niedziela, 4 października 2015

"DraczKotek"


– Stary, jesteś pewien, że to dobry pomysł?
– Na nic lepszego nie wpadłem, a przecież muszę się na nim zemścić!
– Może jednak odpuścisz? Przecież wiesz, że jak Malfoy się dowie, że to ty, to będziesz miał dosłownie prze...
– Dobra, dobra! Ten wstrętny śmieć przespał się z moją dziewczyną! Musi ponieść karę!
– Daj spokój, Nott, Dafne pewnie sama się pchała.
– Zamknij się, Zabini i pomóż mi go podnieść.
– W co chcesz go zmienić? – zapytał Blaise, gdy razem z Theodorem ułożyli uśpionego zaklęciem blondyna na kanapie w ich dormitorium. Theodore w odpowiedzi uśmiechnął się mściwie i podszedł do swojej szafy. Po chwili wyjął z niej sporych rozmiarów klatkę, w której siedział przestraszony...
– Na Snape'a w gustownym bikini, co to jest?!
– To jest właśnie to, w co nasz szanowny pan Malfoy zmieni się na całe czterdzieści osiem godzin!
– Skąd wytrzasnąłeś tego potwora?
– Złapałem go na korytarzu prowadzącego do wieży Gryfiaków.
– Serio? To zwierzę należy do kogoś z Gryffindoru? – zdziwił się Blaise.
– Lepiej! To kot naczelnej kujonicy Gryffindoru!
– Kot? No coś ty! Nie wiedziałem, że McGonagall ma kota! Prędzej, że sama nim czasem jest...
– To kot aktualnej naczelnej kujonicy tych nieudaczników. Nie mów, że nie poznajesz? Przecież to obrzydliwy kocur Granger! - Zabini zamrugał raz i drugi, próbując przetrawić tę informację, po czym wybuchnął niepohamowanym śmiechem.
– Serio chcesz oddać Malfoya w ręce Hermiony Granger? Przecież to będzie dla niego gorsze niż dożywotni zakaz spożywania whisky!
– I dobrze! Ma zapamiętać tę karę na długo!
– A co z tym kocurem? Będziesz go trzymał w szafie? – zapytał, a Krzywołap głośno zasyczał w proteście.
– Nic mu się nie stanie. Pobędzie sobie trochę w naszym pokoju, a w tym czasie ten pacan Malfoy będzie mógł sobie wylizać futerko! – Theo uśmiechnął się mściwie, po czym wyrwał Krzywołapowi kilka włosów i dodał jej do stojącej na biurku szklanki.
– Jesteś pewien, że to dobry eliksir?
– Jest doskonały, przecież podwędziłem go ze składziku Severtoperza. - Blaise ponownie się roześmiał i pokręcił głową.
– Wiem, że Smok przegina z tym odbijaniem wszystkim ich panienek, ale nawet mi go trochę żal. Będzie strasznie skołowany po dwóch dniach w towarzystwie Gryfonów.
– Mam nadzieję, że Granger da mu soczystego buziaka, jak tylko dostanie go w swoje rączki – zarechotał wrednie Theodor.
– Myślę stary, że akurat ten aspekt kary nie będzie dla niego taki zły... – Diabeł uśmiechnął się pod nosem, doskonale przekonany o swojej racji. Było nie było, on zwykle ją miał...
– No to pora zaczynać! – Theo zamieszał szklanką z eliksirem, po czym wlał miksturę w rozchylone usta uśpionego blondyna. Po chwili w pokoju znajdowały się już dwa koty. Krzywołap w klatce, złowrogo prychający na łudząco do niego podobnego, obecnie słodko śpiącego na kanapie futrzaka.

♛♚♕

– Osz kurna, Malfoy! To już małe przegięcie – mruknął sam do siebie, otwierając zaspane ślepia. Było mu zimno i niewygodnie, a gardło zdawało się palić go żywym ogniem z pragnienia. Wniosek był tylko jeden. Przegiął i to ostro na wczorajszej imprezie w Pokoju Wspólnym. Tylko dlaczego wylądował na szkolnym dziedzińcu? Wstał, ledwo utrzymując równowagę i zrobił kilka chwiejnych kroczków. Musiało być z nim naprawdę źle, bo jego horyzont kończył się na wysokości kamiennej ławki. Poranek był chłodny i deszczowy, a on czuł jak zimno przeszywało go od stóp aż po dłonie... Zaraz, zaraz... Czemu chodzi na czworaka? I czemu jego dłonie są pokryte rudym futrem?
Chciał krzyknąć w panice i przerażeniu, ale z jego gardła wydobył się tylko przeciągły, przeraźliwy jęk przypominający żałosne... O nie! Tylko nie to! Doskonale pamiętał chwilę, gdy czuł się tak po raz ostatni! Było to na czwartym roku, a on był wtedy małą, przestraszoną i na dodatek białą fretką! Chciał pobiec przed siebie, by jak najszybciej znaleźć się w swoim dormitorium, ale łapy mu się poplątały i wyrżnął główką prosto w najbliższą kałużę. Wstał i otrzepał się tak, jak na kota przystało. W pierwszej chwili pożałował swojej zwykle nienagannej fryzury, najprawdopodobniej utaplanej obecnie w błocie, jednak myśl ta czmychnęła, gdy tylko jego spojrzenie spotkało się ze odbitym w kałuży, spojrzeniem rudego, niezbyt urodziwego... kocura!
– O Wielki Salazarze, Merlinie, Morgano i inni wielcy! Ratunku! – W panice zaczął biegać dookoła siebie, kręcąc się w kółko i wyglądając, jakby ganiał swój własny ogon.
– Krzywołapku! Kici kici, gdzie jesteś, koteczku? – rozległo się nagle wołanie. Draco rozejrzał się przerażony, powoli uświadamiając sobie, że ktoś szuka kota, a on na swoje ogromne nieszczęście stał się właśnie kotem!
– Tylko nie to! Jak się tym steruje? – zapytał sam siebie, próbując uciekać w stronę szkolnych błoni. Musiał się gdzieś ukryć, a potem przemyśleć swoją jakże niewesołą sytuację... Nim jednak zdołał to zrobić usłyszał tylko...
– Accio Krzywołapek!

♛♚♕

– Jesteś wreszcie! Wszędzie cie szukam, już od wczoraj. Gdzie się szlajałeś? Znów polowałeś na ptaki? – paplała Hermiona, niosąc w swych ramionach wyraźnie niezadowolonego z tego kota.
– Puść mnie Granger! Puść mnie natychmiast! Nie jestem żadnym kotem, a już na pewno nie twoim. Puszczaj! – Draco szarpał się i wściekle prychał, ale na Hermionie nie robiło to żadnego wrażenia. Szła dziarskim krokiem, wesoło podśpiewując i nie przejmując się wyczynami Krzywołapa, przekonana, że najpewniej jej kotek po prostu jest głodny.
– Hej, Granger! – przywitał się wesoło mijający ją na schodach Diabeł.
– Nie krzycz tak głośno, Zabini, bo jeszcze ktoś usłyszy, że się ze mną witasz. – Hermiona uśmiechnęła się do kolegi, wciąż mocno ściskając Krzywołapa, który o dziwo przestał się wyrywać.
– Mówiłem ci już kiedyś, że masz świetnego kota? – Blaise uśmiechnął się wrednie i z bardzo dużym zaangażowaniem pogłaskał futrzaka po główce.
– Aaa, Zabini, ty idioto, to boli! Natychmiast przestań mnie tarmosić... Zaraz, zaraz... Od kiedy ty w ogóle gadasz z Granger? Chyba, że... – Draco wlepił swe żółte, kocie ślepia w swojego kumpla i od razu zrozumiał. Ten gad wiedział! Blaise wciąż z wielką satysfakcją w oczach gapił się na kocią mordkę, która gdyby tylko mogła właśnie wyrażałaby wściekłość.
– Zapłacisz mi za to! – syknął Draco, a Hermiona z troską pogłaskała go po grzbiecie.
– Muszę już iść, bo Krzywuś jest głodny. - Blaise wybuchnął głośnym śmiechem, łapiąc się za brzuch i ocierając łzy.
– Co cię tak bawi?
– Nic, nic... Tylko miło, że tak się o niego troszczysz. A co on je? I gdzie śpi?
– Zjada zwykle to, co sam upoluje, ale w dormitorium mam dla niego suchą karmę dla kotów, kupuję ją w mugolskim sklepie. A śpi w moim pokoju, zwykle w nogach mojego łóżka.
– Wspaniale mi to słyszeć. No to powodzenia, Krzywodraczku... i do zobaczenia – Blaise znów pogłaskał kocurka, po czym odszedł, wciąż rechocząc.
– On się nazywa Krzywołap! – krzyknęła za nim Hermiona, ale Diabeł zdawał się jej nie słyszeć.
– Zapłacisz mi za to, Zabini! Wszyscy mi zapłacicie! – marudził Draco z prawdziwą godnością znosząc fakt bycia niesionym przez dziewczynę, która jak nikt inny działała mu na nerwy.

♛♚♕

– Znów przyniosłaś tu tego brzydala? – zapytał Ron, gdy tylko Hermiona weszła do pokoju wspólnego Gryffindoru.
– A widziałeś się sam w lustrze, ryży łasicu? – prychnął Draco.
– Przestań, Ron, po tylu latach mógłbyś się już przyzwyczaić!
– To przez niego! Nie wiem, dlaczego mnie tak nie znosi! – narzekał Weasley.
– Powtórzę ci, Weasley – spójrz w lustro! – Draco nadal niestety pozostawał niesłyszalny.
Bierz przykład z Harry'ego! On go bardzo lubi. – Hermiona z uśmiechem położyła kota na kolanach przyjaciela. Draco poczuł, jak przeszywa go prawdziwy strach, który wzmagał się z każdą chwilą, w której ręce jego największego wroga zbliżały się do niego, by go czule objąć...

♛♚♕

– Maaa... maa... mal... malfo..yyy. Jaa jeestem Draacoon. L. Maalfooy... – przekonywał samego siebie, drżąc na całym ciele. – Przecież ja jestem... po pierwsze:
1. Najprzystojniejszym facetem w Hogwarcie – według klubu DZIAD (Draco Zajebisty i Absolutnie Doskonały).
2. Najlepszym kapitanem Qudditcha – według klubu FUCK (Fanki Ultraprzystojnych Cudownych Kapitanów).
3. Najszlachetniej urodzonym arystokratą – według moich starych.
4. Najgrzeczniejszym i najbardziej kulturalnym, i słodkim, i ślicznym, i uroczym, i grzecznym chłopcem na świecie – według mojej babci.
5. Najprzystojniejszym mężczyzną w tym stuleciu – według mnie samego i wszystkich dziewczyn, jakie mnie poznały (i tych, które mnie jeszcze poznają, drogie panie – czekam na Was!).
6.Najsprytniejszym kanciarzem w magicpokera – według tych, którzy ze mną zawsze przegrywają (Ha! Masz za swoje Zabini!).
7.Najlepszy we wszystkim! – według wszystkich (No przecież Gryfoni się nie liczą, oni są niczym, a nie wszystkim).
–Więc jak? JAK!? No pytam jak to mogło się stać, że jestem teraz obrzydliwym, rudym sierściuchem... Nie! Na szczęście nie Weasley'em... ale wcale nie jest o wiele lepiej. Jestem kotem. Kotem Granger! Jest źle. Traaaagicznie źle!

♛♚♕

Przeciągłe miauknięcie wydobyło się z kociego pyszczka, a Hermiona z troską pochyliła się, by zajrzeć pod jeden z wysłużonych foteli w pokoju wspólnym Gryffindoru.
– Coś mu chyba dolega – zmartwiła się – Pierwszy raz widziałam, żeby uciekł od Harry'ego.
– Nie martw się Hermionko, może to tylko chwilowe – próbował pocieszyć ją Potter.
– A jeśli nie? Może jest chory? – zamartwiała się dziewczyna.
– Pewnie pogryzł się z jakimś kotem z Slytherinu i przez to stał się jeszcze wredniejszy – zarechotał Ron.
– Goń się, rudy szczurze! Ciebie nie tknąłby żaden kot ze Slytherinu, bo wyglądasz, jakbyś się nie mył od ostatniej gwiazdki – mruczał i to dosłownie Draco.
– Może lepiej zabiorę go do dormitorium, chodź, Krzywołapku. – Ponownie pochyliła się Hermiona i gestem przywołała kota.
– Nigdzie z tobą nie idę, Granger. Wiesz, jak ucierpiałaby moja reputacja, gdyby ktoś dowiedział się, że gdzieś z tobą chodzę? – prychnął.
– Coś mu jest. Chyba zabiorę go do Hagrida. – Hermiona była szczerze przejęta.
– Dobra, Granger! Ten argument trochę mnie przekonał. Już wolę iść gdzieś z tobą niż pozwolić się obmacać temu pół–olbrzymowi, włochatemu jak nogi ciotki Belli po powrocie z Azkabanu. - Draco, ledwie panując nad swoim kocim ciałem, wyczołgał się z pod fotela, plącząc się o własne łapki.
– Chodź, malutki, dam ci coś do jedzenia, może wtedy ci się poprawi. – Hermiona wzięła kota na ręce i przytulając go czule, ruszyła z nim w stronę swojego dormitorium.
Nie pozwalaj sobie, Granger! Malutki to może jest twój Weasley. Ja jestem bardzooo okazały, jeśli wiesz co mam na myśli...
♛♚♕

Hermiona weszła do dormitorium i postawiła go przy miseczkach z wodą i czymś co pachniało, jak składzik na trucizny wuja Tłustowłosa. Draco z niesmakiem spojrzał na brązową breję i pierwszy raz w życiu pożałował nieszczęścia kogoś innego niż on sam. Merlinie! Ależ to cuchnęło.
– No dalej, zjedź troszkę. To twoja ulubiona karma z oposa. – Próbowała go przekonać Hermiona.
–Odbiło ci, kobieto? Ja jestem Malofyem! M.A.L.F.O.Y.E.M! My jadamy kawior, trufle, owoce morza i ostrygi. Te ostatnie zwłaszcza w trakcie gorącej randki. Do tego szampan i tiramisu. Za kawę podziękuję. W twoim towarzystwie tej nocy sen pewnie będzie najlepszą i jedyną rozrywką.
– Jedz, Krzywołapku, to ci pomoże – nalegała Hermiona.
– Jedyne co mi pomoże, to szybka ewakuacja. Za dużo tu szkarłatu i smrodu lakieru do włosów. – Draco, starając się jakoś panować nad kończynami, ruszył niepewnie w stronę drzwi. Ledwo jednak znalazł się pod nimi, te nagle otworzyły się i o mało co nie zmiażdżyły mu kociego pyszczka. Odskoczył w tył i prychnął oburzony na takie traktowanie arystokraty, ale wchodzące do środka dziewczyny zdawały się nie zwrócić na to uwagi. Bezczelne! Prawdę mówiąc, zdarzyło mu się to pierwszy raz w życiu. Zwykle zawsze był w centrum uwagi wszystkich dziewczyn.
– Hej, Herm, wybierasz się gdzieś? – zapytała Lavender Brown.
– Myślę, czy nie iść z Krzywołapem do Hagrida, dziwnie się zachowuje.
– Pójdziesz jutro. Dziś mamy sobotnie, babskie popołudnie! Zaraz przyjdzie Ginny z piwem kremowym – zawołała entuzjastycznie Parvati Patil.
– Babskie popołudnie? Yah! To gorsze niż Goyle śpiewający "Kociołek Pełen Gorącej Miłości" pod prysznicem! O nie! Na pewno tu nie zostanę, mowy nie ma – zdecydował Draco, ponownie ruszając do drzwi.
– Znów macie zamiar robić ranking najprzystojniejszych chłopaków w szkole? – zapytała Hermiona, wywracając oczami i siadając na jednym z łóżek.
– No jasne! – zawołała Lavender.
– Się wie! Przecież to tradycja! – potwierdziła Patil.
– Ranking? Po co wam ranking? Jam jest naj! To wszyscy wiedzą, ale dla potwierdzenia... No dobrze, zostanę jeszcze chwilę, posuń się, Granger – szybko zdecydował Draco i dość niepewnie wskoczył na łóżko.
– Od pięciu lat co sobotę obgadujecie wszystkich chłopaków w tej szkole, aż dziw, że nic im jeszcze od tego nie powyrastało na twarzy – zaśmiała się Hermiona.
– Za to niektórym urosły rogi. Słyszeliście o Boocie? Podobno Susan Bones nieźle się zabawiła z przystojnym ścigającym Ślizgonów. – Opowiadała Parvati.
– Z Higgsem! – Szybko dodała Lavender.
– To ten, który został ścigającym po tym, jak Malfoy wkupił się do drużyny, żeby zostać szukającym? – upewniła się Hermiona.
– Że niby co? Jak śmiesz, Granger! Nigdzie się nie wkupiłem! Po prostu moja genialna gra była tak... - Niestety, Hermiona nie zrozumiała niczego ze wściekłego prychania swojego kota i tym sposobem długi monolog Dracona o jego genialności przepadł na zawsze.
– To ten wysoki blondyn, z cudownymi oczami i mięśniami niczym mityczny adonis... – rozmarzyła się Lavender.
– A co to, Lav? Czyżby twoja odwieczna miłość do pewnego blondyna nagle zniknęła? – zapytała Ginny, wchodząc do pokoju z torbą łakoci i czterema butelkami kremowego piwa. – Nie, oczywiście, że nie, on nadal jest dla mnie boooskiii – zapiszczała Brown, czerwieniąc się przy tym z ekscytacji.
– O nie! Tylko znów nie zaczynaj kolejnego wykładu o tym głupku, niedawno zjadłam obiad... – poprosiła Hermiona.
– On jest niezaprzeczalnie... – zaczęła Lav.
– Bezsprzecznie... – wyszeptała Ginny, siadając obok Hermiony.
– Bezsprzecznie... – dodała Lavender rozmarzonym głosem.
– I absolutnie – szepnęła Hermiona, nie mogąc powstrzymać chichotu.
– I absolutnie! – wykrzyknęła Brown.
– Najprzystojniejszym facetem w tej szkole. – Powiedziały równocześnie wszystkie cztery dziewczyny, po czym od razu wybuchnęły głośnym śmiechem poza Lavender, która wyglądała na trochę obrażoną.
– To o mnie? O mnie, prawda? O mnie czy nie?! – Draco zaczynał się denerwować.
– Wybacz, Lavender, ale już od tak dawna powtarzasz to samo, może wreszcie coś z tym zrób – zaproponowała Hermiona.
– No powiedzcie wreszcie, czy mówicie o mnie! – zażądał miałczliwie DraczKotek.
– Niby co? Nie mogę od tak podejść i z nim pogadać. On sam też nigdy się do mnie nie odezwie, nie mam tyle szczęścia, co ty, Herm. – Lavender wyglądała na zasmuconą.
– Szczęścia? Rozmowa z tym oślizłym gadem ma coś wspólnego ze szczęściem? – zdenerwowała się Hermiona.
– Granger, powiedz wreszcie, o kim ona mówi! Zwariuję, jeśli się nie dowiem, czy to na pewno ja! – narzekał Draco.
– Nie mniej, nie przepuszczacie żadnej okazji, żeby trochę sobie pogawędzić przy każdym spotkaniu – stwierdziła rozbawiona Parvati.
– Pogawędzić? Na Godryka! Przecież my się kłócimy, skacząc sobie do gardeł. – Hermiona ze złości aż podniosła się z miejsca.
– Szczęściara z ciebie... – westchnęła tęsknie Lav.
– Jeśli chcesz, to od następnej lekcji transmutacji możesz się w zastępstwie za mnie kłócić z Malfoyem – sarknęła Hermiona.
– TAK! Wiedziałem! Wiedziałem, że chodzi o mnie! – Draco podskoczył w miejscu tak entuzjastycznie, że zrobił efektownego pół–fikołka i sturlał się z łóżka.
– Krzywołap, a tobie co? – zaśmiała się Ginny.
– Mówię wam, że on jest dziś jakiś dziwny. Chyba jednak pójdziemy do Hagrida... – Hermiona powoli zaczęła podnosić się z miejsca.
– Zwariowałaś, kobieto? Siadaj, one będą teraz mówić o tym, jaki jestem wspaniały!
– O nie! Tym razem nam nie uciekniesz! Dziś twoja kolej, by powiedzieć nam, kto według ciebie jest najprzystojniejszym mężczyzną w tej szkole! – zawołała Parvati.
– Naprawdę, nie wiem po co... – zaczęła Hermiona.
– Ale my wiemy, po co nam to wiedzieć, więc nie wykręcaj się znowu, tylko mów! – ponagliła ją Ginny.
– No dobrze. Chcecie, bym wymieniła najprzystojniejszego chłopaka z każdego domu, tak? – upewniła się Hermiona.
– Ooo tak, Granger! Bardzo chcemy... Najlepiej zacznij od Slyterinu! No już! Wyznaj, to co wszyscy już wiedzą! Podobam ci się! – Draco czuł się dziwnie podekscytowany.
– Zacznij od Gryffindoru – poradziła jej Ginny.
– Dlaczego ci cholerni Weasley'owie zawsze wszytko psują!?
– No dobrze. W Gryffindorze będzie to...
– McLaggen! – wyrwała się Lavender, a pozostały dziewczyny znów zaczęły się z niej śmiać. – Przepraszam, myślałam, że go wymienisz, chodziliście kiedyś ze sobą. – Lav lekko się zaczerwieniła.
–Serio, Granger? McLaPryszczen? Myślałem, że masz lepszy gust! No tak, ale w końcu czego wymagać, skoro przyjaźnisz się z Chłopcem–Nie-Znam-Grzebienia i Ubogim-W- Urodę, jak wuj Opijus w zapasy whisky. Brak ci odpowiednich, męskich wzorców takich jak ja!
– Przestań, on jest okropnie tępy – odpowiedziała Hermiona.
– I na pewno nie jest najprzystojniejszym facetem w naszym domu! – wtrąciła Ginny.
– Pewnie, że nie. Wy tu w ogóle nie znacie znaczenia tego słowa. Wszystkie Gryfiaki są paskudne. – Draco miał nadzieję, że jego kocia mina wyraża takie obrzydzenie, jakie właśnie teraz czuł.
– Oliver Wood. Wiem, że odszedł dwa lata temu, ale zawsze on najbardziej podobał mi się z naszego domu – wyjawiła Hermiona.
– No nie, Granger! Ten facet był, jak skrzyżowanie trolla z langustnikiem ladaco... I kiepsko grał...
– Więc to prawda, że Hermionę zwykle kręcą świetni gracze w Qudditcha – wtrąciła rozbawiona Parvati.
–Wood i świetny? Chyba tylko w odbijaniu się od obręczy, których usiłował bronić. Świetnym graczem to jestem ja, a to oznacza, że...
– No to teraz Slytherin! Mów, kto ci się podoba ze Slytherinu! – zażądała Ginny.
– Trudny wybór, bo przecież tam jest tylu przystojniaków. Nott, Ress, Higgs, Zabini...– wymieniała Parvati.
– I Malfoy!
– Wiemy, Lav! – zawołały chórem Ginny i Patil.
–Spokojnie dziewczyny, autografów starczy dla wszystkich, nawet dla fanek taniego lakieru do włosów – mruczał zadowolony Draco.
– Wcześniej pocałowałabym Snapea w nos niż przyznała, że Malfoy jest przystojny – prychnęła Hermiona. Dziewczyny wybuchnęły śmiechem, a Draco niebezpiecznie zmrużył swe kocie oczy i cicho syknął. Tylko strach przed wizytą u gajowego – włochatego Yeti, powstrzymywał go od rzucenia się na swoją domniemaną panią i udowodnieniu jej, że Draco L. Malfoy zasługuje na miano najprzystojniejszego mężczyzny w tym stuleciu (Pieprzony wujek Sekstant! Musiał być tak przystojny, że nimfy wodne układały o tym pieśni? Przez niego Draco, nie mógł mówić o sobie, jako o najprzystojniejszym facecie w historii!).
– To, że tego nie powiesz, nie znaczy, że tak nie myślisz – wtrąciła łagodnie Ginny, z wrednym uśmieszkiem.
– Zabini! – wypaliła Hermiona.
– Co? – krzyknęli wszyscy w pokoju, łącznie ze zdruzgotanym Draconem.
– Zabini jest najprzystojniejszym Ślizgonem. Chciałyście mojej opinii? Oto ona. – Granger uśmiechnęła się przebiegle.
– To fakt, jest ciachem... – mruknęła Ginny przybierając podobnie rozmarzoną minę, jak Lav, gdy ta mówiła o Draconie.
– No nie! Jeszcze ty, ruda wiewióro? Tobie też się podoba ten anonimowy alkoholik i kolekcjoner zboczonych plakatów z...
– Jest też inteligentny, świetnie się z nim dyskutuje o eliksirach wzbogacających – dodała Hermiona.
– Hej, Granger! Ja też jestem inteligentny! Przecież dyskutowałem ostatnio z tobą o transmutacji międzygatunkowej. Co prawda proponowałem, żebyś transmutowała się w bobra, bo wtedy może znajdziesz sobie chłopaka, ale poniekąd była to dyskusja!
– To dlaczego się z nim nie umówisz? – zagadnęła Lav.
– Bo to erotoman! Poza tym dużo pije i oszukuje w karty. I... i... pali! Cygara! Sam widziałem! I raz... w piątej klasie, pocałował Bulstrode! W policzek, ale zawsze! W ogóle o czym wy mówicie? Oni w ogóle do siebie nie pasują! Nie... absolutnie nie! – dywagował Draco.
– No dalej, Hermiona, powiedz im! – nalegała Ginny, praktycznie podskakując w miejscu.
– W zasadzie, to już się umówiliśmy... W przyszłą sobotę. Idziemy do kawiarni na lody... – wyznała Hermiona, płoniąc się lekko. Słysząc te nowinę, Draco... zemdlał.
Draco nie wiedział, ile czasu był nieprzytomny, jednak gdy wreszcie się ocknął, to do jego świadomości nagle dotarło, że cały świat dziwnie mu skacze przed ślepiami. Dopiero po chwili zorientował się, że jest... gdzieś niesiony! Salazarze! Jak to niesiony? Gdzie? Przez kogo?! Ojcze dopomóż! Pewnie porwano go dla okupu! Spojrzał w dół i dostrzegł, że jego ręce są chude i pokryte rudym, zupełnie niegustownym futrem.
Zaraz... Przecież to wcale nie są ręce! To są łapy! Wstrętne, krzywe, kocie łapy! I wtedy sobie wszystko przypomniał. Jeśli kocie mordki mogą wyrażać dezaprobatę, to mina DraczKotka właśnie taka teraz była. Czarna rozpacz!
Podsumowując: ktoś rzucił na niego parszywy urok i... teraz był kotem! Na dodatek, brzydkim i rudym kotem. Wystarczająco straszne? Widać ktoś uznał, że niewystarczająco, bo, jak się okazało, zamieniono go we wstrętnego sierściucha Granger – irytującej kujonicy z Gryffindoru, która, jakby tego było mało, planowała umawiać z tym bezczelnym pozerem Zabinim. Czy mogło być gorzej?
Mogło. Granger właśnie gdzieś go niosła, a wnioskując po tym, jak śpieszyła przez szkolne błonie, najpewniej jej celem była zagrzybiała chata, tego starego, kudłatego, leśnego dziada – Hagrida. Gdyby ojciec mógł go teraz zobaczyć, to najpewniej umarłby na zawał, a potem wrócił pod postacią ducha, by prawić mu kazania o tym, że to przez niego doszło do tak spektakularnego upadku rodu Malfoyów. Już za krótki występ w roli fretki ojciec poprowadził serię wrednie wysyczanych tyrad, od których do dziś lekko dzwoniło mu w uszach. A teraz jeszcze to! On, jako krzywołapy kot Granger!
Merlin naprawdę musiał mieć do niego o coś straszny żal, że zesłał na niego kumulację wszystkich nieszczęść na raz.
Zabrał mu jego cudowne ciało. Zabrał mu podziw tłumów. Zabrał mu honor i godność. I oddał go w ręce wroga! A w zasadzie w ramiona... Ciepłe, miło pachnące i czułe ramiona, jednej z najmądrzejszych, najładniejszych, najsekso... O nie! Merlin odebrał mu też rozum! Koniec musiał być bliski!
– Już, już, Krzywołapku. Zaraz będziemy. Nic ci nie będzie, skarbie... – szeptała Hermiona, a jej głos brzmiał, jak gdyby powstrzymywała szloch.
– Skarbie? – pomyślał Draco. – Nazywano go już: ciachem, przystojniakiem, najseksowniejszym, najdoskonalszym... naj, naj i bezapelacyjnie naj we wszystkim, ale nikt, nigdy nie mówił do niego z taką czułością. Nigdy nikt, tak się o niego nie martwił. To uwłaczające, ale musiał przyznać, że nawet trochę zazdrościł temu głupiemu kocurowi. Tymczasem Hermiona dotarła do chatki i mocno załomotała w drzwi.
– Hagridzie? Hagridzie, jesteś? Potrzebna mi twoja pomoc! – zawołała z determinacją w głosie. Drzwi chatki otworzyły się i stanął w nich zdziwiony gajowy.
– No cholibka, Hermiona, co ty tu robisz o tej porze?
– Hagridzie, mam poważny problem! Krzywołap chyba zachorował... Od rana dziwnie się zachowuje, a przed chwilą praktycznie zemdlał – lamentowała.
– Wejdźcie do środka. Zaraz go sobie obejrzymy – zdecydował. Draco prychnął swoim kocim nosem na sam fakt, że ten wielki głupek myślał, że pozwoli mu się dotknąć.
– Martwię się. Może ktoś go czymś przeklął? Mój biedny koteczek... – Hermiona postawiła go na stole i pogłaskała czułym gestem, a Draco poczuł, jak pewna część jego ciała nagle budzi się do życia. Oczywiście chodziło o jego... ogonek! Przypominający szczotkę do butelek, puszysty, koci ogonek, którym właśnie radośnie wymachiwał.
– Nie wygląda na chorego. – Hagrid sięgnął po duże okulary, przez które jego oczy wyglądały jak dwa wielkie pikle i pochylił się nad Draco, by mu się lepiej przyjrzeć.
– Ani nie próbuj, wstrętna kupo rozczochranych kudłów! Nie waż się mnie dotknąć! – syknął. Hermiona i Hagrid spojrzeli na siebie zaskoczeni. Pierwszy raz zdarzyło się, by Krzywołap tak dziwnie zareagował na wielkoluda.
– Cholibka. Może faktycznie cuś mu jest? – zastanawiał się pół–olbrzym.
– To tobie coś jest. Jesteś psychicznie cho... – Draco jednak nie dokończył tej myśli, bowiem właśnie jego własna psychika spłatała mu niezłego figla. Coś wielkiego, co wcześniej wziął za stare, wyliniałe futro leżące na posłaniu gajowego, nagle wydało głośne warknięcie, a później powoli uniosło głowę i wlepiło w niego swe czarne ślepia. Wielki pysk otworzył się, ukazując arsenał białych i ostrych zębów.
– Co się dzieje, Kieł? Dlaczego warczysz na Krzywusia? Przecież od zawsze się lubicie! – Hermiona wyglądała na szczerze przejętą całą tą sytuacją.
– Hermiona, może lepiej... – zaczął Hagrid, ale nie zdążył dokończyć, bo Kieł warknął jeszcze głośniej i jednym susem, praktycznie przeskoczył z łóżka na stół. Draco chyba nigdy w swoim życiu nie był tak bardzo przerażony. Zadziałał instynktownie i zeskoczył ze stołu, a potem pędem, w totalnej panice, wskoczył Hermionie na ręce. To uwłaczające, by jakaś Gryfiaczka musiała mu służyć za obrońcę, ale przecież nie miał innego wyjścia. Wtulił swój pyszczek najgłębiej jak mógł, dopiero po chwili uświadamiając sobie, że jego kocia główka znajduję się praktycznie pomiędzy piersiami dziewczyny. Nie miał jednak czasu nacieszyć się tym doznaniem, bowiem na plecach wyraźnie czuł gorący oddech wielkiego psa.
– Lepiej idź, Hermiono, bo długo go tak nie utrzymam! – wydyszał Hagrid, ledwo sobie radząc ze wściekle warczącym i sapiącym brytanem.
– Na Godryka, co się dzieje? Przecież Kieł zawsze jest taki łagodny... – Hermiona wybiegła z chatki, mocno tuląc do siebie przerażonego kota.
– Co się dzieje? To parszywe bydle chciało mnie pożreć! Mamusiu, już prawie mnie miał! Niech no tylko opowiem o tym mojemu ojcu! – wściekał się Draco, jednak z jego pyszczka wydobywało się tylko żałosne miauczenie.
– Już, już malutki, cichutko. Wszystko będzie dobrze. Chyba poproszę profesora Dumbledore'a, by pozwolił mi zabrać cię na wizytę do jakiegoś weterynarza.
– Mowy nie ma, Granger! Nawet nie chce wiedzieć, co tam może planować mnie pożreć – mruczał.

♛♚♕

Weszli do szkoły, ale nim skierowali się w stronę schodów, Hermiona dostrzegła małe zbiegowisko nauczycieli i prefektów różnych domów, stojących obok drzwi Wielkiej Sali. Postanowiła tam podejść i dowiedzieć się, co tak naprawdę się dzieje.
– Jak dobrze, że pani jest, panno Granger. Potrzebujemy pani pomocy. Jako prefekt naczelny poprowadzi pani kolejną grupę poszukiwawczą i razem sprawdzicie teren boiska do Qudditcha – pouczyła ją wyraźnie przejęta i zdenerwowana profesor McGonagall.
– Grupę poszukiwawczą? – zdziwiła się Hermiona.
– Zaginął jeden z uczniów. Jego koledzy nam to zgłosili. Sprawdziliśmy i nigdzie w szkole go nie ma. Musimy go odnaleźć – wyjaśniła Minerwa.
– Kto zaginął? – zmartwiła się panna Granger, a Draco chciwie nastawił uszu.
– Dracuuuuuuśśś – zawyła jedna z dziewczyn, wychodząca z korytarza prowadzącego do lochów.
– Mój słoooodkiii miiiiśśś – zapłakała Lavender, przyciskając jakieś zdjęcie do piersi.
– Nasz najlepsiejszy kuuumpeeeel – wychlipał Crabbe, a Goyle głośno wydmuchał nos w zieloną chusteczkę.
– O tak! Wreszcie ruszyli te leniwe tyłki, by mnie poszukać. Hej, ludzie! Tu jestem! – cieszył się Draco.
– Chyba zaraz zwymiotuję – burknęła Hermiona z pogardą, patrząc na rozpacz stada fanek zaginionego Ślizgona.
– W każdy razie musimy poszukać Malfoya. Jego ojciec dostanie szału, jeśli tego nie zrobimy – teatralnie skrzywiła się pod nosem McGonagall.
– Poszukać czy go odnaleźć pani profesor? – zapytała Hermiona z wrednym uśmieszkiem, a Draco cicho parsknął w oburzeniu. Co ona insynuowała?
– Dobre chęci nie zawsze muszą iść w parze z rezultatami, panno Granger. – McGonagall uśmiechnęła się tak samo wrednie jak Hermiona, a Draco poczuł dziwne ciarki na kocim karku. Raz na zawsze powinien zapamiętać, że z pewnymi kobietami nigdy nie należało zadzierać. Tym bardziej jeśli należały do Gryffindoru.

♛♚♕

– Widzę, że Krzywołapek ma się już lepiej. – Harry schylił się i poklepał kota po głowie, a Draco wysunął ostre pazurki i resztkami sił powstrzymał się przed wbiciem ich Potterowi w nogę. Szybko jednak przypomniał sobie, że musi być grzeczny. Hermiona od wczoraj przestała wspominać o konieczności oddania go w łapy jakiś dziwnych szarlatanów tylko dlatego, że starał się zachowywać, jak na kota przystało. Oczywiście to wszystko było wbrew jego wielkiej godności, która teraz leżała tak jak on, tuż obok stóp tego głupka, Pottera.
– Tak, chyba tak – mruknęła Hermiona, rzucając się na fotel i rozsiadając się wygodnie.
– Coś taka wykończona, Miona? – zagadnął ją Ron, pochłaniający szóstą czekoladową żabę.
– Od wczoraj ciągle każą nam szukać Malfoy'a. Mam tego dość! – uskarżała się.
– Sprawdziliście wszystkie knajpy w wiosce? Na pewno gdzieś zapił – zasugerował rozbawiony Harry, a Draco znów ostatkiem sił powstrzymał chęć ataku. Bliznowaty ćwok za dużo sobie pozwalał!
– Nikt go nie widział – burknęła.
– A może nie żyje? Ale byłoby super! – Ron wyglądał na zachwyconego taką perspektywą, a Draco najeżył się i głośno prychnął.
– Wypluj te słowa, Ronald! Natychmiast! – zażądała ostro Hermiona, zrywając się z miejsca.
– Ale Miona, no co ty? Martwisz się o tego gada? – dziwił się rudy. Draco wlepił swe ślepia w Hermionę, bardzo ciekawy jej odpowiedzi. Czy ona naprawdę się o niego martwiła? Czy była szansa, że interesował ją w jakiś sposób? Przecież mówiła, że woli tego głupka Zabiniego... chyba, że... kłamała?
– Nie martwię się o niego, tylko o szkołę. – Hermiona nerwowo przygryzła wargę i odwróciła spojrzenie, by ukryć zażenowanie swą gwałtowną reakcją.
– Hermiona ma rację. Jak Lucjusz Malfoy się dowie, że jego synalek gdzieś zniknął, to jak nic wparaduje do szkoły i zażąda jej natychmiastowego zamknięcia – wtrącił Harry.
– Co racja, to racja – pomyślał Draco. – Ojciec na pewno, by się wściekł... Nie, nie o to, że jego jedyny dziedzic gdzieś zniknął i nikt nie wie, gdzie jest. Najpewniej stary najpierw wyrecytowałby całą listę uchybień, jakich dopuścił się Dumbledore, a potem zrobił wszystko, by odwołać dyrektora z jego stanowiska. Ewentualnie później, jeśli znalazłby wolny czas, zająłby się poszukiwaniem zaginionego syna. Albo najpewniej komuś to zlecił... - Takie życie. Arystokraci byli zbyt zajęci, by się przejmować drobiazgami. Dlatego tym bardziej interesowało go to, dlaczego o głupiego kota Granger martwiło się tyle osób. Od rana wszyscy gryfoni ją pytali "Jak się miewa Krzywołapek?", a ona z zatroskaną miną opowiadała, że "Na szczęście już trochę lepiej". Od wczoraj ciągle go doglądała, podsuwała smakołyki, głaskała, drapała za uszkiem, a on mruczał i poruszał ogonkiem, zadowolony ponad miarę. To również było dziwne. Przecież znał przyjemności daleko lepsze od zwykłego drapania. Dlaczego więc dotyk dziewczyny działał na niego tak upajająco? O co na zgniłe szczątki Slytherina w tym wszystkim chodziło?
– Jestem zmęczona. Pójdę do siebie – zdecydowała Hermiona, wstając i maskując ziewnięcie. Draco szybko się podniósł, czując znów tę dziwną ekscytację. Wczoraj pierwszy raz spędził noc w łóżku Hermiony Granger... I choć Gryfonka kazała mu leżeć w nogach, a z powodu kotar dookoła jej posłania nic nie było widać, to i tak ta noc była dla niego fascynującym przeżyciem i zdecydowanie Ślizgon miał już ochotę na następną.

♛♚♕

Hermiona siedziała na łóżku i rozczesywała mokre włosy. Draco usiadł po przeciwnej stronie i zainteresowaniem śledził każdy jej ruch. Śnieżnobiała, krótka koszulka nocna na ramiączkach zakrywała co ciekawsze fragmenty, ale i tak widok był bardzo interesujący.
– Pora spać, kochany Krzywołapku – mruknęła, odkładając szczotkę i za pomocą zaklęcia zaciągając zasłonki wokół łóżka. Ułożyła się wygodnie, a jej wilgotne włosy rozsypały się dookoła jej ślicznej buzi. Draco ostrożnie podszedł bliżej i ułożył się tak, by móc oglądać jej pogrążoną we śnie twarz. To był niesamowity widok! – Śpij dobrze, koteczku – wymruczała sennie, po czym za pomocą zaklęcia zgasiła stojącą obok łóżka lampkę i niemal od razu słodko zasnęła. Draco oparł swój koci pyszczek na złożonych łapkach i sam usiłował zasnąć. Świadomość, że ona jest blisko działała naprawdę kojąco.

♛♚♕

Nagle błysnęło zielone światło, a Hermiona przestraszona usiadła z różdżką w dłoni. Draco również poderwał się do góry, ale zawadził głową o dłoń Hermiony i zaplątał się w jej prześcieradło. Granger krzyknęła krótko, a Draco znów usiłował się podnieść, ledwo utrzymując równowagę, tak by nie spać z łóżka. Wtedy jego wzrok spotkał się z wyraźnie zaskoczonym spojrzeniem dziewczyny... i dopiero teraz uświadomił sobie, co tak właściwie się stało.
Wrócił. Naprawdę wrócił do swojej postaci! Szybko pomacał swoje arystokratyczne ciało, by się przekonać, że niczego mu nie ubyło. Merlinowi dzięki! Był cały! Cały i zdrowy! Cały i seksowny! Cały i... nagi... O cholera! Szybko chwycił za prześcieradło i spróbował nim zakryć najbardziej strategiczne części. Wkurzona Gryfonka celowała w niego różdżką, a on nie miał nic poza wreszcie odzyskanym, boskim ciałem. Czy to mogło wystarczyć, by ją ugłaskać?
– Hermiono, czy coś się stało? – Ich uszu dobiegł zaspany głos Parvati Patil.
– Niee, nic. Miałam tylko koszmarny sen. Śpij dalej, Parv. – powiedziała, mrużąc niebezpiecznie oczy i nadal celując różdżką w blondyna. Na dłuższą chwilę zapadła cisza, a potem Hermiona nagle rzuciła zaklęcie. Draco w panice zamknął oczy. Jeśli Granger teraz transmutuje go w coś innego, to chyba się zabije! O ile to ona tego nie zrobi... Nic takiego się jednak nie stało, a dziewczyna opuściła różdżkę i na nowo zapaliła nocną lampkę. Spojrzała na niego zniesmaczona, chyba mając poważny problem z zaakceptowaniem tego, że w jej łóżku, tuż na przeciwko niej, siedzi praktycznie nagi Draco Malfoy. Znów machnęła różdżką, a przed chłopakiem zmaterializowało się coś, co wyglądało na stary dres.
– Ubierz się, Malfoy, a potem najciszej jak potrafisz – wynoś się stąd! – warknęła, znów unosząc różdżkę i biorąc go na cel.
– Nie chcesz wiedzieć, co się stało? Nie zapytasz, skąd się tu wziąłem? – odpowiedział, zdając sobie sprawę z tego, że wcześniej Hermiona rzuciła na nich zaklęcia wyciszające.
– Doskonale wiem. To znów jakiś głupi psikus twoich przepitych whisky koleżków. Chcieliście sobie ze mnie zakpić i mnie ośmieszyć, czy tak? Niedoczekanie! A teraz zabieraj ten blady tyłek z mojego łóżka albo przysięgam, że zaraz zmienię cię we fretkę i dam Hardodziobowi na śniadanie! – ostrzegła go bez cienia żartu.
– Zaraz stąd zniknę, chcę tylko, byś wiedziała, Granger, że nie miałem z tym nic wspólnego! To ja tu jestem ofiarą – warknął, w pośpiechu się ubierając, jednocześnie pilnując, by Gryfonka nie zobaczyła...no... prawdziwego ogonka.
– I masz mi oddać mojego kota, przebrzydły draniu! – warknęła.
– Odzyskasz go, jak tylko wrócę do siebie. Tylko jak mam to zrobić? – zastanowił się.
– Rzucę na ciebie zaklęcie kameleona, bo nie chcę, by ktoś cię widział, jak stąd wychodzisz. Jednak jeśli komuś powiesz, że wylądowaliśmy razem w jednym łóżku, to przysięgam, że przeklnę cię jak stąd do Land's End i z powrotem – pogroziła mu.
– Bez obaw, Granger. Dla mnie to też nie była przygoda życia – skłamał, szybko wciągając przez głowę bluzę od dresu.
– Dość tego, Malfoy! Wynoś się i nigdy nie wracaj! – Hermiona stuknęła go różdżką w głowę , a języki zimna oplotły jego ciało. Po chwili stał się niewidzialny.
– Zobaczymy, Granger. Nigdy nie mów nigdy. – Draco przypomniał sobie, że przecież odzyskał już swój urok osobisty i seksapil. Posłał jej lekko złośliwego smirka, po czym cicho wyplątał się z kotar otaczających jej łóżko.
Nie wiedział czemu, ale naprawdę cicho liczył na to, że jeszcze kiedyś tam wróci.

♛♚♕

– Jak myślisz? Odczarowało go już? – zastanawiał się Zabini.
– Jeśli nie już, to na pewno wkrótce, eliksir miał działać tylko czterdzieści osiem godzin... – dywagował Nott, nerwowo patrząc na zegarek.
– Stary! A co będzie, jak on się dowie, że to ty zamieniłeś go w obrzydliwego kota na całe dwa dni? – śmiał się Diabeł.
– Nie dowie się. Poza tobą i mną nikt o tym nie wie, a Malfoy pewnie będzie wolał o tym zapomnieć, niż się przyznać, że był obrzydliwym kocurem tej głupiej kujonki. - Stojący w progu ich dormitorium Draco, zacisnął ze złości pięści. Zaklęcie kameleona wciąż działało, a dwóch jego kumpli nie miało pojęcia, że słyszał każde ich słowo. Pożałują! O tak!
Nie zostawi tak tego, a oni już wkrótce poczują czym jest zemsta – Dracona Lucjusza (Najseksowniejszego Macho w Hogwarcie) – Malfoya!

♛♚♕

Hermiona właśnie wracała z lekcji numerologii, gdy jej drogę zastąpił wysoki, przystojny i bardzo pewny siebie blondyn. Skrzywiła się na jego widok, jakby właśnie jadła cytrynowego dropsa.
– Zejdź mi z drogi, Malfoy! – warknęła, próbując go wyminąć.
– Chcę zamienić z tobą słowo, Granger – wyjaśnił jej Draco, ponownie nie pozwalając jej przejść.
– Ale ja nie chcę. Odczep się, bo tym razem skończysz jako coś naprawdę paskudnego – ostrzegła go.
– Jeśli nie będzie to Weasley, to mogę podjąć to ryzyko. – Draco złapał ją za łokieć i pociągnął w stronę pierwszej, wolnej sali..
– Puszczaj mnie natychmiast! Co ty sobie w ogóle wyobrażasz?! – krzyczała rozwścieczona Gryfonka.
– Chcę tylko chwilę z tobą pogadać, Hermiono...– odpowiedział, gdy znaleźli się w pustej klasie.
– Co...? – zapytała, wyraźnie zszokowana.
– No pogadać, wiesz to takie coś, jak dwoje ludzi, mówi do siebie i...
– Na Merlina, Malfoy! Wiem co znaczy, że chcesz pogadać, zdziwiłam się tylko, bo powiedziałeś do mnie...
– Hermiono. Zdaje się, że tak masz na imię, prawda? – Draco błysnął szelmowskim uśmiechem.
– W co ty grasz, Malfoy? – zapytała, krzyżując ręce na piersi i przyglądając mu się podejrzliwie.
– Najczęściej to w Qudditcha...
– Przestań się wygłupiać, bo zaraz stąd wyjdę! – zagroziła.
– Dobrze, ale musisz mnie wysłuchać. Ta sprawa nie może się tak skończyć.
– Jaka sprawa?
Draco wywrócił oczami i westchnął ciężko.
– A podobno taka jesteś mądra...
– Malfoy! – ostrzegła go ze złością.
– Ktoś mnie zmienił w kota. MNIE! W KOTA! I jakby tego było mało, to był twój kot. TWÓJ OKROPNY KOT, Granger...!
– Sam jesteś okropny, a Krzywołapek jest ślicznym stworzon...
– Chodzi mi o to, byś pomogła mi się zemścić na moich oprawcach – przerwał jej blondyn.
– Oprawcach? Czy ty nie przesadzasz, Malfoy? To najpewniej miał być tylko głupi dowcip.
– Ale wymierzony we mnie i poniekąd w ciebie, Hermiono. – Draco musiał sam przyznać przed sobą, że lubi brzmienie jej imienia w swoich ustach. To było gooorące.
– I co w związku z tym? – zapytała gryfonka.
– Już ci powiedziałem. Zemsta. Wiem, kto to zrobił i wiem, jak się na nich zemścić. Potrzebuję tylko twojej pomocy. Sam nie dam rady rzucić takiego zaklęcia – przyznał uczciwie.
– Chcesz mi powiedzieć, że uważasz, że jestem w czymś lepsza od ciebie? – zaśmiała się triumfująco.
– Nie pław się tak tym, Granger, to nie po gryfońsku – sarknął, lekko rozeźlony.
– Pomogę ci, ale tylko dlatego, że mój biedny kotek od dwóch dni ukrywa się pod moim łóżkiem. Co on musiał się tam naoglądać w tej waszej jaskini węży...
– Na pewno nic gorszego niż to, co zobaczyłem ja w czasie waszych babskich pogadanek w twoim dormitorium. – Draco uśmiechnął się łobuzersko, a Hermiona momentalnie spąsowiała.
– Malfoy... – ostrzegła go ponownie.
– Jutro o szesnastej czekaj na mnie obok szatni przy boisku Qudditcha. Wyjaśnię ci teraz co zrobimy... – Malfoy uśmiechnął się cwanie. Upokorzenie za upokorzenie. Jego plan był genialny. Zresztą czego można się było spodziewać, skoro on go wymyślił?

♛♚♕

– To był świetny trening! – Theodore uśmiechnął się do kolegów z drużyny, po czym dziarsko wyszedł z szatni, opierając swoją miotłę na ramieniu. Był naprawdę zadowolony ze swojego życia. Miał ładną dziewczynę, której zazdrościli mu inni, miał w miarę dobre oceny, dobrą pozycję w drużynie Qudditcha, no i na dodatek był bardzo przystojny. Czego chcieć więcej? Wracał z treningu, prawie podskakując z radości, gdy nagle stało się coś niespodziewanego. Zobaczył błysk jasnozielonego światła, a po chwili świat zaczął rosnąć mu w oczach. Wszystko stawało się niebotycznie wielkie, a jego własna miotła zaczęła go praktycznie przygniatać.
– Salazarze! Ratuj! – przebiegło mu przez myśl, a potem zapadła ciemność. To jego własna szata powiększyła się tak, że nie był się w stanie z niej wydostać.
– Mam cię! – usłyszał złowrogi szept, a potem złapały go czyjeś zimne ręce.

♛♚♕

– Jesteś świetna, Hermiono, naprawdę kochana, taka mądra i zdolna, i pomysłowa... – podekscytowany Longbottom podskakiwał w miejscu z radości.
– Nie ma za co, Neville, od razu jak ją znalazłam, to pomyślałam sobie, że będzie idealnym towarzystwem dla Theodory. I wiesz co? Może nazwiesz go Theodorem? Pasuje do niego... – Hermiona z szerokim uśmiechem, wręczyła Nevillowi sporego, zielonego i oślizłego samca ropuchy, tego samego gatunku co jego Theodora. Czy można było sobie wyobrazić bardziej dobraną parę?
Draco stojący za rogiem, praktycznie krztusił się ze śmiechu.
– I masz za swoje, Nott! Opłacało się ze mną zadzierać? Pewnie, że nie! – zaśmiewał się do łez. Mimo tego musiał szczerze przyznać Longbottomowi rację... I choć najchętniej przekląłby go za ten maślany wzrok, którym wodził za jego dziewcz.... za jego wspólniczką, to i tak ten głupek mówił, to co on sam myślał. Hermiona naprawdę była świetna, mądra, zdolna i niesamowita.
A kto zasługiwał na to, by móc umawiać się z kimś niesamowitym? No pewnie, że on! Pora było zrealizować kolejną część planu.

♛♚♕

– Bardzo się cieszę, że się zgodziłaś. Od dawna planowałem cię gdzieś zaprosić – kokietował Blaise.
– Wiesz, że cały pub się na nas patrzy. Będzie niezły skandal... – Hermiona była lekko zakłopotana ciekawskimi spojrzeniami wszystkich dookoła.
– Nie przeszkadza mi to, najpewniej gapią się tak z zazdrości. – Zabini mrugnął do niej łobuzersko, po czym napił się kremowego piwa.
– Naprawdę nie boisz się, co twoi koledzy ze Slytherinu powiedzą, na to, że spotykasz się z Gryfonką? W odpowiedzi Diabeł uśmiechnął się szeroko i pochylił się niżej nad ich stolikiem, tak by móc coś do niej wyszeptać.
– Posłuchaj Hermiono, ja... – I wtedy z jego ust wydobyło się głośne i naprawdę ohydnie brzmiące beknięcie, które usłyszał każdy gość Trzech Mioteł. Hermiona prawie spadła z krzesła, chcąc odsunąć się od chłopaka, a Blaise zerwał się na równe nogi. – Ja prze... – Kolejne tubalne beknięcie sprawiło, że wszyscy w pubie na dobre umilkli, koncentrując swą uwagę na Zabini.
– Ja chyba już pójdę, miło było... – Hermiona zerwała się ze swojego miejsca i bordowa na twarzy niczym tło Gryffindoru wybiegła z Trzech Mioteł, marząc o tym, by ktoś najlepiej rzucił na nią zaklęcie zapomnienia. Takie upokorzenie! Nie zdążyła jednak ujść daleko, bo już za pierwszym zakrętem poczuła, że ktoś łapie ją za łokieć. – Merlinie! Byleby to nie był ten niewychowany, bekający idiota! – poprosiła w myślach, powoli się odwracając.
– Cześć, Hermiono, co słychać? – Malfoy błysnął ząbkami w szerokim uśmiechu.
– Nic ciekawego – odpowiedziała kwaśno, szybko uwalniając swój łokieć z jego uścisku. Jego dotyk parzył nawet przez jej jesienny płaszcz.
– Jak tam randka z Zabinim? – zapytał, prawie dławiąc się z powodu tłumionego chichotu. Hermiona spojrzała na niego podejrzliwie.
– Malfoy, czy ty...
– Wiesz, Granger, to nawet zabawne, ale ja i koty mamy ze sobą wiele wspólnego.
– Niby co? – zapytała rozbawiona. Właśnie dotarło do niej, że incydent z Blaisem to była dalsza część zemsty Dracona.
– Koty są miłe, urocze, dystyngowane i zawsze spadają na cztery łapy. - Draco zrobił krok w przód i niespodziewanie przyciągnął Hermionę do siebie. – I ja, tak jak one, zawsze dostaje to czego chcę... – wymruczał, nim pochylił się nad dziewczyną.


Koooniec

2 komentarze:

  1. jesteś cudowna Venetio (czytałam wszystkie twoje opowiadania i zabrałam się za miniaturki) pomysłowe i zabawne chociaż czuję pewien niedosyt 😉 miło by było gdyby była opisana reakcja Hermiony na koniec po pocałunku 😍

    OdpowiedzUsuń