środa, 4 listopada 2015

Gdy jesteśmy sami... - Rozdział 25 - „Gdy dopada cię uczucie stare jak świat...”

        Niestety bardzo się rozczarowała, bo w pokoju nikogo nie było. Czyżby Draco poszedł bez niej? To chyba niemożliwe... Ale w takim razie, gdzie on jest? Westchnęła zrezygnowana i oparła się o jego biurko. Bal zaraz się zaczynał, a ona siedziała sama, w zamkniętych komnatach, jak jakiś Kopciuszek! Zaczynało ją to nieco martwić.
Po kilku chwilach jednak usłyszała kroki, a w drzwiach wejściowych stanął Draco.
– Musiałem iść... - zaczął mówić od progu, ale wtedy jego wzrok wreszcie zatrzymał się na niej i reszta słów utknęła mu gdzieś w gardle.

⚡⚡⚡

Gapił się nie mogąc wykrztusić słowa. Powiedzieć, że nigdy nie widział piękniejszej kobiety niż ona – to było spore niedopowiedzenie. Nigdy nie widział żadnej nawet w połowie tak pięknej. Była zachwycająca... Zaczynał się bać, że jeśli pokaże się z nią na balu, to zazdrośni Śmierciożercy zabiją go bez skrupułów. Sam zabiłby któregoś, jeśli w zamian mógłby dostać taką ślicznotkę.
– Wszystko w porządku? - Hermiona nerwowo wygładziła przód sukienki.
– Lepiej niż w porządku... - odpowiedział dziwnie ochrypłym głosem i wreszcie zamknął drzwi, a ona tylko uśmiechnęła się w odpowiedzi i zarumieniła uroczo.
Salazarze! Niech ona się tak nie rumieni, bo on zaraz zrobi coś głupiego i kompromitującego!
Nerwowo poprawił kołnierzyk koszuli, który wydawał mu się dziwnie za ciasny w tej chwili.
– Gdzie byłeś? - zapytała go, chcąc jakoś nawiązać rozmowę.
– U Severusa, zawiązać krawat. Nienawidzę tego wymysłu mugoli, ale teraz taka moda – prychnął pogardliwie.
– Fatalnie zawiązany – stwierdziła, podchodząc do niego.
– Nie wymyślili jeszcze odpowiedniego zaklęcia na to – burknął nieco obrażony, usiłując jakoś poprawić krawat i jednocześnie walczyć z falą podniecenia, jakie go ogarniało, gdy poczuł jej zapach i bliskość.
– Daj, zawiążę od nowa – zaproponowała, sięgając dłońmi do jego szyi.
Draco usiłował nie przyznać się nawet przed samym sobą, że czuje rozczarowanie z powodu tego, że te dłonie nie dotknęły jego karku, palce nie wplotły się we włosy, jej usta nie spotkały jego ust, a aksamitne uda...
– Dość tego! Natychmiast się opanuj Malfoy! Jeszcze chwila i nie tylko kołnierzyk okaże się za ciasny...- skarcił się w duchu, usiłując się nie ruszać i miarowo oddychać, gdy Hermiona na nowo wiązała jego krawat.
– Gotowe! - oznajmiła po chwili, z dumą patrząc na swoje dzieło.
– Jest coś, czego nie wiesz, albo nie umiesz zrobić? - zapytał bez cienia złośliwości, za to z pewną dozą podziwu.
– Wiele takich rzeczy... - wyszeptała cicho i odwróciła wzrok, odsuwając się od niego.
Draco nie wiedział o co jej chodzi, ale postanowił w to nie wnikać.
– Nie umiem przestać o tobie myśleć. To mój największy problem – odpowiedziała w duchu na jego pytanie, czując, jak coś ściska ją w żołądku.
Ze wszystkich najgłupszych rzeczy, jakie mogła zrobić w swoim życiu, zakochanie się w Draconie Malfoyu było na samym szczycie tej listy... Miała nadzieję, że moc Bożonarodzeniowego życzenia się spełni i to co powoli zaczynało się rodzić w jej sercu względem niego – zniknie, tak nagle jak się tam pojawiło.
Gorzko jednak jest próbować oszukiwać samą siebie...

⚡⚡⚡

Sala była wielka i emanowała luksusem. Dekoracje były pełne przepychu i w żadnym akcencie nie kojarzyły się ze Świętami. Dominował kolor ciemnozielony z białymi i srebrnymi dodatkami, ale nie sposób było tu znaleźć choinkę, czy chociaż nawet bombkę.
Rozglądała się nerwowo dookoła, chcąc już spotkać swoje przyjaciółki i wiedzieć, że są całe i zdrowe.
– Niewolnice siedzą osobno, ale dziś nie ma barier, bo wolno im brać udział w tańcach. Jeśli ktoś do ciebie podejdzie, to dotknij mojego znaku, a będę wiedział, że coś jest nie tak – poinstruował Draco, prowadząc ją do dużego stołu w końcu sali, przy którym siedziały już inne niewolnice. Hermiona od razu zauważyła blond włosy Luny.
– Zaczynam się stresować... - wyszeptała, patrząc na pusty tron ustawiony przy wielkim stole. Siedzieli przy nim Śmierciożercy i ich rodziny - żony, siostry, czasem matki, kochanki, albo po prostu towarzyszki na dzisiejszy bal. Wszystkie wyglądały bardzo elegancko. Jednak niewolnice również prezentowały się dziś o wiele lepiej. Hermiona nie spostrzegła żadnych siniaków, czy zadrapań. W większości ubrane były w wieczorowe suknie, a niektóre nawet miały przepiękne fryzury...
– Wszystko będzie dobrze, poradzisz sobie – Draco na chwilę odwrócił ją twarzą do siebie i spojrzał jej w oczy.
Chciał dodać jej otuchy i choć trochę wesprzeć ją w tym trudnym zadaniu. Jemu samemu wszystko skręcało się ze strachu, co będzie jeśli Voldemort odkryje ich szwindel... Całe Mr. Shadow było co prawda przygotowane na plan awaryjny, ale tak wiele rzeczy mogło pójść źle...
Patrzyli sobie w oczy, obydwoje cicho marząc o tym, żeby ta chwila trwała, jak najdłużej.
– No to... do zobaczenia.- Hermiona pierwsza odwróciła wzrok.
Jeszcze chwila i zaczęłaby go błagać, żeby ją pocałował. Tak bardzo nie chciała myśleć o tym, co będzie jeśli go zawiedzie.
– Będę miał cię na oku. Do zobaczenia – Draco puścił ją i skierował się w stronę swojego stołu, a ona poszła usiąść obok Luny i Tary.

⚡⚡⚡

– W Święta, nawet te bestie zaczynają mówić ludzkim głosem – prychnęła Tara z nienawiścią patrząc na stół Śmierciożerców.
– Lepiej raz w roku, niż wcale – odpowiedziała Luna z lekkim uśmiechem.
– Wszystko u Was w porządku? - Hermiona mimowolnie przypomniała sobie, że widziała gwałt Tary...
– Jest dobrze Herm, a u ciebie? - zapytała Luna, znów się uśmiechając.
Hermiona pomyślała sobie, że jej przyjaciółka przypomina wreszcie siebie. Tę Lunę z Białego Feniksa - zawsze wesołą, lekko zakręconą, mającą wiele pozytywnej energii. Ucieszyło ją to, że choć przez chwilę może ją znów taką zobaczyć.
– Nie powinnaś tu siedzieć – wtrąciła się Tara.
Hermiona popatrzyła na nią zdziwiona.
– Śmierciożercy siedzą według hierarchii – Tara wskazała jej na stół. – My, niewolnice też tak siedzimy. Jesteś własnością najwyżej postawionego Śmierciożercy, powinnaś siedzieć na głównym miejscu.
– Nie mam zamiaru się przesiadać, tu mi bardzo dobrze – burknęła, patrząc raz jeszcze na stół sług Voldemorta.
Draco siedział blisko jego szczytu, tuż obok Snape'a. Jego towarzyszką najwyraźniej była Messalina, bo siedziała po drugiej stronie i uwodzicielsko strzelała do niego oczkami.
– Podobno wkrótce mają ogłosić swoje zaręczyny – szczupła blondynka siedząca nieopodal Hermiony patrzyła w tę samą stronę.
– Kto? - zapytała głupio, choć znała już odpowiedź.
– No młodszy Malfoy i ta cała Rosier – odpowiedziała dziewczyna.
Hermiona poczuła jak dziwne zimno powoli oplata jej wnętrzności. Co to u diabła ma być? Dlaczego ma ochotę coś rozwalić, a zaraz potem się rozpłakać?
– To było do przewidzenia. Malfoy to pupilek, więc Czarny Pan na pewno będzie nalegał, by szybko pojawił się jego potomek, którego będzie można wyhodować na następnego sługusa – stwierdziła jadowicie Tara.
– Już widzę jak Rosier będzie się wymądrzać, jak zostanie panią Malfoy. Już teraz okropnie zadziera nosa. Ciekawe czy pozwoli mu cię zatrzymać? - do rozmowy włączyła się niewolnica siedząca na przeciwko nich.
– Na pewno nie, to przecież taka zazdrosna suka. Myślicie, że on da jej pierścionek po swojej matce? Podobno jest warty fortunę.
– Słyszałam jak Lucjusz Malfoy i stary Rosier umawiali się, że ślub powinien się odbyć przyszłej wiosny, więc pewnie najpóźniej w sylwestra ogłoszą te zaręczyny...
Hermiona słuchała tego wszystkiego, nie mogą uwierzyć, że to prawda. On za tydzień ma zostać narzeczonym tej wywłoki? Ma się z nią ożenić i płodzić małych Śmierciożerców na chwałę Voldemorta? To straszne!
Poczuła, że naprawdę chce jej się nad tym wszystkim zapłakać. Najbardziej bolało ją jednak, że nic jej o tym nie powiedział. Chyba się przeliczyła sądząc, że nawiązało się pomiędzy nimi coś na kształt przyjaźni, skoro on przemilczał, że wkrótce będzie mężem innej...
Mężem innej... Dlaczego tak bardzo boli ją serce, gdy tylko o tym pomyśli? Przełknęła gorzkie łzy i zmusiła się do słuchania o czym mówią niewolnice, które po Draconie zaczęły po kolei obgadywać wszystkich innych Śmierciożerców ze Wewnętrznego Kręgu.
Poczuła uścisk na swoim ramieniu, odwróciła się i spostrzegła jakaś niepozorną, bladą dziewczynę o mysich włosach.
– Helga prosi byś usiadła na przynależnym ci miejscu – poinformowała ją.
– Powiedź Heldze, że...
– ...że ona zaraz przyjdzie – wtrąciła się Tara, a druga niewolnica skinęła szybko głową i odeszła w stronę szczytu stołu, gdzie zasiadła niewolnica Macnaira i cała jej świta.
– Nigdzie nie idę! - oburzyła się Hermiona.
– Nie unoś się, tylko posłuchaj. Heldze się nie odmawia. Ona jest... znaczy była, pierwsza w naszej hierarchii. Wiele może zrobić, by ci zaszkodzić. Wystarczy tylko, że puści jakąś brudną plotkę na twój temat, która dotrze do twojego pana, a spotka cię okrutny los...
Hermiona już chciała jej powiedzieć, że szczerze wątpi, ale w ostatniej chwili ugryzła się w język. Miała dość problemów, by jeszcze przejmować się jakimiś plotkami jakie o niej rozpuszczą, ale jednak lepiej usiąść obok tej apodyktycznej baby i mieć spokój.
– Pogadamy później – rzuciła tylko w stronę Luny.

⚡⚡⚡

– Siadaj, Granger – odezwała się Helga, w ramach powitania.
– Chcesz czegoś? - Hermiona nie czuła się w obowiązku, by być uprzejmą.
– Pogadać sobie, poplotkować, jak to kobiety – zaśmiała się tubalnie Helga.
– No to słucham.
– Powiem ci, że...
Jednak Helga musiała przerwać, bo nagle wszyscy Śmierciożercy zerwali się ze swoich miejsc. Niewolnice również wstały.
Do sali wszedł Lord Voldemort we wspaniałych, czarnych, bogato haftowanych srebrem szatach, które sprawiały, że wyglądał jeszcze bardziej przerażająco. U jego boku kroczyła Ginny. W niesamowitej sukni w kolorze beżu wyglądała jak prawdziwa księżniczka. Jej rude włosy były misternie upięte i poprzetykane, zdaje się, prawdziwymi brylantami, a na jej szyi pyszniła się przepięknej urody diamentowa kolia. Jednak nawet z tej odległości Hermiona zauważyła, że z jej przyjaciółką jest coś nie tak. Ginny miała ciemne oczy – już nie zielone, tylko głęboko czarne, jak oczy bestii. Na dodatek jej skóra była nienaturalnie blada, a ruchy dziwnie sztuczne, jakby gdzieś straciła całą swoją grację. Co się u licha z nią działo?
– Taaa, już niewiele dobra w niej zostało – szepnęła Helga, a Hermiona poczuła, jak wstrząsa nią dreszcz.
Z ciężkim sercem patrzyła, jak jakiś służący pomaga zasiąść Ginny na złotym tronie, tuż po prawicy Voldemorta. To wszystko było niesamowicie niepokojące!
Wszyscy z powrotem zajęli swoje miejsca, a na stołach niemal od razu pojawiła się kolacja. Hermiona smutno patrzyła na to, jak większość niewolnic rzuca się na mięso, jakby widziały je pierwszy raz w życiu. Było jej ciężko ze świadomością, że pewnie wiele z nich jada je tylko w ten wyjątkowy dzień w roku.
– Co się z nią dzieje? - wiedziała, że Helga zorientuje się, że chodzi jej o Ginny.
– Masz błyszczyk? - zapytała z cynicznym uśmieszkiem.
Hermiona westchnęła ciężko i wyciągnęła z za dekoltu szminkę.
– On robi z niej niewolnicę duszy – wyjaśniła Helga krótko, po czym zaczęła sobie nakładać kolację.
– Co z niej robi? Masz na myśli horkruksa?
– Nie wiem co mam na myśli, usłyszałam tylko jak Wal... jak mój pan i Lucjusz Malfoy o tym rozmawiali.
– Świetnie – skwitowała to kwaśno Hermiona, myślami już błądząc, przy biblioteczce Dracona, tak, by móc poszukać czegoś na ten temat.

⚡⚡⚡

Po skończonej kolacji Czarny Pan wygłosił długą i nudną przemowę o jego planach zapanowania nad światem. Hermiona usiłowała słuchać go uważnie, ale jej uwagę rozpraszała Messalina i to, że jej głowa ciągle leżała na ramieniu Dracona. Nie wiedzieć czemu miała wielką ochotę podejść do niej i wyszarpać ją za te ognistorude loki. Po przemowie na niewielkim podwyższeniu w rogu sali, znalazła się orkiestra, która zaczęła grać jakiegoś walca. Hermiona z nutką zgrozy patrzyła, jak Voldemort zaprasza Ginny do tańca. Nigdy nie sądziła, że ktoś tak okropny może lubić coś tak pięknego jak taniec, ale najwyraźniej Czarny Pan zaliczył kilka imprez, bo tańczył całkiem dobrze.
– Patrzcie, jeszcze nic nie wypił, a będzie tańczył z niewolnicą! - szepnęła któraś z dziewczyn, Hermiona odwróciła się i zamarła w lekkim szoku, patrząc jak Goyle prowadzi Lunę na parkiet.
– Zwykle potrzebują kilku głębszych, a ich żony czy dziewczyny dawno są już w komnatach, nim, któryś zabiera niewolnice na parkiet – wyjaśniła jej Helga.
– Rozumiem – odpowiedziała Hermiona, która lekko się spięła widząc, że Orion zbliża się do ich stolika.
– Witam śliczne panie! - Orion błysnął zębami w szerokim uśmiechu, a wszystkie niewolnice poza Hermioną zachichotały lub zalotnie do niego zamrugały.
Daniel zbliżył się do Miony i wyciągnął do niej szarmancko dłoń.
– Uczynisz mi ten zaszczyt i zatańczysz ze mną? - zapytał uśmiechając się jak model z okładki PlayWizzard.
– Nie ja... nie mogę – Hermiona nie miała najmniejszej ochoty, by z nim tańczyć.
– Nie martw się, Draco nie ma nic przeciwko. Sam jest bardzo zajęty Messaliną, więc na pewno nie będzie miał czasu z tobą tańczyć, a szkoda byś traciła cały bal, siedząc za stołem. Jesteś najpiękniejszą kobietą na tej sali – kokietował.
Hermiona rozejrzała się dookoła, by sprawdzić czy Draco faktycznie zajmował się tym, co mówił Orion i... okazało się, że miał rację. Blondyn i Messalina byli na parkiecie, a ona oplatała go swoimi rękami, jakby to były Diabelskie Sidła.
Tym razem nie musiała się oszukiwać. Nie było sensu. To było zbyt silne uczucie. Najczystszej postaci zazdrość. Prychnęła kpiąco pod nosem i bez większego zastanowienia podała dłoń Orionowi, tak by mógł ją zaprowadzić na parkiet.

⚡⚡⚡

Jego ramiona oplotły ją tak mocno, że miała wrażenie, że za chwilę straci oddech. Daniel za to wciąż uśmiechał się szeroko, jakby ktoś mu właśnie oświadczył, że wygrał miliard w magiclotka.
– Jesteś cudowna, Mionko... - pochylił się nad nią i wyszeptał jej to prosto do ucha.
Hermiona skrzywiła się lekko pod nosem, zła na siebie, za zbyt pochopną decyzję. Teraz nie daj Merlinie Orion może sobie pomyśleć, że ma u niej jakieś szanse... Jakby mógł mieć, skoro, gdy trzymał ją w ramionach, miała ochotę jedynie na ucieczkę? A wystarczyło tylko, by jego kuzyn na nią popatrzyły, a robiło jej się gorąco...
Nagle jednak poczuła przeraźliwe zimno. Od czubków stóp do końcówek włosów dosłownie zmroził ją strach i mogła się też założyć, że strasznie zbladła. Powodem tego był Voldemort, który pojawił się, niczym zjawa, tuż za plecami Oriona.
– Danielu... - jego głos nawet umarłego przyprawiłby o dreszcz.
Orion odwrócił się w jego stronę i szybko, nisko pokłonił głowę.
– Mój panie...
– Widzę, że przypadło Ci dziś doborowe towarzystwo. Draco oddał ci ją pod opiekę? - zapytał Voldemort, uważnie przyglądając się Hermionie, która wbiła wzrok w czubki swoich butów, nie chcąc go sprowokować, by zajrzał do jej umysłu bez ostrzeżenia.
Musiała się przygotować, lecz to nie było łatwe. Była przerażona!
– Tak, panie – odpowiedział pokornie Daniel.
– Jak się bawisz, niewolnico? - teraz musiała na niego spojrzeć, skoro się do niej zwrócił.
– Dobrze... - szepnęła, bo nie wiedziała co innego mogłaby powiedzieć.
– To podobnie jak ja – spojrzał jej głęboko w oczy i wiedziała co za chwilę się stanie.
Jednak nie poczuła jego obecności w swoim umyśle.
– Marvolo... obiecałeś jej dać spokój – zimny ton Ginny zwrócił jej uwagę.
Z bliska oczy jej przyjaciółki wyglądały jeszcze bardziej przerażająco, a twarz zdawała się jeszcze bledsza.
– Och! Wybacz, Ginevro! To nie miało być nic strasznego, tylko mała wycieczka po wspomnieniach... - wąskie usta Voldemorta rozciągnęły się w fałszywym uśmiechu.
– Dałeś słowo – powiedziała twardo Ruda.
– Dobrze już, chodźmy do reszty gości. Dobrej zabawy Orionie, tobie również niewolnico – Voldemort odwrócił się i odszedł, a Ginny tuż za nim, nawet przez chwilę nie patrząc na Hermionę.
– Chodź na zewnątrz, ochłoniesz – zaproponował Daniel, łapiąc Hermionę za rękę i wyprowadzając ją na taras przyległy do sali, na którym było chłodniej, ale nie całkiem zimno, dzięki płonącym pochodniom.

⚡⚡⚡

– Wszystko w porządku? - zapytał ją Orion.
Hermiona w odpowiedzi skinęła tylko głową, ale doskonale wiedziała, że naprawdę jest daleko od w porządku. Czuła się jakby ktoś boleśnie kopnął ją w brzuch. Ginny - jej najlepsza przyjaciółka - powoli zmieniała się w jakiegoś potwora... I nazywała Voldemorta jego drugim imieniem, jakby byli starymi przyjaciółmi. To było straszne.
– Nie martw się, jest dobrze! Nawet nie zajrzał to twoich wspomnień. Byłoby źle, gdyby odkrył ten przekręt z eliksirem rozdziewiczającym – Orion nie wiedzieć czemu parsknął śmiechem.
Hermiona spojrzała na niego spod byka i odwróciła się, krzyżując ręce na piersi, by dać mu do zrozumienia, że nie ma ochoty z nim rozmawiać.
– Zimno ci? - błędnie odczytał jej intencje i od razu podszedł, by ją objąć.
Jego ramiona oplotły ją nim zdążyła choćby wydać jęk protestu.
– Daniel – głos o temperaturze zera absolutnego rozległ się tuż za plecami Oriona.
– O Smoku! Tu jesteś! Wiesz co? Czarny Pan nawet jej nie sprawdził... - Daniel uśmiechał się szeroko i nadal obejmował Hermionę, która jakoś nagle postanowiła mu się nie wyrywać.
Widziała, jak Draco mocno zaciska ze złości szczęki i miała ochotę się roześmiać.
– Co dupku, miło? Ja musiałam cały wieczór patrzeć jak obściskujesz się z tą ryżą flądrą! - pomyślała i z premedytacją oparła się plecami o tors Oriona.
– Wiem. Snape to widział. Chodź, Granger, jestem już zmęczony, wracamy do komnat.
– Nie zabieraj jej jeszcze! Bal dopiero się rozkręca! - poprosił Orion.
– W przeciwieństwie do ciebie, ja ten cały rok przepracowałem, mam ledwie kilka dni wolnego, chce odpocząć! - warczał Draco.
– Ale Hermiona przecież może się bawi. Obiecuję, że ją odprowadzę! - zaproponował Orion.
– Tak jak ostatnim razem? - zakpił Smok.
– Dziękuje ci Danielu, ale lepiej już wrócę do komnat... ja ... też jestem już zmęczona – skłamała, by przerwać tę walkę kogutów i wreszcie wyplątała się z uścisku mężczyzny.
Nie chciała, by Draco pokłócił się z kuzynem. Wiedziała, że przecież są dla siebie prawdziwymi przyjaciółmi.
– To co powiesz jutro na konną wycieczkę Hermiono? Draco na pewno się zgodzi, prawda? - Orion mrugnął porozumiewawczo do kuzyna, nie mając świadomości, że blondyn od kilku minut ściska w kieszeni swoją różdżkę i ledwo już panuje nad sobą.
– Jej zapytaj. Jeśli ma ochotę, może z tobą jechać – blondyn spojrzał Hermionie wyzywająco w oczy.
– To super! Jedziemy! - ucieszył się Daniel.
– Ja... ja boję się koni – odpowiedziała, by jakoś się wymigać.
– Ze mną nic ci nie będzie groziło, obiecuję – Orion uśmiechnął się zachęcająco.
– Ja naprawdę dziękuje, ale nie...
– Oj Miona! Nie daj się prosić... - Daniel chciał sięgnąć po jej dłoń, by dalej czarować ją uśmiechem, gdy nagle poczuła znajomy uścisk na swoim ramieniu, a Draco szorstko przyciągnął ją do siebie.
– Powiedziała przecież, że nie. Wyczuj człowieku, że dała ci kosza – i nie mówiąc nic więcej, Draco praktycznie zaciągnął ją z powrotem na salę, a potem zaraz w stronę drzwi wyjściowych.
Gdyby to było fizycznie możliwe, Hermiona była pewna, że dookoła niego właśnie strzelałyby pioruny. Czuła to wyraźnie, zwłaszcza gdy znaleźli się sam na sam, na pustym korytarzu.
– To boli! - Hermiona spróbowała poluźnić uścisk jego dłoni na swoim ramieniu.
– Bo ma boleć! - syknął przez zaciśnięte zęby, przyśpieszając kroku.
– Nie wyżywaj się na mnie, za nieporozumienie z kuzynem! - skarciła go.
– Będę się wyżywał na kim zechcę i zamknij się wreszcie, pogadamy sobie w komnatach!
– O tak! Pogadamy sobie żonkosiu – pomyślała mściwie, naprawdę mając ochotę rzucić się na niego z pazurami.

⚡⚡⚡

W ekspresowym tempie dotarli do komnat i ledwo weszli do pokoju, Draco puścił ją, zerwał z szyi krawat, którym cisnął o biurko i podszedł do szafki po whisky. Hermiona stanęła przy regale z książkami i buntowniczo zaplotła ręce na piersi. A co! Niech wie, że się go nie boi.
– Kto ci pozwolił tańczyć i gdzieś wychodzić z Orionem? - warknął, świdrując ją wzrokiem.
– Wybacz, że nie poprosiłam cię o zgodę, ale trudno było cię oderwać od narzeczonej! - wiedziała, że brzmi jak zazdrosna zołza, ale miała to w nosie.
– Co? O czym ty mówisz?
– Dobrze wiesz o czym! Zresztą Orion powiedział, że nie masz nic przeciwko bym z nim tańczyła!
– Jeszcze kilka dni temu prosiłaś mnie bym mu cię nie oddawał, a teraz sama do niego lecisz?! - Draco czuł, że powinien się trochę opanować, jednak emocje brały górę. Wiedział, że za bardzo się zaangażował, ale znał się też na tyle, by rozumieć, że tego nie da się już cofnąć. Ona jest jego! I dobrze, żeby o tym pamiętała.
– A jakie mam inne wyjście, skoro i tak mnie pewnie mu oddasz, bo żoneczka ci nie pozwoli trzymać niewolnicy, prawda? - wykrzyczała.
Draco odstawił swoją whisky i podszedł do niej w trzech krokach, stając tak blisko, że prawie zetknęli się nosami. Sam nie wiedział czy ma ochotę nią potrząsnąć, czy rzucić się na nią i uciszyć te jej słodkie usta pocałunkiem.
– Mogę wiedzieć, czemu wciąż coś bredzisz o jakiejś mojej żonie? - zapytał, opierając rękę o regał tuż za jej głową.
Hermiona miała ochotę przeklinać pod nosem reakcje własnego ciała. Dlaczego znów było jej gorąco? Dlaczego nie potrafiła oderwać wzroku od jego ust? Dlaczego nie potrafiła poskromić swojej wyobraźni?
– Dobrze wiesz dlaczego. Kiedy miałeś mi zamiar powiedzieć o swoich zaręczynach? - zapytała cicho, ale on doskonale słyszał, gdyż ich usta dzieliły ledwie milimetry.
– Zaręczynach? - Draco nieco oprzytomniał i odsunął głowę, chwilowo rezygnując z zacałowania jej na śmierć.
– Tak! Wszystkie niewolnice o tym mówią. Podobno twój ojciec już ustala datę ślubu – sarknęła.
– Mojego ślubu? Na Salazara, z kim do cholery? - zdenerwował się blondyn.
Hermiona przyjrzała mu się szczerze zdziwiona. Naprawdę nie miał o tym pojęcia, czy tylko przed nią grał?
– Z Messaliną Rosier...
– Co?! To jakaś kpina! W życiu bym się z nią nie ożenił! - Draco parsknął śmiechem.
– Nie udawaj, że nic o tym nie wiesz! - oburzyła się, krzyżując ręce na piersi.
– Czekaj... Ty... jesteś... zazdrosna? - zapytał, znów się nad nią pochylając, a złośliwa satysfakcja zaświeciła się w jego oczach jak lampki na choince.
Hermiona oblała się rumieńcem zażenowania i prychnęła pogardliwie.
– Po prostu chcę wiedzieć, komu mnie oddasz po ślubie.
Draco uśmiechnął się pod nosem, zadowolony, że nie tylko on walczył dziś z tym palącym uczuciem, jakim jest zazdrość...
Złapał delikatnie za jej podbródek i uniósł jej głowę, tak by spojrzała mu w oczy.
– Nikomu cię nie oddam, należysz do mnie... - wyszeptał, pochylając się nad nią.
Hermiona naprawdę marzyła już tylko o tym, by ją pocałował... Jednak nie mogła na to pozwolić. Nie chciała być niczyją zabawką.
– To co, po ślubie zostanę też niewolnicą tej... - jedynie określenie – dziwka, oddałoby to co myślała o Messalinie.
– Przestań powtarzać te bzdury. W życiu się nie dam zaobrączkować – zaśmiał się pod nosem.
– Wszyscy mówią co innego! - upierała się przy swoim.
Draco powoli czuł jak ogarnia go złość. Nie chciał się z nią kłócić, ale jej gryfoński upór powoli działał mu już na nerwy... z drugiej strony jednak... Lubił ją taką.
– Nie obchodzi mnie zdanie wszystkich! - syknął przez zaciśnięte zęby.
– Pewnie, że nie! Ty nie widzisz nikogo i niczego poza czubkiem własnego nosa! - sama nie wiedziała czemu to powiedziała, przecież doskonale wiedziała, że to nie prawda.
W jego oczach zauważyła coś co sprawiło, że serce jej się ścisnęło. Jej słowa go zabolały, wiedziała to... Poczuła się okropnie.
– Skoro tak uważasz, nie będę się spierał – powiedział cicho, odsuwając się od niej.
Odwrócił się plecami i miał zamiar odejść, jednak Hermiona instynktownie złapała go za ramię.
– Czekaj, nie to chciałam powiedzieć – krzyknęła.
Draco znów odwrócił się do niej i spojrzał jej w oczy.
– A co chciałaś powiedzieć? No dalej! Powiedz, co naprawdę o mnie myślisz! - Hermiona odruchowo cofnęła się pod sam regał, widząc tę złość w jego spojrzeniu.
– Daj spokój, ja... - zaczęła.
– No dalej, Granger! Wyrzuć to z siebie – znów stanął tak blisko niej, że czuła jego oddech na policzku.
– Nie chciałam tego powiedzieć!
– To powiedz co naprawdę myślisz! Jestem Śmierciożercą - morderczym skurwielem bez serca, nie mam żadnych skrupułów...
– Och! Zamknij się! - zawołała z desperacją.
– No dalej, powiedz, że jestem tylko nic niewartym...
Hermiona musiała go uciszyć, a jedyny sposób jaki przyszedł jej na myśl to desperacki pocałunek, którym zamknęła mu usta. Wiedziała, że wygląda to tak, jakby dosłownie się na niego rzuciła, ale nie miała zamiaru przestać. Wplotła palce w jego miękkie włosy, całując go tak intensywnie, jakby chciała tym wymazać wszystkie złe uczucia i emocje, jakie krążyły pomiędzy nimi.

⚡⚡⚡
(18+)

Z gardła Dracona wyrwał się zduszony jęk, a zaraz potem jego dłonie powędrowały na jej talię, a on sam zaczął oddawać jej pocałunki z całą mocą. Oparł ją o regał z książkami i całował namiętnie, jednocześnie błądząc swymi rękami po jej plecach i pośladkach. Czuł te potrzebę, ten żar trawiący go od środka, który mogła ugasić tylko ona. Wiedział, że nie powinien - że znów przegrywał ze samym sobą, ale nie mógł postąpić inaczej. Potrzebował jej i tego słodkiego poczucia, że ktoś go chce i akceptuje.
Przyciskał ją mocno do siebie, a jego pożądanie było już nie do zatrzymania. Musiał ją mieć i to teraz, zaraz. Przeniósł swoje usta na jej szyję, a ona jęknęła rozkosznie i sięgnęła dłońmi, by zdjąć jego marynarkę.
Draco nie mógł się powstrzymać i wbił swoje zęby w jej szyję, rozkoszując się tym, że krzyknęła cicho pod wpływem tej brutalnej pieszczoty. Nie miał czasu na długą grę wstępną. Chciał już wreszcie zaznać tego o czym marzył od chwili, gdy wyszedł z łóżka po ich pierwszej wspólnej nocy. Wtedy się z nią kochał. Powoli i subtelnie, tak by jej nie skrzywdzić. Dziś miał ochotę się z nią pieprzyć. Dziko, namiętnie i wielokrotnie. Chciał poczuć, jak pod nim dochodzi. Słyszeć jak krzyczy jego imię. Kąsać ją, ssać jej skórę i samemu przeżywać spełnienie z okrzykiem satysfakcji - zawsze głęboko w niej. Najlepsze było to, że i ona najwyraźniej tego pragnęła. Nie była już delikatną dziewicą, tylko dziką kotką, która chciała poznać prawdziwe i dogłębne znaczenie słowa seks. Marzył o tym, by jej to dać. By nauczyć ją, jak cudowne może być zbliżenie dwójki ludzi, nawet jeśli będzie intensywne i krótkie – dziś tak będzie, bo wiedział, że w takim tempie nie wytrzyma już długo.
Hermiona desperacko rozpinała guziki jego koszuli, chcąc już móc dotknąć jego cudnej klaty swoimi palcami. Wiedziała, że dziś będzie inaczej niż za pierwszym razem, ale miała zamiar dać z siebie wszystko, by go zadowolić.
– Hermiona... - jęknął, gdy przebiegła palcami po jego piersi, a zaraz później jej dłonie zatrzymały się na pasku jego spodni i zaczęły się z nim szarpać.
Draco poczuł, że jeśli jej nie posiądzie w ciągu najbliższej minuty, to najpewniej oszaleje. Sam szybko rozpiął swój pasek i spodnie, po czym zdjął je w ekspresowym tempie. Zachwiał się lekko na nogach, gdy poczuł, jak drobna dłoń Hermiony zaciska się na jego pulsującej erekcji.
– Nie mogę czekać – wydyszał, jednym ruchem rozrywając jej suknię, tak, że odsłoniła jej uda, pomiędzy, które włożył swoją rękę.
Zachwiał się po raz drugi, gdy poczuł jak gorąca i wilgotna jest dla niego.
Przejechał palcami po materiale jej koronkowych fig i wiedział, że jego cel jest już blisko.
Szybko i desperacko zerwał z niej majtki, po czym złapał ją za pośladki i zmusił, by oplotła go udami w pasie. Wiedział, że w ich komnatach było o wiele więcej dogodniejszych miejsc na seks, ale nie miał czasu. Chciał wziąć ją już teraz - opartą o regał z jego książkami, trzymającą dłonie na jego ramionach i pojękującą mu rozkosznie do ucha. Czuł, że ona też już desperacko potrzebuje tego, by on znalazł się w niej. I nie miał zamiaru im tego odmawiać. Wszedł w nią szybkim pchnięciem, ledwo powstrzymując się przed wykrzyknięciem na całe gardło jak mu w tej chwili cudownie.

⚡⚡⚡

Hermiona poczuła ukłucie bólu, ale dużo słabsze niż za pierwszym razem i szybko zginęło ono w ferworze gorąca, podniecenia i rozkoszy jaką dawała jej świadomość, że znów stworzyli jedność. Wiedziała, że to wszystko komplikuje. Wiedziała, że jutro odczuje skutki tej niesamowitej chwili. I wiedziała, że najpewniej znów nawiedzą ją wyrzuty sumienia, ale nie potrafiła tego przerwać. Czuła się tak wspaniale i właściwie, że za nic nie oddałaby tej chwili. Draco po tym jak wszedł w nią szybko i gwałtownie, zatrzymał się na kilka sekund, by dać jej możliwość przyzwyczajenia się do tego uczucia. To opanowanie musiało go wiele kosztować, bo i ona sama miała wielką ochotę na więcej. Sugestywnie ścisnęła go mocniej udami, chcąc dać do zrozumienia, że ma się nie powstrzymywać i zacząć ją posuwać tak, że oboje wkrótce odlecą do słodkiego końca.

⚡⚡⚡

Dźwięk uderzeń ciało o ciało i ich głośne jęki było słychać w całych komnatach, ale mało ich to teraz obchodziło. Oni pędzili razem ku satysfakcji - największej z możliwych. Draco mocno trzymał jej uda, raz po raz wchodząc w nią, tak głęboko, jak tylko mógł w tej pozycji. Była gorąca, wilgotna i niesamowicie ciasna, a on wiedział, że jego orgazm buduje się w zawrotnym tempie. Nie chciał jednak kończyć sam.
– Trzymaj się, skarbie – wydyszał, po czym wciąż mocno ją trzymając zrobił kilka kroków i posadził ją na swoim biurku, szybo zdejmując z niego akwarium z ich żabą.
Stanął pomiędzy jej nogami, a dłońmi sięgną do jej piersi. Za ich widokiem też przecież tęsknił. Rozpiął suknie i pomógł jej się z niej wyplątać, po czym pozbył się jej stanika. Od razu pochylił się i wziął w usta jej sutek, który zassał mocno, niemal obcesowo. Hermiona nie mogła powstrzymać głośnych jęków rozkoszy. Draco widząc w jakim jest stanie, wiedział, że musi to zakończyć, bo inaczej oboje mogą postradać zmysły z pragnienia. Dał jej znak, że ma położyć się na plecach, a sam zarzucił sobie jej niesamowicie długie nogi na swoje ramiona, po czym wszedł w nią tak mocno i głęboko jak nigdy przedtem. Oboje krzyknęli czując to, jak niesamowicie są teraz ze sobą połączeni. Wiedzieli, że jeszcze tylko chwila, a osiągną to czego oczekują. Draco poruszał się w niej szybko z olbrzymią przyjemnością patrząc to na jej podskakujące w rytm jego ruchów piersi, to znów na jej zamglone rozkoszą oczy i lekko otwarte usta. Wiedział, że tego widoku nie zapomni już nigdy. Hermiona zaczęła coraz głośniej pojękiwać, a Draco czuł, że nie wytrzyma już zbyt wiele. Sięgnął dłonią pomiędzy jej uda i zaczął masować palcami jej łechtaczkę, chcąc, by osiągnęła orgazm przed nim. Nie potrwało to długo, gdy poczuł jak jej kobiecość zaciska się na nim i pulsuje w rozkoszy. To wystarczyło, by i on z głośnym jękiem doszedł w jej wnętrzu.

⚡⚡⚡

Wyszedł z niej i oparł się o blat biurka, a Hermiona mimo tego, że echo orgazmu jeszcze drgał w jej wnętrzu podniosła się i objęła go ramionami. Draco wtulił twarz pomiędzy jej piersi i objął ją mocno, nie zważając na to, że obydwoje są nieźle spoceni po tym fantastycznym, spontanicznym seksie.
Wreszcie uniósł głowę i pocałował ją krótko, ale namiętnie, chcąc podziękować jej w ten sposób za to wspaniałe przeżycie – a ona odpowiedziała tym samym, oddając ten słodki pocałunek.
Draco oderwał się od niej i spojrzał jej głęboko w oczy.
– Wiesz, że chyba powinniśmy porozmawiać? - zapytał cicho.
– Wiem – odpowiedziała, choć wewnątrz bardzo bała się tej rozmowy.
– W takim razie chodź – Draco pomógł jej wstać z biurka i chwycił jej dłoń.
On też bał się tej rozmowy, ale wiedział, że nie ma sensu tego odwlekać...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz