poniedziałek, 2 listopada 2015

Gdy jesteśmy sami... - Rozdział 4 - „Gdy boisz się świateł dnia...”

Łzy płynęły po jej policzkach, a przecież nie zrobił jej jeszcze nic strasznego. Rozerwana szata, zaklęcie, które rozcięło jej górną wargę i o ile się nie myliła, zaklęcie, które sprawiło, że spuchło jej lewe oko. Te łzy jednak pojawiły się ze strachu. Przeraziła się, gdy dosłownie się na nią rzucił. To było jak ziszczenie się koszmaru, choć dotyczyło tylko pewnej jego części. Teraz jednak strach się wzmógł. Ktoś dobijał się do drzwi komnat. Draco chyba nie zareagowałby tak gwałtownie, gdy to był ktoś mile widziany...
Leżała płasko na ziemi przed kominkiem, wciąż cicho szlochając. Naprawdę czuła się tak, jakby przeżywała jedne z najgorszych chwil w życiu. Zawsze była zorganizowana, przygotowana na każdą ewentualność, znająca odpowiedź na prawie każde pytanie.
A teraz?
Nie wiedziała, co ją czeka za chwilę, jaki los może ją spotkać dosłownie za parę minut.
Draco, wyglądający na opanowanego, podszedł do drzwi i je otworzył.
– Czemu to zawdzięczam wizytę tak miłych gości? – mruknął, wpuszczając do swojego salonu  swego ojca oraz towarzyszącego mu Mistrza Eliksirów.
Hermiona lekko uniosła głowę, by zobaczyć kto przyszedł, po czym od razu z powrotem się położyła i wbiła wzrok w sufit. Nie miała najmniejszej ochoty patrzeć na Lucjusza Malfoya.
– Witaj, synu. Przyszliśmy sprawdzić, jak się sprawuje twoja nowa zabawka – zarechotał Lucjusz.
– Znośnie, choć już kilka razy miałem ochotę odciąć jej język. – Draco odpowiedział niemal nonszalancko, po czym podszedł do Hermiony i kopnął ją ciężkim butem, prosto w żebra. Choć kopniak z pewnością mógł wyglądać na silny, tak naprawdę jego noga ledwie musnęła jej bok. Mimo to dziewczyna pisnęła, jakby naprawdę zabolało, podejrzewając, że tego właśnie oczekuje od niej jej pan.
– Wstawaj, szlamo! Nie wypada byś przy gościach tarzała się po ziemi jak zwierzę – warknął na nią, po czym złapał za ramię i podniósł do pionu. Lucjusz i Severus usiedli w tym czasie na kanapie.
– Niewiele lepsza od jakiegoś zwierzęcia, synu, to najpospolitsza suka – zaśmiał się Lucjusz. Draco spojrzał na swojego ojca i uśmiechnął się lekko.
– Jeszcze może mi się na coś przydać. Jak dobrze pójdzie, to zostanie odpowiednio wytresowanym zwierzątkiem swojego pana, prawda, dziwko? - Młodszy blondyn mocno złapał za jej podbródek, tak, by spojrzała mu w oczy. Jego własne były pełne pogardy dla jej osoby.
Nienawiść, obrzydzenie i złość buzowały w jej ciele na granicy wybuchu. Wiedziała jednak, że jej wzrok i cała postawa muszą wyrażać pokorę. Draco nie skrzywdził jej, gdy byli sami, a teraz zachowywał się jak jakiś pokręcony sadysta. Miała wrażenie, że odgrywa on tylko pewną scenkę na potrzebę chwili... Wolała więc grać razem z nim, niż narazić się na jakąś prawdziwą karę.
– Jak sobie życzysz, panie – mruknęła, pokornie opuszczając głowę i wbijając wzrok w swoje bose stopy.
– Suka, ale przynajmniej taka, która wie, gdzie jej miejsce – syknął jadowicie Draco, po czym popchnął ją tak, że opadła na kolana tuż przy kanapie.
– Nieźle sobie z nią radzisz Draconie. Czarny Pan będzie zadowolony – odezwał się Snape.
– Trochę mało poobijana jak na niewolnicę. Już ja dałbym jej szkołę! - warknął Lucjusz, sięgając dłonią do jej włosów i szarpiąc je boleśnie, tak, by odchyliła głowę do tyłu.
– Wiesz, ojcze, że nie lubię brzydoty. Szlama jest obrzydliwa z powodu swojej krwi, ale ciało ma niezłe. Nie będę oszpecał jej bliznami, przynajmniej na razie – Draco mówił to tak obojętnym tonem, jak gdyby opowiadał o pogodzie, jednocześnie wyjmując ze swojego biurka trzy szklanki i butelkę whisky.
Hermionie łzy napłynęły do oczu, gdy Lucjusz bezlitośnie szarpał ją za włosy, ale nawet nie jęknęła w ramach protestu. Wiedziała, że jakikolwiek opór sprowadziłby na nią tylko kłopoty.
– Masz tę wrażliwość na piękno, po swojej matce. Wypleniłbym to z ciebie, gdybym tylko mógł – burknął Lucjusz, wciąż trzymając rękę na głowie Hermiony, a drugą sięgając do jej rozerwanej szaty, tak, by móc dotknąć jej piersi. Nim jednak zdążył to zrobić, dziewczyna znów poczuła uścisk młodszego Malfoya na swoim ramieniu, a zaraz potem została postawiona na nogi.
– Po tobie mam tę cechę, że nie lubię się dzielić, więc nie obmacuj mojej niewolnicy bez mojej zgody – poinformował zimno ojca, po czym przeciągnął Hermionę na drugą stronę kanapy i posadził na podłodze obok Severusa. Zaraz potem wrócił do biurka, by nalać whisky i poczęstować nią swoich gości.
– Jaki zaborczy! - zaśmiał się Lucjusz, odbierając drinka. – Pamiętaj, że w razie twojej nieobecności to ja ją dostanę pod opiekę! Wtedy pozna smak prawdziwej gościnności Śmierciożerców – rechotał lubieżnie.
– W razie mojej nieobecności dostanie ją ten, którego wyznaczę. Nie wiem, czy chciałbym zbierać z niej to, co bym zastał, gdyby trafiła do ciebie – burknął Draco, jednym łykiem wypijając całą zawartość swojej szklaneczki.
– Nie umiesz się z nią odpowiednio obchodzić, synu. Szlama u mnie nauczyłaby się prawdziwej pokory!
– Daj spokój, Lu. Chłopak i tak nieźle ją ustawił. Nie widzisz, jaka jest grzeczna? Pierwszy raz widzę Granger z zamkniętą buzią – wtrącił się Snape.
– Rzuciłeś na nią w nocy silencio? Nie słyszałem, by się darła w czasie waszych zabaw – zapytał dociekliwie blondyn.
– Rzuciłem zaklęcie na komnaty, bo nowa własność Notta krzyczała tak, że aż uszy bolały.
– Podobno magomedycy mieli problem, by ją połatać, gdy ich wreszcie wezwał – zachichotał Lucjusz, a Hermiona drgnęła nieznacznie, gdy jej serce ścisnął tępy ból. Lavender... Co ten potwór ci zrobił?
– Szlama wygląda w miarę na całą. Byłeś ostrożny, czy sam ją wyleczyłeś? - wypytywał dalej .
– Pozwól, by to, co robię ze swoją niewolnicą w sypialni, pozostało moją prywatną sprawą – odpowiedział Draco, sięgając po butelkę z whisky, by dolać gościom.
– No nie bądź taki! Opowiedz drogiemu ojcu, jak było! Stawiała mocny opór? Krzyczała? Była jeszcze dziewicą? - dociekał Lucjusz, a Hermiona walczyła z silną falą mdłości, które poczuła, gdy słuchała jego słów.
– Była znośna, jak na taką małą, plugawą szlamę – odpowiedział obojętnie Draco.
– Jeśli jesteś tak zdolny jak ja, to wkrótce zrobisz z niej rasową dziwkę – zapewnił Lucjusz, a Hermiona modliła się, by nie zwrócić obiadu, który zjadła, wprost na buty Snape'a.
Severus chyba zauważył, co się z nią dzieje, bo jednym łykiem dopił drinka i ponaglił Malfoya seniora.
– Lu, wiesz, że zaraz mamy spotkanie z ludźmi Fenrira – przypomniał.
– A, tak. Spotkanie. Nudy jak zwykle. Dobrze, że jutro Goyle robi tę swoją imprezę, przynajmniej będzie jakaś rozrywka. Przyprowadzisz swoją zdzirę, synu? - zapytał
– Myślę, że Goyle sam zaprosił Messalinę – odpowiedział Smok.
Lucjusz wybuchnął tubalnym śmiechem, a Severus i Draco spojrzeli na niego zdziwieni.
– Chodziło mi o twoją niewolnicę, a nie o córkę Rosiera, ale masz rację, Messalina to największa zdzira w tej twierdzy. To jak, zabierzesz szlamę? Wszyscy przyprowadzają swoje zabaweczki.
– Zobaczę, czy zasłuży – burknął Draco, odprowadzając swoich gości do drzwi.
– W takim razie do jutra. Baw się dobrze, brudna szmato – Lucjusz uśmiechnął się do niej bezczelnie i pomachał ręką, po czym pierwszy wyszedł z komnat. Snape zatrzymał się w drzwiach i wyjął coś ze swojej kieszeni. Hermiona zdążyła zauważyć, że były to dwie fiolki. Jedna z jasnoniebieskim eliksirem, druga z żółtym. Severus szepnął coś do blondyna, a ten w odpowiedzi tylko skinął głową i zamknął drzwi. Podszedł do swojego biurka i wrzucił fiolki do szuflady, po czym za pomocą zaklęcia sprzątnął whisky i szklanki.
Hermiona nadal siedziała na podłodze przy kanapie, próbując jakoś przetrawić to, co się wydarzyło. Wszystkie słowa i insynuacje Malfoya wciąż rozbrzmiewały w jej uszach.
– Wstawaj, Granger. – Jego zimny głos, oderwał ją od rozmyślań.
Podniosła się powoli, gdyż czuła, jakby jej nogi były z waty. Nie wiedziała, czego od niej chce, ale znów opanował ją lęk. Draco podszedł do niej i szorstko złapał jej podbródek, po czym przyłożył różdżkę pod jej lewe oko. Nie wyszeptał zaklęcia, ale Hermiona poczuła, że wraca jej ostrość widzenia, zaraz po tym różdżka chłopaka zjechała na jej wargę. Nie wiedziała, dlaczego ją leczył, przecież, jeśli jutro mieli ją widzieć inni Śmierciożercy, powinna być raczej poobijana.
– Teraz idź do swojego pokoju. Robak przyniesie ci nową szatę. Kolację możesz zjeść u siebie. Zrozumiałaś? - zapytał cicho.
– Co z Lavender? - Musiała o to zapytać, musiała się dowiedzieć!
– Nie masz prawa zadawać pytań – przypomniał jej zasadę numer dwa, odsuwając się od niej.
– Proszę! Muszę wiedzieć! - wyszeptała ze łzami w oczach.
– Śmierć nie zawsze jest wyjściem z sytuacji. Czasem jednak śmierć jest najlepszym, co może kogoś spotkać – odpowiedział, po czym sięgnął po czarne szaty i po prostu wyszedł ze swoich komnat.

⚡⚡⚡

Nie wiedziała nawet, czy wrócił na noc, nie żeby ją to choć trochę obchodziło. Ona praktycznie nie zmrużyła oka, cicho szlochając w swoją poduszkę. Myślała o swoich przyjaciółkach, o potwornościach, jakie spotkały Lavender, o tym, co prawdopodobnie działo się z Luną oraz o Ginny. Przecież nic o niej nie wiedziała. Później jej myśli powędrowały ku Białemu Feniksowi. Jak jej mama zareagowała na wieść o porwaniu? Czy poradzi sobie z tym? Nie mogła się poddać, ale już śmierć ojca była tak silnym ciosem... Czy Ron i Harry już wiedzą? Czy Mr. Shadow powiedział im, w czyje ręce trafiła?
Rozmyślała też o Malfoyu i jego zachowaniu względem niej. Był opryskliwy, ale nie mniej i nie bardziej, niż kiedy byli jeszcze w szkole. Nie uderzył jej, jedynie poszarpał i zważywszy na to, co się stało, zrobił to tylko dlatego, że takiego zachowania po nim oczekiwano. Nie był pokręconym sadystą. Usiłowała sobie przypomnieć, czy słyszała jakieś plotki o jego morderczych dokonaniach, tak jak wielokrotnie słyszała o Notcie, Goyle'u czy Zabinim, ale nic nie potrafiła sobie przypomnieć. Jednak jeśli Malfoy był sekretarzem Czarnego Pana, znaczyło to, że ma dostęp do wszystkich planów... Czy on mógł być Mr. Shadow? I choć ta opcja wydała jej się całkiem realna, musiała przyznać, że to by było wręcz absurdalne. Malfoy był czystokrwistym arystokratą, który od zawsze nienawidził mugoli i szlam. Dlaczego więc miałby pomagać Zakonowi? Przecież nimi gardził, a zawsze wręcz czcił swojego pana i jego ideologię. Nie, on nie mógł być szpiegiem. Zbyt mocno wierzył w potęgę Voldemorta, by móc zdradzić. Nie wiedziała jednak, czemu zachowuje się względem niej tak, a nie inaczej. To pytanie tak bardzo ją nurtowało, że wciąż nim dręczona, nie potrafiła zasnąć chociaż na chwilę.

⚡⚡⚡

Gdy Robak przyszedł, by obudzić ją na śniadanie, zastał ją siedzącą na parapecie okna, wpatrzoną w szalejącą nawałnicę. Czy na tej odludnej wyspie pogoda kiedykolwiek się poprawiała? Czy zawsze było tu tak ponuro i strasznie? Jesień w Białym Feniksie była złocista i pogodna, a tutaj wszystko zdawało się być takie mroczne i niebezpieczne.
– Panicz czeka w salonie – poinformował ją skrzat.
Hermiona westchnęła cicho, zastanawiając się, czy powinna do niego dołączyć. Nie miała ochoty ani na jedzenie, ani tym bardziej na oglądanie Malfoya. Jednak jeśli chciała się dowiedzieć, co się dzieje, a tym bardziej zrozumieć, czemu on zachowuje się w ten sposób, musiała przebywać w jego towarzystwie.
Dziś szata dostarczona przez skrzata była ciemnozielona i miała krótkie rękawy, które odkrywały jej sińce na ramionach. Uścisk Malfoya, choć nie był specjalnie krzywdzący, pozostawił na jej skórze ślady.
– Dzień dobry – burknęła, wchodząc do salonu, w którym zastała arystokratę siedzącego przy małym stoliku nakrytym do śniadania.
Malfoy, słysząc jej powitanie, uniósł lekko głowę znad gazety, którą czytał, ale nic nie odpowiedział. Hermiona niepewnie zajęła miejsce na przeciwko niego i spojrzała wyczekująco.
– Zjedz coś – burknął Draco, nadal nie przerywając lektury.
– Nie jestem głodna.
– To nie była uprzejma prośba, Granger! - warknął przez zaciśnięte zęby, przeszywając ją zimnym wzrokiem.
Hermiona miała ochotę zrobić mu na złość i dalej nic nie zjeść, wiedziała jednak, że to byłoby bardzo dziecinne z jej strony... Sięgnęła po półmisek z jajecznicą i nałożyła odrobinę na swój talerz. Kątem oka zauważyła, że blondyn nagle przestał czytać, przyglądając się jej odkrytym ramionom. Nie skomentował jednak tego w żaden sposób, tylko sięgnął po filiżankę ze swoją kawą, a później kontynuował czytanie.
– Znasz oklumencję? - zapytał nagle.
Hermiona szybko przełknęła ostatni kęs swojego śniadania i posłusznie skinęła głową. Dumbledore zawsze powtarzał im, że ta umiejętność może się przydać, dlatego się jej nauczyła.
– Sprawdzimy – mruknął Malfoy, sięgając po swoją różdżkę.
– Nie trzeba, nie kłamię - wyszeptała przerażona, że chce spojrzeć w jej myśli.
– Nie panikuj, Granger, nie obchodzą mnie przemyślenia na temat twojego brudnego kochasia albo jego przygłupiego kumpla z blizną. Sprawdzę tylko, czy umiesz się dostatecznie bronić - Ledwie skończył to mówić, Hermiona wyczuła, jak ktoś próbuje wedrzeć się do jej umysłu. Szybko skoncentrowała się na tym, by temu zapobiec. Nacisk Dracona na jej bariery nie był wystarczająco silny, by móc im zagrozić, ale mimo to dziewczyna bardzo się denerwowała. Myśli były dla niej czymś bardzo intymnym, nie chciała, by ktokolwiek miał do nich dostęp, a już na pewno nie ktoś taki jak on.
– Tyle wystarczy – stwierdził nagle Malfoy, wstając z krzesła i sięgając po czarne szaty.
Hermiona odetchnęła głęboko, czując prawdziwą ulgę.
– O siódmej masz być gotowa, Robak wszystko ci wyjaśni – poinformował ją zimno, po czym po prostu wyszedł z komnat.
Dziewczyna jeszcze chwilę siedziała, próbując uspokoić oddech. To była dość przerażająca chwila i cieszyła się, że była już za nią.

⚡⚡⚡

Po obiedzie, który zjadła samotnie w salonie pojawił się skrzat, który poinformował ją, że w jej pokoju czeka sukienka, a w łazience są kosmetyki, których ma użyć. Robak powiedział również, że ma ona pamiętać o tym, że panicz Malfoy oczekuje, że będzie gotowa na siódmą. Hermiona przypomniała sobie, jak Lucjusz wspominał wczoraj o jakiejś imprezie Goyla, na której będą inne niewolnice. Czy dane jej będzie zobaczyć Lunę, Ginny i Lav? Tak bardzo tego chciała...
W łazience, poza całym zestawem dobrych kosmetyków, znalazła również pudełeczko maści na siniaki. Użyła jej obficie na swoich ramionach, po czym skupiła się na zrobieniu makijażu, który zamaskowałby ślady po nieprzespanej nocy. Sama nie wiedziała dlaczego to robi. Czy jako niewolnica Śmierciożercy miała prawo dobrze wyglądać? Skoro jednak dostała te kosmetyki, to chyba o to chodziło Malfoyowi.
Sukienka, choć niewątpliwe ładna, była... okropnie skąpa. Gryfonka, zakładając ją. czuła się jak tania ulicznica. Choć kreacja była ciemnozielona, to nie powstydziłaby się jej najbardziej rozwiązła pannica. Była tak krótka, że Hermiona ze wstydem myślała o tym, że prawie widać jej bieliznę, a dekolt był tak głęboki, że dziewczyna czuła się jakby była prawie nago. Hermiona zostawiła rozpuszczone włosy, które choć w niewielkim stopniu ją zakrywały i założyła wysokie szpilki, które Robak dostarczył jej razem z suknią. Nie wiedziała, dlaczego Malfoy chciał, by była akurat tak ubrana. Był to jednak dla niej bardzo upokarzający strój.

⚡⚡⚡

Zegar właśnie wybijał siódmą, gdy weszła do salonu. Draco już na nią czekał. Ubrany w eleganckie czarne szaty, ze srebrnym haftem wyglądał naprawdę imponująco. Pan i władca świata.
Obrzucił ją uważnym wzrokiem, bez skrępowania oceniając jej wygląd. Dziewczyna zawstydziła się intensywnością jego spojrzenia, zwłaszcza, gdy na dłużej zatrzymał się na jej wyeksponowanym biuście i długich, opalonych nogach.
– Na kanapę,Granger – burknął, podchodząc do swojego biurka.
– Słucham? - zapytała zaskoczona, nie za bardzo wiedząc, o co mu chodzi.
– Siadaj na kanapie – rozkazał.
Hermiona bez protestów usiadła na kanapie, nerwowym ruchem podciągając sukienkę, która odsłoniła spory fragment jej uda. Wzdrygnęła się lekko, gdy Malfoy usiadł bardzo blisko niej i odgarnął jej włosy z lewego ramienia. Przygryzła wargę i wbiła wzrok w ogień, gdy poczuła jak chłodne palce arystokraty dotykają jej ręki.
– Nie ruszaj się – nakazał, po czym przejechał czymś chłodnym po jej skórze.
Hermiona zdziwiona odwróciła głowę, by zobaczyć, co takiego jej robił, a blondyn mocniej zacisnął palce na jej ramieniu i cicho syknął:
– Mówiłem, że masz się nie ruszać!
Nie odwróciła jednak głowy, z lękiem, ale i pewnym zainteresowaniem patrząc, jak Draco przykłada różdżkę do jej ręki i szepcze jakieś zaklęcie. Niczego nie poczuła, ale do jej nozdrzy doleciał okropny zapach, coś jak palona skóra. Łzy napłynęły jej do oczu, gdy zobaczyła czerwone pręgi na swojej skórze. On dosłownie ją przypalał! Odwróciła głowę, ignorując jego niezadowolenie. Nie mogła patrzeć, na czerwone oparzenie szpecące teraz jej ramie. Blondyn najwidoczniej już skończył i odsunął swoją różdżkę, następnie sięgnął po fiolkę, którą przyniósł z biurka. Hermiona rozpoznała w niej ten żółty eliksir, który wczoraj dał mu Snape. Ponownie poczuła jak coś chłodnego przejechało po jej skórze ramienia. Odważyła się spojrzeć i z wrażenia nieomal opadła jej szczęka. To wyglądało jak tatuaż. Sporej wielkości herb... Herb rodowy Malfoyów.
Teraz to zrozumiała. Draco ją naznaczył, jako swoją niewolnicę, swoją własność. To znamię miało wszystkim pokazywać, do kogo ona należy, kto jest jej panem.
– Nie rycz idiotko, bo rozmażesz makijaż, a nie mamy już czasu – mruknął, podnosząc się z kanapy i kierując się do drzwi. Miona niezbyt pewna co zrobić, również wstała.
– Potrzebujesz specjalnego zaproszenia? - warknął, otwierając drzwi i czekając, aż pierwsza przez nie wyjdzie.
Dziewczyna niepewnie wyminęła go i wyszła z komnat, zupełnie nie wiedząc, co ją może spotkać dzisiejszego wieczoru.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz