środa, 1 listopada 2017

~Rozdział 18~ (Sny Wybranych)

 Betowała: Kite Millie
Dedykacja: Dla Lordowatej - ciesze się, że znów z nami jesteś :)


☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★


            Znów spojrzała na zegarek. Za pięć ósma. Nerwowym ruchem wygładziła przód swojej sukienki, doskonale zdając sobie sprawę z tego, że nie ma na niej nawet najmniejszego zagniecenia. Odetchnęła głęboko i chyba setny raz podeszła do lustra, by sprawdzić czy jej strój i makijaż na pewno są odpowiednie. W myślach wciąż powtarzała sobie, że przecież nie ma to żadnego znaczenia, bo to nie randka. Nie mniej i tak nie chciała dawać Malfoyowi zbyt wielu powodów do kpin.
Sukienka była bordowa, prosta w kroju i sięgająca za kolano. Od razu było wiadać, że jest to kreacja z wyższej półki. Hermiona wydała na nią prawie połowę ostatniej pensji. Wiedziała, że sukienka była tego warta. Dzięki niej czuła się trochę pewniej. Wizytę u fryzjera i najlepszej makijażystki na Pokątnej też uznała za konieczność. Dać mu jak najmniej powodów do żartów z jej wyglądu – taki był gówny cel tych zabiegów, a przynjamniej tak to sobie tłumaczyła.
Nagle nawiedziła ją jedna, bardzo paskudna myśl. A co jeśli Draco tylko sobie z niej zażartował? Co jeśli wcale nie miał zamiaru gdzieś się z nią wybrać? Wydała mnóstwo pieniędzy i straciła całe popołudnie na szykowanie się do czegoś, co wcale mogło się nie wydarzyć. Powoli zaczynała wpadać w panikę. To mogła być prawda! To musiała być prawda! Przecież Malfoy wiele razy powtarzał, że wcześniej wyrzekłby się swojego majątku, niż gdziekolwiek ją zaporosił! To oczywiste, że to był tylko jego kolejny, głupi żart! Czuła, jak łzy wstydu i zażenowania powoli napływają jej do oczu. Wtedy właśnie usłyszała pukanie.
Zadrżała, pewna, że jej się przesłyszało. To niemożliwe, by jednak przyszedł... Pukanie się powtórzyło, a Hermiona zerwała się w stronę drzwi. Aczkolwiek szybko przystanęła, ponownie wykonała rytuał z wygładzaniem sukienki i kilkoma głębokimi oddechami i wreszcie podeszła otworzyć.
Ostatkiem sił powstrzymała się przed opadnięciem szczęki. Malfoy w eleganckim, szarym graniturze i zielonym krawacie wyglądał jak na młodego milionera przystało – idealnie. Do tego w dłoni trzymał olbrzymi bukiet czerwonych tulipanów, na widok którego ugięły się pod nią kolana.
Malfoy przyniósł jej kwiaty... i to te, które lubiła najbardziej ze względu na pewną romantyczną legendę, którą czytywała w młodości.
– Witaj, Granger – przywitał się z uprzejmym uśmiechem.
– Cześć. Wejdź proszę. – Hermiona starała się jakoś opanować drżenie kolan i szerzej otworzyła drzwi, by wpuścić go do środka.
– Nie wiem, jakie lubisz kwiaty, więc wziąłem pierwsze – lepsze. – Draco wręczył jej bukiet.
– Dziękuję bardzo, nie musiałeś sobie zadawać tyle trudu, by je przynosić – starała się ukryć zmieszanie, idąc do kuchni po wazon.
– Nie ma za co. Jesteś gotowa?
Hermiona sięgnęła po swój żakiet i torebkę. Trochę było jej przykro, że mężczyzna nie powiedział niczego miłego na temat jej wyglądu, ale nie było sensu tego po nim oczekiwać. Przecież to nie była randka, tylko kolacja w ramach podziękowań. Już sam fakt, że przyniósł jej kwiaty, był odstępstwem od założonej formuły spotkania.
– Pozwól, że ci pomogę. – Draco zabrał żakiet z jej rąk i pomógł jej go założyć.
– Dziękuję. Mam nadzieję, że to nie tylko pretekst, by móc przykleić mi coś do pleców – uśmiechnęła się i zajrzała przez ramię.
– Nie tym razem, Granger, ale dzięki za pomysł na przyszłość. – Draco położył dłoń pomiedzy jej łopatkami i poprowadził ją w stronę drzwi.
Wyglądał na zadowolonego i wyluzowanego. Hermiona mu tego zazdrościła. Ona sama była dziwnie spięta. Może to dlatego, że wciąż przypuszczała, że ta kolacja będzie dla niego tylko kolejnym pretekstem do kpin?

Gdy wychodzili z jej mieszkania, Draco spojrzał na bukiet czerwonych tulipanów, które Hermiona zdążyła wstawić do wazonu i ustawić na stoliku w salonie. Ciężko było je zdobyć, ale na szczęście się udało. Dobrze, że Zabini zdołał wyciągnąć z Brown informację o jej ulubionych kwiatach. Widział wyraźnie, że sprawił jej nimi przyjemność. Pierwszy plus dla niego...

☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★


           Wyszli przed jej kamienicę, a Hermiona o mały włos nie potknęła się z wrażenia. Przed domem stała elegancka, czarna...
– Limuzyna? Ty pozerze!
– Myślałaś, że zabiorę cię tam na miotle? – zaśmiał się.
– Wystarczyłaby taksówka – burknęła, gdy blondyn szarmancko otworzył jej drzwi.
– Nie podróżuję niczym takim – oznajmił, siadając obok niej na skórzanej kanapie.
– Jakoś się nie zdziwiłam.
– To oczywiste, Granger. Bo któż zna mnie lepiej od ciebie? – Draco mrugnął do niej zawiadacko i sięgnął po butelkę zmrożonego szampana.
– Zawsze tak wylewnie dziękujesz za okazaną pomoc? – zapytała, gdy blondyn podał jej kieliszek.
– Nie. Zwykle wystarczy wypisać czek. Niestety z tobą nie byłoby to takie łatwe. – Draco nalał im szampana i odłożył butelkę.
– Przykro mi, że musiałeś zadać sobie aż tyle trudu. Wcale tego nie oczekiwałam – burknęła.
– Czyżbym zabrzmiał, jakbym narzekał? O nie, Granger, wcale nie narzekam na to, że mam spędzić z tobą wieczór. – Draco stuknął swoim kieliszkiem w jej. – Wznoszę toast za to, że twoje włosy wyglądają dziś tak, że pierwszy raz wcale się ich nie boję.
Hermiona parsknęła śmiechem. Chciałaby móc chlusnąć mu tym szampanem prosto w tę zarozumiałą twarz, ale stwierdziła, że to byłoby dziecinne. Zamiast tego postanowiła dobrze się bawić. Skoro Malfoy miał kaprys, by zabrać ją tą wypasioną limuzyną do najdroższej restauracji w magicznym świecie, to nie widziała konieczności, by mu w tym przeszkadzać.


☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★


Gdy podjechali pod restaurację, Hermiona przez przyciemnioną szybę zauważyła, że przed wejściem kręci się reporter tygodnika "Czarownica".
– A ten tu czego? – warknęła rozzłoszczona.
– Szuka sensacji, to jego praca – odpowiedział Draco, chcąc wysiąść.
Hermiona szybko złapała go za ramię.
– Poczekaj! Nie sądzisz, że jak zobaczy nas razem, to może chcieć nam zrobić zdjęcie?
Draco popatrzył na nią, jakby właśnie oświadczyła mu, że jest kosmitką.
– Zakładam, że właśnie tak będzie. I co w związku z tym?
Teraz to Hermiona popatrzyła na niego jak na ufoludka.
– Te zdjęcia mogą ukazać się w gazecie... – wyjąkała.
– A niby gdzie by miały się ukazać? W Wizengamocie? Chodź, Granger, bo jeszcze sobie pomyśli, że nie wiadomo co tu robimy.
Draco wysiadł pierwszy i wyciągnął do niej dłoń. Hermiona zawahała się chwilę. Naprawdę nie chciała, by cały magiczny świat obiegły plotki na temat jej i Malfoya, lecz głupio jej było mu oświadczyć, że nie ma teraz zamiaru wyjść z samochodu.
Złapała jego dłoń i ostrożnie wysiadła. Miała cichą nadzieję, że fotograf jednak się nimi nie zainteresuje. Ledwo Draco zamknął drzwi limuzyny, a reporter już skierował się w ich stronę.
– Panie Malfoy, czy mogę panu zrobić zdjęcie z pana towarzyszką? – zapytał uprzejmie.
Hermiona odetchnęła. Mogła się domyślić, że ktoś tak wpływowy jak Malfoy, będzie fotografowany tylko za swoją zgodą.
Zagrożenie przeminęło... do czasu, gdy blondyn odpowiedział:
– Oczywiście, bardzo proszę. – I znów położył swoją dłoń na jej plecach, a paparazzi zaczął pstrykać jedną fotkę za drugą.
– Uśmiechnij się, bo źle wyjdziesz – doradził jej Draco, przysuwając się bliżej i samemu szczerząc zęby w uśmiechu.
Hermiona była tak oszołomiona, że zdobyła się na niewielki uśmiech. Co to wszystko miało znaczyć?
– Draconie! Mon ami, mon cher ami!
Przed restauracją pojawił się gruby mężczyzna ubrany w elegancki frak. Miał śmieszne, najpewniej woskowane, czarne wąsy i mówił z wyraźnym, francuskim akcentem.
– Witaj Bertrand, poznaj proszę, to Hermiona Granger, vice dyrektor szpitala św. Munga. Hermiono, to mój przyjaciel i właściciel La Thamaturgie, Bertrand Benoit.
– Witam panią serdecznie w moich skromnych progach! – Mężczyzna zgiął się w głębokim ukłonie. – Zapraszam, zapraszam do środka! Stolik już czeka!
Bertrand ruszył przodem, a Draco szarmancko zaofiarował Hermionie swoje ramię. Ujęła je, wciąż nie potrafiąc w pełni dojść do siebie po spotkaniu z fotografem.
Restauracja była tak ekskluzywna, jak opisywano ją w większości magicznych pism. Wspaniałe wnętrze, gustownie ubrani kelnerzy, drogie nakrycia i najznamienitsi goście.
Draco prowadził ją przez sam środek tego wszystkiego, raz po raz unosząc dłoń w geście powitania w stronę jednego czy drugiego stolika. Wytworni mężczyźni odpowiadali mu tym samym gestem, a eleganckie kobiety krótkim skinieniem głowy, większość uwagi skupiając na jego nowej towarzyszce. W końcu był on najsławniejszym kawalerem magicznego świata. Hermiona czuła się jak Kopciuszek, nagle postawiony obok księcia na wielkim balu. Zaczęła powoli żałować, że nie wydała jednak całej pensji na sukienkę i dodatki. Bała się, czy jej wygląd jest odpowiedni dla tego miejsca.
– Nasz najlepszy stolik! – zarekomendował Benoit, wskazując im stolik dla dwojga, dyskretnie odgrodzony od reszty sali gustownym parawanem. Hermiona odetchnęła. Przynajmniej nie będzie musiała znosić tych wścibskich spojrzeń przez cały wieczór.
Draco, jak przystało na dżentelmena, pomógł jej zając miejsce, po czym usiadł naprzeciwko.
– Niech mi będzie dane zauważyć, Draconie, że zawsze miałeś wspaniały gust co do kobiet, ale dziś przyprowadziłeś do nas najpięknieszją z nich – komplementował uniżenie właściciel restauracji.
– Niczego innego nie powinieneś się po mnie spodziewać, Ben. Dobrze wiesz, że gustuję tylko w najlepszym. – Draco z uśmiechem skinął na stojącego z boku sommeliera.
– Oczywiście, przyjacielu! Pozwolisz, że zarekomenduje wam menu na dzisiejszy wieczór?
– Jeśli mój gość nie ma nic przeciwko. – Draco koketeryjnie mrugnął do Hermiony, a ona ledwo powstrzymała się przed kopnięciem go pod stołem. Jeśli założył sobie, że tym razem jego drwienie z niej będzie polegało na tym, iż będzie udawał przed tymi wszystkimi ludźmi, że ona jest z nim na randce, to mu się udało. Czuła się bardzo niekomfortowo. Zmusiła się jednak do uśmiechu.
– Bardzo proszę. Słyszałam, że pana restauracja serwuje najlepsze posiłki w magicznym Londynie – zwróciła się do wąsacza.
– Ośmielę się powiedzieć, że w całym magicznym świecie, madame! Proszę mi zaufać, będa państwo wprost oczarowani naszymi daniami! – Bertrand znów skłonił się nisko, po czym zaklaskał w dłonie. Draco w tym czasie dyskutował z sommelierem o kolejności podawania im win.
Hermiona odetchnęła głęboko, starając się uspokoić drżenie rąk. Nigdy nie była w takim miejscu i choć cicho zawsze o czymś takim marzyła, to teraz dałaby wszystko, by móc zjeść ulubionego burgera, popić go piwem, a wszystko to zrobić siedząc przed telewizorem w swoim starym dresie.
– Rozluźnij się trochę – popradził jej Draco, gdy sommelier wreszcie odszedł.
Hermiona posłała mu niechętne spojrzenie. Dlaczego on jej to robił? Nie mógł po prostu wrócić do kpienia sobie z jej fryzury czy wyszydzania przyjaźni z Harrym i Ronem? Musiał udowadniać jej, jak doskonałym mężczyzną potrafił być, jeśli tylko chciał?
– Przyprowadzasz tu wszystkie swoje dziewczyny? – zaatakowała, chcąc mu dopiec.
Draco uśmiechnął się lekko.
– Ja nie miewam dziewczyn. A na kolacji z kobietą jestem tu trzeci, może czwarty raz.
Miała ochotę zaśmiać mu się w twarz. Wszyscy wiedzieli, że Draco co tydzień chadzał na randki z inną. Sława naczelnego cassanovy ministerstwa nie wzięła się znikąd.
– To moja ulubiona restauracja. Nie sklałbym jej nielubianym towarzystwem – wyjaśnił.
Hermiona z niedowierzaniem pokręciła głową.
– Przecież zawsze podkreślasz, że to mnie nie znosisz najbardziej z całego magicznego świata! Dlaczego więc zabrałeś mnie akurat do swojej ulubionej restauracji?
Draco roześmiał się krótko i napił się wody, nim jej odpowiedział.
– Bo zasługujesz na najlepsze, Granger.
– Możesz mówić jaśniej? – Irytował ją ten jego pełen pewności siebie uśmieszek.
– Uratowałaś życie najdroższej mi osoby na świecie – odpowiedział krótko.
Hermiona już miała wygłosić pełną złości tyradę o tym, że na tym przecież polega jej praca, jednak kelnerzy wybrali akurat ten moment, by podać im pierwszą przystawkę.
Wkrótce pogrążyli się w dyskusji na temat jedzenia, które, tak jak obiecywał Bertrand, było wyśmienite. Hermiona nawet na chwilę straciła ochotę na dokuczanie Draconowi. Kto mógłby chcieć być wrednym przy tak pysznym posiłku?
– Wrócisz kiedyś na Maui? – zapytał Draco, gdy kelnerzy sprzątnęli talerze po ich daniach głównych.
– Nie wiem. Może... – odpowiedziała.
– Ten twój agent cię tam nie zaprosił? – zapytał oschle, przywołując kelnera, by ten dolał im wina.
– Mój agent? – Hermiona w pierwszej chwili nie zrozumiała, o co mu chodzi.
– Nie zaprosił cię w tym liście, który ci wysłał? – dopytywał, siląc się na obojętność.
Hermiona dopiero teraz uświadomiła sobie o co mu chodziło. List! Zupełnie o nim zapomniała. Schowała go do kieszeni lekarskiego kitla, gdy Draco przyszedł zaprosić ją na kolację. A później miała tyle na głowie...
– Nie zdążyłam go przeczytać – wypaliła, czerwieniąc się lekko.
Draco spojrzał na nią, nie kryjąc zaskoczenia. Udało mu się za to zamaskować uśmiech. Tak! Niczego lepszego nie mógł od niej usłyszeć.
– Draco, kochanie! – Wytworna kobieta w pięknej, długiej, czarnej sukni stanęła przy ich stoliku i rozłożyła ramiona, oczekując na powitanie.
Malfoy wstał i uściskał ją serdecznie, a ona zaśmiała się i zaczęła prawić komplementy na temat jego doskonałej formy.
Hermiona w pierwszej chwili jej nie poznała, jednak szybko przypomniała sobie nazwisko. Dafne Greengrass. W szkole, podobnie jak Draco, należała do Slytherinu.
– Przedstawisz mnie swojej uroczej towarzyszce? – zapytała, taksując Hermionę oceniającym wzrokiem.
– Myślałem, że już się znacie. Pozwól jednak, że szybko naprawię swój błąd. Hermiona Granger, vice dyrektor szpitala św. Munga. To zaś jest moja znakomita koleżanka, Daffne McArthur, lecz znasz ją zapewne z czasów, gdy jeszcze nosiła nazwisko Greengrass – Draco dokonał prezentacji, a Hermiona zdobyła się na wymuszony uśmiech.
Dafne wyglądała na kompletnie zaskoczoną.
– Ganger? Zupełnie cię nie poznałam!
– Upłynęło dużo czasu od zakończenia szkoły. – Hermiona starała się brzmieć naturalnie, choć spotkanie z dawną Ślizgonką wcale nie dawało jej powodów do radości.
– Och tak! Wiele się zmieniło. – Dafne uśmiechnęła się sztucznie i znów spojrzała na Dracona. – Macie spotkanie w sprawach służbowych? – dopytywała, uważnie przyglądając się mężczyźnie.
– Wyłącznie w sprawach osobistych – wyjaśnił jej, szczerząc zęby w szerokim uśmiechu.
Hermiona zaczęła żałować, że przed chwilą zabrano jej ostry nóż do mięsa. Chętnie wbiłaby mu go teraz w dłoń. Jak on śmiał opowiadać tej plotkarze podobne bzdury?
Dafne na chwilę z wrażenia opadła szczęka. Jednak szybko zmusiła się do nieszczerego uśmiechu i życzyła im udanego wieczoru.
Hermiona zdobyła się na zdawkowe podziękowanie, a Draco jeszcze raz uściskał znajomą na odchodne i wreszcie z powrotem usiadł na swoim miejscu.
– Masz dziwne sposoby na okazanie komuś wdzięczności poprzez ośmieszenie go i podjudzanie fałszywych plotek na jego temat – irytowała się.
Draco spojrzał na nią ze zdziwieniem.
– Ośmiesza cię fakt, że jesz ze mną kolację?
– Ośmiesza mnie fakt, że pozwoliłeś jej uwierzyć, że jestem tu z tobą na randce! – sarknęła.
Blondyn wyglądał na rozbawionego tym stwierdzeniem.
– Powinnaś być dumna, Granger. Wszystkie laski w magicznym świecie wprost marzą o takim zaszczycie.
– Ja nie! – warknęła przez zaciśnięte zęby.
– Nie kłam. Dobrze wiem, że śniłaś o tej chwili po nocach... – kokietował.
– Owszem. W najczarniejszych koszmarach! – odparowała, starając się powstrzymać olbrzymią ochotę przed uduszeniem go gołymi rękoma. Nie znosiła tej jego obrzydliwej pewności siebie.
– Gdy mówiłem, że będziemy sobie dokuczać w towarzystwie dobrego wina, nie sądziłem, że weźmiesz to na serio. Nie możesz się trochę wyluzować i spędzić ze mną przyjemnego wieczoru? Dobrze wiesz, że potrafię być naprawdę czarujący...
– Zwłaszcza, gdy nie otwierasz ust – dogryzła mu od razu, po czym... wybuchnęła śmiechem.

Draco również się roześmiał. Od tej chwili atmosfera się roźluźniła i Hermiona postanowiła, że naprawdę będzie się dobrze bawić. W końcu to miała być jedyna taka okazja.

☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★

Hej Kochani! :)
Udało się (z niewielkim opóźnieniem) dodać dla Was kolejny rozdział "Snów Wybranych". Wiem, że długo musieliście na niego czekać, ale ciesze się, że wreszcie jest. "Sny", to opowiadanie, które napisałam dość dawno temu, dlatego teraz ciągle coś w nim zmieniam i przeredagowuje - niezadowolona z poprzedniej wersji. Możecie jednak mieć pewność, że zostanie one zakończone - koncepcję na to mam od dawna :)
Podziękowania dla mojej bety Kite Millie. Pozdrowionka dla bety Anny. I oczywiście uściski dla Was wszystkich! Mam nadzieję, że w miarę szybko pojawi się coś nowego :)

Venetiia

poniedziałek, 16 października 2017

Prawdziwa twarz - rozdział ósmy

Betowała: Anna M.
Dedykacja: Dla wszystkich cierpliwych


~_~_~

"Kiedyś to zrozumiesz".
     Czy aby na pewno był w stanie to zrobić?
Nadal nie potrafił sobie odpowiedzieć na to pytanie. Nie. On wciąż nie rozumiał, jak to wszystko mogło się wydarzyć. Raz za razem odczytywał te słowa, skreślone jej ręką, najpewniej na chwilę przed śmiercią. Czy kierowała je do niego? Chyba tak. Wątpił, by w ostatnich minutach życia chciała przekazać coś jego oj... temu skurwielowi, który przez tyle lat udawał jego ojca.
Westchnął ciężko i spojrzał w stronę pełnej butelki whisky. Desperacko potrzebował solidnej porcji mocnego alkoholu. Wiedział
jednak, że nie może sobie na to teraz pozwolić. Jeszcze nie.
Zerknął na zegarek. Tak. Ivan zaraz powinien ją przyprowadzić. Oparł się wygodnie i zamknął oczy. Nie znosił niewiedzy i braku kontroli. Złościło go to i frustrowało. Teraz jednak pojawiła się szansa, by poznać rozwiązanie tej ostatniej zagadki. Tylko to i koniec. Upragniony koniec...
Wyprostował się
i odłożył karteczkę, a jego wzrok spoczął na srebrnej szkatułce stojącej na biurku.
- Severus – szepnął.
Wieko odskoczyło z cichym kliknięciem.
"
Kiedyś to zrozumiesz" - Tak, chyba teraz wreszcie zrozumiem.

~_~_~

     Nie znosiła tego zapachu. Przypominał jej woń znaną z mugolskich szpitali, pomieszaną z fetorem magicznej apteki. Zacisnęła powieki i odwróciła głowę, gdy Leon – stary zielarz, nakładał tę wstrętną maść na jej poparzone przedramię.
Dziesięć dni. Tyle czasu już spędziła na kuracji w domu Malfoya. Wciąż tutaj. Niby już nie była więźniem, lecz dalej nie mogła sama decydować o swoim życiu.
     Starzec skończył bandażować jej rękę i z uśmiechem oznajmił, że rany świetnie się goją. Oby to była prawda. Może wreszcie wtedy Malfoy pozwoliłby jej odejść daleko, jak najdalej stąd!
- Ivan zaraz przyjdzie po panienkę – oznajmił zielarz, pakując swe medykamenty do torby.
- Ivan? A po co? - zdziwiła się.
Leon w odpowiedzi tylko się uśmiechnął i niepewnie wzruszył ramionami.
Hermiona cała się spięła. Czego mógł chcieć od niej ten dziwny Rosjanin? A może to sam Draco go po nią wysłał? Ostatni raz widziała Malfoya gdzieś przed tygodniem, w czasie gdy jeszcze była na tyle słaba, że nie wstawała z łóżka. Blondyn wkroczył do pokoju i z miejsca zażądał od Leona informacji, kiedy Hermiona wyzdrowieje. Na nią samą nawet nie spojrzał. Ich choć Astoria wyznała jej, że przebywała w jego prywatnej sypialni, to Malfoy więcej się tam nie pojawił. Nie żeby jej to przeszkadzało. Chciała tylko wreszcie wyrwać się z tego chorego układu. Najpierw była jego więźniem, później była zmuszona mu pomagać, a teraz … Kim była? Pacjentką jego magomedyka? Nieproszonym gościem? Wyrzutem na jego sumieniu? Sama nie wiedziała
, co o tym myśleć. W tej chwili nie dane jej było dłużej się nad tym rozwodzić, bo do pokoju wszedł Ivan, chłodno oświadczając jej, że panicz Draco już na nią czeka.
Wstała i naciągnęła rękawy szaty, tak by zakryły bandaże. Nie miała pojęcia czego mógł chcieć od niej blondyn. Nie było też sensu pytać o to Ivana. Nawet jeśli coś wiedział, to i tak by jej nie powiedział. Musiała sama się o tym przekonać.

~_~_~


     Draco stał przy kominku i wpatrywał się w płonący w nim ogień. Nawet nie spojrzał w ich stronę, gdy weszli do pokoju. Jedna jego dłoń spoczywała na gzymsie, a drugą trzymał zaciśniętą w pięść. Dopiero po chwili Hermiona uświadomiła sobie, że coś w niej trzymał.
- Paniczu... - zaczął Ivan.
- Możesz odejść – odburknął, wciąż się nie odwracając.
Ivan posłusznie skinął głową i już go nie było.
Hermiona niepewnie rozejrzała się po gabinecie. Na biurku stała pełna butelka whisky i niewielka, srebrna szkatułka, która była otwarta.
- Nienawidzę sekretów – stwierdził Draco, prostując się i odwracając w jej stronę.
Hermionę przeszył dreszcz. Zapomniała już, jak bardzo przenikliwe potrafiło być jego spojrzenie. Nagle w jej głowie pojawił się obraz tej innej, prawdziwej twarzy. Od razu zaschło jej w ustach, a serce przyśpieszyło. Świadomość głośno zakrzyczała – to on! To on był tym samym mężczyzną, którego twarz nawiedzała ją ostatnio w snach. Niesamowicie intrygującym brunetem o chłodnych oczach.
- I nie znoszę braku kontroli – rzucił jakby od niechcenia.
- Rozumiem - odpowiedziała cicho, otrząsając się wreszcie z wrażenia, jakie niespodziewanie wywarł na niej jego widok.
Mężczyzna przez chwilę przyglądał jej się, z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
- Ostatni sekret. Brakujący element układanki. – Na potwierdzenie swoich słów
roźluznił dłoń.
Spoczywała w niej maleńka fiolka, wypełniona mglistą substancją.
- Skąd to masz? - zapytała zaintrygowana.
Blondyn spojrzał w stronę stojącej na biurku szkatułki.
- Dostałem to w dzień po jej śmierci.
Hermiona od razy domyśliła się, że mówił o swojej matce.
- Nie przejrzałeś ich? - zdziwiła się.
- Były w szkatułce otwieranej hasłem – wyjaśnił jej, podchodząc do
blatu i wyjmując z niego kamienną misę - myślodsiewnię.
- I...? -
Nie potrafiła odpowiednio sformułować pytania.
- Wcześniej nie znałem
koduodparł, odkręcając fiolkę i wlewając myśli do naczynia.
- Chcesz, bym zobaczyła to razem z tobą? - Hermiona była w prawdziwym szoku.
Draco uniósł głowę i znów spojrzał jej prosto w oczy.
- Tylko ty wiesz…
Ponownie poczuła ten dreszcz. Nie wiedziała, co się z nią dzieje, ale te uczucia były naprawdę niepokojące.
- Nie jestem pewna, czy...
- Chodź tu, Granger.
Chcę to mieć za sobą.
     Ku jej szczeremu zdziwieniu, Draco wyciągnął do niej dłoń. Zawahała się przez chwilę, lecz szybko zrozumiała, że to bezsensowne. Skoro on sobie życzył jej towarzystwa w czasie odkrywania sekretów jego matki, to ona nie miała prawa mu odmówić. Zresztą nie mogła się oszukiwać. Ją ta historia również bardzo intrygowała.

~_~_~


     Wpadanie w wir czyichś myśli zawsze niosło za sobą podobne uczucia. Nutkę ekscytacji, zaciekawienie i lekki niepokój. Hermiona odniosła jednak wrażenie, że chłodne palce jego dłoni, mocno zaciśnięte na jej własnej, dziwnym sposobem potęgowały te odczucia. Bardzo chciała wierzyć, że to tylko i wyłącznie ta magiczna podróż w dawne wspomnienia Narcyzy wywołuje w niej takie emocje, jednak podskórnie czuła, że to złudna nadzieja.
Wzięła głęboki oddech, gdy wreszcie wylądowali, a przed ich oczami zaczął formować się pierwszy obraz. Zdziwiło ją jednak, że Malfoy wciąż trzymał jej dłoń.
Starała się skupić na tym
, co zaczęło się dookoła nich pojawiać.
     Wytworna jadalnia, z długim stołem i wieloma krzesłami, na których zasiadało około dwudziestu mężczyzn. Hermiona od razu zorientowała się, że byli to Śmierciożercy. Co prawda znacznie młodsi, niż w czasie, gdy ona ich poznała, nie mniej bez trudu potrafiła rozpoznać braci Lastrange, Rosiera czy młodego Severusa Snape'a. U szczytu stołu siedział sam Lucjusz Malfoy, który, choć młody, już cechował się arogancją i poczuciem wyższości.
Kątem oka spojrzała na Dracona. Jego wzrok skupiony był na jednej postaci. Po lewej stronie Lucjusza siedziała Narcyza. Blada, wychudzona i wyraźnie nieszczęśliwa kobieta, smętnie dłubała widelcem w swoim talerzu, nie biorąc czynnego udziału w biesiadzie.
Lucjusz za to wydawał się być w swoim żywiole. Co chwilę podnosił srebrny kielich wypełniony winem i opowiadał z przejęciem jakąś historię, a jego towarzysze raz za razem wybuchali głośnym śmiechem.
- I wtedy powiedziałem do niego: właśnie umierasz, głupi mugolu! - zawołał, a całe towarzystwo ryknęło, najwyraźniej ubawione.
Snape tylko lekko uśmiechnął się pod swoim haczykowatym nosem, a Narcyza zdawała się głęboko pogrążona we własnych myślach.
Niestety Lucjusz też to zauważył. Spojrzał surowo na żonę i z głośnym łoskotem odstawił puchar wina. Narcyza podskoczyła na swoim miejscu, z lękiem patrząc na męża.
- Nie rozbawiła cię ta historia, moja droga? - zapytał chłodno.
- Ależ nie, kochanie.
Była ogromnie zabawna! - zapewniła go szybko kobieta.
Hermiona zauważyła, że dłoń, w której trzymała widelec, lekko zadrżała.
Lucjusz przyglądał jej się przez chwilę, a w całej sali zapanowała ciężka cisza. Po chwili na usta Malfoya seniora wypłynął cyniczny uśmieszek. Na ten widok Narcyza odetchnęła lekko... I w tym właśnie momencie mężczyzna zamachnął się i uderzył ją w twarz z taką siłą, że przewróciła się razem z krzesłem. Nikt nie odważył się zareagować.
- Następnym razem radzę ci słuchać uważniej. Teraz możesz odejść!
Lucjusz, jak gdyby nigdy nic, ponownie uniósł kielich z winem i wygłosił toast na cześć Voldemorta.
Hermiona starała się nie jęknąć z bólu, choć dłoń Draco dosłownie miażdżyła jej własną. Wiedziała jednak, że blondyn jest tego zupełnie nieświadomy. Jego wzrok skupiony był na matce, która właśnie podnosiła się z ziemi. Z jej nosa obficie wypływała krew.
Narcyza szybko wyszła z jadalni, a Draco ruszył za nią, ciągnąc za sobą Hermionę.
     Znaleźli ją w łazience. Kobieta szlochała, obmywając twarz zimną wodą i próbując powstrzymać krwawienie. Był to naprawdę bardzo przykry widok.
Rozległo się pukanie do drzwi. Narcyza spojrzała w ich stronę, wyraźnie przerażona.
- Proszę... - wyszeptała lękliwie.
Do łazienki wszedł Snape.
Hermiona kątem oka spostrzegła, jak szczęki Draco zaciskają się nerwowo.
- Wszystko w porządku? - zapytał Severus.
- Tak, tak, oczywiście – zapewniła go Cyzia, odwracając wzrok.
- Przyniosłem ci to. – Mężczyzna wyciągnął w jej stronę maleńką fiolkę z eliksirem. - Powinno szybko pomóc.
Kobieta spojrzała na niego kompletnie zaskoczona. Widać było, że naprawdę się waha czy przyjąć ten podarunek. W końcu jednak wyciągnęła dłoń, a Snape podał jej eliksir.
- Dziękuję – wyszeptała, wyraźnie poruszona.
Severus w odpowiedzi skinął jej lekko i wyszedł z łazienki.
Narcyza odwróciła się w stronę lustra, a na jej ustach pojawił się maleńki cień uśmiechu. Nagle całe pomieszczenie wypełniło się mgłą. Wspomnienie się skończyło.
Szybko pojawiło się nowe. Hermiona ze zgrozą patrzyła na to, co przedstawiało. Narcyza leżała na podłodze, wyjąc rozpaczliwie. Jej suknia była podarta, oko podbite, a warga rozcięta. Lucjusz stał nad nią i właśnie... zapinał spodnie.
Z ust Draco wyrwało się coś brzmiącego jak warknięcie pomieszane z przekleństwem. Hermiona wiedziała, że gdyby tylko mógł on w tej chwili zabić Malfoya seniora, na pewno by to uczynił.
- Następnym razem mi nie odmawiaj. Dobrze ci radzę – zaśmiał się Lucjusz, wyjmując różdżkę, by za pomocą czarów oczyścić swoją koszulę ze śladów krwi. - Zresztą masz szczęście, bo długo będziesz czekać na kolejny razy. Jutro wyjeżdżam.
Ku zdziwieniu Hermiony, Narcyza
, słysząc te informację, zaszlochała jeszcze głośniej.
- Komu... tym razem... mnie oddasz? - zapytała przez łzy.
- Co?! - zawołał Draco.
- Niestety, wszyscy twoi dawni opiekunowie wyjeżdżają na misje. A nie ma nikogo ważnego, komu mógłbym zaofiarować twoje usługi
. – Lucjusz wyglądał na niezadowolonego. - Nasz lord potrzebuje eliksirów Severusa, a może on je przygotowywać gdziekolwiek, więc ustaliliśmy, że to on tu zostanie, by cię przypilnować. Na twoje szczęście, żoneczko. Snape nie jest zbyt rozrywkowy. Na pewno cię nie tknie.
Narcyza wciąż szlochała, jednak Hermiona zauważyła, że na t
ę wiadomość w jej oczach pojawił się dziwny błysk.
- Pamiętaj tylko, że masz być posłuszna! Rozumiesz?! Wiesz, gdzie jest twoje miejsce! - warknął Lucjusz.
- Jak sobie życzysz... – wyszeptała wciąż leżąca na ziemie kobieta.
- Doskonale! - Lucjusz narzucił na siebie czarną szatę i wyszedł z pokoju.
I to wspomnienie również się skończyło.

~_~_~

     Hermiona miała wrażenie, że już wie, co czuje ktoś stojący w pobliżu wulkanu, który zaraz ma eksplodować. Widziała, jak niewyobrażalnie wściekły jest Draco. Wcale jej to nie dziwiło. Ona sama była w szoku, wiedząc do czego względem żony posuwał się Lucjusz. Kompletny tyran i psychopata.
Następne wspomnienia trwały krótko. Różne sceny przelatywały przed ich oczyma, niczym trailer jakiegoś mugolskiego filmu.
Severus i Narcyza jedzący w milczeniu przy tym samym stole, przy którym Lucjusz poprzednio uderzył żonę. Siedzący razem w bibliotece i w milczeniu czytający książki, podczas gdy w kominku wesoło płonie ogień. Spacerujący razem po zasypanym śniegiem ogrodzie. Rozmawiający o czymś z ożywieniem, stojąc nad długim blatem, zastawionym składnikami do eliksirów.
Hermiona z każdym wspomnieniem widziała to, jak w Narcyzie rodzi się uczucie. Krok po kroku, z każdym uśmiechem, muśnięciem dłoni, dłuższym spojrzeniem, Narcyza zakochiwała się w Severusie. Czy on czuł to samo? Trudno było powiedzieć. Jego twarz zawsze wydawała się jej nieprzeniknioną maską. W każdym razie, kolejne wspomnienia ukazywały Narcyzę coraz bardziej szczęśliwą, aż wreszcie zobaczyli scenę, gdy ona i Severus pierwszy raz się pocałowali. Stali w deszczu, gdzieś w parku, wśród drzew. Naprawdę romantyczna scena...
Hermiona znów spojrzała na Draco i zauważyła, że blondyn wcale na to nie patrzył. Odwrócił głowę w bok i wzdychał wyraźnie zniecierpliwiony. Jednak Hermiona uśmiechnęła się lekko. Właśnie odkrył, że jego rodziców łączyło prawdziwe uczucie. To musiało być dla niego bardzo dziwne.
W urywkach wspomnień Narcyzy wszystko układało się dobrze, aż do momentu, gdy nagle znów pojawił się w nich Lucjusz.
     Obraz jeszcze dobrze się nie ukształtował, a oni już usłyszeli uderzenie. Malfoy krzyczał i bił żonę po twarzy, a ona błagała go o to, by nie robił krzywdy jej dziecku. W tym wspomnieniu była już w widocznej ciąży. Stała przyciśnięta do ściany, dłońmi ochraniając powiększony brzuszek, a Lucjusz szarpał nią brutalnie, bił i wyzywał ją od najgorszych.
Draco wyrwał dłoń z uścisku Hermiony i ruszył w stronę ojca.
- To na nic... - szepnęła, gdy postać Lucjusza rozmyła się pod wpływem uderzenia blondyna.
- Zabiję go! Zabiję! - krzyczał rozwścieczony.
Uznała, że musi go stąd zabrać. Mocno złapała go za ramię i pociągnęła w górę.

~_~_~


     Wylądowali na dywanie w jego gabinecie. Draco ciężko oddychał. Jego twarzy była zaczerwieniona, włosy potargane, a pięści wciąż zaciśnięte.
- Spokojnie
. – Hermiona ostrożnie położyła dłoń na jego ramieniu.
Spojrzał jej w oczy, po czym szybko zerwał się z miejsca. Znów nie wiedziała, jak to zrobił, ale z olbrzymią szybkością podbiegł do biurka i chwycił zamkniętą butelkę whisky. Myślała, że zaraz ją otworzy, jednak on tylko ryknął wściekle i cisnął nią prosto w wielkie okno, które rozpadło się z głośnym brzękiem.
Hermiona poniosła się z ziemi, kompletnie przerażona. Draco wpadł w prawdziwy szał i bała się, że może spróbować wyładować go na niej. Nie wiedziała, co robić. Zawołać kogoś? Uciekać?
Właśnie w tym momencie do pokoju wpadł Ivan, a tuż za nim kilku innych mężczyzn.
- Paniczu, co...
- Wynoście się! - wrzasnął na nich Draco.
- Ale okno... - odezwał się jeden z ludzi Ivana.
- Wypierdalać! Wszyscy! - Draco szybkim ruchem sięgnął po różdżkę.
Ivan i inni czym prędzej wybiegli z gabinetu, a Hermiona ruszyła tuż za nim.
- Ty zostajesz, Granger! - warknął.
Poczuła,
jak krew zamarza jej w żyłach. Pamiętała dobrze jego wściekłość wtedy, w windzie ministerstwa, gdy o mały włos jej nie udusił. To, co działo się teraz, było milion razy gorsze. Draco chyba kompletnie zwariował.
- Podejdź do mnie! – rozkazał.
Hermiona przełknęła ślinę i niepewnie ruszyła w jego kierunku. Nie miała pojęcia
, co może jej zrobić, ale nie spodziewała się niczego miłego.
Podeszła bliżej, ale nie na tyle blisko, by mógł jej dosięgnąć.
- Nie rozumiesz, co znaczy "do mnie", głupia szlamo? - zadrwił z niej.
Wzięła głębszy oddech. Draco nieco się uspokoił, ale i tak wolałaby się do niego nie zbliżać. Nie miała wyjścia. Musiała go posłuchać.
Stanęła tuż przed nim i opuściła wzrok. Nagle poczuła jego chłodne palce na swoim podbródku.
Zmusił ją, by spojrzała mu w oczy.
- Czy ona go kochała? - zapytał tak delikatnie, że zdziwiła się, jak było to w ogóle możliwe, po tych jego wrzaskach z przed ledwie chwili.
- Tak, jestem pewna, że tak – odpowiedziała, wciąż patrząc mu w oczy.
I znów to zobaczyła. W jej wyobraźni pojawiła się ta inna, doskonała twarz. Obie łączyły tylko te oczy. Chłodne, przejmujące, piękne...
Draco delikatnie skinął głową.
- Uważasz, że taka miłość jest w ogóle możliwa?
- Jaka? - Hermiona zaczęła się cicho modlić, by zabrał wreszcie palce z jej podbródka. Bardzo chciała uciec od jego spojrzenia.
Czuła jednak, że nie powinna.
- Nierealna – szepnął.
- Tak. – Tym razem nie wytrzymała i znów odwróciła wzrok.
Merlinie! Co się z nią działo?
Draco nagle
puścił i szybko podszedł do biurka.
- Chodź, Granger.
Pora poznać zakończenie.
Hermiona odetchnęła głęboko. I ona chciałaby móc j
e zobaczyć, lecz zaczynała się bać, co mogło ono im przynieść.

~_~_~

Witajcie!

Przepraszam Was za tą bardzo, bardzo długą przerwę, ale wiele sytuacji złożyło się na to, że musiała ona zaistnieć. Jeszcze raz pragnę Was zapewnić, że wszystkie moje opowiadania zostaną zakończone - wcześniej czy później, ale na pewno.
Stan aktualny:
"Prawdziwa Twarz" - dwa rozdziały do końca - przedostatni na dzień dzisiejszy w 1/3 napisany.
"Sny Wybranych" - osiem rozdziałów do końca - Dwa napisane, dwa w zarysie, cztery w planach. Publikacja rozdziału 18 jeszcze w tym miesiącu (o ile Kite Millie nie wypadnie nic pilniejszego).
"W otoczeniu wroga" - opowiadanie zaplanowane na powyżej 15 rozdziałów, na chwilę obecną mam ponad połowę rozdziału nr 2.

Dziękuję Wszystkim czytelnikom za cierpliwość i wytrwałość. Dziękuje za Wasze motywujące mnie maile (Martwiała - Tobie szczególnie). Dziękuję mojej becie Annie - za pracę nad rozdziałem pomimo powalającej choroby (Zdrówka Kochana!).
W razie pytań cały czas możecie się ze mną skontaktować: venetiia.noks@gmail.com
lub poprzez fb:
https://www.facebook.com/venetiia.noks

Pozdrawiam!

Venetiia

PS. Niestety nie wiem co się dzieje z Rogatym i jego Dramione. Jeśli ktoś z Was ma do niego kontakt i może zapytać, to będę bardzo wdzięczna.






czwartek, 27 kwietnia 2017

Prawdziwa twarz - rozdział siódmy


 
Betowała: Anna M.
Dedykacja
: Dla tegorocznych maturzystek: Martwiały, Genezis, Rose Apple i wszystkich innych. Jestem pewna, że zdacie śpiewająco i obiecuje z całej siły trzymać za Was kciuki! :)


~_~_~


     Czarne włosy, ostre rysy twarzy i ten nos... Każdy w magicznym świecie go znał. Jeśli Draco pod wpływem zaklęcia adopcyjnego był podobny do Lucjusza, to podobieństwo do jego biologicznego ojca było równie  uderzające. Różniła ich tylko jedna cecha. Oczy. Wyglądało na to, że Draco naprawdę odziedziczył je po matce. Wciąż pozostawały bladoniebieskie i chłodne. Całość dawała niesamowite wrażenie. Hermiona nigdy nie spotkała takiego mężczyzny, ale od patrzenia w jego oblicze dosłownie zmiękły jej kolana.
     Odbicie uśmiechnęło się cynicznie, pod haczykowatym nosem.
     - Wiedziałem – burknął, odchodząc od niej, by odłożyć zwierciadło na biurko.
Żałowała, że nie było dane jej dłużej go oglądać. Miała dziwne przeczucie, że zbyt szybko nie zobaczy równie fascynującego widoku...
     - Skurwiel! To dlatego zawsze tak bardzo się martwił. – Draco podszedł do barku i wyjął z niego dwie kryształowe szklaneczki, a następnie napełnił je obficie whisky.
Hermiona zastanawiała się, co teraz czuł. Czy naprawdę podejrzewał, że to właśnie Severus Snape był jego prawdziwym ojcem?
     - Twoje zdrowie, Granger. - Wcisnął jej szklankę w dłoń  i prawie od razu opróżnił swoją. Widać było, że bardzo tego potrzebował.
     - Jak to się stało? - Nie potrafiła powstrzymać  się od zadania tego pytania.
Draco spojrzał na nią z ukosa.
     - Nie wiesz, jak się robi dzieci?
     - Nie o to mi chodziło. Raczej miałam na myśli to, że przecież on był uważany za najlepszego przyjaciela twojego... - W ostatnim momencie pojęła, co chciała powiedzieć i pośpiesznie dokończyła: - ...pana Malfoya.
     - Zaraz po naszym spotkaniu w windzie kazałem sprawdzić, nad jakimi raportami ostatnio pracowałaś. Przejrzałem je wszystkie. W jednym znalazłem informację, że to właśnie on miał za zadanie pilnować mojej matki, w czasie gdy stary knuł ze Śmierciożercami w Albanii. Widać wykorzystał okazję.
Napiła się odrobinę whisky i odwróciła się w stronę kominka. Naprawdę nie wiedziała, co mu powiedzieć. Pomyślała tylko, że jeśli Narcyza poznała prawdziwe oblicze Lucjusza, to nic dziwnego, że szukała wsparcia czy uczucia u innego mężczyzny.
     - Zabiję go – padła cicha deklaracja.
Hermiona spojrzała na niego zaskoczona.
     - Przecież Snape od dawna nie...
     - Nie jego, Granger! – przerwał jej gwałtownie.
     - Ale...
     Draco odwrócił się i spojrzał na nią ostro. Odstawił szklankę na biurko i zaczął powoli iść w jej stronę, a ona poczuła, jak paraliżuje ją strach. Czego jeszcze od niej chciał?
Zatrzymał się tuż przed nią i uniósł dłoń, a Hermiona była pewna, że zaraz ją spoliczkuje. Draco uśmiechnął się drwiąco i złapał za kosmyk jej włosów, po czym delikatnie zatknął jej go za ucho. Ten drobny gest od razu przywołał na jej twarz rumieniec.
     - To koniec, Granger – szepnął.
     - Czego? - zapytała, czując, jak strach miesza się w niej z dziwnym napięciem.
     - Wszystkiego. Wyniesiesz się stąd. Zaraz. – Draco patrzył jej głęboko w oczy.
     - Gdzie...- Jego bliskość była dla niej niepokojąca.
     - Znikniesz z magicznego świata. Na zawsze. – Draco, zrobił krok w tył i odwrócił się do niej plecami.
     - Jak? - zapytała cicho.
     - Ivan na ciebie czeka.
     - Dziękuję.
Hermiona niepewnie ruszyła w stronę drzwi. Nie mogła uwierzyć, że ten koszmar wreszcie się skończy!
     - Granger?
Odezwał się w momencie, gdy właśnie sięgnęła klamki.
     - Tak? - zapytała, starając się opanować powrót strachu.
     - Nie zmarnuj szansy na nowe życie. - Nie spojrzał ponownie w jej stronę.
     - Dobrze. Żegnaj, Malfoy. - Ona również nie chciała na niego patrzeć, więc odwróciła się i wyszła

~_~_~


     - Gergana Herminger? Nie wierzę... - Hermiona wpatrywała się w swoje nowe dokumenty. Nie żeby narzekała, ale spodziewała się, że Malfoy wymyśli dla niej coś mniej... dziwnego. Już chyba wolałaby nazywać się Mary Smith.
     Odłożyła kopertę na mały stolik i rozejrzała się po salonie. Ochroniarz Malfoya teleportował ją prosto do niewielkiego, ale gustownie urządzonego mieszkania w Sutton. Dostała jego akt własności, wraz z kluczykami do samochodu i dość sporym zapasem gotówki. Do tego koperta dokumentów. Akt urodzenia, paszport, prawo jazdy, a nawet doskonale sfałszowany dyplom Oxfordu. Draco po raz kolejny udowodnił jej, że za pieniądze można zdobyć wszystko. Dziwiło ją trochę, że zadał sobie aż tyle trudu, by urządzić jej wygodne życie po mugolskiej stronie. Prędzej spodziewała się, że zostanie porzucona bez niczego, gdzieś na podmiejskim dworcu.
     Wstała i przeszła do kuchni, by zajrzeć do lodówki. Ku jej zaskoczeniu, była ona wypełniona mugolskimi produktami. Odczuwała spory głód, ale i tak zmęczenie wygrywało. Nie mogła uwierzyć, że w jeden dzień przeżyła tak wiele. Wyprawa do domu milionera, próba gwałtu i wreszcie poznanie prawdziwej tożsamości Malfoya. W zasadzie, już nie Malfoya...
Pokręciła głową i sięgnęła po jogurt. Nie miała teraz siły, by coś ugotować. Musiała odpocząć, bo jutro czekał ją naprawdę ciężki dzień. Pierwszy dzień jej nowego życia.
A co do Dracona... Powinna przestać o nim myśleć. Raz na zawsze.
     Jednak nim zasnęła, w jej wyobraźni jeszcze raz pojawiła się wizja jego autentycznej twarzy. I choć nigdy nie powiedziałaby tego na głos, to jego prawdziwe oblicze podobało jej się o wiele bardziej od tego, które znała.


~_~_~


     Obudził ją głośny trzask. Natychmiast ogarnęła ją fala paniki. Wyraźnie czuła, że ktoś był w jej mieszkaniu! Wyczuwała też jakiś drażniący zapach. Rozejrzała się po pogrążonej w mroku sypialni, szukając czegoś, co mogłoby posłużyć jej za ochronę. Rozległ się kolejny trzask. Przerażona złapała za stojącą na nocnym stoliku lampę. Miała ona ciężką, mosiężną podstawę. Z napięciem wpatrywała się w drzwi, czując, jak robi jej się coraz bardziej gorąco. Nagle zrozumiała. Duchota. Trzaski. Dziwny zapach. Porzuciła lampę i wyskoczyła z łóżka, by pobiec do wyjścia. Klamka była tak gorąca, że nie była w stanie za nią złapać. Szybko sięgnęła po prześcieradło i owinęła nim dłoń, by móc otworzyć drzwi.
     Cały salon stał w płomieniach. Kanapa, zasłony, wykładzina... Wszystko było trawione przez długie, pomarańczowe języki ognia. Hermiona krzyknęła przerażona i zatrzasnęła drzwi. Doskoczyła do okna sypialni, licząc, że uda jej się nim uciec przed pożarem. Mieszkanie znajdowało się na pierwszym piętrze, ale lepiej było złamać nogę niż zginąć. Niestety okazało się, że okna nie można otworzyć. Szarpała ze wszystkich sił, lecz ono nie chciało ustąpić. Zdesperowana złapała znów za podstawę nocnej lampy i spróbowała wybić szybę. Ku jej zaskoczeni, ta wygięła się tylko, jakby była wykonana z elastycznego szkła. Teraz zyskała pewność. Ktoś to zaplanował. Podpalił jej nowe lokum i uniemożliwił jej ucieczkę.
     - Malfoy... - szepnęła, a po jej twarzy spłynęły pierwsze łzy. Coraz trudniej jej się oddychało, a płomienie właśnie strawiły drzwi i zaczęły pełznąć po włochatym dywanie.
Usiadła na łóżku, nie mogąc zrozumieć, dlaczego Draco po prostu jej nie zabił, tylko zaplanował uśmiercenie jej w tak bestialski sposób. Czy to był jakiś rodzaj zemsty? Położyła się i zamknęła oczy. Nie chciała widzieć, jak płomienie docierają do jej łóżka. Wiedziała, że za chwilę straci przytomność. Gryzący dym i żar, jaki czuła na twarzy, mówiły jej, że koniec jest już blisko. Ostatnim co usłyszała był jakiś głośny trzask. Później zapadła cisza.

~_~_~


     Patrzył na kobietę leżącą w jego sypialni i czuł, jak każdy skrawek jego ciała przepełnia niewyobrażalny gniew. To nie miało prawa się wydarzyć! Przecież wszystko było tak dobrze zaplanowane. Miała być bezpieczna. Obiecał to sobie! Całe szczęście, że Ivan coś podejrzewał, bo inaczej...
     Zmiął w ustach przekleństwo i spojrzał na pogrążoną we śnie twarz. Liczył na to, że eliksiry łagodziły jej ból. W tej chwili nawet nie wiedział, dlaczego kazał ją położyć właśnie w swoim pokoju, w jego własnym łóżku. Zresztą, to nie miało żadnego znaczenia. Najważniejsze było, by ją odratowali. Leon – stary medyk i mistrz eliksirów, uwijał się, jak w ukropie, ciągle coś mieszając. Podawał jej eliksiry i oczyszczał rany, a Draco bezproduktywnie stał tuż obok, odczuwając jedynie bezsilność i wściekłość.
Medyk właśnie kończył robić jakąś maść, gdy blondyn odważył się zadać to pytanie.
     - Przeżyje?
Leon spojrzał na niego z lekkim przestrachem.
     - Nie wiem, mój panie... Sytuacja jest bardzo zła.
Zacisnął szczęki i zbliżył się do starego mężczyzny tak, by ten spojrzał mu w oczy.
     - Ona nie może umrzeć! Rozumiesz?
     - Tak... - Leon szybko opuścił wzrok i przystąpił do starannego smarowania jej oparzeń.
     - Masz ją uratować! - Draco cedził słowa przez zaciśnięte zęby.
     - Zrobię wszystko, co w mojej mocy – zapewnił go gorliwie zielarz.
     - Lepiej żeby tak było. Odpowiadasz za nią swoją własną głową - warknął  i wyszedł z sypialni.
Stał na korytarzu nie wiedząc dokąd iść. Chciał tylko jednego - zapalić.
     - Panie?
Draco odwrócił się w stronę Ivana.
     - Masz papierosa? - zapytał Rosjanina.
Ivan bezzwłocznie wyjął paczkę mugolskich używek i starą zapalniczkę.
Draco zaciągnął się i z rozdrażnieniem odkrył, że to wcale nie przyniosło ulgi jego skołatanym nerwom.
     - Chciałem zapytać co mamy zrobić z tym zdrajcą? - odezwał się Ivan.
     - Nic. Sam się nim zajmę.
     - Jak pan każe.
     - Dobrze, że pomimo tej sprawy z Astorią, nie straciłeś swojego instynktu – zauważył z przekąsem.
Ivan od razu stanął na baczność.
     - Co do panny Greengrass...
     - Daj spokój - przerwał mu. - Wiem, że to tobą wstrząsnęło. Widziałam twoją minę, gdy stałeś nad jej łóżkiem. - Ivan opuścił wzrok. Wiedział, że nie ma sensu zaprzeczać. - Mimo to wyczułeś tego sukinsyna bardzo dobrze. Zapewne od początku działał na dwa fronty. - Draco rzucił niedopałek na podłogę, wyłożoną drogą wykładziną i przydepnął go z impetem.
     - Najważniejsze, że udało się nam na czas uratować pannę Granger.
     - Dałem sobie słowo, że ona będzie żyła. Ostatnia obietnica. - Draco gestem wskazał Ivanowi, że ma mu podać kolejnego papierosa.
     - Co ma pan na myśli? - Cudzoziemiec wyraźnie się spiął.
     - Nic, co mogłoby cię interesować. Wracaj do Astorii i dobrze się nią zaopiekuj. To rozkaz.
Ivan nie miał odwagi się spierać, więc tylko posłusznie kiwnął głową i odszedł.
Draco szybko wypalił kolejnego papierosa. Miał jeszcze jedną ważną sprawę do załatwienia.

~_~_~


     Loch był przepełniony wonią krwi i potu, ale on zawsze sądził, że można w nim wyczuć jeszcze jeden, dominujący zapach. Strach.
Podał swoją pelerynę strażnikowi przy drzwiach i kazał wszystkim wyjść. Nie lubił mieć publiczności. Więzień był nieprzytomny, ale nie stanowiło to problemu. Mała klątwa tnąca na pewno go obudzi.
     Głośny krzyk rozdał ciszę lochu, a mężczyzna przykuty do krzesła zaczął szarpać się jak w amoku.
Draco przywołał jedno z drewnianych krzeseł i obrócił je przodem do swojej ofiary.
     - Ciszej, bo obudzisz mi cały dom – zakpił.
Pobity i związany mężczyzna, patrzył na niego z prawdziwym przerażeniem. Na Draconie nie zrobiło to najmniejszego wrażenia.
     - Przyjacielu, nie rób mi krzywdy... - wychrypiał.
     - Przyjacielu? - sarknął – Jak śmiesz tak do mnie mówić, Flint?
     - Dlaczego mnie więzisz? Ja naprawdę nic nie...
     - Podpaliłeś nowe mieszkanie Hermiony Granger. Rzuciłeś zaklęć na wszystkie okna i drzwi wyjściowe, by nie mogła uciec - przypomniał mu krótko.
     - To nie ja. Przysięgam! Byłem tam tylko przypadkiem! Podejrzewałem, że ktoś może chcieć się jej pozbyć!
     - To Ivan cię podejrzewał! Jak widać, bardzo słusznie. Od jak dawna donosisz staremu co robię? I jak długo spełniasz jego rozkazy?
     - Draco, ja naprawdę...
     - Zamknij się, zdrajco! - Blondyn poderwał się z krzesła.
     - Nie zabijaj mnie! Przysięgam, że jeszcze ci się przydam! Mogę teraz szpiegować dla ciebie! Daję słowo!
     - To ja dałem słowo. Mało brakowało, a przez ciebie mogło okazać się kłamstwem. Teraz złożę jeszcze jedną obietnicę. Nie wyjdziesz stąd żywy, Flint.
     Na potwierdzenie swoich słów, rzucił w Marcusa kolejną klątwą tnącą. Nienawidził szpiegów i zdrajców. Przewidywał dla nich tylko jedną karę. Niemniej Flint nie miał co liczyć na to, że jego męka szybko się skończy. Draco potrzebował jeszcze kilku informacji, by móc zaplanować kolejny krok. Jego ludzie pobawią się z Flintem tak długo, jak będzie trzeba.
     Równie ważne było to, by Hermiona Granger szybko wyzdrowiała. Tak się złożyło, że Draco tego dnia odkrył jeszcze jedną zagadkę, dotyczącą swojej przeszłości. Sam nie wiedział dlaczego, ale chciał by to kolejny raz ona, była świadkiem tego, jak on poznaje jej rozwiązanie.

~_~_~

Kochani!

Bardzo chciałam dodać rozdział przed Waszymi maturami i ciesze się, że z pomocą kochanej Ani udało mi się skończyć na czas :) Żeby nie rozpraszać Was w tak ważnym dla Was okresie, od razu napiszę, że kolejny rozdział będzie dopiero gdzieś po 10.05.
Na razie skupiam się na dokończeniu "PT" oraz na przeredagowaniu do końca "Snów", dopiero, jak te opowiadania zostaną dokończone, będę skupiała się na "WoW". Mam nadzieję, że takie rozwiązanie będzie optymalne.
Jeszcze raz życzę Maturzystom powodzenia, a Wszystkich innych ściskam serdecznie! :)

Venetiia






piątek, 14 kwietnia 2017

Wielkanocny prezencik :)

Kochani!

Dzięki wspaniałej becie Kitie Millie mamy gotową wersję PDF "Rubinu i Stali" :)
Wielkanocny Zająć przynosi ją Wam razem z nami  - dla wszystkich chętnych, którzy mają ochotę, by ją posiadać. Znajdziecie ją pod tym linkiem:


"Rubin i Stal" - wersja PDF



Udostępniłam darmowy transfer, więc każdy z Was może ją pobrać bez przeszkód. Jeśli jednak ktoś miałby z tym problem, to zapraszam do kontaktu pod adresem: venetiia.noks@gmail.com lub po przez Facebooka
Z okazji Świąt Wielkiejnocy, pragnę życzyć Wam:

Oby zdrowie dopisało i jajeczko smakowało, by szyneczka nie tuczyła, atmosferka była miła, a zajączek uśmiechnięty - przyniósł wreszcie te prezenty! ㋡

Szczególne życzenia i pozdrowienia dla moich kochanych bet:
❤Anny M.
❤Kitie Millie
❤Addie Della Robbie
Dziewczyny odwalały naprawdę kawał świetnej roboty za co szczególnie pragnę im podziękować :)
Kolejna publikacja na pewno będzie na odstresowanie, tuż przed waszymi maturami!
Jeszcze raz - Wesołego Zająca!
Wiekie buźki!

Wasza Veni.






poniedziałek, 3 kwietnia 2017

Prawdziwa Twarz - rozdział szósty

Betowała: Anna M.
Dedykacja: Dla Oliwii J. na odwagę :)


~_~_~

     Przesadnie kręcone blond loki, utwardzone za pomocą specjalnego eliksiru. Okropne szpony, raziły swym karminowym kolorem. Do tego cyniczna mina, która nie znikała, choć bardzo chciała jakoś zmienić wyraz twarzy. Odbicie w lustrze, którego nigdy więcej wolałaby nie oglądać. Na toaletce tuż obok leżał niebieski notatnik i samonotujące zielone pióro, które nie jednej osobie zniszczyło reputację.
     Hermiona spojrzała na zegarek. Jeszcze dziesięć długich minut, nim wróci do swojej normalnej postaci. Marzyła, by ten przeklęty dzień wreszcie się skończył, a ona mogła pogadać z Malfoyem o ich umowie. Miała nadzieję, że jak najszybciej wróci do swojego mieszkania, a później z radością będzie mogła wejść w zwyczajne życie przeciętnej mugolki.Obecnie jej największym marzeniem było przebywanie z daleka od Malfoyów i ich chorych poglądów.
Zrezygnowana pokręciła głową. Zło, rozpacz, mordowanie. Tylko to potrafili czynić. Biedny Alistar McRichfeller. Najbogatszy czarodziej świata, zabity przez rosyjskiego opryszka. Taki smutny koniec.
     Ich misja była trudna i skomplikowana, ale mimo to ona cały czas bardzo liczyła, że obejdzie się bez ofiar. Niestety ochroniarz Malfoya nie był specjalnie skory do współpracy. Draco domagał się szybkiego zdobycia zwierciadła, a Ivan przywykł do natychmiastowego wykonywania jego rozkazów. Rosjanin miał tylko jeden cel – zdobyć Jyrkdo Ezcilbo dla swojego pana, bez względu na konsekwencje. Nie dał Hermionie żadnych szans na realizację jej planu.
     By dostać się do rezydencji milionera, Hermiona postanowiła udawać zainteresowaną jego kolekcją magicznych artefaktów dziennikarkę. Padło akurat tę, której nie znosiła najbardziej na świecie - Ritę Skeeter. Ivan, miał się podawać za współpracującego z nią fotografa. Plan zakładał, że Hermiona zagada McRichfellera, a Ivan w tym czasie wykradnie zwierciadło. Jednakże Alistar nie spuszczał z oka swojego najcenniejszego artefaktu. Próbowała go przekonać, by na chwilę wyjął je ze szklanej gabloty, lecz milioner stanowczo odmówił. Wtedy Ivan postanowił zdobyć to, po co przyszedł w najprostszy dla siebie sposób. Zabił właściciela avadą prosto w serce, a później stłukł gablotę i zabrał aksamitne, granatowe etui, w którym było przechowywane zwierciadło. Bez cienia zawahania, zupełnie bez skrupułów...
     Tak czy inaczej, zwierciadło leżało teraz w gabinecie Malfoya, a więc wywiązała się z obietnicy, że mu je dostarczy. Miała nadzieję, że teraz Draco dotrzyma danego słowa i jego sługusy bezpiecznie odeskortują ją na mugolską stronę Londynu i to jeszcze dziś.
Blond loki, powoli zaczęły zmieniać się w brązowe pasma, a blada twarz nabrała rumieńców i pojawiły się na niej piegi. Po chwili Hermiona całkowicie wróciła do swojej postaci, co przyjęła z głośnym westchnieniem ulgi. Właśnie w tym momencie rozległo się pukanie do drzwi. Przestraszyła się trochę, jednak szybko uprzytomniła sobie, że ktoś o złych zamiarach nie zapukałby grzecznie i nie czekał spokojnie, aż pozwoli mu wejść.
     - Proszę! – zawołała, starając się trochę uspokoić szybko bijące serce.
     - Cześć, Granger. - Do pokoju weszła Astoria, jak zwykle ubrana w pelerynę z kapturem.
     - Witaj. Mogę ci w czymś pomóc? - Hermiona odetchnęła na jej widok.
     - Przyszłam, by zabrać cię do jadalni na kolację. Draco chciał, byś z nami zjadła, nim Ivan odstawi cię do Londynu.
     Bardzo zaskoczyło ją to zaproszenie. Czyżby Malfoy znów miał jakiś niecny plan względem niej? A może chciał ją otruć? Nie... to głupie. Przecież gdyby chciał się jej pozbyć, to po prostu kazałby ją zabić swoim ludziom.
Nieco niepewnie wstała i ruszyła za Greengrass do wyjścia. Miała nadzieję, że ten wieczór szybko się skończy, a ona zaśnie dziś jako wolna kobieta, będąc naprawdę daleko od domu Draco Malfoya.

~_~_~




     - Smok jest zadowolony, więc wnioskuję, że wasza misja się powiodła – zagadała Astoria, gdy zeszły już ze schodów do głównego holu.
     - Tak. Ma to czego tak chciał. – Hermiona zastanowiła się, czy Draco spojrzał już w zwierciadło i odkrył, kto jest jego prawdziwym ojcem.
     - Myślę, że...
Wypowiedź Astorii przerwał przeraźliwy krzyk, pełen bólu i rozpaczy.
Obie kobiety spojrzały w stronę wejścia do lochów, lecz nim Hermiona wykrztusiła choć słowo, Astoria już biegła w tamtym kierunku. Granger od razu ruszyła za nią. Wrzask nie ustawał, a ktoś głośno lamentował i błagał o litość.
Greengrass wbiegła do lochu, tego, w którym wcześniej torturowano Hermionę. Brązowowłosa pojawiła się tuż za nią. To, co zobaczyły, sprawiło, że obie zamarły.


~_~_~

(Scena nieodpowiednia dla osób niepełnoletnich).

     Czterech mężczyzn ubranych w czarne szaty stało dookoła drewnianego stołu, na którym leżała rozebrana i zakrwawiona... Rita Skeeter. Piąty z nich miał opuszczone do kostek spodnie i wydawał z siebie obleśne dźwięki,  ni to jęki, ni spanie, jednocześnie brutalnie gwałcąc dziennikarkę. Reszta wtórowała im i śmiała się lubieżnie, popędzając kompana, tak, by jak najszybciej móc zająć jego miejsce. Rita płakała, krzyczała i błagała, by przestali, jednak ich to tylko bawiło. Gdy ponownie głośno krzyknęła z bólu, jeden z mężczyzn z całej siły uderzył ją w twarz, a drugi warknął:
     - Krzycz, krzycz, dziwko! To podniecające! - Słowa te wywołały kolejną salwę śmiechu jego kompanów.
Hermiona czuła się jak sparaliżowana. Zobaczyła scenę, niczym z najgorszego koszmaru. Astoria jako pierwsza ocknęła się z szoku i szybko sięgnęła po swoją różdżkę.
     - Zostawcie ją, wy świnie! - wrzasnęła i posłała słaby promień zaklęcia w ich stronę. Niestety nikomu nic się nie stało. Chyba dopiero w tej chwili mężczyźni zorientowali się, że ktoś poza nimi jest w lochu.
     - Proszę, proszę! Pojawił się dodatkowy towarek! – zaśmiał się sprośnie jeden z oprawców.
Hermiona poczuła, jak krew zamarza jej w żyłach. Po uśmiechach na twarzach tych brutali doskonale było widać, jakie mieli intencje. Chciała się odwrócić i wybiec z lochu, lecz nie zdążyła. Za jej plecami coś błysnęło, usłyszała krzyk Astorii, a zaraz później poczuła, jak ktoś łapie ją za włosy i wciąga z powrotem do lochu. Drzwi się zamknęły, a zamek  szczęknął głucho. Kobiety znalazły się w pułapce.
Mocny cios w twarz powalił ją na ziemie, a z jej rozciętej wargi poleciała krew.
     - To przez tę sukę zabili Draxlera, co nie? - zapytał mężczyzna, który właśnie wymierzył jej silnego kopniaka prosto w żołądek.
     - Tak. To ta głupia szlama. Leonid i Vladmir, wy się z nią zabawcie. Po wszystkim możecie ją zabić, nikt nie będzie miał pretensji. Ja i Logan weźmiemy sobie tę małą kurwę Ivana.
     - A jak stary Grishko się dowie? Wiesz, jak o nią dba.
     - Nie dowie. Wyczyścimy dziwce pamięć.
     - Zaraz, zaraz, Kurt! Dlaczego to wy macie dostać te czystokrwistą, a my tylko pospolitą, burdną szlamę? - zapytał ktoś o twardym, rosyjskim akcencie.
     - Serio chcesz się zamienić, Vlad? Widziałeś, jaka ona jest szkaradna? - Hermiona kątem oka dostrzegła, jak mężczyzna zrywa z dziewczyny pelerynę.
Oprawcy roześmiali się głośno, a stojący obok niej brutal splunął Astorii prosto w twarz i wykrzyknął:
     - Bliznowata zdzira! Brzydka jak noc!
     - Najważniejsze ma na miejscu! - Inny zbir podszedł i rozerwał bluzkę Greengarss tak, że wszystkim ukazał się jej biały stanik.
Astoria wybuchnęła płaczem, próbując się odsunąć od swoich dręczycieli, ale jeden z nich złapał ją za włosy i przyciągnął do siebie.
     - Zerżnę cię tak, że twój rusek cię nie pozna! – wychrypiał wulgarnie, łapiąc ją za pierś i ściskając ją z całej siły.
     Hermiona poczuła, jak po jej twarzy płynęły łzy. Już trzeci raz spotykało ją tu coś tak strasznego. Wtedy padł kolejny cios. Granger dostała w twarz z taką siłą, że na chwilę przestała cokolwiek widzieć. Gdy wrócił jej wzrok, zobaczyła, jak mężczyzna stojący przy stole, obraca Ritę Skeeter tak, by móc ją zgwałcić analnie. Dziennikarka zachowywała się niczym bezwolna, zakrwawiona kukiełka, jednak brunetka wiedziała, że kobieta wciąż jest przytomna. Nagle coś upadło tuż obok Hermiony. Dopiero po chwili uzmysłowiła sobie, że była to spódnica Astorii.
Chciała się podnieść, by móc zobaczyć, co się z nią dzieje. Właśnie w tym momencie ktoś znów z całej siły złapał ją za włosy. Usłyszała dźwięk rozrywanego materiału i poczuła chłód. Boleśnie wykręcono jej ręce, a cichy szept oznajmił:
     - Zaraz przelecę cię na sto sposób, szlamo.
I wtedy to się stało. Jej dręczyciel wsadził brutalnie rękę w jej majtki. Nie krzyczała, tylko płakała cicho, chcą jedynie, by ten koszmar się skończył. Niech zrobią co mają zrobić, a później jak najszybciej ją zabiją.
     Eksplozja była tak silna, że wszystkich przebywających w lochu odrzuciło w tył. Następnie powietrze przeszył zielony błysk. Jeden, drugi, trzeci i kolejne. Bez słowa, bez ostrzeżenia. Pięć ciał, upadło z głuchym łoskotem. Zaległa cisza, a w lochu zapanowała ciemność.
Hermiona resztką świadomości zarejestrowała jednak cichy szept.
     - Moja luba...
     - Ivan...
Nie wiedziała, czy nie straciła na chwilę przytomności. Ocknęła się, gdy usłyszała ciche kroki.
     - Tu jesteś! - zabrzmiał złowrogi syk.- Ty zawsze wpakujesz się w jakieś kłopoty. Chyba żyć bez tego nie możesz! Przez ciebie tylko tracę czas!
     Ktoś szarpnął ją za ramię, a Hermiona poczuła, że nie da rady stanąć na własnych nogach. Jednak tego, kto ją podniósł wcale to nie obchodziło. Złapał ją mocno za rękę i praktycznie zaczął wlec. Po chwili chyba zmienił zdanie, bo nagle poczuła się dziwnie lekka, jakby coś unosiło ją w powietrzu.
     - To zaklęcie lewitacji – pomyślała, nim na dobre straciła przytomność.

(Koniec sceny 18+)
~_~_~



     Pierwszym, co poczuła po ocknięciu się, było ciepło. Otworzyła oczy i zobaczyła nad sobą pomarańczową łunę. Naglę nawiedziła ją irracjonalna myśl, że zaraz spłonie. Usiadła przerażona, dopiero po chwili uświadamiając sobie, że leży na kanapie przed kominkiem i tak naprawdę nic złego jej teraz nie grozi. Odetchnęła głęboko, rozglądając się dookoła. To był przecież...
     - Wreszcie, Granger. Ile można spać! Jest prawie druga w nocy.
     - Co się stało? - zapytała, chcąc jakoś uporządkować chaotyczne myśli. Zauważyła, że jej bluzka nie jest już podarta, a warga rozcięta.
     - To, że znów wlazłaś tam gdzie nie powinnaś. Naprawdę, Granger. Przez te lata zrobiłaś się taka głupia. Kompletna idiotka! Powinnaś trafić do Hufflepuffu!
Draco siedział za swoim biurkiem, a w dłoni trzymał szklaneczkę wypełnioną wódką.
     - Dlaczego tu jestem? - dopytywała, nie bardzo rozumiejąc, jak w ogóle tu trafiła.
Malfoy westchnął i zrezygnowany pokręcił głową.
     - Czy ty wiecznie musisz zadawać jakieś pytania?
     - Co z Astorią? - wypaliła, jakby na potwierdzenie jego słów.
     - Skąd mam wiedzieć, Granger? Nie mam czasu na głupoty! Chodź tu wreszcie. Już pora.
Hermiona spojrzała na niego zdezorientowana, dopiero po chwili uświadamiając sobie, że na biurku leży granatowe pudełko.
     - Jeszcze nie spojrzałeś? - zdziwiła się.
Draco uśmiechnął się kpiąco pod nosem.
     - Mam użyć czegoś, co dostałem od wroga? Skąd mam mieć pewność, że to nie pułapka, która mnie zabije? Ty spojrzysz w nie pierwsza, bym mógł zobaczyć, czy to działa.
     Hermiona wstała z kanapy i podeszła do biurka. Miała dość tego wszystkiego. Po raz kolejny próbowano ją zgwałcić. Jego przyjaciółka była pewnie w fatalnym stanie. Jego osobisty ochroniarz zabił dziś z sześciu ludzi, a on przejmuje się tylko tym, czy nie okłamała go w sprawie głupiego lusterka? Próżny egoista!
     Wyjęła zwierciadło z etui i bez chwili zwłoki w nie spojrzała. Było tak, jak przypuszczała. W odbiciu jej włosy były bardziej poskręcane niż obecnie, bowiem od dawna używała długo działającego eliksiru prostującego, poza tym wszystko się zgadzało. Draco stanął tuż za nią, zaglądając jej przez ramię.
     - Czyli działa... - burknął pod nosem.
     - Jak widzisz. - Hermiona wręczyła mu zwierciadło i zaplotła ręce na piersi. - Dotrzymała swojej części umowy. Kiedy będę mogła wreszcie stąd wyjechać?
Draco, opuścił dłoń, w której trzymał zwierciadło. Widać było, że intensywnie nad czymś myślał.
    - Nie jesteś ciekawa? - spytał cicho.
Hermionie dosłownie opadła szczęka.
- Chyba im mniej wiem, tym dla mnie lepiej... – wyjąkała.
- Chodź, Granger. Poznajmy wreszcie rozwiązanie tej zagadki. – Draco odwrócił się do niej plecami i gestem wskazał, by stanęła za jego ramieniem. Różnica wzrostu powodowała, że oczy Hermiony znajdowały się ledwo nad jego barkiem.
     Miała wrażenie, że Malfoy nieco się wahał, lecz po chwili powoli zaczął unosić zwierciadło, aż wreszcie znalazło się w nim jego odbicie. Przez sekundę patrzył na nią z niego przystojny blondyn, jednak odbicie szybko się zmieniło. Dosłownie zaparło jej dech w piersi. Teraz już wiedziała. Nie było żadnych wątpliwości. To był on.


~_~_~



Witajcie Kochani!

Długa przerwa, ale jest! Jeśli przebrnęłam przez ten rozdział, to teraz już z górki :) Zostały nam  już tylko cztery części do końca "Prawdziwej Twarzy".
Postaram się dodać dla Was jeszcze jedną notkę (Sny lub PT) przed świętami, natomiast w same święta będę miała dla was drobny prezent, ale o tym we właściwym czasie.
Dziękuję za wszelkie maile, które wciąż od Was dostaje, za komentarze, które niezmiennie mnie motywują do dalszej pracy, oraz za Wasze odwiedziny, które poprawiają mi humor każdego dnia :)
W razie pytań, problemów itp, zapraszam do kontaktu:
mail: venetiia.noks@gmail.com
lub poprzez fb:
https://www.facebook.com/venetiia.noks (chętnie akceptuję wszystkie zaproszenia do znajomych!) :)
Buziaki!


V. 

wtorek, 21 marca 2017

~Rozdział 17~(Sny Wybranych)

Betowała: Anna M.

Dedykacja: Dla Vivianne Peverell z serdecznymi pozdrowieniami :)


☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★


    Hermiona była zadowolona. Wreszcie porządnie się wyspała, zjadła dobre śniadanie, a fakt, że od czterech dni stan Narcyzy Malfoy znacznie się poprawił, wywoływał u niej przypływ pozytywnej energii.
Przelotnie spojrzała w lusterko, oceniając swoją fryzurę i delikatny makijaż. Wreszcie znów poczuła się bardziej kobieco i seksownie. Nie żeby tego specjalnie potrzebowała, przede wszystkim była uzdrowicielem i samo to dawało jej wystarczającą satysfakcję, ale... Lubiła to. Lubiła, gdy po wejściu do sali Narcyzy, Draco witał ją tym łobuzerskim uśmieszkiem sławnego na całe ministerstwo Casanovy. Uwielbiała również to przepełnione wściekłością spojrzenie Lidii. Jad, który przebijał się z każdego jej słowa, skierowanego do Hermiony. Nie było wątpliwości, że uważała Hermionę za swoją rywalkę. Panna Granger śmiała się, że to dziecinne, ale i tak nie mogła powstrzymać satysfakcji płynącej z całej tej sytuacji.
   Przybrała na swoją twarz delikatny uśmiech i weszła do sali swojej pacjentki. Narcyza ocknęła się poprzedniego wieczora, ale wciąż pozostawała bardzo słaba. Hermiona zaleciła, by jak najczęściej spała, tak, by oszczędzać siły, zanim Lucjusz zdobędzie eliksir. Ku swemu rozczarowaniu, w sali nie zastała Malfoya, był tam za to...
    - Blaise!
    - Witam, pani uzdrowiciel! - Zabini uśmiechnął się szeroko i podszedł, by ją uściskać.
    - Już wróciliście? Przecież jeszcze... - Hermiona nie mogła sobie w tej chwili przypomnieć, kiedy tak właściwie powinna zakończyć się ich misja na Maui.
    - Tak, dwa dni przed czasem. Nie potrafiliśmy się już dobrze bawić, wiedząc, że jesteście tu sami z problemami. A poza tym, jedna z uczestniczek miała kłopoty ze zdrowiem. - Blaise odchrząknął znacząco, a Hermiona dopiero teraz spostrzegła, że Narcyza Malfoy jest przytomna.
    - Dzień dobry. Jak się pani dziś czuje? - zapytała, zbliżając się do jej łóżka.
    - Lepiej. Zawsze jest mi lepiej, gdy mam obu swoich chłopców blisko. – Narcyza uśmiechnęła się lekko i wyciągnęła dłoń do Zabiniego, który od razu ją ujął.
    - A gdzie ten drugi? - Hermiona, starała się, by zabrzmiało to nonszalancko.
    - Jest w bufecie z tą kukłą – odburknął Diabeł.
    - Blaise! - zganiła go pani Malfoy. – Lidia jest wspaniała, taka kochana! Mam nadzieję, że ona i Draco... - Jej wypowiedź przerwał nagły atak kaszlu.
    Hermiona podeszła do stolika, na którym stał dzbanek z wodą i napełniła szklankę, szybko podając ją pacjentce. Blaise ostrożnie pomógł Narcyzie się napić. Gdy tylko kaszel minął, kobieta od razu wróciła do tematu:
    - Jak już mówiłam, mam nadzieję, że Lidia wkrótce...
    Jednak w tym momencie znów jej przerwano, bowiem do pokoju właśnie wszedł Draco wraz z panną Airbrick. Malfoy na widok Hermiony przystanął i zmierzył ją wzrokiem od stóp po czubek głowy. Uśmiechnął się łobuzersko i gwizdnął z uznaniem.
    - Cześć, Granger! Jak zwykle miło cię widzieć – kokietował.
    - Powiedziałabym to samo, gdyby nie fakt, że nie lubię kłamać z samego rana. – Uraczyła go ironicznym uśmiechem.
    Lidia przyglądała się tej scenie z wyraźną niechęcią.
    - Dzień dobry – przywitała ją chłodno Hermiona.
    - Witam – odpowiedziała nieprzyjaźnie Airbrick, zakładając ręce na piersi i spoglądając na nią z wyższością.
    Widząc to, Blaise parsknął w swój rękaw, nie mogąc powstrzymać kpiącego chichotu.
    - Jak się teraz czujesz, mamo? - Draco podszedł do łóżka i stanął zaraz obok Zabiniego, który wciąż cicho rechotał.
    - Lepiej, kochanie. Naprawdę. – Narcyza uśmiechnęła się czule do syna.
    - Parametry również są znacznie lepsze. Zerwanie klątwy przebiegło bez większych powikłań, a to dobry znak. Jest szansa, że uda nam się zniwelować skutki czaru na dłuższy czas. – Tłumaczyła im Hermiona.
    - To wspaniałe wieści! – ucieszył się Blaise.
    - Mówię ci, stary. Granger dokonuje prawdziwych cudów. – Draco znów posłał jej ten swój podszyty kpiną uśmieszek, ale ona się tym nie przejęła. Wiedziała, że blondyn naprawdę jest jej wdzięczny za to, że odkryła, co dolegało jego matce.
    - Zawsze ci powtarzałem, że Hermiona jest fantastyczna! – Blaise puścił do niej oko, a stojąca w drugim końcu sali Lidia prychnęła nieelegancko, najwyraźniej zdegustowana tym stwierdzeniem.
    - Naprawdę fantastyczna – zgodził się dwuznacznie Malfoy.
Hermiona sama już nie wiedziała, czy to jakaś nowa forma kpienia sobie z niej, czy może Malfoy robi to wszystko, by wywołać zazdrość w Lidii. W każdym razie, jeśli o to mu chodziło, osiągnął swój cel, bowiem Airbrick była aż czerwona ze złości.
    - Jak widać, nie tylko my to zauważyliśmy. - Blaise sięgnął do kieszeni swojej marynarki i wyjął z niej białą kopertę.
    - Co to jest? - zapytał podejrzliwie Draco.
    - List miłosny dla Hermiony. - Diabeł uśmiechał się triumfująco.
Dłoń Malfoya prawie natychmiast wystrzeliła ku kopercie. Zabini jednak był szybszy i odsunął rękę, kierując ją w stronę Hermiony.
    - Twój słodki Keona ubłagał mnie, bym przekazał ci od niego wiadomość. Jestem jednak pewien, że wkrótce sam się do ciebie odezwie. Wygląda na to, że skradłaś mu serce...
Hermiona poczuła, jak rumieńce zawstydzenia wypływają na jej policzki. Szybko odebrała list schowała ją do kieszeni swojego kitla. Natomiast Draco odwrócił się tak, że nie mogła w tej chwili zobaczyć wyrazu jego twarzy.
    - Dziękuję ci, Diable. Cieszę się, że wszyscy już wróciliście. Muszę koniecznie sprawdzić, jak się miewają Lavender i Ginny. A pani Malfoy powinna jak najwięcej odpoczywać, więc nie męczcie jej zbyt długo. Miłego dnia. – Pożegnała się i szybko wyszła z pokoju.
    - Od kogo ona dostała ten list? - dopytywała Lidia, gdy tylko Hermiona zamknęła za sobą drzwi.
    - Od mężczyzny, którego poznała na Maui. Facet kompletnie zwariował na jej punkcie. – Blaise nie mógł powstrzymać uśmiechu, wiedząc, jaką irytację wywołują te słowa w jego najlepszym przyjacielu.
    - Idę zapalić – zdecydował Draco.
    - Synku, przecież miałeś już tego nie robić! - zaprotestowała Narcyza.
    - Może od jutra – odpowiedział lakonicznie, wychodząc z sali.
    - Pójdę dopilnować, żeby nie wypalił za dużo. – Blaise ruszył za przyjacielem. Uznał bowiem, że to odpowiedni moment, by zacząć wprowadzać w życie swój plan.

☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★

    Draco stał przed szybą starego domu towarowego i siłował się z mugolską zapalniczką. Był niewyobrażalnie wściekły na ten mały, głupi przedmiot, który akurat nie chciał aktualnie spełnić swojej roli. Desperacko potrzebował w tej chwili papierosa, a najlepiej kilku, zapitych szklaneczką mocnej whisky. Wiedział, że matka miała rację. Palenie to okropny nałóg i nie powinien był do niego wracać, jednak ostatnie wydarzenia zbyt mocno nadszarpnęły jego nerwy.
    - Użyj różdżki, nikogo tu nie ma – poradził mu Blaise, stając tuż obok.
Na szczęście zapalniczka wreszcie odpaliła i Draco z lubością zaciągnął się nikotynową używką.
    - Chcesz jednego? - Wyciągnął paczkę papierosów w stronę Zabiniego.
    - Czemu nie. – Diabeł nie miał żadnych problemów z opanowaniem zapalniczki i wkrótce obu mężczyzn spowiły kłęby siwego dymu.
    - Przeklęte papierosy. Są jedyną rzeczą, która choć trochę mnie uspokaja. - Draco wyglądał na kompletnie poirytowanego.
    - Z twoją mamą jest już lepiej. Możesz sobie trochę odpuścić.
    - Wszystko mnie wkurza. Ta bezradność, fakt, że muszę polegać na swoim ojczulku i na dokładkę jeszcze Lidia ciągle paple o zaręczynach - narzekał.
    - Wyznaczyliście już datę?
Blondyn spojrzał z niechęcią na przyjaciela.
    - Nie kpij, stary. Przecież wiesz, że nie mam zamiaru tego robić! Nie znoszę jej, ale mama tak ją lubi, że nie pozwala mi się jej pozbyć ze szpitala.
    - Dlaczego jej gdzieś nie zaprosisz? Może to obniży poziom stresu...
    - Zwariowałeś? Przecież i tak bez przerwy wszędzie za mną chodzi!
    - Nie mówię o Lidii...
Draco znów spojrzał na przyjaciela, po czym rzucił niedopałek papierosa na chodnik i mocno go przydepnął.
    - Co było w tym liście?
    - Nie wiem. Nie czytuję cudzej korespondencji.
    - Bo ci uwierzę...
    - Domyślam się tylko, że prosił ją o spotkanie. Był bardzo rozczarowany, gdy się okazało, że tak nagle wyjechaliście.
    - Nie wierzę, że zakochał się w niej po jednej, krótkiej rozmowie! Takie rzeczy się nie dzieją! – złościł się Malfoy.
    - Mówiłem ci, że Hermiona jest fantastyczna. Oczarowała go swoją urodą i inteligencją.
    - Fantastyczna... - powtórzył głucho Draco, najwyraźniej pogrążając się we własnych rozmyślaniach.
Zabini przyjacielsko poklepał go po ramieniu.
    - Posłuchaj mojej rady. Zaproś ją gdzieś i to szybko. Dobrze wam to zrobi. Mała odskocznia od problemów.
    - Skąd pomysł, że ona się zgodzi gdziekolwiek ze mną pójść? - zapytał kwaśno.
Diabeł uśmiechnął się szelmowsko.
    - Jeśli nie spróbujesz, to się nie przekonasz.
Draco popatrzył na niego nieco niepewnie, w końcu jednak odwrócił się na pięcie i wrócił do szpitala. Kolejny uśmiech triumfu zagościł na ustach Zabiniego. Prawdziwe Diabły już tak mają.

☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★

"Droga Hermiono" głosił nagłówek listu, który po zakończonym obchodzie zdecydowała się wreszcie przeczytać w swoim gabinecie. Od powrotu z Maui, nie poświęciła agentowi Huliheenowi ani jednej myśli, zdziwiła ją więc wiadomość od niego. Miała nadzieję, że Blaise się pomylił i to wcale nie był list miłosny, tylko zwykła kartka z pozdrowieniami. "Bardzo mi przykro, że nie mogłem się z Tobą pożegnać". No cóż...ona nie odczuwała niczego podobnego. Zastanowiła się, dlaczego. Przecież Keona był przystojny, miły, inteligentny - dokładnie w jej typie. Aczkolwiek...
    - Przeczytałaś tam coś ciekawego?
    Hermiona podskoczyła w miejscu i pisnęła z przerażenia. W ogóle nie usłyszała, że ktoś wszedł do jej gabinetu i stanął jej za plecami. Odwróciła się gwałtownie, gromiąc Malfoya wzrokiem. Bałwan! Prawie przyprawił ją o zawał!
    - Na Godryka, Malfoy! Skradasz się jak jakiś złodziej! - skarciła go.
Draco rozejrzał się po jej gabinecie, a na jego twarz wypłynął sarkastyczny uśmieszek.
    - Nie masz tu niczego, co mogłoby zainteresować złodzieja, Granger. Chyba że chodzi o twoją wątpliwą cnotę... - Jego spojrzenie zatrzymało się na białej kartce, którą Hermiona wciąż trzymała w dłoni.
    Brunetka szybko złożyła ją na pół i z powrotem włożyła do kieszeni swojego lekarskiego fartucha.
    - Jak cię znam, to zapewne przyszedłeś, by wypić mi resztki kawy. – Wskazała mu porcelanowy dzbanek, który stał na środku jej biurka.
    - Kulturalna osoba by mnie nią poczęstowała, a nie zarzucała mi, że chcę ją ukraść. – szydził.
    - Kulturalna osoba zapukałaby do mojego gabinetu, a nie zakradała się tak, by mnie przestraszyć – odcięła się i sięgnęła po dwa kubki, by napełnić je dla nich kawą.
    - To był mały rewanż za to, jaką grozę wzbudza we mnie twoja codzienna fryzura – zripostował.
    - Nudy, Malfoy. Powiedz mi coś, czego jeszcze od ciebie nie słyszałam.
    - Powinniśmy pójść razem na kolację.
Hermiona zakrztusiła się swoją kawą. Liczyła, że Malfoy zaraz wybuchnie śmiechem lub znów spojrzy na nią w ten swój wyniosły sposób. Jednak nic takiego się nie wydarzyło. Blondyn patrzył na nią zupełnie zwyczajnie, a może nawet z niewielką nutką oczekiwania.
    - Niby dlaczego powinniśmy iść razem na kolację? Chcesz mnie wreszcie otruć?
    - Oczywiście, Granger. Nie marzę o niczym innym od jakichś dziesięciu lat. Niemniej akurat tym razem nie chodzi mi o pozbycie się ciebie. Chcę ci tylko jakoś podziękować.
    - Podziękować? Niby za co?
Draco wywrócił oczami i westchnął zniecierpliwiony.
    - Każdy, kto wyrażał opinię, że jesteś najinteligentniejszą czarownicą naszego pokolenia, powinien teraz zobaczyć twoją minę. A jak myślisz, za co mogę być wdzięczny uzdrowicielce, która jako jedyna odkryła, na co od lat choruje moja matka?
    - To moja praca, Malfoy. Nie musisz mi za to stawiać kolacji – warknęła, wyraźnie zirytowana. Nie znosiła przekupstwa, korupcji i wyrazów wdzięczności za coś, co należało do jej obowiązków.
    - Od tygodnia prawie nie wychodzimy ze szpitala. Chyba możemy jeden wieczór spędzić w porządnej restauracji i dla odmiany podokuczać sobie trochę przy dobrym winie?
    - Dokuczanie przez pijanego Malfoya. Wydarzenie o jakim marzy każda kobieta! – Hermiona uśmiechnęła się sardonicznie, bo o dziwo, gdy sobie to wyobraziła, ta perspektywa nie wydała jej się wcale taka zła.
    - Nienawidzę mieć długów wdzięczności. Nie męcz mnie, Granger. Nie znoszę się o coś prosić, tym bardziej kobiety, a już najmniej lubię prosić o coś ciebie. Jedna kolacja i po sprawie.
    - Skoro tak ci na tym zależy... - Sama nie wiedziała, dlaczego tak szybko mu uległa.
    - Świetnie. Dziś o ósmej. Ubierz jakąś porządną kieckę. Pójdziemy do "La Thamaturgie".
Malfoy skierował się do wyjścia.
    - Żartujesz?! Rezerwację w tej restauracji robi się z trzymiesięcznym wyprzedzeniem!
Spojrzał na nią przez ramię.
    - To ty żartujesz, Granger. Zapomniałaś z kim rozmawiasz? O ósmej będę u ciebie.
Draco wyszedł z pokoju, a Hermiona z wrażenia oparła się o swoje biurko. Czy ona właśnie zgodziła się pójść na randkę z Malfoyem? O Merlinie! Czyżby zwariowała?

☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★☼☁☽★

Witajcie!
Mam nadzieję, że brak weny został wreszcie przełamany :) Jestem w trakcie tworzenia kolejnej części "Prawdziwej Twarzy" i mam nadzieję, że nie będziecie musieli zbyt długo na nią czekać. Zarówno "PT", jak również "Sny" mają już tylko kilka rozdziałów do zakończenia i bardzo bym chciała szybko się z tym uporać, by móc rozwinąć akcję "W otoczeniu wroga".
Trzymajcie za mnie kciuki i życzcie mi proszę dużo weny i wolnego czasu!
Dziękuję za wszelkie maile (ostatnio dostaję ich coraz więcej, co bardzo mnie cieszy!) - Piszcie kiedy macie ochotę, jestem do waszej dyspozycji i na pewno Wam odpiszę (odpowiadam w góra 2-3 dni). Zapraszam do kontaktu!

mail: venetiia.noks@gmail.com
lub poprzez fb:
https://www.facebook.com/venetiia.noks (chętnie akceptuję wszystkie zaproszenia do znajomych!). :)

Pozdrowionka i szczere uściski!

Venetiia