niedziela, 4 października 2015

"Słodki smak porażki"

- 160 do 20 dla Slytherinu! - krzyczał podekscytowany komentator, a trybuny Gryfonów zawyły z rozpaczy. Drużyna Chłopca-Który-Przeżył-Ale-Kapitanem-Był-Do-Dupy zbierała ostre cięgi od drużyny Blond-Przystojniaka-Z-Przerostem-Ego albo, jak woleli nazywać go Gryfoni, tej wrednej, tlenionej fretki – Malfoy'a.
- Nadęty buc! - burczała Hermiona, widząc jak rozanielony Malfoy przelatuje nad trybunami, pamiętając o tym, by zalotnie mrugać i machać do napalonych dziewczyn.
- Boski... - mruknęła Ginny, przygryzając wargę.
- Co?! - wydarła się na nią Hermiona.
- Eee, włoski! On ma serio tlenione włoski! - skłamała szybko Ginny. Prefekt naczelna Gryffindoru spojrzała na swoja przyjaciółkę ze szczerym politowaniem, ale Ruda nie wyglądała na specjalnie zawstydzoną. Zbyt pochłonięta była podziwianiem szybującego na miotle księcia Slytherinu albo, jak wolała nazywać go osobiście Hermiona, Króla Palantów!
- Proszę państwa! Potter widzi znicz! - krzyknął komentator, a na trybunach zawrzało. Hermiona sama zerwała się z miejsca, by lepiej widzieć, jak Harry sięga po zwycięstwo, a Malfoy nie potrafi go dogonić... Już... Już prawie... Za chwilę Puchar Qudditcha będzie ich! - Tak! Harry Potter ma znicza! ... Ale nim zdążył go złapać ścigający Ślizgonów, Blaise Zabini, zdobył kolejne dziesięć punktów, a to oznacza, że mecz kończy się wynikiem 170 do 170... Mamy remis! Puchar Qudditcha w tym roku wyjątkowo zdobyły dwie drużyny!
- CO?! - zawyły bordowo-złote trybuny.
- ŻE JAK?! - krzyknęli ci ubrani na zielono.
- Według regulaminu to możliwe – mruknęła pod nosem Hermiona, choć i tak nikt jej nie słuchał. Na boisku wybuchła prawdziwa wojna.
Wystarczy wspomnieć, że nim nauczycielom udało się rozdzielić walczące domy, Ron miał marchewkowe włosy nie tylko na głowie, ale na całym ciele, Harry róg na środku czoła, a Malfoy dwa selery zamiast uszu.

- Protestuje! To nie...nie... nie... Hermiona, ty powiedz jakie! - pieklił się Ron.
- Niedopuszczalne – mruknęła znudzona dziewczyna.
- Właśnie! Nie możemy dzielić Pucharu z domem, gdzie mieszkają takie cioty, za które muszą odpowiadać dziewczyny! - krzyczał Draco.
- Panie Malfoy! Natychmiast proszę się opanować i przeprosić! – upomniała go McGonagall. Blondyn wydął usta w kpiącym uśmieszku.
- Przepraszam... Granger, że nazwałem cię dziewczyną, ale nie wiem, jak poprawnie nazwać samicę bobra – wypalił elokwentnie.
- Nie ma sprawy. Dobrze wiem, że znasz się tylko na strukturach i zasadach panujących na fermach tchórzofretek, gdzie się najpewniej wyhodowałeś – odpłaciła mu Hermiona, również się uśmiechając.
- Jak śmiesz, wiedźmo?! - krzyknął, zrywając się na równe nogi.
- Uspokój się, bo ci pryszcz wyskoczy na nosie z nerwów – kpiła w najlepsze, patrząc mu prosto w oczy.
- Natychmiast się oboje opanujcie! Prefekci Naczelni! Wstyd! - oburzyła się McGonagall.
- To on zaczął – burknęła Herm na swoje usprawiedliwienie.
- Dość tego... Panie Potter, a pan nic nie powie? Widać, że ten róg jak widać absorbuje całą pana uwagę... Tak więc, jak już mówiłam, nic nie da się zrobić. Puchar otrzymują obie drużyny. W tym roku mamy podwójne zwycięstwo. Proszę się z tym pogodzić!
- Wcześniej piekło zamarznie, a ja zabiorę Granger na randkę niż się na to zgodzę! - syknął Malfoy.
- Zapomnij, Malfoy! Nigdy nie pokaże się z kimś, kto ma tak brzydką cerę z pryszczami. – Hermiona uśmiechnęła się do niego uroczo. Doprowadzony do jasnej furii chłopak wyszedł z gabinetu McDyrektorki, głośno przy tym trzaskając drzwiami.
Hermiona uśmiechnęła się zadowolona pod nosem. Malfoy mógł powalać urodą wszystkie laski w szkole, ale doprowadzić go do wybuchu złości potrafiła tylko ona...

☯☯☯

- Dobrze ci bez tego rogu Harry – odezwał się Ron, gdy schodzili razem na kolacje.
- Trochę szkoda, bo on był taki duży... - mruczał Wybraniec, najwyraźniej nie podzielając zdania przyjaciela.
- Proszę was, nie wdawajcie się w kolejną kłótnie z oślizłymi gadami, a zwłaszcza z tym gruboskórnym, wrednym, bezczelnym...
- Seksownym, przystojnym, gorącym... - wtrącił się jej w pół zdania obiekt jej pogardy.
- Chciałbyś, Malfoy! - warknęła, odwracając się w jego stronę.
- Nie susz na mnie zębów, Granger. Nie jestem drewnem... - odpyskował.
- Pewnie, że nie. Drewno jest bardziej elokwentne.
- Eee, Miona, podobno mieliśmy się z nimi nie kłócić – wtrąciła się Ginny.
- To powiedz mu, by zszedł mi z drogi, bo jak mu przywalę, to mu się przypomni trzecia klasa!
- Dobrze pamiętam trzecią klasę! Ja i mój magomedyk od naprawy nosa!
- Z drogi, paskudna fretko! - Hermiona spróbowała przesunąć blondyna, który wraz ze swoją świtą stał przed wejściem do Wielkiej Sali.
- Nie dobieraj się do mnie przy wszystkich, Granger, trochę dyskrecji, kobieto – zakpił, zręcznie blokując jej dłoń.
- Masz więcej pewności siebie niż Parkinson tapety na pysku, a to już jakiś wyczyn – uśmiechnęła się słodko do stojącej za plecami blondyna Pansy.
- Pewność siebie to motto Ślizgonów. Zawsze jesteśmy najlepsi i ten Puchar powinien być tylko nasz! - Draco wciąż trzymał jej nadgarstek, gdy wygłaszał tę oratorską przemowę.
- Spadaj, Malfoy, jest remis, nic nie poradzisz! - Ron był wyraźnie wściekły widząc, że ani blondyn nie ma zamiaru puścić Hermiony, ani ona wyrwać dłoni z jego uścisku...
- Mam więc propozycję. Walka czarodziejów. Po jednym z każdego domu, zwycięzca bierze Puchar i ma szacunek przegranych przez następny rok – zaproponował Draco.
- Pojedynek? To zabronione – warknęła Hermiona, wreszcie przypominając sobie, że powinna wyrwać rękę z jego uścisku.
- A co, tchórzycie ,małe Gryfki? - zaśmiał się Blaise Zabini.
- My nigdy nie tchórzymy, palancie! - odpyskowała mu Ginny.
- To świetnie. Wybierzcie jedną osobę do tego – zaproponował Draco.
- Hermiona jest najlepsza w czarach – wypalił Ron.
- Szlachetnie, Weasley, że wyznaczasz do tego dziewczynę. Jesteś taki żałosny... Jak będzie, Granger, wchodzisz w to? Sam zostanę twoim przeciwnikiem – uśmiechnął się prowokacyjnie, wyciągając do niej rękę.
- Nie dam ci tej satysfakcji, wredny jaszczurze! Przyjmuję wyzwanie! - odpowiedziała hardo, łapiąc jego dłoń.
- Świetnie! Jutro o dwunastej, w Pokoju Życzeń. Siłujemy się na rękę. – Malfoy potrząsnął jej dłonią, pieczętując zakład.
- Co?! - wrzasnęli Gryfoni.
- Ale mówiłeś o pojedynku czarodziejów! - krzyknęła Hermiona.
- I będzie pojedynek czarodziejów. Ty i ja jesteśmy czarodziejami i będziemy walczyć o honor naszych domów siłując się na rękę. Przyjęłaś wyzwanie – zaśmiał się uroczo.
- Nienawidzę cię, przebiegły gadzie! - wycedziła przez zaciśnięte zęby.
- To do jutra, słonko, pamiętaj tylko, że to uczciwa walka, bez zaklęć siłowych. – Blondyn zacmokał i odwrócił się na pięcie wchodząc do Wielkiej Sali, a jego świta raz po raz wybuchając śmiechem szła tuż za nim.
Byli tacy pewni swojego zwycięstwa...

☯☯☯

- Merlinie! Jak ja go nienawidzę! - piekliła się Hermiona.
- Zwłaszcza po tym, jak pocałował cię na waszym wspólnym szlabanie miesiąc temu – zauważyła mimochodem Ginny.
- Cicho bądź! To był wypadek! Spadłam z drabiny, on mnie złapał...
- I pocałował, długo i namiętnie.
- Ginevro Weasley! Zamilcz, jeśli nie chcesz skończyć jak twój brat z włosami na całym ciele! - ostrzegła ją.
- Jak chcesz, ale nie mów, że nie zauważyłaś, jak on gapi się na ciebie w czasie posiłków. Rozbiera cię wzrokiem...
- Ginny! Przestań, ale już!
- Nie krzycz, Miona, po prostu próbuje pokazać ci twoją szansę na zwycięstwo. – Ruda uśmiechnęła się chytrze.
- Szansę? Ja nie mam szans! Nie pokonam go bez magii!
- Nie wolno ci używać magicznych uroków, a co powiesz na urok osobisty?
- Co masz na myśli? - zdziwiła się Hermiona.
- Przecież wiesz, co jest największą bronią kobiety prawda? Pomogę ci... Malfoy przegra ten pojedynek, możesz być tego pewna. – Ginny roześmiała się złowrogo, już wyobrażając sobie minę pokonanego blondyna.

☯☯☯

Nie tylko mieszkańcy obu domów, ale również inni uczniowie zebrali się pod Pokojem Życzeń w oczekiwaniu na głównych bohaterów tego wydarzenia. Draco miał wyśmienity humor. Uwielbiał robić na złość tej małej, słodkiej, zadziornej Gryfonce, z którą przekomarzał się, gdy tylko naszła go ochota... A właściwie ochota na to nie opuszczała go nigdy...
- Jak tam, Smoku, bicepsik gotowy? - zażartował Blaise, klepiąc go po plecach.
- Daj spokój, Diable. Widziałeś kiedyś, jakie ona ma rączki? Jak lalka z porcelany... Będę musiał uważać, żeby jej nic nie złamać – śmiał się Draco.
- Właśnie, lepiej uważaj, bo jak się obrazi po przegranej, to tobie może to złamać serce. – W oczach Zabiniego błyszczała złośliwa satysfakcja.
- Ktoś ci sprzedał złe informacje stary. Ja nie mam serca – odburknął Draco.
- Och, nie mów, że tylko twój Mały D coś czuje do seksownej pani prefekt...
- Mały?! - oburzył się Draco, zupełnie zapominając o dalszej części wypowiedzi.
- Dracusiu! Powodzenia! Trzymam kciuki! - zawołała Pansy Parkinson, podchodząc do Malfoy'a.
- Przynajmniej kciuki trzyma, a nie jak zwykle jakieś mazidło do twarzy – szepnął Blaise, a Draco uśmiechnął się, szybko uciekając z zasięgu ramion Mopsicy.
W polu widzenia Malfoy'a pojawiła się grupka Gryfonów, w tym Potter i Weasley.
- Są i przegrańcy. A gdzie wasza królowa żałosnych pokonanych? - zakpił Smok.
- Już idzie. O! Chyba ją słychać... - Ginny uśmiechnęła się z wyższością. Faktycznie gdzieś za zakrętu korytarza dobiegło ich stukanie obcasów.
- Granger i obcasy? To jakiś żart? Ona wiecznie biega w tych tenisówkach, które - dzięki ci, Salazarze - niezbyt dobrze sprawdzają się na drewnianych szczeblach drabiny... - rozmyślał Draco, jednak szybko musiał porzucić te myśli... I w ogóle jakiekolwiek inne, gdyż jego szczęka z łoskotem opadła na podłogę. Zresztą nie tylko jego.
Hermiona Granger, naczelna kujonica Hogwartu, miała na sobie obcisłą i dość krótką, czerwoną sukienkę. Jej włosy były wyprostowane. Na twarzy miała doskonale podkreślający jej urodę makijaż, a na ustach kuszącą, czerwoną szminkę. Szła, kokieteryjnie poruszając biodrami, a jej nogi w butach na wysokich obcasach zdawały się nie mieć końca. Pod Pokojem Życzeń nie było chłopaka, który by nie był pod wrażeniem jej urody (no, może poza Goylem, ale on był gejem i podziwiał tylko jej sukienkę). Powoli zbliżała się w stronę oszołomionego blondyna, starając się patrzeć mu w głęboko w oczy – co nie było łatwe, bo jego wzrok skupił się nieco niżej... Dla niej dobrze.
Podeszła bardzo blisko niego, tak, że mógł wyraźnie poczuć nieziemską woń jej perfum i odezwała się tym seksownym, mruczącym głosem.
- Hej, Smoku... Zamknij buzię, bo ci mucha wleci. – Delikatnie musnęła opuszkami palców jego podbródek, uśmiechając się przy tym uroczo. Draco dopiero w tej chwili uświadomił sobie, że faktycznie ma otwartą buzię i z pewnością wygląda jak jakiś ostatni kretyn. Starał się opanować choć trochę.
- Nieźle, Granger – powiedział, w myślach wyjąc jak wilk do księżyca. Nie przypominał sobie, by kiedyś widział jakieś seksowniejsze zjawisko.
- Wybacz to drobne spóźnienie, ale chyba na czymś usiadłam i miałam wrażenie, że pobrudziłam sukienkę. Możesz spojrzeć? - zapytała zalotnie, odwracając się do niego plecami i lekko wskazując na swoje pośladki. Przerażony Draco cofnął się o krok w tył. Na Merlina! Niech go ktoś spetryfikuje, zanim zrobi z siebie kompletnego idiotę!
- Granger, daruj już sobie! Mieliście się siłować! - warknęła wściekła Parkinson, a kilka jej koleżanek syknęło z aprobatą.
- Och tak! Mogę wybrać wystrój pokoju, Smoku? - Jej oczy wyrażały prośbę, a Draco nerwowo zacisnął pięści, jednocześnie marząc o tym, by kiedyś prosiła go tak o coś innego...
- Ee... Jasne, wybieraj – zdołał wydusić z siebie, a Hermiona znów odwróciła się do niego i seksownie kołysząc biodrami podeszła do ściany.
- Wiesz, że jak ją pokonasz, to już nigdy jej nie przelecisz? - mruknął mu do ucha Zabini.
- Nie bluźnij, heretyku – odburknął Smok, podchodząc do drzwi, które się właśnie pojawiły.
Hermiona weszła pierwsza do pokoju, który wystrojem przypominał... romantyczną kawiarnię Madame Puddifoot.

☯☯☯

- Gotowy do boju przystojniaczku? - zapytała, zajmując swoje miejsce i poprawiając dekolt sukienki tak, że odsłaniał jeszcze więcej.
- Uhm – odpowiedział, bo nic innego nie przyszło mu do głowy.
- Dobra, zasady są proste, od momentu, gdy powiemy start, siłujecie się na prawe dłonie. Ten, którego prawa dłoń pierwsza dotknie stolika, przegrywa! - wyjaśnił zasady Zabini.
- Tak się cieszę, że będę miała okazję potrzymać tę twoją męską dłoń Draco. Zawsze mówię Ginny, że masz takie duże ręce... - Hermiona kokietowała go bez skrupułów.
- Ee, dzięki – odpowiedział, nie orientując się nawet, że poziom jego elokwencji właśnie rozbił się o dno.
- Wspaniałe, silne, męskie... Każda kobieta w twoich ramionach czułaby się bezpiecznie – mruczała, sugestywnie dotykając opuszkami palców dłoni Dracona. Gdy przesunęła paznokciem po jego linii życia, chłopak ledwo stłumił jęk. Ta wiedźma działała na niego oszałamiająco.
- Przygotujcie się. Łokcie na stół. Dłonie splecione – instruował ich Diabeł.
- Draco, mówiłam ci już, że masz cudowne oczy? - zapytała szeptem.
- Co?
- Na trzy. Raz... Dwa... - odliczał Zabini.
- Takie wspaniałe, że można by w nich utonąć – wymruczała, patrząc mu głęboko w oczy.
- Trzy! - ryknął Zabini.
I w tym momencie dłoń Dracona opadła na stół przygwożdżoną drobną dłonią Gryfonki, która krzyknęła z radości.
- Tak! Jesteś do bani, Malfoy! Pokonałam cię, fretko! - Hermiona zerwała się z miejsca i zaczęła podskakiwać jak mała dziewczynka, a cały Gryfindor wył z radości razem z nią. Ślizgoni również wyli, ale z zupełnie innego powodu, a Draco nie mógł uwierzyć, że pozwolił zrobić z siebie takiego idiotę.
- Nie martw się stary, żaden facet nie miał z nią dziś szans – pocieszał go Blaise.
- Jeszcze mi zapłaci za tę porażkę.. - poprzysiągł sobie Smok, patrząc na błyszczące radością oczy Hermiony.

☯☯☯

Epilog:

- Dziadku! Dziadku! - Blondwłosy urwis z buzią umorusaną czekoladą wbiegł do ogrodu i wskoczył na kolana siwego, pogodnego staruszka.
- Co tam, łobuzie? - Dziadek uściskał wnuczka.
- Dziadku, a pamiętasz jak mówiłeś mi, że zawsze byłeś najlepszy i wygrywałeś?
- No pewnie, tak było...
- To dlaczego babcia mówi, że pokonała cię, gdy byliście razem w siódmej klasie? - Draco z wyrzutem spojrzał na swoją żonę, która właśnie przyniosła do ogrodu dzbanek lemoniady.
- Tego akurat nie musiałaś mu mówić – burknął obrażony.
- Pociesz się, że wciąż masz piękne oczy skarbie – zaśmiała się Hermiona, pochylając się, by cmoknąć męża w to nachmurzone czoło.
Przez wszystkie lata ich małżeństwa wypominał jej, że ta zagrywka z urokiem osobistym była w iście ślizgońskim stylu... Zawsze jednak dodawał potem, że była to najsłodsza porażka w jego życiu.
☯☯☯

Koniec

5 komentarzy:

  1. Za każdym razem jak czytam tą miniaturke mam banana na pyszczku :D no po prostu FE-NO-ME-NAL-NA!!
    Całuję!!

    OdpowiedzUsuń
  2. racja, fenomenalna miniaturka, kocham!:):D

    OdpowiedzUsuń
  3. Prawie płacze... ze śmiechu. Świetne 😂

    OdpowiedzUsuń
  4. Fenomenalna. Jak każda Twojego autorstwa.

    Dożywotni fan

    OdpowiedzUsuń