wtorek, 24 kwietnia 2018

Przepraszam...



Kochani!

Bardzo Was Przepraszam za tak długą przerwę w publikacji. Obiecuję, że rozdział pojawi się tak szybko, jak tylko wena i wolny czas na to pozwolą. Niczego nie zawieszam, ani tym bardziej nie porzucam. Opowiadania na pewno zostaną dokończone (choćbym miała je pisać na emeryturze :D).
Dziękuję za Wasze wsparcie, cierpliwość, maile i wiadomości na facebooku.
To własnie Wy jesteście moją motywacją do dalszego pisania i dlatego nie mam zamiaru przestać :)
Duże buziaki i uściski!

Wasza Venetiia

czwartek, 8 marca 2018

Jego Prawdziwa Twarz - Epilog



Betowała: Anna M.
Dedykacja: Dla Wszystkich Kobietek - w dniu naszego święta :)




~_~_~

          Hermiona nerwowo wygięła palce, czując, jak  rumieńce zawstydzenia wypływają jej na twarz. Malfoy wpatrywał się w nią, trwając w dziwnym napięciu jakby chcąc samym wzrokiem, przekonać ją, by najlepiej natychmiast uciekła, gdzie pieprz rośnie.
– Jak to, co tu robi? Ratuje ci życie, idioto! – syknęła Astoria, podchodząc i łapiąc go za ramię.
Blondyn zerknął  na nią z  niechęcią, po czym zwrócił się ku Ivanowi.  Rosjanin od razu opuścił głowę, nie mogąc znieść jego karcącego spojrzenia. Draco wyszarpał rękę z uścisku Greengrass i ponownie pochylił się w stronę Hermiony, na tyle, na ile pozwolili mu jego strażnicy.
– Niczego im nie mów! Zabieraj się stąd i jak najszybciej wyjedź. Nie masz pojęcia co,  się teraz dzieje w ministerstwie! Właśnie zaczęła się nowa wojna o wpływy i władzę. Zniszczą cię, jeśli staniesz po mojej stronie.
– Przecież nic nie mogą…
 Nie darują ci tego. Nawet jeśli nie zrobią ci fizycznej krzywdy, to po czymś takim nie będziesz miała żadnej przyszłości i nigdzie nie zaznasz spokoju. Zniszczą ci reputację. Przykleją łatkę dziwki, która sypia z kim popadnie, by czerpać z tego korzyść. Nie po to darowałem ci życie, byś teraz tak skończyła. Ostrzegam cię! Nie zmarnuj swojej ostatniej szansy. Wynoś się stąd, Granger! 
– Jeśli cię uwolnią, to im na to nie pozwolisz. Nic mi nie zrobią. – Hermiona miała nadzieję, że zabrzmiało to pewnie. Naprawdę chciałaby móc w to uwierzyć.
Draco już otworzył usta, by coś jej odpowiedzieć, gdy znów odezwała się Astoria.
– Myślisz, że pozwolimy ci się tak głupio poświęcić? A co z nami? Pomyślałeś o tym choć przez chwilę? Jeśli pozwolimy im cię skazać, to nie tylko twoje życie się skończy! Będziemy walczyć
o ciebie, ty skończony bałwanie, nawet wbrew tobie! I to z całych sił! – warczała.
– Paniczu, ja…– Ivan chciał się wtrącić, ale strażnik wreszcie stracił cierpliwość.
– Dość tych pogaduszek! – zarządził, ciągnąc oskarżonego w stronę pokoju przesłuchań.
– Po prostu powiedz im prawdę! Błagam cię! – zawołała za nim Astoria.
Draco odwrócił się przez ramię  i znów spojrzał Hermionie prosto w oczy. Granger kiwnęła głową, chcąc mu przekazać, że mimo wszystko jest gotowa go ratować. Blondyn uśmiechnął się lekko, jakby z dezaprobatą. I wtedy Hermiona zrozumiała. Decyzja zapadła.


~_~_~


– Więc teraz będziesz składał zeznania? – zapytał Theo Nott.
– Niby przed kim? Żaden z was nie należy do Wizengamotu.  – Draco potarł nadgarstki, ciesząc się, że wreszcie zdjęto mu kajdanki.
– Ze względu na postawione ci zarzuty, cały Wizengamot został czasowo rozwiązany – wtrącił  Zabini senior.
– Taką decyzję może podjąć tylko Rada Narodowa. Nie macie nowego Ministra Magii, więc nie możecie jej powołać.  – Draco uśmiechnął się cynicznie pod nosem. Zawsze uwielbiał udowadniać tym wyniosłym arystokratom, jak bardzo są niedouczeni.
– To co twoim zdaniem powinniśmy teraz zrobić? – wściekł się Marcus Flint.
– Zgodnie z przepisami, powinniście wstrzymać wszystkie sprawy karne do czasu wyboru Ministra i powołania nowego Sądu Najwyższego.
– Świetnie! – Theodor klasnął w dłonie.  – W takim razie będziesz gnił w Azkabanie, aż sprawa się rozwiąże!
Draco roześmiał się, udając szczere rozbawienie. 
– Przykro mi, Nott , ale jak sam wiesz, nie macie żadnych dowodów przeciwko mnie. Wasze zarzuty to tylko śmieszne mrzonki.
– Przecież jeszcze dziś rano nie zaprzeczyłeś, że to właśnie ty zabiłeś swojego ojca! – krzyknął Nott senior.
– Ale też nigdy tego nie potwierdziłem. Spójrzcie prawdzie w oczy, nic na mnie nie macie. Za to właśnie okazało się, że ja mam świadka, który potwierdzi, że ja nie mogłem zabić Lucjusza.
Pozostali mężczyźni zgromadzeni w pokoju popatrzyli na siebie niepewnie.
 – Czyli twierdzisz, że Granger mówiła prawdę? – dopytywał Blaise Zabini.
– Tak. Wczorajszą noc spędziłem u niej - przyznał, choć wciąż nie był pewien, czy to słuszna decyzja.
– Serio bzyknąłeś szlamę, Malfoy? – zarechotał złośliwie Theo.
I to był błąd.
Draco gwałtownie doskoczył do niego i przeciągnął go przez blat biurka rzucając mężczyznę na podłogę.  Nim ktoś go zdążył powstrzymać, twarz  Notta przypominała krwawą miazgę.
– Nie. Waż . Się. Nigdy. Więcej. Tego. Powtarzać. Kanalio! – grzmiał Draco, gdy strażnicy wreszcie go obezwładnili.
– Widzieliście to! Zaatakował mojego syna! To morderca! Kryminalista! – darł się Nott senior, w czasie gdy Marcus i Blaise pomagali Theodorowi stanąć na nogi, a dwóch strażników na powrót zakuwało Dracona w kajdanki.
– Uspokójcie się wszyscy! – poprosił Zabini senior, najwyraźniej zdruzgotany tym, jak szybki i bezwzględny był Malfoy.
– Co teraz zrobimy? – zapytał Flint.
– Ja wam powiem co teraz zrobicie – odezwał się szorstko Draco.  – Wypuścicie mnie stąd i to jak najszybciej. Równie szybko zamkniecie sprawę morderstwa Lucjusza. Oddacie mi wszystkie dokumenty, jakie dotyczyły rodu Malfoyów, również te z archiwów. Nigdy nie wysuniecie żadnych roszczeń co do mojego majątku.  Przywrócicie wszystkie prawa Astorii Greengrass, łącznie z tytułem szlacheckim. Hermionie Granger ma nie spaść z głowy ani jeden włos, za to, że  poświadczyła na moją korzyść.  I nikt z was nigdy nie wspomni publicznie o tym, co zawierały jej zeznania. Zadbacie też, by pod jej adresem nie padły żadne oszczerstwa i pomówienia. I na sam koniec, ostrzegam was, lepiej zostawcie  mnie w spokoju. Raz na zawsze. Nie będziecie się ze mną kontaktować, ani tym bardziej szukać sposobu, na pozbycie się mnie z magicznego świata. Ułatwię wam to i wkrótce sam zniknę. Jeśli jednak, choć jeden z was,  złamie którąś  z zasad, przysięgam, że wrócę i przygotuję taką zemstę, po której będziecie na kolanach błagać mnie o śmierć. Czy wszystko jest jasne?
Mężczyźni patrzyli na niego z czystym przerażeniem. Nie mieli cienia wątpliwości, że mówił poważnie.
– Chyba nie mamy wyboru… – stwierdził  cicho Zabini.
– Nie, nie macie. – Potwierdził  krótko Draco.
– Co mamy powiedzieć ludziom? Będą pytać, dlaczego zniknąłeś – wtrącił Marcus.
– Powiecie im, że śmierć starego Malfoya tak mną wstrząsnęła, że postanowiłem wyjechać. Możecie też wymyślić inną, równie żałosną bajeczkę.Wszystko mi jedno. Radzę wam tylko uważać. Żaden z was nie ma zadatków na dyktatora  w takim stopniu, w jakim miał je Lucjusz. Jeśli któryś z was lekkomyślnie sięgnie po władzę, skończy się to krwawą wojną. Lepiej się z sobą dogadajcie. To moja ostatnia sugestia.
Draco wyciągnął ręce w stronę stojącego obok strażnika, gestem nakazując  mu natychmiastowe zdjęcie kajdanek.
Zdezorientowany mężczyzna popatrzył niepewnie na Zabiniego seniora. Ten w odpowiedzi jedynie skinął głową.
Strażnik zdjął kajdanki i od razu  się cofnął.
– Nie muszę wam chyba mówić, że ta sprawa, jak najszybciej powinna zniknąć z wszystkich akt? – Draco uśmiechnął się złośliwie.
– Oczywiście. – Zabini  senior wyjął z biurka różdżkę blondyna i podał Marcusowi, by ten ją przekazał.
– Skąd mamy pewność, że naprawdę znikniesz i nie wrócisz, by nam zaszkodzić? – spytał Flint, gdy Draco ruszył do wyjścia.
– Nie macie innego wyboru, jak tylko mocno liczyć na to, że faktycznie tak się stanie.  – Draco posłał im ostatni podły uśmieszek, po czym opuścił gabinet, głośno zatrzaskując za sobą drzwi.


~_~_~


          Hermiona i Astoria  aż podskoczyły z radości, widząc, że Malfoy wyszedł z pokoju bez strażników i kajdanek. To mogło oznaczać tylko jedno - wszystko dobrze się skończyło.
– Powinienem ochrzanić całą  waszą trójkę za nieposłuszeństwo – zaczął obcesowo.
– Paniczu… – Ivan skłonił się nisko.
  A ciebie szczególnie, Grishko! – Draco wyglądał na zirytowanego, lecz mimo to podszedł i ku zdziwieniu Hermiony, objął Rosjanina i poklepał go przyjacielsko po plecach.
– Dziękuję, że to zrobiłeś. Ciągle nie wiem, czy ja bym potrafił… – szepnął i wygiął usta w delikatnym uśmiechu.
Ivan w odpowiedzi skinął tylko głową.
Astoria cała we łzach  rzuciła się, by uściskać przyjaciela.
– Nigdy więcej nie waż się tak bezmyślnie poddawać! – poprosiła go, ocierając oczy.
– Ty też.  – Draco wskazał na Ivana, a przyjaciółka roześmiała się cicho i również popatrzyła na ukochanego. – Chodźmy wreszcie do domu, to był długi dzień – zaproponowała , obejmując blondyna ramieniem, a drugą dłoń wyciągając w stronę Ivana.
– Cieszę się, że wszystko dobrze się skończyło – wtrąciła nerwowo Hermiona.
Draco spojrzał w jej stronę, jakby dopiero teraz ponownie uświadamiając sobie jej obecność.
– Tak, ja też  – odezwał  się po dłuższej chwili, znów przeszywając ją swym wzrokiem.
– Ja… ja już pójdę. Życzę wam wszystkim powodzenia. Do widzenia – wydusiła , szybko odwracając się na pięcie i odchodząc. Uciekła, wyraźnie czując, że nie jest w stanie pożegnać się z nim po raz kolejny. To byłoby dla niej zbyt trudne. Zwłaszcza po tym, co się pomiędzy nimi wydarzyło.
Jednak idąc przed siebie, cały czas cicho liczyła, na to, że może on ją jakoś zatrzyma. Zwoła lub za nią pójdzie. Tak się jednak nie stało. To naprawdę był koniec. Tym razem Draco Malfoy  definitywnie zniknie z jej życia.
Uniosła głowę i przyśpieszyła. Miała zamiar zacząć wszystko raz jeszcze. Oto ta chwila. Nowy początek.


~_~_~


– Idź za nią, idioto! – warknęła Astoria, popychając przyjaciela, który wciąż zamyślony gapił się w pusty korytarz, którym przed chwilą odeszła Hermiona.
– I co niby mam jej powiedzieć? – zapytał bardziej sam siebie.
– No nie wierzę, że ty, najbardziej elokwentny i pyskaty mężczyzna magicznego świata, tego  nie wiesz! No rusz się! – Greengrass znów go szturchnęła.
Draco wahał się jeszcze przez kilka sekund, lecz wreszcie podjął decyzję. Przecież nie miał niczego do stracenia. A może wręcz przeciwnie?


~_~_~


         Wyszła z magicznej budki telefonicznej w samym centrum Londynu. Pogoda, jak na późną jesień przystało, była oczywiście paskudna. Mimo iż ledwo zapadł wieczór, było już zupełnie ciemno. Hermiona chciała poszukać w kieszeni płaszcza swojej różdżki, by dyskretnie rzucić zaklęcie ogrzewające, lecz  po chwili zrezygnowała z tego pomysłu. Deszcz w dziwny sposób przynosił jej ukojenie. Szła, mijając ludzi, ale nie widząc ich twarzy. Usiłowała poukładać sobie w głowie  kolejny plan działania, lecz nie potrafiła się na tym wystarczająco skoncentrować. Wszystko było takie pogmatwane…
– Granger!
Drgnęła, ale się nie zatrzymała, biorąc pod uwagę, że to, co słyszała, mogło być tylko wytworem jej wyobraźni. Tak bardzo chciała, by za nią pobiegł, by jeszcze ten jeden raz spróbował ją zatrzymać… Wątpiła jednak, by było to możliwe.
– Granger, zaczekaj!
Stanęła jak wryta. Tym razem była pewna, że się nie przesłyszała. Odwróciła się  i ledwie zdążyła wziąć głębszy oddech, gdy mężczyzna pojawił się tuż przed nią.
– Coś się stało? – zapytała, starając się nie okazywać zdenerwowania.
– Dokąd idziesz?
– Ja… Sama nie wiem… Chyba pójdę się napić czegoś ciepłego, ten deszcz jest okropny… – dukała, wyraźnie zawstydzona i zdezorientowana. Co miała mu powiedzieć? Jak zareagować? Znów stał tak blisko niej i patrzył jej w oczy. Czego jeszcze mógł chcieć?
– To może pójdziemy na kawę? – zaproponował, wskazując szyld kawiarni znajdującej się po drugiej stronie ulicy.
– My? – zdziwiła się.
– Tak. My. Razem.
– Ja… – Hermiona zastanowiła się chwilę nad odpowiedzią. Czy faktycznie mogła jeszcze raz cofnąć słowa pożegnania i znów pozwolić Draco wkroczyć w swoje życie? Który to raz…?
– Obiecuję, że dziś wyjątkowo w twoim towarzystwie nie będę pił niczego mocniejszego niż kawa. – Patrzył na nią przekornie  z nutą rozbawienia, a to spowodowało, że od razu zrobiło
jej się cieplej na sercu. Coś jej mówiło, że nie powinna  się zgodzić. Jednak wiedziała też, że nie będzie w stanie znów się z nim żegnać. Nie po raz kolejny.
– Cóż... dobrze, chodźmy – odpowiedziała z delikatnym uśmiechem.
Jej odpowiedź wyraźnie go zadowoliła, więc powoli ruszyli w stronę kawiarni.
Gdy tak szła obok niego i słuchała, jak jeszcze raz opowiada o wszystkim, co się dziś wydarzyło, doszła do wniosku, że naprawdę nie była w stanie się mu oprzeć. Pragnienie, by ponownie zobaczyć jego prawdziwe oblicze, było zbyt silne. Zdominowało wszystkie plany, jakie miała. Ten jeden obraz. Tych kilka sekund, które tak  mocno wryły się jej w pamięć  i serce, że chyba nie potrafiłaby pogodzić się z tym, że sama  dobrowolnie z tego zrezygnowała. Jeśli tylko pojawiła się nadzieja, że zobaczy ponownie Jego Prawdziwą Twarz, to musiała ją wykorzystać. Nie wiedziała, dlaczego , ale coś mówiło jej, że wkrótce się przekona, iż Draco jest zupełnie innym człowiekiem i to nie tylko w tym fizycznym aspekcie.

Koniec.



Ciekawi jak wygląda prawdziwa twarz Draco? :D
Pokażę Wam w wersji pdf :D


~_~_~


          Wiem, że to zakończenie mogło Was trochę rozczarować, jednak ja tak właśnie to widzę - wspólny początek czegoś, a co to będzie - to już pozostawiam waszej wyobraźni i interpretacji :)
Dziękuję za Wszystkie komentarze i odwiedziny pod tą historią. Dzięki za waszą cierpliwość i motywację, jaką od Was dostałam.
          Szczególne podziękowania dla mojej cudownej bety Anki - bez jej pomocy, to opowiadanie na pewno, by nie powstało. Dzięki Aniu - życzę każdej autorce takiej bety jak Ty! :*
Ciesze się, że udało się nam wspólnie dobrnąć do końca. Mam nadzieję, że nie ostatni raz :)
Buziaki i pozdrowienia!


W razie pytań cały czas możecie się ze mną skontaktować: venetiia.noks@gmail.com lub poprzez fb:https://www.facebook.com/venetiia.noks

Wasza Venetiia

PS. Mam nadzieję, że uda mi się sprawić, by wersja wersja PDF była dla Was prezentem na nadchodzące Święta :)






sobota, 24 lutego 2018

Jego Prawdziwa Twarz - rozdział dziesiąty

          
Betowała: Anna M.
Dedykacja: Dla Ani Z. z grupy "Zemsta to słodka rzecz" :)



~_~_~


          Kolejnego ranka, Hermiona obudziła się z dominującym przeczuciem, że wczoraj przeżyła coś niewłaściwego i zakazanego. Rozejrzała się po swojej sypialni, usilnie starając sobie przypomnieć wszystkie wydarzenia minionego wieczoru. Fakt, że była naga, tylko spotęgował uczucie paniki i dezorientacji. Czy to był tylko sen? A może ona naprawdę to zrobiła? Pozwoliła mu…?
Przejechała palcami po swojej szyi i jęknęła cicho, gdy zapiekła ją skóra. Ostrożnie wstała z posłania, mocno owijając się prześcieradłem. Powoli przeszła do łazienki, ignorując dziwne odrętwienie, jakie ogarniało całe jej ciało.  Z pewną obawą spojrzała w wiszące nad umywalką lustro. Czerwona malinka na szyi nie pozostawiała wątpliwości. To nie był sen.
Zamknęła oczy i potrząsnęła głową, chcą jak najszybciej wyrzucić z pamięci całe to wydarzenie. Jednak było to niemożliwe. Wszystkie obrazy wróciły do niej, natychmiast wypełniając jej głowę falą przedziwnych wspomnień.

- Przyszedłeś tu... - Nie potrafiła odpowiednio sformułować pytania.
- Bo taką miałem ochotę.
- Ale... - Głos jej zmarł, gdy Draco spojrzał jej prosto w oczy.
Popatrzył na nią w taki sposób, że przebiegł ją od tego dreszcz. Zaraz potem jednym skokiem znalazł się przy niej, gwałtownym ruchem unosząc ją do pionu.
Przestraszyła się jego determinacji i tego szaleństwa widocznego w spojrzeniu. Co on chciał jej zrobić?
Nie była pewna czy sama cofnęła się pod ścianę, czy to Draco  ją tam przeniósł. Miała przyśpieszony oddech, podobnie zresztą jak on. Stał za blisko… Serce biło jej tak mocno, że najpewniej mógł to poczuć. Szorstko złapał za jej podbródek, zmuszając ją, by popatrzyła mu w oczy.
- Zawsze musisz to robić, prawda? Nic się nie zmieniłaś - wysyczał.
- Co…? – jęknęła.
- Właśnie to, Granger! Pojawiasz się i wszystko psujesz! Jak zwykle! Niszczysz mój spokój, niweczysz każdy plan… – Puścił ją i zrobił krok w tył, dysząc, jakby dosłownie roznosiło go ze tłumionej wściekłości.
- Ale ja nie…
- Ten jeden raz… Zamknij się! – Znów do niej doskoczył, władczym gestem zakleszczając dłoń na jej włosach, tym samym uniemożliwiając jej unik.
Drugą ręką mocno objął ją w talii i przyciągnął do siebie.
- To będzie ostatnie wspomnienie, jakie mi zabiorą - wyszeptał tuż przy jej ustach, po czym pocałował ją tak, jakby świat miał się zaraz skończyć.

          Merlinie! Hermiona znów mocno potrząsnęła głową, chcąc, by ten obraz natychmiast zniknął. Lecz ślady jego zębów na jej szyi i dekolcie oraz dość brutalne odciski palców na jej udach nie pozostawiały wątpliwości, co było dalej.

          Pamiętała, że na początku próbowała mu przerwać. Odepchnąć go jakoś od siebie. Wtedy Draco złapał obie jej dłonie i uniósł je wysoko nad jej głowę, nawet na chwilę nie przestając jej całować. Był niewyobrażalnie silny i pachniał tak cudownie upajająco. A jego pocałunki… To musiała być magia, która spowodowała, że jej opór osłabł w zastraszającym tempie. Kolana się pod nią ugięły, a całe ciało zelektryzowało pożądanie. Gdy tylko uwolniła swoje dłonie z jego uścisku, zamiast od razu bezpardonowo odepchnąć go od siebie, owinęła ramiona wokół jego szyi i z pasją zaczęła oddawać wszystkie te szorstkie pocałunki. Odchyliła głowę, syczą z przyjemności, gdy bezlitośnie wgryzł się w jej szyję, a kiedy drapieżnym ruchem rozerwał jej koszulkę, jęknęła głośno prosto w jego usta i sama od razu zrobiła to samo z jego koszulą. Niesiona namiętnością, drapała jego plecy praktycznie do krwi. Nie wiedziała co w nią wstąpiło – demon czy sam diabeł, ale gdy tylko zamykała oczy, widziała przed sobą tego cudownego mężczyznę ze zwierciadła Jyrkdo Ezcilbo. Przystojnego bruneta o stalowych oczach… To z nim chciała być. To jego bliskość chciała teraz czuć. To był on. Tuż tuż. Tak intensywnie… Wszystko potoczyło się błyskawicznie. Szept zaklęcia, a zaraz później chłód ściany na nagim ciele. Jej dłonie badające go zachłannie i z pasją. Cudowne usta desperacko całujące jej piersi. Natarczywy nacisk jego dłoni na jej udach. Głośne jęki, przeplatane z cichymi warknięciami. Ciała zespolone w namiętnym  uścisku. Intensywność i żar. I fala rozkoszy, nieporównywalna do niczego, czego wcześniej zaznała.  A później wszystko zaczęło się od początku… I jeszcze raz.

          Hermiona znów spojrzała w lustro i przygryzła wargę. Czemu to właśnie do niej przyszedł? Ktoś taki jak on mógł mieć każdą. Czy to miała być jakaś forma pożegnania, przed jej ostatecznym zniknięciem z jego życia? Przecież kazał jej iść własną drogą. Czego jeszcze od niej chciał? A może… - Poczuła przejmujący dreszcz strachu. A co, jeśli on naprawdę zamierzał zabić Lucjusza? Czy właśnie to miał na myśli, mówiąc jej o ostatnim wspomnieniu, które mu zabiorą? Za morderstwo Ministra Magii mogła być tylko jedna kara – pocałunek Dementora. I nie ważne, kto by tego dokonał. Nie było ratunku. Jęknęła cicho i usiadła na brzegu wanny. Nawet nie wiedziała, kiedy po jej twarzy spłynęły łzy. To musiało być właśnie to. Ostatnie dobre wspomnienie. Ich jedyna wspólna noc. Ale dlaczego wybrał właśnie ją? To pozostawało tajemnicą. Tajemnicą, której nie będzie miała szansy odkryć.
          Nie wiedziała, jak długo pozwoliła łzom płynąć dochodząc do gorzkiego wniosku, że i tak nic nie mogła zrobić. Nie było możliwości, żeby go powstrzymać. To była jego decyzja, jego życie… Mimo to, czuła całą sobą, że dzięki niej zawahał się choć przez chwilę. Teraz nie miała już wątpliwości. Istniał jakiś skrawek dobra w tym mężczyźnie. I to właśnie to wspomnienie o nim powinno z nią pozostać na zawsze.
          Wykąpała się i przebrała, przygotowując się, by stawić czoła wszystkim sprawom, jakie jeszcze miała do załatwienia przed wyjazdem. Gdy zbierała z ziemi porozrzucane poduszki, zauważyła, że na jej nocnej szafce leży podłużne pudełko. Zdziwiona ostrożnie podeszła do mebla. Co to mogło być? Dwukrotnie przetarła oczy ze zdziwienia, gdy odkryła, że była to… różdżka! Jej ukochana, cudowna różdżka! Usiadła na posłaniu, czując, jak dłonie drżą jej z emocji. Malfoy zwrócił jej różdżkę! Ale dlaczego? Przecież miał ją oddać do Ministerstwa, by tam ją przełamano. Niczego już nie rozumiała… Ze smutkiem odłożyła magiczny atrybut na miejsce. Przecież miała już nigdy więcej nie używać magii. Czyżby Draco zmienił zdanie? To bez sensu. Chyba, że… Skoro Lucjusz miał umrzeć, a jego domniemany syn ponieść za to karę, to nie było już nikogo, kto mógłby ją skrzywdzić. Czy to oznaczało, że miała zostać? Mętlik w jej głowie jeszcze bardziej się powiększył i stwierdziła, że musi wyjść z domu, jeśli nie chce zwariować.


~_~_~


          Spacer po deszczowych ulicach Londynu nieco ostudził jej emocje. Postanowiła nie zmieniać planów i wyjechać. Musiała zacząć wszystko od nowa. Odciąć się i zapomnieć. Zawsze, gdy w jej głowie był gotowy plan działania, wstępowała w nią nowa energia. Wracała do domu z postanowieniem samodzielnego przygotowania pysznej kolacji i dokończenia pakowania. Jednak jej plany legły w gruzach, gdy pod swoimi drzwiami zastała siedzącą na wycieraczce zakapturzoną postać…
Zamrugała, chcąc się przekonać, że to nie był tylko jakiś omam.
- Astoria? – wyszeptała, wciąż niedowierzając.
- Granger! – Dziewczyna zerwała się na równe nogi i podbiegła, by ją przytulić.
Dopiero teraz Hermiona zorientowała się, że Greengrass jest cała zapłakana. Szybko otworzyła drzwi i wprowadziła ją do mieszkania.
- Na Wielkiego Godryka, co się stało? – Zaczęła rozmowę dopiero, gdy Astoria zdjęła pelerynę i usiadła na kanapie.
- Dracona aresztowano… - wyszeptała, znów zalewając się łzami.
Hermiona przygryzła wargę, czując, jak ta wiadomość powoli dociera do jej świadomości. Więc jednak się stało. Naprawdę to zrobił.
- Lucjusz Malfoy nie żyje – wyszeptała Greengrass, wycierając nos w rękaw szaty. – Zginął wczoraj wieczorem. Avada prosto w serce.
Hermiona drgnęła. Wczoraj wieczorem?
- To nie Draco go zabił? – wypaliła bez zastanowienia.
Ku jej zdziwieniu Astoria smutno pokiwała głową.
- Ivan to zrobił – wyjaśniła i na powrót zalała się łzami.
- Naprawdę? – Hermiona była w szoku. Dlaczego ochroniarz Malfoya posunął się do czegoś takiego?
- On kocha Dracona jak własnego syna. Oddałby za niego życie. Nie chciał, by Draco sam musiał tego dokonać. – Astoria szlochała rozdzierająco.
- Skoro to on, to dlaczego to Draco został aresztowany? – Hermiona zaczęła nerwowo krążyć po pokoju.
- To przez starego Notta. Szuka sposobu na przejęcie majątku Malfoyów. Wie, że Draco bardzo mocno pokłócił się o coś z Lucjuszem. A poza tym… Draco nie zaprzeczył. Nie ma też żadnego alibi.
- Żartujesz?! Czy on oszalał? Pozwoli się skazać za coś czego, nie zrobił? – Hermiona poczuła, jak ogarnia ją wściekłość.
- Ivan mu nie pozwoli. – Astoria zawyła niczym ranne zwierzę i osunęła się na podłogę.
Hermiona szybko pobiegła do kuchni po szklankę wody. Dopiero po dłuższej chwili Greengrass odzyskała panowanie nad sobą.
- Ja go kocham… - wyszeptała, wzdychając ciężko.
- Wiem… - Hermiona objęła ją ramieniem, okazując wsparcie.
- On myślał, że nikt się nie dowie. Chciał uratować Draco przed tym wszystkim, ale Nott wyczuł swoją szansę. Nie odpuści, póki dziedzic Malfoyów nie zniknie – westchnęła ciężko. - Ivan mówi, że nie ma wyboru. Nie pozwoli skrzywdzić Smoka. Musi się przyznać i przekazać im swoje wspomnienia oraz różdżkę. Na pewno dostanie pocałunek De…De… - Astoria aż zakrztusiła się łzami. – Musisz mi pomóc, Granger! – zawołała. -  Tylko ty możesz to zrobić! Mogę nawet na nowo ujawnić się w świecie magii, ale przecież nie mam nic na obronę Draco…
- Jak ci mogę pomóc? – zapytała Hermiona.
- Ivan zgodził się iść do Ministerstwa dopiero jutro rano. Jeszcze dziś muszę znaleźć kogoś, kto wie, gdzie Draco był przez cały wczorajszy wieczór i noc. – Astoria patrzyła na nią błagalnie.
Dłoń Hermiony bezwiednie powędrowała do malinki na jej szyi. No tak! Przecież to właśnie ona mogła dać Draconowi potrzebne alibi!
- Był u mnie – przyznała się Astorii.
Greengrass otworzyła szeroko oczy, po czym skoczyła na równe nogi.
- Naprawdę?! Był tutaj?! Z Tobą?!
Hermiona w odpowiedzi jedynie skinęła twierdząco.
- O której stąd wyszedł? Mów zaraz!
Zastanowiła się chwilę. Gdy kochali się po raz trzeci, tym razem w jej sypialni, kątem oka zauważyła, ze zegar na jej nocnej szafce wskazywał, że było już po drugiej w nocy. Gdy tylko skończyli, Hermiona prawie natychmiast zasnęła. Szczerze mówiąc, nie miała bladego pojęcia, o której blondyn mógł wyjść.
- Na pewno był tutaj między dziewiątą wieczorem, a drugą w nocy – wyjaśniła.
- Tak! – Astoria podskoczyła i klasnęła w dłonie. – Lucjusz zginął w okolicach północy. O jedenastej widział go jego sekretarz, a o pierwszej jego nowa kochanka znalazła go zmordowanego w jego biurze! Granger, nie wiem, jak mam ci dziękować! Będą musieli wypuścić Draco, a wtedy Nott się na nic więcej nie odważy! Po śmierci Lucjusza zapanowała spora panika. Ivan na trochę zniknie i tym sposobem żadnemu z nich nic się nie stanie! – Astoria wyglądała na przeszczęśliwą.
Hermiona nerwowo przygryzła wargę. Naprawdę mogła to zrobić? Była w stanie uratować Draco od więzienia, procesu i straszliwej kary? Pytanie tylko, czy powinna?
- Nie sądzisz, że gdyby Draco sam chciał, to opowiedziałby, gdzie wczoraj był? – zapytała cicho.
Astoria spojrzała na nią zdziwiona. Nagle jej wzrok powędrował do szyi Hermiony. Była Gryfonka miała ochotę zakląć. Mogła założyć jakąś apaszkę, by zakryć tę wielką malinkę.
- Myślisz, że się wstydzi, że był u ciebie? – zdziwiła się Astoria.
Hermiona nerwowo przełknęła ślinę. Niestety nie znajdowała innego wyjaśnienia dla zachowania mężczyzny. Nie chciał, by ktokolwiek o nich wiedział. Czy wolał śmierć od wstydu? Tego nie wiedziała, niemniej, jeśli stawi się w Ministerstwie i zezna na jego korzyść, może wpaść w nowe kłopoty. Kto wie, co chodziło po głowie Malfoya?
- To nie tak, Hermiono. On pewnie boi się, że ktoś jednak oskarży Ivana. Chce się poświęcić. Wiem, że jest na to gotowy. Pozamykał wszystkie swoje sprawy. Przepisał mi na powrót majątek Greengrassów, a Ivanowi resztę. Odprawił skrzaty domowe, powysyłał swoich ludzi w najodleglejsze części świata na bezsensowne misje. Ivanowi i mnie też kazał wyjechać i nie wracać, aż będzie po wszystkim. Wiedziałam jednak, że coś jeszcze go gryzie. Jakaś niedokończona sprawa. Nie wiedziałam tylko, że to ty nią jesteś. Weszłaś w jego życie tak mocno, że nie mógł odejść, nie dostając choć nikłego potwierdzenia, że i on zagościł w twoim.
- Naprawdę tak myślisz…? – Hermiona wciąż miała wątpliwości.
- Nie pozwolisz mu umrzeć, obie o tym wiemy. – Astoria spojrzała na nią przenikliwie.
Hermiona wstała i nerwowym gestem poprawiła włosy.
- Nie, nie pozwolę – stwierdziła pewnie. Decyzja już zapadła.


~_~_~


          Theodor Nott patrzył na nią ze szczerą nienawiścią. Nie dziwiło jej to. Nigdy za nią nie przepadał, a teraz na dodatek siedział naprzeciwko niej i patrzył, jak za jej przyczyną  olbrzymia fortuna Malfoyów powoli wymyka mu się z rąk.  Hermiona uśmiechnęła się delikatnie pod nosem. Nottowie byli pewni, że teraz przyszedł ich czas. Nott senior zawsze marzył o zostaniu nowym Ministrem Magii, jednak póki Lucjusz piastował to stanowisko, nie odważył się nawet mrugnąć okiem bez jego pozwolenia. Teraz chciał rozwinąć skrzydła… Jednak miał problem. Poza nimi były jeszcze rodziny Zabinich, Parkinsonów i Flintów. Wszyscy tak samo zdeterminowani do przejęcia roli nowych panów magicznego świata. Każdy z nich kalkulował, co bardziej by mu się opłacało. Pozbycie się dziedzica Malfoyów było świetnym planem, nie mniej… Dla zwykłych czarodziei śmierć Lucjusza była powodem do strachu i paniki. W kim mogli upatrywać utraconego poczucia bezpieczeństwa, jeśli nie w jego synu? Zbyt pochopne pozbycie się Dracona mogło nieść za sobą wiele nieprzewidzianych konsekwencji. Przynajmniej to zdaniem Hermiony rozważali starzy Flint i Zabini. Ich synowie, również obecni w pokoju, patrzyli prowokująco na wyraźnie wściekłego Theodora i jego nie mniej nerwowego ojca.
- Rozumiem, że jest pani skłonna pokazać nam swoje wspomnienia? – Zapytał Zabini, ignorując pomruk dezaprobaty Notta seniora.
- Po raz setny mówię, że tak. Mówiłam już, że mogę nawet wypić veritaserum, jeśli to panów zadowoli. – Hermiona zaplotła ręce na piersi, starając się oddychać miarowo.
- To żaden dowód! – wtrącił Theo.
- Zawsze byłeś takim głąbem, Nott czy dopiero teraz ci się to zaczęło? Co jest mocniejszym dowodem od veritaserum? – wtrąciła Astoria.
Chłopak rzucił jej rozwścieczone spojrzenie, jednak Greengrass w ogóle się tym nie przejęła. Dumnie uniosła głowę tak, by wszystkie jej blizny były dobrze widoczne. Miłość Ivana musiała sprawić, że na nowo uwierzyła w siebie.
- Myślę, że nie ma sensu tego przeciągać. Zaprośmy pana Malfoya na kolejne przesłuchanie. Jeśli potwierdzi pani słowa i również zgodzi się oddać wspomnienia, to sprawa będzie zakończona – stwierdził Zabini senior.
- Doskonale. Na nic innego nie liczymy – burknęła Astoria.
Wyszły na korytarz, gdzie czekał na nie wyraźnie zdenerwowany Ivan.
- Asti… - zaczął mówić.
- Cii... – Astoria ruszyła ku niemu i położyła mu palec na ustach, a następnie przytuliła się do niego. – Nic nie mów. Wszystko dobrze się skończy. Zobaczysz. – Uśmiechnęła się do mężczyzny, a on w odpowiedzi objął ją mocniej i złożył na jej czole czuły pocałunek.
Hermiona musiała się odwrócić, nie chcąc dłużej oglądać tej sceny. Tak bardzo zazdrościłam im tego uczucia. Czy znajdzie się kiedyś ktoś, kto ją tak pokocha?
W końcu korytarza pojawiło się dwóch strażników. Zaraz za nimi kolejnych dwóch prowadziło skutego kajdankami Dracona. Miał zacięty wyraz twarzy i nieobecny wzrok. Jednak, gdy spostrzegł ich trójkę stojącą pod salą przesłuchań, zatrzymał się i zmierzył ich zaskoczonym spojrzeniem. Gdy tylko strażnicy przyprowadzili go bliżej, z jego ust od razu padło pytanie.
- Co ty tu do cholery robisz, Granger?


 ~_~_~


To oczywiście jeszcze nie koniec!:)
Będzie jeszcze Epilog, który ku mojej ogomnej radości jest już napisany i zabetowany.
Powoli jest również tworzona wersja PDF tego opowiadania. Mam nadzieję, że już niedługo będziecie miały/mieli okazję ją dostać w swoje łapki :)
Zapewne zauważyliście, że opowiadanie dziwnym, magicznym sposobem zmieniło tytuł. Nowy brzmi "Jego prawdziwa twarz". Skąd ta zmiana? Ano stąd, że ostatnio odkryłam, że istnieje już opowiadanie ff (sevmione) o tytule: "Prawdziwa twarz".
Żeby nie wprowadzać zamętu przy pobieraniu wersji pdf. postanowiłam dokonać tej zmiany :)
Mam nadzieję, że przygoda z tym opowiadaniem, również przypadła Wam do gustu. Liczę na wasze komentarze oraz wiadomości mailowe opisujące wrażenia :)
Podziękowania dla bety ekspresowej - naszej wspaniałej Ani, za ogrom pracy włożonej w sprawdzanie tekstu :)
Pozdrowionka dla Wszystkich!

V.

W razie pytań cały czas możecie się ze mną skontaktować: venetiia.noks@gmail.com lub poprzez fb:https://www.facebook.com/venetiia.noks

czwartek, 15 lutego 2018

Jego Prawdziwa Twarz - rozdział dziewiąty


Betowała: Anna M.
Dedykacja: Dla wszystkich wytrwałych :)

~_~_~


     Znów wylądowali w myślach Narcyzy. Matka Dracona leżała w łóżku, wyraźnie wycieńczona. Jej włosy były zlepione od potu, a prześcierało, którym była nakryta, nosiło na sobie ślady krwi. Obok  posłania stała prosta, drewniana kołyska. Draco puścił dłoń Hermiony i podszedł bliżej. Ona zrobiła to samo. Noworodek o czarnych włosach spał sobie słodko.  Narcyza z niepokojem spoglądała to na drzwi, to na kołyskę. Było widać, że czegoś się obawiała. Po chwili drzwi otworzyły się i do środka wszedł Lucjusz. Miał nieprzyjemną, pogardliwą minę.
Na jego widok Narcyza natychmiast usiłowała się podnieść, jednak była tak osłabiona, że nie dała rady.
- A więc jest. – Lucjusz podszedł do kołyski i z nienawiścią popatrzył na niemowlaka. – Bękart Snape'a.
- Zostaw go! - zaszlochała.
Lucjusz podniósł na nią wzrok i uśmiechnął się krzywo.
- Co ja mam z tobą zrobić, mały bachorze? – Mężczyzna wyjął różdżkę i przyłożył ją do główki dziecka, które zakwiliło cicho przez sen.
- Nie! - Narcyza nie zważając na ból, zerwała się z łóżka.
- Nie podchodź, bo coś mu zrobię! - ostrzegł ją Lucjusz.
Kobieta załkała rozpaczliwie z powrotem opadając na posłanie.
- Zabij mnie, tylko oszczędź mojego syna! – skamlała. - Moja siostra Andromeda na pewno się nim zajmie. Już nigdy więcej go nie zobaczysz... Przysięgam!
Lucjusz skrzywił się z niesmakiem i znów spojrzał do kołyski.
- Niestety, jako że oficjalnie jesteś moją żoną, ten podrzutek widnieje w magicznej księdze urodzeń jako mój syn. Dziedzic rodu Malfoyów.
- Powiesz im, że dziecko było zbyt słabe, by przeżyć. Podobnie, jak ja. Mały nigdy się nie dowie... - Cyzia zsunęła się z łóżka i padła na kolana, błagając Lucjusza o litość dla swojego syna.
- Naprawdę myślisz, że zabicie cię sprawiłoby mi przyjemność?  Zdradziłaś mnie i zaszłaś w ciążę z tym brudnym mugolakiem. Samo pozbycie się ciebie nie wystarczy. Musisz odpokutować swoje winy. – Lucjusz zaśmiał się drwiąco.
- Zaklinam cię! Nie krzywdź mojego dziecka! - prosiła, wznosząc ręce jak do modlitwy.
Lucjusz znów spojrzał na małego.
- Nic mu nie zrobię. To mój dziedzic. Uczynię go swoim następcą. Sprawię, że będzie taki jak ja, a może nawet gorszy... - Malfoy znów się uśmiechnął, lecz w tym geście czaiło się coś złowrogiego.
Hermiona spojrzała na dorosłego Dracona i zaniemówiła z wrażenia. W oczach mężczyzny błyszczały łzy. Nie wiedziała, czy to łzy wściekłości czy też smutku i rozpaczy, jednak w tej chwili miała ochotę podejść do niego i mocno go objąć. Musiała wbić sobie paznokcie w dłoń, by się przed tym powstrzymać.
- Nie możesz! Przecież Severus...
- Snape jest martwy – przerwał jej Lucjusz.
- Co?! Nie! Nie!!! - Narcyza  zawyła niczym ranne zwierzę
Lucjusz patrzył na nią z wyraźnym obrzydzeniem.
- Zamknij się, dziwko. Tylko żartowałem. Twój brudny kochaś żyje, choć gdyby to ode mnie zależało, jego zwłoki właśnie gniłby w jakimś bagnie.
Narcyza oprzytomniała i spojrzała na męża.
- Co mu zrobiłeś? - zapytała szeptem.
- Zabrałem mu pamięć. – Lucjusz uśmiechnął się cynicznie pod nosem. – Nie pamięta niczego, co wydarzyło się między wami i uwierz mi, dopilnuję, by nigdy sobie nie przypomniał. Znów jest tym smutnym nieszczęśnikiem, zakochanym na zabój w Lily Potter. Wzdycha tęsknie za jej zielonymi oczami i złorzeczy na Pottera, marząc tylko o tym, by go poczęstować Avadą...
Narcyza opuściła głowę, a po jej twarzy spłynęły kolejne łzy.
Lucjusz odszedł od kołyski i pochylił się nad klęczącą na podłodze żoną.
- Tobie jednak zostawię wspomnienia. Wszystkie, co do jednego. Każdego dnia będziesz patrzyła na to, jak robię z twojego dziecka doskonałą kopię samego siebie. Codziennie będziesz oglądać,  jak wpajam mu pogardę dla takich ludzi, jak jego prawdziwy ojciec. Ty zaś będziesz widywała Snape'a, nie mogąc się do niego zbliżyć choćby na krok. Będziesz cierpieć z daleka, już do końca swoich dni.
- Ale mały jest do niego podobny... - wyjąkała.
- Już wkrótce nie będzie. Rastaban i Rudolf mi pomogą.
- Co chcesz zrobić? - zapytała z przestrachem.
- Zaklęcie adopcyjne. Nie martw się, jeśli gówniarz tego nie przeżyje, wtedy opowiemy twoją bajeczkę o tym, że umarł zaraz po porodzie. – Lucjusz zaśmiał się gardłowo i podszedł do drzwi, by zawołać braci Lestrange.
- Dość. Wracamy – zdecydował Draco, nagle łapiąc Hermionę za dłoń i ciągnąc ją w górę.
- Ale... - Nie zdążyła zapytać, bo już po chwili ponownie wylądowali na dywanie w jego gabinecie.

~_~_~

     Draco siedział na podłodze. Miał zamknięte oczy, a głowę odchylił do tyłu, oddychając ciężko.
Hermionie chwilę zajęło zorientowanie się, że blondyn po prostu kipi ze wściekłości.
- Zabiję  – wyszeptał, otwierając oczy i patrząc prosto na nią.
Poczuła nieprzyjemny dreszcz. Czy teraz, kiedy Malfoy już wszystko wiedział, znów zapragnął się jej  pozbyć?
- Musisz się uspokoić... - zaczęła łagodnie.
Draco wciąż, patrząc jej w oczy, doskoczył do niej i mocno złapał ją za ramiona.
- Powiedz to, Granger! Powiedz! Jestem nim! Jestem! – Draco trząsł się jak w gorączce.
Hermiona  złapała go za twarz.
- Nie! Wcale nie! Jesteś kimś zupełnie innym! Nie jesteś potworem tak,  jak on tego chciał! - zapewniła go z całą mocą.
- Nie kłam! - Mężczyzna szorstko odepchnął ją od siebie i wstał.
Hermiona również się podniosła. Blondyn odwrócił się do niej plecami, jakby nie potrafiąc dłużej znieść jej widoku.
- Snape był dobry i szlachetny... - powiedziała cicho.
Draco spojrzał na nią przez ramię.
- Snape był Śmierciożercą! – warknął.
- Był nim, bo przyrzekł chronić Harry'ego. Nie masz pojęcia, ile poświęcił...
- Skąd o tym wiesz? - Draco znów odwrócił się w jej stronę.
- Widziałam to wszystko. Dał Potterowi swoje wspomnienia na chwilę przed śmiercią.
- Nie jestem nim! - fuknął.
- Nie – odpowiedziała spokojnie. – Ale nie jesteś też kopią Lucjusza.
Draco prychnął i podszedł do biurka, by wyjąć butelkę wódki. Szybko napełnił nią dwie szklaneczki i zaraz jedną wychylił.
Hermiona również podeszła i wzięła alkohol.
- Porwałem cię, torturowałem i pobiłem. Jak możesz mówić, że nie jestem taki jak on? Przecież widziałaś, co robił mojej matce.
Napiła się odrobinę wódki, by zyskać chwilę na ułożenie w głowie tego, co chciała mu powiedzieć.
- Ty miałeś jakiś cel. Chciałeś ode mnie informacji. On bił ją tylko dla zwykłej przyjemności. To sadysta napawający się strachem innych. Tobie zadawanie bólu nie sprawia satysfakcji. Robisz to tylko jeśli musisz. – Nie wierzyła, że mu to mówi, że usprawiedliwia przed nim to, co sam jej zrobił. Jednak całą sobą czuła, że to prawda. Draco zachowywał się tak, jak Lucjusz go nauczył, lecz wcale nie chciał taki być. Po prostu myślał, że nie może być inaczej.
Blondyn dopił alkohol i powoli do niej podszedł. Gdy stanął tuż przed nią, Hermiona wstrzymała oddech i zacisneła mocniej dłoń na swojej szklaneczce.
- Zawsze wyśmiewałem tych, którzy mówili, jaka to jesteś inteligentna.
Już otworzyła usta, by coś odpowiedzieć, gdy on delikatnie położył na nich palec, by ją uciszyć.
- Nie dlatego, że nie jesteś, Granger, ale dlatego, że wszyscy ci głupcy nie wiedzieli tego, co ja. A to przecież takie oczywiste. Na co ci ta cała inteligencja, jeśli twoja empatia, dobroć i chęć niesienia pomocy wszystko to zaprzepaszcza? Jesteś taka słaba... Taka delikatna... Za dobra. To dlatego, mimo twojej inteligencji, tak łatwo cię oszukać i zranić.
Hermiona opuściła wzrok.To, co powiedział, wstrząsnęło nią do głębi.
Draco delikatnie uniósł jej podbródek, zmuszajac ją, by znów na niego spojrzała.
- Nie zmieniaj się, Granger. Bądź sobą. Dobrze jest wiedzieć, kim się jest. Zazdroszczę ci tego, naprawdę.
Jego palce delikatnie pogładziły jej policzek, a ona poczuła, że się rumieni. Jej wyobraźnia znów podsunęła jej obraz jego prawdziwej twarzy, na widok której jej serce zabiło mocniej. To nie powinno było się dziać...
- Powtórzę ci to raz jeszcze. Nie zmarnuj tej szansy. Zacznij od nowa. Ty masz taką możliwość... – Draco zabrał swoją dłoń, po czym zrobił krok w tył. Spojrzał w stronę wyjścia, a po mniej niż dwóch sekundach w drzwiach stanął Ivan.
- Zabierz ją stąd.
- Tak jest. – Ivan skłonił się nisko, gestem zapraszajac Hermionę do wyjścia.
- A co z tobą? Co teraz zrobisz? - Hermiona nagle poczuła dziwny, przejmujący strach. Prześladowała ją myśl, że już nigdy więcej go nie zobaczy.
- Im mniej wiesz, tym dla ciebie lepiej. Idź z Ivanem.
- Zaczekaj, może ja...
- Żegnaj, Granger. – Draco skinął na Rosjanina, a ten natychmiast znalazł się przy niej, mocno łapiąc ją za ramię. Nim zdążyła powiedzieć coś jeszcze, mężczyzna wyciągnął ją z gabinetu blondyna, głośno zatrzaskując za nimi drzwi.

 ~_~_~

      Dwóch ludzi Dracona odstawiło ją prosto do mieszkania. Wszystko w nim wyglądało dokładnie tak, jak gdyby pożar nigdy nie miał miejsca. Hermiona opadła na kanapę, ukrywając twarz w dłoniach. Co to wszystko miało znaczyć? Jak miała teraz dalej żyć? Tak po prostu o wszystkim zapomnieć? Czu potrafiła to zrobić? Rozejrzała się po swoim mieszkaniu i wzięła głęboki oddech. On miał rację. Powinna wykorzystać nową szansę, jaką dawało jej życie. Zapas gotówki, jaki dostała, pozwoliłby jej zacząć gdzieś indziej. Malfoy kiedyś radził jej, by ukryła się za granicą. Tak powinna zrobić. Może Australia? Jej rodzicom bardzo się tam podobało... Tak. To dobry pomysł.

~_~_~

     Następne cztery dni zeszły jej na planowaniu przeprowadzki. Mugolskie dokumenty były tak doskonale zfałszowane, że nikt nie mógł mieć zastrzeżeń. Dzięki dyplomowi Oxfordu nie miała też problemów z uzyskaniem wizy. Pozostało jej kupić kilka rzeczy na wyjazd oraz przejrzeć internet w poszukiwaniu jakiegoś lokum na miejscu. Chwilę zastanawiała się, dlaczego jednak nie wybrała Candy. Przecież Harry tam był, na pewno  by jej pomógł. Jednak jeśli miała zaczynać od nowa, czuła, że musi odciąć się od wszystkiego i wszystkich.
Był sobotni wieczór. Po ciężkim dniu, załatwiania różnych sprawa, Hermiona zamówiła chińszczyznę i otworzyła butelkę wina. Za dwa dni będzie siedziała w samolocie. Nowa droga. Nowy strat. Nowe życie. Strała się jak najmniej myśleć o świecie magii, lecz nie było to wcale proste. Gdy tylko na chwilę zamykała oczy, jego obraz wciąż się pojawiał. Ta twarz…widziałaprzecież tylko raz, ale nie było sensu tego ukrywać – naprawdę mocno wyryła się ona w jej pamięć. I jeszcze jedno. Ten delikatny błysk w oczach, gdy patrzył na to, jak matka błagała o jego życie. Wtedy właśnie zrozumiała, że pomimo postawy zimnego, pozbawionego skrupułów i sumienia drania,  Draco Malfoy był też człowiekiem, który potrafił kochać. I choć było to głupie, to mimo całego zła, jakiego od niego doświadczyła, teraz nie przestawała się martwić o to, co się z nim stanie. Co będzie, jeśli naprawdę zabije Lucjusza? Jak skończy? Zamkną go w Azkabanie? A może po prostu dostanie pocałunek Dementora? Na samą myśl o tym, przebiegł ją zimny dreszcz. Nie chciała, by tak się stało. Jednak ta sprawa już jej nie dotyczyła.
Łup! Łup! Łup!
Głośne walenie w  drzwi tak ją przestraszyło, że niechcący wylała cały kieliszek czerwonego wina na jasny dywan w salonie. Zaklęła pod nosem i wstała, by otworzyć. Była pewna, że to któryś z sąsiadów. Najpewniej komuś znów zwiał kot albo dostarczono list nie do tej skrzynki co trzeba.
Otworzyła i... zamarła.

~_~_~

     Wilgotne od deszczu włosy, lekko sine usta, powycierana jeansowa kurtka i spodnie z tego samego materiału. Wyglądał jak wędrowiec, który zabłądził w deszczową noc, najpewniej po drodze z podrzędnego pubu.
- Draco? - zapytała, nie bardzo ufając własnej świadomości. Bo to było przecież niemożliwe...
Kąciki ust mężczyzny uniosły się w delikatnym uśmiechu.
- Wymówiłaś moje imię. To miłe, Granger – zadrwił.
Hermiona zamrugała, nie kryjąc zaskoczenia. To naprawdę był on!
- Co ty tu robisz?
- Na razie stoję i czekam, aż mnie zaprosisz do środka – odpowiedział kpiąco.
- Yyy... No tak, jasne. Wejdź. - Otworzyła szerzej drzwi, wciąż nie otrząsając się z szoku.
Przecież się z nią pożegnał. Raz na zawsze. Co więc teraz robił w progu jej mieszkania?
Draco wszedł do przedpokoju i zdjął kurtkę. Hermiona nie wiedząc, co robić postanowiła przejść do salonu. Liczyła, że mężczyzna pójdzie za nią, co też uczynił.
- Właśnie jadłam kolację. - Wskazała mu kilka pudełek z chińszczyzną.
- To coś mugolskiego? - zapytał niepewnie.
- Tak, bardzo smaczne. Masz może ochotę?
Draco jeszcze raz popatrzył na dziwne białe pudełka, lecz ku zaskoczeniu Hermiony, skinął potakująco.
Przeszła do kuchni po dodatkowy talerz i jeszcze jeden kieliszek na wino.
Gdy wróciła, zastała Draco siedzącego na kanapie i wpatrzonego w swoje zaciśnięte pięści.
- Wina? - zapytała, wskazując na kieliszek, który przyniosła.
Draco lekko się skrzywił.
- Nie masz czegoś mocniejszego?
- Niestety nie...
- Nie szkodzi. Sam to załatwię – burknął, szybko wyciągając różdżkę.
Już otwierała usta, by go upomnieć, że nie powinien używać czarów po mugolskiej stronie, bo to może grozić interwencją Ministerstwa, gdy przypomniała sobie, kto przed nią siedzi.
Przecież to Malfoy. Głowny sędzia Wizengamotu, zawodowo karający ludzi za niewłaściwe użycie czarów.
Mężczyzna szybko wyczarował butelkę wódki i dwie niskie szklaneczki.
- Napijesz się ze mną? - spytał, otwierając alkohol.
Hermiona nie mogła oderwać od niego wzroku. Po co tu przyszedł? Czego chciał? I dlaczego był taki...inny... jakby przygnębiony?
- Tak – odpowiedziała mu krótko i podeszła do stolika, by rozłożyć chińszczyznę na talerze.
- Jak tam planowanie wyjazdu? - zapytał, podsuwajac jej szklankę i samemu zdrowo pociągajac ze swojej.
Hermiona już otwierała usta, by zapytać skąd o tym wie. Szybko jednak porzuciła ten pomysł. To jasne, że Draco wszędzie miał swoich szpiegów. Na pewno dalej kazał jej pilnować.
- Dobrze. Pojutrze już mnie tu nie będzie – powiedziała, choć była pewna, że on doskonale o tym wie.
- To świetnie – burknął, ponownie napełniając szklaneczkę alkoholem.
- Przyszedłeś tu... - Nie potrafiła odpowiednio sformułować pytania.
- Bo taką miałem ochotę.
- Ale... - Głos jej zmarł, gdy blondyn spojrzał jej prosto w oczy.
Draco popatrzył na nią w taki sposób, że przebiegł ją od tego dreszcz. Zaraz potem jednym skokiem znalazł się przy niej, gwałtownym ruchem unosząc ją do pionu. A dalej wszystko potoczyło się błyskawicznie...

~_~_~

Kochani!
Wiem, że dość długo to trwało, ale jest! Przedostatni rozdział "Prawdziwej Twarzy". Mam nadzieję, że już wkrótce opowiadania zostanie zakończone, a ja będę mogła poświęcić się innym projektom :)
Dziękuje za Wasze wciąż liczne odwiedziny - liczę, że to się nie zmieni. Obiecuję pisać, póki starczy sił, tak, by wszystko co zaczynam, zostało w końcu ukończone.
Duże podziękowania dla niezawodnej bety - Ani. Jak zwykle jej rady i podpowiedzi, były bezbłędne :)
Pozdrowienia dla Was Wszystkich!

Wasza V.

PS. W razie pytań cały czas możecie się ze mną skontaktować: venetiia.noks@gmail.com lub poprzez fb:
https://www.facebook.com/venetiia.noks

wtorek, 28 listopada 2017

~Rozdział 19~ (Sny Wybranych)

       
Betowała: Anna M.
Dedykacja: Gryglene - dziękuję za motywację :)


☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★


        Siedziała w swoim gabinecie i rozkoszowała się smakiem świeżo zaparzonej kawy. Była pora lunchu i w całym szpitalu panowało lekkie rozluźnienie. Postanowiła przejrzeć jeszcze raz wyniki najnowszych badań Narcyzy Malfoy. Jednak jej myśli znów podążyły tym samym torem, co od dwóch dni. Kolacja z Malfoyem. Musiała szczerze przyznać, że wieczór, który spędziła w jego towarzystwie, naprawdę poprawił jej nastrój. Draco był wtedy taki szarmancki i uprzejmy. Po spotkaniu odwiózł ją do domu i odprowadził pod same drzwi. Zamknęła oczy i znów to zobaczyła. Jego spojrzenie, gdy się żegnali. To jak długo przytrzymał jej dłoń...
         Pokręciła głową i jeszcze raz spojrzała na wyniki. Pora wreszcie zająć swoją wyobraźnię czymś innym. Nim jednak zdążyła to zrobić, rozległo się krótkie pukanie, a zaraz później do gabinetu weszła...
- Ginny! Jak dobrze cię widzieć! - ucieszyła się, wstając z miejsca, by móc uściskać przyjaciółkę.
- Cześć, Herm! Zobacz, kto ze mną przyszedł.
W drzwiach stała uśmiechnięta Lavender.
- Hej! Fajnie, że wpadłyście. Miałam zamiar wysłać wam dziś wieczorem sowę z propozycją jakiegoś spotkania – wyjaśniła, podchodząc, by przywitać się z Lav.
Jej koleżanki spojrzały na siebie, po czym obie wybuchły szyderczym chichotem.
Hermiona nie kryła zaskoczenia. O co im chodziło?
- No nie wiem, czy naprawdę znalazłabyś czas. A zresztą, nie chciałybyśmy ci popsuć żadnych planów. - Ginny uśmiechnęła się kpiąco, po czym wyjęła ze swojej torebki najnowsze wydanie tygodnika "Czarownica".
Hermiona poczuła ciarki na plecach.
- Godryku! Tylko nie to... - jęknęła, wracając za swoje biurko, by usiąść i móc ukryć twarz w dłoniach. Jej policzki już płonęły rumieńcem wstydu, a jeszcze nawet nie wzięła tego szmatławca do ręki.
- "Nowa zdobycz Dracona M." - przeczytała Ginny.
- "Draco Malfoy wreszcie usidlony!" - dodała Lav, zanosząc się śmiechem.
- "Najbardziej pożądany kawaler magicznego świata w sidłach miłości!" – zawtórowała jej Ginny.
- Co? O nie! Tego na pewno nie napisali! - zawołała Hermiona, znów zrywając się ze swojego miejsca.
- Niby nie, ale przecież to prawda. - Ginny wreszcie podała Hermionie gazetę i usiadła na krześle przed jej biurkiem.
Jej zdjęcie z Malfoyem zdobiło pierwszą stronę tygodnika. Obydwoje się uśmiechali, choć Hermiona zauważyła, że tylko jej uśmiech wygląda na niezbyt szczery. Nawet nie miała ochoty czytać, co też gazeta powypisywała na ich temat, dlatego celnym rzutem umieściła ją w koszu na śmieci.
- Powiesz nam, jak to się stało, że teraz jadasz romantyczne kolacje ze swoim, jak sama go nazywasz, największym wrogiem? - zapytała Lavender, jednocześnie zajmując drugie krzesło.
- Wcale nie romantyczne! To była zwykłe spotkanie! - zaprotestowała głośno Hermiona, prawie natychmiast ponownie się rumieniąc.
Ginny i Lav znów wybuchły salwą śmiechu. Za to Hermiona popatrzyła na nie zirytowana. Nie ma to jak prawdziwe przyjaciółki.
- Chciałaś mu dosypać trucizny do jedzenia, że zgodziłaś się z nim gdzieś pójść? - dopytywała Ginny, ocierając łzy rozbawienia.
- Dokładnie tak było! - skłamała.
- To jak widać ci się nie udało. Właśnie minęłyśmy go na korytarzu. Wyglądał jak zwykle świetnie – stwierdziła Lavender.
- I humor też mu dopisywał. Randka musiała się wam udać! – dodała Weasley z dwuznacznym uśmieszkiem.
- Przyszłyście tu tylko po to, by mi podokuczać? - warknęła Hermiona.
- Nie, oczywiście, że nie. - Lav sięgnęła do swojej torebki i wyjęła jakieś papiery. - Musisz podpisać dokumenty dotyczące misji na Maui.
Hermiona sięgnęła po pióro i szybko złożyła podpisy w miejscach, które blondynka jej wskazała.
- Dzięki. Trochę szkoda, że musiałaś tak szybko wrócić. Ten hawajski agent był z tego powodu bardzo niepocieszony – powiedziała Brown.
Hermiona odruchowo sięgnęła do kieszeni swojego fartucha. Znów zupełnie zapomniała o liście od Keony. Musi go wreszcie przeczytać!
- Wybaczcie, ale muszę już iść. Mam spotkanie... - Lav wstała i uśmiechnęła się promiennie.
Ginny kaszlnęła, co dziwnie zabrzmiało, jak: Zabini!
Hermiona wyszczerzyła się wrednie do Lavender.
- I ty przychodzisz tu śmiać się z mojego spotkania z Malfoyem? A sama co robisz? Randkujesz z jego najlepszym przyjacielem!
- Absolutnie nie! - zaperzyła się Brown. – To tylko spotkanie służbowe!
- W najlepszej kawiarni na Pokątnej - wtrąciła Ginny.
- I specjalnie poszłaś przed nim do fryzjera - dodała Hermiona.
- A Zabini zjawi się tam z bardzo niesłużbowym bukietem kwiatów. – Ginny uśmiechnęła się przekornie.
- Zamknijcie się! - Lav wyglądała na naprawdę zdenerwowaną. - Ty! - wskazała na Hermionę - Musisz wreszcie przyznać sama przed sobą, że owszem, byłaś na randce z Draco Malfoyem i bardzo ci się to podobało! A ty – wskazała na Ginny – lepiej powiedz Hermionie, po co tu przyszłaś, bo tak się składa, kochana że chyba masz poważny problem! - Kobieta zabrała swoją torebkę i szybko wyszła z gabinetu, mocno zatrzaskując za sobą drzwi.
Hermiona i Ginny spojrzały na siebie skonsternowane.
- Naprawdę zrobiła się bardziej harda. Widać ta znajomość z Zabinim jej służy.
- Racja – zgodziła się Hermiona. – To jaką masz do mnie sprawę? - zapytała.
Uśmiech jej przyjaciółki nagle zgasł.
- Chciałabym, byś mnie zbadała.
- Źle się czujesz?
- I tak i nie...- Ginny zrobiła kwaśną minę.
- Możesz mówić konkretniej?
- Na Maui dostałam zawrotów głowy, no i raz zemdlałam.
- Faktycznie, Blaise coś mówił na temat problemów zdrowotnych jednego z uczestników misji – przypomniała sobie.
- Spóźnia się - wyznała nagle Ginny, a kolor jej twarzy przybrał odcień podobny do jej włosów.
Hermiona popatrzyła na nią zaskoczona. Tego się nie spodziewała.
- Przecież zapisałam ci eliksir.
- Chyba raz zapomniałam...
- No nie żartuj! Ginny, jak mogłaś?
- Może to coś innego. Oby to było coś innego... - wyszeptała Ruda.
- Chodź, najpierw zrobimy badanie, później zobaczymy.


☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★


- Szósty tydzień. Czyli jeszcze przed wyjazdem na Maui... - poinformowała przyjaciółkę Hermiona.
Z oczy Ginny popłynęły łzy.
- Co ja teraz zrobię? - zaszlochała.
- Wiesz kto, jest ojcem? - zapytała Hermiona, podając jej chusteczkę.
Ruda skinęła potakująco.
- To był tylko jeden raz. Impreza, za dużo wypiliśmy... Nie mogłam sobie potem przypomnieć czy, wzięłam ten głupi eliksir.
- Co teraz zrobisz? - wtrąciła łagodnie.
- Chyba… muszę usunąć… - wyjąkała, zalewając się nową falą łez.
- Ginny, wiesz, że są różne opcje, ale najlepiej będzie jeśli, zastanowisz się nad tym na spokojnie – poradziła.
- Tylko on nie może się dowiedzieć! Obiecaj, że mu nie powiesz! - Ginny wpadła w panikę.
- To ja go znam? - zdziwiła się szczerze Hermiona.
Ginny prowadziła tak intensywny tryb życia, że rzadko nadążała za jej aktualnymi podbojami.
Weasley znów przytaknęła.
- To Harry.
Hermiona otworzyła usta ze zdziwienia. Kompletny szok! Wiedziała, że Ginny kiedyś podkochiwała się w jej przyjacielu, a i on przez pewien czas żywił do niej dość silne uczucie, jednak to było tak dawno... Była pewna, że wszystko już wygasło.
- Ginny, nie możesz tego przed nim ukryć. Jakąkolwiek podejmiesz decyzję, on powinien o niej wiedzieć.
- Ale jak ja mu to powiem? - Ginny znów zalała się łzami.
Hermiona przytuliła ją i pogładziła po włosach.
- Wszystko się ułoży, zobaczysz. Harry to świetny facet, na pewno wszystko zrozumie i ci pomoże.
Ginny otarła łzy i pokiwała głową. Wiedziała, że w jej życiu wiele się teraz zmieni.


☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★


       Hermiona była zmartwiona sytuacją przyjaciółki. Właśnie skończyła obchód i powoli wracała do swojego gabinetu, zamyślona nad przyszłością Ginny. Nagle jednak ktoś mocno złapał ją za ramię. Odwróciła się i stanęła oko w oko w wyraźnie wściekłą Lidią Airbrick.
- Może mi pani to wyjaśnić?! - Kobieta pomachała jej przed nosem najnowszym wydaniem "Czarownicy".
Hermiona spojrzała na nią z pogardą i założyła ręce na piersi.
- Niby dlaczego miałabym pani cokolwiek wyjaśniać? To nie pani sprawa, co robię w swoim wolnym czasie!
- Nie obchodzi mnie pani wolny czas, tylko to z kim go pani spędza! - Lidia była aż czerwona ze wściekłości.
- To również w żadnym wypadku nie jest pani interes! - irytacja Hermiony rosła coraz bardziej. Co to babsko sobie wyobrażało, mówiąc do niej w ten sposób?
- Posłuchaj no, paniusiu! - krzyknęła Airbrick. – Masz się trzymać od niego z daleka! Tak się składa, że ja i Draco jesteśmy zaręczeni i wkrótce się pobieramy!
Hermiona poczuła nieprzyjemny dreszcz. Czyżby Malfoy naprawdę był zaręczony z tą idiotką? Jak mógł jej nic o tym nie powiedzieć?
- Skoro tak jest, to raczej powinna mieć pani pretensje do narzeczonego za to, że zabiera inne kobiety na kolacje. – Hermiona zdobyła się na słodki uśmieszek, a Lidia jeszcze bardziej się wściekła.
- Jeśli uważasz, że uda ci się go uwieść, to zapamiętaj sobie, że ze mną nie wygrasz! Zbliż się do niego jeszcze raz, a... - Lidia zaczęła grozić jej palcem.
Hermiona roześmiała się głośno, tym samym nie pozwalając jej dokończyć.
- Oddział urazów psychicznych mamy dwa piętra niżej. Radzę ci się tam udać i to, jak najszybciej!
Odwróciła się na pięcie i z dumnie uniesioną głową odmaszerowała. I tylko w jej zaciśniętych pięściach było widać, jak mocno wkurzyła ją ta rozmowa.
Szła szybko, chcąc już znaleźć się w swoim gabinecie, gdy wychodząc zza rogu, na kogoś wpadła.


☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★


- Od zawsze wiedziałem, że na mnie lecisz, Granger – przywitał ją Draco.
Hermiona spojrzała na niego z wrogością. Nie zdobyła się jednak na żadną ripostę, tylko wyminęła go z zamiarem odejścia. Blondyn jej na to nie pozwolił. Szybko złapał jej dłoń i zmusił, by odwróciła się w jego stronę.
- Hej, coś się stało? Wyglądasz jak rozwścieczony hipogryf. – Popatrzył jej prosto w oczy.
Szybkim ruchem wyrwała dłoń z jego uścisku.
- Właśnie miałam bardzo nieprzyjemną rozmowę z twoją narzeczoną. Nawrzeszczała na mnie na samym środku szpitala!
- Narzeczoną? O Salazarze... Kto rozpowiada podobne bzdury na mój temat?
- A jak myślisz? - syknęła Hermiona.
- I tylko mi nie mów, że jej uwierzyłaś! Granger, ta kobieta ma inteligencję chusteczki do nosa! Nawet pomimo całej twojej niechęci do mojej osoby, powinnaś mnie cenić nieco wyżej. – Draco uśmiechnął się łagodnie, a Hermiona znów poczuła dreszcz. Ten jednak był zupełnie inny. Przejmujący.
- W każdym razie mam się do ciebie więcej nie zbliżać, więc już sobie pójdę – warknęła, ponownie chcąc odejść. Jednak Draco znów złapał ją za dłoń, tym razem przyciągając bliżej siebie.
- Puszczaj! - zażądała.
- Ładnie ci z tą zazdrością, Granger. – Mężczyzna delikatnie dotknął jej zarumienionego policzka.
- Odczep się. - Odsunęła się od niego gwałtownym ruchem, czując, jak ciepło rozlewa się po całym jej ciele.
Draco uśmiechnął się z wyższością. Nie miał wątpliwości, że jego bliskość na nią działała.
- Jakieś plany na wieczór? - zapytał.
- Trzymać się od ciebie z daleka! – odpowiedziała hardo.
Blondyn znów się roześmiał.
- Nie umiesz kłamać, Granger. Kolacja?
Hermiona otworzyła usta, by mu odmówić... Lecz zamiast tego powiedziała:
- Dobrze, ale sama ją przygotuję.
- Mam się bać? - Draco zrobił wielkie oczy.
Uśmiechnęła się przebiegle.
- No jasne, że tak! O ósmej u mnie. – Odeszła, nie czekając na jego odpowiedź.
- Będę na pewno i przyniosę coś na niestrawność! - zawołał, ewidentnie ubawiony.
Ona również zdobyła się na niewielki uśmieszek. Zapowiadał się kolejny, naprawdę ciekawy wieczór.


☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★


Kochani!
Dziękuję za wszystkie Wasze komentarze, odwiedziny, wiadomości na facebooku i maile. Miło jest wiedzieć, że wciąż tyle osób czyta moje opowiadania :) To motywuje mnie do, jak najszybszego ich skończenia. Oto przed Wami kolejny rozdział snów - nieco przejściowy, ale i takie być muszą. Kolejna "Prawdziwa Twarz" jest ukończona i trafi do bety, jak tylko będę miała możliwość jej przesłania.
Podziękowania dla mojej niezawodnej bety Ani :)
Pozdrowienia dla Was!
Venetiia. 






środa, 1 listopada 2017

~Rozdział 18~ (Sny Wybranych)

 Betowała: Kite Millie
Dedykacja: Dla Lordowatej - ciesze się, że znów z nami jesteś :)


☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★


            Znów spojrzała na zegarek. Za pięć ósma. Nerwowym ruchem wygładziła przód swojej sukienki, doskonale zdając sobie sprawę z tego, że nie ma na niej nawet najmniejszego zagniecenia. Odetchnęła głęboko i chyba setny raz podeszła do lustra, by sprawdzić czy jej strój i makijaż na pewno są odpowiednie. W myślach wciąż powtarzała sobie, że przecież nie ma to żadnego znaczenia, bo to nie randka. Nie mniej i tak nie chciała dawać Malfoyowi zbyt wielu powodów do kpin.
Sukienka była bordowa, prosta w kroju i sięgająca za kolano. Od razu było wiadać, że jest to kreacja z wyższej półki. Hermiona wydała na nią prawie połowę ostatniej pensji. Wiedziała, że sukienka była tego warta. Dzięki niej czuła się trochę pewniej. Wizytę u fryzjera i najlepszej makijażystki na Pokątnej też uznała za konieczność. Dać mu jak najmniej powodów do żartów z jej wyglądu – taki był gówny cel tych zabiegów, a przynjamniej tak to sobie tłumaczyła.
Nagle nawiedziła ją jedna, bardzo paskudna myśl. A co jeśli Draco tylko sobie z niej zażartował? Co jeśli wcale nie miał zamiaru gdzieś się z nią wybrać? Wydała mnóstwo pieniędzy i straciła całe popołudnie na szykowanie się do czegoś, co wcale mogło się nie wydarzyć. Powoli zaczynała wpadać w panikę. To mogła być prawda! To musiała być prawda! Przecież Malfoy wiele razy powtarzał, że wcześniej wyrzekłby się swojego majątku, niż gdziekolwiek ją zaporosił! To oczywiste, że to był tylko jego kolejny, głupi żart! Czuła, jak łzy wstydu i zażenowania powoli napływają jej do oczu. Wtedy właśnie usłyszała pukanie.
Zadrżała, pewna, że jej się przesłyszało. To niemożliwe, by jednak przyszedł... Pukanie się powtórzyło, a Hermiona zerwała się w stronę drzwi. Aczkolwiek szybko przystanęła, ponownie wykonała rytuał z wygładzaniem sukienki i kilkoma głębokimi oddechami i wreszcie podeszła otworzyć.
Ostatkiem sił powstrzymała się przed opadnięciem szczęki. Malfoy w eleganckim, szarym graniturze i zielonym krawacie wyglądał jak na młodego milionera przystało – idealnie. Do tego w dłoni trzymał olbrzymi bukiet czerwonych tulipanów, na widok którego ugięły się pod nią kolana.
Malfoy przyniósł jej kwiaty... i to te, które lubiła najbardziej ze względu na pewną romantyczną legendę, którą czytywała w młodości.
– Witaj, Granger – przywitał się z uprzejmym uśmiechem.
– Cześć. Wejdź proszę. – Hermiona starała się jakoś opanować drżenie kolan i szerzej otworzyła drzwi, by wpuścić go do środka.
– Nie wiem, jakie lubisz kwiaty, więc wziąłem pierwsze – lepsze. – Draco wręczył jej bukiet.
– Dziękuję bardzo, nie musiałeś sobie zadawać tyle trudu, by je przynosić – starała się ukryć zmieszanie, idąc do kuchni po wazon.
– Nie ma za co. Jesteś gotowa?
Hermiona sięgnęła po swój żakiet i torebkę. Trochę było jej przykro, że mężczyzna nie powiedział niczego miłego na temat jej wyglądu, ale nie było sensu tego po nim oczekiwać. Przecież to nie była randka, tylko kolacja w ramach podziękowań. Już sam fakt, że przyniósł jej kwiaty, był odstępstwem od założonej formuły spotkania.
– Pozwól, że ci pomogę. – Draco zabrał żakiet z jej rąk i pomógł jej go założyć.
– Dziękuję. Mam nadzieję, że to nie tylko pretekst, by móc przykleić mi coś do pleców – uśmiechnęła się i zajrzała przez ramię.
– Nie tym razem, Granger, ale dzięki za pomysł na przyszłość. – Draco położył dłoń pomiedzy jej łopatkami i poprowadził ją w stronę drzwi.
Wyglądał na zadowolonego i wyluzowanego. Hermiona mu tego zazdrościła. Ona sama była dziwnie spięta. Może to dlatego, że wciąż przypuszczała, że ta kolacja będzie dla niego tylko kolejnym pretekstem do kpin?

Gdy wychodzili z jej mieszkania, Draco spojrzał na bukiet czerwonych tulipanów, które Hermiona zdążyła wstawić do wazonu i ustawić na stoliku w salonie. Ciężko było je zdobyć, ale na szczęście się udało. Dobrze, że Zabini zdołał wyciągnąć z Brown informację o jej ulubionych kwiatach. Widział wyraźnie, że sprawił jej nimi przyjemność. Pierwszy plus dla niego...

☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★


           Wyszli przed jej kamienicę, a Hermiona o mały włos nie potknęła się z wrażenia. Przed domem stała elegancka, czarna...
– Limuzyna? Ty pozerze!
– Myślałaś, że zabiorę cię tam na miotle? – zaśmiał się.
– Wystarczyłaby taksówka – burknęła, gdy blondyn szarmancko otworzył jej drzwi.
– Nie podróżuję niczym takim – oznajmił, siadając obok niej na skórzanej kanapie.
– Jakoś się nie zdziwiłam.
– To oczywiste, Granger. Bo któż zna mnie lepiej od ciebie? – Draco mrugnął do niej zawiadacko i sięgnął po butelkę zmrożonego szampana.
– Zawsze tak wylewnie dziękujesz za okazaną pomoc? – zapytała, gdy blondyn podał jej kieliszek.
– Nie. Zwykle wystarczy wypisać czek. Niestety z tobą nie byłoby to takie łatwe. – Draco nalał im szampana i odłożył butelkę.
– Przykro mi, że musiałeś zadać sobie aż tyle trudu. Wcale tego nie oczekiwałam – burknęła.
– Czyżbym zabrzmiał, jakbym narzekał? O nie, Granger, wcale nie narzekam na to, że mam spędzić z tobą wieczór. – Draco stuknął swoim kieliszkiem w jej. – Wznoszę toast za to, że twoje włosy wyglądają dziś tak, że pierwszy raz wcale się ich nie boję.
Hermiona parsknęła śmiechem. Chciałaby móc chlusnąć mu tym szampanem prosto w tę zarozumiałą twarz, ale stwierdziła, że to byłoby dziecinne. Zamiast tego postanowiła dobrze się bawić. Skoro Malfoy miał kaprys, by zabrać ją tą wypasioną limuzyną do najdroższej restauracji w magicznym świecie, to nie widziała konieczności, by mu w tym przeszkadzać.


☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★


Gdy podjechali pod restaurację, Hermiona przez przyciemnioną szybę zauważyła, że przed wejściem kręci się reporter tygodnika "Czarownica".
– A ten tu czego? – warknęła rozzłoszczona.
– Szuka sensacji, to jego praca – odpowiedział Draco, chcąc wysiąść.
Hermiona szybko złapała go za ramię.
– Poczekaj! Nie sądzisz, że jak zobaczy nas razem, to może chcieć nam zrobić zdjęcie?
Draco popatrzył na nią, jakby właśnie oświadczyła mu, że jest kosmitką.
– Zakładam, że właśnie tak będzie. I co w związku z tym?
Teraz to Hermiona popatrzyła na niego jak na ufoludka.
– Te zdjęcia mogą ukazać się w gazecie... – wyjąkała.
– A niby gdzie by miały się ukazać? W Wizengamocie? Chodź, Granger, bo jeszcze sobie pomyśli, że nie wiadomo co tu robimy.
Draco wysiadł pierwszy i wyciągnął do niej dłoń. Hermiona zawahała się chwilę. Naprawdę nie chciała, by cały magiczny świat obiegły plotki na temat jej i Malfoya, lecz głupio jej było mu oświadczyć, że nie ma teraz zamiaru wyjść z samochodu.
Złapała jego dłoń i ostrożnie wysiadła. Miała cichą nadzieję, że fotograf jednak się nimi nie zainteresuje. Ledwo Draco zamknął drzwi limuzyny, a reporter już skierował się w ich stronę.
– Panie Malfoy, czy mogę panu zrobić zdjęcie z pana towarzyszką? – zapytał uprzejmie.
Hermiona odetchnęła. Mogła się domyślić, że ktoś tak wpływowy jak Malfoy, będzie fotografowany tylko za swoją zgodą.
Zagrożenie przeminęło... do czasu, gdy blondyn odpowiedział:
– Oczywiście, bardzo proszę. – I znów położył swoją dłoń na jej plecach, a paparazzi zaczął pstrykać jedną fotkę za drugą.
– Uśmiechnij się, bo źle wyjdziesz – doradził jej Draco, przysuwając się bliżej i samemu szczerząc zęby w uśmiechu.
Hermiona była tak oszołomiona, że zdobyła się na niewielki uśmiech. Co to wszystko miało znaczyć?
– Draconie! Mon ami, mon cher ami!
Przed restauracją pojawił się gruby mężczyzna ubrany w elegancki frak. Miał śmieszne, najpewniej woskowane, czarne wąsy i mówił z wyraźnym, francuskim akcentem.
– Witaj Bertrand, poznaj proszę, to Hermiona Granger, vice dyrektor szpitala św. Munga. Hermiono, to mój przyjaciel i właściciel La Thamaturgie, Bertrand Benoit.
– Witam panią serdecznie w moich skromnych progach! – Mężczyzna zgiął się w głębokim ukłonie. – Zapraszam, zapraszam do środka! Stolik już czeka!
Bertrand ruszył przodem, a Draco szarmancko zaofiarował Hermionie swoje ramię. Ujęła je, wciąż nie potrafiąc w pełni dojść do siebie po spotkaniu z fotografem.
Restauracja była tak ekskluzywna, jak opisywano ją w większości magicznych pism. Wspaniałe wnętrze, gustownie ubrani kelnerzy, drogie nakrycia i najznamienitsi goście.
Draco prowadził ją przez sam środek tego wszystkiego, raz po raz unosząc dłoń w geście powitania w stronę jednego czy drugiego stolika. Wytworni mężczyźni odpowiadali mu tym samym gestem, a eleganckie kobiety krótkim skinieniem głowy, większość uwagi skupiając na jego nowej towarzyszce. W końcu był on najsławniejszym kawalerem magicznego świata. Hermiona czuła się jak Kopciuszek, nagle postawiony obok księcia na wielkim balu. Zaczęła powoli żałować, że nie wydała jednak całej pensji na sukienkę i dodatki. Bała się, czy jej wygląd jest odpowiedni dla tego miejsca.
– Nasz najlepszy stolik! – zarekomendował Benoit, wskazując im stolik dla dwojga, dyskretnie odgrodzony od reszty sali gustownym parawanem. Hermiona odetchnęła. Przynajmniej nie będzie musiała znosić tych wścibskich spojrzeń przez cały wieczór.
Draco, jak przystało na dżentelmena, pomógł jej zając miejsce, po czym usiadł naprzeciwko.
– Niech mi będzie dane zauważyć, Draconie, że zawsze miałeś wspaniały gust co do kobiet, ale dziś przyprowadziłeś do nas najpięknieszją z nich – komplementował uniżenie właściciel restauracji.
– Niczego innego nie powinieneś się po mnie spodziewać, Ben. Dobrze wiesz, że gustuję tylko w najlepszym. – Draco z uśmiechem skinął na stojącego z boku sommeliera.
– Oczywiście, przyjacielu! Pozwolisz, że zarekomenduje wam menu na dzisiejszy wieczór?
– Jeśli mój gość nie ma nic przeciwko. – Draco koketeryjnie mrugnął do Hermiony, a ona ledwo powstrzymała się przed kopnięciem go pod stołem. Jeśli założył sobie, że tym razem jego drwienie z niej będzie polegało na tym, iż będzie udawał przed tymi wszystkimi ludźmi, że ona jest z nim na randce, to mu się udało. Czuła się bardzo niekomfortowo. Zmusiła się jednak do uśmiechu.
– Bardzo proszę. Słyszałam, że pana restauracja serwuje najlepsze posiłki w magicznym Londynie – zwróciła się do wąsacza.
– Ośmielę się powiedzieć, że w całym magicznym świecie, madame! Proszę mi zaufać, będa państwo wprost oczarowani naszymi daniami! – Bertrand znów skłonił się nisko, po czym zaklaskał w dłonie. Draco w tym czasie dyskutował z sommelierem o kolejności podawania im win.
Hermiona odetchnęła głęboko, starając się uspokoić drżenie rąk. Nigdy nie była w takim miejscu i choć cicho zawsze o czymś takim marzyła, to teraz dałaby wszystko, by móc zjeść ulubionego burgera, popić go piwem, a wszystko to zrobić siedząc przed telewizorem w swoim starym dresie.
– Rozluźnij się trochę – popradził jej Draco, gdy sommelier wreszcie odszedł.
Hermiona posłała mu niechętne spojrzenie. Dlaczego on jej to robił? Nie mógł po prostu wrócić do kpienia sobie z jej fryzury czy wyszydzania przyjaźni z Harrym i Ronem? Musiał udowadniać jej, jak doskonałym mężczyzną potrafił być, jeśli tylko chciał?
– Przyprowadzasz tu wszystkie swoje dziewczyny? – zaatakowała, chcąc mu dopiec.
Draco uśmiechnął się lekko.
– Ja nie miewam dziewczyn. A na kolacji z kobietą jestem tu trzeci, może czwarty raz.
Miała ochotę zaśmiać mu się w twarz. Wszyscy wiedzieli, że Draco co tydzień chadzał na randki z inną. Sława naczelnego cassanovy ministerstwa nie wzięła się znikąd.
– To moja ulubiona restauracja. Nie sklałbym jej nielubianym towarzystwem – wyjaśnił.
Hermiona z niedowierzaniem pokręciła głową.
– Przecież zawsze podkreślasz, że to mnie nie znosisz najbardziej z całego magicznego świata! Dlaczego więc zabrałeś mnie akurat do swojej ulubionej restauracji?
Draco roześmiał się krótko i napił się wody, nim jej odpowiedział.
– Bo zasługujesz na najlepsze, Granger.
– Możesz mówić jaśniej? – Irytował ją ten jego pełen pewności siebie uśmieszek.
– Uratowałaś życie najdroższej mi osoby na świecie – odpowiedział krótko.
Hermiona już miała wygłosić pełną złości tyradę o tym, że na tym przecież polega jej praca, jednak kelnerzy wybrali akurat ten moment, by podać im pierwszą przystawkę.
Wkrótce pogrążyli się w dyskusji na temat jedzenia, które, tak jak obiecywał Bertrand, było wyśmienite. Hermiona nawet na chwilę straciła ochotę na dokuczanie Draconowi. Kto mógłby chcieć być wrednym przy tak pysznym posiłku?
– Wrócisz kiedyś na Maui? – zapytał Draco, gdy kelnerzy sprzątnęli talerze po ich daniach głównych.
– Nie wiem. Może... – odpowiedziała.
– Ten twój agent cię tam nie zaprosił? – zapytał oschle, przywołując kelnera, by ten dolał im wina.
– Mój agent? – Hermiona w pierwszej chwili nie zrozumiała, o co mu chodzi.
– Nie zaprosił cię w tym liście, który ci wysłał? – dopytywał, siląc się na obojętność.
Hermiona dopiero teraz uświadomiła sobie o co mu chodziło. List! Zupełnie o nim zapomniała. Schowała go do kieszeni lekarskiego kitla, gdy Draco przyszedł zaprosić ją na kolację. A później miała tyle na głowie...
– Nie zdążyłam go przeczytać – wypaliła, czerwieniąc się lekko.
Draco spojrzał na nią, nie kryjąc zaskoczenia. Udało mu się za to zamaskować uśmiech. Tak! Niczego lepszego nie mógł od niej usłyszeć.
– Draco, kochanie! – Wytworna kobieta w pięknej, długiej, czarnej sukni stanęła przy ich stoliku i rozłożyła ramiona, oczekując na powitanie.
Malfoy wstał i uściskał ją serdecznie, a ona zaśmiała się i zaczęła prawić komplementy na temat jego doskonałej formy.
Hermiona w pierwszej chwili jej nie poznała, jednak szybko przypomniała sobie nazwisko. Dafne Greengrass. W szkole, podobnie jak Draco, należała do Slytherinu.
– Przedstawisz mnie swojej uroczej towarzyszce? – zapytała, taksując Hermionę oceniającym wzrokiem.
– Myślałem, że już się znacie. Pozwól jednak, że szybko naprawię swój błąd. Hermiona Granger, vice dyrektor szpitala św. Munga. To zaś jest moja znakomita koleżanka, Daffne McArthur, lecz znasz ją zapewne z czasów, gdy jeszcze nosiła nazwisko Greengrass – Draco dokonał prezentacji, a Hermiona zdobyła się na wymuszony uśmiech.
Dafne wyglądała na kompletnie zaskoczoną.
– Ganger? Zupełnie cię nie poznałam!
– Upłynęło dużo czasu od zakończenia szkoły. – Hermiona starała się brzmieć naturalnie, choć spotkanie z dawną Ślizgonką wcale nie dawało jej powodów do radości.
– Och tak! Wiele się zmieniło. – Dafne uśmiechnęła się sztucznie i znów spojrzała na Dracona. – Macie spotkanie w sprawach służbowych? – dopytywała, uważnie przyglądając się mężczyźnie.
– Wyłącznie w sprawach osobistych – wyjaśnił jej, szczerząc zęby w szerokim uśmiechu.
Hermiona zaczęła żałować, że przed chwilą zabrano jej ostry nóż do mięsa. Chętnie wbiłaby mu go teraz w dłoń. Jak on śmiał opowiadać tej plotkarze podobne bzdury?
Dafne na chwilę z wrażenia opadła szczęka. Jednak szybko zmusiła się do nieszczerego uśmiechu i życzyła im udanego wieczoru.
Hermiona zdobyła się na zdawkowe podziękowanie, a Draco jeszcze raz uściskał znajomą na odchodne i wreszcie z powrotem usiadł na swoim miejscu.
– Masz dziwne sposoby na okazanie komuś wdzięczności poprzez ośmieszenie go i podjudzanie fałszywych plotek na jego temat – irytowała się.
Draco spojrzał na nią ze zdziwieniem.
– Ośmiesza cię fakt, że jesz ze mną kolację?
– Ośmiesza mnie fakt, że pozwoliłeś jej uwierzyć, że jestem tu z tobą na randce! – sarknęła.
Blondyn wyglądał na rozbawionego tym stwierdzeniem.
– Powinnaś być dumna, Granger. Wszystkie laski w magicznym świecie wprost marzą o takim zaszczycie.
– Ja nie! – warknęła przez zaciśnięte zęby.
– Nie kłam. Dobrze wiem, że śniłaś o tej chwili po nocach... – kokietował.
– Owszem. W najczarniejszych koszmarach! – odparowała, starając się powstrzymać olbrzymią ochotę przed uduszeniem go gołymi rękoma. Nie znosiła tej jego obrzydliwej pewności siebie.
– Gdy mówiłem, że będziemy sobie dokuczać w towarzystwie dobrego wina, nie sądziłem, że weźmiesz to na serio. Nie możesz się trochę wyluzować i spędzić ze mną przyjemnego wieczoru? Dobrze wiesz, że potrafię być naprawdę czarujący...
– Zwłaszcza, gdy nie otwierasz ust – dogryzła mu od razu, po czym... wybuchnęła śmiechem.

Draco również się roześmiał. Od tej chwili atmosfera się roźluźniła i Hermiona postanowiła, że naprawdę będzie się dobrze bawić. W końcu to miała być jedyna taka okazja.

☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★

Hej Kochani! :)
Udało się (z niewielkim opóźnieniem) dodać dla Was kolejny rozdział "Snów Wybranych". Wiem, że długo musieliście na niego czekać, ale ciesze się, że wreszcie jest. "Sny", to opowiadanie, które napisałam dość dawno temu, dlatego teraz ciągle coś w nim zmieniam i przeredagowuje - niezadowolona z poprzedniej wersji. Możecie jednak mieć pewność, że zostanie one zakończone - koncepcję na to mam od dawna :)
Podziękowania dla mojej bety Kite Millie. Pozdrowionka dla bety Anny. I oczywiście uściski dla Was wszystkich! Mam nadzieję, że w miarę szybko pojawi się coś nowego :)

Venetiia