niedziela, 9 lipca 2017

Jeszcze momencik...

Kochani!

Bardzo Was przepraszam, ale takiej niemocy twórczej nie miałam od blisko dwóch lat. Wiem co mam napisać, wiem co chcę napisać, wiem, jak to napisać, a mimo wszystko... nie idzie. Na szczęście wczoraj udało mi się wreszcie nieco przełamać ten stan i rozdział ósmy "Prawdziwej twarzy", wkrótce trafi do bety. Liczę, że później już szybko będę mogła Wam go przekazać. Mam nadzieję, że wybaczycie mi te spóźnienia i brak dotrzymania słowa. Przepraszam raz jeszcze.


Zawsze Wam oddana...

Venetiia.

środa, 31 maja 2017

Krótkie zawieszenie

Kochani!

Bardzo Was przepraszam, ale z przyczyn ode mnie niezależnych muszę na ok. miesiąc zawiesić bloga. Wiem, że nie tego się spodziewaliście, ale niestety nie mam innego wyjścia. Obiecuję, że pojawię się tak szybko, jak to możliwe i dokończę wszystkie historie już bez kolejnych opóźnień. Spodziewajcie się mnie i kolejnej notki w okolicach 01.07.
Wielkie buziaki, powodzenia na sesjach i udanego początku wakacji dla Wszystkich!

Venetiia.

PS. W razie pytań cały czas możecie się ze mną skontaktować: venetiia.noks@gmail.com
lub poprzez fb:
https://www.facebook.com/venetiia.noks

czwartek, 27 kwietnia 2017

Prawdziwa twarz - rozdział siódmy


 
Betowała: Anna M.
Dedykacja
: Dla tegorocznych maturzystek: Martwiały, Genezis, Rose Apple i wszystkich innych. Jestem pewna, że zdacie śpiewająco i obiecuje z całej siły trzymać za Was kciuki! :)


~_~_~


     Czarne włosy, ostre rysy twarzy i ten nos... Każdy w magicznym świecie go znał. Jeśli Draco pod wpływem zaklęcia adopcyjnego był podobny do Lucjusza, to podobieństwo do jego biologicznego ojca było równie  uderzające. Różniła ich tylko jedna cecha. Oczy. Wyglądało na to, że Draco naprawdę odziedziczył je po matce. Wciąż pozostawały bladoniebieskie i chłodne. Całość dawała niesamowite wrażenie. Hermiona nigdy nie spotkała takiego mężczyzny, ale od patrzenia w jego oblicze dosłownie zmiękły jej kolana.
     Odbicie uśmiechnęło się cynicznie, pod haczykowatym nosem.
     - Wiedziałem – burknął, odchodząc od niej, by odłożyć zwierciadło na biurko.
Żałowała, że nie było dane jej dłużej go oglądać. Miała dziwne przeczucie, że zbyt szybko nie zobaczy równie fascynującego widoku...
     - Skurwiel! To dlatego zawsze tak bardzo się martwił. – Draco podszedł do barku i wyjął z niego dwie kryształowe szklaneczki, a następnie napełnił je obficie whisky.
Hermiona zastanawiała się, co teraz czuł. Czy naprawdę podejrzewał, że to właśnie Severus Snape był jego prawdziwym ojcem?
     - Twoje zdrowie, Granger. - Wcisnął jej szklankę w dłoń  i prawie od razu opróżnił swoją. Widać było, że bardzo tego potrzebował.
     - Jak to się stało? - Nie potrafiła powstrzymać  się od zadania tego pytania.
Draco spojrzał na nią z ukosa.
     - Nie wiesz, jak się robi dzieci?
     - Nie o to mi chodziło. Raczej miałam na myśli to, że przecież on był uważany za najlepszego przyjaciela twojego... - W ostatnim momencie pojęła, co chciała powiedzieć i pośpiesznie dokończyła: - ...pana Malfoya.
     - Zaraz po naszym spotkaniu w windzie kazałem sprawdzić, nad jakimi raportami ostatnio pracowałaś. Przejrzałem je wszystkie. W jednym znalazłem informację, że to właśnie on miał za zadanie pilnować mojej matki, w czasie gdy stary knuł ze Śmierciożercami w Albanii. Widać wykorzystał okazję.
Napiła się odrobinę whisky i odwróciła się w stronę kominka. Naprawdę nie wiedziała, co mu powiedzieć. Pomyślała tylko, że jeśli Narcyza poznała prawdziwe oblicze Lucjusza, to nic dziwnego, że szukała wsparcia czy uczucia u innego mężczyzny.
     - Zabiję go – padła cicha deklaracja.
Hermiona spojrzała na niego zaskoczona.
     - Przecież Snape od dawna nie...
     - Nie jego, Granger! – przerwał jej gwałtownie.
     - Ale...
     Draco odwrócił się i spojrzał na nią ostro. Odstawił szklankę na biurko i zaczął powoli iść w jej stronę, a ona poczuła, jak paraliżuje ją strach. Czego jeszcze od niej chciał?
Zatrzymał się tuż przed nią i uniósł dłoń, a Hermiona była pewna, że zaraz ją spoliczkuje. Draco uśmiechnął się drwiąco i złapał za kosmyk jej włosów, po czym delikatnie zatknął jej go za ucho. Ten drobny gest od razu przywołał na jej twarz rumieniec.
     - To koniec, Granger – szepnął.
     - Czego? - zapytała, czując, jak strach miesza się w niej z dziwnym napięciem.
     - Wszystkiego. Wyniesiesz się stąd. Zaraz. – Draco patrzył jej głęboko w oczy.
     - Gdzie...- Jego bliskość była dla niej niepokojąca.
     - Znikniesz z magicznego świata. Na zawsze. – Draco, zrobił krok w tył i odwrócił się do niej plecami.
     - Jak? - zapytała cicho.
     - Ivan na ciebie czeka.
     - Dziękuję.
Hermiona niepewnie ruszyła w stronę drzwi. Nie mogła uwierzyć, że ten koszmar wreszcie się skończy!
     - Granger?
Odezwał się w momencie, gdy właśnie sięgnęła klamki.
     - Tak? - zapytała, starając się opanować powrót strachu.
     - Nie zmarnuj szansy na nowe życie. - Nie spojrzał ponownie w jej stronę.
     - Dobrze. Żegnaj, Malfoy. - Ona również nie chciała na niego patrzeć, więc odwróciła się i wyszła

~_~_~


     - Gergana Herminger? Nie wierzę... - Hermiona wpatrywała się w swoje nowe dokumenty. Nie żeby narzekała, ale spodziewała się, że Malfoy wymyśli dla niej coś mniej... dziwnego. Już chyba wolałaby nazywać się Mary Smith.
     Odłożyła kopertę na mały stolik i rozejrzała się po salonie. Ochroniarz Malfoya teleportował ją prosto do niewielkiego, ale gustownie urządzonego mieszkania w Sutton. Dostała jego akt własności, wraz z kluczykami do samochodu i dość sporym zapasem gotówki. Do tego koperta dokumentów. Akt urodzenia, paszport, prawo jazdy, a nawet doskonale sfałszowany dyplom Oxfordu. Draco po raz kolejny udowodnił jej, że za pieniądze można zdobyć wszystko. Dziwiło ją trochę, że zadał sobie aż tyle trudu, by urządzić jej wygodne życie po mugolskiej stronie. Prędzej spodziewała się, że zostanie porzucona bez niczego, gdzieś na podmiejskim dworcu.
     Wstała i przeszła do kuchni, by zajrzeć do lodówki. Ku jej zaskoczeniu, była ona wypełniona mugolskimi produktami. Odczuwała spory głód, ale i tak zmęczenie wygrywało. Nie mogła uwierzyć, że w jeden dzień przeżyła tak wiele. Wyprawa do domu milionera, próba gwałtu i wreszcie poznanie prawdziwej tożsamości Malfoya. W zasadzie, już nie Malfoya...
Pokręciła głową i sięgnęła po jogurt. Nie miała teraz siły, by coś ugotować. Musiała odpocząć, bo jutro czekał ją naprawdę ciężki dzień. Pierwszy dzień jej nowego życia.
A co do Dracona... Powinna przestać o nim myśleć. Raz na zawsze.
     Jednak nim zasnęła, w jej wyobraźni jeszcze raz pojawiła się wizja jego autentycznej twarzy. I choć nigdy nie powiedziałaby tego na głos, to jego prawdziwe oblicze podobało jej się o wiele bardziej od tego, które znała.


~_~_~


     Obudził ją głośny trzask. Natychmiast ogarnęła ją fala paniki. Wyraźnie czuła, że ktoś był w jej mieszkaniu! Wyczuwała też jakiś drażniący zapach. Rozejrzała się po pogrążonej w mroku sypialni, szukając czegoś, co mogłoby posłużyć jej za ochronę. Rozległ się kolejny trzask. Przerażona złapała za stojącą na nocnym stoliku lampę. Miała ona ciężką, mosiężną podstawę. Z napięciem wpatrywała się w drzwi, czując, jak robi jej się coraz bardziej gorąco. Nagle zrozumiała. Duchota. Trzaski. Dziwny zapach. Porzuciła lampę i wyskoczyła z łóżka, by pobiec do wyjścia. Klamka była tak gorąca, że nie była w stanie za nią złapać. Szybko sięgnęła po prześcieradło i owinęła nim dłoń, by móc otworzyć drzwi.
     Cały salon stał w płomieniach. Kanapa, zasłony, wykładzina... Wszystko było trawione przez długie, pomarańczowe języki ognia. Hermiona krzyknęła przerażona i zatrzasnęła drzwi. Doskoczyła do okna sypialni, licząc, że uda jej się nim uciec przed pożarem. Mieszkanie znajdowało się na pierwszym piętrze, ale lepiej było złamać nogę niż zginąć. Niestety okazało się, że okna nie można otworzyć. Szarpała ze wszystkich sił, lecz ono nie chciało ustąpić. Zdesperowana złapała znów za podstawę nocnej lampy i spróbowała wybić szybę. Ku jej zaskoczeni, ta wygięła się tylko, jakby była wykonana z elastycznego szkła. Teraz zyskała pewność. Ktoś to zaplanował. Podpalił jej nowe lokum i uniemożliwił jej ucieczkę.
     - Malfoy... - szepnęła, a po jej twarzy spłynęły pierwsze łzy. Coraz trudniej jej się oddychało, a płomienie właśnie strawiły drzwi i zaczęły pełznąć po włochatym dywanie.
Usiadła na łóżku, nie mogąc zrozumieć, dlaczego Draco po prostu jej nie zabił, tylko zaplanował uśmiercenie jej w tak bestialski sposób. Czy to był jakiś rodzaj zemsty? Położyła się i zamknęła oczy. Nie chciała widzieć, jak płomienie docierają do jej łóżka. Wiedziała, że za chwilę straci przytomność. Gryzący dym i żar, jaki czuła na twarzy, mówiły jej, że koniec jest już blisko. Ostatnim co usłyszała był jakiś głośny trzask. Później zapadła cisza.

~_~_~


     Patrzył na kobietę leżącą w jego sypialni i czuł, jak każdy skrawek jego ciała przepełnia niewyobrażalny gniew. To nie miało prawa się wydarzyć! Przecież wszystko było tak dobrze zaplanowane. Miała być bezpieczna. Obiecał to sobie! Całe szczęście, że Ivan coś podejrzewał, bo inaczej...
     Zmiął w ustach przekleństwo i spojrzał na pogrążoną we śnie twarz. Liczył na to, że eliksiry łagodziły jej ból. W tej chwili nawet nie wiedział, dlaczego kazał ją położyć właśnie w swoim pokoju, w jego własnym łóżku. Zresztą, to nie miało żadnego znaczenia. Najważniejsze było, by ją odratowali. Leon – stary medyk i mistrz eliksirów, uwijał się, jak w ukropie, ciągle coś mieszając. Podawał jej eliksiry i oczyszczał rany, a Draco bezproduktywnie stał tuż obok, odczuwając jedynie bezsilność i wściekłość.
Medyk właśnie kończył robić jakąś maść, gdy blondyn odważył się zadać to pytanie.
     - Przeżyje?
Leon spojrzał na niego z lekkim przestrachem.
     - Nie wiem, mój panie... Sytuacja jest bardzo zła.
Zacisnął szczęki i zbliżył się do starego mężczyzny tak, by ten spojrzał mu w oczy.
     - Ona nie może umrzeć! Rozumiesz?
     - Tak... - Leon szybko opuścił wzrok i przystąpił do starannego smarowania jej oparzeń.
     - Masz ją uratować! - Draco cedził słowa przez zaciśnięte zęby.
     - Zrobię wszystko, co w mojej mocy – zapewnił go gorliwie zielarz.
     - Lepiej żeby tak było. Odpowiadasz za nią swoją własną głową - warknął  i wyszedł z sypialni.
Stał na korytarzu nie wiedząc dokąd iść. Chciał tylko jednego - zapalić.
     - Panie?
Draco odwrócił się w stronę Ivana.
     - Masz papierosa? - zapytał Rosjanina.
Ivan bezzwłocznie wyjął paczkę mugolskich używek i starą zapalniczkę.
Draco zaciągnął się i z rozdrażnieniem odkrył, że to wcale nie przyniosło ulgi jego skołatanym nerwom.
     - Chciałem zapytać co mamy zrobić z tym zdrajcą? - odezwał się Ivan.
     - Nic. Sam się nim zajmę.
     - Jak pan każe.
     - Dobrze, że pomimo tej sprawy z Astorią, nie straciłeś swojego instynktu – zauważył z przekąsem.
Ivan od razu stanął na baczność.
     - Co do panny Greengrass...
     - Daj spokój - przerwał mu. - Wiem, że to tobą wstrząsnęło. Widziałam twoją minę, gdy stałeś nad jej łóżkiem. - Ivan opuścił wzrok. Wiedział, że nie ma sensu zaprzeczać. - Mimo to wyczułeś tego sukinsyna bardzo dobrze. Zapewne od początku działał na dwa fronty. - Draco rzucił niedopałek na podłogę, wyłożoną drogą wykładziną i przydepnął go z impetem.
     - Najważniejsze, że udało się nam na czas uratować pannę Granger.
     - Dałem sobie słowo, że ona będzie żyła. Ostatnia obietnica. - Draco gestem wskazał Ivanowi, że ma mu podać kolejnego papierosa.
     - Co ma pan na myśli? - Cudzoziemiec wyraźnie się spiął.
     - Nic, co mogłoby cię interesować. Wracaj do Astorii i dobrze się nią zaopiekuj. To rozkaz.
Ivan nie miał odwagi się spierać, więc tylko posłusznie kiwnął głową i odszedł.
Draco szybko wypalił kolejnego papierosa. Miał jeszcze jedną ważną sprawę do załatwienia.

~_~_~


     Loch był przepełniony wonią krwi i potu, ale on zawsze sądził, że można w nim wyczuć jeszcze jeden, dominujący zapach. Strach.
Podał swoją pelerynę strażnikowi przy drzwiach i kazał wszystkim wyjść. Nie lubił mieć publiczności. Więzień był nieprzytomny, ale nie stanowiło to problemu. Mała klątwa tnąca na pewno go obudzi.
     Głośny krzyk rozdał ciszę lochu, a mężczyzna przykuty do krzesła zaczął szarpać się jak w amoku.
Draco przywołał jedno z drewnianych krzeseł i obrócił je przodem do swojej ofiary.
     - Ciszej, bo obudzisz mi cały dom – zakpił.
Pobity i związany mężczyzna, patrzył na niego z prawdziwym przerażeniem. Na Draconie nie zrobiło to najmniejszego wrażenia.
     - Przyjacielu, nie rób mi krzywdy... - wychrypiał.
     - Przyjacielu? - sarknął – Jak śmiesz tak do mnie mówić, Flint?
     - Dlaczego mnie więzisz? Ja naprawdę nic nie...
     - Podpaliłeś nowe mieszkanie Hermiony Granger. Rzuciłeś zaklęć na wszystkie okna i drzwi wyjściowe, by nie mogła uciec - przypomniał mu krótko.
     - To nie ja. Przysięgam! Byłem tam tylko przypadkiem! Podejrzewałem, że ktoś może chcieć się jej pozbyć!
     - To Ivan cię podejrzewał! Jak widać, bardzo słusznie. Od jak dawna donosisz staremu co robię? I jak długo spełniasz jego rozkazy?
     - Draco, ja naprawdę...
     - Zamknij się, zdrajco! - Blondyn poderwał się z krzesła.
     - Nie zabijaj mnie! Przysięgam, że jeszcze ci się przydam! Mogę teraz szpiegować dla ciebie! Daję słowo!
     - To ja dałem słowo. Mało brakowało, a przez ciebie mogło okazać się kłamstwem. Teraz złożę jeszcze jedną obietnicę. Nie wyjdziesz stąd żywy, Flint.
     Na potwierdzenie swoich słów, rzucił w Marcusa kolejną klątwą tnącą. Nienawidził szpiegów i zdrajców. Przewidywał dla nich tylko jedną karę. Niemniej Flint nie miał co liczyć na to, że jego męka szybko się skończy. Draco potrzebował jeszcze kilku informacji, by móc zaplanować kolejny krok. Jego ludzie pobawią się z Flintem tak długo, jak będzie trzeba.
     Równie ważne było to, by Hermiona Granger szybko wyzdrowiała. Tak się złożyło, że Draco tego dnia odkrył jeszcze jedną zagadkę, dotyczącą swojej przeszłości. Sam nie wiedział dlaczego, ale chciał by to kolejny raz ona, była świadkiem tego, jak on poznaje jej rozwiązanie.

~_~_~

Kochani!

Bardzo chciałam dodać rozdział przed Waszymi maturami i ciesze się, że z pomocą kochanej Ani udało mi się skończyć na czas :) Żeby nie rozpraszać Was w tak ważnym dla Was okresie, od razu napiszę, że kolejny rozdział będzie dopiero gdzieś po 10.05.
Na razie skupiam się na dokończeniu "PT" oraz na przeredagowaniu do końca "Snów", dopiero, jak te opowiadania zostaną dokończone, będę skupiała się na "WoW". Mam nadzieję, że takie rozwiązanie będzie optymalne.
Jeszcze raz życzę Maturzystom powodzenia, a Wszystkich innych ściskam serdecznie! :)

Venetiia






piątek, 14 kwietnia 2017

Wielkanocny prezencik :)

Kochani!

Dzięki wspaniałej becie Kitie Millie mamy gotową wersję PDF "Rubinu i Stali" :)
Wielkanocny Zająć przynosi ją Wam razem z nami  - dla wszystkich chętnych, którzy mają ochotę, by ją posiadać. Znajdziecie ją pod tym linkiem:


"Rubin i Stal" - wersja PDF



Udostępniłam darmowy transfer, więc każdy z Was może ją pobrać bez przeszkód. Jeśli jednak ktoś miałby z tym problem, to zapraszam do kontaktu pod adresem: venetiia.noks@gmail.com lub po przez Facebooka
Z okazji Świąt Wielkiejnocy, pragnę życzyć Wam:

Oby zdrowie dopisało i jajeczko smakowało, by szyneczka nie tuczyła, atmosferka była miła, a zajączek uśmiechnięty - przyniósł wreszcie te prezenty! ㋡

Szczególne życzenia i pozdrowienia dla moich kochanych bet:
❤Anny M.
❤Kitie Millie
❤Addie Della Robbie
Dziewczyny odwalały naprawdę kawał świetnej roboty za co szczególnie pragnę im podziękować :)
Kolejna publikacja na pewno będzie na odstresowanie, tuż przed waszymi maturami!
Jeszcze raz - Wesołego Zająca!
Wiekie buźki!

Wasza Veni.






poniedziałek, 3 kwietnia 2017

Prawdziwa Twarz - rozdział szósty

Betowała: Anna M.
Dedykacja: Dla Oliwii J. na odwagę :)


~_~_~

     Przesadnie kręcone blond loki, utwardzone za pomocą specjalnego eliksiru. Okropne szpony, raziły swym karminowym kolorem. Do tego cyniczna mina, która nie znikała, choć bardzo chciała jakoś zmienić wyraz twarzy. Odbicie w lustrze, którego nigdy więcej wolałaby nie oglądać. Na toaletce tuż obok leżał niebieski notatnik i samonotujące zielone pióro, które nie jednej osobie zniszczyło reputację.
     Hermiona spojrzała na zegarek. Jeszcze dziesięć długich minut, nim wróci do swojej normalnej postaci. Marzyła, by ten przeklęty dzień wreszcie się skończył, a ona mogła pogadać z Malfoyem o ich umowie. Miała nadzieję, że jak najszybciej wróci do swojego mieszkania, a później z radością będzie mogła wejść w zwyczajne życie przeciętnej mugolki.Obecnie jej największym marzeniem było przebywanie z daleka od Malfoyów i ich chorych poglądów.
Zrezygnowana pokręciła głową. Zło, rozpacz, mordowanie. Tylko to potrafili czynić. Biedny Alistar McRichfeller. Najbogatszy czarodziej świata, zabity przez rosyjskiego opryszka. Taki smutny koniec.
     Ich misja była trudna i skomplikowana, ale mimo to ona cały czas bardzo liczyła, że obejdzie się bez ofiar. Niestety ochroniarz Malfoya nie był specjalnie skory do współpracy. Draco domagał się szybkiego zdobycia zwierciadła, a Ivan przywykł do natychmiastowego wykonywania jego rozkazów. Rosjanin miał tylko jeden cel – zdobyć Jyrkdo Ezcilbo dla swojego pana, bez względu na konsekwencje. Nie dał Hermionie żadnych szans na realizację jej planu.
     By dostać się do rezydencji milionera, Hermiona postanowiła udawać zainteresowaną jego kolekcją magicznych artefaktów dziennikarkę. Padło akurat tę, której nie znosiła najbardziej na świecie - Ritę Skeeter. Ivan, miał się podawać za współpracującego z nią fotografa. Plan zakładał, że Hermiona zagada McRichfellera, a Ivan w tym czasie wykradnie zwierciadło. Jednakże Alistar nie spuszczał z oka swojego najcenniejszego artefaktu. Próbowała go przekonać, by na chwilę wyjął je ze szklanej gabloty, lecz milioner stanowczo odmówił. Wtedy Ivan postanowił zdobyć to, po co przyszedł w najprostszy dla siebie sposób. Zabił właściciela avadą prosto w serce, a później stłukł gablotę i zabrał aksamitne, granatowe etui, w którym było przechowywane zwierciadło. Bez cienia zawahania, zupełnie bez skrupułów...
     Tak czy inaczej, zwierciadło leżało teraz w gabinecie Malfoya, a więc wywiązała się z obietnicy, że mu je dostarczy. Miała nadzieję, że teraz Draco dotrzyma danego słowa i jego sługusy bezpiecznie odeskortują ją na mugolską stronę Londynu i to jeszcze dziś.
Blond loki, powoli zaczęły zmieniać się w brązowe pasma, a blada twarz nabrała rumieńców i pojawiły się na niej piegi. Po chwili Hermiona całkowicie wróciła do swojej postaci, co przyjęła z głośnym westchnieniem ulgi. Właśnie w tym momencie rozległo się pukanie do drzwi. Przestraszyła się trochę, jednak szybko uprzytomniła sobie, że ktoś o złych zamiarach nie zapukałby grzecznie i nie czekał spokojnie, aż pozwoli mu wejść.
     - Proszę! – zawołała, starając się trochę uspokoić szybko bijące serce.
     - Cześć, Granger. - Do pokoju weszła Astoria, jak zwykle ubrana w pelerynę z kapturem.
     - Witaj. Mogę ci w czymś pomóc? - Hermiona odetchnęła na jej widok.
     - Przyszłam, by zabrać cię do jadalni na kolację. Draco chciał, byś z nami zjadła, nim Ivan odstawi cię do Londynu.
     Bardzo zaskoczyło ją to zaproszenie. Czyżby Malfoy znów miał jakiś niecny plan względem niej? A może chciał ją otruć? Nie... to głupie. Przecież gdyby chciał się jej pozbyć, to po prostu kazałby ją zabić swoim ludziom.
Nieco niepewnie wstała i ruszyła za Greengrass do wyjścia. Miała nadzieję, że ten wieczór szybko się skończy, a ona zaśnie dziś jako wolna kobieta, będąc naprawdę daleko od domu Draco Malfoya.

~_~_~




     - Smok jest zadowolony, więc wnioskuję, że wasza misja się powiodła – zagadała Astoria, gdy zeszły już ze schodów do głównego holu.
     - Tak. Ma to czego tak chciał. – Hermiona zastanowiła się, czy Draco spojrzał już w zwierciadło i odkrył, kto jest jego prawdziwym ojcem.
     - Myślę, że...
Wypowiedź Astorii przerwał przeraźliwy krzyk, pełen bólu i rozpaczy.
Obie kobiety spojrzały w stronę wejścia do lochów, lecz nim Hermiona wykrztusiła choć słowo, Astoria już biegła w tamtym kierunku. Granger od razu ruszyła za nią. Wrzask nie ustawał, a ktoś głośno lamentował i błagał o litość.
Greengrass wbiegła do lochu, tego, w którym wcześniej torturowano Hermionę. Brązowowłosa pojawiła się tuż za nią. To, co zobaczyły, sprawiło, że obie zamarły.


~_~_~

(Scena nieodpowiednia dla osób niepełnoletnich).

     Czterech mężczyzn ubranych w czarne szaty stało dookoła drewnianego stołu, na którym leżała rozebrana i zakrwawiona... Rita Skeeter. Piąty z nich miał opuszczone do kostek spodnie i wydawał z siebie obleśne dźwięki,  ni to jęki, ni spanie, jednocześnie brutalnie gwałcąc dziennikarkę. Reszta wtórowała im i śmiała się lubieżnie, popędzając kompana, tak, by jak najszybciej móc zająć jego miejsce. Rita płakała, krzyczała i błagała, by przestali, jednak ich to tylko bawiło. Gdy ponownie głośno krzyknęła z bólu, jeden z mężczyzn z całej siły uderzył ją w twarz, a drugi warknął:
     - Krzycz, krzycz, dziwko! To podniecające! - Słowa te wywołały kolejną salwę śmiechu jego kompanów.
Hermiona czuła się jak sparaliżowana. Zobaczyła scenę, niczym z najgorszego koszmaru. Astoria jako pierwsza ocknęła się z szoku i szybko sięgnęła po swoją różdżkę.
     - Zostawcie ją, wy świnie! - wrzasnęła i posłała słaby promień zaklęcia w ich stronę. Niestety nikomu nic się nie stało. Chyba dopiero w tej chwili mężczyźni zorientowali się, że ktoś poza nimi jest w lochu.
     - Proszę, proszę! Pojawił się dodatkowy towarek! – zaśmiał się sprośnie jeden z oprawców.
Hermiona poczuła, jak krew zamarza jej w żyłach. Po uśmiechach na twarzach tych brutali doskonale było widać, jakie mieli intencje. Chciała się odwrócić i wybiec z lochu, lecz nie zdążyła. Za jej plecami coś błysnęło, usłyszała krzyk Astorii, a zaraz później poczuła, jak ktoś łapie ją za włosy i wciąga z powrotem do lochu. Drzwi się zamknęły, a zamek  szczęknął głucho. Kobiety znalazły się w pułapce.
Mocny cios w twarz powalił ją na ziemie, a z jej rozciętej wargi poleciała krew.
     - To przez tę sukę zabili Draxlera, co nie? - zapytał mężczyzna, który właśnie wymierzył jej silnego kopniaka prosto w żołądek.
     - Tak. To ta głupia szlama. Leonid i Vladmir, wy się z nią zabawcie. Po wszystkim możecie ją zabić, nikt nie będzie miał pretensji. Ja i Logan weźmiemy sobie tę małą kurwę Ivana.
     - A jak stary Grishko się dowie? Wiesz, jak o nią dba.
     - Nie dowie. Wyczyścimy dziwce pamięć.
     - Zaraz, zaraz, Kurt! Dlaczego to wy macie dostać te czystokrwistą, a my tylko pospolitą, burdną szlamę? - zapytał ktoś o twardym, rosyjskim akcencie.
     - Serio chcesz się zamienić, Vlad? Widziałeś, jaka ona jest szkaradna? - Hermiona kątem oka dostrzegła, jak mężczyzna zrywa z dziewczyny pelerynę.
Oprawcy roześmiali się głośno, a stojący obok niej brutal splunął Astorii prosto w twarz i wykrzyknął:
     - Bliznowata zdzira! Brzydka jak noc!
     - Najważniejsze ma na miejscu! - Inny zbir podszedł i rozerwał bluzkę Greengarss tak, że wszystkim ukazał się jej biały stanik.
Astoria wybuchnęła płaczem, próbując się odsunąć od swoich dręczycieli, ale jeden z nich złapał ją za włosy i przyciągnął do siebie.
     - Zerżnę cię tak, że twój rusek cię nie pozna! – wychrypiał wulgarnie, łapiąc ją za pierś i ściskając ją z całej siły.
     Hermiona poczuła, jak po jej twarzy płynęły łzy. Już trzeci raz spotykało ją tu coś tak strasznego. Wtedy padł kolejny cios. Granger dostała w twarz z taką siłą, że na chwilę przestała cokolwiek widzieć. Gdy wrócił jej wzrok, zobaczyła, jak mężczyzna stojący przy stole, obraca Ritę Skeeter tak, by móc ją zgwałcić analnie. Dziennikarka zachowywała się niczym bezwolna, zakrwawiona kukiełka, jednak brunetka wiedziała, że kobieta wciąż jest przytomna. Nagle coś upadło tuż obok Hermiony. Dopiero po chwili uzmysłowiła sobie, że była to spódnica Astorii.
Chciała się podnieść, by móc zobaczyć, co się z nią dzieje. Właśnie w tym momencie ktoś znów z całej siły złapał ją za włosy. Usłyszała dźwięk rozrywanego materiału i poczuła chłód. Boleśnie wykręcono jej ręce, a cichy szept oznajmił:
     - Zaraz przelecę cię na sto sposób, szlamo.
I wtedy to się stało. Jej dręczyciel wsadził brutalnie rękę w jej majtki. Nie krzyczała, tylko płakała cicho, chcą jedynie, by ten koszmar się skończył. Niech zrobią co mają zrobić, a później jak najszybciej ją zabiją.
     Eksplozja była tak silna, że wszystkich przebywających w lochu odrzuciło w tył. Następnie powietrze przeszył zielony błysk. Jeden, drugi, trzeci i kolejne. Bez słowa, bez ostrzeżenia. Pięć ciał, upadło z głuchym łoskotem. Zaległa cisza, a w lochu zapanowała ciemność.
Hermiona resztką świadomości zarejestrowała jednak cichy szept.
     - Moja luba...
     - Ivan...
Nie wiedziała, czy nie straciła na chwilę przytomności. Ocknęła się, gdy usłyszała ciche kroki.
     - Tu jesteś! - zabrzmiał złowrogi syk.- Ty zawsze wpakujesz się w jakieś kłopoty. Chyba żyć bez tego nie możesz! Przez ciebie tylko tracę czas!
     Ktoś szarpnął ją za ramię, a Hermiona poczuła, że nie da rady stanąć na własnych nogach. Jednak tego, kto ją podniósł wcale to nie obchodziło. Złapał ją mocno za rękę i praktycznie zaczął wlec. Po chwili chyba zmienił zdanie, bo nagle poczuła się dziwnie lekka, jakby coś unosiło ją w powietrzu.
     - To zaklęcie lewitacji – pomyślała, nim na dobre straciła przytomność.

(Koniec sceny 18+)
~_~_~



     Pierwszym, co poczuła po ocknięciu się, było ciepło. Otworzyła oczy i zobaczyła nad sobą pomarańczową łunę. Naglę nawiedziła ją irracjonalna myśl, że zaraz spłonie. Usiadła przerażona, dopiero po chwili uświadamiając sobie, że leży na kanapie przed kominkiem i tak naprawdę nic złego jej teraz nie grozi. Odetchnęła głęboko, rozglądając się dookoła. To był przecież...
     - Wreszcie, Granger. Ile można spać! Jest prawie druga w nocy.
     - Co się stało? - zapytała, chcąc jakoś uporządkować chaotyczne myśli. Zauważyła, że jej bluzka nie jest już podarta, a warga rozcięta.
     - To, że znów wlazłaś tam gdzie nie powinnaś. Naprawdę, Granger. Przez te lata zrobiłaś się taka głupia. Kompletna idiotka! Powinnaś trafić do Hufflepuffu!
Draco siedział za swoim biurkiem, a w dłoni trzymał szklaneczkę wypełnioną wódką.
     - Dlaczego tu jestem? - dopytywała, nie bardzo rozumiejąc, jak w ogóle tu trafiła.
Malfoy westchnął i zrezygnowany pokręcił głową.
     - Czy ty wiecznie musisz zadawać jakieś pytania?
     - Co z Astorią? - wypaliła, jakby na potwierdzenie jego słów.
     - Skąd mam wiedzieć, Granger? Nie mam czasu na głupoty! Chodź tu wreszcie. Już pora.
Hermiona spojrzała na niego zdezorientowana, dopiero po chwili uświadamiając sobie, że na biurku leży granatowe pudełko.
     - Jeszcze nie spojrzałeś? - zdziwiła się.
Draco uśmiechnął się kpiąco pod nosem.
     - Mam użyć czegoś, co dostałem od wroga? Skąd mam mieć pewność, że to nie pułapka, która mnie zabije? Ty spojrzysz w nie pierwsza, bym mógł zobaczyć, czy to działa.
     Hermiona wstała z kanapy i podeszła do biurka. Miała dość tego wszystkiego. Po raz kolejny próbowano ją zgwałcić. Jego przyjaciółka była pewnie w fatalnym stanie. Jego osobisty ochroniarz zabił dziś z sześciu ludzi, a on przejmuje się tylko tym, czy nie okłamała go w sprawie głupiego lusterka? Próżny egoista!
     Wyjęła zwierciadło z etui i bez chwili zwłoki w nie spojrzała. Było tak, jak przypuszczała. W odbiciu jej włosy były bardziej poskręcane niż obecnie, bowiem od dawna używała długo działającego eliksiru prostującego, poza tym wszystko się zgadzało. Draco stanął tuż za nią, zaglądając jej przez ramię.
     - Czyli działa... - burknął pod nosem.
     - Jak widzisz. - Hermiona wręczyła mu zwierciadło i zaplotła ręce na piersi. - Dotrzymała swojej części umowy. Kiedy będę mogła wreszcie stąd wyjechać?
Draco, opuścił dłoń, w której trzymał zwierciadło. Widać było, że intensywnie nad czymś myślał.
    - Nie jesteś ciekawa? - spytał cicho.
Hermionie dosłownie opadła szczęka.
- Chyba im mniej wiem, tym dla mnie lepiej... – wyjąkała.
- Chodź, Granger. Poznajmy wreszcie rozwiązanie tej zagadki. – Draco odwrócił się do niej plecami i gestem wskazał, by stanęła za jego ramieniem. Różnica wzrostu powodowała, że oczy Hermiony znajdowały się ledwo nad jego barkiem.
     Miała wrażenie, że Malfoy nieco się wahał, lecz po chwili powoli zaczął unosić zwierciadło, aż wreszcie znalazło się w nim jego odbicie. Przez sekundę patrzył na nią z niego przystojny blondyn, jednak odbicie szybko się zmieniło. Dosłownie zaparło jej dech w piersi. Teraz już wiedziała. Nie było żadnych wątpliwości. To był on.


~_~_~



Witajcie Kochani!

Długa przerwa, ale jest! Jeśli przebrnęłam przez ten rozdział, to teraz już z górki :) Zostały nam  już tylko cztery części do końca "Prawdziwej Twarzy".
Postaram się dodać dla Was jeszcze jedną notkę (Sny lub PT) przed świętami, natomiast w same święta będę miała dla was drobny prezent, ale o tym we właściwym czasie.
Dziękuję za wszelkie maile, które wciąż od Was dostaje, za komentarze, które niezmiennie mnie motywują do dalszej pracy, oraz za Wasze odwiedziny, które poprawiają mi humor każdego dnia :)
W razie pytań, problemów itp, zapraszam do kontaktu:
mail: venetiia.noks@gmail.com
lub poprzez fb:
https://www.facebook.com/venetiia.noks (chętnie akceptuję wszystkie zaproszenia do znajomych!) :)
Buziaki!


V. 

wtorek, 21 marca 2017

~Rozdział 17~(Sny Wybranych)

Betowała: Anna M.

Dedykacja: Dla Vivianne Peverell z serdecznymi pozdrowieniami :)


☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★


    Hermiona była zadowolona. Wreszcie porządnie się wyspała, zjadła dobre śniadanie, a fakt, że od czterech dni stan Narcyzy Malfoy znacznie się poprawił, wywoływał u niej przypływ pozytywnej energii.
Przelotnie spojrzała w lusterko, oceniając swoją fryzurę i delikatny makijaż. Wreszcie znów poczuła się bardziej kobieco i seksownie. Nie żeby tego specjalnie potrzebowała, przede wszystkim była uzdrowicielem i samo to dawało jej wystarczającą satysfakcję, ale... Lubiła to. Lubiła, gdy po wejściu do sali Narcyzy, Draco witał ją tym łobuzerskim uśmieszkiem sławnego na całe ministerstwo Casanovy. Uwielbiała również to przepełnione wściekłością spojrzenie Lidii. Jad, który przebijał się z każdego jej słowa, skierowanego do Hermiony. Nie było wątpliwości, że uważała Hermionę za swoją rywalkę. Panna Granger śmiała się, że to dziecinne, ale i tak nie mogła powstrzymać satysfakcji płynącej z całej tej sytuacji.
   Przybrała na swoją twarz delikatny uśmiech i weszła do sali swojej pacjentki. Narcyza ocknęła się poprzedniego wieczora, ale wciąż pozostawała bardzo słaba. Hermiona zaleciła, by jak najczęściej spała, tak, by oszczędzać siły, zanim Lucjusz zdobędzie eliksir. Ku swemu rozczarowaniu, w sali nie zastała Malfoya, był tam za to...
    - Blaise!
    - Witam, pani uzdrowiciel! - Zabini uśmiechnął się szeroko i podszedł, by ją uściskać.
    - Już wróciliście? Przecież jeszcze... - Hermiona nie mogła sobie w tej chwili przypomnieć, kiedy tak właściwie powinna zakończyć się ich misja na Maui.
    - Tak, dwa dni przed czasem. Nie potrafiliśmy się już dobrze bawić, wiedząc, że jesteście tu sami z problemami. A poza tym, jedna z uczestniczek miała kłopoty ze zdrowiem. - Blaise odchrząknął znacząco, a Hermiona dopiero teraz spostrzegła, że Narcyza Malfoy jest przytomna.
    - Dzień dobry. Jak się pani dziś czuje? - zapytała, zbliżając się do jej łóżka.
    - Lepiej. Zawsze jest mi lepiej, gdy mam obu swoich chłopców blisko. – Narcyza uśmiechnęła się lekko i wyciągnęła dłoń do Zabiniego, który od razu ją ujął.
    - A gdzie ten drugi? - Hermiona, starała się, by zabrzmiało to nonszalancko.
    - Jest w bufecie z tą kukłą – odburknął Diabeł.
    - Blaise! - zganiła go pani Malfoy. – Lidia jest wspaniała, taka kochana! Mam nadzieję, że ona i Draco... - Jej wypowiedź przerwał nagły atak kaszlu.
    Hermiona podeszła do stolika, na którym stał dzbanek z wodą i napełniła szklankę, szybko podając ją pacjentce. Blaise ostrożnie pomógł Narcyzie się napić. Gdy tylko kaszel minął, kobieta od razu wróciła do tematu:
    - Jak już mówiłam, mam nadzieję, że Lidia wkrótce...
    Jednak w tym momencie znów jej przerwano, bowiem do pokoju właśnie wszedł Draco wraz z panną Airbrick. Malfoy na widok Hermiony przystanął i zmierzył ją wzrokiem od stóp po czubek głowy. Uśmiechnął się łobuzersko i gwizdnął z uznaniem.
    - Cześć, Granger! Jak zwykle miło cię widzieć – kokietował.
    - Powiedziałabym to samo, gdyby nie fakt, że nie lubię kłamać z samego rana. – Uraczyła go ironicznym uśmiechem.
    Lidia przyglądała się tej scenie z wyraźną niechęcią.
    - Dzień dobry – przywitała ją chłodno Hermiona.
    - Witam – odpowiedziała nieprzyjaźnie Airbrick, zakładając ręce na piersi i spoglądając na nią z wyższością.
    Widząc to, Blaise parsknął w swój rękaw, nie mogąc powstrzymać kpiącego chichotu.
    - Jak się teraz czujesz, mamo? - Draco podszedł do łóżka i stanął zaraz obok Zabiniego, który wciąż cicho rechotał.
    - Lepiej, kochanie. Naprawdę. – Narcyza uśmiechnęła się czule do syna.
    - Parametry również są znacznie lepsze. Zerwanie klątwy przebiegło bez większych powikłań, a to dobry znak. Jest szansa, że uda nam się zniwelować skutki czaru na dłuższy czas. – Tłumaczyła im Hermiona.
    - To wspaniałe wieści! – ucieszył się Blaise.
    - Mówię ci, stary. Granger dokonuje prawdziwych cudów. – Draco znów posłał jej ten swój podszyty kpiną uśmieszek, ale ona się tym nie przejęła. Wiedziała, że blondyn naprawdę jest jej wdzięczny za to, że odkryła, co dolegało jego matce.
    - Zawsze ci powtarzałem, że Hermiona jest fantastyczna! – Blaise puścił do niej oko, a stojąca w drugim końcu sali Lidia prychnęła nieelegancko, najwyraźniej zdegustowana tym stwierdzeniem.
    - Naprawdę fantastyczna – zgodził się dwuznacznie Malfoy.
Hermiona sama już nie wiedziała, czy to jakaś nowa forma kpienia sobie z niej, czy może Malfoy robi to wszystko, by wywołać zazdrość w Lidii. W każdym razie, jeśli o to mu chodziło, osiągnął swój cel, bowiem Airbrick była aż czerwona ze złości.
    - Jak widać, nie tylko my to zauważyliśmy. - Blaise sięgnął do kieszeni swojej marynarki i wyjął z niej białą kopertę.
    - Co to jest? - zapytał podejrzliwie Draco.
    - List miłosny dla Hermiony. - Diabeł uśmiechał się triumfująco.
Dłoń Malfoya prawie natychmiast wystrzeliła ku kopercie. Zabini jednak był szybszy i odsunął rękę, kierując ją w stronę Hermiony.
    - Twój słodki Keona ubłagał mnie, bym przekazał ci od niego wiadomość. Jestem jednak pewien, że wkrótce sam się do ciebie odezwie. Wygląda na to, że skradłaś mu serce...
Hermiona poczuła, jak rumieńce zawstydzenia wypływają na jej policzki. Szybko odebrała list schowała ją do kieszeni swojego kitla. Natomiast Draco odwrócił się tak, że nie mogła w tej chwili zobaczyć wyrazu jego twarzy.
    - Dziękuję ci, Diable. Cieszę się, że wszyscy już wróciliście. Muszę koniecznie sprawdzić, jak się miewają Lavender i Ginny. A pani Malfoy powinna jak najwięcej odpoczywać, więc nie męczcie jej zbyt długo. Miłego dnia. – Pożegnała się i szybko wyszła z pokoju.
    - Od kogo ona dostała ten list? - dopytywała Lidia, gdy tylko Hermiona zamknęła za sobą drzwi.
    - Od mężczyzny, którego poznała na Maui. Facet kompletnie zwariował na jej punkcie. – Blaise nie mógł powstrzymać uśmiechu, wiedząc, jaką irytację wywołują te słowa w jego najlepszym przyjacielu.
    - Idę zapalić – zdecydował Draco.
    - Synku, przecież miałeś już tego nie robić! - zaprotestowała Narcyza.
    - Może od jutra – odpowiedział lakonicznie, wychodząc z sali.
    - Pójdę dopilnować, żeby nie wypalił za dużo. – Blaise ruszył za przyjacielem. Uznał bowiem, że to odpowiedni moment, by zacząć wprowadzać w życie swój plan.

☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★

    Draco stał przed szybą starego domu towarowego i siłował się z mugolską zapalniczką. Był niewyobrażalnie wściekły na ten mały, głupi przedmiot, który akurat nie chciał aktualnie spełnić swojej roli. Desperacko potrzebował w tej chwili papierosa, a najlepiej kilku, zapitych szklaneczką mocnej whisky. Wiedział, że matka miała rację. Palenie to okropny nałóg i nie powinien był do niego wracać, jednak ostatnie wydarzenia zbyt mocno nadszarpnęły jego nerwy.
    - Użyj różdżki, nikogo tu nie ma – poradził mu Blaise, stając tuż obok.
Na szczęście zapalniczka wreszcie odpaliła i Draco z lubością zaciągnął się nikotynową używką.
    - Chcesz jednego? - Wyciągnął paczkę papierosów w stronę Zabiniego.
    - Czemu nie. – Diabeł nie miał żadnych problemów z opanowaniem zapalniczki i wkrótce obu mężczyzn spowiły kłęby siwego dymu.
    - Przeklęte papierosy. Są jedyną rzeczą, która choć trochę mnie uspokaja. - Draco wyglądał na kompletnie poirytowanego.
    - Z twoją mamą jest już lepiej. Możesz sobie trochę odpuścić.
    - Wszystko mnie wkurza. Ta bezradność, fakt, że muszę polegać na swoim ojczulku i na dokładkę jeszcze Lidia ciągle paple o zaręczynach - narzekał.
    - Wyznaczyliście już datę?
Blondyn spojrzał z niechęcią na przyjaciela.
    - Nie kpij, stary. Przecież wiesz, że nie mam zamiaru tego robić! Nie znoszę jej, ale mama tak ją lubi, że nie pozwala mi się jej pozbyć ze szpitala.
    - Dlaczego jej gdzieś nie zaprosisz? Może to obniży poziom stresu...
    - Zwariowałeś? Przecież i tak bez przerwy wszędzie za mną chodzi!
    - Nie mówię o Lidii...
Draco znów spojrzał na przyjaciela, po czym rzucił niedopałek papierosa na chodnik i mocno go przydepnął.
    - Co było w tym liście?
    - Nie wiem. Nie czytuję cudzej korespondencji.
    - Bo ci uwierzę...
    - Domyślam się tylko, że prosił ją o spotkanie. Był bardzo rozczarowany, gdy się okazało, że tak nagle wyjechaliście.
    - Nie wierzę, że zakochał się w niej po jednej, krótkiej rozmowie! Takie rzeczy się nie dzieją! – złościł się Malfoy.
    - Mówiłem ci, że Hermiona jest fantastyczna. Oczarowała go swoją urodą i inteligencją.
    - Fantastyczna... - powtórzył głucho Draco, najwyraźniej pogrążając się we własnych rozmyślaniach.
Zabini przyjacielsko poklepał go po ramieniu.
    - Posłuchaj mojej rady. Zaproś ją gdzieś i to szybko. Dobrze wam to zrobi. Mała odskocznia od problemów.
    - Skąd pomysł, że ona się zgodzi gdziekolwiek ze mną pójść? - zapytał kwaśno.
Diabeł uśmiechnął się szelmowsko.
    - Jeśli nie spróbujesz, to się nie przekonasz.
Draco popatrzył na niego nieco niepewnie, w końcu jednak odwrócił się na pięcie i wrócił do szpitala. Kolejny uśmiech triumfu zagościł na ustach Zabiniego. Prawdziwe Diabły już tak mają.

☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★

"Droga Hermiono" głosił nagłówek listu, który po zakończonym obchodzie zdecydowała się wreszcie przeczytać w swoim gabinecie. Od powrotu z Maui, nie poświęciła agentowi Huliheenowi ani jednej myśli, zdziwiła ją więc wiadomość od niego. Miała nadzieję, że Blaise się pomylił i to wcale nie był list miłosny, tylko zwykła kartka z pozdrowieniami. "Bardzo mi przykro, że nie mogłem się z Tobą pożegnać". No cóż...ona nie odczuwała niczego podobnego. Zastanowiła się, dlaczego. Przecież Keona był przystojny, miły, inteligentny - dokładnie w jej typie. Aczkolwiek...
    - Przeczytałaś tam coś ciekawego?
    Hermiona podskoczyła w miejscu i pisnęła z przerażenia. W ogóle nie usłyszała, że ktoś wszedł do jej gabinetu i stanął jej za plecami. Odwróciła się gwałtownie, gromiąc Malfoya wzrokiem. Bałwan! Prawie przyprawił ją o zawał!
    - Na Godryka, Malfoy! Skradasz się jak jakiś złodziej! - skarciła go.
Draco rozejrzał się po jej gabinecie, a na jego twarz wypłynął sarkastyczny uśmieszek.
    - Nie masz tu niczego, co mogłoby zainteresować złodzieja, Granger. Chyba że chodzi o twoją wątpliwą cnotę... - Jego spojrzenie zatrzymało się na białej kartce, którą Hermiona wciąż trzymała w dłoni.
    Brunetka szybko złożyła ją na pół i z powrotem włożyła do kieszeni swojego lekarskiego fartucha.
    - Jak cię znam, to zapewne przyszedłeś, by wypić mi resztki kawy. – Wskazała mu porcelanowy dzbanek, który stał na środku jej biurka.
    - Kulturalna osoba by mnie nią poczęstowała, a nie zarzucała mi, że chcę ją ukraść. – szydził.
    - Kulturalna osoba zapukałaby do mojego gabinetu, a nie zakradała się tak, by mnie przestraszyć – odcięła się i sięgnęła po dwa kubki, by napełnić je dla nich kawą.
    - To był mały rewanż za to, jaką grozę wzbudza we mnie twoja codzienna fryzura – zripostował.
    - Nudy, Malfoy. Powiedz mi coś, czego jeszcze od ciebie nie słyszałam.
    - Powinniśmy pójść razem na kolację.
Hermiona zakrztusiła się swoją kawą. Liczyła, że Malfoy zaraz wybuchnie śmiechem lub znów spojrzy na nią w ten swój wyniosły sposób. Jednak nic takiego się nie wydarzyło. Blondyn patrzył na nią zupełnie zwyczajnie, a może nawet z niewielką nutką oczekiwania.
    - Niby dlaczego powinniśmy iść razem na kolację? Chcesz mnie wreszcie otruć?
    - Oczywiście, Granger. Nie marzę o niczym innym od jakichś dziesięciu lat. Niemniej akurat tym razem nie chodzi mi o pozbycie się ciebie. Chcę ci tylko jakoś podziękować.
    - Podziękować? Niby za co?
Draco wywrócił oczami i westchnął zniecierpliwiony.
    - Każdy, kto wyrażał opinię, że jesteś najinteligentniejszą czarownicą naszego pokolenia, powinien teraz zobaczyć twoją minę. A jak myślisz, za co mogę być wdzięczny uzdrowicielce, która jako jedyna odkryła, na co od lat choruje moja matka?
    - To moja praca, Malfoy. Nie musisz mi za to stawiać kolacji – warknęła, wyraźnie zirytowana. Nie znosiła przekupstwa, korupcji i wyrazów wdzięczności za coś, co należało do jej obowiązków.
    - Od tygodnia prawie nie wychodzimy ze szpitala. Chyba możemy jeden wieczór spędzić w porządnej restauracji i dla odmiany podokuczać sobie trochę przy dobrym winie?
    - Dokuczanie przez pijanego Malfoya. Wydarzenie o jakim marzy każda kobieta! – Hermiona uśmiechnęła się sardonicznie, bo o dziwo, gdy sobie to wyobraziła, ta perspektywa nie wydała jej się wcale taka zła.
    - Nienawidzę mieć długów wdzięczności. Nie męcz mnie, Granger. Nie znoszę się o coś prosić, tym bardziej kobiety, a już najmniej lubię prosić o coś ciebie. Jedna kolacja i po sprawie.
    - Skoro tak ci na tym zależy... - Sama nie wiedziała, dlaczego tak szybko mu uległa.
    - Świetnie. Dziś o ósmej. Ubierz jakąś porządną kieckę. Pójdziemy do "La Thamaturgie".
Malfoy skierował się do wyjścia.
    - Żartujesz?! Rezerwację w tej restauracji robi się z trzymiesięcznym wyprzedzeniem!
Spojrzał na nią przez ramię.
    - To ty żartujesz, Granger. Zapomniałaś z kim rozmawiasz? O ósmej będę u ciebie.
Draco wyszedł z pokoju, a Hermiona z wrażenia oparła się o swoje biurko. Czy ona właśnie zgodziła się pójść na randkę z Malfoyem? O Merlinie! Czyżby zwariowała?

☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★

Witajcie!
Mam nadzieję, że brak weny został wreszcie przełamany :) Jestem w trakcie tworzenia kolejnej części "Prawdziwej Twarzy" i mam nadzieję, że nie będziecie musieli zbyt długo na nią czekać. Zarówno "PT", jak również "Sny" mają już tylko kilka rozdziałów do zakończenia i bardzo bym chciała szybko się z tym uporać, by móc rozwinąć akcję "W otoczeniu wroga".
Trzymajcie za mnie kciuki i życzcie mi proszę dużo weny i wolnego czasu!
Dziękuję za wszelkie maile (ostatnio dostaję ich coraz więcej, co bardzo mnie cieszy!) - Piszcie kiedy macie ochotę, jestem do waszej dyspozycji i na pewno Wam odpiszę (odpowiadam w góra 2-3 dni). Zapraszam do kontaktu!

mail: venetiia.noks@gmail.com
lub poprzez fb:
https://www.facebook.com/venetiia.noks (chętnie akceptuję wszystkie zaproszenia do znajomych!). :)

Pozdrowionka i szczere uściski!

Venetiia

wtorek, 14 marca 2017

[WOW] Rozdział 1 - "Spodziewaj się niespodziewanego"

  Betowała: Anna M.

⚔⚔⚔
Dedykacja: Dla Martwiały - ja też tęskniłam :)

⚔⚔⚔


    Pokój był ponury i zakurzony. Nie musiała nikogo pytać, by wiedzieć, że nikt od dawna tu nie zaglądał. Plakaty drużyn Qudditcha zdobiły poszarzałe ściany, a tania narzuta na łóżko nie poprawiała specjalnie wystroju wnętrza. Krzywe łóżko, stare biurko i krzesło, na które zwykle rzucała swoje ciuchy. Dokładnie ją pamiętała. Uśmiech, cięte riposty i niesamowity talent do rzucania Upiorogacków...
    Przebywanie w tym pokoju, było dla Hermiony bardzo trudne. Wspomnienia wracały do niej niczym małe, ostre strzały, raz po raz przypominając jej, jak dobrze bawiła się tu w czasie tych wszystkich wakacji, kiedy to Ginny gościła ją w swym pokoju jako współlokatorkę. Pamiętała, ile bezsennych nocy poświęciły na plotkowanie o wszystkich chłopakach z Hogwartu. Udzielały sobie rad i wspierały się wzajemnie w czasie największych kryzysów.
Stała na środku pokoju, usiłując sobie wyobrazić, co czuła Ginny, gdy zabierała stąd kilka swoich drobiazgów przed ucieczką z domu. Czy niedomknięta szuflada biurka była dowodem na jej pośpiech? Czy rzeczy, które zostawiła w szafie, były tymi, które najmniej lubiła? Czy też może zostawiła je z nadzieją, że jeszcze kiedyś tu wróci?
    Tak wiele pytań, wątpliwości, a żadnej odpowiedzi. Miała ochotę uciec z tego pokoju i to jak najszybciej, ale nie mogła tego zrobić. Musiała znaleźć jakiś punkt zaczepienia. Coś co pozwoli jej odkryć prawdę. Zresztą, nie mogła teraz przebywać w towarzystwie żadnego z Weasleyów. Wszyscy pogrążeni w głębokiej rozpaczy nie mieli nawet krzty pojęcia, że ich maleńka córka i siostra zabiła nie tylko siebie. Dziecko... Jak to mogło się stać? Przecież Ginny zawsze była tą racjonalną, sprytną i odpowiedzialną. Co takiego się wydarzyło, że wpadła w takie kłopoty? I dlaczego wybrała tak drastyczne rozwiazanie?
    Westchnęła ciężko i powoli, metodycznie i skrupulatnie zaczęła przeszukiwać pokój przyjaciółki. Ginny pisała pamiętniki, jednak Hermiona nie spodziewała się ich tu znaleźć. Ruda najpewniej zabrała je ze sobą, gdy uciekała.
    W szufladach znalazła tylko kilka bezosobowych drobiazgów. Kłębek wełny, stare pudełko przysmaku dla sów, wysłużone pióra i spinki do włosów. Nic, co mogłoby ją naprowadzić na jakikolwiek trop. Hermiona usiadła na łóżku i schowała twarz w dłoniach. Nie wiedziała, co dalej zrobić. Gdzie ma uderzyć, by móc odkryć prawdę? Przecież poprzysięgła dokonać zemsty!
Ułożyła się wygodnie w łóżku przyjaciółki i spojrzała na odrapany sufit. Łapała się różnych pomysłów. A to z zakresu magii, a to znów przychodziły jej na myśl detektywistyczne sztuczki, jakie znała z mugolskich kryminałów. Wiedziała, że kolejnym krokiem powinno być przeszukanie maleńkiego pokoiku na Śmiertelnym Nokturnie, w którym Ginny ukrywała się w ostatnich dniach życia. Jeszcze dziś miała się tam spotkać z Kingsleyem.
    Odetchnęła głęboko i podniosła się z posłania. Chciała poprawić za sobą poduszkę. Przesunęła dłonią, by ją wygładzić i wtedy poczuła, że coś się pod nią znajduje. Doznała prawdziwego szoku, gdy okazało się, że był to krawat. Krawat o zielonej barwie. Krawat należący do ucznia Slytherinu.

⚔⚔⚔



    Śmiertelny Nokturn po wojnie stał się miejscem dziwnie pustym i cichym. Nowa władza zadbała o to, by wyłapano i zamknięto wszystkie szumowiny pokroju Mundungusa Fletchera. Sklep Borgina i Burkesa również został poddany likwidacji, podobnie jak reszta ponurych i podejrzanych miejsc, tak chętnie odwiedzanych przez czarnoksiężników. Może właśnie dlatego Ginny wybrała to miejsce na kryjówkę. I choć było to tylko o jedną ulicę od sklepu jej braci, to budynek był tak stary, odrapany i odpychający, że nikt przy zdrowych zmysłach by jej tam nie szukał.
Hermiona wcisnęła ręce do kieszeni płaszcza i zacisnęła jedną z nich na swojej różdżce. Nie przypuszczała, że coś mogłoby jej grozić w tej starej ruderze, jednak czasy wojenne nauczy ją jednego – spodziewać się niespodziewanego. Weszła na odrapaną klatkę schodową i powoli zaczęła wspinać się po starych, drewnianych stopniach. Trzeszczały one głucho z każdym jej krokiem, jednak szła dalej, chcąc zrealizować pierwszą część planu. Miała zamiar sprawdzić, czy w rzeczach Ginny znajdzie coś, co pomoże jej zrozumieć, skąd jej przyjaciółka miała krawat ucznia Slyterinu. Kingsley miał się tam zjawić dopiero za pół godziny, to powinno w sam raz jej wystarczyć na małe poszukiwania.
    Pokój był oczywiście zapieczętowane zaklęciem, a na starych, odrapanych drzwiach widniał wypalony znak Departamentu Aurorów. Hermiona nie miała jednak żadnych oporów przed zdjęciem czaru i dostaniem się do środka. Wiedziała, że Kingsley jej za to nie ukaże. Stary zamek skrzypnął głośno, gdy pociągnęła za klamkę. Otworzyła drzwi i zamarła na chwilę, nie mogąc uwierzyć, że jej przyjaciółka wybrała to miejsce na swoją kryjówkę. Jeśli jej dom nazywano "Norą", to jak nazwać, to okropne miejsce? Nawet "rudera" brzmiałoby tutaj niczym komplement.
Weszła do środka, starając się ignorować skrzypiący protest drewnianej podłogi. Jej wzrok był skupiony na pojedynczej, zaschniętej plamie, która zdobiła jedną z desek. Czy to właśnie w tym miejscu jeszcze do niedawna znajdowała się krew Ginny? Czy to tam oddała ona ostatni oddech? To wszystko było takie straszne...
    Wciąż nie mogła uwierzyć, że Gin to zrobiła. Przecież nie chodziło tylko o nią. Dziecko... Jak to mogło się stać? A może ktoś skrzywdził Ginny i dziewczyna nie mogła tego wytrzymać? Przymknęła oczy i pokręciła głową. To wciąż było jak koszmarny sen. Wiedziała jednak, że pora odłożyć na bok sentymenty. Musiała zacząć myśleć, jeśli chciała rozwiązać tę zagadkę.
Podeszła do stojących na starym stoliku kilku brązowych kartonów. To pracownicy Ministerstwa Magii spakowali w nie rzeczy Ginny, a Hermiona uprosiła Kingsleya, by mogła je przejrzeć zanim trafią z powrotem do państwa Weasley.
    Otworzyła pierwsze pudło. Były w nim ubrania. Nie sądziła, że znajdzie tu coś wyjątkowego, ale niczego nie mogła przegapić, więc postanowiła je przejrzeć. Zresztą nie było tego dużo. Ginny, uciekając, nie zabrała ze sobą zbyt wiele. Bluzki, swetry, bielizna, szata wyjściowa, kilka par mugolskich jeansów i apaszka, którą dostała od Hermiony na poprzednie Święta. Na samym dnie pudła leżała szata do Quidditcha. Hermiona zacisnęła usta i już miała z powrotem schować szatę do pudła, gdy z jej rękawa wypadła skórzana rękawica gracza. Przyjrzała jej się krótko i już miała zamiar ją odłożyć, gdy to spostrzegła. To nie była damska rękawica.
Była o wiele za duża dla Ginny, a ponadto wyglądała na bardzo drogą. Wykonana z najlepszej jakości, smoczej skóry, wiązana sznurem z włosów jednorożca i wykańczana szczerozłotymi detalami. Nie miała wątpliwości. Ta rękawica na pewno nie należała do Ginny!
Szybko wyjęła z kieszeni płaszcza swoją wyszywaną koralikami torebkę. Wrzuciła do niej znalezisko i schowała ją tak, by Kingsley nie zauważył, że coś stamtąd zabrała.
Krawat Slytherinu i droga rękawica gracza. Skąd pochodziło najwięcej bogatych czarodziei?
Oczywiście, że z Domu Węża - pomyślała, po czym powrzucała resztę ubrań do pudła i sięgnęła po następne.
Znalazła w nim kosmetyki: szampon, odżywka, pasta do zębów, grzebień i pudełeczko żelu do włosów z serii MagicLook. Odłożyła to wszystko i zaczęła przeglądać kolejne kartony. Jakieś stare koce, buty, książki, zużyte pióra i całe zwoje niezapisanego pergaminu. Nic, co mogłoby ją zainteresować. Zerknęła więc do jednego z dużych, niebieskich worków, by szybko odkryć, że są w nim tylko śmieci. Nie wiedziała dlaczego pracownicy ministerstwa ich jeszcze nie wyrzucili, przecież to tylko puste opakowania po czekoladowych żabach, brudne chusteczki, jakieś pudełka po jedzeniu na wynos i... pusta butelka po whisky Ogdena. Hermiona wyjęła ją z worka i przyglądała się jej kompletnie zdezorientowana. Ginny i whisky? Nie było opcji. Jej przyjaciółka szczerze nie znosiła tego alkoholu i podkreślała to wielokrotnie. Co prawda nie miała pewności, ale nie sądziła, żeby Ginny aż tak zmieniła swój gust, by zacząć nagle pijać whisky. Jednak... nigdy też nie przypuszczała, że jej rudowłosa mogłaby się zadać z jakimkolwiek ślizgonem.
Z zamyślenia wyrwało ją skrzypienie schodów. Ktoś najwyraźniej zmierzał na górę. Szybko wrzuciła butelkę z powrotem do worka. Kingsley nie powinien wiedzieć, że czegoś tu szukała.
    - Widzę, że łatwo złamałaś nasze bariery – przywitał ją Minister Magii, wchodząc do mieszkania.
Hermiona uśmiechnęła się lekko pod nosem.
    - Przybyłam kilka minut przed czasem i postanowiłam wejść na górę, by nie wzbudzać podejrzeń – skłamała gładko.
    - Jak myślisz, czy w tych rzeczach jest coś, czego jej rodzice nie powinni widzieć? - zapytał, zaglądając do jednego z kartonowych pudeł.
    - Nie sądzę, jednak wiem, że pisała pamiętniki. Jeśli one gdzieś tu są...
    - Nie ma. Przeszukaliśmy wszystko. Znaleźliśmy tylko to. - Kingsley podszedł do niej i wyjął z kieszeni trzy pogniecione skrawki pergaminu.
Hermiona wzięła je od niego.
"rmiona" – wyraźnie urwane słowo znajdował się na pierwszym skrawku.
Drugi był nieco większy. Zaczynał się od części słowa, kończącej się na "yjny". A dalej "nigdy bym tego nie" – i znów urwany tekst. Hermiona spojrzała na trzeci fragment. Największy.
"Powiedz moim rodzicom, że ich przepraszam".
    - Czy to pismo panny Weasley? - zapytał cicho Kingsley.
Przytaknęła, czując, jak wzruszenie łapie ją za gardło.
    - Jest nieco niechlujne, najwyraźniej pisała to w pośpiechu. - Ze wszystkich sił, starała się nie rozpłakać.
    - Też doszliśmy do takiego wniosku.
    - Skąd to macie? - dociekała.
Kingsley wyraźnie się zmieszał i uciekł w bok spojrzeniem.
    - To ściśle tajne. Śledztwo wciąż jest jeszcze prowadzone przez aurorów.
    - Dobrze wiesz, że możesz mi zaufać. Nikomu nic nie powiem. – zapewniła stanowczo.
    - To było w jej dłoniach.
    - Co? - otworzyła usta, zszokowana.
    - Ktoś wyrwał z jej zaciśniętych palców pergamin, na którym najwyraźniej napisała list pożegnalny.    
    - Czy to znaczy, że ktoś tu był w czasie, gdy... - Hermiona poczuła, że kręci jej się w głowie.
    - Tego nie wiemy, niemniej jednak...
    - Hogwart – wykrztusiła.
    - Co? - zdziwił się minister.
    - Musisz mi załatwić możliwość powrotu do szkoły, na ostatni rok nauki.
    - Ale jak to? Przecież posada w ministerstwie już na ciebie czeka!
    - Nie mogę, Kingsley. Muszę to rozwiązać. Podejrzewam, że ktoś miał związek ze śmiercią Ginny.
Ku jej zdziwieniu Shacklebolt skrzywił się pod nosem i potakująco skinął głową.
    - Też to podejrzewamy. Jest jeszcze to...
Sięgnął do kieszeni i wyjął z niej spinkę do mankietu. Prostą, ale niewątpliwie kosztowną. Duży szmaragd, otoczony srebrnymi splotami.
Hermiona zacisnęła usta. Szmaragd. Klejnot Slytherinu.
    - Gdzie to znaleźliście? - zapytała.
    - Pod łóżkiem.
    - Wszyscy siedemnastoletni Śmieciożercy są zobowiązani wrócić do Hogwartu w ramach procesu resocjalizacji? - Chciała się upewnić.
    - Albo to, albo Azkaban. – potwierdził.
    - Świetnie. W takim razie ja też muszę tam wrócić.
    - McGonagall się ucieszy. – Kingsley najwyraźniej, nie miał zamiaru jej powstrzymywać.
    - Powiedz jej, że jednak chcę zostać Prefektem Naczelnym. Pomogę nadzorować nowy program wychowawczy.
    - Obiecaj mi, że będziesz na siebie uważać. To może być niebezpieczne.
    - Nie martw się. Po tym, co przeżyłam w czasie wojny, już nic nie jest mi straszne. - Uśmiechnęła się nieco kwaśno pod nosem i zacisnęła palce na szmaragdowej spince.
    - Dopadnę cię, kimkolwiek jesteś. Przysięgam. - obiecała sobie w myślach. - Już wkrótce.

⚔⚔⚔

Witam Was po długiej przerwie!
Kochani, początki bywają trudne i nieco "toporne", ale mam nadzieję, że mimo to spodoba Wam się nowe opowiadanie. Obiecuję, że dam z siebie wszystko, by było oryginalne i ciekawe :)
Przepraszam za długą przerwę - pierwszy kwartał roku w mojej pracy to nawał obowiązków, ale przyszły tydzień mam wolny, więc postaram się nadrobić wszystkie teksty. Mam nadzieję, że najdalej w weekend pojawią się kolejne "Sny", a wkrótce potem oczekiwana przez wielu (dziękuję Wam za maile) "Prawdziwa Twarz".
Jako, że moja wena bywa kapryśna, a nic nie poprawia jej tak, jak przeczytanie czegoś ciekawego, ponawiam swoją prośbę o linki do waszych opowiadań - postaram się wpaść i poczytać.
Wszelkie pytania o każdej porze dnia i nocy możecie kierować na mojego maila: venetiia.noks@gmail.com lub poprzez fb https://www.facebook.com/venetiia.noks (akceptuję wszystkie zaproszenia do znajomych). :)
Chciałam też bardzo Wam podziękować za milion wyświetleń! Mój blog osiągnął tą astronomiczną dla mnie sumę odwiedzin w niecałe półtora roku, co jest dla mnie komplementem największym z możliwych :) Dziękuję Wam za to i zapraszam Was tu jak najczęściej - obiecuję, że będzie co czytać.
Pozdrowionka i buziaki!
Wasza Venetiia.

PS. Szczególnie dziękuję osobom komentującym! :)


czwartek, 23 lutego 2017

W przerwie zjedz pączka... :)




Kochani!

Jak pewnie widzicie rozdziału dalej nie ma. Wena uciekła i nie chce wrócić, ale nie poddaje się i tworze dalej. Mam nadzieję, że z początkiem przyszłego tygodnia będę Was mogła przywitać tu jakimś nowym rozdziałem :) Na razie w oczekiwaniu na publikację - maleńkie drabble/dialog - może to poprawi Wam choć trochę humor :)
Pozdrawiam,

Venetiia

PS. Wenę przyjmę od zaraz :)
W razie pytań zapraszam do kontaktu:
venetiia.noks@gmail.com
https://www.facebook.com/venetiia.noks (Przyjmuję wszystkie zaproszenia do znajomych! :))
GG:45919897


(@)(@)(@)


- Nie wierzę, że znów to zrobiłeś!
- Co?
- A tak cię prosiłam!
- Nie wiem o czym mówisz.
- Mamy dziś dwunastu gości na kolacji!
- Przecież wiem.
- Specjalnie kupiłam więcej, podejrzewając, że się nie powstrzymasz, ale żeby zjeść aż tyle?!
- Hermiono, powtarzam ci, że to nie ja!
- To co robią resztki lukru na twoich palcach?
- To nie lukier! To jest...ten... no... klej! Sklejałem model.
- Jaki model?
- Eee... hm... no tego, wiesz... statku!
- A to nadzienie na twojej brodzie?
Draco szybkim ruchem wytarł twarz i zrezygnowany opuścił głowę. Trudno. Wydało się.
- One były takie pyszne!
- Pyszne?! I dlatego musiałeś zjeść wszystkie pięćdziesiąt pączków?

A co miał sobie żałować, prawda? Tłusty czwartek, to przecież tradycja! :) 

Buziaki i do następnego ;)






piątek, 10 lutego 2017

~Rozdział 16~(Sny Wybranych)



   Przetarła zmęczone oczy i westchnęła cicho. Która to już strona? Ponad pięćsetna. I nadal nic, nawet punktu zaczepienia. Od pięciu dni, prawie bez przerwy wertowała wszelakie księgi zaklęć w poszukiwaniu odpowiedzi, jednak Voldemort był czarodziejem tak okrutnym i nieprzewidywalnym, że wciąż nie miała pojęcia, czym mógł on przekląć Narcyzę Malfoy. Napiła się zimnej kawy i znów przerzuciła stronę. Tyle dobrze, że kuracja, jaką zaleciła pacjentce, zaczęła przynosić efekty w postaci poprawy funkcji życiowych. Co prawda Narcyza, wciąż pozostawała w śpiączce, ale przynajmniej polepszył się jej stan ogólny, głębiej oddychała, a jej skóra nie miała już tak chorobliwie bladego koloru. Jednak to wszystko będzie na nic, jeśli Hermiona wkrótce nie znajdzie rozwiązania. Wplotła palce we włosy i na chwilę zamknęła oczy. Musiała coś wymyślić i to możliwie najszybciej.

   – Śpisz, Granger?
Przestraszona, podskoczyła na swoim krześle. Przywykła już do tego, że Malfoy wchodził do jej gabinetu bez pukania i bezczelnie wypijał jej zapasy ukochanej kawy, tłumacząc to tym, że ta z bufetu jest ohydna. Jednak tym razem naprawdę udało mu się ją zaskoczyć.
   – Nie śpię, tylko myślę – burknęła, zbierając porozrzucane papiery ze swojego biurka.
Szybko się z tym uporała i sięgnęła po różdżkę, by podgrzać kawę. Wiedziała, że Draco nie pogardzi nawet taką odgrzewaną.
   – Ja też. Cały czas przypominam sobie tamten dzień. – Zajął krzesło po przeciwnej stronie biurka i sięgnął po pusty kubek, w oczekiwaniu, aż Hermiona go napełni.
   – Liczba zaklęć, jakich Voldemort używał na swoich przeciwnikach była tak wielka, że możemy spodziewać się dosłownie wszystkiego – westchnęła zrezygnowana.
   – Ten chory psychol znał chyba wszystkie czarnomagiczne klątwy, jakie kiedykolwiek wymyślono, więc nawet ktoś tak inteligentny jak ty Granger, nie jest w stanie go przejrzeć.
Hermiona zaśmiała się lekko.
   – Musisz być już bardzo zmęczony, skoro głośno stwierdzasz, że jestem inteligentna.
Draco również parsknął krótkim śmiechem,
   – To na pewno przez twoje włosy. Wyglądają dziś tak strasznie, że z przerażenia nie wiem już co mówię.
Zignorowała jego kąśliwą uwagę i dolała sobie kawy.
   – Jadłeś coś? – zapytała, czując jak żołądek skręca jej się z głodu.
   – Lidia przyniosła mi jakieś kanapki.
Hermiona niedbale sięgnęła po jedną z kartek, na których robiła notatki. Ze wszystkich sił starała się nie pokazać, że informacja o tym, że ta irytująca baba znów tu była, w ogóle do niej dotarła. Od kilku dni, non stop natykała się na to wymalowane czupiradło.  Przy każdym takim spotkaniu Lidia, z nadmierną słodyczą w głosie pytała ją bezczelnie, jak się dziś miewa jej ukochana, przyszła teściowa. Idiotka!
   –  Na nic nie mam ochoty. Wszystko smakuje, jak papier. – Draco wyglądał, jakby mówił sam do siebie.
   – Skąd wiesz, jak smakuje papier? - zapytała, chcąc odsunąć od siebie myśli o pannie Airbrick.
Draco uśmiechnął się kwaśno.
   – Cóż... kiedyś założyłem się z Zabinim, że wyślę słodki, anonimowy liścik miłosny do jednej dziewczyny ze szkoły. Niestety ten kretyn zaczarował go tak, że na karteczce znalazł się mój podpis. To było na eliksirach, a Snape wszedł już do klasy. Nie mogłem go zniszczyć zaklęciem, bo mógłby to zauważyć, więc go zjadłem, zanim Diabeł zdążyłby go wysłać.
Hermiona zaczęła się głośno śmiać, próbując to sobie wyobrazić. Draco w tym czasie dopił kawę i wstał.
   – Ten liścik miał być do ciebie, Granger. – Przez chwilę napawał się jej szczerym zdziwieniem, po czym uśmiechnął się złośliwie. – To oczywiście był  żart. Podpisałem go nazwiskiem Longbottoma. Miałem nadzieję, że Weasley się dowie, wścieknie się na niego i pobiją się o ciebie na oczach całej klasy.
Hermiona zrezygnowana pokręciła głową, ale znów się uśmiechnęła. Malfoy i te jego pomysły...
   – Teraz mi się przypomniało, po co właściwie do ciebie przyszedłem.
   – A nie po to, by wypić mi kawę? – zażartowała.
   – To też, ale głównie chodziło o to, że przypomniał mi się pewien szczegół. Nie wiem czy to ważne, ale mówiłaś, żeby ci powiedzieć jeśli wydarzyło się wtedy coś nietypowego.
Draco z powrotem usiadł na krześle.
   – Już ci mówiłam, że wszystko może mieć znaczenie.
   – Czarny Pan mnie torturował, nim matka stanęła w mojej obronie. Wszędzie dookoła było pełno mojej krwi.
Hermiona wzdrygnęła się lekko. Tego akurat nie chciała sobie wyobrażać.
   – Pamiętam, jak przez mgłę, ale jednak... On chyba zamoczył końcówkę różdżki w mojej krwi, zanim przeklął mamę. – Draco wyraźnie próbował przywołać jeszcze coś z tamtych wspomnień.
Hermiona  natychmiast wyprostowała się na krześle. To już było coś. Jakiś trop. Pamiętała przecież, że czytała rozdział o czarnomagicznych klątwach, wymagających użycia krwi. W której to było księdze?
   – Dobrze, że mi o tym powiedziałeś. Zaraz sprawdzę, czy to mogło mieć jakiś związek... – Mówiła z prędkością karabinu maszynowego.
Draco ponownie wstał i skierował się do drzwi. Zatrzymał się jednak, stając plecami do niej, z dłonią na klamce.
   – Mam nadzieję, Granger, że to coś da, bo powoli zaczynam tracić nadzieję. – Powiedział to i wyszedł z gabinetu.


☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★

   Hermiona z miejsca zapomniała o głodzie i zmęczeniu. Błyskawicznie przerzucała strony, starając się odnaleźć interesujący ją fragment. Wreszcie natrafiła, na to czego szukała. Klątwa Risumortem. Czy to możliwe? Czym prędzej przeczytała działanie czaru i aż zaparło jej oddech. To było tak bardzo okrutne i złe, że wręcz idealnie pasowało do metod Voldemorta. Zerwała się ze swojego miejsca i szybko pobiegła do sali Narcyzy Malfoy. Jeśli miała rację, to istniała szansa, że będzie mogła jej pomóc.


   Draco siedział przy łóżku matki z niepokojem patrząc na to, jak asystentka Granger ją badała. Z miny uzdrowicielki wnioskował, że jej stan znów się pogorszył. Stojący po drugiej stronie łóżka Lucjusz,  również wyglądał na zmartwionego.
Nagle drzwi się otworzyły, a do sali wbiegła zdyszana Hermiona.
   – Szczęście! – wypaliła, ledwo łapiąc oddech.
   – Szczęście, że co? – zdziwił się Lucjusz.
   – Tak klątwa! – Hermiona położyła rękę na piersi, próbując się uspokoić.
   – Możesz mówić jaśnie? – poprosił, zniecierpliwiony Draco.
   – Kiedy pani Malfoy czuje się najgorzej? – zapytała, nieco opanowując wreszcie oddech.
Draco i Lucjusz spojrzeli na siebie niepewnie.
   – Zwykle pogarsza jej się w piątkowe wieczory, w soboty jest największy kryzys, a poprawa następuje około niedzielnego popołudnia.
   – Malfoy, lubisz weekendy prawda? – Zwróciła się do Draco.
   – Pewnie, że tak, chyba jak każdy człowiek. – sarknął.
   – A kiedy miało miejsce ostatnie poważne pogorszenie? – Hermiona zaczęła przerzucać swoje notatki w poszukiwaniu odpowiedzi.
   – W marcu – wtrącił szybko Lucjusz.
   – Czy to nie było wtedy, gdy Draco dostał ostatni awans? – zawołała podekscytowana.
Mężczyźni znów spojrzeli na siebie.
   – Dokładnie tego samego dnia... – odpowiedział jej Malfoy senior.
   – Tak! – Hermiona podskoczyła w miejscu z radości. Znalazła odpowiedź!
Szybko jednak się uspokoiła, gdy zrozumiała co to oznaczało. Jak ma to teraz powiedzieć Draco? Jak przekazać mu prawdę, tak by go nie zranić?
   – Wiesz co dolega mojej matce? – Draco zerwał się ze swojego miejsca i w trzech krokach znalazł się przy niej.
Hermiona powstrzymała go ruchem ręki, bowiem blondyn wyglądał, jakby chciał ją porwać w ramiona i mocno uściskać. Nie powinien tego robić.
Rozległo się kilka piskliwych dźwięków, a Leona nadal stojąca przy łóżku Narcyzy, ponownie rzuciła na nią zaklęcie diagnozujące.
   – Parametry znów się pogarszają. – Zwróciła się do Hermiony.
Granger potakująco kiwnęła głową, teraz miała już pewność. Voldemort naprawdę był chorym psychopatą używając akurat takiego czaru.
   – Słyszeliście o klątwie Risumortem? – zapytała spokojnie.
   – Ris... co? – zdziwił się Draco.
Hermiona spojrzała na Lucjusza i zobaczyła, że mężczyzna jeszcze bardziej zbladł i z przestrachem spojrzał na syna.
   – Draco, posłuchaj... – Hermiona starała się mówić spokojnie – Risumortem, to klątwa, która w pewien sposób łączy ze sobą dwójkę czarodziei – tłumaczyła.
   – Chcesz mi powiedzieć, że matka jest z kimś w jakiś sposób połączona?
Hermiona powoli skinęła głową.
   – Chodzi o mnie? – Draco wyglądał na zdruzgotanego tą wiadomością.
Położyła mu dłoń na ramieniu, chcąc mu dodać trochę otuchy.
   – To nie twoja wina, to...
   – Jak to działa? – przerwał jej.
Spojrzała przelotnie na Lucjusza, który delikatnie skinął jej głową. Draco musiał znać prawdę.
   – Zasada odwrotności. – Zaczęła niezgrabnie.
   – Jaka zasada? – dopytywał Draco.
   – Klątwa ciągle jest aktywna, codziennie krąży w żyłach twojej mamy razem z krwią, powodując, że jest taka słabowita. Jednak najmocniej uderza w nią, gdy ty jesteś zadowolony, radosny czy szczęśliwy.
Draco patrzył na nią, w głębokim szoku. Wiedziała, że ta wiadomość będzie dla niego druzgocąca.
   – Gdy jesteś smutny czy przygnębiony, wtedy jej stan się poprawia... – Chciała mu to dokładnie wyjaśnić, jednak brakowało jej słów. To było zbyt okrutne.
   – Chcesz mi powiedzieć, że mama jest w tak fatalnym stanie, przez to, że ja dobrze bawiłem się na wakacjach?
   – To nie twoja wina! – Powtórzyła z mocą.
   – Synu... – Lucjusz widać, też chciał jakoś go pocieszyć, ale Draco rzucił mu spojrzenie Hipogryfa mordercy.
   – Mamy możliwość, by przerwać to połączenie. – wtrąciła Hermiona.
   – Naprawdę? – na twarzy młodszego Malfoya wymalowała się prawdziwa ulga. – To ją wyleczy?
Skrzywiła się lekko i wzięła głęboki oddech.
   – To, że przerwiemy połączenie pomiędzy wami, nie oznacza, że twoja mama wyzdrowieje. Klątwa nie zniknie.
   – Nie ma żadnej nadziei? – zapytał cicho Lucjusz.
Hermiona zamyśliła się chwilę.
   – Leono idź proszę do dyrektora Chivasa i przekaż mu co odkryliśmy.
Jej asystentka posłusznie skinęła głową i bez zbędnych pytań opuściła salę, a Lucjusz i Draco, spojrzeli na nią z oczekiwaniem.
   – Jest szansa. Prawdopodobnie istnieje eliksir, który potrafi zablokować działanie klątwy tylko w jednej części ciała, na przykład w dłoni. Nie wyleczy to całkowicie pani Malfoy, jednak znacząco przedłuży jej życie. Jest tylko pewien problem. Stworzyć go potrafił zaledwie jeden mistrz eliksirów.
   – Kto? Zapłacimy każdą cenę! – zawołał Draco.
   – Severus Snape. – odpowiedziała.
   – Co?! Przecież on nie żyje od przeszło dziesięciu lat! – krzyknął młodszy Malfoy.
Hermiona uniosła lekko brew i spojrzała na wciąż milczącego Lucjusza. Draco również odwrócił się w stronę ojca.
   – Nie wiem gdzie jest. On bardzo chroni swoją prywatność. – mruknął Lucjusz.
   – To Snape nie został zamordowany?! – Draco był kompletnie zaskoczony.
   – Radziłabym zacząć od Amazonii. To tam ma dostęp do najrzadszych składników, a od kilku lat to właśnie w Ameryce Południowej pojawiło się najwięcej nowych odkryć z dziedziny eliksirów.
   – A ty skąd wiesz, że Snape żyje? – dopytywał Draco.
   – Dedukcja. Jego ciało zniknęło, a żaden ze schwytanych Śmierciożerców nie potwierdził tej wersji ze spaleniem go na rozkaz Voldemorta. Zresztą nie było tam żadnych śladów ognia. Razem z ciałem, z jego gabinetu zniknęły wszystkie jego opracowania i notatki.
   – Odnajdę go, choćby na końcu świata. – Poprzysiągł Lucjusz.
   – A my jeszcze dziś podamy pani Malfoy eliksir, który zamknie jej powiązanie ze krwią Draco. – zapewniła go Hermiona.
   – Wyruszam od razu. – Lucjusz podszedł do łóżka żony i delikatnie pocałował ją w czoło.
   – Powinienem pojechać z tobą.
   – Nie, ktoś musi przy niej zostać. – Lucjusz jeszcze raz spojrzał na Narcyzę i ruszył do drzwi.
Ku zdziwieniu Hermiony, Draco wcale nie spierał się z ojcem.
   – Informuj mnie, jak się sprawy mają. – Poprosił Draco.
Lucjusz kiwnął głową i bez słowa wyszedł z sali.
   – Pójdę przygotować ten eliksir. Podamy go dziś wieczorem. Powinieneś odpocząć, bo pewnie będziesz chciał przy tym być. – Uśmiechnęła się pocieszająco i chciała już iść, gdy nagle poczuła jego dłoń na swoim łokciu. Draco odwrócił ją twarzą do siebie i spojrzał jej głęboko w oczy.
   – Wiedziałem, że to rozwiążesz.
   – To moja praca... – wyjąkała, usiłując uspokoić bicie swego serca. Jego bliskość była dla niej oszałamiająca.
   – Dziękuję Gran... Hermiono. Jestem teraz twoim dłużnikiem. – powiedział, wciąż patrząc jej w oczy, a ona wiedziała, że tym razem wcale z niej nie kpił.
   – Nie ma o czym mówić. – Speszona, pierwsza odwróciła wzrok i złapała za klamkę.
Draco puścił jej łokieć i zrobił krok w tył.
   – Jeszcze o tym porozmawiamy. – uśmiechnął się lekko, widząc jak Granger ucieka z sali, wyraźnie zawstydzona.
Szybko jednak jego uśmiech zgasł. Przypomniał sobie, że jego radość mogła zaszkodzić matce. Byłby w stanie rzucić na siebie klątwę wiecznego smutku, byle mieć pewność, że ona z tego wyjdzie. Nic na świecie się teraz dla niego nie liczyło tak bardzo, jak zdrowie jego mamy.

☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★


Witajcie Kochani!
Jak zapewne widzicie deficyty czasowe nadal występują, ale mam nadzieję w miarę szybko się z nimi uporać. Rozdział jest niezabetowany - Przepraszam za to Wszystkich, ale nawet nie miała kiedy napisać do bety. Wiem jednak, że prędzej czy później go poprawi i w wersji PDF na pewno odnajdziecie go już bez błędów :)
Kolejna publikacja - "W otoczeniu wroga", mam nadzieję, że będzie możliwie najszybciej. "Prawdziwa Twarz" idzie mi najgorzej, ale to ze względu na specyfikę rozdziału. Mam nadzieję, że nie macie jeszcze dość "Snów". Ze względu na to, że to opowiadanie jest prawie ukończone (wprowadzam teraz tylko drobne zmiany), te rozdziały będą pojawiały się zawsze wtedy, gdy na inne nie znajdę czasu. Zapewniam Was (chyba po raz setny), że ukończę wszystkie zaczęte opowiadania, proszę tylko o trochę cierpliwości :)
Pozdrowionka,

Wasza V.