niedziela, 4 października 2015

"Siła charakteru"

- Pokrój mi korzonki – padło polecenie.
Salazarze! Jak ja nie znosiłem tego pretensjonalnego, rozkazującego tonu Rudego Dzieciaka Gryffindoru. Temu śmierdzącemu Łasicowi od zwycięstwa nad Voldziem zupełnie się w tym ryżym łbie poprzewracało. Kątem oka widziałem, jak Hermiona ze zrezygnowaną miną bierze się do krojenia korzonków swojego ukochanego chłopaka. Spojrzałem na jej zaczerwienione policzki, lekko szkliste oczy i czułem wielką ochotę, by wrzucić w tego popaprańca swoim kociołkiem, pełnym eliksiru żywej śmierci. Weasley zdecydowanie nadawał się tylko do tego, by świecić głupotą i odgrywać rolę najlepszego przyjaciela bliznowatego Wybrańca. Wojna zmieniła go w propagandową maszynkę do zbierania pochlebstw i spijania śmietanki, a zupełnie znieczuliła na potrzeby innych. To on tu był najważniejszy, on zawsze dostawał wszystko, czego chciał... Ciekawe jak to się złożyło, że zaraz po wojnie zapragnął Granger? Najwidoczniej nie interesowało go to, że jej rodzice nie żyją, a ona została bezdomną sierotą. Nie. Dla niego liczył się tylko poklask i sława. A dwója pomocników Pottera razem była idealnym obrazkiem, na którym można było zarobić góry galeonów, co rodzina Weasley'ów skrzętnie wykorzystała. Ona została jego dziewczyną i wydaje mi się, że mało kogo obchodziło, czy ona naprawdę tego chce, czy robi to tylko po to, by znów poczuć się częścią rodziny. Gdyby Potter musiał wybierać, pewnie poszedłby za tym piegusem, zresztą od dawna podejrzewałem go o to, że woli chłopców, ale Granger... Co ta rozsądna dziewczyna robi z tym rudym głupkiem? Czemu sama pozwala się tak poniżać i traktować jak dodatek do garderoby...? Każdego dnia mam wrażenie, że coraz bardziej gaśnie na moich oczach. Gdzie zniknęła jej radość? Kiedy odeszły te wesołe iskierki w jej spojrzeniu? Od jak dawna nie pojawiała się już jej promienny uśmiech..? Widziałem, jak śmiała się tylko z przymusu, najczęściej z głupich i bezsensownych żartów Łasica i pewnie tylko dlatego, że on tego oczekiwał. Nie wiedziałem czemu sama sprawia sobie te tortury, wiedziałem jednak, że ona długo już tego nie wytrzyma. I ja też nie... I pewnego dnia po prostu przyłożę Weasley'owi tak, że mnie popamięta!

❅❅❅

Dlaczego tak się tym przejmowałem? Może dlatego, że byłem blisko i widziałem wszystkie te niewielkie urazy i rany, które powoli ją niszczyły. Bycie prefektem naczelnym miało być przywilejem, a ja szybko znienawidziłem ten przywilej prawie tak mocno, jak nienawidziłem chłopaka z blizną i jego rudego przyjaciela, którym podobno zawdzięczaliśmy wolność. Wspólne mieszkanie z prefektem Gryffindoru nie byłoby takie złe, gdyby nie to, że Hermiona często gościła u siebie tego nadętego dupka. Już pierwszego dnia nie omieszkał mi wypomnieć, że tylko dzięki bohaterskiej postawie mojej matki w czasie wojny, Potter nie wtrącił mnie do więzienia, gdzie powinienem teraz gnić. Potem za każdym razem przypominał mi, że jestem prefektem naczelnym, bo byłem za słaby, by zostać kapitanem drużyny – nie to co on, wspaniały przywódca i przyszły zdobywca pucharu Qudditcha. Gdy wreszcie opuszczał nasz wspólny salon, Hermiona zawsze szeptała ciche przeprosiny, jakby chcąc mi podziękować za to, że nie reagowałem. Nie wybuchałem złością, nie rzucałem klątwami, tylko siedziałem cicho, znosząc obelgi od kogoś, kto nie rozumiał, co przeżywałem każdego dnia i nocy, od kiedy zostałem Śmierciożercą. Jednak czego się spodziewać? Zrozumienia od Weasley'a? Nie. Tego na pewno nie. W końcu musiałby być istotą rozumną, a ktoś, kto tak traktował swoją dziewczynę nie mógł nią być.

❅❅❅

Kiedy coś we mnie pękło? Chyba wtedy, gdy zobaczyłem pierwszego siniaka na jej przedramieniu. Mimo że Hermiona szybko zsunęła rękaw swojej bluzki, ja wyraźnie widziałem ten ślad. Pamiętam, że wtedy chyba godzinę kopałem i waliłem w worek treningowy w Pokoju Życzeń. Worek treningowy z podobizną pana W. Nie wiedziałem, co zrobić, nie wiedziałem, co dalej, ale wiedziałem, że nie mogę na to pozwolić. Jej zlękniony wzrok, gdy zauważyłem siniaka był tak podobny do wyrazu twarzy mojej matki, gdy ukrywała przede mną swoje ślady i rany. Dobrze ci, ojczulku, że twoje zwłoki gniją gdzieś w Azkabanie... Gdybym tylko mógł, to szczątki Weasleya szybko, by do ciebie dołączyły. Od kiedy pierwszy raz domyśliłem się, że Łasic ją bije, zacząłem uważnie obserwować. Przysiągłem sobie, że zrobię co w mojej mocy, bo pożałował jeśli jeszcze raz ją tknie. Długo nie musiałem czekać...

❅❅❅

Bal świąteczny był pełen przepychu i akcentów przypominających, że dziś bawić możemy się tylko dlatego, że szanowny pan Potter i jego kumpel damski-bokser wszystkich uratowali nas z łap Voldemorta. Czasem zastanawiałem się, czy Dumbledore i Potter nie przenieśli swojej relacji na wyższy level, bo aż nazbyt widocznie wchodzili sobie wzajemnie w cztery litery prześcigając się w wyrazach wdzięczności i wzajemnych pochlebstwach. To było irytujące i żałosne.
Astoria uwiesiła się mojego ramienia jak rzep psiego ogona, a na dodatek nieustannie coś do mnie gadała/ Ja jednak byłym zainteresowany czymś innym. Hermiona w prostej błękitnej sukni wyglądała zjawiskowo. Jednak jej facet najwyraźniej tego nie zauważał, skoro zajęty był raz po raz opowiadaniem o tym, jak walecznie zwyciężył z siłami zła i ilu Śmierciożerców własnoręcznie zabił... To byłaby prawda, jeśli tylko umarliby ze śmiechu na widok jego włosów i piegów.
Hermiona nie miała zbyt wiele zabawy na tym balu, gdyż Weasley nie miał chyba zamiaru z nią tańczyć. Ja byłem prefektem naczelnym, ona drugim... Wypadało nam zatańczyć razem i muszę przyznać, że poprosiłem ją o to z prawdziwą przyjemnością. Pozbyłem się tej idiotki Astorii i podszedłem do Granger. Zgodziła się od razu, gdy zapytałem, czy ze mną zatańczy. Na krótką chwilę, gdy łapała moją dłoń w jej oczach zabłysnęła ta znajoma iskierka, jednak szybko zgasła, zastąpiona czymś ponurym i smutnym. Dlaczego choć na chwilę nie mogła znów być tą wesołą, spontaniczna dziewczyną, która kiedyś znałem?
Wiedziałem, że cała Wielka Sala gapi się na nas, ale mało mnie to obchodziło. My patrzyliśmy na siebie. Miałem wtedy wrażenie, że tylko ja wiem, jak bardzo ona cierpi. Miałem wrażenie, że tylko ona rozumie, co ja przeżywam. Tylko może mi pomóc i tylko ja będę w stanie pomóc jej. Nie wiedziałem jeszcze tylko jak...
Piosenka skończyła się szybciej niż mógłbym sobie tego życzyć, jednak my staliśmy jeszcze chwilę patrząc sobie w oczy, jakby wciąż szukając wzajemnego zrozumienia, które było nam obojgu niezwykle potrzebne.
- Odbijany! - usłyszałem groźne warknięcie za swoimi plecami. Nie musiałem się odwracać, by wiedzieć, że to Weasley. Brudny, głupi i pijany rudzielec z przerostami ambicji... Poczułem jak Hermiona zadrżała ze strachu i zawahałem się, nie chcąc jej puścić, chcą ją jakoś ochronić...
- W porządku, zatańczę z tobą Ronald – wyszeptała, sama odsuwając się ode mnie i podchodząc do swojego faceta, który złapał ją w swoje obleśne ramiona i brutalnie, bez uczucia, wycisnął na jej ustach pocałunek.
Zebranie resztek samokontroli sporo mnie kosztowało. Duża w tym zasługa Astorii, która poprosiła bym z nią zatańczył. To jakoś mnie powstrzymało przed dokonaniem brutalnego morderstwa na samym środku Wielkiej Sali.

❅❅❅

Wracałem do pokoju wciąż myśląc o tym, jak ona na mnie patrzyła. Jakbym był jedyną osobą potrafiącą dostrzec w niej kogoś wartościowego. Przecież taka była! Mądra, ładna, dzielna... Jak ktoś mógłby tego nie docenić? Wszedłem do naszego dormitorium zastanawiając się, czy ona już wróciła? Czy Weasley nic jej nie zrobił? Czy nie wypłakuje się teraz w poduszkę?
Jednak nie zdążyłem nawet zdjąć swojej szaty, gdy usłyszałem krzyk dobiegający z jej pokoju.
Znalazłem się tam najszybciej jak mogłem.

❅❅❅

Weasley był akurat w trakcie rozpinania spodni, a jej suknia była podarta...
- Wypierdalaj, Śmierciożerco! - warknął na mnie. W mgnieniu oka oceniłem sytuację i wyjąłem różdżkę petryfikując rudzielca, choć miałem ogromną ochotę go zabić...
- Nic ci nie jest? - zapytałem przyklękając przy zapłakanej Hermionie. Pokręciła głową, niezdolna do wymówienia chociaż słowa.
- Nie płacz, on już cię nie skrzywdzi. – Pewnie brzmiało to jak pusty frazes, ale chyba jej pomogło, bo, gdy wyciągnąłem do niej dłoń, złapała ją z ufnością. Pomogłem jej się podnieść i zaprowadziłem ją do swojego pokoju. Dałem jej swój podkoszulek i poleciłem by skorzystała z mojej łazienki, a sam zaplanowałem, jak zająć się tym śmieciem. Co z nim zrobić? Jak go ukarać? Na następny dzień wszyscy mieli wyjechać na ferie zimowe... Tak, to nie był zły pomysł.
Za pomocą zaklęcia wyniosłem rudego z naszych komnat i wrzuciłem go do pierwszego, lepszego schowka na miotły. Nie znajdą go aż do odjazdu pociągu. I dobrze, niech tu pognije kilka godzin, zasłużył na to!
- Tkniesz ją jeszcze raz, a przysięgam, że cię zabije, nie będziesz tego pamiętał, ale przysięga i tak mnie obowiązuje – wyszeptałem, pochylając się nad nim, po czym na pożegnanie kopnąłem go mocno, łamiąc mu nos. Wtedy poczułem prawdziwą przyjemność z powodu tego, że wreszcie miałem taką okazję. Rzuciłem na niego zaklęcie zapomnienia, bo wiedziałem, że po czymś takim zrobiłby wszystko, by wtrącić mnie do więzienia. Chciałem oszczędzić tego mojej matce.

❅❅❅

Wróciłem do swojego pokoju, a Hermiona cicho szlochała w moją własną poduszkę. Była taka zrozpaczona... Zawahałem się, chwilę nim położyłem dłoń na jej ramieniu, a ona wzdrygnęła się od tego dotyku, jakby sądząc, że ktoś znów spróbuje ją skrzywdzić. Niech spróbuje. Nie pozwolę na to!
- Chcesz eliksiru nasennego? - zapytałem, siadając obok niej.
- Nie, lepiej trucizny... - wyszeptała, odwracając się w moją stronę.
- Nigdy więcej tak nie mów! - Zabrzmiało to nieco za ostro, ale musiało tak być. Ona nie mogła myśleć o czymś tak głupim jak samobójstwo, przecież kiedyś była taka dzielna, odważna, wesoła...
- Nie musisz się mną przejmować i tak nigdy ci się nie odwdzięczę... - zapłakała.
- Nikt nie twierdzi, że muszę. Może ja po prostu chcę? - odpowiedziałem, czując wyraźnie, że to co mówię, jest prawdą. Chciałem jej pomóc, uratować ją z łap tego bydlaka i znów zobaczyć ten jej uśmiech...
- Dziękuję... - Nie wiem jak to się stało, że znalazła się w moich ramionach, a jej łzy moczyły moją elegancką szatę wyjściową. Mało mnie to obchodziło. Czułem się nad wyraz spokojny, jakbym od zawsze wiedział, że moją rolą będzie wspieranie Hermiony. Podjąłem się tego zadania i wiedziałem, że nie będę tego żałował. Po kilku, a może kilkunastu minutach zasnęła wreszcie, wtulona w moją klatę. Ułożyłem ją wygodnie na poduszkach i przykryłem szczelnie własną kołdrą. Spała spokojnie, nie dręczona niczym złym. To był poruszający widok.
Musiałem na chwilę wyjść, by załatwić to o czym myślałem od czasu jak zamknąłem Weasley'a w schowku na miotły. Nad ranem otrzymałem odpowiedź. Uśmiechnąłem się do tego znajomego pisma na pergaminie. Miałem poczucie, że wszystko powoli zaczyna się układać po mojej myśli.

❅❅❅

Spakowane walizki czekały już w naszym wspólnym salonie, a Snape, na którego zawsze mogłem liczyć, lada chwila miał się pojawić, by podłączyć nasz kominek. Tak, trochę mnie to kosztowało, ale udało mi się to załatwić. Podróż pociągiem byłaby długa i nudna. Kominkiem raz, dwa znajdziemy się w domu. Hermiona wyszła ze swojego pokoju, umyta i przebrana, ale wciąż blada i zaczerwionymi oczami.
- Nie musiałeś przynosić mojej walizki, zostanę w zamku. Nie chce jechać do Rona... - Łzy znów błysnęły w jej oczach.
- I nie jedziesz. Zabieram cie ze sobą – uśmiechnąłem się do niej pokrzepiająco.
- Mam jechać z tobą? Nie żartuj, Malfoy... Twoja matka...
- Bardzo się cieszy na dodatkowego gościa. Nie lubi jeździć na nartach, a ja za to bardzo lubię, więc cieszy się, że znalazłem sobie towarzystwo. Pamiętam, że opowiadałaś, że umiesz jeździć. Zobaczymy, czy to prawda – mówiłem to nonszalanckim tonem, choć tak naprawdę denerwowałem się, co będzie jeśli mi odmówi.
- Co ludzie powiedzą? Co pomyślą twoi znajomi, jak zabierzesz szlamę do domu na święta? - zapytała cicho.
- A kogo to obchodzi, co oni powiedzą? Przeżyliśmy wojnę, przeżyjemy i kilka plotek. Chodź tutaj, bo zaraz przyjdzie Snape, by połączyć kominek z moim domem w Alpach – wyciągnąłem do niej dłoń, cicho licząc, że ją przekonałem.
Zawahała się... ale tylko przez chwilę. Potem jednak podeszła i ujęła moją dłoń, uśmiechając się lekko. Ten uśmiech na zawsze pozostanie wryty w moje serce. Już wtedy wiedziałem, że ona będzie kiedyś moja. Tylko moja.

❅❅❅

Dwa tygodnie w górach przeleciało bardzo szybko, ale pozwoliło mi poczuć się znów szczęśliwym człowiekiem. Z początku nieco nieufna Hermiona przekonała się, że ja i moja matka mamy wobec niej szczere intencje. Wkrótce znów zobaczyłem jej uśmiech, wesołe iskierki w jej oczach, słyszałem, jak żartuje i wiedziałem, że i ona jest teraz szczęśliwa. To było niesamowite. Zbliżyliśmy się do siebie, bardziej niż sądziłem, że to będzie możliwe. Noce, w trakcie których trzymałem ją w ramionach były nie do porównania z żadnym innym doznaniem. Moja mama szybko zorientowała się, co się święci, dlatego podarowała Hermionie na święta naszyjnik mojej babci. Chciała dać nam sygnał, że akceptuje nasz związek, a Miona nie musi już czuć się sierotą, bo jeśli tylko zechce... może mieć nową rodzinę. Nas.

❅❅❅

Powrót do szkoły był dla mnie dziwnie bolesny. Stając w naszym Pokoju Wspólnym po tych dwóch wspaniałych tygodniach, bałem się, że coś się bezpowrotnie skończy, że znów będzie tak jak przedtem... Te obawy jednak szybko rozwiała sama Hermiona, która stanęła za moimi plecami i przytuliła się do mnie. Zamknąłem oczy, czując, jak poczucie szczęścia i bezpieczeństwa do mnie wraca.
- Wiesz, że to nie będzie łatwe? Wiesz, że będą plotki, a ludzi nie dają nam żyć? - zapytała mnie cicho.
- Nie obchodzi mnie to. Nie pozwolę, byś znów stała się taka jak przed feriami. Nie pozwolę, by ktoś traktował się tak jak Weasley wcześniej, ani tak jak Potter albo siostra rudego, którzy doskonale wiedzieli co się dzieje, a nic z tym nie robili! - Odwróciłem się i przytuliłem ją mocno.
- Dzięki tobie odzyskałam siebie, nie chcę, byś teraz ty coś przeze mnie stracił – wyszeptała prosto w moje usta.
- Żadna strata mnie nie zaboli, jeśli ty będziesz ze mną. – Wiedziałem, że takie słowa do mnie nie pasują, ale były szczere i płynęły z głębi mego serca, kiedyś skutego lodem, teraz bijącego dla niej.

❅❅❅

Siedziałem przy stole Slytherinu czujnie ją obserwując. Widziałem jak nerwowo zerka na drzwi. Byłem gotowy w każdej chwili do niej podejść, jeśli Weasley w jakikolwiek sposób spróbuje ją skrzywdzić. Pierwszy do sali wszedł Potter, dumny jak zawsze, a zaraz za nim równie wyniosły Weasley. Moja dłoń odruchowo zacisnęła się na nożu do masła.
- Gdzieś ty była?! - wydarł się na nią Łasic.
- Na nartach w górach – odpowiedziała równie głośno, tak by wszyscy słyszeli.
- Na nartach? A kto chciałby wziąć ciebie z sobą na narty! Przecież nie masz nikogo! Jesteś sama i sama zostaniesz, bo ja i moja rodzina mamy cię dość, szlamo! - krzyczał. Podniosłem się z miejsca, przysięgając sobie, że złamię mu za to szczękę. Jednak Hermiona również wstała i hardo popatrzyła temu szmaciarzowi w oczy.
- Nie potrzebuję twojej rodziny, Ronaldzie Weasley'u, bo kiedyś założę własną i zrobię wszystko, by moje dzieci wyrosły na porządniejszych ludzi niż jesteś ty! - W całej Wielkiej Sali zapadła cisza, a wszyscy ze zdumnieniem patrzyli na Hermionę. Chyba tak jak i ja dostrzegali w niej teraz te dawną Granger. Dumną, odważną, dzielną...
- Pożałujesz tego! - syknął Ron.
- To się okaże! Pamiętaj, że znam kilka brudnych sekretów twoich i twojej rodziny. I nie groź mi więcej, Weasley, bo to już na mnie nie działa. Jesteś zwykłą świnią i na dodatek impotentem! - Hermiona z satysfakcją wymalowaną na twarzy odwróciła się plecami do Rudego i skierowała się do drzwi wyjściowych. Ja też tam podszedłem, z uśmiechem patrząc, jak prawie wszystkie dziewczyny w Wielkiej Sali kpią sobie z Weasley'a.
- Teraz wszystko już będzie dobrze – szepnęła Hermiona, łapiąc moją dłoń.
- Na pewno będzie, obiecuję – odpowiedziałem, pochylając się, by ją pocałować.
Wiedziałem, że mam rację. Jestem Malfoy'em, a my zawsze dostajemy to co chcemy. A ja chcę tylko szczęścia z ukochaną kobietą przy moim boku. Nic więcej nie jest mi potrzebne.

❅❅❅


Koniec

1 komentarz:

  1. Piękna miniaturka. Choć zachowanie Draco faktycznie odbiega od normy, to w pewnym sensie to rozumiem ; w końcu dużo rzeczy się wydarzyło pomiędzy nim, a Mioną.

    PS. Też czułam tą satysfakcję, kiedy Draco łamał mu nos :D

    OdpowiedzUsuń