niedziela, 4 października 2015

"Okno na miłość"

- Hermiono, to musisz być ty! Jesteś najlepsza! - Człowiek zwany Wybrańcem lub inaczej Chłopcem-Który-Przeżył-By-Wszystkim-Komplikować-Życie patrzył na nią z wyraźnym oczekiwaniem.
- Chyba oszalałeś, Harry! On mnie nienawidzi! Zresztą jest to uczucie zupełnie odwzajemnione. Miałabym codziennie widywać tego gada? Za nic w świecie!
- Kolejną misję wybierzesz sobie sama, dostaniesz też urlop i podwyżkę. To tylko dwa miesiące! Muszę wiedzieć, czy on nic nie kombinuje, zanim na dobre zamkniemy jego sprawę – tłumaczył Potter.
- Dwa tygodnie więcej płatnego urlopu i nowe biuro z dala od Rona i jego wiecznie zawalonego żarciem otoczenia – postawiła twarde warunki.
- Zgoda! Tu masz teczkę Malfoya. Wynajęliśmy dla ciebie mieszkanie dokładnie w bloku naprzeciwko. Będziesz mogła śledzić go za pomocą mugolskich środków szpiegowskich.
- I tylko dlatego wybrałeś mnie do tej roboty? Dlatego, że umiem posługiwać się sprzętem mugoli? - dociekała.
- I jeszcze dlatego, że jesteś jedyną znaną mi kobietą, na którą nie działa urok osobisty tego gada. Ciebie nie zbajeruje. – Harry wyszczerzył się do niej szeroko.
- Pewnie, że nie! Wcześniej piekło by zamarzło, niż ja dotknęłabym tej zarozumiałej fretki – oznajmiła pewnie, wstając i wychodząc z biura swojego szefa.
Pora na kolejną misję szpiega.
Hermiona J. Granger znów rusza do akcji.

♥♥♥

Mieszkanko było małe, ale schludne, wystarczające, jak na dwumiesięczną akcję. Rozstawiła cały sprzęt i przygotowała się na wieczorną obserwację blondyna. Z teczki dowiedziała się, że jego rodzice nie żyją, rodzinny majątek został skonfiskowany, a on sam pracuje w prywatnej kancelarii prawnej na Pokątnej. Mieszka w apartamencie wśród mugoli i nadal umawia się z Pansy Parkinson.
Nigdy by się nie spodziewała, że Malfoya spotka taki los. Bogaty arystokrata czystej krwi mieszkający na mugolskim osiedlu? Ciekawe, czy zmienił się jakoś bardzo przez te wszystkie lata od zakończenia szkoły?
Ponownie spojrzała w jego teczkę, by dowiedzieć się, że ma jeszcze ponad pół godziny do jego powrotu z pracy, mogła więc skoczyć do sklepu na rogu po kilka produktów na kolację. Skoro znów na trochę wróciła do mugolskiego świata, naszła ją ochota na tradycyjne gotowanie.

♥♥♥

Jako że sklep był blisko nawet się nie przebrała. Ubrana w jeansy i top, który mocno opinał jej wysportowaną sylwetkę, włosy upięła w wysoki kok i żwawo ruszyła do sklepu. Miała ogromną ochotę na coś słodkiego, w końcu należało jej się to, skoro cały wieczór miała podglądać tego przebrzydłego Ślizgona.
Ku swojemu niezadowoleniu spostrzegła, że jej ulubione karmelowe ciasteczka znajdują się na najwyższej półce. Ze złością podskoczyła kilka razy, ale i tak ich nie dosięgła. Rozważała już, czy nie użyć dyskretnie zaklęcia przywołującego, gdy jakaś blada dłoń chwyciła za nie.
- Proszę bardzo, zauważyłem, że pani nie sięga – usłyszała uprzejmy głos tuż za swoimi plecami. Odwróciła się na pięcie i na chwilę zamarła z wrażenia. Przed nią stał uśmiechnięty od ucha do ucha...
- Malfoy – szepnęła sama do siebie.
- Granger? A co ty na Salazara robisz w mugolskim sklepie? - zdziwił się, gdy rozpoznał, że śliczna kobieta, której postanowił pomóc, to jedna z paczki jego zaprzysięgłych wrogów.
- Mogłabym zapytać ciebie o to samo. Arystokrata wśród mugoli. Ciekawe... - uśmiechnęła się cynicznie pod nosem, widząc, że Dracona zdenerwowała ta uwaga.
- Nic się nie zmieniłaś, Granger. Przynajmniej z charakteru... - Jego wzrok leniwie przesunął się po jej ciele w taki sposób, że poczuła się, jakby stała przed nim nago.
- Ty też nie. Nadal jesteś bezczelnym bucem.
- A ty nadal jesteś przemądrzała – uśmiechnął się triumfująco.
- Nie będę z tobą gadać! - prychnęła oburzona.
- Nikt ci nie każe, Granger. A na przyszłość znajdź sobie inny sklep. W tym ja często robię zakupy...
- Nie będziesz mi rozkazywał, fretko! Akurat ten sklep jest najbliżej mojego nowego mieszkania – odpyskowała z wyższością. Draco spojrzał na nią zdziwiony, po czym skrzywił się teatralnie.
- Granger moją sąsiadką... Merlinie, cóż Ci uczyniłem, że spotyka mnie taka kara? - zakpił.
- Spadaj, idioto! - warknęła na niego, odwracając się na pięcie i odchodząc do kasy, po drodze na oślep pakując kilka rzeczy do koszyka. Chciała jak najszybciej znaleźć się poza zasięgiem tego przeszywającego spojrzenia.

♥♥♥

Sprzęt był gotowy do pracy, a kolacja mniej udana niżby chciała, bo przez tego kretyna kupiła tylko kaszę, dżem i słoik cebulek koktajlowych.
Zrobiła sobie kubek herbaty i usiadła na przeciwko okna, uprzednio upewniając się, że ma na sobie zaklęcie kameleona. Nie chciała przecież, by blondyn ją zdekonspirował...
Nagle jej uwagę przykuło ciche stukanie w okno. Zdziwiona spostrzegła za nim dużą, czarną sowę. Czyżby Potter czegoś od niej chciał? Otworzyła okno i ze zdziwieniem spostrzegła, że ptak dźwiga niewielką paczkę... Jej ulubionych, karmelowych ciasteczek. Prychnęła ze złością, gdy uświadomiła sobie, kto jej to przysłał

"Smacznego Granger.
Uważaj jednak, byś od takich smakołyków nie straciła tego seksi ciałka.
Ten, o którym skrycie marzysz..."

- Przeklęty, bezczelny palant! - krzyknęła rozeźlona, wyganiając jego sowę za okno. Co on sobie wyobrażał? Ona niby miała marzyć o nim? Nigdy! Mógł sobie być najbardziej pożądanym kawalerem wśród żeńskiej części magicznego świata, mógł wyglądać obłędnie w mugolskim garniturze i błękitnej koszuli, wreszcie mógł mieć całe worki tego cholernego uroku osobistego, ale jej, Hermiony G., to nie ruszało, nie rusza i ruszać nie będzie! Ze złością rozerwała pudełko i wzięła jedno z ciastek. Po chwili jednak cisnęła nim o podłogę i rozdeptała je w pył. Nigdy nie weźmie do ust niczego, co dostała od swojego wroga!

♥♥♥

Już po tygodniu musiała przyznać, że obserwowanie Malfoy'a nie jest zajęciem tak do końca nudnym. Blondyn wstawał skoro świt, po czym zakładał na siebie obcisły podkoszulek oraz spodnie z dresu i wybierał się na półgodzinny bieg. Wracał, brał prysznic, po którym przechadzał się po swoim mieszkaniu z ręcznikiem wokół bioder... Dalej znikał w swojej sypialni. Wychodził ubrany w garnitur, w którym wyglądał jak milion galeonów, a później robił sobie kawę – za pomocą mugolskiego ekspresu i szedł do pracy, po drodze uśmiechając się uprzejmie do swoich sąsiadów – mugoli.
Wracał około piątej. Znów brał prysznic i ubierał się w luźne, zazwyczaj czarne spodnie... Chodził po mieszkaniu bez koszulki, prezentując obłędną klatę. Sam szykował sobie coś do jedzenia – zazwyczaj bez pomocy magii. Siadał za swoim biurkiem w salonie i pracował nad jakimiś papierami. Czasem odwiedzał go Zabini, z którym zawsze pił whisky, albo jego dziewczyna, Parkinson. Wtedy siadali razem na kanapie z butelką wina, a Draco obejmował ją ramieniem i cierpliwie słuchał jej nieustannego gadania, a nienawiść Hermiony do tej kobiety osiągała w takich momentach apogeum.
Z jej obserwacji wynikało, że Malfoy nie ma już żadnych kontaktów ze swoimi byłymi towarzyszami–śmierciożercami, a ponadto dzięki jego skłonnościom do unikania koszulek zauważyła, że nie ma już na przedramieniu Mrocznego Znaku.
Już w pierwszym raporcie wspomniała o tym Potterowi, dodatkowo prosząc go o skrócenie czasu jej misji. Nie chciała dłużej obserwować tego irytującego blondyna... Przyłapała się bowiem na tym, że nie myśli już o nim w najgorszych kategoriach, a nawet, że zaczyna o nim myśleć zbyt często.
Zwłaszcza w nocy.

♥♥♥

- Białe czy czerwone – mamrotała pod nosem, przeglądając alkohole na półce w osiedlowym sklepie. Miała dziś ochotę na lampkę dobrego wina i książkę. Był piątek, więc Malfoy pewnie znów spędzi wieczór w towarzystwie swojej dziewczyny, a nie chciała tego oglądać bo... bo... bo to takie nudne.
- To jest świetne, jeśli lubisz wina wytrawne. To zaś doskonale pasuje do ryby, najlepiej do łososia. – Głos, który usłyszała za swoimi plecami sprawił, że zrobiło się jej gorąco. Odwróciła się na pięcie i znów ujrzała te niesamowite, błękitne tęczówki.
- Nikt cię nie prosił o radę, Malfoy – burknęła.
- Ciebie również miło spotkać, Granger. Jak tam nowe mieszkanko? - Brzmiał, jakby rozmawiał ze starą, dobrą znajomą.
- Nie twoja sprawa! – warknęła, łapiąc pierwszą butelkę wina, jaka wpadła jej w ręce.
- To wino pasuje do krwistej dziczyzny. Naprawdę masz zamiar jeść coś takiego na kolację? - zakpił. Hermiona prychnęła pod nosem, jednak odstawiła butelkę i zabrała tą, która jego zdaniem miała pasować do łososia.
- Dobry wybór, też mam zamiar je kupić – uśmiechnął się lekko, sięgając po wino, a jego dłoń znalazła się niebezpiecznie blisko jej policzka.
- Dzięki za ciastka – wypaliła nagle, samej się sobie dziwiąc, czemu jeszcze z nim rozmawia. Draco spojrzał na nią uśmiechając się lekko, a jego wzrok znów przesunął się po jej ciele odzianym w krótką, kwiecistą sukienkę.
- Widzę, że ci nie zaszkodziły... - powiedział to takim tonem, że ciarki przebiegły jej po krzyżu.
- Idę. Do widzenia, Malfoy – odwróciła się na pięcie i odeszła, zła, że nie zrobiła tego dużo wcześniej.

♥♥♥

Weszła do domu i odstawiła torbę z zakupami na stół. Potarła dłonią skronie, próbując odpędzić od siebie widok pewnych przeszywających oczu, który nawiedzał ją, gdy tylko przymknęła swoje. Od rozmyślań oderwał ją dźwięk telefonu. Zdziwiła się, gdyż niewiele osób z jej otoczenia potrafiło korzystać z tego wynalazku mugoli. Była pewna, że to Harry albo rodzice.
- Granger, słucham – burknęła w słuchawkę, jednocześnie zdejmując swoje szpilki.
- Po co mamy osobno jeść łososia, jeśli możemy zrobić to razem. To bardziej oszczędne i praktyczne... - Nogi się prawie pod nią ugięły, gdy rozpoznała ten głos.
- Malfoy? Skąd ty masz mój numer? Albo inaczej... Skąd ty wiesz jak używać telefonu? - zapytała, nieźle zszokowana. Usłyszała jego dźwięczny śmiech po drugiej stronie słuchawki.
- To już moje słodkie tajemnice, Granger. To jak? Ja robię łososia, ty przynosisz wino. Za godzinę u mnie.
- Czy ty się aby na pewno dobrze się czujesz? Chcesz zaprosić swojego największego wroga na kolację? To już nie ma bardziej finezyjnych sposobów na zamordowanie kogoś niż trucizna? - zapytała podchodząc do okna, by go poobserwować. Draco stał w kuchni, w jednej dłoni trzymał słuchawkę telefonu, a drugą rozpakowywał zakupy.
- Jasne, że są ciekawsze sposoby. Na przykład umrzeć z nadmiaru seksu, ale na dziś wieczór zaplanowałem tylko łososia. Przykro mi, jeśli cię rozczarowałem, Granger...
- Nie pierwszy raz, Malfoy – odpowiedziała z przekąsem, zastanawiając się, o co tak naprawdę mu chodzi.
- Zmienisz zdanie, jak spróbujesz mojej kolacji. Nie spóźnij się, Granger, i schłodź wino. Mieszkanie numer pięć, na pierwszym piętrze – odłożył słuchawkę.
Hermiona nerwowo przygryzła wargę, zastanawiając się co dalej. Mogłaby po prostu olać jego i tą kolację, ale z drugiej strony... Była taka ciekawa, o co może chodzić temu nadętemu bałwanowi. No i... Mogłaby umieścić w jego domu podsłuch. To na pewno sprawiłoby, że Harry szybciej zdjąłby ją z tej misji. Miałaby dowód w postaci nagrania, że Malfoy nic nie kombinuje... A co jeśli jest dokładnie na odwrót? Co jeśli ją rozgryzł? Poznał jej sekret? Nie! To niemożliwe... I nie może dać mu żadnych podejrzeń, dlatego pójdzie na tę kolacje.

♥♥♥

Klasyczna mała czarna, do tego szpilki i upięte włosy – sama nie wiedziała, dlaczego się tak ubrała. Mogła przecież pójść w jeansach, chociaż z drugiej strony widziała przez okno, że Malfoy zakłada niebieską koszule. Palant! Skąd wiedział, że akurat w takiej mu najbardziej do twarzy? Odetchnęła głęboko, nim zapukała do jego drzwi. W jednej ręce trzymała wino, a pod pachą spoczywała jej niewielka torebka-kopertówka, w której przyniosła pluskwę. Miała nadzieję, że uda jej się ją umieścić w wazonie ze sztucznymi kwiatami w jego salonie.
Otworzył jej drzwi i na chwilę dosłownie zdębiał. Hermiona poczuła się zawstydzona jego spojrzeniem, choć powinna je raczej odebrać jako komplement...
- Wejdź – powiedział, gdy trochę oprzytomniał.
- Wino – burknęła, podając mu butelkę. Zastanawiała się jednocześnie, czy cały wieczór będą z sobą rozmawiać w ten sposób...
- Kolacja już prawie gotowa, a wino dobrze schłodzone – uśmiechnął się do niej lekko, a ona odwzajemniła ten uśmiech.
Draco zaprowadził ją do salonu, gdzie czekał już nakryty stół. Zdziwiło ją to nieco, gdyż kilka razy widziała, jak jadał kolacje z Pansy przy blacie w kuchni. Ucieszyła się jednak, gdy blondyn wyszedł z pokoju, a ona mogła precyzyjnie umieścić podsłuch. Ta część misji poszła gładko... Obawiała się trochę tego, co będzie dalej.
Te obawy jednak szybko odeszły w niepamięć. Malfoy bowiem był... czarujący. Wspominali razem szkołę, nauczycieli, wspólne szlabany i mecze Quidditcha, jednak nie rozmawiali o stosunkach, jakie panowały pomiędzy nimi w tamtych czasach. Wciąż sobie dogryzali, jednak w subtelny, zabawny sposób, bez wyzwisk i obelg.
Draco opowiadał jej co słychać u kilku byłych Ślizgonów. Ona rewanżowała się opisem kariery Gryfonów, zgrabnie pomijając informację, że tak naprawdę pracuje w Biurze Aurorów. Skłamała, że jest zwykłą, szeregową urzędniczką ministerstwa, co zasadniczo było prawdą, gdyż takie stanowisko miała wpisane w papiery, by nikt nie przejrzał jej szpiegowskiej działalności.
- To wino naprawdę pasowało do łososia – roześmiała się, gdy skończyli pić drugą butelkę.
- Mówiłem, Granger, znam się na tym – przechwalał się Malfoy. Hermiona spojrzała na zegarek i ze zgrozą stwierdziła, że dawno minęła północ.
- Ja już pójdę. Dzięki za kolację – mruknęła, podnosząc się z krzesła. Nigdy nie przypuszczała, że może spędzić wieczór w jego towarzystwie w tak przyjemny sposób.
- Odprowadzić cię? Jest ciemno... - zaproponował, uśmiechając się łagodnie.
- Nie, dzięki, nie mam daleko. – Ona również się uśmiechnęła, idąc w stronę drzwi.
- Uważaj na siebie, Granger – szepnął, gdy odwróciła się, by się z nim pożegnać. Nie potrafiła wydusić z siebie słowa, patrząc mu w oczy. On również się nie odzywał, a jego wzrok przeniósł się na jej usta... Zrobił krok w jej stronę, a Hermiona szybko odwróciła się i złapała za klamkę.
- Dobranoc, Malfoy – powiedziała na jednym wydechu, po czym szybko wyszła na klatkę schodową. Uspokoiła się dopiero w swoim mieszkaniu, choć serce jeszcze długo biło jej nieregularnym rytmem.
Wciąż jednak myślała o tym, jakby to było, gdyby pozwoliła mu na to co chciał zrobić...

♥♥♥

Rano obudziła się z obolałą głową. Nie tylko alkohol, ale i natłok myśli sprawiły, że nie czuła się najlepiej. Właśnie łykała nieco eliksiru na kaca, gdy zadzwonił jej telefon. Niepewnie spojrzała na urządzenie, obawiając się, jak się zachować, jeśli usłyszy Malfoy'a.
- Granger – burknęła.
- Hej, Mionka, ale masz głos! Popiłaś wczoraj czy co? - zaśmiał się Harry.
- Czego? - warknęła na niego, zła że śmieje się z jej fatalnego samopoczucia.
- Dzwonię ci powiedzieć, że nie ma szans na wcześniejsze przerwanie misji, ale wiem, że na pewno wytrzymasz! To jeszcze tylko trochę ponad miesiąc... - Hermiona jęknęła w duchu słysząc tę informację. Najchętniej uciekłaby stąd natychmiast. - Słyszysz mnie? - zawołał Wybraniec, zdziwiony jej milczeniem.
- Spadaj, Potter! Niczego nie umiesz załatwić – wkurzona rzuciła słuchawką. Jednak ledwo odeszła dwa kroki, jej telefon ponownie zadzwonił. - Powiedziałam, żebyś spadał! - krzyknęła, gdy tylko odebrała.
- Auć, Granger, to nie było miłe... - Prawie dostała ataku serca, gdy usłyszała ten aksamitny głos.
- Malfoy?
- A to nie mnie miałaś na myśli, gdy krzyczałaś, żebym spadał? - zaśmiał się.
- Nie... To znaczy tak, ty zawsze masz spadać, Malfoy – plątała się.
- Jasne, Granger. Przyznaj, że cieszysz się, słysząc mój głos. Wiele kobiet marzy, by usłyszeć go o poranku...
- Chyba w twoich snach – docięła mu.
- Nie masz pojęcia, o czym dziś śniłem...
- Dzwonisz, żeby mi to opowiedzieć? - zapytała, dyskretnie podchodząc do okna, by sprawdzić co robi jej rozmówca. Draco siedział przy kuchennym blacie i popijał kawę. Wyglądał niezwykle seksownie z rozczochranymi włosami i w samych spodniach od piżamy...
- Dzwonię ci powiedzieć, że dziś w kinie na rogu jest ten seans starych mugolskich filmów, o którym wczoraj rozmawialiśmy. Co ty na to? - Hermiona nerwowo przygryzła wargę, gdy do jej świadomości dotarło, że proponuje jej kolejne spotkanie.
- W ramach podziękowania za kolację, ja płacę za bilety – odpowiedziała szybko, nim racjonalna część jej świadomości zmusiłaby ją do zmiany zdania.
- Zgoda. O siódmej czekam pod kinem – odpowiedział wyraźnie zadowolony, po czym odłożył słuchawkę. Widziała przez okno jak uśmiecha się sam do siebie i przeciąga rozkosznie.


♥♥♥

Ustawiła sprzęt i sprawdziła jak działa podsłuch. Było idealnie, słyszała nawet szelest gazety, którą blondyn właśnie czytał w salonie. Nagle w jego mieszkaniu zadzwonił telefon, a Draco podszedł, by go odebrać.
- Malfoy, słucham. - Hermiona nie usłyszała odpowiedzi jego rozmówcy.
- Hej. Wracasz już dziś? Myślałem, że dopiero jutro. Nie, Pansy, dzisiaj nie mogę. Mam ważną sprawę do załatwienia. Tak, mnie też jest przykro. Trzymaj się. Całuję. - Poczuła, że coś nieprzyjemnego dzieje się w jej wnętrzu. Świadomość, że Malfoy umówił się z nią, tylko dlatego, że jego dziewczyny nie było w mieście, sprawiła jej dziwną przykrość, ale z drugiej strony... Przecież nie odwołał ich spotkania, pomimo tego, że wstrętna Mopsica wróciła...

♥♥♥

Wizyta w kinie była bardzo udana. Filmy były dobre, a Draco popisał się znajomością kilku dialogów, które w jego wykonaniu rozśmieszyły ją do łez. Po kinie następna była wizyta w galerii sztuki. Później wernisaż. Teatr. Wspólny mecz tenisa. Wycieczka nad jezioro. Wieczorny spacer po parku. Kolejna kolacja w jego mieszkaniu... Nim się spostrzegła, do zakończenia jej misji pozostały już tylko dwa tygodnie, a ona większość swoich wieczorów spędzała w towarzystwie swojego byłego wroga, a obecnego obiektu swojej obserwacji...

♥♥♥

Był szarmancki. Okrywał jej ramiona swoją marynarką, gdy marzła i podawał jej dłoń, gdy wchodzili na schody, a ona miała wysokie szpilki. Odsuwał jej krzesło w restauracjach i zawsze dbał o to, by pierwsza złożyła zamówienie. Nie pozwalał jej za nic płacić i po każdym spotkaniu odprowadzał ją pod drzwi jej kamienicy. W dni, w które się nie widzieli, dzwonił pytać, jak jej minął dzień, a ona z ciężkim sercem wymyślała kolejne kłamstwa o pracy w ministerstwie. Zauważyła też, że odsunął się od Pansy. Dziewczyna nie spędzała już nocy w jego mieszkaniu, a gdy go odwiedzała, nie siadał już przy niej na kanapie. Hermiona nie wiedziała czy to spotkania z nią mają wpływ na jego zachowanie, ale w głębi serca liczyła na to, że tak... Nie potrafiła przestać o nim myśleć, ani odmówić sobie kolejnego spotkania z nim. Wiedziała, że to co robi jest złe i niewłaściwe, jednak jej głupie serce nie chciało, by postąpiła inaczej.
- To dobry film, chociaż dialogi były miejscami przesadzone – stwierdził, gdy wracali do domu po kolejnym, wieczornym seansie.
- Ale śmieszne. Mnie się podobały – odpowiedziała, uśmiechając się do niego promiennie. Uwielbiała widzieć go tak wyluzowanego i zadowolonego jak teraz. Była szczęśliwa, że pozwalał sobie na to w jej towarzystwie. Wracali przez oświetlony park, w którym mimo później pory spacerowało kilka par.
- Chodź, usiądziemy na chwilę. Powietrze jest takie rześkie. – Draco klapnął na jedną z drewnianych ławek, a Hermiona usiadła obok, oddychając głęboko. - O czym myślisz? - zapytał ją, gdy nie odzywała się przed dłuższą chwilę. Odwróciła się do niego i uśmiechnęła się lekko. Myślała o nim, o tym jak blisko niej jest, o tym, jak cudownie bawi się w jego towarzystwie i o tym, jak ciężko jej będzie odejść, gdy misja się skończy...
- O pracy – powiedziała, nie do końca mijając się z prawdą.
- Na Merlina, Hermiona, czy ty nawet w chwilach relaksu musisz myśleć o czymś tak nudnym jak praca? - zaśmiał się, kręcąc z dezaprobatą głową. Poczuła ciepło, które wypełniło jej serce. Zawsze się tak działo, gdy używał jej imienia...
- A o czym innym mam myśleć? - roześmiała się lekko.
- Nie wiem. Może o kryzysie gospodarczym? Wyprzedaży jakiś ciuchów czy kosmetyków? Albo na inny przyjemny temat!
- Nie znam żadnego... - Draco spojrzał jej głęboko w oczy i uśmiechnął się w ten uroczy sposób, który tak bardzo lubiła.
- Na przykład może myśleć o mnie – wyszeptał, znów zatrzymując spojrzenie na jej malinowych, pełnych ustach. Tym razem nie uciekła. Wiedziała, że to się stanie. Iskry, chemia, przeczucie... Oboje wiedzieli, że do tego dojdzie. Oboje tego chcieli... Od dawna. Gdy jego usta dotknęły jej warg, całe ciało zalazła fala przyjemności. Malfoy całował tak, że cały świat przestawał istnieć i w tej chwili nie liczyło się już nic...
Delikatnie złapał za tył jej głowy, by jeszcze pogłębić pocałunek, a ona wplotła palce w jego miękkie włosy, by nacieszyć się ich dotykiem. Nie powinna tego robić, nie powinna tego chcieć... Ale było już za późno. Nagle jednak Draco odsunął się od niej, jakby go coś oparzyło.
- Hermiona, ja przepraszam, nie powinienem był tego robić. - Jego słowa zadziałały na nią jak kubeł zimnej wody. Otrzeźwiły ją na tyle, że poderwała się z ławki, by jak najszybciej od niego odejść. Nigdy wcześniej nie czuła się tak upokorzona... Szybko ją dogonił i złapał za ramię, odwracając twarzą do siebie. - To nie dlatego, że tego nie chciałem. Przeciwnie... Bardzo chciałem, ale nie powiedziałem ci wszystkiego, Herm... A nie chcę... Nie mogę cię oszukiwać. Ani jej... - Wiedziała, że mówi o Pansy. O tej, o której nie wspomniał ani razu od początku ich spotkań. Pewnie czuł, jakby zdradził ją tym pocałunkiem. Hermionie łzy napłynęły do oczu.
- To ja przepraszam. Masz rację, to nie powinno się stać. Pójdę już... - Odwróciła się na pięcie, jednak on objął ją w talii i przyciągnął do siebie, tak, że uderzyła plecami w jego tors.
- Nie chcę, żebyś odchodziła... Po prostu potrzebuję trochę czasu...

♥♥♥

Następne dwa dni się do niej nie odzywał. Nie zadzwonił, nie zaproponował spotkania. Obserwowała go z ciężkim sercem, widząc jak samotnie popija whisky, wyraźne zamyślony. Nagle spostrzegła, że wstaje i idzie otworzyć drzwi do mieszkania. Na chwilę zrobiło się jej ciemno przed oczami, gdy zauważyła, jak Mopsica wchodzi do środka i rzuca się mu na szyję. Patrzyła jak Draco wprowadza ją do salonu, podaje jej wino, siada przy niej na kanapie...
Zawahała się chwilę, czy włączyć podsłuch...
Musiała wiedzieć.
- Nie rozumiem, o czym mówisz, Dracusiu? – zaszczebiotała Parkinson swoim obrzydliwie słodkim głosem.
- To zrozum Pansy. To koniec. - Od tych słów coś we wnętrzu Hermiony zatańczyło sambę. Czy on naprawdę właśnie rzuca dziewczynę, z którą jest od kilku lat? Czy naprawdę rzuca ją dla niej?
- Jak to koniec? Gdy powiedziałeś, że to coś ważnego, myślałam, że chcesz mi się wreszcie oświadczyć! - pisnęła, zalewając się łzami.
- Przykro mi...
- Masz kogoś? - załkała Pansy.
- Ja... Tak. Poznałem kogoś wyjątkowego... - Po tych słowach Hermiona wyłączyła podsłuch. Nie mogła i nie chciała tego dalej słuchać. Nie była kimś wyjątkowym. Tylko zwykłą oszustką, która wpieprzyła się w jego uporządkowane życie... Niszczyła je. Poczuła jak łzy płyną po jej policzkach, gdy uświadomiła sobie, że natychmiast musi z tym skończyć.
Nie ma prawa dłużej go zwodzić.

♥♥♥

Od razu zaczęła pakować sprzęt. Jutro pójdzie do Pottera i oświadczy mu, że to koniec. Koniec misji. Koniec codziennego patrzenia przez okno na Malfoy'a. Musi zniknąć. Raz na zawsze.
Była w połowie pakowania, gdy usłyszała pukanie do drzwi. Przestraszyło ją to. Nikt nie znał tej kryjówki poza Potterem, ale on uprzedziłby ją przecież o swojej wizycie.
- Kto tam? - zapytała schrypniętym głosem.
- Sąsiad i butelka wina – usłyszała odpowiedź, która prawie ścięła ją z nóg...
Przyszedł do niej, zaraz po tym jak zerwał z Pansy. Nie zastanawiała się długo.
Kilkoma ruchami różdżki ukryła wszystkie szpiegowskie gadżety i transmutowała swój szary dres w luźną sukienkę. To ostatni raz, gdy będzie mogła go zobaczyć, dotknąć, poczuć...Ostatni wieczór i ostatnia noc.

♥♥♥

Gdy tylko stanął w jej progu, wiedziała, że to się tak skończy. Nie chciała jednak, by było inaczej. To była najlepsza noc jej życia. Wybuch tłumionej namiętności, tak wielki, że zmył wszystkie inne uczucia. Draco był kochankiem idealnym. Tej nocy udowodnił jej, że potrafi być czuły, namiętny i oddany, ale również dziki i nieposkromiony w swej żądzy.
Kiedy wreszcie zasypiała w jego ramionach, szczęśliwa i spełniona, jedna maleńka łza spłynęła po jej policzku. Wiedziała, że najbliższe tygodnie będą dla niej koszmarną, wielką udręką, ale nie miała zamiaru niczego żałować. Spojrzała na jego pogrążoną we śnie twarz. Miała nadzieję, że i on nie będzie...

♥♥♥

- Teraz chcesz zrezygnować? Zostało ledwie kilka dni – denerwował się Potter.
- Przespałam się z nim – powiedziała cicho, wiedząc, że tylko to może przekonać jej przyjaciela, do odwołania reszty misji. Harry wytrzeszczył na nią oczy, jakby co najmniej oświadczyła mu, że Voldemort powrócił.
- Mówisz o Malfoy'u? - Upewnił się, wciąż nie dowierzając.
- No przecież że nie o moim dozorcy! - wściekła się na niego.
- Ale jak, kiedy, gdzie? - gorączkował się Potter.
- Nie będę ci się spowiadać. Koniec misji, rozumiesz? Chcę ten urlop. Muszę wyjechać. Daleko.
- A co z raportem? - Hermiona rzuciła na jego biurko teczkę Malfoy'a i jej raport, który brzmiał "Malfoy nie jest śmierciożercą i nie ma z nimi żadnych powiązań".
- Potrzeba ci czegoś? - zapytał łagodnie Harry, dopiero teraz dostrzegając ten ból w jej oczach.
- Spokoju i eliksiru zapomnienia – mruknęła, wychodząc z jego biura. Musiała wrócić do siebie po kilka rzeczy. Mogła być spokojna. Draco był w pracy. Zbierze wszystko i zniknie z jego życia. Raz na zawsze.
Na zewnątrz padało, ale ona nie miała zamiaru sięgać po parasolkę ani czar chroniący. Szła londyńskimi ulicami, a krople deszczu mieszały się ze łzami na jej policzkach. Wiedziała, że sama jest sobie winna... Wiedziała, że sama sobie zadała ten cios. Bolało ją tylko, że przy okazji najpewniej zraniła również jego, a tego nie chciała... Nie planowała... Żałowała.

♥♥♥

Przemoczona do suchej nitki weszła do swojego mieszkania, by dokończyć pakowanie i uciec jak najszybciej, jak najdalej. Zamarła jednak, gdy zobaczyła kto stoi przy jej oknie. Przy tym samym, przez które obserwowała go ostatnie dwa miesiące.
- Wyglądasz jak zmokła kura – przywitał ją, uśmiechając się lekko. Tuż obok niego stał teleskop, którego nie zdążyła jeszcze spakować.
- Co ty tutaj robisz? - wyszeptała zdruzgotana.
- Masz bardzo przekupnego portiera... - odpowiedział, podchodząc do niej powoli. Stanął dokładnie przed nią, głęboko patrząc jej w oczy.
- I co, dowiedziałaś się o mnie czegoś ciekawego? - spytał.
Zawstydzona opuściła wzrok. Nie miała odwagi na niego spojrzeć. Nie zniosłaby tego zawodu w jego oczach. Draco delikatnie złapał za jej podbródek i uniósł go, tak by znów móc uchwycić jej spojrzenie.
- Nie musisz się wstydzić, Herm. Wiedziałem o wszystkim... - Na potwierdzenie swoich słów wyjął podsłuch, który umieściła w jego mieszkaniu.
- Co? - zapytała zszokowana.
- Jestem prawnikiem i wiem, jak działa Biuro Aurorów. Moja sprawa wkrótce się przedawni. Przypuszczałem, że Potter doczepi mi ogon... Nie wiedziałem tylko, że będzie on taki piękny i seksowny - przesunął delikatnie palcami po jej policzku.
- Draco...
- Cii, nic nie mów. Domyśliłem się, że to ty masz mnie szpiegować, gdy tylko zobaczyłem cię wtedy w sklepie. Jak myślisz, dlaczego codziennie chodziłem bez koszulki? Specjalnie po to, by umilić ci widok, słodka Gryfonko – zamruczał, obejmując ją i przyciągając do siebie.
- I co dalej...? - zapytała, niepewnie odwzajemniając jego uścisk.
- Na pewno nie uciekniesz, jak planowałaś. Nie mam zamiaru ci na to pozwolić.
- Ja... Nie mogę zostać.
- Herm, ty musisz zostać. Długo walczyłem ze sobą, ale jednak pozwoliłem ci wkroczyć w swój uporządkowany świat. Nie ma już odwrotu...
- A co jeśli się nam nie uda? - zapytała unosząc głowę, by znów spojrzeć mu w oczy.
- Nie dowiemy się, jeśli nie spróbujemy – wyszeptał, nim ją pocałował.
- Spróbujemy – przyrzekła mu, nim pozwoliła pogłębić ten pocałunek.
- Napisz do Pottera, że masz teraz nową misję – wymruczał jej w usta. - Będziesz mnie dalej pilnowała... Ale już nie przez okno, tylko będąc przy mnie. Na zawsze.


♥♥♥





Koniec

5 komentarzy:

  1. Piękna miniaturka. Świetnie piszesz, jestem fanką twojego talentu. :) Czytałam już twoje Dramione, i nigdy nie komentowałam ponieważ nie mogłam znaleźć odpowiednich słów, jednak postanowiłam się w końcu ujawnić :) Trzymaj tak dalej :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  3. Genialszej miniaturki nie czytałam. Piękna jak i z lekkim humorem. Kocham tą miniaturkę.
    Pozdrawiam
    Kim

    OdpowiedzUsuń
  4. Genialszej miniaturki nie czytałam. Piękna jak i z lekkim humorem. Kocham tą miniaturkę.
    Pozdrawiam
    Kim

    OdpowiedzUsuń
  5. Piękna miniaturka. Tylko tyle. Po protu... Brak słów. Cudowna. Kojąca. Napisana wspaniale (jest kilka błędów ortograficznych, ale nie masz się czym przejmować). Wiem, że trochę późno to piszę, że minęły niemal 3 lata, odkąd ją napisałaś. Ale teraz dopiero ją przeczytałem. Po wspaniałej, równie pięknej, choć mniej romantycznej "Rekompensacie" (przeczytałem dwa razy) stwierdziłem, że czas odkryć resztę Twoich opowiadań. To jest pierwsze, wybrałem na chybił-trafił. Jeszcze raz - cudowne, piękne, pozytywnie romantyczne (bez zbędnej "cukierkowatości"). Dziękuję, że jesteś. Dziękuję, że piszesz. I dziekuję, że piszesz fanfiction oparte na mojej ulubionej, ukochanej serii książek.

    P.S. To dzięki Tobie i "Rekompensacie" przekonałem się do Dramione. Wcześniej byłem raczej "konserwatywny", jeśli chodzi o paringi - najczęściej czytywałem po prostu Harry&Ginny (Hinny). Jeszcze raz dziękuję.

    OdpowiedzUsuń