niedziela, 4 października 2015

"Analiza"

O Merlinie! Znowu! Znowu to nudne zebranie. Nie, chwila... To narada. Chyba tak nazwała to jego sekretarka? Stara i brzydka Greta. Czemu on, najprzystojniejszy i najseksowniejszy szef Departamentu Międzynarodowej Współpracy, musi trzymać za biurkiem taką poczwarę? Chyba tylko dlatego, żeby uniknąć oskarżeń o molestowanie. Tak, jego tatuś wiedział, jak to się skończy. Do dziś pamięta tę awanturę z matką. Lepiej dmuchać na zimne, zwłaszcza, że nie chciał tracić swojej pozycji najbardziej pożądanego kawalera przez jakieś głupie plotki durnej blond wiedźmy. Nie. Sekretarkę mógł mieć starą, ale w kontaktach z koleżankami z pracy zawsze wybierał te młode, zdolne i biuściaste... Znaczy te z dobrym gustem, klasą i oczywiście czystą krwią. Jednak na tym zebraniu nie było takich zbyt wiele. Susan Bones, wiceszefowa Departamentu Transportu. Jego główne zagrożenie do stołka ministra, młoda i zdolna jak on... Ale za to brzydka, nudna, szara i nijaka. I ta bluzka jak z lamusa. Fuj! Po prawicy Bones, co chyba planuje wyhodować sobie wąs, siedział równie brzydki Dominik Marquell w ohydnej, szarej szacie, ponurej i bez gustu jak on sam. Ale po co on ogląda takie paskudy? Przecież przy tym stole na tej przeklętej naradzie musi być ktoś, na kim warto na dłużej zawiesić oko.
Jeszcze raz rozejrzał się po pokoju. Szefowie i wiceszefowie wszystkich departamentów. Zbieranina dziwaków, karierowiczów i ponuraków. Potter z włosami jak po porażeniu piorunem, Parkinson, ta głupia tapeciara, która szczerzy do niego kły jakby był smakowitym stekiem, i Daphne Grenngrass z miną, jakby siedziała na skunksie. Czemu ona się tak krzywi patrząc w jego stronę? A tak! To pewnie przez to, że ostatnio dał kosza jej młodszej i, niestety o wiele głupszej, siostrze. Bogowie! Co za beznadziejny dzień w beznadziejnym pokoju z tymi beznadziejnymi ludźmi! Czy naprawdę nie ma nadziei na zobaczenie czegoś, co nie zepsuje mu humoru na resztę dnia?

✔✔✔

Nerwowym ruchem przeczesał swe jasne włosy i spojrzał na zamknięte drzwi, a zaraz potem jego wzrok przeniósł się na puste krzesło. Dlaczego jej dziś nie było? Czyżby znów ratowała jakiś durnych mugoli z opresji? Wtem jednak jego nadzieje zostały spełnione. Drzwi otworzyły się, a stukot wysokich obcasów obwieścił wszystkim przybycie ostatniego wiceszefa, a raczej wiceszefowej Departamentu do spraw Kontaktów z Mugolami. Draco uśmiechnął się pod nosem niczym zadowolony kocur i przeciągnął się leniwie na krześle.
- Dzień dobry wszystkim - przywitała się chłodno Hermiona, najwyraźniej niezbyt zadowolona, że ostatnie wolne krzesło jest centralnie na przeciwko Malfoy'a.
- Co to za spóźnienia, Granger, nie wiesz, że to nieprofesjonalne? - zakpił, wciąż się uśmiechając.
- A co ty możesz wiedzieć o profesjonalizmie, Malfoy? - prychnęła z pogardą.
- Bardzo wiele i mogę ci nawet co nieco o tym opowiedzieć po zebraniu, jeśli chcesz...
- Nie! - warknęła.
- Dość tego, Malfoy, pora zaczynać - zarządziła Dafne, wyraźnie wkurzona.
- Ale sztywniara! Czyżby ten skunks ugryzł ją w te nadęte dupsko - wyszeptał Draco i prawie parsknął śmiechem na głos, jednak nikt mu nie zawtórował. Jedynie Hermiona z dezaprobatą pokręciła głową, po czym wyjęła swoje pióro, by, jak pilna uczennica, zanotować każde słowo z tego zebrania.
Draco natomiast rozparł się wygodnie, doskonale wiedząc, że notatki z tej nudnej narady i tak pożyczy mu Pansy. To znaczy nie jemu, tylko jego sekretarce... On natomiast mógł wreszcie zająć się tym co ostatnio stało się praktycznie jego hobby.
Analizowaniu.

✔✔✔

Uwielbiał to robić, a im bardziej to uwielbiał, tym bardziej czuł, jakie to staje się niebezpieczne. Bo albo wcześniej czy później ona go za to skrzywdzi, albo on skrzywdzi siebie i zakocha się w... O Merlinie! Mimo tych obaw i tak nie miał zamiaru odpuścić. To było jak silny narkotyk, ale miał w nosie to uzależnienie. Musiał to zrobić i już.

✔✔✔

Zawsze zaczynał od najmniej istotnego szczegółu. Lakieru do paznokci. Jaki dziś miała? Beżowy czy może znów ten delikatny róż? Prosty, ale z klasą... Nie, dziś go zaskoczyła. Jej paznokcie były muśnięte mocno czerwonym, błyszczącym lakierem. To pobudzało zmysły na tyle, że musiał nieco poluzować kołnierzyk swojej koszuli. Dalej. Lubił jej dłonie. Małe i drobne, a przy tym sprawiały wrażenie jakby niosły za sobą jakąś niesamowitą siłę. Czy to za sprawą magii, którą potrafiły czynić? Być może. Długie, lecz szczupłe palce, na których nie nosiła pierścionków. Czasem zastanawiał się co, by poczuł, gdyby pewnego dnia na serdecznym palcu pojawił się pierścionek zaręczynowy. Nie wiedział jednak czemu zawsze w tej wizji był to pierścionek jego babci...
Chrząknął, by odgonić od siebie te nieodpowiednie wizje i spojrzał dalej. Na przegubie jej lewej ręki spoczywał złoty zegarek. Nic specjalnego, pewnie mogłaby kupić sobie lepszy... albo on mógłby jej taki podarować, jednak ten chyba był dla niej ważny, bo o ile wiedział, dostała go od Pottera i Weasley'a, gdy dostała ostatni awans. Dalej były jej szczupłe ramiona, jasna skóra i małe piegi. Nikt o tym nie wiedział, ale on uwielbiał piegi, a zwłaszcza te na jej małym, zadartym, a raczej zadziornym nosku. Ubierała się jak na klasyczną pracownicę biura przystało. Zwykle była to biała bluzka i ołówkowo-szara spódnica. Nie nosiła staromodnych szat, ale też rzadko kiedy widywało się ją w kolorowych ubraniach. Choć wciąż miał w pamięci tę krwisto-czerwoną suknię, którą miała na ostatnim balu ministerstwa. I to rozcięcie na udzie... Merlinie! Czemu tu jest tak gorąco? - złościł się, znów odciągając kołnierzyk koszuli. Dziś jednak grzeczna panna Granger nie miała na sobie białej bluzki. Przeciwnie, ubrana była w bordową, dość obcisłą bluzkę ze sporym dekoltem. Zauważył to dopiero teraz, gdy zdjęła swój żakiet. Draco przełknął ślinę i szybko poszukał wzrokiem swojej szklanki wody. To zebranie było naprawdę wyjątkowe. Klasyczna panna Granger nosiła zawsze upięte włosy, a jej makijaż ograniczał się do lekkiego różu na policzkach... Jednak dzisiaj coś się nie zgadzało. Panna Granger miała czerwoną szminkę i mocno podkreślone oko. Draco wyprostował się na swoim krześle, chcąc się upewnić, że się nie pomylił. W kilka minut Hermiona ze skorupki kujona przeistoczyła się w drapieżną kocice. Dziewczyna odłożyła pióro i spojrzała prosto w oczy podglądacza. Przeciągnęła się i sięgnęła do tyłu, po czym zalotnym gestem wyjęła spinkę, która podtrzymywała jej ciasny kok. Śliczne, brązowe loki opadły kaskadą na jej zgrabne plecy, a szczęka Draco Malfoy'a z łoskotem opadła na podłogę. Teraz już nie patrzył na nią, poddając jej śliczną buzię dokładnej analizie. Teraz gapił się na nią jak jakiś psychopata. Panna Granger w dzisiejszym wydaniu była bowiem wszystkim, czego oczekiwał od kobiety i najmniej obchodziła go teraz czystość jej krwi.

✔✔✔

- Dziękuję wam. Na dzisiaj to wszystko - oznajmiła wszystkim Bones i Draco ku swojemu oszołomieniu i rozpaczy po chwili widział już tylko plecy seksownej i dziś wyjątkowo drapieżnej Gryfonki.
- Co to było? - zapytał głupio sam siebie, próbując jakoś pozbierać swoje myśli i emocje. Jeśli każde zebranie będzie tak wyglądało, to będzie walczył o to, by zwoływano je codziennie! Uspokoił się i opanował wreszcie na tyle, by móc wrócić do swojego biura. Na korytarzu nie było już nikogo i zostało mu tylko samotne oczekiwanie na windę i rozpamiętywanie jej pięknie wykrojonej linii ust, ślicznych oczu, pięknego biustu...
Jednak gdy winda się otworzyła tuż przed nim stanął żywy obraz jego wyobrażeń. Hermiona Granger, równie drapieżna, co przed chwilą w sali konferencyjnej stała na środku windy i uśmiechała się w taki sposób, że nawet największemu macho zmiękłyby od tego kolana.
- Wsiadaj, Malfoy, przecież cię nie pogryzę - zakpiła z niego.
- Obiecujesz, Granger? Naprawdę nie chcę się zarazić od ciebie niczym mugolskim!
- Interesuje cię obietnica szlamy?
- Racja. Pewnie jest nic nie warta, jak cała twoja krew - palnął bez zastanowienia
- Góra czy dół? - zapytała, jak gdyby nie słysząc jego kąśliwej odpowiedzi.
- A ty? - odpowiedział szybko, dziwiąc się samemu sobie, gdzie podziały się jego zdolności rasowego podrywacza. Czemu przy niej nie potrafił być miły i czarujący? Przecież wcale nie chciał jej obrażać...
- To zależy...
- Niby od czego, Granger? - Bardzo zdziwiło go, gdy dziewczyna przysunęła się bliżej i spojrzała mu prosto w oczy.
- Od tego czy chcesz pogadać w moim, czy w swoim biurze - odpowiedziała, stając jeszcze o krok bliżej, co wywołało falę gorąca w jego ciele.
- Niby o czym mamy rozmawiać? - Jego głos przybrał dziwnie ochrypły ton, a jego ciało spięło się w oczekiwaniu. Była tak blisko, dosłownie o centymetr... Kraty windy zatrzasnęły się, ale żadne z nich nawet nie wiedziało, w którą stronę ruszyła winda. Mieli teraz ważniejsze sprawy do omówienia.
- O twoim nieodpowiednim zachowaniu, panie Malfoy. Chcę wiedzieć, czemu ciągle się na mnie gapisz! - Jej twarz nabrała ostrego wyrazu. Uwielbiał ten zmarszczony w złości nosek!
- Ja na ciebie? Chyba śnisz, Granger! - bronił się.
- Wcale nie! - dźgnęła go palcem wskazującym w klatę - Gapisz się na każdym zebraniu, kiedy mijamy się w bufecie, a nawet w czasie, gdy stoimy w kolejce do sieci Fiuu!
- Masz bujną wyobraźnię, Granger - uśmiechnął się z wyższością.
- Nie kłam! Już kilka osób to zauważyło. Jeszcze trochę i zaczną się plotki! Nie wiem co kombinujesz, Malfoy, ale masz mi natychmiast to wyjaśnić. No już! Czemu się tak na mnie gapisz?
- Analizuję - odpowiedział, pierwszy raz będąc z nią zupełnie szczerym. Bo to była prawda. Analizował jej cudowną osobę milimetr po milimetrze i każdego dnia zadawał sobie to samo pytanie. Jak ktoś tak doskonały mógł przyjaźnić się z takimi ofermami jak Potter, Longbottom czy ten wieśniak Weasley? Jak ta piękna, zdolna i piekielnie inteligentna dziewczyna mogła marnować swój czas na coś takiego jak praca z mugolami? I wreszcie jak, on dziedzic fortuny i nazwiska Malfoy, mógł przez tyle lat ukrywać przed samym sobą, jak wielkie wrażenie robi na nim ta drobna brunetka, która jako jedyna jest w stanie dorównać mu intelektem i klasą... A jej krew? Przecież to niemożliwe, żeby nie była czysta. Ona była zbyt doskonała...
- Analizujesz? Niby co? - zdziwiła się szczerze Hermiona.
- Ciebie - odpowiedział, pochylając się tak, że prawie zetknęli się nosami.
- Ale... Po co ci to? - zapytała szeptem, widocznie speszona jego bliskością.
- Niech za odpowiedź wystarczy ci to, że po prostu to lubię... - Nie mógł się powstrzymać i złapał w dwa palce jeden z miękkich loczków, który opadł jej na czoło. Hermiona odskoczyła od niego jak oparzona, czując jak policzki palą ją żywym ogniem.
- Masz przestać to robić, Malfoy! Albo popamiętasz! - warknęła i odwróciła się do niego plecami, wyraźnie czekając aż winda zatrzyma się na pierwszym lepszym piętrze i będzie mogła wysiąść. Nim jednak kraty się rozsunęły, Draco chwycił ją za łokieć i odwrócił twarzą do siebie.
- Masz rację, Granger. Pora przestać analizować. Czas działać... - I nim skończył to mówić, jego chłodne wargi spotkały krwistoczerwone, drapieżne usta w namiętnym pocałunku.

✔✔✔

Koniec


2 komentarze: