niedziela, 4 października 2015

"Apaszka"

Draco Malfoy był poirytowany. A nie lubił taki być. Lubił być zabawny, seksowny, przystojny, bogaty, sławny, ale nie zły i wkurzony, a właśnie taki się czuł.
- Próba zapachu, kochani, wszyscy już sprawdzili, czym pachnie ich amortencja? - zawołał wesoło Slughorn. No właśnie. On, Draco Lucjusz Malfoy, pierwszy raz w swoim idealnym życiu, popsuł coś w eliksirze. Bo jak wytłumaczyć to, co czuł? Zapach whisky – ok, zgadzało się, to jego ulubiony alkohol. Zapach wosku do polerowania miotły – w porządku, kochał latać. Zapach świątecznego piernika – no dobra, obciach i w ogóle, ale lubił święta, bo lubił dostawać prezenty... Tylko ostatniego zapachu nie rozpoznał. Nie miał pojęcia, co tak pachnie ani skąd ten zapach w jego eliksirze i właśnie to go irytowało. Musiał coś spieprzyć... Wielka skaza na jego pięknych ocenach!
- Panna Granger, jak zwykle idealnie! - zaklaskał w dłonie profesor. Draco odwrócił się w stronę ławki Gryfonów. Potter niezbyt pewnym wzrokiem zaglądał do swojego kociołka, natomiast z kociołka łasica wydobywał się jakiś straszliwy fetor. O dziwo, Granger, mimo że została pochwalona za eliksir, wcale nie wyglądała na zachwyconą. Była lekko czerwona, a po chwili podniosła głowę i spojrzała prosto na niego. Draco szybko się odwrócił, po pierwsze dlatego, że nie miał powodów, by dłużej niż to konieczne gapić się na Granger, a po drugie dlatego, że Slughorn właśnie zbliżał się do jego stolika.
- No, Draconie... - Pewnie zaraz powie, jak się zawiódł tym razem – pomyślał kwaśno Smok. - Doskonały eliksir, jak zwykle perfekcyjnie! - Profesor uśmiechnął się do niego ciepło, po czym wpisał w swój notes wielkie, wesołe W.

♐♐♐

Draco pakował swoje książki, wciąż nie wierząc, że eliksir okazał się właściwy. To, czym był tajemniczy zapach, dręczyło go teraz okropnie. Chciał się dowiedzieć, co kochał tak mocno, by poczuć to w swojej amortencji... Zapach ten bowiem nie chciał ani na chwilę go opuścić. Tak bardzo był zamyślony, że niechcący przy drzwiach wpadł na Granger, która również nie patrzyła, gdzie idzie, najwyraźniej pochłonięta myślami.
- Sorry – przeprosili się odruchowo, po czym Draco przepuścił ją przodem, a ona tylko skinęła z podziękowaniem i szybko wyszła z sali.

♐♐♐

Kilka dni nie potrafił spać, co noc rozkładając na czynniki pierwsze wszystkie sytuację, które miło wspominał, ale w żadnej z nich nie potrafił odnaleźć powiązania z tym tajemniczym zapachem eliksiru miłości. Denerwowało go to i wkurzało, ale wiedział, że nie ma możliwości, by rozwiązać tę zagadkę. Chyba, że zniży się do obwąchiwania wszystkich dziewczyn w szkole... Wzdrygnął się lekko, wyobrażając sobie, że ten zapach mógłby się okazać perfumami na przykład Milicenty Bulstrode albo Eloise Middleton... Albo co gorsza jakiejś Gryfonki! Choćby tej śliniącej się do niego idiotki... Lefredner Braul albo jakoś tak. Przewrócił się na bok, wtulając twarz w poduszkę i przypomniał sobie minę Granger na tej pamiętnej lekcji eliksirów. Ciekawe czym pachniała jej amortencja? Uderzył pięścią w poduszkę, jednak nie po to, by ją lepiej uklepać, ale po to, by odpędzić od siebie te głupie myśli. Co go obchodziła Granger i zapach jej eliksiru miłości? Nic... Totalnie, zupełnie nic!

♐♐♐

Nauka do OWuTeMów, pochłaniała sporą część jego wolnego czasu. Do tego treningi Qudditcha i ciągłe imprezy, jakie odbywały się w weekend, sprawiły, że problem z tajemniczym zapachem został zepchnięty na dalszy plan. Draco postanowił odpuścić sobie pomysł z wąchaniem wszystkich. Wolał zająć się czymś pożyteczniejszym, jak na przykład powtórkami z tej piekielnie nudnej transmutacji. Siedział dziś nad tym prawie do zamknięcia biblioteki, ale udało mu się zrobić naprawdę dobre notatki, więc był w miarę zadowolony. Trochę żałował, że nie może, tak jak Potter czy Weasley spisać notatek od Granger, jednak wcześniej połknąłby język niż ją o to poprosił. Nie obrażał jej już i nie zaczepiał, bo... bo... bo mu się najwyraźniej nie chciało. Tak. Właśnie dlatego.

♐♐♐

Spakował swoje książki oraz pergaminy i ruszył do wyjścia. Jednak mijając jeden ze stojących z przodu stolików, zobaczył na podłodze jakąś tkaninę. Zaintrygowany podszedł i podniósł kawałek materiału, który okazał się delikatną, białą apaszką w niewielkie błękitne kwiatki, która była bardzo miękka i przyjemna w dotyku. Draco przyjrzał się jej uważnie, próbując odgadnąć do kogo może należeć. Nie kojarzył jednak, by widział ją na szyi jakiejś dziewczyny. Przyłożył apaszkę do nosa... i stało się.
To było, jak uderzenie gromu. Ten zapach w sekundę wypełnił każdy fragment jego ciała. Ten zapach znał. Ten zapach kochał.
Ten zapach czuł w swojej amortencji...

♐♐♐

Tej nocy również nie mógł zasnąć, gapiąc się w ciemnozielony baldachim nad swoim łóżkiem, a w dłoni trzymając apaszkę i co jakiś czas przykładając ją do nosa. Rozpoznał już zapach konwalii i innych składników perfum, jakimi była spryskana tkanina. Subtelne, delikatne, kobiece perfumy... Nie potrafił jednak stwierdzić, która dziewczyna ich używała. Było to dziwne uczucie. Był pewien, że zna odpowiedź, że ma ją gdzieś w swoim umyśle, gotową do odkrycia, jednak nie potrafił do niej sięgnąć i odgadnąć, kto jest osobą, której zapach zaprząta jego umysł... Tą, która najwyraźniej zdobyła sobie cząstkę jego zimnego serca...
Był jednak Ślizgonem, a Ślizgoni zawsze myślą racjonalnie i korzystają ze swojego niebywałego sprytu. Szybko wymyślił, jak odkryć kto jest właścicielem, a raczej właścicielką, ślicznej apaszki. Pokrzepiony gotowym planem działania i odrobiną ekscytacji wreszcie zasnął.
Następnego dnia zaraz po lekcjach i obiedzie znów udał się do biblioteki. Wielu uczniów było jeszcze w Wielkiej Sali, więc niezauważony przez nikogo powiesił apaszkę na jednym z wieszaków tuż obok biurka pani Pince. Miał nadzieję, że właścicielka apaszki przyjdzie znów dziś do biblioteki i odnajdzie swoją zgubę. Usiadł przy jednym ze stolików – tym, z którego miał idealny widok na wieszak i otworzył książkę, by sprawiać wrażenie, że się uczy. Jednak za każdym razem, gdy drzwi biblioteki się otwierały, a ktoś wchodził do środka, on unosił głowę, by zobaczyć, czy nie sięga po apaszkę.

♐♐♐

Godziny mijały i powoli dobiegała pora kolacji, a piękna tkanina nadal tkwiła tam, gdzie ją zostawił. Czuł się rozczarowany, ale postanowił nie rezygnować. Jutro znów miał zamiar przesiedzieć popołudnie w bibliotece. Zaczął powoli zbierać swoje rzeczy, gdy obok jego stolika przeszła właśnie Granger w asyście rudej siostrzyczki Weasley'a, która szczebiotała wesoło. Granger jak zwykle miała nos w książce. Draco jednak zdziwiłby się, gdyby było inaczej. Książka była nieodłącznym atrybutem Granger, jak korona była atrybutem króla.
- Hej, Miona, to nie przypadkiem twoja chustka? - zapytała Weasley, wskazując na apaszkę. Czas jakby zwolnił, a Draco z niedowierzaniem patrzył, jak Hermiona odrywa wzrok od książki i spogląda na apaszkę, którą pokazuje Ginny.
- Znalazła się! Zdaje się, że wczoraj wypadła mi z torby w bibliotece. Dobrze, że nikt jej nie wziął, to prezent od babci - ucieszyła się Gryfonka, odbierając od przyjaciółki tkaninę i obwiązując nią swoją smukłą szyję. Draco nie mógł w to uwierzyć. Siedział tępo, gapiąc się przed siebie, wciąż nie dowierzając, że to prawda. Gryfonki już dawno sobie poszły, a on nadal się nie otrząsnął z tego, co odkrył. Wystarczyło mu tylko przypomnieć, że całą ostatnią noc przespał słodko wtulony w apaszkę Hermiony Granger...

♐♐♐

- Kolejna nieprzespana noc. Która to już w tym tygodniu? - zastanawiał się, przekręcając się z boku na bok w poszukiwaniu upragnionego snu. Zbyt wiele myśli dręczyło jego skołataną głowę, a ostatni tydzień był jak wielka udręka. Dlaczego nie potrafił o tym zapomnieć? Nie potrafił! Co więcej, nie potrafił przestać patrzeć. Codziennie zaczynając od śniadania poprzez zajęcia, obiad, naukę w bibliotece aż do kolacji w każdej możliwej sytuacji gapił się na nią, nie potrafiąc tego powstrzymać. Dopiero teraz zauważył, że jej loki są takie piękne... Mógłby się założyć, że były też równie miękkie w dotyku, co jej apaszka. Zauważył też te urocze piegi na jej lekko zadartym nosku oraz to, że ma równe, białe zęby, a najlepiej wyglądają, gdy jej malinowe usta układają się w uśmiechu. Patrzył i czuł, że z każdą chwilą coraz bardziej nie potrafi przestać...
Nie mógł wciąż uwierzyć, że czuł do niej coś więcej, niż tylko podziw dla jej urody i inteligencji. To było takie nierealne. Przecież nienawidzili się kiedyś tak mocno...!
Musiał się upewnić, że na pewno jest to coś więcej. Chciał być pewny, że się nie pomylił. Musiał to wiedzieć, nim zrobi kolejny krok... Jeśli to jej chce, to ona będzie jego. Był Ślizgonem, a oni przecież nigdy się nie poddają!

♐♐♐

Do swojego planu postanowił wykorzystać Zabiniego. Blaise był zawsze skory do żartów i nawet nie pytał, czemu ma coś zbroić. Zresztą Draco wiedział, że brunet zauważył to, jak gapi się na Granger od kilku dni, Diabeł był bowiem tak samo zabawny, jak i spostrzegawczy. Kolejna lekcja eliksirów zdawała się być doskonałą okazją do przeprowadzenia jego planu. Przyszli razem z Blaisem pod salę odpowiednio wcześniej, by zaimprowizować ich małe, przyjacielskie zapasy.
Ślizgonki chichotały, widząc, jak Draco i Zabini przepychają się i siłują, jednocześnie kłócąc się, który z nich ma rację, jeśli chodzi o taktykę na kolejny mecz. Blondyn kątem oka obserwował wejście do lochów, chcąc mieć pewność, że jego pomysł wypali. I wreszcie ją zobaczył. Szła sama, jak zwykle przeglądając jakieś opasłe tomiszcze i w ogóle nie zwracając uwagi na to, co się dookoła niej dzieje.
- Teraz Zabb – szepnął do kumpla, a Diabeł popchnął go mocno, wprost na niczego nie spodziewającą się Gryfonkę. Książka wypadła jej z ręki, gdy przystojny blondyn przycisnął ją do ściany swoim ciałem, kładąc dłonie po obu stronach jej twarzy. Hermiona na chwilę straciła oddech, zaskoczona tym niespodziewanym atakiem i bliskością Ślizgona. Draco, nie tracąc czasu, pochylił się, by powąchać tą śliczną, smukłą szyję, którą wielokrotnie kąsał ostatnio w swoich snach...
To był strzał w dziesiątkę. Teraz miał już pewność. To był zapach jego amortencji. To Hermiona Granger pachniała tak cudownie pociągająco... Uniósł lekko głowę i spojrzał w jej zaskoczone oczy. Dziewczyna chyba nie wiedziała, co myśleć o tym, że jeszcze się od niej nie odsunął... Draco wiedział, że zbyt wiele osób się na nich gapi, by mógł sobie pozwolić na choć jeszcze chwilkę jej bliskości. Niechętnie zrobił krok w tył i schylił się po książkę, którą dziewczyna opuściła.
- Sorry, Granger, ale Zabini to czasem strasznie dziecinny idiota – powiedział, uśmiechając się do niej uprzejmie.
- W porządku – powiedziała cicho, wyciągając rękę po swoją książkę. Draco podał jej ją specjalnie tak, by ich palce choć na chwilę się spotkały. Hermiona lekko wzdrygnęła się od tego dotyku, a Smok uśmiechnął się z satysfakcją. Działał na nią! Wiedział już, że to kwestia czasu, gdy będzie jego...
- A swoją drogą, całkiem ładne perfumy, Hermiono – wyszeptał, pochylając się nad nią na chwilę, po czym szybko się odwrócił i odszedł do patrzącej na niego ze zdziwieniem grupy Ślizgonów.

♐♐♐

Hermiona obserwowała uciekający za oknami krajobraz. Będzie bardzo tęskniła za szkołą. Za biblioteką, Wielką Salą, przygodami... Za spojrzeniem niebieskich oczu, przystojnego chłopaka, który przez ostatnie dwa miesiące wpadał na nią średnio dwa razy w tygodniu... Za każdym razem miała wrażenie, że trwa to dłużej, nim wreszcie wypuści ją ze swoich ramion... Tak, na pewno za tym zatęskni. Z lekkim uśmiechem spojrzała na swoich przyjaciół. To był naprawdę ciekawy, pełen emocji rok. Fajnie, jednak było wejść w dorosłe życie. Liczyła, że ułoży jej się jak w bajce...
Pociąg zatrzymał się na stacji, a wszyscy żegnali się ze łzami w oczach. Hermiona po raz ostatnio postanowiła sprawdzić, czy ktoś nie został w przedziałach. Właśnie wychodziła z ostatniego i gdy tylko się odwróciła, wpadła prosto w czyjeś ramiona. Od razu rozpoznała ten zapach. Ostatnio cały czas ją prześladował... Doskonale go znała.
- Znów na mnie wpadasz, Granger. – Draco Malfoy uśmiechnął się zawadiacko, zamykając ją w swoich ramionach. Hermiona lekko uniosła głowę i spojrzała mu w oczy. Były takie piękne...
- To raczej ty masz manię wpadania na mnie, Malfoy... Nie mogłeś sobie odmówić tego ten ostatni raz, co? - zapytała z triumfującym uśmiechem, opierając swoje dłonie o jego klatkę piersiową. Draco pochylił się nad nią.
- Nie, nie mogłem... - wyszeptał tuż przy jej ustach, po czym wreszcie ją pocałował. To było właśnie to, czego oboje chcieli od tak dawna... - I to nie był ostatni raz, Hermiono, jeszcze nieraz na ciebie wpadnę. Na pewno już wkrótce się o tym przekonasz – mruknął, całując ją po raz drugi, a ona z przyjemnością odwzajemniła ten pocałunek.
Jednak w tamtej chwili nie sądziła, że Malfoy mówił poważnie z tym, że jeszcze nieraz na siebie wpadną... A już na pewno, nie przypuszczała, że to wpadnie zakończy się hucznym weselem i trójką blondwłosych urwisów...

♐♐♐


Koniec

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz