niedziela, 4 października 2015

"Psia miniaturka"

Brakowało mu Qudditcha. Ta gra zawsze pozwalała mu na naładowanie akumulatorów pozytywną energią i na zachowanie dobrej kondycji fizycznej, a poza tym, była to gra drużynowa... Miał towarzystwo.
Teraz poza pracą i własnym sarkazmem nie pozostało mu już nic godnego uwagi. Kobiety na jedną noc nie były odpowiednimi towarzyszkami do rozmów, gdyż zazwyczaj posiadały inteligencje chusteczek do nosa. Wszystko to sprowadzało się do tego, że Draco Malfoy był znudzony, frustrowany, samotny i w złej kondycji.
To ostatnie postanowił jak najszybciej zmienić, każdego wieczoru wybierając się na mały trening do pobliskiego parku. Zakładał swój dres w barwach Slytherinu, zabierał magic-playera z najlepszymi kawałkami Fatalnych Jędz i biegał tak długo, aż w jego krwi pojawiał się potężny zastrzyk endorfin spowodowanych wysiłkiem. Później siadał na ławce, w ciemności gapiąc się na obraz księżyca odbijający się w gładkiej tafli jeziora. To wszystko pozwalało mu jakoś skumulować energię na kolejny, nudny dzień pracy w Ministerstwie Magi.

☤☤☤

Tego dnia musiał biegać nieco dłużej, by osiągnąć zamierzony efekt. To wszystko przez złość. Wkurzyło go to zamieszanie w biurze aurorów z powodu zaręczyn i rychłego ślubu tego szmaciarza Weasley'a. Wszyscy gratulowali rudzielcowi i udawali, że cieszą się jego szczęście, gdyż znalazł on miłość życia w postaci jakiejś głupiej Francuzki, co dwóch zdań nie potrafi poprawnie sklecić po angielsku. Nic dziwnego, że Granger już dawno rzuciła tego żałosnego typka! Do niego pasowały tylko i wyłącznie takie plastikowe lalki bez rozumu. Jednak tym co naprawdę złościło Dracona był fakt, że nawet taki rudowłosy piegus znalazł żonę... A on? Już na zawsze pozostanie samotny i zgorzkniały.
Usiadł na ławce i wyłączył muzykę, chcąc chwilę odpocząć, zanim wróci do domu. Wiedział, że to nie jego wina, że nie potrafi się zaangażować w żaden związek, po prostu wciąż czekał na coś wyjątkowego...
Nagle jego uwagę odwróciło coś jakby cichy pisk, skonsternowany rozejrzał się dookoła, by stwierdzić, że dochodzi on z krzaków nieopodal. Podszedł tam powoli, by sprawdzić co się dzieje. Rozsunął ostrożnie chaszcze i zamarł pod wpływem wpatrujących się w niego czekoladowych oczu... Najsłodszych oczek, jakie w życiu widział.
- Hej, jak się tu znalazłeś? - zapytał, ostrożnie podchodząc do pieska, który wyglądał na przestraszonego. – Jesteś ranny? Albo może ranna? Chyba jesteś suczką... - Draco przyklęknął przy pięknej, czarnej labradorce i pogłaskał ją ostrożnie. Psinka wyglądała na zmęczoną i głodną. Blondyn nie za bardzo wiedział co powinien teraz zrobić. Zgłosić to komuś? Zabrać psa do domu? Czy może to weterynarza? Wiedział, jednak, że jej tu nie zostawi!
Szybko zdjął swoją bluzę i wziął suczkę na ręce, chcąc ich teleportować. Przypomniało mu się właśnie, że na Pokątnej otwarto nowy, prywatny gabinet MagoVet, więc postanowił udać się tam, by ktoś ją zbadał.
W myślach przeklinał tego, kto porzucił to bezbronne, śliczne stworzenie w pustym parku. Jak można było zrobić to z tak słodkim i grzecznym pieskiem? To naprawdę nie mieściło mu się w głowie.


☤☤☤

W gabinecie paliły się światła, więc Draco stwierdził, że pomimo późnej pory, ktoś jeszcze tam jest. Bez ceregieli kopniakiem otworzył drzwi do lecznicy i wniósł labradorkę do środka.
- Co się stało? - Zza kontuaru poderwała się niewysoka, czarnowłosa czarownica.
- Znalazłem tego psa w parku, chciałbym, by ktoś go zbadał – wyjaśnił szybko.
- Oczywiście! Ma pan szczęście, gdyż doktor Granger nie poszła jeszcze do domu... - Kobieta podeszła do białych drzwi i otworzyła je szeroko, gestem zapraszając Dracona do środka. Blondyn ruszył za nią mając cichą nadzieję, że się przesłyszał, a kobieta wcale nie powiedziała tego nazwiska na "g". Wkrótce jednak jego nadzieje zostały rozwiane...
- Hermiono, pilny pacjent do ciebie.
- Dzięki, Susie – Hermiona uniosła głowę z nad jakimś dokumentów, które leżały na biurku i natrafiła prosto na zdziwione spojrzenie Malfoy'a. Ona też się zdziwiła...
Co ten dumny arystokrata robi w jej gabinecie o tak później porze, na dodatek ze śliczną labradorką w ramionach?
- Na Godryka, Malfoy! Coś ty zrobił temu biednemu stworzeniu? - zawołała, szybko podchodząc do niego.
- Na Salazara, Granger, też się cieszę, że cię widzę – odpowiedział w równie nieuprzejmym tonie, po czym odłożył suczkę na stojący w gabinecie stół.
- Hej, malutka, co ci dolega? - Hermiona od razu zaczęła badać pieska.
- Myślisz, że ona ci to powie, Granger? - sarknął. – Znalazłem ją w parku, jest wyziębiona i pewnie głodna, a na dodatek piszczała – wyjaśnił, z troską patrząc na sunię.
- Znalazłeś ją w parku i przyniosłeś do mnie? Bo zacznę myśleć, że masz coś takiego jak serce, Malfoy. - Draco prychnął zirytowany pod nosem. Co też ta wstrętna baba sobie wyobrażała? Przecież on nigdy nie skrzywdziłby żadnego zwierzątka! Popatrzył na pochyloną nad psem Granger i w duchu zaklął cicho. Był poirytowany własnymi wnioskami. Hermiona wyładniała i to bardzo... Nie było co temu zaprzeczać, choć on z pewnością byłby bardziej zadowolony, gdyby teraz była grubą, podstarzałą brzydulą. Mógłby przynajmniej jej podokuczać! Postanowił oderwać swoją uwagę od pani weterynarz i skupić ją na suczce, która wpatrywała się prosto w swojego wybawiciela pełnymi wdzięczności oczętami.
- Nic jej nie będzie? - zapytał z troską.
- Ma zwichniętą łapkę, ale to szybko się zagoi, a tak to miałeś rację, jest wyziębiona i głodna, ale to też da się naprawić. Wiesz jak się wabi?
- Nie. Nie miała obroży – odpowiedział.
- Jej rasa to labrador retriever, szybko znajdzie dom jeśli odwieziesz ją do schroniska. Jest przeurocza. – Hermiona z czułością pogłaskała pieska, który zamerdał ogonem.
- Do schroniska? Nie... Ja... Nie sądzę, bym ją tam odesłał. – Draco sam się zdziwił swoim słowom.
- Naprawdę? Chcesz ją zatrzymać? Pies to nie sowa, Malfoy, wymaga o wiele więcej uwagi.
- Wiem o tym! Mam w domu służbę, więc będzie miał ją kto wyprowadzać. – Blondyn wiedział, że decyzja już zapadła. Suczka chyba widziała, że właśnie znalazła dom, bo szczęknęła wesoło i zamerdała ogonem. Nie mógł postąpić inaczej. Te czekoladowe oczy od razu zdobyły jego sympatię. Zmieszał się lekko, gdy uniósł głowę i dostrzegł, że oczy Hermiony mają podobną barwę, tak samo ciepłą i tak samo sprawiającą, że coś niebezpiecznie drga w jego klatce piersiowej...
- No to jak ją nazwiesz? - zapytała.
- Lori – zdecydował. To imię pasowało do niej, a suczka znów zamerdała ogonem, gdy tylko je wypowiedział.
- Lori Malfoy – Hermiona uśmiechnęła się czule, machając różdżką, by zgromadzić wszystko, co mogło się mu przydać do opieki nad pieskiem.
- Nie mam ze sobą portfela – wyznał, po raz pierwszy w życiu, czując zażenowanie. Nigdy nie zabierał pieniędzy na wieczorne biegi.
- Nie martw się tym i tak będziesz musiał przyjść z Lori na kontrolę w przyszłym tygodniu. – Hermiona uśmiechnęła się do niego, a on nieświadomie odwzajemnił ten uśmiech.
- Nigdy nie sądziłem, że to powiem, ale niech będzie... Dzięki, Granger. – Draco odesłał wyprawkę Lori do domu za pomocą zaklęcia, a sam znów wziął suczkę na ręce.
- Nigdy nie sądziłam, że to powiem, ale nie jesteś taki zły, Malfoy. Ktoś, kto przygarnia porzucone zwierzę, nie może być zły... - Hermiona z uśmiechem odprowadziła go do drzwi. Draco nieco zawstydził się jej słowami, ale postanowił odłożyć choć na chwilę maskę zimnego drania i nie odpowiedział jej niczego wrednego.
- W taki razie... Do przyszłego tygodnia – burknął pod nosem.
- Tak, do zobaczenia Lori. – Hermiona ostatni raz pogłaskała suczkę, nim ona i jej pan opuścili gabinet.

☤☤☤

Widział ją. Szła do niego, powoli, jakby wiedząc, że ta odległość go torturuje. Uśmiechała się, nieco drapieżnie, ale wciąż niesamowicie to na niego działało.
- Jesteś dobrym człowiekiem, Malfoy... - wyszeptała, stojąc przed nim.
- Taa, jestem cholernie dobry... - wymruczał, przyciągając ją do siebie i oczekując tego cudownego pocałunku, o którym marzył od kilku tygodni. I wtedy to się stało. Długi, mokry język przejechał po jego policzku, a on się obudził.
- Lori! Miałaś nie lizać mnie po twarzy! - zganił niesforną suczkę, która obudziła swojego pana w swój ulubiony sposób. Wstał pocierając policzek i patrząc krzywo na powód jego pobudki. Chętnie zostałby jeszcze chwilę w tym śnie i dowiedział się, jak całuje Granger. Lori wesoło merdała ogonem i wzięła swoją piłeczkę, by zachęcić pana do zabawy. Draco nie mógł jej odmówić. W życiu by się do tego nie przyznał, ale ta suczka podporządkowała sobie wszystkich w jego domu, a jemu samemu skradła serce. Była jego przyjacielem i towarzyszem i nie mógł jej naprawdę niczego odmówić, ani długo się na nią złościć. Uśmiechnął się i rzucił labradorce jej zabawkę, po czym czmychnął do łazienki, nim Lori zdążyła zająć mu cały poranek psimi figlami. Dziś kolejna wizyta u pani weterynarz... Musiał przecież jakoś wyglądać.

☤☤☤

Od trzech miesięcy, w każda sobotę Draco i Lori odwiedzali gabinet Hermiony, by suczka mogła przejść kontrolę. Była zdrowa i pełna wigoru, ale Draco tłumaczył, że woli dmuchać na zimne, a Hermiona nie miała nic przeciwko wizytom swojej ulubionej pacjentki i jej pana, choć Lori powinna się nazywać "Energia", bo po jej odwiedzinach gabinet wyglądał jakby przeszły przez niego rozszalałe hipogryfy.. Jednak tym słodkim, czekoladowym oczkom wszystko można było wybaczyć, tak jak tym niebieskim, którymi hipnotyzował jej właściciel.
- Wszystko z nią w porządku, jest zdrowa i wesoła. – Hermiona uśmiechnęła się do biegającej za piłeczką Lori.
- To dobrze, staram się przestrzegać twoich zaleceń. – Draco również musiał się uśmiechnąć, patrząc na Hermionę, bawiącą się z jego pupilką.
- Pani doktor, ostatni pacjent odwołał wizytę. Jego magic-piranie pozagryzały się nawzajem – powiedziała Susie, wchodząc do gabinetu.
- Wiedziałam, że to się tak skończy. Przynajmniej mam wolne.
- Idziemy z Lori do parku, może pójdziesz z nami? - wypalił Malfoy, zanim się zastanowił nad tym co robi. Jednak bardzo chciał żeby się zgodziła... To była jego szansa.
- W sumie czemu nie i tak nie mam nic do roboty – Hermiona uśmiechnęła się promiennie, szczęśliwa, że Draco wreszcie się zdobył na to, by gdzieś ją zaprosić. Po cichu od dawna na to liczyła. Dzięki wspólnej opiece nad Lori zbliżyli się do siebie i poprawili swoje relacje, teraz nadarzyła się okazja, by jeszcze je pogłębić...

☤☤☤

Spacerowali po parku, na zmianę rzucając patyki radośnie biegającej Lori i rozmawiając beztrosko o swoim życiu. Oboje byli zaskoczeni jak swobodnie przebiega ta rozmowa. Było naprawdę miło... Stanęli nieopodal jeziorka, przy którym Draco znalazł suczkę i z lekkimi uśmiechami patrzyli na pływające w wodzie kaczuszki.
- Jestem ci naprawdę wdzięczny za pomoc... Bez ciebie opieka nad Lori nie byłaby taka łatwa. – Draco odwrócił się w jej stronę i popatrzył jej w oczy.
- To była dla mnie sama przyjemność. – Hermiona również popatrzyła w jego śliczne tęczówki. Stali tak, nie mogąc oderwać od siebie wzroku, obydwoje myśląc o tym samym, ale żadne z nich nie potrafiło się odważyć na ten krok.
Mieli jednak po swojej stronie czworonożnego sprzymierzeńca...
Lori z rozpędu wskoczyła na plecy swojego pana, popychając go wprost na Hermionę, z taką siłą, że oboje upadli na miękką trawę.
- Przepraszam... nie wiem co ją napadło... - wydyszał Draco, a jego nos prawie stykał się z nosem Miony.
- Nic się nie stało – wyszeptała prosto w jego usta, które już po sekundzie spoczęły na jej malinowych wargach całując je zachłannie.

☤☤☤

Lori usiadł nieopodal i wesoło zamerdała ogonem. Kochała swojego pana za to, że uratował jej życie, dbał o nią i lubił się z nią bawić. Czuła, że pan lubi jej towarzystwo i wspólne zabawy, ale wiedziała też, że lubi panią Hermionę. Ona też ją lubiła. Chciała żeby ta dwójka razem była szczęśliwa, bo wiedziała, że o niej nie zapomną... A kto wie, może nawet sprawią jej więcej towarzyszy zabaw? Lori przecież lubiła dzieci...

☤☤☤


Koniec

1 komentarz: