piątek, 16 października 2015

Dwa Światy - Rozdział czternasty

Rozdział Czternasty

          Stanęła jak wmurowana gdy setki oczu popatrzyły wprost na nią.
Co się u licha dzieje? – pomyślała lekko przestraszona. – Czyżbym zapomniała przebrać się z piżamy? - Spojrzała szybko po sobie i stwierdziła, że jest ubrana w standardową czarną, uczniowską szatę. Może nie była ona specjalnie schludna, dawno nie użyła na niej zaklęcia prasującego, ale przecież szaty wielu uczniów wyglądały jeszcze gorzej... Nie wiedząc, o co chodzi, zrobiła do przodu niepewny krok. W tym momencie po całej sali przetoczyła się fala szumów i szeptów, ale nadal wszyscy patrzyli prosto na nią, a młodsi uczniowie zaczęli nawet wskazywać ją palcami. Dawno nie była tak skonsternowana. A może Snape oświadczył na forum szkoły, że ma ona przechlapane za wczorajszą zrywkę z szlabanu? Spojrzała na stół nauczycielski. Nietoperz, jak gdyby nigdy nic, jadł śniadanie. Tuż obok niego siedziała śliczna, wysoka brunetka – profesor SilverSpell, a poza nimi w Wielkiej Sali z nauczycieli była jeszcze tylko Ronalda Hooch, która czytała gazetę oraz profesor Trelawney, jak zwykle ledwo przytomna... Więc najpewniej nie chodziło o wczorajszy szlaban, ani o żadne inne jej przewinienie. Hermiona odetchnęła głęboko i ruszyła powoli w stronę stołu Gryffindoru. Uczniowie jej własnego domu również ciągle się na nią gapili. Miała wrażenie, że szepty nasilają się z każdym jej krokiem. Postanowiła dowiedzieć się, o co chodzi. Zauważyła Seamusa i Deana jedzących śniadanie, ale zanim zdążyła do nich dotrzeć na jej drodze stanęła Luna Lovegood. Krukonka była wyraźnie zmartwiona.
Cześć, Luna – przywitała się Herm, trochę zdumiona miną przyjaciółki. Pierwszy raz widziała ją bez zwykle towarzyszącego jej rozmarzonego wyrazu twarzy...
Tak mi przykro Hermiono, naprawdę nie wiem, kto to zrobił. Gdy przyszłam na śniadanie, to leżało już na wszystkich stołach... – Blondynka podała jej jakąś kartkę... W zasadzie była to fotografia. Jej zdjęcie. Zrobione w ubiegłe wakacje. Ubrana na nim była w ciemnozielone bikini i właśnie wychodziła z wody, a konkretniej z jeziorka zwanego małym Loch Ness, ze względu na legendzie o grasującym w nim potworze, którym okazali się Fred i George chcący nastraszyć Ginny; tak się bowiem składało, że jeziorko to należało do części ziemi państwa Weasley, a Ginny i jej bracia pływali w nim od dzieciństwa... Owo zdjęcie zrobił Hermionie nie kto inny, tylko Ron, a było to kiedy jeszcze byli parą. Mówił wtedy, ze wyszła na nim niezwykle seksownie.... I faktycznie, tak było na prawdziwym zdjęciu, ale na tej fotografii, którą teraz trzymała w rękach już tak niestety nie było. No bo niby to samo zdjęcie, tylko, że Hermiona na nim nie była taka sama... Na tej fotografii bowiem jej skóra była zgniłozielona od szyi aż do stóp, a na dodatek pokrywały ją czerwone strupy i owrzodzenia. Wglądała jak osoba dotknięta jakaś naprawdę paskudną chorobą. To było wstrętne,obrzydliwie i odrażające ciało... I tak chyba odbierali to inni uczniowie. Dopiero teraz spostrzegła zniesmaczone miny co poniektórych... By dopełnić obrazu jej upokorzenia podpis pod zdjęciem głosił "Szlamowata dziwka".
Gryfonce łzy napłynęły do oczu. Kto mógł zrobić jej coś takiego? Kto? To zdjęcie miał tylko Ron... Czy to on zapragnął aż tak ją poniżyć? W najgorszych przeczuciach
i najczarniejszych koszmarach nie przewidziałaby tego, że przyjaciel z zemsty postanowi tak ją upokorzyć. Luna wciąż stała przed nią i patrzyła współczująco. Hermiona cała siłą woli przełknęła łzy i odwróciła się na pięcie. Musiała stąd uciec, i to jak najszybciej. Nie zniesie dłużej tych spojrzeń pełnych odrazy do niej. Prawie biegiem puściła się w stronę drzwi wyjściowych. Niestety, na jej drodze stanęła przeszkoda, a w zasadzie dwie przeszkody. Od jednej z nich się odbiła i upadłaby z impetem na posadzkę, gdyby nie fakt, że owa przeszkoda złapała ją prosto w swoje ramiona i przytrzymała, nie pozwalając jej upaść, gdyż pod brązowowłosą ugięły się nogi i była prawie pewna, że zaraz zemdleje. Jeden rzut oka na twarz Gryfonki i Draco Malfoy wiedział już, że stało się coś złego.
Miona, co Ci? – zmartwił się Blaise, gdyż i on od razu spostrzegł, że z dziewczyną jest coś nie tak.
Hermiona poczuła jak łzy mimowolnie płyną po jej policzkach i mało ją teraz obchodziło, że stoi przy wejściu do Wielkiej Sali, obejmowana przez Draco Malfoy'a.
Gdy tylko po twarzy dziewczyny spłynęły pierwsze łzy, Draco był pewien, że znów ktoś musiał zrobić jej jakąś przykrość. Pod słowem "ktoś" miał oczywiście na myśli tego rudego skurwiela Weasleya. Uniósł głowę by prześwietlić wzorkiem stół Gryfonów
w poszukiwaniu obiektu swojej głębokiej nienawiści, ale Rona nigdzie nie było. Za to cały dom lwów, jak i reszta szkoły gapiła się na nich z wyraźnym zainteresowanie i, co tu ukrywać, z opadniętymi szczękami.
Co jest, do cholery? – pomyślał inteligentnie blondyn. W tym czasie Blaise dostrzegł coś w ręku Hermiony. A ona wciąż szlochała cichutko i chyba nawet nie zauważyła, jak Diabeł odbiera jej zdjęcie. Draco spojrzał na kumpla i widział, jak ten zaciska gniewnie szczęki. To oznaczało tylko jedno. Zabini wpada w fazę niewyobrażalnej złości. Zanim jednak zdołał pomyśleć co jest tego powodem, przyjaciel pokazał mu fotografię. Wciąż podtrzymując Gryfonkę, spojrzał szybko na zdjęcie i już wiedział, czemu Herm płacze, cała szkoła się gapi, a Blaise zaraz urwie komuś głowę. Co za szumowina zrobiła coś takiego?! Zabini przeszedł z drugiej strony i również delikatnie otoczył Hermionę ramieniem.
Chodź, Mionko, nie płacz – mówił łagodnie. Razem z Draco, który właśnie poprzysięgał sobie zamordować tego kto to zrobił bez litości i z zimną krwią podprowadzili Herm do stołu Slytherinu, po czym, niczym szmacianą lalkę, posadzili ją na ławce i usiedli po obu jej stronach. W Wielkiej Sali prawie wybuchły fajerwerki. Chyba nie było osoby, która by nie chciała tego skomentować. Diabeł podał Hermionie serwetkę, by wytarła buzię, a Draco
w tym czasie nalewał jej kawy. Obaj chłopcy byli niewyobrażalnie wściekli z powodu tego co się stało, ale nie było sensu teraz krzyczeć. Trzeba było skupić się na niej, bowiem Hermiona wyglądała, jakby nie była świadoma tego, co się wokół niej dzieje i ciągle szlochała.
Napij się i nie płacz już, nie dawaj im satysfakcji – powiedział cicho Draco, podsuwając jej filiżankę. Prawie machinalnie napiła się kawy, nie mając nawet siły zauważyć, że ta jest posłodzona, ale bez mleka, dokładnie taka, jaką lubiła najbardziej.
Musimy coś z tym zrobić – mruknął Blaise, smarując tosta dżemem i kładąc go na talerz Gryfonki. – Jak dorwę tego, kto to zrobił, to zabiję, uduszę, poćwiartuję, zmiażdżę, pokroję, poszatkuję – wymieniał Zabini, chyba nie wiedząc nawet, że mówi to na głos.
Diable... Nie pomagasz – warknął na niego Draco, widząc, że Hermiona wcale się nie uspokaja. Sam nie wiedział, jak ją pocieszyć i miał nadzieję, że przyjaciel go w tym wyręczy...
Hej, Hermisiu, nie płacz. Nikt przecież nie uwierzy, że do zdjęcie jest prawdziwe, no już, skarbie – próbował Blaise.
Hermisiu? – jęknęła Hermiona zachrypniętym od płaczu głosem.
Widzisz? Mówiłem, że jej się nie spodoba – odezwał się Draco, zadowolony, że ona wreszcie się uspokaja.
Ty się tam znasz! Jasne, że jej się podoba – podłapał Zabini. Może swoim starym sposobem dogadywania sobie w zabawny sposób pocieszą trochę Gryfonkę?
Może być – westchnęła Hermiona, ale jak by była zupełnie bez życia. Powoli uspokajała swoje skołatane nerwy i jej umysł wracał na najwyższe obroty... Jednak, jakby nie kombinowała, nie było innej możliwości jak taka, że tę fotkę spreparował Ron. Tylko on ją miał... Tylko z nim ostatnio pozostawała w konflikcie... Merlinie, czy, aż tak ją znienawidził, za kontakty z Ślizgonami?
Malfoy, Zabini, wyjaśnicie mi, czemu Granger siedzi przy waszym stole? – Zimny głos profesora Snape'a sprawił, że cała trójka odwróciła się do stojącego za ich plecami mężczyzny. Hermiona już otwierała usta, by powiedzieć, że przeprasza i już sobie idzie, gdy Blaise bez słowa wziął zdjęcie ze stołu i podał je nauczycielowi. Widać było, że Snape jest szczerze zaskoczony.
A co to jest? – zainteresowała się Maura SilverSpell pochodząc do nich i zaglądając przez ramię Severusa.
Nie twoja sprawa! To tylko głupi, uczniowski żart – warknął profesor. SilverSpell nie odpowiedziała, tylko spojrzała z współczuciem na Hermionę, po czym wyjęła swoją różdżkę i jak gdyby nigdy nic wyrwała nietoperzowi zdjęcie. Rzuciła zaklęcie nagłaśniające tak, by cała Wielka Sala skupiła swoją uwagę na niej.
Pewnie wszyscy już widzieliście to spreparowane i nieprawdziwe zdjęcie – zaczęła mówić, a jej głos słychać było chyba i w Hogsmeade – Nie wiem kto zrobił taki głupi dowcip waszej koleżance, ale zaświadczam, jak tu stoję, że jak się tego dowiem, to osobiście dopilnuję, by wyrzucono go ze szkoły. Jesteście młodymi czarodziejami
i trochę luzu nikomu nie zaszkodzi, ale coś takiego
– tu wskazała na zdjęcie – jest niedopuszczalne i będę walczyła, by było surowo ukarane! – Wszyscy uczniowie, nie wyłączając Hermiony i dwójki Ślizgonów, popatrzyli z podziwem na nową mistrzynię eliksirów. Jak już mówiłam to zdjęcie jest nieprawdziwe, a zostało stworzone tylko dlatego, że ktoś najpewniej zazdrości waszej koleżance. Nie chcę się dowiedzieć, że spotkała ją z tego powodu jeszcze jakaś przykrość. Czy to jasne? - Po Wielkiej Sali przeszedł pomruk aprobaty, a Hermiona zauważyła, że nikt nie patrzył już na nią zniesmaczony. Jedynie Snape był chyba niezadowolony z wystąpienia nowej pani profesor. Szybko wyjął swoją różdżkę i jednym machnięciem sprawił, że wszystkie zdjęcia porozkładane na stołach oraz te trzymane przez uczniów w rękach wzbiły się wysoko pod sklepienie Wielkiej Sali. Kolejny ruch różdżką, a zdjęcia zniknęły. – Porozmawiam sobie
o tym z dyrektorem – oświadczyła Maura, odrzucając swoje ciemne loki pełnym gracji gestem. Większość chłopaków, patrząca na nią w tej chwili, westchnęła z zachwytem. Jak zwykle jednemu Sevisiowi nie było to w smak, bowiem skrzywił się paskudnie pod swoim haczykowatym nosem.
Sam z nim o tym porozmawiam! – syknął nieuprzejmie. SilverSpell się jednak tym nie przejęła tylko popatrzyła z troską na Hermionę.
Co masz jako pierwszą lekcję, złotko? – zapytała.
Ja.. e.. eliksiry... – wyjąkała Herm.
Oo to świetnie, wy też macie lekcje ze mną, chłopcy? – zwróciła się do Zabiniego
i Malfoya. Obaj potwierdzająco skinęli głowami.
Dobrzy są z eliksirów? – odwróciła się do Snape'a i spojrzała na niego pytająco. Nietoperz zacisnął swoje wąskie wargi w cienką kreskę.
Najlepsi – warknął, prawie nie otwierając ust.
Doskonale. Możecie więc opuścić dzisiejsze dwie lekcje, ale poczytajcie sobie, proszę, rozdział o eliksirze spokoju. - Draco i Blaise uśmiechnęli się zadowoleni, że mają wolne.
Oni przerabiali już eliksir spokoju! – oburzył się Snape.
Wiem, ale gotuję go na wszystkich zajęciach z starszymi grupami. – Maura uśmiechnęła się pogodnie. – Stwierdziliśmy bowiem z Albusem, że jednemu z profesorów przyda się jego znaczny zapas, nie panuje coś ostatnio nad nerwami. – Po czym bezceremonialnie poklepała Severusa po ramieniu jak starego kumpla i ruszyła w stronę wyjścia, zostawiając nietoperza w stanie skrajnie odległym od spokoju. Gdy tylko mistrz Obrony, złorzecząc pod nosem, odpłynął z pod stołu Ślizgonów, Draco i Blaise wybuchnęli śmiechem.
Będzie z nimi wesoło, nie ma co – stwierdził Blaise i nawet Hermiona uśmiechnęła się lekko.
Lepiej się czujesz? – spytał ją Draco. W odpowiedzi skinęła tylko głową. Cieszyła się, że nowa pani profesor stanęła w jej obronie przed całą szkołą.
Dobrze, to teraz coś zjedź – Blaise wskazał na tosta, który leżał na jej talerzu.
Jakoś nie mam apetytu – jęknęła Miona.
Jedz, Granger, bo sam cię nakarmię – nakazał Malfoy, nalewając sobie kolejną filiżankę kawy.
Ty nie rządź się, Smoku, tylko sam jedz. Nie możesz żyć tylko kofeiną. - Blondyn
w odpowiedzi skrzywił się w stronę przyjaciela i sięgnął po suchego tosta. Nie potrafił jeść, gdy był zdenerwowany...
Herm? – Dziewczyna odwróciła się w stronę bladej jak papier Ginevry – Słyszałam, co się stało, tak mi przykro... – wyszeptała Ruda.
Siadaj, Wiewiórko. – Zabini przesunął się tak, by Ginny mogła usiąść pomiędzy nim a Hermioną.
Już dobrze, Gin, to nic... – powiedziała cicho brązowowłosa, widząc, że w oczach przyjaciółki błyszczą łzy.
Wiem, że uważasz, że to Ron... – jęknęła Ginny.
Tylko on miał to zdjęcie. – Hermiona poczuła, że do jej oczu znów napływają łzy. Odetchnęła głęboko, by trochę się opanować.
Wiedziałem, że to ten śmieć – warknął Draco, zaciskając pięści.
Zamorduję gada! – dodał Zabini.
Przestańcie! – poprosiła Miona. – To już posunęło się za daleko! Mam tego dość! – krzyknęła, wstając z miejsca.
Gdzie idziesz? – zainteresowała się jej przyjaciółka.
Muszę pobyć trochę sama. Pomyśleć. Dajcie mi chwilę – poprosiła smutno, po czym skierowała się do wyjścia. Potrzebowała świeżego powietrza.
Na pewno nie trzeba za nią iść? – zmartwił się Blaise.
Nie, ona zawsze wszystko analizuje w samotności. Dajmy jej na to czas – postanowiła Ginny.

***

Draco z całej siły trzasnął za sobą drzwiami do dormitorium, po czym zaczął krążyć tam i z powrotem po pokoju. Blaise usiadł na swoim łóżku i popatrzył ze współczuciem na kumpla.
Nie gryź się tym. Poczucie winy nic tu nie da – poradził cicho blondynowi. Draco
w odpowiedzi rzucił mu spojrzenie hipogryfa mordercy.
To miała być dobra zabawa, Zab, upokorzenie Weasleya, patrzenie, jak ten gad zagryza się z wściekłości... No i plus korepetycje z transmuty i jeszcze niezły ubaw z naiwności Gryfonek...
Hermiona nie jest naiwna...
Mówiłem o Brown i Patil – westchnął niecierpliwie Smok.
I czujesz się z tym źle, bo nie sądziłeś, że twój genialny plan rykoszetem uderzy
w Mionę?
Wiesz, że nie znoszę Granger, ale upokorzenie kogoś w ten sposób na forum szkoły...
Kilka lat temu pierwszy umierałbyś ze śmiechu na widok tego zdjęcia... – dogryzł mu Diabeł. Draco spojrzał na niego z wyrzutem.
Nie zasłużyła sobie na to... chociaż... chociaż... jest przecież szlamą.
Że też to słowo nie utknęło ci w gardle – pokręcił głową z dezaprobatą Blaise.
To, że nie uważam już, że tępienie szlam jest koniecznie, nie znaczy, że nie brzydzę się taką krwią...
Kogo oszukujesz, Smoku? Obaj wiemy, że lubisz Hermionę! I wcale nie udawałeś przyjaźni do niej! Zresztą, byłbyś głupi, gdybyś nie zauważył, jaka fajna z niej dziewczyna! Warto się przyjaźnić z kimś takim, jak ona – tłumaczył jak małemu dziecku Diabeł.
Wcale jej nie lubię! – zaprzeczył natychmiast Draco.
Jasne. Jak się kogoś nie lubi, to chodzi się zawsze w miejsca, gdzie można spotkać tę osobę, zawsze odzywa się do niej pierwszy, gdy przechodzi obok i zawsze szuka się pretekstu by spędzić z nią czas...
Przestań pieprzyć, Zabini! To jakieś bzdury! Wiesz przecież, że Granger była mi jedynie potrzebna do zemsty na Weasleyu!
I pewnie dlatego przekląłeś Justyna Finch–Fletchleya jak chciał do niej podejść, gdy wychodziliśmy z Trzech Mioteł?
Nic takiego nie zrobiłem! – pieklił się Draco.
Jasne! Koleś szedł do niej z uśmiechem i nagle sznurówki same mu się związały i walnął jak długi na środku Hogsmeade i tylko dziwnym trafem akurat ty trzymałeś w ręku różdżkę.
Rzucałem na siebie zaklęcie ogrzewające, było mi zimno! – kłócił się blondyn.
To dziwne, w kontekście tego, że chwilę wcześniej proponowałeś Hermionie swoją bluzę by nie zmarzła... Ale przecież tak postępuje się z osobami, których się nie lubi! "Masz moją bluzę, przy odrobinie szczęścia, może cię udusi".
Nie wiem, o co ci chodzi – skłamał nieudolnie blondyn.
Mniejsza o to. Powiedź mi lepiej, co teraz? Masz zamiar przestać gadać z Hermioną?
Ja... nie, nie myślałem o tym w ten sposób – przyznał szczerze.
I dobrze, bo bym ci nawet na to nie pozwolił. Nie możemy się od niej teraz odsunąć. Nie zasłużyła sobie na to, zresztą sam przyznaj, że to dawno przestała być część planu. Hermiona po prostu jest świetną przyjaciółką i obaj nie mamy zamiaru z tego rezygnować! 
     Draco nie odezwał się. Nie potwierdził, ale też nie zaprzeczył przypuszczeniom swojego kumpla...
A więc do dalej ? – spytał cicho Malfoy.
Zemsta. Nie możemy odpuścić Rudemu... To sprawa honorowa! – zaznaczył Zabini.
W porządku, ale tym razem zrobimy to po mojemu. Chyba mam pewien pomysł.
Jaki? – zainteresował się Diabeł.
Upokorzenie za upokorzenie. Zaraz ci wszystko opowiem...

***

Hermiona siedziała przy jeziorze od strony Zakazanego Lasu. Było to mało uczęszczane przez uczniów miejsce, a zważywszy na to, że zaraz pewnie lunie deszczem, dzisiaj nie spotkało się tam nikogo. I o to jej chodziło. Chciała być sama. Nie potrafiła przejść do porządku nad tym co zrobił jej najlepszy przyjaciel, chłopak, którego kiedyś kochała... To tak strasznie bolało, że miała wrażenie, że ma to wpływ na jej oddech. Dziwnie ciężko było jej wtłoczyć powietrze do płuc. Dlaczego Ron aż tak bardzo chciał ją upokorzyć? Na co liczył? Że obwini o to Malfoya? Mogłaby. Tylko po co? Sama przecież chciała przebywać w jego towarzystwie.  Sama chciała, ale też nie wiedziała, dlaczego tego chce. Nie poszła na pozostałe lekcje i nie miała zamiaru pójść na obiad. Potrzebowała czasu, by wszystko sobie przemyśleć. Musiała podjąć jakieś decyzje. Siedziała tak na niewielkiej skale, z nogami opuszczonymi w dół. Jeden ruch i mogłaby wykąpać się w lodowatej toni jeziora. Zupełnie jak wtedy, gdy Ron zrobił jej zdjęcie... Chociaż nie, wtedy był przecież środek lata. Westchnęła ciężko i wrzuciła mały kamyczek do wody. Było dość chłodno, ale nie chciała rzucać na siebie czarów ogrzewających. Zimno w dziwny sposób studziło jej emocje. Gdyby nie zachowała spokoju, właśnie tłumaczyłaby się McGonagall albo Dumbledorowi, czemu bestialsko zamordowała Ronalda W.
Jeśli w planach masz skok do jeziora, to pamiętaj proszę, że ja raczej kiepsko pływam... – Hermiona odwróciła się gwałtownie słysząc za sobą rozbawionego przyjaciela. Uśmiechnęła się blado na widok Harry'ego. Potter podszedł i usiadł tuż przy niej tak blisko, że stykali się ramionami.
Nie przyszedłem tu bronić Rona, Herm...– zaczął cicho. – Pierwszy mu przyłożę, jeśli się okaże, że to on porozkładał te zdjęcia.
Jeśli się okaże? – spytała gorzko. Miała przeczucie, że Harry mimo wszystko stanie jednak w obronie rudzielca
Miona... Znamy się od lat, jesteśmy jak rodzina. Ron był na ciebie wściekły z powodu twojego związku z Malfoyem.
Jakiego związku? Nie ma żadnego związku! – zaperzyła się Gryfonka.
No dobrze, to z powodu twojego koleżeństwa z Draco... On... Jemu jeszcze nie przeszło... Wciąż coś do ciebie czuje. - Hermiona spojrzała na niego jak na wariata.
Przecież Ron zgodził się na rozstanie! Powiedział, że sam o tym myślał! – krzyknęła. Harry z rezygnacją wywrócił oczami.
Ty zaproponowałaś rozstanie, a Ron, jak to on, chciał wyjść z tego z twarzą. Nie o tym jednak chcę gadać. Mówię tylko, ze Ron był na ciebie wściekły, ale nigdy nie zrobiłby ci czegoś takiego. Jest twoim przyjacielem i honorowym człowiekiem. Zawsze mówił wprost gdy coś mu nie pasowało. Nie on chciał cię upokorzyć, Miona... To nie on.
To nie ma znaczenia, Harry, to było zdjęcie, które miał tylko on. Nawet jeśli to nie Ron je przerobił, to komuś pomógł. Wiedział, że ktoś chce mnie skrzywdzić i na to pozwolił. Nie jest już moim przyjacielem – wyszeptała gorzko, a po jej policzku spłynęły łzy. Harry smutno pokiwał głową.
Rozumiem to, ale nie chcę musieć wybierać pomiędzy wami, Miona. Oboje zawsze będziecie dla mnie jak rodzina. Nic tego nie zmieni.
Wiem Harry i dziękuję. Proszę cię tylko o jedno... Nie próbuj pogodzić mnie z Ronem.
Nie zrobię tego, ale będę liczył, że może sama mu kiedyś wybaczysz... - Hermiona nic nie odpowiedziała, bojąc się, że jeśli spróbuje, to załamie się jej głos. Oparła się o ramię przyjaciela i oboje pogrążyli się w ciszy i własnych myślach.

***

Draco i Blaise jakoś przetrwali resztę lekcji, choć obydwaj martwili się nieobecnością Hermiony na Transmutacji. Blondyn dalej gryzł się poczuciem winy i nie za bardzo wiedział co dalej. Ron Weasley podobno nie wychodził z swojego dormitorium,
a większość Gryfonów odwróciła się od niego, gdyż oni również podejrzewali jego współudział w próbie upokorzenia Hermiony.
Idzie Ginny, chodź, zapytamy, czy wie, co z Mioną – zaproponował Zabini, gdy znaleźli się przed wejściem do Wielkiej Sali, a ruda Gryfonka właśnie wstawała od stołu po skończonym obiedzie i sama skierowała się w stronę chłopaków. W trójkę stanęli nieopodal wejścia do zamku.
Nie wiesz, gdzie jest? – denerwował się Draco.
Nie. Możliwe, że w swoim dormitorium. Zmieniła hasła, więc nie mogłam tam wejść, ale nikt nie odpowiada jak się dobijam, a od śniadania nie widział jej też nikt z Gryfonów.
Może wyszła na spacer, albo do wioski? – teoretyzował Blaise.
Strasznie się martwię! Hermiona czasem lubi przebywać sama, ale zawsze mówi mi, gdzie idzie i o której wróci – zasmuciła się Ginny, a do jej oczu napłynęły łzy troski. Diabeł, stojący bliżej niej, objął ją przyjacielsko ramieniem.
Nie martw się, Wiewiórko, na pewno się znajdzie. Chcesz? Zaraz jej razem poszukamy. - Ginny spojrzała z wdzięcznością na bruneta i uśmiechnęła się do niego uroczo.
Jeśli szukacie Hermiony to jest nad jeziorem. – Głos Harry'ego Pottera miał chyba temperaturę zera absolutnego, a jego zielone oczy ciskały gromy, gdy patrzył, jak Blaise obejmuje Ginny. Ślizgon, widząc minę Wybrańca, uśmiechnął się prowokacyjnie i trochę mocniej objął rudowłosą. Gin jednak zdawała się tego nie zauważyć, szczęśliwa, że Hermionie nic nie jest.
Dzięki za informację. Potter i jeśli możesz. przekaż swojemu rudemu kumplowi, że lepiej, by mnie nie spotkał sam na sam – wycedził przez zaciśnięte zęby Draco.
Wiem co myślisz, ale to nie on wyciął ten numer ze zdjęciami. Nawet nie potrafiłby ich tak zaczarować – próbował tłumaczyć Harry.
Dzięki bliznowaty, ale sami wyciągniemy wnioski. Nie jesteśmy takimi ślepymi tępakami jak ty – wygarnął mu Zabini. Harry zacisnął pięści ze złości i wyglądał, jakby miał zamiar sięgnąć zaraz po różdżkę.
Och! Chodźmy do Herm – zawołała Ginevra, nie zważając na to, że Harry i Blaise wściekle mierzą się wzrokiem.
Tak, chodźmy – zarządził Draco i pierwszy ruszył do drzwi. Cała trójka wyszła przed szkołę zostawiając wkurzonego Pottera samego sobie.
Czekajcie. Jeśli pójdziemy wszyscy na raz to może ją przytłoczyć... – stwierdziła Ginny, gdy już znaleźli się na błoniach.
Masz rację, to głównie moja wina, więc ja pójdę – stwierdził Draco, po czym, nie czekając na ich odpowiedź, ruszył w stronę jeziora. Ginny opadła szczęka i lekko zszokowana wpatrywała się w oddalającą się postać blondyna.
Czy... czy... on powiedział, że to jego wina? – zapytała Zabiniego, wciąż nie dowierzając, że Draco Malfoy był skłonny przyznać się do błędu.
Dorasta nam Smok, dorasta... – zaśmiał się Diabeł, teatralnie ocierając łzę, niczym dumny tatuś, radujący się postępami swojej pociechy. Ginny roześmiała się na ten widok. Sama musiała przyznać, że uwielbia poczucie humoru Zabiniego i to głównie dzięki niemu, ostatnio coraz rzadziej szlocha nocami w poduszkę.
Słuchaj, Diable... czy mi się wydaje, czy Malfoyowi serio podoba się Herm? – spróbowała podpytać.
Czy się podoba? – roześmiał się Blaise. – No jasne, że tak! Ale on wcześniej przestanie tlenić swoje włosy niż przyzna się do tego głośno! - Ginny znów wybuchnęła śmiechem.
Więc to prawda, że wszyscy Malfoyowie się farbują? – dociekała. Diabeł w odpowiedzi roześmiał się jeszcze mocniej. Oboje w świetnych humorach nie podejrzewali nawet, że pewne zielone oczy patrzą na to wszystko z dozą wielkiego smutku... i wielkiej zazdrości.

***

Gdy Harry zostawił ją samą, Hermiona zaczęła rozmyślać o tym, co jej powiedział. A co jeśli miał rację? Co jeśli Ron nadal coś do niej czuje? Gdy patrzyła na to z tej perspektywy... Dziwnym trafem zawsze gdzieś natykała się na Rudego i jego nowe dziewczyny. Ron praktycznie flirtował z nimi tuż pod jej nosem. Czy robił to by wzbudzić jej zazdrość?
Nagle zrobiło jej się dziwnie ciepło, a chłodny wiatr przestał targać jej lokami. Zdziwiona rozejrzała się dookoła, ale nikogo nie spostrzegła. Westchnęła cicho i znów zapatrzyła się w zieloną toń jeziora.
Serio, Granger, musisz tak wzdychać nieszczęśliwie z powodu tego parszywego szmaciarza? - Herm lekko podskoczyła, słysząc za sobą głos Malfoya. Kogo jak kogo, ale jego wizyty się tu nie spodziewała. Draco zręcznie wskoczył na skałkę i usiadł tuż obok niej, opuszczając nogi w dół. Hermiona w przebłysku pomyślała tylko, że wystarczyłoby go lekko szturchnąć, by popatrzeć jak moczy te swoje śliczne blond włoski w zimnym jeziorze.
Co tu robisz, Malfoy? – spytała go, nie mając ochoty bawić się w uprzejmości. Draco z dziwną miną popatrzył w dal, a Hermiona kątem oka przyglądała się jego twarzy. Czyżby... Nie, to chyba niemożliwe, by tego arystokratę gryzły wyrzuty sumienia? Czy on w ogóle ma sumienie?
Zabini i Ginny martwią się o ciebie. A ja nie mam zamiaru patyczkować się i ci współczuć, Granger. Nic nie zyskasz, jak się będziesz tu chowała przed całym światem... No, chyba, że zapalenie płuc.
I nie mów, że to by cię obeszło – wytknęła mu, uśmiechając się blado. Ślizgon
w odpowiedzi prychnął rozbawiony.
Pewnie że nie! Po prostu nie chce mi się słuchać ich marudzenia...
Albo nie chcesz się przyznać, że czujesz się nie najlepiej przez to, że twój plan na wkurzenie Rona, tak naprawdę odbił się na mnie? – wypaliła, zanim zdążyła pomyśleć, co mówi.
Plan na wkurzenie? – powtórzy lekko zszokowany blondyn.
Nie udawaj, Malfoy, oboje wiemy, że nie odzywałbyś się do mnie, gdyby nie było to częścią planu mającego zdenerwować Rona. Obrażasz moją inteligencję, sądząc, że się tego sama nie domyśliłam. - Draco zacisnął lekko szczęki i zamyślił się przez chwilę, w końcu zrezygnowany pokręcił głową.
Nieźle, Granger, serio. Chyba to nie tylko plotki, że jesteś najmądrzejszą Gryfonką. Nie sądziłem, że tak łatwo to przewidzisz... Ciekawi mnie tylko dlaczego się na to godziłaś, skoro znałaś prawdę? - Hermiona beztrosko wzruszyła ramionami.
Z nudy? Z ciekawości? Ponieważ Ron mnie wkurzał i sama chciałam mu dopiec? Albo coś mu udowodnić... – wymieniała Miona.
Ale ten wybryk Rudzielca nie zniszczył ci życia prawda? I nie siedzisz tu, myśląc, żeby skoczyć do jeziora? Zabini nieźle by mi dokopał, gdybym na to pozwolił – roześmiał się Draco. Hermiona również lekko się uśmiechnęła.
Jeśli w ten sposób próbujesz zapytać, czy mam do ciebie żal, czy pretensje, to odpowiedź brzmi nie. Nie, Malfoy, nie obwiniam cię o nic. To wszystko było moją decyzją i sama muszę ponosić konsekwencję. Oskarżanie kogoś nic tu nie da. Ron nigdy tego nie rozumiał. Zawsze obwinia innych o swoje niepowodzenia.
Dlaczego się nim przejmujesz? To nic nie warty...
A ty byś się nie przejmował, gdyby Diabeł nagle zaczął cię nienawidzić? – spytała gorzko. Blondyn popatrzył prosto w jej śliczne orzechowe oczy...
Rozumie – mruknął cicho. Na dłuższą chwilę zapadło pomiędzy nimi milczenie. Oboje wpatrywali się w uroczy widok, jaki rozpościerał się z tego miejsca i pogrążali się w swoich myślach. O dziwo, panująca cisza nie przeszkadzała żadnemu z nich. Przeciwnie, bardzo dobrze czuli się w swoim towarzystwie.
Chyba pora wracać, zanim Diabeł i Wiewióra wyruszą z misją ratunkową – zażartował Draco.
Masz rację. I tak już za długo tu siedzę. - Hermiona niezgrabnie podniosła się z miejsca. Jej całe ciało odrętwiało od długiego siedzenia w tej samej pozycji. Draco z wrodzoną gracją stanął na nogi.
Hermiona Granger przyznała mi rację, czym sobie zasłużyłem na taki honor? – zakpił blondyn. Hermiona roześmiała się i na chwilę przestała patrzeć pod nogi, co nie było szczególnie szczęśliwe, jeśli stąpało się po wilgotnej skale w tenisówkach z gumowymi podeszwami. Noga jej się obsunęła i gdyby nie znakomity refleks szukającego Slytherinu, najpewniej właśnie pływałaby w zimnej wodzie. Już drugi raz tego dnia Draco Malfoy trzymał ją mocno w swoich ramionach... Lekko przestraszona odwróciła głowę w jego stronę. A gdy ich wzrok się spotkał...
Taka scena zwykle zdarza się w filmach. Zwolnione tempo. Głębokie spojrzenie. Dwie pary oczu wpatrujące się w siebie z uczuciem. Jedna chwila. On pochyla się lekko,
a ona nie odwraca twarzy. Obydwoje czują, że tego chcą.

Malinowe usta, które nawiedzają go w snach...
Szarobłękitne oczy, o których nie potrafi przestać myśleć...
I ta chwila. Pocałunek. Słodki smak i zatracenie...
Powiada się, że zakazany owoc zawsze smakuje najlepiej...



3 komentarze:

  1. Uwielbiam końcówkę tego rozdziału <3 Świetny jak zwykle.
    http://miloscwieleznaczen.blogspot.com/

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Najlepszy moment ❤❤ czytam już drugi raz, po rocznej przerwie i cudownie jest przypominać sobie całą fabułę �� jesteś super. Świetnie piszesz ��

    OdpowiedzUsuń