych śmierciożerców.

– Chyba nie ma takiej potrzeby – wtrącił natychmiast Blaise. – Dobrze by było na razie nie alarmować zbyt wielu osób, jeśli nie chcemy, by ta sprawa od razu się rozeszła. Najpierw najlepiej będzie ustalić, co dokładnie się stało zanim informacja o tym dojdzie do naszych najwyższych kręgów.

– Nie licz na to, że zaproszę Flinta do mojego domu, by sobie z nim o tym wesoło pogawędzić – Draco brzmiał jakby był sfrustrowany i chyba nieco zmęczony, jednak trudno było doszukiwać się w nim niepokoju związanego ze stanem jego małżonki.

– Sam mogę mu przekazać, co się wydarzyło i wtedy możemy zaplanować, jakie dalsze działania należy podjąć, by ta sprawa nie zamieniła się od razu w wielką aferę – zaproponował Zabini.

Hermiona kątem oka obserwowała, jak Malfoy podchodzi do stojącego w kącie pokoju barku. Nalał do jednej ze szklanek bursztynowej whisky i gestem zaproponował przyjacielowi to samo, na co ten skwapliwie przytaknął.

Nie umknęło jej, że młodszym Śmierciożercom tego nie ofiarował, nie wspominając już nawet o tym, że własnej, rannej żonie nie podał nawet szklanki wody.

Co za palant!

– Skąd pewność, że zaatakował je akurat Zakon Feniksa, a nie jacyś włóczędzy? – Malfoy podszedł, by wręczyć Zabiniemu drinka, a jego wzrok wreszcie na chwilę zatrzymał się na wciąż wpół leżącej na kanapie postaci jego żony.

Krótki grymas przemknął przez jego twarz, ale w jego oczach przez chwilę błysnęło coś, co natychmiast zaniepokoiło Hermionę. Wyglądał jakby coś podejrzewał.

– To byli ci z Zakonu. Na pewno – wydukała z siebie, mając nadzieję, że brzmiało to wystarczająco nieporadnie i nieskładnie.

W odpowiedzi Malfoy prychnął z pogardą.

– A skąd ty możesz wiedzieć, jak wyglądają członkowie Zakonu Feniksa, skoro nie brałaś udziału w ani jednej potyczce od początku wojny? – Blondyn był wyraźnie poirytowany.

– Ja… – Hermiona specjalnie się zajęknęła. – Oni mieli rude włosy. Dwóch z nich.

– To może byli Irlandczykami? – Znów wtrącił się jeden z młodszych śmierciożerców.

– Wy dwaj poczekajcie na mnie na zewnątrz! – Nakazał im ostrym tonem Blaise.

– Tak jest! – Obaj mężczyźni zasalutowali w stronę swoich dowódców, po czym natychmiast wyszli.

– Młodziki – parsknął Zabini. – Wciąż nie sposób ich wychować.

– Co w ogóle robiłeś z nimi dziś rano na Śmiertelnym Nokturnie? – Draco brzmiał neutralnie, ale Hermiona dobrze wiedziała, że była też w tym zawarta pewna doza podejrzliwości.

– Mieliśmy za zadanie odebrać od Parkinsona zapasy Jadu Bahanek.

– Ten staruch nadal urzęduje na Nokturnie?

Draco wyglądał na zainteresowanego tym tematem o wiele bardziej niż tym, co tak naprawdę przydarzyło się jego żonie. Hermiona zrozumiała, że doniesienia o jego prawdziwej nienawiści do Astorii wcale nie były przesadzone.

– Nadal siedzi w tej starej norze, do jakiej zesłał go nasz Pan po zdradzie jego córki – Blaise uśmiechnął się cynicznie. – W każdym razie znaleźliśmy półprzytomną Greengrass nieopodal. Zdołała nam powiedzieć tylko tyle, że ledwo umknęła z zasadzki Zakonu.

– Przez cały czas się zastanawiam, jakim cudem? – Draco wywrócił oczami, ale zaraz potem wreszcie jego uwaga skupiła się na niej. – Co pamiętasz?

– Ja… – Hermiona ze wszystkich sił starała się wyglądać na zdezorientowaną. – Byłam z Tracey na zakupach, wyszłyśmy ze sklepu i… To się stało tak nagle... Pojawili się znikąd. Było ich czterech, a oni… – zaszlochała cicho. – Oni ją zabrali…

Kątem oka zauważyła, jak Zabini unosi kciuk w górę i szczerzy się do niej za plecami blondyna. Ledwo udało jej się nie wyjść z roli, by nie posłać mu karcącego spojrzenia. Nie powinien tak ryzykować ich zdekonspirowaniem, zwłaszcza dla samej zabawy.

– I twierdzisz, że byli wśród nich rudzielce? – Draco patrzył na nią tak przenikliwie, że była zmuszona odwrócić wzrok.

Nie martwiła się jednak, że wyjdzie na zbyt speszoną lub niepewną. Z tego, co przekazała im Davis, Astoria raczej bała się męża, choć na tyle na ile mogła, zabiegała o jego atencję. Hermiona miała wrażenie, że ich związek przypominał trochę relację pana z niechcianym szczeniakiem, który pomimo obojętności i odpychania ciągle wracał po strzępki uwagi.

– Tak… Jeden z nich przyjaźnił się z tym… eee…

– Dostała cios w głowę – Zabini wskazał na jej ranną skroń. – Pewnie dlatego jest oszołomiona i może nie pamiętać wszystkich szczegółów.

Draco spojrzał wymownie w sufit, jakby sam fakt, że musi znosić jej obecność w tym samym pokoju, wyczerpywał wszelkie pokłady jego cierpliwości.

– Szkoda, że ci popieprzeni fanatycy Pottera wciąż nie potrafią niczego zrobić raz, a dobrze – warknął, jakby sam do siebie.

– Myślę jednak, że nic poważnego jej się nie stało – Blaise wstał i odłożył szklankę. – Najwyraźniej miała więcej szczęścia niż żona Flinta.

– Niestety ja najwyraźniej miałem go od niego mniej – Draco znów się skrzywił. – Ale nie gratuluj mu jeszcze ode mnie. Feniksy mogą zechcieć mu oddać żonkę, jeśli tylko trochę dłużej będą zmuszeni z nią przebywać.

Blaise zachichotał i podszedł do Malfoya, by uścisnąć mu dłoń.

– Pewnie przez kilka dni będziesz miał spokój, bo twoja żona najwyraźniej wymaga sporo odpoczynku i nie będzie zbyt aktywna.

– To ja potrzebuję odpoczynku, ale nim ta popieprzona wojna się nie skończy moje szanse na to, są raczej marne.

– Co zrobić przyjacielu – Blaise uśmiechnął się pod nosem. – Myślę jednak, że koniec wojny może być bliżej niż sądzimy – Zabini spojrzał na wciąż leżącą na kanapie kobietę.

– Masz u mnie butelkę najlepszej ognistej, jeśli ta wizja wkrótce się ziści – skomentował cierpko Malfoy. – Daj mi znać sową, co ustaliliście z Flintem w sprawie zgłoszenia tego incydentu do naszego pana.

– Jasne, wkrótce się odezwę – Heros Grzechu skierował się do wyjścia, lecz nim opuścił pokój spojrzał jeszcze raz w stronę Hermiony.

Od tej chwili zostawała z tym wszystkim sama i tylko od niej będzie zależało, czy ta misja w ogóle się powiedzie.

– Powodzenia Gr…Greengrass.


Wahanie w głosie Zabiniego było ledwo słyszalne, ale Hermiona zdołała je dostrzec i o mały włos nie syknęła na niego niczym wściekły wąż. Może jednak zaufanie, które Zakon pokładał w nim, jako w swoim najbardziej lojalnym szpiegu było przesadzone? Coś jej tu naprawdę nie pasowało.

– Czyli na pewno przeżyjesz? – Draco nawet na nią nie spojrzał, tylko podszedł do barku po dolewkę whisky.

– Ja… Tak… Chciałabym tylko już pójść do siebie – wyjąkała.

– Chyba nie liczysz na to, że cię tam zaniosę? – Rzucił jej drwiące spojrzenie, po czym odwrócił się do niej plecami, racząc się kolejną porcją alkoholu.

– Nie… Ale może… Mój skrzat domowy?

– To go wezwij. Będę w swoim gabinecie, ale niech nikt mi nie przeszkadza, chyba że zdecydujesz, że jednak chcesz skonać.

Blondyn znów nawet się nie obejrzał, gdy wyszedł z pokoju, a Hermiona mogła być pewna, że twarz Astorii nosiła teraz wyraz czystego niedowierzania.

Wszelkie legendy o nim najwyraźniej mówiły prawdę. Malfoy był potworem bez uczuć i nie musiała już żywić żadnych wątpliwości, że mogło kiedyś być inaczej.

<><><>

Sypialnia Astorii przypominała komnatę w pałacu, w którym każdy element wnętrza zdawał się aż krzyczeć o tym do jakiego luksusu była przyzwyczajona. Już od progu w nos uderzał zapach ciężkich perfum z nutą róży i jaśminu. Ściany pokrywała tapeta o złotym, kwiecistym wzorze, który skręcał się w fantazyjne ornamenty. W centrum pokoju stało monumentalne łoże z baldachimem, podtrzymywane przez cztery masywne rzeźbione kolumny. Baldachim wykonany był z ciężkich, kremowych tkanin obszytych złotą koronką i frędzlami.

Po lewej stronie stała toaletka niemal w całości zagracona drobiazgami: kryształowymi flakonami perfum, szczotkami z rączkami zdobionymi masą perłową i szkatułkami z biżuterią. Wszystko odbijało się w wielkim trójskrzydłowym lustrze, którego złota rama była kunsztownie zdobiona.

Hermiona czuła się w tym wnętrzu obco i poniekąd przytłaczająco, wiedziała jednak, że będzie musiała jakoś przetrwać tu te dwa tygodnie, po cichu tęskniąc za prostotą jej komnat w dawnym Hogwarckim biurze prefektury.

Una – skrzatka domowa, którą zgodnie ze słowami Zabiniego, Astoria dostała w prezencie ślubnym od męża, była zmizerniałym i wyraźnie przerażonym stworzeniem na widok, którego dosłownie pękało serce.

Za każdym razem, gdy się do niej zbliżała, służka kuliła się w sobie, kładąc płasko uszy, a w jej oczach błyszczał czysty strach. Wyglądała, jakby w każdej chwili była przygotowana na to, by otrzymać kolejny cios. To było naprawdę przytłaczające.

Astoria musiała maltretować to biedactwo i to od dawna. Nie po raz pierwszy Hermiona poczuła satysfakcję z tego, że ta pusta idiotka dała się pokąsać Akromantulom i ostatecznie umarła. Świat najwidoczniej niewiele na tym stracił.

Hermiona ze wszystkich sił starała się zachowywać naturalnie, jak gdyby ten pokój był jej ulubionym miejscem na ziemi. Opowiedziała Unie krótko o tym, co jej się przydarzyło i poprosiła o pomoc przy przygotowaniu kąpieli i kilku innych niezbędnych jej rzeczy.

– Ale… – Una aż zadrżała ze strachu. – Przy kąpieli zawsze towarzyszy mojej pani panienka Mabel…

– W takim razie ją wezwij! – Starała się, by zabrzmiało to ostro, ale naprawdę nie miała ochoty jeszcze bardziej straszyć małego skrzata.

Widać było, że służba była absolutnie posłuszna wszelkim rozkazom Astorii, bowiem ledwo zdołała zdjąć pelerynę, a jej kąpiel była już gotowa.

Łazienka była niemal równie imponująca — i równie przesadzona — jak sama sypialnia arystokratki. Podłogę tworzyła szachownica z czarnego i kremowego marmuru, tak wypolerowana, że dosłownie odbijała światło. W centrum pomieszczenia stała wolnostojąca, ogromna wanna na złoconych łapach. Kran w kształcie łabędzia miał złote skrzydła rozchylone jak do lotu, a jego kurki zdobiły dwa najprawdziwsze szmaragdy. Przepych, aż bił po oczach. Jedną ze ścian w całości stanowiło ogromne lustro w szczerozłotej, rzeźbionej ramie i od razu można było dojść do łatwego wniosku, że Astoria lubiła patrzeć na swoje odbicie. Najwyraźniej nie było przesady w tym, że ludzie nazywali ją próżną i pustą.

Mabel okazała się niską, drobna szatynką, patrzącą na swoją panią z takim samym lękiem i dystansem, jak Una. Hermiona nie mogła mieć pewności – zresztą sama Tracey również nie potrafiła im odpowiedzieć na to pytanie, ale zdaje się, że służka była charłakiem, który od lat służył we dworze Malfoyów, podobnie zresztą jak jej rodzice. Hermiona przed misją nie zdołała się dowiedzieć o niej zbyt wiele, poza tym, że to ona razem z Uną były najbliżej z Astorią.

– Kąpiel gotowa, moja pani – wyszeptała, pochylając głowę, gdy Hermiona weszła do łazienki.

– Dziękuję – odpowiedziała odruchowo i szybko się zmitygowała, widząc jak zaskoczona dziewczyna unosi głowę i patrzy na nią nie kryjąc szoku.

Postanowiła to zignorować i szybko zaczęła się rozbierać. Po chwili jednak zamarła. Nie dość, że służąca nie wyszła z łazienki, to ona również od razu zaczęła zdejmować z siebie odzież.

– Co ty wyprawiasz? – zapytała Hermiona, zapominając, że nie powinna być aż tak widocznie zszokowana.

Mabel zamarła w pół ruchu, akurat zsuwając z ramion bluzkę.

– Tak, jak pani lubi – wyszeptała. – Wejdę do wanny, by zrobić pani masaż i… Wszystko to, czego pani zechce.

– Nie trzeba! – Hermiona nic nie mogła poradzić na to, jak piskliwie zabrzmiała. – Dziś nie mam na to ochoty!

Krótki wyraz ulgi przemknął przez twarz dziewczyny, która od razu szybko się ubrała, po czym wyraźnie skulona uciekła z łazienki.

Hermiona z niedowierzaniem aż pokręciła głową. Czyli, że to prawda, że Astoria wykorzystywała swoją służącą do… Dostarczania sobie rozrywki? Z niesmaku, aż zrobiło jej się kwaśno w ustach.

To oznaczało, że z pewnością nie tylko Malfoy będzie świętował, gdy się dowie, że Greengrass ostatecznie pożegnała się z tym światem.

<><><>

Hermiona nie mogła spać, zajęta czuwaniem i skrupulatnym pilnowaniem czasu, w którym będzie musiała zażyć kolejną dawkę eliksiru. Przez cały dzień Malfoy nawet na chwilę nie zakłócił jej spokoju, ani nawet nie próbował skontaktować się z nią poprzez służbę.

Una dostarczała jej wykwintne posiłki, a Mabel pojawiła się na chwilę, pytając czy potrzebuje pomocy przy szykowaniu się do snu, ale poza tym zostawiono ją w spokoju – co też najbardziej jej odpowiadało.

Jedynym innym, wartym uwagi akcentem było to, że Astoria otrzymywała mnóstwo towarzyskiej korespondencji, która w magiczny sposób pojawia się na stojącym w przeciwległym kącie pokoju sekretarzyku. Hermiona zdecydowała się na razie nie odpowiadać na te listy. Wieść o tym, że doznała urazu z pewnością szybko dotrze do wszystkich zainteresowanych i tym samym powinni zrozumieć jej brak odpowiedzi.

Wstała z łóżka na długo przed świtem i dokładnie przejrzała rzeczy Astorii. Nie liczyła specjalnie na znalezienie żadnego pamiętnika, bowiem jak wspominała Tracey – Greengrass nie lubiła pisać, jeśli nie musiała. W całym pokoju nie było też ani jednej książki.

Znalazła za to zdjęcie ślubne Astorii i Draco. Chyba jeszcze nigdy nie widziała równie nieszczęśliwej pary umieszczonej na jednej fotografii. Kobieta mocno uczepiona ramienia blondyna, wpatrywała się w niego jednocześnie z rozpaczą i z uwielbieniem. Natomiast Malfoy wyglądał jakby zaklęto go w głaz. Zero uczuć i emocji. Obojętność z delikatną nutą niesmaku lub nawet pogardy.








W jednej z szuflad znalazła małą szkatułkę, a w niej spinkę do mankietu ze szmaragdem, starą zapalniczkę z wygrawerowanymi inicjałami D.M. oraz niewielką fotografię wyraźnie młodszego Draco, na której najpierw łypał on groźnie, po czym zawadiacko się uśmiechał w zaklętej pętli.

Ciekawie było odkryć, że Astoria najwyraźniej naprawdę żywiła jakieś uczucia do swojego zaaranżowanego męża. Szkoda tylko, że frustrację spowodowaną brakiem odwzajemnionych uczuć, najwyraźniej wyładowywała na swoich służących.

Najmniej imponującym znaleziskiem w rzeczach arystokratki, był wielki kufer, który znalazła pod łóżkiem. Co ciekawe był on obłożony kilkoma zaklęcia ochronnymi, ale bez problemu się z nimi uporała i to za pomocą różdżki Astorii. Już na etapie przygotowań do misji postanowiła nie używać swojej własnej różdżki bez wyraźnej konieczności. Nie mogła mieć pewności, co do tego czy Malfoy nie miał w domu namiarów monitorujących użycie magii przez niezarejestrowane w księgach rodowych magiczne atrybuty.

Kufer, który z taką łatwością otworzyła krył w sobie – najprościej to ujmując – całą kolekcję zabawek erotycznych. Były tam również liny, specjalne eliksiry pobudzające oraz mnóstwo skąpej bielizny. Hermiona miała tylko nadzieję, że Astoria nie zakładała niczego z tego na swoje wymuszone cotygodniowe schadzki z Malfoyem.

Tracey nie mogła powiedzieć zbyt wiele o pożyciu intymnym państwa Malfoy poza tym, że było raczej nieudane. Hermiona miała nadzieję, że z powodu urazu uda jej się uniknąć konieczności pójścia z nim do łóżka. Nie wyobrażała sobie jakby miała wtedy nie wzbudzić w nim podejrzeń. Przecież zapewne doskonale znał każdą reakcję Astorii w tak bliskiej relacji. Na samą myśl o konieczności takiego poświęcenia się dla dobra misji, robiło jej się naprawdę niedobrze.

Gdy nadeszła pora śniadania, Hermiona zdecydowała, że sama wybierze swój strój i sama się uczesze, choć Una i Mabel stały tuż obok w pełnej gotowości. Z tego, co udało jej się wcześniej ustalić, Astoria jadała śniadania samotnie w dużej jadalni, a Malfoy albo jadł w swoim gabinecie, albo w ogóle unikał śniadań.

Z założenia tylko raz w tygodniu jedli wspólną kolację i to właśnie w jej trakcie ustalali wszystko, co było niezbędne do prowadzenia życia w rezydencji i bywania w ich kręgu towarzyskim. Kolacja zwykle odbywała się dokładnie na tydzień przed co dwutygodniowym przyjęciem w rezydencji, które Greengrass wydawała na cześć współpracowników i żołnierzy Malfoya.

Z tego co już udało jej się ustalić, kolejne przyjęcie miało odbyć się za pięć dni, ale z powodu wyjazdu Astorii para jeszcze nie miała okazji wspólnie zjeść i porozmawiać. A to mogło oznaczać, że Draco mógł tego zażądać każdego, nadchodzącego wieczoru. Mógł też zupełnie z tego zrezygnować, za co Hermiona byłaby mu naprawdę wdzięczna.


<><><>


Jadalnia była ogromnym pomieszczeniem z wysokim sufitem, z którego zwisał wielki, kryształowy żyrandol. Po obu stronach pokoju ustawiono ciężkie, rzeźbione kredensy i witryny, wypełnione drogą porcelaną. W samym centrum stał długi, masywny stół z mahoniowego drewna, lakierowany na wysoki połysk. Obecnie był nakryty jedwabnym obrusem w kolorze głębokiej zieleni, obszytym złotą lamówką. Krzesła wokół stołu posiadały wysokie oparcia, tapicerowane aksamitnym materiałem z haftowanymi herbami rodu Malfoyów. Już na sam ich widok Hermionie odechciewało się podejść do stołu i przy nim usiąść. A to zobaczyła zaraz później, przyprawiło ją o mały zawrót głowy.

Cholera! I co teraz…?

Przy stole czekała na nią niemiła niespodzianka… A tak w zasadzie to aż dwie niemiłe niespodzianki. Okazało się, że nie będzie miała dziś szansy na spokojne, samotne śniadanie.





 

Już z daleka zauważyła, że Malfoy nie wyglądał na specjalnie szczęśliwego, patrząc z ukosa na Marcusa Flinta, który to z szerokim uśmiechem właśnie nakładał na szczerozłoty talerz całą masę tłustych kiełbasek.

– Skoro koniecznie musiałeś nas odwiedzić akurat w porze śniadania, to równie dobrze możemy jeść i odbyć tę rozmowę, prawda? – Malfoy spojrzał prosto na swoją żonę. – Dobrze, że już jesteś najdroższa. – Lekko się skrzywił po wypowiedzeniu tego słowa. – Marcus ma do ciebie kilka pytań.

– Oczywiście… – wykrztusiła niepewnie. – Witaj Herosie Mroku.

– Pani Malfoy! – Flint wstał i rozpłynął się cały w fałszywym uśmiechu. – Widzę, że pomimo doznanego urazu, jak zwykle wyglądasz olśniewająco!

Obleśny typ zmierzył jej ciało swoim wygłodniałym wzrokiem, wcale się z tym nie kryjąc. Widać doskonale wiedział, że Malfoy nie zareaguje na to, że tak bezczelnie gapił się na jego małżonkę.

– Tak bardzo mi przykro z powodu Tracey – Hermiona zajęła krzesło po prawie stronie siedzącego u szczytu stołu Malfoya. – Chciałam jej pomóc, ale nie mogłam…

Malfoy prychnął pogardliwie, a Hermiona doszła do wniosku, że miał już taki wyrobiony nawyk. Najwyraźniej dość często pogardzał tym, co mówiła jego żona.

– Doskonale o tym wiem – Flint uśmiechał się tak szeroko, że nie mogło być wątpliwości, co do tego, że w jakikolwiek sposób przejął się tym, że jego żona wpadła w ręce ich wrogów. – Tracey zawsze pakowała się w kłopoty. Mogłem się domyślić, że ta wyprawa na zakupy to nienajlepszy pomysł. Zwłaszcza, że ci śmieszni rebelianci robią się coraz bardziej zdesperowani. To oczywiście zasługa twojego męża, który doskonale lokalizuje i niszczy wszystkie ich zapasy.

Hermiona kątem oka spojrzała na blondyna. Nie wyglądał wcale na dumnego, czy zadowolonego z siebie. Wydawał się zupełnie obojętny na te pochwały.

– Gdy uciekałam, uderzyłam się w głowę – Hermiona wskazała na ranę na swojej skroni.

Specjalnie jej nie wyleczyła, by zawsze mogła użyć jej jako wymówki, jeśli popełni jakąś gafę lub powie coś nieodpowiedniego.

– I dlatego niewiele pamiętam… – Skromnie opuściła oczy, jakby zasmucona własną niemocą.

Poczuła na sobie przeszywające spojrzenie Draco i natychmiast usiadła prosto.

– Nie zamierzam cię bez sensu przepytywać moja droga – Flint wciąż rozpływał się w uśmiechu. – Chciałbym tylko wiedzieć, czy te pieprzone feniksy wspomniały coś o tym, że będą chcieli za Tracey jakiś okup?

– Okup? – Powtórzyła głupio. – Myślicie, że chcieli nas porwać dla okupu?

– To jedna z możliwości – skomentował Draco, wciąż uważnie jej się przyglądając.

Wreszcie jednak odwrócił głowę w stronę Flinta.

– Rozumiem, że będziesz skłonny im zapłacić?

Uśmiech na twarzy Marcusa wreszcie na chwilę zgasł, a zastąpił go ponury grymas.

– Jeśli będę do tego zmuszony – odpowiedział wymijająco. – A ty byś zapłacił, gdyby udało im się pojmać również twoją żonę? – zaatakował.

Draco uśmiechnął się cynicznie, po czym ku przerażeniu Hermiony sięgnął po jej dłoń i przyłożył ją do ust, nie całując jej jednak, lecz ledwie dotykając.

– Oczywiście – odpowiedział, patrząc jej przy tym głęboko w oczy. – Żona to przecież mój najcenniejszy skarb.

Hermiona ledwo się powstrzymała przed wzdrygnięciem. Nie miała pojęcia czy to, co teraz robił było tylko jakąś grą, którą prezentował na potrzeby Flinta, czy też zrobił to, bo coś wzbudziło jego podejrzenia i postanowił ją sprawdzić.

– Nic nie słyszałam o żadnym okupie – Hermiona odwróciła się w stronę Marcusa, wreszcie zrywając kontakt wzrokowy z Draco, a on na szczęście od razu puścił jej dłoń.

– To świetnie! – Flint na nowo się rozpromienił, po czym sięgnął po kolejną dokładkę kiełbasek.

– A ty nic nie zjesz? – Malfoy nadal nie spuszczał jej z oczu i zaczęła się tym coraz mocniej stresować.

Mając nadzieję, że dłoń jej nie zadrży, sięgnęła po paterę z jajkami, nim jednak zdążyła sobie nałożyć, Draco znów się odezwał.

– Zamierzasz to jeść? Nie masz przypadkiem alergii na nabiał?

Ledwo zdusiła w ustach przekleństwo. dlaczego ta beznadziejna Tracey jej o tym nie powiedziała, gdy wypytywała ją o choroby i alergie Astorii?

– Ja… Zapomniałam… – wyjąkała, natychmiast odkładając jajka. – To przez ten cios w głowę…

Przypomniała sobie szybko, że Davis im wyznała, iż jej ukochana lubiła jeść na śniadanie owsiankę i owoce.

– Una! – zawołała, próbując zabrzmieć władczo. – Gdzie moja owsianka?

Skrzatka natychmiast się pojawiła i postawiła przed nią pięknie przygotowane śniadanie.

W ostatnim momencie Hermiona przypomniała sobie, że raczej nie powinna jej za to podziękować. Astoria prawdopodobnie uważała, że wszystko co robi służba należy do ich powinności i nie trzeba ich za to jakoś specjalnie nagradzać.

– Faktycznie jest dziś jakaś nieswoja Astorio – Marcus uśmiechnął się do niej pocieszająco. – Ale oczywiście to zrozumiałe, po tym co ci się przytrafiło.

– Skończyłeś jeść Flint? – przerwał mu dość obcesowo Draco. – Jeśli tak, to za chwilę możemy się zbierać.

– Jestem gotowy do drogi, gdy tylko ty też będziesz – Marcus uśmiechnął się drwiąco, co wyraźnie zirytowało Malfoya, który od razu zerwał się ze swojego krzesła.

– Pójdę tylko na chwilę do swojego gabinetu i możemy ruszać. – Oświadczył władczo, od razu wychodząc z jadalni.

– Nadęty kutas – mruknął Flint, jednocześnie mrugając porozumiewawczo do Astorii. – Jak ty z nim wytrzymujesz?

Hermiona nie miała wątpliwości, że to nie ich pierwsza tego typu rozmowa. To ciekawe, że Greengrass pozwalała innym obrażać swojego męża w jej obecności.

– Przecież nie mam innego wyboru – wydukała, grzebiąc niemrawo w swojej owsiance.

– Nie bądź smutna – Flint zacmokał. – Chyba, że chcesz bym znów cię pocieszył…? – Dodał ciszej.

– Co? – zapytała, w ostatniej chwili reflektując się, że jej wyraźny szok mógłby wzbudzić w nim jakieś podejrzenia.

– No wiesz, tak jak ostatnio… Jedno łóżko, a w nim ty, ja, mój służący i ta twoja służka… – Marcus zachichotał. – Szkoda tylko, że nie wolno nam się było nawzajem dotykać, ale za ta dwójka naprawdę zrobiła dla nas doskonałe przedstawienie. Chyba miło by było to powtórzyć, nie sądzisz?

Cieszyła się, że ledwo tknęła swoje śniadanie, ponieważ w tej chwili zrobiło jej się naprawdę niedobrze.

Astoria okazała się złą, zepsutą do szpiku kości osobą i bardzo żałowała, że podczas tej misji nie mogła się wcielić w kogoś innego. Już sam fakt, że piła eliksir wielosokowy zawierający jej włos budził w niej głębokie obrzydzenie. Nie chciała mieć styczności z kimś tak ohydnym, w jakikolwiek sposób.

– Nie czuje się dobrze, po tym urazie – Hermiona znów wskazała na ranę na skroni.

– To daj mi znać kiedy poczujesz się lepiej – Flint znów do niej mrugnął, ale nie zdołał dodać nic więcej, bowiem Malfoy właśnie wrócił do jadalni.

– Wychodzę na cały dzień – rzucił do niej krótko. – W razie czego, wyślij mi sowę lub któregoś ze skrzatów. I dobrze wypocznij – ostatnie słowo dodał chyba tylko dlatego, że był przy tym Flint.

– Dobrze. Udanego dnia – Hermiona pożegnała ich z prawdziwą ulgą.

Marcus na odchodne podszedł by ucałować jej dłoń, co tylko wzmogło w niej mdłości. Szybko jednak musiała wziąć się w garść. Skoro Malfoy wychodził na cały dzień, istniała szansa, że mogła trochę bardziej powęszyć po rezydencji. A najbardziej ciekawym miejscem z pewnością był jego gabinet. I to tam zamierzał zacząć.

<><><>


Poruszała się po gabinecie Draco z nerwową ostrożnością, jak ktoś, kto doskonale wie, że nie powinno go tam być. Pomieszczenie pogrążone było w półmroku; jedynie smuga wąskiego światła wpadała przez uchylone zasłony, rzucając na parkiet chłodny połysk. Ciężki zapach pergaminu, starych ksiąg i chyba nieco przestudzonej herbaty unosił się w powietrzu. To ciekawe, że wciąż lubił ją popijać w trakcie pracy. Tak jak za dawnych lat.

Biurko Herosa Zagłady stało na samym środku pokoju. Było wykonane z mahoniowego drewna i miało bogatko rzeźbione nogi. Nie chcąc tracić czasu, najpierw rzuciła wszelkie czary wykrywające, które mogły sugerować czym Malfoy zabezpieczał swoje biuro. O dziwo nic nie znalazła, poza jedną szufladą chronioną naprawdę mocną magią. Szybko podeszła do biurka i zaczęła przeglądać leżące na nim dokumenty, a później otwierać jedną szufladę, po drugiej. W środku znalazła stos korespondencji z równiutko przyciętymi pieczęciami, notes z jego pięknym pismem, w której chyba zapisywał godziny i miejsca spotkań wewnętrznego kręgu Śmierciożerców oraz kilka map, które na chwilę obecną nic jej nie mówił, ale postanowiła rzucić na nie zaklęcie kopiujące i odesłać duplikaty do swojej komnaty.

Spojrzała na zamkniętą szufladę. Co tak ważnego w niej przechowywał, że nałożył na to, aż tyle zaklęć? Czuła, jak serce zaczyna jej tłuc się o żebra. To z pewnością były plany kolejnych misji, jakie miały pokrzyżować działania Zakonu Feniksa! Gdy tylko je także mogła skopiować…!

Zdejmowanie zaklęć było żmudne, ale o dziwo poszło jej dość sprawnie. Zapewne Malfoy nie obawiał się zbyt wielu szpiegów we własnym domu, ani tym bardziej tego, że jego własna żona będzie potrafiła dostać się do zawartości tej szuflady.

Wreszcie udało jej się zdjąć wszelkie zabezpieczenia, a zaklęcia sprawdzające wyraźnie pokazywały, że na mebel nie jest już nałożona żadna magia. O co mogło chodzić? Dlaczego nadal się nie otwierała?

– Cholera skup się Granger! – szepnęła w złości sama do siebie.

Nagle coś kliknęło, a po chwili szuflada praktycznie sama wyjechała z biurka. Hermiona, aż podskoczyła z radości. Nie miała pojęcia dlaczego zadziałało, ale najważniejsze, że jej się udało. Miała sięgnąć do środka i wydobyć skarby tak skrzętnie ukryte przez Malfoya, gdy właśnie wtedy usłyszała kroki, a zaraz później skrzypnięcie drzwi.

Zamarła.

Powoli uniosła głowę.

W progu stał Draco — wysoki, prosty jak struna i z miną, która rzecz jasna nie zwiastowała dla niej niczego dobrego.

                                                



<><><>


Hej, hej! 💚

Przepraszam Was za moją niedyspozycję, ale jak już pisałam dość poważnie zachorowałam. Ze zdrowiem nie jest jeszcze idealnie, ale mam nadzieję, że sytuacja wkrótce się poprawi i rozdziały będą pojawiał się regularnie.

Pozdrawiam Serdecznie!

Vena