piątek, 16 października 2015

Dwa Światy - Rozdział trzydziesty ósmy

Rozdział Trzydziesty Ósmy



Znacie to uczucie...? Czas stoi w miejscu, a wszystko, co znajduje się dookoła, traci całą swą wartość, ponieważ liczy się tylko ten moment... ta jedna chwila.
Patrzyli na siebie, obydwoje walcząc z milionem emocji na raz. Żadne z nich nie wiedziało, co powiedzieć, ani jak się zachować. Nie widzieli się długie pół roku, a teraz wystarczyło tylko to przypadkowe spotkanie, by zalazła ich fala wspomnień, uczuć i emocji...
Nie mógł nacieszyć swych oczu jej widokiem. Wciąż była taka delikatna, urocza, piękna... I wciąż chciał, by należała tylko do niego.
Nie potrafiła oderwać wzroku od jego twarzy, od tych cudownych tęczówek, szlachetnego nosa, pięknie wykrojonych ust... To był właśnie ten obraz, który tak często nawiedzał ją we snach.
Stali tak, czując, jakby czas zatrzymał się w miejscu... Tak jednak nie było. Stalowe kraty windy powoli zaczęły się zasuwać, odgradzając ich od siebie. Draco wiedział, że nie może na to pozwolić. Nie może stracić jej po raz drugi. Szybko zrobił krok do przodu, zatrzymując ręką kraty.
Nie wsiądziesz? – spytał dziwnie zachrypniętym głosem.
Pojadę następną – odpowiedziała, blednąc na samą myśl o tym, że może znaleźć się z nim sam na sam na tak małej przestrzeni.
Nie bój się... Nic ci nie zrobię – usiłował obrócić swoje słowa w żart.
Wcale się nie boję – skłamała, opuszczając głowę i robiąc niepewny krok w przód. Draco cofnął się, tak, by dziewczyna mogła wsiąść. Gdy tylko to zrobiła, kraty się zasunęły, a winda ruszyła. Hermiona starała się oddychać głęboko i miarowo, ale było to zdecydowanie trudne zadanie... Jego zapach, obecność i ta świadomość, że jest tak blisko wypełniała każdy centymetr jej ciała... Marzyła, by ta durna winda dojechała wreszcie na miejsce, zapominając zupełnie o tym, że powinna wcisnąć przycisk, sygnalizując, na którym piętrze chce wysiąść. Draco patrzył na nią kątem oka, nie mogąc pozbyć się z ust delikatnego uśmiechu. Był wdzięczny losowi za taką okazję... Wiedział, że musi jak najlepiej wykorzystać tę sytuację.
Co tu robisz? – zagadnął ją na pozór obojętnie. Hermiona przeklęła cicho pod nosem, bowiem trochę liczyła na to, że blondyn nie odezwie się do niej przed końcem tej przeklętej podróży.
Musiałam dziś przywieźć swoje dokumenty, bo po świętach wszyscy mają urlop, aż do nowego roku – wyjaśniła mu na jednym wydechu.
Cieszysz się na pracę w ministerstwie? – zapytał, niby przypadkiem stając bliżej niej i wzbudzając tym samym jej jeszcze większą irytację i nerwowość.
Bardzo – odpowiedziała – Zwłaszcza, że ciebie ma tu nie być – dodała w myślach.
Spodoba ci się. To fantastyczne miejsce. – Naprawdę się ucieszył, gdy zauważył, że ona wciąż tak silnie reaguje na jego bliskość.
Skoro tak tu fajnie, to czemu wyjeżdżasz? – wypaliła, nim zdążyła ugryźć się w język.
A kto powiedział, że wyjeżdżam?
Słyszałam takie pogłoski – odpowiedziała, nerwowo przygryzając wargę.
Nieprawdziwe. Nigdzie się nie wybieram. Zwłaszcza teraz... – ta odpowiedź zabrzmiała tak dwuznacznie, że Miona spojrzała na niego zdziwiona. Jednak pożałowała tego, gdy tylko spostrzegła, jak on na nią patrzy... Szybko opuściła głowę, walcząc ze zdradliwymi rumieńcami, które wypłynęły na jej twarz. By jakoś zamaskować swoje zawstydzenie, zaczęła ponownie przeglądać dokumenty, z którymi tu przyszła. Draco wykorzystał okazję i wyjął swoją różdżkę, a następnie zatrzymał windę pomiędzy piętrami.
Co ty wyprawiasz? – zapytała zszokowana.
Hermiona... – Smok zrobił krok w jej stronę.
Nie...– wyszeptała, cofając się pod samą ścianę. Nie chciała, by się do niej zbliżał. Pół roku leczyła się z uczucia do niego i była pewna, że powoli zapomina... Nie mogła tego zaprzepaścić i pozwolić mu znów wkroczyć do swojego życia. Nie chciała drugi raz tak cierpieć. W napadzie paniki miała zamiar sięgnąć po swoją różdżkę, by jakoś go powstrzymać, a przede wszystkim, jak najszybciej wydostać się z windy, jednak Draco nie pozwolił jej na to, łapiąc ją za nadgarstek. Gdy tylko jej dotknął, całym jej ciałem wstrząsnął dreszcz, a dokumenty, które trzymała w drugiej ręce, upadły na podłogę. Blondyn wykorzystał element zaskoczenia i przyciągnął ją blisko siebie, nim zdążyła jakoś zareagować.
Skarbie... Nie masz pojęcia... – wymruczał, mocno tuląc ją do swoje piersi.
Zostaw mnie! – poprosiła nieomal płaczliwie, próbując się jakoś się od niego odsunąć.
Nigdy więcej, już nigdy... – zapewnił, delikatnie łapiąc jej podbródek i unosząc jej głowę tak, by spojrzała mu w oczy. Czuł, jak dziewczyna drży w jego ramionach i poprzysiągł sobie, że nie straci jej ponownie, choćby musiał walczyć o tę miłość z całym światem. – Nie rób tego... Nie niszcz spokoju, który sobie zbudowałam, zostaw mnie... – Jej oczy były pełen łez. Nadal go kochała, ale nie chciała tego uczucia. Walczyła z nim i miała nadzieję wygrać tę walkę. A teraz to jego spojrzenie, ten dotyk, te słowa... Nie miała ochoty znów robić sobie złudnych nadziei. Ostatkiem sił ponownie spróbowała się od niego odsunąć, jednak Draco nie miał zamiaru na to pozwolić. Pochylił się, łapiąc jej usta w desperackim, ale namiętnym pocałunku. Początkowo postanowiła być bierna na nacisk, jaki jego wspaniałe wargi wywierały na jej własnych. Jednak właśnie teraz przypomniała sobie słowa Ginny... Draco naprawdę całował tak, że miała ochotę unieść się nad ziemią. Mimowolny jęk, który chciał się wyrwać z jej piersi, sprawił, że delikatnie rozchyliła wargi, co były Ślizgon od razu wykorzystał, pogłębiając pocałunek. Nie potrafiła go odepchnąć
i chyba wcale nie chciała... Uczucia wzięły górę nad rozsądkiem i Hermiona poddała się namiętności...
Ich pocałunki wyrażały te wszystkie emocje, które targały nimi przez ostatnie pół roku. Blondyn przycisnął ją mocno do ściany windy, chcąc być jak najbliżej każdego fragmentu jej ciała, a ona swoim zwyczajem wplotła palce w jego miękkie włosy. Usta Smoka delikatnie zsunęły się na jej policzek, a następnie znalazły się na jej uchu. Hermiona jęknęła cicho, w odpowiedzi na tę pieszczotę.
Wciąż jesteś tylko moja... – wyszeptał jej wprost do ucha, muskając je delikatnie swoimi ustami.
Nie... – zaprzeczyła, złoszcząc się na siebie, że jej głos zabrzmiał tak słabo i niepewnie. Przecież nie mogła na to pozwolić... Nie mogła znów dać mu się oszukać!
Nie zaprzeczaj, kochanie, ten pocałunek powiedział wszystko za ciebie... – uśmiechnął się delikatnie pod nosem.
Nie chcę... Mieliśmy zapomnieć... – jęknęła, odchylając głowę w tył, by ułatwić mu dostęp do swojej szyi, na którą teraz przeniósł swoje usta.
Doskonale wiesz, skarbie, że nie potrafimy zapomnieć... – Uniósł głowę i ponownie spojrzał jej w oczy. – Nie walcz ze mną, Hermiono – wyszeptał tuż przy jej wargach, znów pochylając się i całując ją z pasją. Tym razem dziewczyna od razu oddała jego pocałunek.
Czego ty ode mnie chcesz? – zapytała go po chwili. Musiała się tego dowiedzieć...
Ciebie i tylko ciebie, moja mała lwico – powiedział to, patrząc jej prosto w oczy tak, by wiedziała, że mówi całkowicie poważnie.
Przecież nie możesz...
Mogę... i muszę – odparł, opierając swoje czoło o jej i trącił jej nos swoim. – Salazarze... To pół roku bez ciebie było najgorszym okresem w moim życiu, nawet gorszym niż wojna. Nie wytrzymam już ani dnia dłużej, Miona – wyznał jej, nawet nie przejmując się tym, że może brzmieć nieco ckliwie.
Chcesz, byśmy znów zostali... – zawahała się trochę – przyjaciółmi?
Nie. Chcę byś była ze mną, przy mnie, byś była tylko moja... A ja zawsze dostaję to, czego chcę. Wiem, że wtedy zachowałem się jak drań. Możesz nawet nazwać mnie kretynem, ale i tak będę walczył o ciebie i twoje uczucia, Hermiono Granger.
Ja... Nie...
Możesz się stawiać, ale ja naprawdę nie odpuszczę, Herm... Za długo katowałem się tą sytuacją. Doskonale wiem, że zaprzepaściłem swoją pierwszą szansę... Ale mam zamiar walczyć o kolejną.
Walczyć? – zapytała słabo, nie do końca wierząc w to, co jej mówił.
Tak. Odzyskam to, co było pomiędzy nami i będę walczył o więcej... o wszystko – wyznał, mocno przyciągając ją do swej piersi i ciesząc się tą chwilą prawdziwego szczęścia. Hermiona oparła czoło o jego ramię i wdychała znajomy zapach wody kolońskiej, myśląc o tym, co właśnie jej powiedział. Chciałaby móc mu uwierzyć, ale już raz przypłaciła taką wiarę ogromnym cierpieniem... I mimo swojej gryfońskiej odwagi naprawdę bała się ponownie zaryzykować. – Daj nam szansę maleńka – próbował ją przekonać, lekko unosząc jej głowę, by znów móc nacieszyć się jej ustami.
Ja nie... nie wiem... – jęknęła, opuszczając głowę. Nie potrafiła poradzić sobie
z natłokiem myśli, uczuć i wątpliwości.
Rozumiem, że możesz potrzebować czasu, by znów mi zaufać.
Nie sądzę, by to było w ogóle możliwe... - Stracił jej zaufanie, a ona nie należała do osób, które łatwo zapominają. Draco wyglądał na trochę zasmuconego jej słowami. Jednak w głębi serca wiedział, że miała prawo do takiej reakcji.
Dlatego proszę cię o szansę. Chociaż spróbuj... Nie rezygnuj na starcie – nie zamierzał się poddać.
Jak twoim zdaniem miałoby to wyglądać? – zapytała, patrząc mu w oczy.
Umów się ze mną. – Na jego usta wypłynął najsłodszy uśmiech, jakim zawsze czarował, gdy chciał osiągnąć sukces.
Umówić? Na spotkanie? – zdziwiła się.
Na spotkanie, kolację, randkę. Nazwij to, jak chcesz. Mam ochotę gdzieś cię zabrać skarbie... Pokazać ci, że moje intencje są szczere i nie mam zamiaru niczego ukrywać.
A co, jeśli ktoś nas zobaczy?
Zakładam, że tak właśnie będzie, jeśli wyjdziemy razem na kolację – zaśmiał się delikatnie.
Ale przecież... – Jej wypowiedź przerwał nagły ruch. Ktoś przywoływał windę zaklęciem, najpewniej zdziwiony zbyt długim oczekiwaniem na jej przyjazd.
Nie przyjmuję twojej odmowy, maleńka... Wyślę ci sowę odnośnie szczegółów... – Ledwo skończył to mówić, ponownie gwałtownie przyciągnął ją do siebie i pocałował gorąco.
Cudownie było znów cię zobaczyć – szepnął jej do ucha. Dźwięk rozsuwanych krat oderwał ich od siebie. Draco, nie czekając na jej reakcję, po prostu wysiadł z windy, mijając stojącą na korytarzu Pamelę, która szczerze zdziwiła się jego bardzo zadowoloną miną. Hermiona odetchnęła głęboko i schyliła się, by pozbierać papiery. Ciągle miała wątpliwości, czy dopiero co przeżyta chwila, nie była tylko dziwnym, ale i pięknym snem.

***

Jednak to nie był sen... – szeptała sama do siebie, tępo wpatrując się w kawałek pergaminu, dostarczony jej przed godziną przez szarą sowę.
Mówiłam, że to ci się nie przyśniło – zaśmiała się Ginny.
Co to znaczy, że mam założyć strój wieczorowy? Gdzie on chce mnie zabrać? – mruknęła zirytowana Hermiona.
Pewnie w eleganckie miejsce. To bardzo w stylu Malfoyów. Nie masz pojęcia, jak się cieszę, że do siebie wróciliście! – krzyknęła Ruda, łapiąc swoją przyjaciółkę w objęcia.
Po pierwsze, nigdy nie byliśmy razem, więc wcale nie wróciliśmy... a po drugie, w sobotę i tak nie mogę, bo idę gdzieś z... – Hermiona w ostatniej chwili ugryzła się w język. Zapomniała, że przy Ginny temat jej przyjaźni z Diabłem pozostawał tabu.
Nie czytałaś postscriptum? Draco napisał, że twoje spotkanie z... no, że jest odwołane
i on sam poinformuje... no, jego – przypomniała jej Ginny.
Cholera! I tak nie pójdę. Nie chcę! Nie mogę... Nie mogę iść gdzieś z Malfoyem! Zaraz wyślę mu sowę, że odwołuję... Tylko gdzie jest ta przeklęta sowa? – gorączkowała się Miona, bowiem właśnie dotarło do niej, że do tej randki może naprawdę dojść...
Herm, kochanie. Ty nie masz sowy. I nie, niczego nie odwołasz!
Odwołam. W sobotę zaplanowałam sobie zakupy. Muszę iść na Pokątną. Może wreszcie kupię tę cholerną sowę... – jęknęła, kładąc głowę na stole. Ginny roześmiała się pod nosem i pogłaskała przyjaciółkę po puszystych włosach.
Nie wiem, czy wiesz, że to drugi dzień świąt, sklepy są pozamykane, a już na pewno
o dwudziestej, a to właśnie o tej Draco ma po ciebie przybyć... A poza tym, cały magiczny świat organizuje różne imprezy. Na pewno zabierze cię na jakąś fantastyczną kolację. Będzie cudownie! – zapewniała Ruda.
Nie dam rady, Gin... ja i on... to się nie uda. Nie ma szans – mruknęła, unosząc głowę.
Ja mam inne zdanie. Daj mu szansę! Musisz! Zaraz skomponuję ci taki strój od którego opadnie mu szczęka. Nawet jeśli wam się nie uda, przynajmniej niech wie, co stracił. – Ginny mrugnęła do niej przyjaźnie, po czym pobiegła w kierunku jej szafy. Hermiona
z jękiem rezygnacji udała się zaraz za nią. Wiedział, że jej przyjaciółka ma rację. Musi dać mu szansę, bo tak naprawdę sama tego bardzo chce...

***

Drżącymi rękoma próbowała zapiąć bransoletkę. Męczyła się z tym zdaniem od kilkunastu minut, zirytowana na siebie i swoją własną nerwowość. Dlaczego, na Merlina, zgodziła się na randkę z mężczyzną, którego ze wszystkich sił starała się wyrzucić z myśli, pamięci i swojego serca... Nerwowo spojrzała na zegarek i z niemałą rozpaczą odkryła, że zostało pięć minut do godziny dwudziestej... Jeśli to wszystko, co ostatnio się stało, nie było jakimś snem, to Draco najpewniej zaraz zjawi się przed jej drzwiami. Ponownie spojrzała w lustro. Ciemnozielona sukienka, jak przekonywała ją Ginny, bardzo do niej pasowała, a poza tym była odpowiednia na kolację w eleganckiej restauracji... Mniejsza
z tym, że kreacja była w ulubionym kolorze pewnego byłego Ślizgona... Suknia haftowana była złota nicią, a Ruda dobrała jej do niej gustowną, złotą biżuterię. Brązowe włosy Hermiony zostały wyprostowane i ładnie wymodelowane, a makijaż był dyskretny i idealnie dopełniał całości. Ona sama musiała przyznać, że wyglądała w tym wydaniu nie najgorzej. Dzwonek do drzwi jej mieszkania oderwał ją od patrzenia w lustro. Odetchnęła głęboko
i z drżącym sercem ruszyła, by otworzyć. Nie chciała pokazać mu jak bardzo denerwowała się przed tym spotkaniem... W duchu podziękowała jednak za to, że dół sukni był poszerzany. Przynajmniej nie było widać, jak drżą jej kolana.
Pierwszym, co zobaczyła po otwarciu drzwi, był duży bukiet przepięknych słoneczników. Zdziwiła się bardzo, skąd Malfoy wytrzasnął te kwiatki pod koniec grudnia... jednak sprawił jej ogromną przyjemność tym podarunkiem.
Wyglądasz oszałamiająco – przywitał ją, błyskając zębami w szerokim uśmiechu. Hermiona speszyła się lekko, słysząc ten komplement, jednak coś w jego spojrzeniu mówiło jej, że Smok powiedział to zupełnie szczerze.
Dziękuję – odpowiedziała, odbierając bukiet i za pomocą różdżki przywołując wazon.
Napijesz się czegoś? – zaproponowała uprzejmie, wskazując ręką w stronę swojego salonu.
Nie, dziękuje bardzo, ale musimy już iść. Nie powinniśmy kazać na siebie czekać – odpowiedział, wciąż się uśmiechając. Hemiona nerwowo sięgnęła po swoją torebkę,
a w jej myślach wciąż pobrzmiewały jego słowa. Kto, na wielkiego Godryka, na nich czekał? Właśnie miała zamiar włożyć swój płaszcz, gdy Draco, jak przystało na prawdziwego gentlemana, odebrał go z jej rąk i pomógł założyć.
Dzięki – mruknęła zawstydzona. Blondyn uśmiechnął się uroczo i zaofiarował jej swoje ramię, które ujęła, walcząc jednocześnie walcząc z rumieńcami. Wyszli razem z jej mieszkania, a chłodne powietrze od razu nieco ją ostudziło.
Pozwolisz, że nas aportuję? Nie znasz lokalizacji... – zapytał uprzejmie. Hermiona musiała przyznać, że jego maniery były naprawdę nienaganne. Zachowywał się dokładnie tak, jak mężczyzna zabierający kobietę na pierwszą randkę...
Jasne – odpowiedziała, nie za bardzo wiedząc, co innego mogłaby powiedzieć. Draco poprowadził ją w stronę jednego z zaułków. Gdy już się w nim znaleźli, odwrócił ją przodem do siebie i obdarzył uwodzicielskim uśmiechem.
Zamknij oczy – poprosił.
Po co? – zapytała, spinając się lekko.
Po prostu zamknij – wyszeptał, pochylając się nad nią. Hermiona postanowiła spełnić jego prośbę. Ucieszyła się, gdy chłopak objął ją mocno, a zaraz później poczuła jego usta na swoich własnych. Nie przerwał tego pocałunku, nawet w chwili, gdy ich aportował. Nadal trzymał ją w ramionach, gdy jej stopy dotknęły ziemi. Otworzyła oczy i rozejrzała się zdziwiona dookoła. Miejsce, w którym się znajdowali, wcale nie przypominało restauracji... Bardziej ogród jakiegoś wytwornego domu. Czyżby Malfoy zabrał ją na kolację do jakiś swoich znajomych? Draco złapał jej dłoń i delikatnie pociągnął ją w stronę drzwi wejściowych. Zawahał się chwilę zanim dotknął klamki.
Tylko proszę, nie padnij mi na zawał... – odwrócił się do niej z uśmiechem, po czym otworzył drzwi i zaprosił ją do środka.
Hermiona zdziwiła się jeszcze bardziej, widząc, że arystokrata wprowadził ją właśnie do jakiegoś bogato urządzonego holu. Na jasnobłękitnych ścianach płonęły świece w złotych kandelabrach, a na wprost od wejścia znajdowały się pięknie zdobione, marmurowe schody.
Mogę zabrać twój płaszcz? Wiem, że nie lubisz wykorzystywania skrzatów domowych, dlatego żadnego nie przywołałem – wyjaśnił jej Draco. Spojrzała na niego zdumiona, wciąż nie wiedząc, gdzie on ją właściwie przyprowadził?
Och, już jesteście! To cudownie! – Hermiona odwróciła się gwałtownie w stronę schodów i o mało faktycznie nie zeszła na zawał, gdy zobaczyła, kto do nich schodzi...
Narcyza Malfoy, w pięknej granatowej sukni, z upiętymi włosami z wrodzoną gracją i szerokim, o dziwo szczerym uśmiechem zmierzała w jej stronę. Brązowowłosa zamrugała raz i drugi, licząc na to, że ten irracjonalny sen za chwilę się skończy. To przecież niemożliwe, by Malfoy przyprowadził ją do domu... Nieprawdopodobne, by Narcyza Malfoy cieszyła się z tego powodu... Nierealne, by właśnie objął ją w talii
i z uśmiechem czekał na to, aż będzie mógł przedstawić ją swojej matce...
Tak się cieszę, moja droga, że wreszcie mogę cię poznać! – oznajmiła Cyzia, sięgając po jej dłoń i ściskając ją mocno.
Mi...mi...miło mi... – wyjąkała Hermiona, wciąż nie dowierzając, że to się dzieje naprawdę.
Widzę, że jest już nasz specjalny gość... – Była Gryfonka, słysząc ten głos, gwałtownie uniosła głowę i napotkała spojrzenie stojącego u szczytu schodów Lucjusza. Nerwowo przełknęła ślinę, patrząc, jak Malfoy senior schodzi do nich. Czego oczekiwała? Tego, że arystokrata najpewniej zaraz nakaże ją wyrzucić ze swojego domu... albo, że nawrzeszczy na nią bądź na Dracona, za to, że w ogóle mieli odwagę tu razem przyjść... Na pewno jednak nie spodziewała się tego, że podejdzie, by uściskać jej dłoń na powitanie... A tak właśnie się stało...
Bardzo się cieszymy, że możemy cię gościć, Hermiono... Mogę się do ciebie tak zwracać, prawda? – zapytał Lucjusz.
Taak...oczywiście... – wyszeptała, spoglądając na Smoka, który nie wiedzieć czemu, wyglądał jakby zaraz miał parsknąć śmiechem. Poprzysięgła sobie w myślach, że gorzko zapłaci jej za tę małą niespodziankę...
Zapraszam do jadalni, kolacja już czeka – poinformowała Narcyza tonem dobrej gospodyni. Draco, nadal trzymając swoją rękę na jej tali, poprowadził ją w stronę jednego z korytarzy. Hermiona, krótko mówiąc, była zdruzgotana całą tą sytuacją. Liczyła na to, że Smok mówił prawdę o tym, że chce zbudować między nimi coś poważnego... jednak nie spodziewała się, że będzie to na tyle poważne, aby miał odwagę przyprowadzić ją do swojego domu... i przedstawić ją swoim rodzicom... tak szybko.
Jadalnia była urządzana ze smakiem... Zieleń, srebro i ciemne, dębowe meble... wspaniały, duży, elegancko nakryty stół, przy którym stały wysokie krzesła, kominek
i szereg wielkich okien z widokiem na ogród. Draco szarmancko odsunął Hermionie krzesło, po czym usiadł obok niej. Narcyza zajęła miejsca na przeciwko, a ojciec Smoka, jak przystało na pana domu, usiadł u szczytu stołu. Narcyza cały czas uśmiechała się do towarzyszki swojego syna, natomiast Lucjusz przyglądał się jej tylko, z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Nagle jednak uśmiechnął się pod nosem i zwrócił bezpośrednio do niej.
Skoro już wszyscy wygodnie siedzimy, to teraz, Hermiono, powiedz nam proszę, czego chcesz spróbować w pierwszej kolejności. – Lucjusz wskazał srebrne półmiski i patery pełne różnorakich dań. Hermiona z lekkim przestrachem spojrzał na całą armię sztuców znajdujących się przy jej nakryciu i w duchu podziękowała sobie za wrodzoną skłonność do uczenia się wszystkiego, co potrzebne, na pamięć. Przynajmniej teraz się nie skompromituje...
Powinnaś koniecznie spróbować sałatki z łososiem... jest naprawdę znakomita – Narcyza uśmiechnęła się do niej przyjaźnie. Była Gryfonka zmusiła się do lekkiego uśmiechu, w duchu wściekając się na Draco, za to, że postawił ją w takiej sytuacji... Dodatkowo wciąż nie mogła zrozumieć reakcji jego rodziców. Dlaczego byli dla niej tacy uprzejmi?
Białe wino, moja droga? – zapytał Lucjusz, wskazując na butelkę, która w oczekiwaniu zawisła nad jej kieliszkiem.
Tak, dziękuję – odpowiedziała, ledwo łapiąc oddech. Czy on naprawdę powiedział do niej "moja droga"?
Rozluźnij się trochę, nikt cię tu nie zje – poradził jej szeptem Draco. Spojrzała na niego wrogo. Miał tylko to szczęście, że była na tyle dobrze wychowana, by nie sięgnąć teraz po różdżkę. Chłopak chyba zrozumiał jej spojrzenie, bo z miną niewiniątka podał jej półmisek z sałatką i uśmiechnął się delikatnie. Hermiona nałożyła odrobinę na swój talerz, który wyglądał jakby wykonany był ze szczerego złota... podobnie zresztą jak puchary na wodę. Westchnęła cicho, niezbyt pewna, czy uda jej się w ogóle coś przełknąć i sięgnęła po odpowiednie sztućce. Po twarzy Narcyzy Malfoy przebiegło zdziwienie, gdy spostrzegła, jak Hermiona radzi sobie z doborem elementów zastawy stołowej.
Wybacz mi to pytanie, Hermiono, ale brałaś może kiedyś lekcje zachowania przy stole? Doskonale sobie radzisz z tymi naszymi... udziwnieniami – zapytała Cyza.
Przyjaciółka mojej mamy prowadziła lekcje etykiety dla dzieci z dobrych domów... Mama mnie kiedyś zapisała, wiec zapamiętałam co nieco z układu tego typu nakrycia... – wyjaśniła naprędce, rumieniąc się lekko.
Musiałaś zakuć na pamięć nawet coś tak nudnego? – parsknął Draco. Hermiona już otwierała usta, by odpowiedzieć mu coś nie miłego, ale wcześniej odezwał się Lucjusz.
Powinieneś brać przykład! Nie żebym ci wypominał, ale przy ocenach Hermiony twoje były porażką – zaśmiał się Malfoy senior.
Lepiej nie wyciągajmy z archiwum twoich ocen, kochany – dogryzła mu Nracyza, patrząc z politowaniem na swojego męża.
Hermiono, cieszysz się z swojej nowej pracy w Ministerstwie Magii? – zagadnął ją Lucjusz, najwyraźniej chcąc odwrócić temat od swoich wyników nauki.
Tak, bardzo – odpowiedziała grzecznie, ale nie była to ostatnia odpowiedz jakiej dziś udzieliła. Lucjusz zgrabnie wciągnął ją w przyjemną rozmowę o jej pracy, polityce, planach związanych z karierą i, nim Hermiona się spostrzegła na jej talerzu wylądował deser,
a jeden z skrzatów domowych nalał jej do filiżanki czarnej kawy. Zanim zdążyła poprosić, Draco wsypał łyżeczkę cukru do jej napoju. Nie mogła się powstrzymać, by nie uśmiechnąć się do niego delikatnie, gdy mu za to dziękowała. Miło było wiedzieć, że on wciąż pamięta, jaką ona pija kawę...
Moja droga, wybacz to pytanie, ale niezwykle mnie to nurtuje, a myślę, że ty będzie potrafiła udzielić mi odpowiedzi... – Lucjusz ponownie zwrócił się do Hermiony.
Usłyszałem ostatnio wiele pochlebnych opinii o mugolskiej grze, nazywanej golfem. Bardzo chciałbym spróbować w to zagrać, ale zupełnie nie wiem, na czym to polega... - Po pierwszym szczerym zdziwieniu, wywołanym tym, że ktoś taki jak Malfoy, ma ochotę zagrać w mugolską grę, Hermiona pokrótce wyjaśniła arystokracie zasady golfa.
Fascynujące... Muszę koniecznie kiedyś spróbować! – Lucjusz wyglądał na pełnego entuzjazmu.
Mój tata grywa prawie w każdą sobotę, w Brent Valley Golf Club w zachodnim Londynie – powiedziała, po czym prawie od razu pożałowała swojej wylewności. Chyba nie powinna przypominać Malfoy'omo swoim mugolskim pochodzeniu...
Doprawdy? A myślisz, że mógłby udzielić mi kilku lekcji? Oczywiście odpłatnie... – Lucjusz wyglądał na zachwyconego tym pomysłem, a szczęka Hermiony nieomal opadła
z łoskotem.
Myślę, że tato chętnie się zgodzi... – odpowiedziała po chwili.
Będzie jeszcze dużo okazji, by ustalić szczegóły – Narcyza uśmiechała się promiennie, patrząc na towarzyszkę swojego syna.
Mamy jeszcze chwilę czasu przed wyjściem do teatru. Może odrobina whisky? – zaproponował Draco.
Świetny pomysł, synu, przejdźmy do salonu. – Lucjusz pierwszy wstał od stołu i podał dłoń swojej żonie, a zaraz potem Draco powtórzył ten gest względem Hermiony.
Idziemy do teatru? – zapytała szeptem blondyna, gdy poprowadził ją w stronę jednego
z wielu korytarzy.
Tak... Jeden znajomy kupił sobie teatr i dziś wystawia premierową sztukę, na którą koniecznie musimy pójść – Draco uśmiechnął się pod nosem.
O czym będzie ta sztuka?
Oczywiście o miłości... – odpowiedział, spoglądając jej głęboko w oczy. Hermiona usilnie walczyła z zdradliwymi rumieńcami, które nieproszone wkradły się na jej twarz.
Salon Mafoy'ów był tak samo wytworny jak jadalnia. Wielkie, ciemnozielone sofy
i fotele, cudownie zdobiony kominek, w którym wesoło płonął ogień... bogactwo
i przepych...
Draco posadził Hermionę na jednej z kanap, a sam podszedł do szklanego barku, zastawionego różnokolorowymi alkoholami. Ku przerażeniu dziewczyny, tuż obok niej usiadła wciąż uśmiechnięta Narcyza.
Powiedz mi, kochanie, gdzie kupiłaś swoją suknie? Jest naprawdę bardzo gustowna...
Ja... Ginny Weasley, ją dla mnie zaprojektowała... zajmuje się tym amatorsko... – mruknęła Miona, lekko zawstydzona. Postanowiła nie dodawać, że Ginny użyła materiału ze starych zasłon...
Cudownie! Powinna to robić zawodowo, jestem wprost oczarowana tą kreacją. – Coś
w głośnie Cyzi, pozwoliło uwierzyć Hermionie, że kobieta mówiła zupełnie szczerze.
Białe wino czy może masz ochotę na coś innego? – zapytał ją Draco.
Może być białe wino, dziękuję – odpowiedziała uprzjemie.
A dla ciebie, najdroższa? – szarmancko zwrócił się do swojej żony Lucjusz.
Też białe wino. - Po chwili obie kobiety otrzymały po eleganckim kieliszku wypełnionym winem, a mężczyźni poczęstowali się whisky. Narcyza wciągnęła Hermionę w rozmowę
o mugolskich kursach gotowania... okazało się bowiem, że nie tylko Lucjusz zaczął interesować się tym innym światem...
Przepraszam, czy mogłabym skorzystać z łazienki, zanim wyjdziemy? – zapytała Herm.
Oczywiście, zaraz cię zaprowadzę. – Narcyza już podnosiła się z kanapy, gdy uprzedził ją Draco.
Ja to zrobię, matko, i tak muszę na chwilę wejść do gabinetu. – Blondyn pomógł Hermionie podnieść się z miejsca i poprowadził ją w stronę łazienek.
Zaraz wrócę, a jeśli nie, to trafisz sama do salonu? – zapytał, delikatnie odgarniając jej włosy z ramienia.
Poradzę sobie – mruknęła, pamiętając, że wciąż jest trochę zła o to, że nie powiedział gdzie zabiera ją na randkę.

***

Odrobina pudru sprawiła, że czerwień jej policzków nie rzucała się aż tak bardzo
w oczy. Spojrzała w lustro i odetchnęła głęboko. Nigdy by się nie spodziewała po Smoku takiej odwagi, by przyprowadzić ją do swojego domu... Ale z drugiej strony odnosiła dziwne wrażenie, że jego rodzice o nich wiedzieli... Co więcej, że to akceptowali, a nawet starali się być dla niej bardzo mili... Wyszła z łazienki i rozejrzała się po korytarzu, ale blondyna jeszcze nie było. Postanowiła nie być tchórzem i wrócić do salonu... Jednak rozmowa jaką usłyszała przez lekko uchylone drzwi powstrzymała ją przed wejściem do środka.
Dawno nie widziałam go w takim stanie – to był głos Cyzi.
Ja też nie – powiedział Lucjusz.
Co z tym zrobimy?
Nie wiem, trzeba jakoś mu pomóc. On musi sobie ją wybić z głowy – stwierdził Lucjusz.
Biedny chłopak... Dlaczego zakochał się akurat w niej? Chyba nie mógł gorzej trafić... – westchnęła Narcyza, a Hermionie serce zacisnęło się z bólu. Więc to wszystko było na pokaz... Tak naprawdę wcale jej nie akceptowali...
Nie dręcz się tym, moja droga. Spójrz, jaki nasz syn jest szczęśliwy.
Tak, to prawda, ale Blaise jest dla mnie jak drugi syn. Nie chcę patrzeć, jak męczy się ślubem tej całej Weasley...
Może porozmawiamy z Hermioną? Przecież się z nią przyjaźni... Zresztą z Diabełem też... – zaproponował Lucjusz. Do byłej Gryfonki dopiero teraz dotarły ich słowa... Nie mówili o niej... Tylko o Ginny i Zabinim. Oddech ulgi sam wyrwał się z jej piersi.
Odnośnie panny Granger. Czy gdy na nich spojrzałeś, ciebie też nawiedziła wizja ślicznych maluszków z blond loczkami i niebieskimi oczętami? Tak chciałabym mieć już wnuki! – ekscytowała się mama Dracona.
Nie opowiadaj głupot, moja droga... – skarcił ją Lucjusz. Pewnie zaraz wypali z czymś typu – "Nasz syn i dziecko ze szlamą?" – pomyślała kwaśno Hermiona, wciąż podsłuchując pod drzwami.
Widziałaś jej oczy? Mają taką ładną, ciepłą barwę. Dużo lepiej, by dzieci miały oczy po niej... – stwierdził Malfoy senior, a pod Hermioną dosłownie ugięły się nogi... Czy oni nałykali się jakiegoś eliksiru szaleństwa? Czy naprawdę brali pod uwagę, że ona i Draco...
Tu jesteś, skarbie. Gotowa? Zaraz wychodzimy – podskoczyła z przestrachem, słysząc za sobą głos Dracona. Chłopak uśmiechnął się do niej, gdy na niego spojrzała i położył dłoń na jej talii.
Mówiłem ci już, że pięknie dziś wyglądasz? – szepnął jej prosto do ucha. Hermiona ponownie się zaczerwieniła, ale nim zdążyła odpowiedzieć, Smok ponownie wprowadził ją do salonu.
Chyba pora się zbierać – stwierdził Lucjusz, uśmiechając się do nich uprzejmie.– Jak się tam dostaniemy? – zapytała Herm.
Kominkiem. Mamy podłączoną sieć Fiuu bezpośrednio do teatru – wyjaśnił jej Draco.
Rzucę na ciebie zaklęcie, by suknia się nie zniszczyła – zaproponowała jej Narcyza. Hermiona przyjęła jej propozycję z wdzięcznym uśmiechem, po czym stanęła razem
z Draco przed kominkiem.
Uważaj na nią – nakazała mu matka, a Lucjusz podał mu szklany wazon z proszkiem Fiuu. Chłopak nabrał sporo proszku jedną ręką, a drugą objął w pasie swoją towarzyszkę.
Trzymaj się, mała – szepnął jej do ucha, po czym rzucił proszę w płomienie.
Teatr Dwa Światy – Hermiona usłyszała jego słowa, po czym od razu poczuła znajome uczucie, towarzyszące tego typu podróży.

***

Wylądowali w pięknym holu. Cały wystrój wskazywał na to, że jest to typowy stary teatr. Aż czuć było w tym miejscu atmosferę sztuki najwyższych lotów. Hermiona szczerze musiała przyznać, że jest tym wszystkim naprawdę oczarowana.
Państwo Malfoy! – pisnęła na ich widok jakaś dziewczyna z obsługi. – Nazywam się Eleonora i będę dziś wieczorem do państwa dyspozycji – poinformowała ich z szerokim uśmiechem.
Dobry wieczór – przywitał ją Draco, odbierając z jej rąk program przedstawienia.
Pan dyrektor prosił, by zapewnić państwu jak jak najlepszą obsługę. Dla pana
i narzeczonej przeznaczona jest najbardziej ekskluzywna, prywatna loża. Natomiast dla pana rodziców i ich przyjaciół loża królewska... – tłumaczyła, prowadząc ich w stronę schodów.
Narzeczonej? – burknęła Hermiona.
Pan dyrektor ma bardzo specyficzne poczucie humoru... – zaśmiał się Smok, a uścisk jego ręki, na jej talii, jeszcze się wzmocnił. Loża naprawdę była ekskluzywna. Dwuosobowa, bordowozłota kanapa, stolik z szampanem i truskawkami i gwarancja prywatności... Do tego idealny widok wprost na scenę.
Dobrze mieć znajomości – stwierdziła Herm, rozsiadając się wygodnie.
Taaa... Zwłaszcza takie. – Draco dyskretnie wskazał jej stojącego z boku sceny mężczyznę, który właśnie wydawał jakieś polecenia...
Przecież to... – zachłysnęła się powietrzem.
Dyrektor Zabini – zaśmiał się blondyn.
Teatr? Kupił sobie teatr? Nie wierzę... przecież mówił, że pracuje nad czymś co zupełnie odmieni jego życie... – szeptała gorączkowo, wciąż nie dowierzając, w to czego się dowiedziała.
I odmieniło. Nasz Diabeł, komediant numer jeden, wystawia sztukę o miłości... Przewidziałabyś coś takiego? – zapytał rozbawiony Draco.
To tutaj chciał mnie zabrać, mówiąc mi, że ma dla mnie dużą niespodziankę...
Tak. Poprosiłem go, by to mnie przypadł przywilej przyprowadzenia cię tutaj... – otoczył jej ramiona swoją ręką Draco i przyciągnął ją bliżej siebie.
Szkoda, że Ginny tego nie widzi... – stwierdziła ze smutkiem.
Namawiałem go, aby wysłał jej bilet, ale stwierdził, że pewnie i tak Potter by jej nie puścił.
Racja. Harry jest o nią piekielnie zazdrosny – burknęła pod nosem.
W każdym razie my będziemy mieli tę przyjemność, by przez najbliższe trzy godziny cieszyć się sztuką pod tytułem: "Nieśmiertelna Miłość" – Draco podał jej program przedstawienia. Hermiona spojrzała na niego i uśmiechnęła się szczerze... Musiała przyznać, że naprawdę jest szczęśliwa, z powodu tego, że zgodziła się na tę randkę...

***

To było niesamowite! – krzyknęła, rzucając się na szyję Diabła.
Ciesze się Mionko, że ci się podobało... Ale bardziej z czego innego... – Blaise delikatnie odsunął ją do siebie i z uśmiechem wskazał na Smoka stojącego nieopodal
z Pansy i Seamusem.
Jesteś okropny! Nic mi nie powiedziałeś... I pozwoliłeś mu odwołać nasze spotkanie... – pogroziła mu palcem.
Nie wierzę, że spotkanie ze mną mogłoby być ciekawsze od kolacji z przyszłymi teściami – zakpił z niej.
Jak zwykle jesteś wredny... Ale wybaczam ci to, bo twoje przedstawienie było magiczne! – uśmiechnęła się do niego promiennie, szczęśliwa, że jej przyjaciel nie załamał się do końca z powodu złamanego serca.
W przyszłym miesiącu wyjeżdżamy z tournee do USA, może tam również ta historia się spodoba...
Wyjeżdżasz? Naprawdę? – Hermiona nie mogła w to uwierzyć.
Nie mogę tu zostać, Miona, przynajmniej na razie. Mógłbym zrobić coś głupiego... Nie chce niszczyć jej najszczęśliwszego dnia...
Nie sądzę, by był taki szczęśliwy... Oh! Dlaczego po prostu z nią nie porozmawiasz? – jęknęła prosząco.
Bo nie mamy o czym rozmawiać. Nie wychodziłaby za niego, gdyby tego nie chciała...
Blaise, proszę... – Jednak nie dane było jej dokończyć, gdyż gdzieś za nimi rozległ się okrzyk radości, a zaraz po tym wyfiokowana lala na obcasach podeszła do Dracona
i rzuciła mu się na szyję, obcałowując go namiętnie w oba policzki.
Tak właśnie myślałam, że cię tu spotkam! – zaśmiała się sztucznie Pamela. Draco, widząc zwężające się złowrogo oczy Hermiony, szybko odkleił od siebie koleżankę z pracy i od razu znalazł się przy swojej towarzyszce. Pamela zmierzyła rywalkę chłodnym spojrzeniem, po czym uśmiechnęła się do Diabła i pogratulowała mu udanej premiery.
Ciesze się, że ci się podobało, Pam. Znasz już może Hermionę? To narzeczona Dracona – przedstawił ją Blaise, z wrednym uśmieszkiem.
Diable! – upomniała go Miona, zła, że tak bezczelnie skłamał.
Przepraszam, zapomniałem, że wolisz określenie przyszła żona... – Zabini wyszczerzył się do niej.
Wybaczcie nam, ale chcemy się jeszcze pożegnać z moimi rodzicami – wyjaśnił prędko Smok, po czym pociągnął Hermione w stronę państwa Malfoy i grona ich przyjaciół, których Hermiona miała okazję poznać w czasie antraktu.

***

Już wychodzicie kochani? – zapytała ich Narcyza.
Tak, chcieliśmy się tylko pożegnać – poinformował Draco.
Mam nadzieję, że nie na długo. Koniecznie odwiedź nas wkrótce, Hermiono – poprosiła pani Malfoy składając na jej policzkach dwa eleganckie pocałunki.
Dziękuję bardzo za kolację, było mi naprawdę miło – odpowiedziała grzecznie dziewczyna.
Nam również moja droga, nie każ nam długo czekać na kolejną przyjemność spędzenia wieczoru w twoim uroczym towarzystwie – uśmiechnął się do niej jakoś inaczej Lucjusz... Jakby zrobił to naprawdę szczerze.
Do widzenia. – Hermiona również odwzajemniła ich uśmiechy. Nigdy nie przypuszczała, że może spędzić tak miło czas w ich towarzystwie... Draco ponownie objął ją w talii
i poprowadził w stronę jednego z kominków.
Wrócimy do mojego domu po twój płaszcz, a później aportujemy się do ciebie – poinformował ją, siegając po proszek Fiuu.
Nie musisz, poradzę sobie...
Nie chcę słyszeć sprzeciwu – uśmiechnął się do niej czule, jednocześnie wrzucając proszek w płomienie. Nim jednak znaleźli się w kominku dobiegł ich głos jednego
z znajomych Lucjusza.
Widziałeś młodego Malfoya? Ten to wie jak się ustawić w życiu... Przecież ta dziewczyna to chodzący symbol zwycięstwa... Szkoda, że nasz Terry nie był na tyle sprytny... - Zarówno Draco, jak i Herm parsknęli na to śmiechem, po czym razem wskoczyli w zielone płomienie...

***

Naprawdę, nie musiałeś mnie odprowadzać pod same drzwi – zaśmiała się nerwowo, gdy znaleźli się pod jej domem.
Musiałem... Jak inaczej mógłbym zapytać, czy nasza randka była udana? – mruknął przysuwając się bliżej i łapiąc kosmyk jej włosów w swoje palce.
Była... Ale i tak powinnam cię zamordować!
Oj... Czyżbym nie mógł liczyć na nasze ponowne spotkanie? – zapytał, patrząc jej
w oczy i pochylając się nad nią.
Masz na myśli kolejną randkę? – wyszeptała wprost w jego usta.
Tak... Kolejną szansę na spędzenie wieczoru w towarzystwie najcudowniejszej kobiety... – Jego usta delikatnie musnęły jej wargi.
Zastanowię się – wymruczała, zanim pozwoliła mu namiętnie pocałować się na pożegnanie.

***

Gdzie ona do cholery jest? – denerwowała się Ginny, nerwowo rozglądając się dookoła. Nie najlepiej się czuła po mugolskiej stronie Londynu, dlatego dziwiło ją, że Hermiona poprosiła o spotkanie akurat w tym miejscu i to na dodatek pod jakimś budynkiem wyglądającym na stary teatr.
Przecież zawsze jest taka punktualna... – burczała, z nudów podchodząc poprzeglądać afisze. – "Nieśmiertelna miłość...", ale to ckliwe – stwierdziła po przeczytaniu tytułu. Jej wzrok przeniósł się na zdjęcia obsady, umieszczone pod plakatem.
Jej serce zamarło, gdy po napisem reżyser/dyrektor zobaczyła zdjęcie bardzo znajomej twarzy. Wpatrywała się w nią przez kilka minut, nie dowierzając własnym oczom... Jej palce nieświadomie dotknęły tych znajomych rysów... Godryku! Ta tęsknota aż zabolała...
To dobre zdjęcie, ale na żywo jestem znacznie ładniejszy.... – usłyszała tuż za swoimi plecami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz