niedziela, 4 października 2015

"Rekompensata" (18+)

- Hermiona, on znów się tu gapi – wyszeptała konspiracyjne Lavender.
Niewielki uśmiech zagościł na delikatnych, różowych ustach ślicznej Gryfonki o brązowych włosach. Uwielbiała to! Uwielbiała tę świadomość, że znów pożera ją wzrokiem. Jeszcze tylko kilka godzin i na pożarcie zostanie rzucone coś jeszcze...
Zamoczyła łyżeczkę w dżemie malinowym i oblizała ją, patrząc prosto w oczy pewnego Ślizgona, który właśnie oblał się swoją kawą.

✐✐✐

- Naprawdę jest taka świetna? - zapytał Blaise, podając przyjacielowi serwetkę, by mógł zetrzeć resztki napoju ze stołu i swoich spodni.
- Nie masz pojęcia, stary... Tego nie da się do niczego porównać – mruknął Draco, patrząc groźnie na Hermionę, która jak gdyby nigdy nic wróciła do swojego śniadania. Jedynie delikatny uśmiech na tych perwersyjnie pięknych usteczkach mówił mu, jak bardzo jest zadowolona z jego reakcji na tę małą sztuczkę z łyżką.... Niegrzeczna! Już on jej dziś pokażę, że drażnienie węża to nienajlepszy pomysł.


✐✐✐
Miesiąc wcześniej...

A wszystko zaczęło się zupełnie niewinnie. Jak to zwykle bywa, gdy ktoś zbyt długo cierpi na skrajną nudę. Trzeba przecież korzystać z okazji, jeśli w życiu może pojawić się coś ciekawego. Działanie jest lekarstwem na monotonię, choć nie zawsze gorycz tego lekarstwa jest łatwa do przełknięcia...
A przekonał się o tym nie kto inny, jak tylko Harry Potter, sława magicznego świata, który mimo swoich niewątpliwych zdolności do wszystkiego, nie posiadał wrodzonego talentu do eliksirów. Przynajmniej, gdy znów uczył ich inny, sławny mężczyzna – sam Severus Snape.
Hermiona znudzona spojrzała na swojego chłopaka. Harry praktycznie trząsł się ze strachu, co nie było niczym nadzwyczajnym na lekcji eliksirów – tak więc znów nuda. Gryfonka uśmiechnęła się sama do siebie. Uwielbiała Harry'ego za jego delikatność, czułość i to jak był jej wierny i oddany, ale to wszystko powoli zaczynało ją mierzić. Chciała czegoś więcej. Czegoś, co choć na chwilę oderwałoby jej racjonalny umysł od ponurej, szarej, nudnej codzienności. Jednak nic tego nie zapowiadało. Była dziewczyną Pottera i tak miało pozostać. Wszyscy tego oczekiwali, mówiąc im, jak wspaniale do siebie pasują. Nawet Ron przyklaskiwał ich związkowi i w trakcie gdy Hermiona i Harry spędzali swoje randki na nauce w bibliotece, sam Weasley namiętnie zajmował się Lavender Brown w jakimś składziku na miotły. Ginny w tym czasie zaliczała połowę drużyny Ravenclawu, a Luna wdała się w dyskretny romans z Theodorem Nottem, o którym wiedziała cała szkoła...
Miona westchnęła cicho, wyraźnie zrezygnowana. Czy to źle, że Harry był taki spokojny? Dawał jej bezpieczeństwo, miłość, stabilizację... Dlaczego więc jej ciągle było czegoś mało? Wojna się skończyła, wszystko wróciło do normy i to chyba powinno ją cieszyć? Ale nie cieszyło. Chciała przygody, nutki splendoru, adrenaliny... A nie słodkiego buzi-buzi przed i po treningu Qudditcha i sporadycznego sam na sam w Pokoju Życzeń, tak częstego jak kontakt włosów Snape'a z szamponem. Czy naprawdę oczekiwała tak wiele? Chciała zasmakować uroków młodości! Brać z życia pełnymi garściami, a nie odgrywać wiecznie roli grzecznej i poukładanej przyszłej pani Potter. To było zbyt nudne i przewidywalne... Tak jak to, że Harry zaraz znów spieprzy swój eliksir. Nic nowego.
Ona już skończyła, wszystko wyszło idealnie. Jak zwykle.

✐✐✐

Jej znudzony wzrok właśnie powędrował za idącym do kantorka ze składnikami Ślizgonem... Malfoy. Ten to na pewno nie narzekał na brak rozrywek. Większa część damskiej populacji tej szkoły marzyła tylko o tym, by wylądować w jego łóżku i mało którą z tych głupich kokotek obchodziło, że będzie to najpewniej jednorazowa przygoda. Malfoy był wybredny i niewiele dziewczyn miało u niego szansę na powtórkę z rozrywki. Przecież ten irytujący blondyn sam w sobie był rozrywką. Przystojny, zbudowany jak grecki bożek, bogaty i czarujący... Która kobieta mogłaby mu się oprzeć? Żadna. I ona też nie umiała. Choć wcześniej wolałaby przyjść nago na śniadanie do Wielkiej Sali niż przyznać się do tego głośno, to tak naprawdę lubiła sobie fantazjować na jego temat. Od zwykłych fantazji takich jak rozmowa bez obelg i wyzwisk po te najbardziej gorące, w których Malfoy zachwycał ją swoją sława kochanka idealnego. To była taka maleńka odskocznia w szare, nudne dni, gdy jedynym zajęciem godnym uwagi było wysłuchiwanie przechwałek Harry'ego, jak to jego drużyna rozgromi w pył drużynę blondyna. Malfoy na miotle... Tak, te myśli to zdecydowanie była tylko maleńka rozrywka w jej monotonnym życiu.
- Hermi, przyniosłabyś mi trochę rdestu ptasiego? Muszę go zaraz dodać, a jeszcze nie skończyłem siekać ogniokałamarnic – poprosił szeptem Wybraniec.
- Eh... Ok... - mruknęła, niechętnie się podnosząc i idąc do składzika, przy którym wciąż buszował blondyn. Stanęła obok niego, sięgając po słoik z rdestem, a Malfoy chyba znalazł już to czego szukał, gdyż teraz tylko stał i gapił się na nią, a dokładniej na kilka pierwszych guzików jej białej bluzki, które rozpięła w trakcie gotowania eliksiru z powodu gorąca.
- Niezłe... - wyrwało mu się nagle.
- Co? - zapytała, odwracając się do niego przodem.
- Niezłe cy... - w ostatniej chwili zreflektował się co chciał powiedzieć – cytrynki... Niezłe magiczne cytrynki w Miodowym Królestwie. Koniecznie musisz kiedyś spróbować Granger – wypalił, mrugając do niej zalotnie i uśmiechając się uroczo.
- Mam nadzieję, że kiedyś będę miała okazję – odpowiedziała, również się uśmiechając i odchodząc z powrotem do ławki swojego chłopaka, zalotnie kołysząc biodrami.
- Ja też mam nadzieję, że ich spróbuję – mruknął blondyn, odprowadzając ją wzrokiem.

✐✐✐

- Ślinisz się – wytknął mu Zabini, gdy Draco wrócił do ich ławki.
- Co? Wcale nie! - oburzył się.
- Wcale tak, ale ci się nie dziwię. Widziałeś te balony? Merlinie, ale z tego Pottera szczęściarz...
- Bliznowaty ćwok, pewnie bardziej interesuje się odbiciem swojej blizny w lustrze niż tymi cudami natury. To na pewno gej – warknął Draco, miażdżąc swoje karaluchy, jednocześnie wyobrażając sobie, że każdy z nich to znienawidzony Gryfon.
- Ty byś potrafił je docenić, prawda? - prowokował Blaise.
- Nie tylko je... - szepnął Smok, obserwując Hermionę, która nawijała jeden ze swych loków na palec i patrzyła gdzieś w przestrzeń znudzonym wzrokiem.
- Co cię jeszcze powstrzymuje?
- Potter to Wybraniec. Myślisz, że zmieniłaby stabilny związek z tym szanowanym pozerem na krótki, acz gorący, romans z byłym Śmierciożercą?
- Czemu krótki? Jest taka śliczna, że to mogłoby być coś na dłużej... - Blaise uśmiechnął się przebiegle, licząc, że tym razem wyciągnie z kumpla coś na temat jego prawdziwych uczuć do seksownej prefekt Gryfonów.
Draco tylko prychnął w odpowiedzi i zaczął gorączkowo mieszać w swoim kociołku. Diabeł nie przestawał się uśmiechać, ukradkiem obserwując kumpla. Dawno już zauważył, jak jego przyjaciel pożera wzrokiem piękną Hermionę i to nie tylko z powodu jej seksownego ciała. Widział błysk w jego oku, gdy Herm się śmiała, dostrzegał to jak przygryza wargę i mruczy, gdy Miona rumieniła się zalotnie lub zawstydzona chowała się za kurtyną swoich ładnych loków. Wiedział też, że Dracona wręcz z roznosi z wściekłości na widok nieporadnych uścisków i buziaków, jakimi Potter obdarzał swoją dziewczynę. Miał wrażenie, że jego przyjaciel wpadł po uszy, ale życzył mu tego szczerze i wiedział, że i u panny Granger niebieskooki blondyn nie jest do reszty skreślony. Bo czy w innym wypadku wodziłaby za nim tym rozmarzonym wzorkiem? Zdarzało jej się to często, zwłaszcza w czasie treningów Qudditcha, gdy Draco szybował na swojej miotle. Coś było na rzeczy i wystarczyło tylko, by mała iskierka upadła na ten kocioł, który wybuchnie namiętnością mocno i gwałtownie.
Wystarczyło tylko poczekać...

✐✐✐

Czekać, jak się okazało, nie trzeba było długo, bo już tego samego popołudnia dwaj odwieczni wrogowie spotkali się na arenie swoich odwiecznych walk. Boisko do Qudditcha dziwnym trafem zostało dziś znów zarezerwowane przez obu kapitanów w tym samym czasie. Nie minęło pierwsze dziesięć minut planowanych treningów, a obie drużyny stały na przeciwko siebie, rzucając się sobie do gardeł i wykłócając się w najlepsze.
Hermiona, która obserwowała tę scenę z trybun musiała przyznać, że Harry wygląda jak rozzłoszczone dziecko, które zaraz zacznie tupać nogą i wyć z bezsilności... Natomiast wściekły Malfoy wyglądał męsko, seksownie, gorąco i jeszcze bardziej seksownie... Mega seksownie!
Przygryzła wargę i zacisnęła lekko uda, czując jak sam widok furii blondyna przyprawia ją o rozkoszne dreszcze na całym ciele. Wiedziała, że to nienormalne, a jej własny chłopak wprawia ją w taki stan po dłuuugiej grze wstępnej, ale nic nie mogła na to poradzić. Malfoy był pociągający i już.
Nagle jednak stało się coś, czego by się nigdy nie spodziewała. Harry uniósł swoją miotłę i bezpardonowo walnął nią w głowę blondyna. Wszystkie fanki Ślizgona zgromadzone na trybunach zawyły ze zgrozy, gdy Draco upadł, a zaraz później obie drużyny rzuciły się do brutalnej walki na pięści.

✐✐✐

Harry miał paskudne zadrapanie na policzku, a Ron okropnego guza na głowie. Ginny przyciskała kostkę lodu do przeciętej, opuchniętej wargi. Siedzieli przy kominku w pokoju wspólnym Gryfonów i myśleli nad konsekwencjami dzisiejszej bójki.
- Mamy przesrane – stwierdził elokwentnie Ron.
- Nic nam nie zrobią, Dumbl nie wywali mnie ze szkoły – mówił pewny siebie Potter.
- Jesteś o tym przekonany? Parkinson gadała, że Malfoy już wysłał sowę do ojca. Pierwszy go zaatakowałeś. Sprowadzi do szkoły ministra, prawników i zrobi wszystko, by oczernić twoje imię. – Hermiona bardzo martwiła się losem swojego chłopaka, ale była też trochę zła na niego za ten okrutny atak. A co jeśli uszkodził coś na stałe w ślicznej buźce Draczego? Świat nigdy nie byłby już taki sam...
- Cholera, to faktycznie źle. On może zaszkodzić mojej dobrej opinii! Co teraz? - zaczął panikować Harry.
- Pogadaj z nim, przeproś i powiedź, że następnym razem ustąpimy im z treningiem – poradziła Ginny.
- Myślę, że to nie wystarczy. On zażąda pucharu Qudditcha – wtrącił Ron.
- Po moim trupie! - wrzasnął Harry.
- On zniszczy ci reputację – odezwała się Miona.
- Nie może! Jestem Wybrańcem! Pokonałem Voldemorta! - wściekał się Harry.
- Jego rodzina ma dość kasy, by wszystkich przekupić – burknął Rudy.
- Oddaj mu ten puchar. Reputacja ważniejsza – stwierdziła Ginny. Harry zastanawiał się nad czymś chwilę i najwyraźniej rozważał wszystkie za i przeciw. Wreszcie skinął lekko głową.
- Hermiona, to ty musisz do niego iść z tą propozycją. Ciebie jednej nie przeklnie od progu – zdecydował Harry.
- Serio? Mam iść do jaskini tego węża...
- Smoka – poprawiła Gin z wrednym uśmieszkiem.
- Wszystko jedno! Mam iść do niego sama i oddać mu nasze zwycięstwo? Mowy nie ma! - krzyknęła Hermiona. Już na myśl o sam na sam z Malfoy'em w jego pokoju zrobiło jej się nienaturalnie gorąco.
- Proszę cię, kotku. Tylko ty mnie możesz uratować... - zamruczał przymilnie Harry, podchodząc do niej i obejmując ją czule.
- Harry, nie zmuszaj mnie... - jęknęła prosząco.
- Skarbie, jesteś moją jedyną nadzieją – skłamał, uśmiechając się na pozór szczerze. Hermiona westchnęła cicho i skinęła tylko głową. Miała przeczucie, że to nie skończy się dobrze, nie miała jednak innego wyboru. Postanowiła, że przekona Malfoy'a do wycofania oskarżeń względem Harry'ego. Wiedziała, że jakoś da radę...

✐✐✐

Przebrała się w krótką, czarną spódnicę i ciemnozieloną, koronkową bluzkę ze sporym dekoltem. Wiedziała, że Malfoy pewnie jak każdy Ślizgon lubi zielony, a ta szmatka sprawiała, że czuła się kobieco i seksownie, a teraz było jej trzeba dużo pewności siebie, by przekonać Dracona do tego, by oszczędził Pottera i jego dobre imię...
Nerwowo przestępowała z nogi na nogę stając przed kamienną ścianą i czekając na jakiego zbłąkanego wężyka, który łaskawie ją wpuści do ich głównej siedziby. Jak się okazało, miała szczęście, bo kamienne przejście rozsunęło się dość szybko... Jednak miała też ogromnego pecha, bo ukazała się w nim najbardziej znienawidzona przez nią dziewczyna na świecie. Pansy-Mopsica-Parkinson, albo Ta-Idiotka-Która-Narzuca-Się-Blondaskowi. Na jej widok Hermionie podeszło wszystko do gardła, a różdżka przypomniała o swoim miejscu za podwiązką i domagała się natychmiastowego użycia.
- Czego tu szukasz, szlamo? - syknęła Pansica.
- Na pewno nie ciebie kretynko! - odwarknęła Herm.
- Spadaj stąd! - Pansy zrobiła krok w jej stronę.
- Parkinson, co się tak wydzierasz? Uszy mi więdną, jak po koncercie Goyle'a pod prysznicem.
- A braliście go razem? - zakpiła Hermiona. Blaise roześmiał się z jej żartu, czego nie można było powiedzieć o Pansy, skwaszonej uwagą kumpla.
- Co cię do nas sprowadza, Hermionko? - zapytał Zabini.
- Ona tu nie ma czego szukać! - krzyknęła Parkinson.
- Kobieto, idź już tam gdzie miałaś iść, a nie wtrącaj się, jak dorośli rozmawiają – zgasił ją Diabeł. Pansy prychnęła pod nosem jak rozwścieczona kocica i wróciła do salonu z wysoko uniesioną głową.
- Chciałabym pogadać z Malfoy'em – mruknęła Herm, czerwieniąc się lekko.
- Serio? Smok będzie zachwycony. – W oczach Zabiniego błysnęły diabelskie iskierki, z których słynął.
- Zaprowadzisz mnie? - zapytała z lekkim uśmiechem.
- Jasne, chodźmy. – Blaise wszedł do salonu Slytherinu, a Hermiona tuż za nim, wywołując prawdziwe poruszenie wśród zgromadzonych w nim uczniów. - Co się lampicie, jak gnomy w stado dżdżownic? Jesteśmy chyba z Granger bardziej atrakcyjni niż robale – sarknął, a wszyscy natychmiast odwrócili głowy.
- Dzięki – szepnęła Hermiona, gdy zaczęli wchodzić pod schody do męskich dormitoriów.
- Cała przyjemność po mojej stronie. – Blaise pchnął drzwi i wszedł do ładnie urządzonego zielono-srebrnego pokoju, w którym stały dwa łóżka, dwa biurka, dwie szafy i regał z książkami.
- Smoku, wstawaj! - zawołał Zabini w kierunku kanapy, na której leżał blondyn w samych spodniach z piżamy i z woreczkiem lodu przytkniętym do czoła. Hermionie na chwilę zaparło dech na jego widok. On naprawdę był booski.
- Odpierdol się, Zab, jeśli nie jesteś seksowną laseczką, która ukoi mój ból, to daj mi spokój.
- Tak się składa, że nie jestem laseczką, ale przyprowadziłem jedną ze sobą – zaśmiał się Diabeł. Draco otworzył oczy i odwrócił się w ich stronę. Hermiona uśmiechnęła się lekko i szepnęła tylko:
- Hej. - Smok popatrzył na nią kilka sekund, po czym z powrotem zamknął oczy i przycisnął lód do czoła.
- Bliznowaty dupek mocno mnie sponiewierał, bo chyba mam omamy. Widzę Granger w naszym pokoju – mruczał sam do siebie. Blaise wybuchnął szczerym, dźwięcznym śmiechem widząc, że kumpel serio nie wierzy, że Gryfonka naprawdę do nich przyszła.
- Możemy porozmawiać? - zapytała go uprzejmie.
- Jeśli nie jesteś tylko wytworem mojej wyobraźni w seksownej spódnicy, to możemy – odpowiedział, podnosząc się do pozycji siedzącej i uśmiechając w taki sposób, że zrobiło jej się gorąco.
- To ja was może zostawię – zaproponował Blaise.
- Możesz zostać, to w zasadzie nic... - Hermiona panicznie nie chciał, by Zabini wychodził.
Bała się, że jak tylko to zrobił to Malfoy się na nią rzuci... Albo ona na niego!
- Wybacz, ale wolę, jak Draco ma przede mną jeszcze jakieś tajemnice, na przykład to jak wygląda jego goły tyłek. – Zabini wyszczerzył się triumfująco, po czym szybko czmychnął za drzwi, gdy poleciał za nim woreczek z lodem, którym cisnął rozzłoszczony blondyn.
- Usiądź, Granger, napijesz się czegoś? - Draco wstał z kanapy i ruszył do barku ukrytego za regałem, a Hermiona nie potrafiła wprost oderwać wzroku od jego seksownego torsu.
- Nie dzięki, jak twoja głowa? - zapytała, siadając na kanapie i poprawiając spódnicę, która się podwinęła.
- Dzięki twojemu facetowi dość kiepsko – sarknął, podając jej kieliszek wina, a samemu popijając whisky.
- Słuchaj, Harry'emu jest bardzo przykro. Chciałby cię przeprosić i jakoś zadośćuczynić...
- I przysłał tu ciebie? Jest bardziej otwarty, niż przypuszczałem. – Draco uśmiechnął się zawadiacko i usiadł obok niej na kanapie, tak blisko, że poczuła, jak przechodzi ją od tego dreszcz podniecenia.
- To nie tak! On chce ci zaproponować zwycięstwo w meczu, w zamian za niewnoszenie publicznych oskarżeń. – Jej głos zaczął lekko drżeć, gdy blondyn niby mimochodem złapał w swojej palce jeden z jej loków.
- I to ma mnie przekonać, żebym nie zniszczył mu opinii? - zaśmiał się, pochylając się nad nią.
- Ja... nie... my... - nie potrafiła znaleźć słów, gdyż bliskość blondyna zbyt mocno ją oszałamiała.
- Mam zupełnie inny pomysł na tę transakcję – szepnął nim wreszcie ją pocałował. Hermiona siedziała jak sparaliżowana, ale tylko przez chwilę. Zaraz potem poczuła fale gorąca na przemian z zimnymi dreszczami i podniecenie tak wielkie, jak jeszcze nigdy wcześniej.
Pocałunki blondyna były wartej tej legendy, jakie o nich krążyły. On naprawdę całował tak, że świat się zatrzymał, a jedyne o czym potrafiła myśleć to pulsujące pożądanie w dole jej brzucha. Nawet nie wiedziała, jak to się stało, że znalazła się na jego kolanach, siedząc na nim okrakiem, z wysoko uniesioną spódnicą, a on całował ją desperacko, jednocześnie pieszcząc dłońmi jej gładkie uda. Czuła tuż pod sobą jego sporych rozmiarów erekcję, a ona sama wyraźnie wilgotniała, wiedząc, jak bardzo go podnieca. Draco delikatnie przesunął palcami po jej udzie, podwiązce i uwięzionej pod nią różdżce, po czym wsunął je pod krawędź jej czarnych stringów, pieszcząc jej biodra i pośladki.
- Tego właśnie chcesz w zamian? - zapytała lekko schrypniętym głosem, mocniej ocierając się biodrami o jego rozpaloną męskość.
- Nie – odpowiedział pewnie, patrząc jej prosto w oczy. Hermiona znieruchomiała i spojrzała na niego szczerze zdziwiona... i nieco zawiedziona. Szybko podniosła się z jego kolan i poprawiła swoją spódnicę. Draco również wstał.
- Więc czego chcesz? - zapytała, czerwieniąc się ogniście. Blondyn podszedł bliżej i objął ją delikatnie, po czym ledwie musnął swoimi ustami jej pełne wargi, a żar podniecenia na nową zalał swą falą jej ciało.
- Poczekam, aż po to sama do mnie przyjdziesz – zamruczał, delikatnie pieszcząc przez bluzkę jej pierś, a Hermiona jęknęła z rozkoszy.
- Jestem z Harrym... - przypomniała chyba sama sobie.
- Już niedługo – szepnął bardzo pewny siebie, nim przygryzł jej ucho.
- Obiecałam mu pomóc – powiedziała, wreszcie uświadamiając sobie, że właśnie poniekąd zdradza swojego ukochanego. Odsunęła się od niego, poprawiając swój ubiór i starając się choć trochę nie żałować, że nie dane jej będzie skończy tej ciekawej zabawy z Malfoy'em.
- Skoro sama chcesz... - Draco uśmiechnął się nieco ironicznie. - Odpuszczę Potterowi i nie wyciągnę konsekwencji z jego żałosnego zachowania, jeśli udzielisz mi kilku lekcji... - Znów się do niej zbliżył, a Hermiona odruchowo zaczęła się cofać. Wiedziała, że drugi raz może się nie opanować i zacząć go błagać, by wziął ja tu i teraz, na biurku, podłodze, kanapie... a najlepiej wszędzie.
- Lekcji? - zapytała.
- Tak, możemy to nazwać korepetycjami. – Cały czas zbliżał się do niej, a ona z paniką stwierdziła, że stoi przygwożdżona do drzwi.
- Z czegooo? - wyjąkała.
- Z... powiedzmy... transmutacji... tak. Przez miesiąc, cztery razy w tygodniu, popołudniami w moim pokoju – określił swoje żądanie.
- Dlaczego nie w bibliotece? - szepnęła, gdy stanął tuż przed nią.
- Tu są lepsze warunki. – Ślizgon uśmiechnął się przebiegle.
- Harry się nie zgodzi...
- To już jego problem, prawnik mojego ojca chętnie podreperuje swój budżet, skarżąc go o naruszenie mojej nietykalności, pobicie i co sobie tam jeszcze wymyśli, tak, że nawet Wybraniec się nie wywinie sprawiedliwości. – Draco uśmiechnął się z wyższością.
- Kiedy mam ci dać odpowiedź? - przełknęła ślinę.
- Do jutra, do kolacji. Nie spóźnij się... - wyszeptał, muskając ustami jej ucho i przygryzając je lekko, a ona znów jęknęła z przyjemności.
Draco odsunął się od niej nie kryjąc satysfakcji. Nigdy nie przypuszczał, że ta grzeczna Gryfonka będzie tak silnie na niego reagowała. Myślał, że jest raczej powściągliwa i oziębła, a tu proszę, taka miła niespodzianka. Z uśmieszkiem patrzył jak wymyka się z jego pokoju, czerwona i rozdygotana po tych kilku drobnych pieszczotach jakimi ją uraczył. Miał ochotę się roześmiać w głos. Wiedział, że jego plan zadziała, a on już wkrótce będzie miał szansę udowodnić Hermionie Granger jak pojętnym i pilnym jest uczniem...
✐✐✐

Korepetycje:
Harry się na to nigdy nie zgodzi... Ale wtedy straci reputację. Przestanie być bożyszczem nastolatek, pożądanym numer jeden, sławą magicznego świata... A przecież tak to kocha! Ale nie ma szans. Nie zgodzi się, by ona spędzała większość swojego wolnego czasu w towarzystwie Malfoy'a. Który facet by się zgodził, by jego dziewczyna przebywała sam na sam z takim przystojniakiem?
Hermionie było poniekąd przykro, że nie może mu pomóc, a poza tym, że... Nie o tym myśleć nie powinna. Już tak miała wielkie wyrzuty sumienia z powodu tych dzikich pocałunków i pieszczot na kanapie Ślizgona. Zachowała się fatalnie... Doprawdy, nie wiedziała jak może spojrzeć teraz ukochanemu w oczy. Chociaż to było takie fantastyczne...
- Zgodził się?! - zapytał rozgorączkowany Potter, ledwie weszła do Pokoju Wspólnego. Hermiona w odpowiedzi jedynie przecząco pokręciła głową, doskonale zdając sobie sprawę z tego, jak strasznie jej chłopak będzie teraz zawiedziony.
- Jak to nie?! Przecież puchar to jedyne o czym ta fretka marzy! - wściekał się Harry.
- Poprosił o coś innego... - wtrąciła łagodnie.
- O co? Dam mu wszystko! Nie mogę stracić dobrego imienia! Zbyt wiele przeszedłem, by to wszystko osiągnąć, Miona! Jestem Wybrańcem!
- A poza tym egocentrycznym, narcystycznym palantem, który w łóżku zachowuje się jak fajtłapa – pomyślała rozgoryczona.
- Czego chce Malfoy? - wtrąciła Ginny, uśmiechając się jakoś chytrze.
- Korepetycji z transmutacji... - odpowiedziała Hermiona.
- Korepetycji?! Czy on upadł na ten blond łeb? Jak ja mam mu pomóc z transmutacji, jak sam ledwie wyciągam Zadowalającego, i to z twoją pomocą! - Harry nerwowo krążył po pokoju.
- Stary, myślę, że on ich nie chce od ciebie... - Ron uważnie przyjrzał się zarumienionym policzkom Hermiony. Harry chyba też to zauważył, bo również spojrzał na swoją dziewczynę i chyba powoli pojmował, o czym mówi jego przyjaciel. Wszyscy spodziewali się, że Potter zaraz wybuchnie jeszcze większą złością, a zaraz później zabroni Hermionie zbliżać się do Dracona na odległość 100 mil... Jednak tak się nie stało. Bliznowaty podskoczył z radości jak małe dziecko i wesoło klasnął w dłonie.
- Tak! Ty mu dasz korepetycje! Godryku! Dzięki ci, że wolał to od wygranej w Qudditcha! - Harry uśmiechał się jak głupi do serca.
- Serio masz zamiar jej pozwolić...? - Ron i Ginny patrzyli na Wybrańca w szoku.
- No jasne! To tylko korepetycje. Zrobisz to dla mnie, prawda, Mionko? - Potter objął swoją dziewczynę i soczyście ucałował jej policzek, a ona wciąż patrzyła na niego z niedowierzaniem. Nigdy by się nie spodziewała, że jej facet tak zareaguje...
- On chce żebym uczyła go w jego pokoju, sama – tłumaczyła, chcąc dać mu jasno do zrozumienia, o co tak naprawdę może chodzić blondynowi.
- Jasne, jasne... Żaden problem, kilka lekcji i po sprawie. Ja uniknę oskarżenia, a on podciągnie swój blady tyłek z transmuty. Wszyscy będą zadowoleni – planował Harry.
- A ja?! Pomyślałeś choć przez chwilę o mnie?! - wściekła się Hermiona, wyplątując się z jego uścisku i mierząc go wrogim spojrzeniem.
- Ty chyba będzie najbardziej zadowolona – docięła jej Ginny, uśmiechając się wrednie.
- Oczywiście kochanie, że pomyślałem – Harry uśmiechnął się lekko i znów ją objął, nie zaważając na jej wściekłą minę – Zaraz jak ten koszmarny semestr się skończy, zafunduję ci wspaniałe wakacje. Zobaczysz będzie cudownie. Pojedziemy w jakieś fantastyczne miejsce – bajerował.
- Zgódź się, Herm, słyszałaś... Będzie wspaniale! - prowokowała Ginny, a Hermiona znów poczuła ten dziwny niepokój, który nawiedzał ją już kilkakrotnie. Miała wrażenie, że Ginny na siłę chce ją odciągnąć od Harry'ego, chyba pomimo gorących zapewnień, rudowłosa jeszcze nie pozbyła się wszystkich swoich uczuć względem Wybrańca.
Hermiona spojrzała na sztucznie uśmiechniętego Pottera i poczuła wielką ochotę, by dać mu w twarz. Skoro jednak sam chciał, by uczyła Malfoy'a... Już ona mu pokaże! Koniec z grzeczną Hermionką! Pora na Hermionę-ognistą lwicę...
- To jak skarbie, zgoda? - zapytał Harry, całując ją w policzek.
- Skoro ty dajesz mi wolną rękę w kwestii lekcji z Malfoy'em, to zgoda. – Ona również uśmiechnęła się z przymusem, po czym, wymigując się nieskończonym esejem z zaklęć, ruszyła w stronę schodów prowadzących do jej dormitorium. Przystanęła jednak na chwilę nasłuchując, o czym rozmawia pozostała trójka po jej wyjściu...
- Nie wiem, czy to dobry pomysł, Malfoy może coś kombinować – pierwszy odezwał się Ron.
- To doskonały pomysł! Puchar mamy w kieszeni, a Hermiona i tak się dużo uczy, to nic złego, że pouczy się z Malfoy'em – zapewniała ich gorąco Ginny.
- Właśnie! Jakoś go zniesie, jest cierpliwa. Napisze za niego kilka esejów i po sprawie! - cieszył się Potter.
- Serio wierzycie, że on tylko będzie chciał, żeby za niego coś pisała? Widzieliście, jak on się na nią gapi? - pytał Ron.
- Co ty sugerujesz stary? Hermiona to sz.... Mugolaczka. Malfoy nawet kijem, by jej nie dotknął, przecież znasz te jego teorie czystej krwi. Po prostu jest słaby z transmutacji i ktoś musi mu pomóc, a Herm jest najlepsza – stwierdził Harry, a jego dziewczyna podsłuchująca na schodach, nerwowo zacisnęła pięści i zmrużyła oczy.
- Ja bym się bał ją z nim zostawiać sam na sam...
- Przecież Hermiona mnie kocha! Nigdy nie dałaby się nawet dotknąć temu szczurowi! - roześmiał się Harry, a Ginny przyłączyła się do niego ze swoim głupiutkim chichotem. Hermiona w tym momencie obiecała sobie, że Potter jeszcze ją popamięta. Dopiero teraz dotarło do niej, jak bardzo on się zmienił. Z czułego, kochanego chłopaka stał się kompletnie zapatrzonym w sobie dupkiem. Nie wiedziała jak to się stało, ale wiedziała, że jeszcze pożałuje tego, że tak lekkomyślnie wpycha ją w łapy Malfoy'a!


✐✐✐
Tego samego dnia przy kolacji powiedziała arystokracie, że Harry się zgodził na ich korepetycje. Uśmiech jaki otrzymała w zamian za tę informację w pełni ją uświadomił, że Draco poza samą nauką ma względem niej jeszcze inne plany. Dobrze... Może przy okazji uda jej się dokonać małej zemsty.

✐✐✐

Następnego dnia, idąc do jego pokoju, doskonale wiedziała, co się stanie. Chciała tego. Poświęciła całą noc na przemyślenie wszystkiego co ją spotkało i stwierdziła, że pora nieco się zabawić. Zawsze była tą grzeczną, poukładaną, skrupulatną i co jej z tego przyszło? Związek z chłopakiem, który traktował ją jak dodatek do swojej sławy, nie dbając o to, co czuje ani czego potrzebuje. Jeśli tak miała wyglądając jej młodość, to ona dziękuje bardzo. Należała jej się przynajmniej odrobina przyjemności, a była pewna, że kto jak kto, ale Draco M. wie, jak dać przyjemność kobiecie. Na to liczyła...
Blondyn czekał na nią w swoim pokoju, znów leżąc na kanapie i czytając gazetę. Drzwi otworzył jej Blaise, który uśmiechnął się szeroko na jej widok, a zaraz później wyszedł z pokoju, zostawiając ich samych. Hermiona postawiła na podłodze ciężką torbę z książkami i spojrzała wyzywająco na Dracona.
- Nieźle... - mruknął, wstając z kanapy i lustrując jej dość krótką spódnicę i biała obcisłą bluzkę.
- Od czego zaczniemy? - zapytała, wyjmując z torby podręcznik transmutacji.
- Może najpierw się czegoś napijemy? - zapytał, zbliżając się do niej.
- Może... - odszepnęła, gdyż stanął już bardzo blisko, wciąż patrząc jej w oczy. Ich spojrzenia były takie same, tak samo głodne i pełne pożądania. Draco wyjął książkę z jej ręki i uśmiechnął się do niej uroczo, po czym, ku jej wielkiemu rozczarowaniu, odwrócił się i podszedł do biurka, kładąc na nim książkę.
- Siadaj, tu będzie twoje miejsce pracy na dziś – wskazał jej krzesło przy biurku, a sam podszedł do ukrytego barku po drinki. Hermiona starała się ukryć jak bardzo jest zawiedziona i rzuciła ostatnie tęskne spojrzenie na łóżka z zielonymi baldachimami.
- Co mam robić? - zapytała, gdy podał jej kieliszek wina i oparł się biodrem o biurko tuż obok niej, jednak i tak zbyt daleko...
- Esej z transmutacji na poniedziałek. Mam nadzieję, że dobrze ci dojdzie... znaczy wyjdzie, chcę dostać wybitnego za to dzieło – uśmiechnął się do niej tak, że podziękowała w duchu za to, że siedziała. Od tego uśmiechu większości żeńskiej populacji zmiękłyby kolana...
- To wszystko? - zapytała cicho, przysuwając sobie pergamin i w myślach klnąc na własną naiwność. Harry miał jak widać rację. Ślizgon nie zamierzał się z nią zabawiać, tylko wykorzystać ją do odrabiania swoich prac domowych. Co ona sobie do cholery wyobrażała?
- Na razie wszystko – odpowiedział Draco, odchodząc z powrotem w stronę kanapy.

✐✐✐

Usiadł wygodnie i przyjrzał jej się uważnie. Była śliczna, taka uroczo słodka i dziewczęca i choć lubił ostre kobiety, to właśnie taka niewinna słodycz działała na niego najmocniej. Z przyjemnością patrzył na to jak Hermiona zadziornie marszczy nosek, zapamiętale skrobiąc po pergaminie. Jej krótka spódnica podwinęła się, gdy dziewczyna usiadła i teraz miał doskonały widok na jej śliczne, gładkie uda. Do teraz pamiętał pod palcami ich dotyk... Ciekaw był, jakby zareagowała, gdyby podszedł do niej i znów położył na niej swoje chętne ręce. Wiedział, że nie zaśnie dziś spokojnie, jeśli nie sprawdzi... Choć jeśli ona go odtrąci, tym bardziej nie pójdzie spać zrelaksowany...
Wypił swoją whisky i wstał, by sobie dolać. Nie wrócił jednak na kanapę, tylko ponownie podszedł do biurka, niby po to, by sprawdzić jak Hermiona sobie radzi. Odstawił whisky na blat i pochylił się nad nią z rozkoszą wdychając przyjemny zapach jej włosów.
- Powiedz mi, Granger... Potter nie miał żadnych obiekcji co do naszych spotkań? - zamruczał, z uśmiechem obserwując, jak Hermiona się rumieni i spina od jego bliskości.
- Żadnych – odpowiedziała burkliwie, powracając do pisania.
- To ciekawe... - spojrzał w jej dość spory dekolt i poczuł, jak jego spodnie powoli stają się za ciasne.

✐✐✐

Musiał ją mieć. To w tej chwili było jedyne o czym potrafił myśleć. Najpierw jednak trochę ją oswoi...
- Pokaż ten esej Granger, może ci pomogę – pochylił się nad nią mocniej, tak, że wystarczyło, by odwróciła głowę, a spotkałaby jego namiętne usta.
- Ty? Nie, dzięki, poradzę sobie – odpowiedziała, odsuwając się nieco. Wiedziała doskonale, co on kombinuje i nie miała zamiaru mi niczego ułatwiać, choć podniecenie zalewa ją przyjemną falą, a jej napięte sutki wyraźnie zarysowały się pod białą bluzką.
- Naprawdę chcę ci pomóc – kokietował, delikatnie dotykając dłonią jej spiętych pleców i przesuwając nią po jej kręgosłupie.
- Skoro nalegasz. – Hermiona zgrabnie podniosła się z krzesła i wskazała mu swoje miejsce, przysuwając pergamin, by mógł przeczytać co już napisała.
Draco uśmiechnął się lekko, czując, że pora już zakończyć grzeczne gierki z tą małą wydrą, usiadł na krześle, po czym od razu złapał ją za rękę i pociągnął na swoje kolana. Hermiona gwałtownie wciągnęła powietrze, gdy jej pośladki opadły na twarde uda blondyna... Ale to coś innego sprawiło, że tak zareagowała. Inna twarda część, którą wyraźnie poczuła. Pożądanie eksplodowało w jej ciele jak fajerwerk i wiedziała, że jeśli Draco szybko nie skończy tych słodkich tortur, to może się na niego rzucić...
Poczuła jego dłonie na swoich udach, powoli sunące w górę i jednocześnie pieszczące jej skórę sprowadzając ją na granic obłędu. Dotyk Harry'ego nigdy tak na nią nie działał... Malfoy był po prostu niesamowity...
- No więc, pani prefekt, co tam już napisałaś? - zamruczał, wsuwając swoje dłonie pod jej krótką spódnicę, coraz wyżej i wyżej...
- Może sam przeczytasz? - zapytała, lekko poruszając biodrami, co sprawiło, że Draco nie mógł opanować jęku. Ta dziewczyna była naprawdę gorąca, a on naprawdę miał ochotę na więcej. Najpierw jednak chciał się o nią nieco zatroszczyć. Dać jej przyjemność tak wielką, że na długo go zapamięta... a może nie zapomni już nigdy.
- Ty tu jesteś od korepetycji, Granger. Pamiętaj o tym. Pisz dalej, mój esej ma być wybitny – zamruczał jej do ucha, muskając je lekko ustami, a jego dłoń w tym czasie dotarła do brzegu koronkowych majtek jakie miała na sobie.
- Ja nie... nie... - jej oddech przyśpieszył i wiedziała, że nie skoncentruje się w tej chwili na niczym innym, jak tylko na jego dotyku w tym najbardziej pożądanym miejscu.
- Pisz esej – nakazał jej, jednocześnie wsuwając palce pod majtki i dotykając lekko jej rozpalonej kobiecości. Hermiona przygryzła wargę, by zdusić jęk rozkoszy i drżącą dłonią sięgnęła po pióro. Nie miała pojęcia, co mogłaby napisać na tym pergaminie, chyba że słowa błagania, by nie przerywał, by dotknął jej mocniej... Napisała jedną literę, oddychając coraz szybciej, a Draco z uśmiechem sadysty ledwo muskając palcami jej łechtaczkę. - Pisz dalej skarbie, nie rozpraszaj się – mówił, lekko wsuwając palec w jej gorące i wilgotne wnętrze. Hermiona jęknęła cichutko, zdając sobie sprawę z tego, że chyba jeszcze nigdy nie była tak napalona i chętna na seks jak w tej chwili. Marzyła już tylko o tym, by blondyn rzucił ją na te biurko i pokazał jej, że nie na marne wszystkie dziewczyny przyznają mu tytuł doskonałego kochanka. W tej chwili miała w nosie Harry'ego, ich związek, a nawet swoją reputację. Chciała tylko, by Draco nie zaprzestawał tych niesamowitych pieszczot. Jego chłodne palce raz powoli, raz szybciej wsuwały się w nią, a ona z opuszczoną głową i dłonią zaciśniętą na piórze marzyła już tylko o słodkim spełnieniu... To, co z nią robił, było perwersyjne, niegrzeczne, niedozwolone, ale wciąż cudowne i chciała więcej i mocniej. - Dalej maleńka, pokaż jaką świetną uczennicą jesteś i ładnie napisz esej... Do końca – mruczał jej do ucha. Drugą dłonią złapał jej udo i uniósł je lekko tak, by pokazać jej, że ma mocniej rozsunąć nogi i oprzeć kolana o blat biurka. Jego dłoń pieściła ją zapamiętale, a usta i zęby z rozkoszą wbijały się w jej szyję. Hermiona rzuciła pióro, odchylając się do tyłu i mocniej napierając pośladkami na jego pulsująca pod jeansami męskość. Oparła głowę o jego ramię i jęczała perwersyjnie, wiedząc, że koniec jest już blisko... Jednak nigdy nie spodziewała się, że orgazm może być tak intensywnym i wspaniałym przeżyciem. Dopiero teraz zrozumiała, że te epizody, które przytrafiały jej się z Harrym były jedynie czymś, co go przypominało. Draco jednocześnie przygryzł jej szyję, wbił swe długie palce w głąb jej ciała i sięgnął pod bluzkę, by złapać mocno za jej pierś, a ona doszła z głośnym jękiem, zaciskając się na palcach w swoim wnętrzu i wierzgając na jego kolanach jak w napadzie padaczki. To było naprawdę niesamowite... - Za esej otrzymuje pani wybitny, panno Granger – wymruczał, delikatnie gładząc jej pierś palcami, wciąż mokrymi od jej soków.
Hermionie uspokojenie oddechu kilka minut zajęło. To przeżycie było dla niej jak objawienie. Wiedziała już, dlaczego każda dziewczyna, która raz wylądowała w jego sypialni, szybko chciała tam wrócić. Draco nie był egoistą. Nie zepchnął jej ze swoich kolan i nie domagał się natychmiastowego zaspokojenia swoich potrzeb, choć na pewno je miał, czuła to przecież wyraźnie. Przeciwnie, on tulił ją do siebie i uspokajał łagodnie jej rozdygotane ciało, pozwalając jej jak najdłużej cieszyć się spełnieniem.
- Może teraz ty zaczniesz pisać esej? - zamruczała, znów poruszając lekko biodrami. Nie chciała by to był koniec ich wspólnej lekcji, bowiem bardzo miała ochotę sprawić mu tak wielką przyjemność, jak on jej przed chwilą. Widok tego dumnego arystokraty drżącego z pożądania to na pewno niezapomniane zjawisko.
- A może napiszemy go razem? - zapytał, nagle obcesowo wsuwając dłonie pod jej bluzkę i łapiąc ją za piersi. Hermiona jęknęła przeciągle, czując, jak fala pożądania zbliża się z kolejnym przypływem. Draco mocno pieścił jej piersi, znów wbijając swoje zęby i ssąc zachłannie jej szyję.
- Gdzie go napiszemy? - wyjąkała Hermiona, czując, że powoli odchodzi od zmysłów.
- Wstęp na biurku – odpowiedział Draco, szybko ją podnosząc i obracając twarzą do siebie. Pocałował ją zachłannie i mocno, jakby chciał pokazać jej tym pocałunkiem kto tu rządzi, po czym szybkim ruchem posadził ją na biurku i rozsunął jej nogi, by móc się znaleźć jak najbliżej niej. - Musisz mi wybaczyć tę niedbałość o estetykę, trochę mi się spieszy z tym pisaniem – wydyszał, zrywając z siebie koszulę, a zaraz potem jej bluzkę.
- Estetyka nie wpłynie na pana ocenę, panie Malfoy – wyjęczała, sięgając dłonią do zapięcia jego jeansów, by jak najszybciej pozbyć się tego denerwującego ją skrawka odzieży.
- To świetnie, pani profesor – mruknął, zdejmując jej stanik i zaraz pochylając się, by złapać w usta jej sutek. Ssał go zachłannie, jednocześnie próbując pozbyć się jej majtek, a ona w tym czasie wreszcie dostała się do tego, co interesowało ją najbardziej. Jego męskość była twarda i zdecydowanie gotowa do akcji, a także... imponująca. Hermiona zamruczała jak zadowolony kot, wyobrażając sobie jak to będzie, gdy wreszcie w nią wejdzie. Draco uporał się wreszcie z jej majtkami i szybko zsunął swoje jeansy, by zaraz potem znaleźć się tuż przy jej płonącej pożądaniem kobiecości, gotowej na ostrą zabawę z jego imponującym sprzętem.
- Jesteś pewna, że mam ci pokazać jak piszę? - wyszeptał, całując ją namiętnie. Hermiona prychnęła z oburzeniem, zła, że ją torturuje w ten sposób. Przecież był już tak blisko. Chciała go poczuć w sobie natychmiast.
- Pokaż mi, jaki jesteś wybitny – zażądała, przygryzając jego wargę.
- Poproś, powiedz, że sama tego chcesz... - odpowiedział, dalej się z nią drażniąc. Czuła go tuż przy swoim wejściu, ledwie kilka milimetrów od rozkoszy...
- Chcę tego, proszę, pokaż mi swoje pióro. – Objęła go udami, tak, by nigdzie jej nie uciekł, a Draco położył dłonie w dole jej pleców, przytrzymując ją blisko siebie, jednak jeszcze w nią nie wchodząc. Delikatnie pocałował jej zadziorny, zmarszczony z niecierpliwości nosek.
- A co z Potterem? - Miał ochotę samego siebie przekląć za to głupie pytanie już w momencie, gdy zaczął je zadawać. Nie chciał jednak, by żałowała. Nie chciał być przyczyną jej smutku czy nieszczęścia...
- Chrzanię Pottera! Cholera, Malfoy, zacznij mnie wreszcie bzykać, bo zaraz ci wlepię nędzną ocenę za ten twój esej – ugryzła go w ucho i poruszyła biodrami, tak by wsunął się w nią choć odrobinę dalej. Draco nie miał zamiaru dłużej czekać. Szybkim ruchem wbił się w nią po nasadę, sapiąc i jęcząc zaskoczony tym, jak niesamowicie ciasna, a jednocześnie wilgotna była. Nie miał już wątpliwości, że naprawdę tego chciała. On zresztą też, jak jeszcze nigdy, z żadną inną kobietą.
Wiedział, że Granger kręci go tak bardzo, że długo nie wytrzyma, dlatego najpierw poruszał się w niej powoli i spokojnie, wiedząc, że nie może się skompromitować... Jednak jej głośne jęki i błaganie o więcej sprawiły, że nie mógł się opanować. Położył ją płasko na blacie biurka i uniósł jej nogi, kładąc je na swoich barkach, po czym zaczął ją posuwać mocno i szybko. Patrzył na jej rozchylone z rozkoszy usta i zamknięte powieki, na pot, który pojawił się na jej czole i na cudownie podskakujące w rytm jego ruchów piersi. Wiedział już, że nie dopuści do tego, by to był ich ostatni raz. Było mu zbyt wspaniale... Czuł już jak spełnienie zbliża się do niego wielkimi krokami, przeczuwał jednak, że ona też jest blisko, dlatego sięgnął palcami do jej łechtaczki, by przyśpieszyć jej orgazm. Już po chwili czuł jak jej mięśnie zaczynają się zaciskać w okół niego.
- Otwórz oczy, mała, chcę w nie patrzeć, gdy dojdziesz – poprosił chrapliwie, poruszając biodrami coraz szybciej i szybciej. Hermiona spełniła jego prośbę i już po chwili widział jak jej oczy zachodzą mgiełką rozkoszy, a ciało zaczyna drżeć. Wiedział, że nie wytrzyma siły jej orgazmu... i tak się stało. Szczytowali razem, w tej samej chwili krzycząc i jęcząc na przemian, a Draco w ostatniej świadomej myśli, podziękował za bariery wyciszające rzucone na jego dormitorium... inaczej pół Hogwartu usłyszałoby, jak wspaniale było im dzisiaj na wspólnych korepetycjach. Pomógł jej się podnieść do pozycji siedzącej i pocałował jej czerwone usta w ramach podziękowań za ten cudowny akt. Później podniósł jej stanik i spódnice i podał jej, by mogła się ubrać. Sam założył swoje bokserki i jeansy.
- I jak ocena? - zapytał, gdy dziewczyna zapinała stanik.
- A jak myślisz? - odpowiedziała z zalotnym uśmieszkiem.
- Nie wiem, starałem się spełnić twoje oczekiwania. – On również się uśmiechnął.
- Zdał pan, panie Malfoy. Śpiewająco – wymruczała, podchodząc do niego. Draco szybko przyciągnął ją do siebie i znów pocałował jej śliczne usta.
- Jutro kolejna lekcja? - zapytał z nadzieją. Nie chciał, żeby to był jeden jedyny raz, gdy będzie miał okazję sprawić jej przyjemność... i sobie przy okazji.
- Zdecydowanie tak, te korepetycje wiele wnoszą do naszej wzajemnej edukacji. – Hermiona mrugnęła do niego, zakładając swoją bluzkę i szukając majtek, które Draco już dawno schował do kieszeni swoich jeansów, jako pamiątkę po tym biurkowym bzykanku...
- To przynieś jutro te magiczne cytrynki, chętnie ich skosztuję... bliżej. – Odprowadził ją do drzwi, żałując trochę, że to już koniec.
- Przyniosę, jeśli ty przyniesiesz lukrową pałeczkę, też jej chętnie spróbuję. – Hermiona zalotnie oblizała usta, a Draco ledwo opanował się, by nie wcisnąć jej w drzwi i nie wziąć jej od razu po raz drugi. Opanował się jednak, całując ją namiętnie i długo na pożegnanie. Obydwoje uśmiechnęli się do siebie ciepło, nim Hermiona wyszła. Wiedzieli, że żadne z nich nie żałuje tej wspólnej nauki...

✐✐✐

Kolejnego dnia nie zdążyła nawet rozpakować torby, gdy Draco rzucił ją na dywan i doprowadził do dwóch orgazmów z rzędu. Następny zaczęli od seksu w jego łóżku, a później wzięli razem prysznic, wygłupiając się i myjąc wzajemnie.
Nauka transmutacji wkrótce stała się ostatnim, o czym myśleli w czasie swoich spotkań, a jej związek z Harrym był ostatnim tematem na jaki którekolwiek z nich chciałoby rozmawiać. Zachowywali się tak, jak gdyby świat po drugiej stronie drzwi jego dormitorium nie istniał. Dawali sobie nieopisaną rozkosz i rozrywkę, ale wkrótce przerodziło się to również w wsparcie, przywiązanie, a nawet przyjaźń. Mogli rozmawiać o wszystkim, leżąc nago, wtuleni w swoje ramiona. Harry zajęty treningami do meczu Qudditcha, nie miał czasu dla swojej dziewczyny, co pierwszy raz wcale jej nie przeszkadzało, gdyż i tak wolała go spędzać z Draconem, który pomimo pozycji kapitana i równie częstych treningów, zawsze go dla niej znajdował. O ich gorącym romansie wiedział tylko Zabini, który wielokrotnie sugerował im obojgu, że to nie zwykłe, przyjemne bzykanko, ale coś więcej. Oboje jednak bali się tych rodzących się w nich uczuć... Nie wiedzieli, czy mogą sobie na nie pozwolić.

✐✐✐

- Przyjedziesz na mecz? - zapytał, głaszcząc jej miękkie loki, gdy leżała zrelaksowana w jego ramionach.
- To już w tę sobotę? - upewniła się, oddychając lekko i gładząc dłonią jego świetnie zbudowany tors.
- Taa, w tę sobotę skopię bliznowaty tyłek twojego faceta – warknął, a Hermiona spięła się nieco. Draco pierwszy raz wspomniał o Harrym, od tej pamiętnej pierwszej lekcji, która rozpoczęła tę niemoralną relację pomiędzy nimi.
- Chyba już pójdę – postanowiła, niechętnie wyplątując się z jego ramion.
- Jak chcesz – burknął, nieco zawiedziony.
- Jutro pewnie masz trening, więc pewnie dopiero po meczu...
- Nasz układ kończy się jutro, jutro mija miesiąc od naszej umowy – przypomniał jej Draco, siadając na brzegu łóżka i sięgając po swoje bokserki.
- Zupełnie zapomniałam – wyszeptała, czując jak łzy napływają jej do oczu. Nie sądziła, że to co ich połączyło może się skończyć. Draco jednak nie powiedział tego bez powodu. Pewnie tego właśnie chciał... Może już mu się znudziła? Przełknęła gorzkie łzy i ubrała się szybko, obawiając się, że jeśli zostanie dłużej wyzna mu coś głupiego...
Głupia miłość, która nieproszona i niepotrzebna nikomu pojawiła się w jej samotnym sercu. Na początku myślała, że jej ciepłe uczucia względem blondyna to tylko odwet za nudę, która od dawna dławiła jej związek z Harrym. Teraz jednak wiedziała, że to coś o wiele silniejszego. Coś, czego nie chciała, coś, czego na pewno on nie chciał od niej. Wiedziała jednak, że już nic na to nie poradzi. Zakochała się w nim... nie było sensu temu zaprzeczać.
- Zapomniałaś torby – przypomniał jej Draco, gdy już stała z ręką na klamce.
- A tak – mruknęła, czując, że zaraz się rozbeczy. Szybko złapała za swoją własność i znów się złapała za klamkę, chcąc uciec jak najszybciej, gdy poczuła jego dłoń na swoim ramieniu. Zaraz później odwrócił ją twarzą do siebie i pocałował namiętnie na pożegnanie. Hermiona z ledwością zdusiła szloch, uświadamiając sobie, że to może być ich ostatni pocałunek...
- Komu będziesz kibicowała w sobotę? - zapytał, odrywając się o niej i patrząc w jej śliczne, błyszczące oczy.
- Temu, dla którego bije moje serce – szepnęła w odpowiedzi, po czym uciekła z jego pokoju. Draco zacisnął dłonie w pięści i podszedł do barku po sporą dawkę whisky. Nie mógł uwierzyć, że to mógłby być koniec najwspanialszego przeżycia w jego życiu. Niejednoznaczna odpowiedź Hermiony sprawiła, że miał ochoty rwać włosy z głowy. Czy istniała możliwość, że to właśnie on był tym, dla którego biło serce w cudownej piersi cudownej dziewczyny? Tak bardzo by tego chciał! Bał się jednak co będzie jeśli dziewczyna miała na myśli Pottera... Wtedy chyba jego serce rozpadnie się na miliony maleńkich - jak piegi na jej słodkim noski – kawałeczków.

✐✐✐

- Ten mecz to hit sezonu! Obie drużyny walczą zajadle i zdaje się, że szala zwycięstwa nie przechyla się na żadną ze stron! O wszystkim zdecyduje złapanie złotego znicza! - krzyczał komentator, a trybuny wyły w dopingu dla zawodników na miotłach.
Hermiona nerwowo przygryzała wargę, obserwując grę obu drużyn. Kilka chwil przed rozpoczęciem meczu życzyła powodzenia swojemu chłopakowi, który porwał ją w ramiona i wycisnął na jej ustach niedbały, wręcz nieprzyjemny pocałunek. Herm wiedziała, że koniec jest bliski. Nie mogła dłużej być z Harrym, nie czuła już do niego nic poza irytacją jego zachowaniem. Zerwie z nim i ustąpi drogi napalonej na Wybrańca Ginny, niechaj będą razem szczęśliwi. A jej pozostanie wspominanie w samotności, cudownych chwil jakie spędziła w ramionach kapitana Ślizgonów, który teraz szybował na swojej miotle w pogoni za zniczem. Wszystkie fanki Dracona wykrzykiwały hymny pochwalne na jego cześć, a ona mogła jedynie podziwiać go z daleka, ciesząc się, że choć przez krótki czas należał do niej. Dał jej cały miesiąc swojego zainteresowania... To więcej niż dostała jakakolwiek inna dziewczyna w tej szkole. Powinna być zadowolona... Ale nie była. Nagle trybuny zawyły z radości, gdyż Draco z Harrym zrównali się w wyścigu o złotą piłeczkę. Każdy z nich wyciągał już rękę w stronę zwycięstwa...
- Tak! Draco Malfoy złapał znicza! Zwycięża Slytherin! - Herm uśmiechnęła się lekko pod nosem, zadowolona, że Draco zwyciężył. Życzyła mu tego. Wygrał uczciwie, choć mógł dostać to zwycięstwo podane na srebrnej tacy. On zamiast tego wybrał ją... To też powinno jej imponować, choć trochę. Zeszła z trybun w towarzystwie wyraźnie załamanych Gryfonów. Cała drużyna stała nieopodal ich szatni z grobowymi minami.
- Cholerna fretka – pieklił się Ron, a Ginny pocieszająco głaskała Pottera po ramieniu.
- Trudno, stało się – stwierdził elokwentnie Wybraniec.
- Przykro mi... - Hermiona wiedziała, że żadne słowa i tak ich nie pocieszą.
- Chodź, Miona, pójdziemy do Pokoju Życzeń, może to mi poprawi humor. – Harry przyciągnął ją do siebie, ignorując łaszącą się do niego Ginny.
- Mówisz poważnie? - Hermiona nie mogła uwierzyć w jego bezczelność. Przez ostatni miesiąc nie zwracał na nią kompletnie uwagi, nawet nie zauważając, że praktycznie się nie widują, a ona znika na całe popołudnia, a teraz jak gdyby nigdy nic proponuje jej seks? Kretyn!
- No chodź, potrzebuję tego – Harry złapał ją za dłoń.
- Mogę wiedzieć, Potter, gdzie chcesz zaciągnąć moją dziewczynę? - Cała drużyna Gryfonów plus Hermiona zamarli słysząc ten głos. Harry odwrócił się, mierząc Malfoy'a nienawistnym wzrokiem.
- Chyba się przesłyszałem Malfoy. Zdaje się, że pomyliłeś z kim Hermionę... - Potter syczał ze złości.
- Mówiłem o mojej dziewczynie, która najwyraźniej nie ma ochoty nigdzie z tobą pójść. – Draco spojrzał Hermionie prosto w oczy, a ona uśmiechnęła się do niego promiennie, nie dowierzając, że właśnie powiedział, że są parą. Szybko wyrwała dłoń z uścisku Pottera i podeszła do Dracona, który nie zważając na to, że obserwuje ich pół szkoły, przyciągnął ją do siebie i pocałował namiętnie. - Ładnie mi kibicowałaś, skoro wygrałem – wyszeptał tuż przy jej ustach.
- Starałam się – odpowiedziała, obejmując go mocno, szczęśliwa jak nigdy wcześniej.
- Co tu się, do cholery, dzieje? - wrzasnął zdruzgotany Harry.
- Mówiłem ci, żebyś nie pozwalał jej go uczyć za wycofanie oskarżeń – stwierdził triumfująco Ron.
- Gdzieś ty miał mózg, Potter? A nie sorry, głupie pytanie – zakpił Blaise. – Lepiej zapytam czy jesteś aż tak kompletnym idiotą, by nie domyślić się, że Draco i Hermiona od dawna są razem? Serio myślałeś, że zostanie z tobą? Chyba tylko takie desperatki jak ta napalona, ruda Wiewióra mogą lecieć na takie wybrakowane egzemplarze jak ty. – Diabeł wyszczerzył się do czerwonej ze wściekłości Ginny.
- Miona, wyjaśnij mi to! - zażądał Harry.
- Sam powiedziałeś, że jestem tylko mugolaczką, której Malfoy nie dotknie nawet kijem. Jak widać pomyliłeś się. – Hermiona hardo spojrzała mu w oczy, mocniej wtulając się w bok Dracona.
- Wiedziałam, że wskoczysz mu do łóżka w ramach rekompensaty. Jesteś tylko kolejną zabawką nadętego arystokraty! - zaatakowała ją Ginny.
- A ty jesteś żałosna, Weasley. Szczerzysz się do Pottera jak idiotka, tylko po to, by zostać imitacją tej, którą on kocha. Teraz będziesz miała okazję, bo Hermiona odchodzi ze Smokiem. Dalej, pociesz tego żałosnego chłopaczka, tylko do tego się nadajesz. – Diabeł spojrzał na nią ze szczerą pogarda.
- Hermiona nie jest żadną rzeczą, bym mógł ją odebrać Potterowi. Jest wyjątkową dziewczyną, której ten egoistyczny dupek nie potrafił docenić. Ja nie popełnię tego błędu... - Draco spojrzał w brązowe oczy swojej ukochanej i uśmiechnął się do niej czule.
- Hermiona, powiedz coś. To niemożliwe, żebyś mnie dla niego zostawiła! - wściekał się Potter, nie mogąc uwierzyć, że jednego dnia traci i zwycięski puchar i ukochaną dziewczynę.
- Sam do tego doprowadziłeś, Harry. To koniec – odpowiedziała Miona.
- Właśnie. Koniec tych beznadziejnych pierdół. Pora na imprezę! - zawołał Zabini.
- Chodź, kochanie, mojej dziewczyny nie może przecież zabraknąć na mojej zwycięskiej imprezie. – Draco uśmiechnął się do niej czule, prowadząc ją z dala od jej byłego chłopaka i dawnych przyjaciół.
Obiecał sobie, że zrobi wszystko, by nie musiała żałować tego, że wybrała jego, a nie sławnego Harry'ego Pottera. Hermiona jednak już wtedy wiedziała, że nie będzie. Nic bowiem nie zastąpi prawdziwej miłości, a wierzyła, że to co połączyła ją i Dracona właśnie tym było...

✐✐✐


Koniec

23 komentarze:

  1. Czytam tą miniaturkę już po raz kolejny i po prostu nie potrafię zrozumjeć dlaczego aż tak mi się podoba...
    Chyba jednak wiem - to przez ten Twój cholernie wielki talent!
    Właśnie przeczytałam "Rekompensatę" po raz kolejny i muszę Ci powiedzieć ze w dalszym ciągu wielbię tą historie tak jak za pierwszym razem!❤❤❤
    Kocham wszystkie Twoje prace, serio! ❤❤
    Jestem nienormalna i jestem Twoja fanką - chyba powinnas sie bac xd
    Dziekuje, ze jestes i ze obdarowywujesz nas czastka Twojego talentu!
    Buziaki-Maja❤

    OdpowiedzUsuń
  2. Przeczytałam to po raz 20 i składam przed tobą pokłony. Jest to jedna z najlepszych miniaturek a może i najlepsza

    OdpowiedzUsuń
  3. Przeczytałam już ją chyba z 3 razy i za każdym razem te same emocje. Ten niedosyt tak mocny, że aż łaknie się więcej...Genialna miniaturka.

    OdpowiedzUsuń
  4. Czytam to po raz pierwszy, i szczerze mówiąc jest ZAJEBISTA! Mam nadzieję, że napisałaś więcej takich fajnych miniaturek <3 ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Szok i niedowierzanie...
    (Kilka minut później. ..)
    Mega , świetne , doskonałe , przecudowne, piękne. I dobrze temu zaopatrzonemu w sobie dupkowi Potterowi! Ha! Jeszcze raz świetna miniaturka!

    OdpowiedzUsuń
  6. Kurczę co tu mówić to jest po prostu napisane zajebiscie strasznie mi się podoba i ogólnie jeszcze dużo razy przeczytam to śliczne opowiadanie

    OdpowiedzUsuń
  7. czytam któryś raz i po prostu cały czas tak samo to przeżywam <3 Tylko interesuje mnie że na początku było o Ginny, że rozmawia z Hermioną a na koniec ją obraża, coś mi tu nie pasuje :/ ale to drobny błąd ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Kocham!! Coś pieknego, napewno nie raz tu jeszcze wroce

    OdpowiedzUsuń
  9. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  10. Jezu genialne na ogół nie lubie malfoya ale tu aż chce się być na miejscu hermiony

    OdpowiedzUsuń
  11. To jest G E N I A L N E
    Nigdy nie spodziewałam się ze Draco M. Będzie tak czuły...Coś pięknego :* Czekam na ósma część prawdziwej twarzy!! :)

    OdpowiedzUsuń
  12. To jest po prostu wspaniałe! Piszesz magicznie, bardzo przyjemnie napisane, lekko się czyta, jednym słowem REWELACJA. Życzę ogromnej mobilizacji i masy pomysłów, jesteś genialna
    Pozdrawiam :D <3

    OdpowiedzUsuń
  13. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  14. Genialne, wspaniałe, aż słów mi brak. Życzę Ci dużo weny i równie wspaniałych pomysłów

    OdpowiedzUsuń
  15. Wracam do tego co roku. Super opowiadanie

    OdpowiedzUsuń
  16. Ah.. Bardzo podoba mi się twój styl pisania <3 Dodatkowo uwielbiam Dramione, więc plus dla ciebie :D

    PS. Potwierdzam komentarz powyżej ; też wracam do tego co roku (nawet baaardzo często :D ).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  17. Pamiętam, że kiedyś już czytałam tą miniaturkę i teraz do niej wróciłam. Cały czas tak samo genialna i emocjonalna... 😈 Dziękuję, że ją napisałaś. ❤❤❤

    OdpowiedzUsuń