poniedziałek, 2 listopada 2015

Gdy jesteśmy sami... - Rozdział 9 - „Gdy płomień zaczyna się tlić...”

Który to już raz liczyła te cholerne pęknięcia w tym przeklętym suficie?
Siedemdziesiąt osiem... Te usta...
Siedemdziesiąt dziewięć... Zapomnij o tym wreszcie!
Osiemdziesiąt... Smak whisky, który rozszedł się po jej ciele z przedziwną falą dreszczy.
Zacisnęła mocniej powieki, chcąc odpędzić od siebie te myśli, które, niczym nawracająca ciągle migrena, męczyły jej biedną, skołataną głowę.
Od tego pamiętnego, a raczej historycznego wręcz, wydarzenia minął już tydzień, a ona wciąż nie spała po nocach, licząc te przeklęte pęknięcia w tym cholernym suficie.
Są takie sytuacje w życiu, których nie da się od tak zapomnieć. Dzień, gdy dowiedziała się, że jest czarownicą, pierwsza podróż do Hogwartu, oczy Bazyliszka, który ją spetrifikował, pocałunek z Wiktorem Krumem, wiadomość o powrocie Voldemorta, bitwa o Hogwart, śmierć jej ojca... Jednak od tych kilku dni wiedziała, że z jej pamięci nie zniknie jeszcze jeden obraz. Jedno wspomnienie zostanie z nią na zawsze, chyba, że ktoś łaskawy rzuci na nią zaklęcie zapomnienia.
Chociaż... nie. To mogła pamiętać. Pocałunków, takich przez duże "P" nie należy zapominać.
I znów te pęknięcia. Na nowo. Od początku.
Raz, dwa, trzy.

Jego ręce na jej twarzy. Ciało wciskające ją w ścianę. Zapach alkoholu.

Mimo, że było to tak podobne do tego, co zrobił jego ojciec, ona czuła się zupełnie inaczej.
To nie był strach. Nie bała się go. Nie bała się tego, co może zrobić.
Pierwszą myślą było to, że on nie jest świadomy... że to wszystko, to tylko sprawka ognistego trunku.
Już na zawsze zapach whisky będzie jej się kojarzył właśnie z nim i tym brutalnym pocałunkiem, który nie wiedzieć jak i czemu zamienił się w subtelną pieszczotę jej warg. A przecież naprawdę chciała go odepchnąć lub jakoś zaprotestować.
Więc dlaczego tego nie zrobiła? Dlaczego pozwoliła jego gorącemu językowi wśliznąć się do swych ust, by podzielił się z nią smakiem tej samej whisky, której napicia się tak usilnie odmawiała?
Merlinie! Co ona najlepszego narobiła?
Całowała się z Malfoyem!
Naprawdę to zrobiła. I, choćby przez kolejne sto lat liczyła te przeklęte pęknięcia, nie zapomni o tym, co wtedy czuła. O tym, co zrobiła. Ani o tym, że ten pocałunek był tak bardzo, bardzo różny od tych nieporadnych buziaków jakimi obdarzał ją Ron. Ile razy przerywała swojemu chłopakowi z lekkim obrzydzeniem, stwierdzając, że za mocno się ślini i ma już dość? Ile razy zdarzało jej się oddawać jego pocałunki, jednocześnie myślami błądząc po najnowszej liście zaopatrzenia?
Tego pocałunku nie tylko nie przerwała, ale nie potrafiła myśleć o niczym innym niż to, dlaczego do niego doszło i dlaczego go...oddała.
A może te myśli nie byłby tak strasznie dręczące, gdyby nie to, co stało się później.
Wyszedł.
W jednej chwili czuła jego dłoń na swoimi pośladku, drugą trzymał jej włosy, a ona wplotła palce w jego... a później puścił ją i szybko wyszedł, mocno trzaskając drzwiami.

Czterdzieści pięć, czterdzieści sześć – nienawidziła tego pieprzonego, obskurnego sufitu.

Coś ty najlepszego narobiła, Granger? Dlaczego? - pytała się wielokrotnie w ciągu tego tygodnia. Unikała go, a on unikał jej. Nie wiedziałaby nawet, że wrócił do komnat, gdyby nie szum wody, który późno w nocy dobiegał ją z łazienki i stosy papierów na jego biurku, które leżały w innym układzie każdego dnia, gdy rano wchodziła do salonu.
Robak przynosił jej szaty i jedzenie i codziennie przekazywał tę samą lakoniczną wiadomość: „Pan wyszedł, wróci późno, może panienka robić, co chce, poza wychodzeniem”.
Próbowała czytać, ale myśli zbyt głośno krzyczały w jej głowie, by mogła się na tym skupić. Musiała znaleźć powód do wyjaśnienia swojego karygodnego zachowania.
Odwzajemniła pocałunek Malfoya – chyba pora przyznać się samej sobie do tego, że zaczyna wariować. Chciałaby też znać jego powody. Pocałował ją, bo był zły? Uciekł, bo żałował, wstydził się tego, brzydził się nią jako szlamą? Cholera!
Przez ten tydzień zdarzało jej się spać po średnio trzy godziny. Była zmęczona. Wyczerpana swoimi myślami. Wiedziała jednak, że nie zazna spokoju, póki nie poukłada sobie tego wszystkiego w głowie. Nie było to jednak proste i wiedziała, że jeszcze długo nie będzie...

⚡⚡⚡

Następnego dnia schemat był taki sam. Gdy weszła na śniadanie, jego już nie było. Zjadła, skrzat posprzątał, a ona sięgnęła po książkę usiłując coś przeczytać. Myśli jednak znów, niczym stado sępów, krążyły po jej głowie, dziobiąc boleśnie, gdy tylko pojawiła się w nich wizja Rona albo Malfoya. Godziny mijały powoli, a ją ogarnęło dziwne przeczucie, że coś złego się dziś wydarzy. Nie potrafiła tego nazwać, jednak ten lęk zagnieździł się gdzieś w głębi niej i nie chciał jej opuścić.
Nagle usłyszała odgłos ciężkich korków i podniesione głosy. Przerażona zerwała się na równe nogi i szybko odłożyła książkę na półkę, chcąc uciec do swojego pokoju, by nie musieć go oglądać. Czym prędzej czmychnęła do swojej sypialni. Nie zdążyła jednak zamknąć za sobą drzwi, gdy usłyszała Dracona:
– Usiądź i weź sobie whisky. Zaraz ją przyprowadzę, pewnie szoruje mój składzik na eliksiry, jak jej kazałem.
Przełknęła nerwowo ślinę, wiedząc, że za chwilę stanie twarzą w twarz z tym, którego od tygodnia unikała. Draco otworzył drzwi do jej pokoju i spojrzał prosto w jej pełne strachu oczy. Wyjął różdżkę i machnął nią krótko, a jej szata pokryła się brudnymi plamami.
– Ruszaj się, Granger, idziemy... - mruknął, podchodząc bliżej.
– Gdzie? - zdołała wyjąkać.
– Nie ma czasu. Gdy będę cię mocniej szarpał za włosy masz kłamać, albo mówić, że nie wiesz, jasne?
– Co? - zapytała zdruzgotana, ale nie uzyskała już żadnej odpowiedzi. Blondyn chwycił ją za ramię i pociągnął ją w stronę salonu. Hermiona czuła, jak mocno jej serce tłucze się o żebra, a jego dotyk praktycznie parzył jej skórę.

⚡⚡⚡

– No wreszcie, już myślałem, że się zabawiacie – zaśmiał się Blaise Zabini, gdy Draco wprowadził ją do salonu.
Z konsternacją zauważyła, że na podłodze tuż przy stopach Diabła siedzi przygaszona Parvati. Dziewczyna wyraźnie unikała wzroku Hermiony. Draco w tym czasie znów wyczarował fotel tuż obok kominka i usiadł w nim wygodnie, wcześniej popychając swoją niewolnicę na podłogę, tak, by siedziała przy jego stopach. Gdy za pomocą zaklęcia przywołał szklankę whisky, Hermioną wstrząsnął mały dreszcz. Zbyt wiele podobieństw...
– Nieźle się trzyma ta twoja szlama – stwierdził Zabini. – Ta tutaj to straszna beksa, czasem mam jej już dość – szturchnął Parvati czubkiem buta, jakby była jakimś meblem.
Hermiona spojrzała na byłą przyjaciółkę zimnym wzrokiem. Nie współczuła jej. Sama sobie zgotowała ten los. Nagle drgnęła, gdy poczuła na swoich włosach dłoń Malfoya. Mężczyzna głaskał ją leniwie, raz po raz wplatając palce w jej loki. To było... przerażające i porażające uczucie.
– Dbam o swoje rzeczy, przecież mnie znasz, Diable. Nie cierpię tandety – odpowiedział Draco.
– Tak jak kiedyś nie znosiłeś szlamu – dogryzł Zabini.
– Owszem, wciąż się nim brzydzę, ale ostatnio odkryłem, że szlam może być użyteczny.
– Domyślam się, skoro Messalina wszystkim rozpowiada, że nie masz już dla niej czasu. Pewnie Granger tak cię absorbuje.
– Przyszedłeś tu rozmawiać o moim rozkładzie dnia? - spytał Draco wciąż głaszcząc Hermionę, jednocześnie przeszywając swojego rozmówcę zimnym wzrokiem.
– Nie. Oczywiście, że nie. Udało mi się wyciągnąć kilka informacji z tej tu dziwki – ponownie kopnął lekko Parvati – Chciałbym sprawdzić, na ile są wiarygodne.
– Myślisz, że twoja niewolnica cię okłamuje? - Draco posłał mu perfidny uśmieszek.
– Myślę, że twoja może okłamywać ciebie, zawsze była bezczelna – Zabini nie dał się zbić z tropu.
– Przekonajmy się więc, który z nas jest lepszy w wyciąganiu informacji.
Hermiona dopiero teraz zrozumiała, o co chodziło Malfoyowi. Miała skłamać jeśli pociągnie ją mocniej za włosy. Czy to znaczy, że on... Przecież nie wyciągnął z niej żadnych informacji o Zakonie!
– Szlamo, czy wasza baza nazywana jest Białym Feniksem?
Dłoń blondyna na jej głowie nawet nie drgnęła, uznała więc, że powinna powiedzieć prawdę.
– Tak.
– Ma na sobie wszelkie możliwe zaklęcia ochronne?
Znów żadnej reakcji ze strony Malfoya
– Z tego, co mi wiadomo, to tak – odpowiedziała, wbijając wzrok w Parvati. Nie mogła uwierzyć, że nie dość, że je wydała na pastwę Śmierciożerców, to jeszcze teraz zdradza tajemnice całego Zakonu.
– Z czego się utrzymujecie?
– Z hodowli – odpowiedziała zgodnie z prawdą.
– Dużo macie kasy?
– A co chcesz od nich pożyczysz, że o to pytasz? A może przejść na ich stronę za jakąś łapówkę? Podobno ostatnio nie wiedzie ci się najlepiej... - kpił z niego Draco.
– Pytałem z ciekawości – burknął wyraźnie obrażony Zabini.
– To zaspokajaj tę swoją ciekawość szybciej. Mam coś do zrobienia.
– Ilu ten cały Feniks ma mieszkańców? - zapytał Diabeł, a Draco mocniej pociągnął za jej włosy.
– Nie wiem. Tę informacje ma tylko Dumbledore – odpowiedziała, starając się brzmieć pewnie.
– Kłamiesz! Ona twierdzi, że zajmowałaś się zaopatrzeniem, na pewno wiesz, ilu zdrajców dokładnie się tam ukrywa! - warknął Zabini.
– Nie wiem ile dokładnie osób jest w Białym Feniksie – kłamała, patrząc Śmierciożercy prosto w oczy.
– Ale niektórych pewnie znasz. Nazwiska! - zażądał Zabini. Znów poczuła delikatne ciągnięcie jej loków, ale Malfoy nie musiał tego robić. Nigdy by nie zdradziła nazwiska żadnego z Feniksów.
– Nie wiem. Używamy pseudonimów – kłamała.
– Dziwka! - Zabini wyjął różdżkę i wycelował nią w Hermionę.
– Mogę wiedzieć, co ty wyprawiasz? - zapytał cicho Draco.
– Małe crucio, a wymieni mi wszystkie nazwiska tych zdradzieckich świń! - warknął Blaise, wciąż celując w Hermionę.
– Chyba nie pamiętasz, Zabini, w czyich komnatach jesteś i w czyją niewolnicę celujesz – Draco nawet odrobinę nie podniósł głosu, jednak jego ton był tak lodowato zimny, że Hermiona sama się od tego wzdrygnęła.
– Daj spokój, chyba mi pozwolisz...
– Nie. Szlamę torturuję tylko ja. Przywilej właściciela – odpowiedział chłodno blondyn, a Zabini zapłonął ze wściekłości.
– Żądam tego! Ona musi mi to wyśpiewać! Musisz mi pozwolić to z niej wyciągnąć! - pieklił się.
Draco spojrzał na niego ostro.
– Ty się chyba zapomniałeś, człowieku! Pamiętaj, do kogo mówisz! - warknął.
Ku zdziwieniu Hermiony i Parvati, Diabeł nagle spokorniał, jakby się czegoś przestraszył.
– Oczywiście, masz rację... wybacz, poniosło mnie. Po prostu liczyłem na twoją współpracę i na więcej informacji.
– Trzeba było zostawić tę twoją dziwkę jako szpiega w Zakonie, a nie od razu namawiać na zdradę. Sam sobie jesteś winien Zabini – burknął Smok, popijając swoją whisky.
– Nie pomyślałem tak o tym - zgodził się Blaise, po czym bez ostrzeżenia wycelował swoją różdżką w Parvati i rzucił klątwę.
Dziewczyna zawyła z nieopisanego bólu, wijąc się po podłodze. Hermiona kierowana instynktem chciała się zerwać i pobiec do niej, ale Draco przeniósł swoją dłoń na jej ramię i powstrzymał ją od tego. Diabeł torturował swoją niewolnicę kilka minut, a po jego okrutnej twarzy było widać, że sprawia mu to chorą satysfakcję.
– Jeśli już skończyłeś popis swoich żałosnych magicznych umiejętności, to chciałbym już wrócić do pracy, Zabini. Nie mam całego dnia na głupoty.
Blaise zdjął zaklęcie z Parvati i wstał z kanapy, podnosząc za ramię swoją sponiewieraną niewolnicę.
– Jasne, jeszcze by ci zabrakło czasu na twoje zabawy ze szlamą – syknął jadowicie, po czym wyszedł, trzaskając za sobą drzwiami.
Hermiona wyraźnie poczuła, jak Draco odetchnął głęboko, jakby z ulgą. W jej głowie wybuchły tysiące pytań. Tyle chciała się dowiedzieć. Ta sytuacja zrodziła w niej tyle emocji... Jednak nim zdążyła chociaż otworzyć usta, Draco wstał i bez słowa wyszedł ze swoich komnat. Słyszała jeszcze tylko, jak pieczętuje za sobą drzwi zaklęciem.

⚡⚡⚡

Ciemna sypialnia, straszliwa nawałnica za oknem i popękany sufit. Cały jej świat. Leżała i wciąż rozmyślała o dzisiejszym popołudniu. Co Malfoy wiedział o Białym Feniksie? Czemu bronił ją przed swoim – jak myślała – przyjacielem? I wreszcie, czemu znów uciekł, zostawiając ją samą, bez odpowiedzi na te wszystkie pytania?
Najdziwniejsze było, że ten lęk, to, co czuła dziś cały czas, nie zniknął mimo przykrej wizyty Zabiniego. Wciąż coś jej mówiło, że wydarzy się coś złego...
Westchnęła ciężko, wiedząc, że i tak nie zaśnie i podniosła się z łóżka. Podeszła do okna, patrząc na straszne pioruny, które przecinały niebo. Fale znów mocno rozbijały się o skały. Dźwięki burzył były przerażające.
Wtedy to zobaczyła. Poczuła.
Czarny dym sączył się powoli, jakby leniwie, pod drzwiami jej sypialni.
Przerażona patrzyła na niego kilka sekund, dopiero po chwili uświadamiając sobie, co to oznacza!
Coś się paliło!
Wybiegła z swojej komnaty na korytarz, który był już tak zadymiony, że nic nie mogła zobaczyć. Przytknęła skrawek swojej koszuli nocnej do ust, by popędzić jak najszybciej do salonu.
Ze zgrozą odkryła, że pali się składzik na eliksiry, a następne w kolejności pomieszczenie to sypialnia Malfoya . A co, jeśli on śpi w środku? Co, jeśli znów jest pijany i nie czuje dymu?
– Malfoy! Malfoy pali się! - krzyknęła, waląc w drzwi, ale nikt jej nie odpowiedział.
Zdesperowana nacisnęła na klamkę i, o dziwo, drzwi ustąpiły. Pomieszczenie również było już zasnute dymem, więc dziewczyna na oślep podążyła do miejsca, gdzie, jak przypuszczała, było łóżko. Malfoya jednak w nim nie było. Odwróciła się na ślepo błądząc rękami. Dym bardzo gryzł ją w oczy i w nos. Nagle poczuła pod palcami jakieś szkło... Przypomniała sobie o zdjęciu Narcyzy przy łóżku blondyna. Sama nie wiedziała czemu chwyciła tę ramkę i ruszyła z zamkniętymi oczami w stronę drzwi. Gorąco jakie poczuła na policzkach sprawiło, że otworzyła trochę oczy. Korytarz już cały zajęty był ogniem.
Przeskoczyła płomienie, które trawiły podłogę, czując, jak pali się jej koszula nocna. Była coraz słabsza, a płuca boleśnie ją piekły, ale dotarła wreszcie do drzwi salonu. Tu też już wszędzie był dym, a kanapa właśnie zaczynała się palić.
Hermiona upadła na kolana, zupełnie tracąc czucie w nogach. Próbowała się czołgać w stronę wyjścia z komnaty. Wtedy jednak przypomniało jej się, że te drzwi przecież zawsze są zamknięte zaklęciem. Nie ma wyjścia. Nie ma dla niej ratunku. Załkała kuląc się w kłębek. Nie chciała umierać. Nie w taki sposób... Jednak los, widać, chciał inaczej. To koniec.
Ostatnim, co zarejestrowały jej zmysły był okropny ból w jej lewej piersi. Później usłyszała jeszcze jakiś przeraźliwy trzask. A dalej była już tylko ciemność...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz