wtorek, 3 listopada 2015

Gdy jesteśmy sami... - Rozdział 21 - „Gdy wygra w tobie nienawiść...”

     Obudziło ją wycie wiatru. Uniosła powieki i dostrzegła, że kotary są rozsunięte, a za oknem panuje prawdziwa zamieć śnieżna. Westchnęła cicho i wtuliła twarz w poduszkę. Czuła się jakoś inaczej niż zwykle, ale nie wiedziała dlaczego. Dopiero po chwili przypomniało jej się, co tak właściwie stało się ubiegłej nocy. Ponownie otworzyła oczy i odwróciła się, by spojrzeć na drugą stronę łóżka. Nikogo tam jednak nie było. Draco musiał już wstać. Zdziwiła się, że to ją tak rozczarowało... Przecież dzięki temu unikną krępującej sytuacji. Mimo to, czuła dziwny smutek, że już go przy niej nie było. Tak dobrze spało jej się w jego objęciach. Miała wrażenie, że do teraz czuje na karku jego oddech, a jego ramiona tulą ją do siebie. Delikatnie przejechała opuszkami palców po swojej szyi, przypominając sobie jego wczorajsze pocałunki... To było takie niesamowite uczucie! Nagle, przed jej oczyma, pojawił się zupełnie nieproszony obraz. Ron. Jej ukochany, z którym kiedyś chciała spędzić swoją przyszłość, a teraz... teraz sobie tego nie wyobrażała. Nawet nie miała wyrzutów sumienia z powodu tego co się stało. Czy to oznaczało, że Ron nie znaczył dla niej już tyle, co kiedyś? Chyba tak... Wiedziała, że jeśli będzie jej dane wrócić do Białego Feniksa, stanie przed bardzo trudną decyzją. Potrząsnęła głową, chcąc odpędzić te niechciane myśli i postanowiła, że pora wstawać. Zauważyła, że na fotelu nieopodal łóżka, leży jej szata. Już miała po nią sięgnąć, gdy dostrzegła coś na szafce nocnej. Niewielką buteleczkę z jasnoniebieskim płynem i przyczepioną do niej karteczkę.

"Musiałem dziś wcześniej wyjść. Orion przyjdzie po Ciebie około dwunastej i odprowadzi cię do Severusa. Wrócę dziś późno.

Draco

PS. Koniecznie wypij eliksir"

Poczuła się zawiedziona treścią liścika. Kilka suchych zdań i polecenie, by wypiła eliksir. Jednak po chwili spojrzała jeszcze raz na kartkę i uśmiechnęła się lekko. Podpisał się Draco. Nie - Malfoy, nie twój pan i właściciel, tylko Draco... tak zwyczajnie, a jednak tak wyjątkowo. Sięgnęła po fiolkę z eliksirem i odkręciła ją, by powąchać miksturę. Była niemal pewna, że to ten sam eliksir, który Snape dał Draconowi zaraz po tym, jak została jego niewolnicą. Zastanowiła się, co to może być. Nagle jednak sobie to uświadomiła. Odpowiedź była tak oczywista, że zachciało jej się śmiać. To eliksir antykoncepcyjny. Zapobiegał zachodzeniu w ciążę. Bez chwili wahania, jednym łykiem, wypiła zawartość fiolki. Wojna nie była odpowiednim czasem na rodzenie dzieci.
W dobrym humorze po tej wspaniałej, magicznej nocy, poszła do łazienki wziąć prysznic. Miała nadzieję, że gdy wieczorem wróci do komnat, ona i Draco nie będą czuli się skrępowani swoją obecnością.

⚡⚡⚡

Praca u Snape'a nie była dziś taka zła, choć nieco irytowało ją to, że Orion kilka razy zaglądał do pracowni.. Ciągle też prawił jej coraz to bardziej wyszukane komplementy, a jego błyszczące w uśmiechu zęby zaczynały ją powoli irytować. Mimo, że dla setek... ba! Może i tysięcy kobiet zainteresowanie takiego mężczyzny, jak Daniel było sporym komplementem, a nawet zaszczytem, to ona czuła się tym skrępowana i zniechęcona. Nie wiedziała, jak dać mu do zrozumienia, że nie ma ochoty na jego zaloty.
– Twoje ręce wyglądają pięknie, gdy tak zapamiętale coś siekasz. Musisz być niezłą kucharką – komplementował ją, stojąc w progu laboratorium i przyglądając się jej pracy.
– Rzadko gotuję – burknęła Hermiona, nie mając ochoty na rozmowę.
Jedyne na co miała ochotę, to posiekać ten pewny siebie uśmieszek Daniela. Czy on myślał, że jest pierwszą naiwną, by się nabrać na taki tani flirt?
– Na pewno wszystko, co zrobisz, jest pyszne! Myślisz, że załapię się kiedyś na kolację u ciebie? - dopytywał z słodkim uśmieszkiem.
– Jestem niewolnicą. Wątpię, że ktoś pozwoli mi wejść do kuchni, by coś ugotować...
– Chodziło mi po wojnie. Jak skończy się cały ten cyrk. Wtedy chętnie zjem z tobą kolację, którą ugotujesz! - Orion mrugnął do niej zalotnie, a Hermiona zmusiła się do nikłego uśmiechu.

⚡⚡⚡

Naprawdę nie wiedziała, o co mu chodzi, ale coraz mniej jej się to podobało.
– Lestrange, mówiłem ci, byś nie podrywał jej w pracy – warknął Snape, wchodząc do laboratorium.
– Wybacz, ale nie mogę się powstrzymać. Jest taka śliczna... - Daniel spojrzał na Hermionę z ckliwą czułością, a dziewczyna lekko się zarumieniła pod wpływem jego wzroku.
Naprawdę nie miała ochoty, by tak na nią patrzył. Dużo lepiej by się czuła gdyby nie to wrażenie, że Lestrange traktuje ją jak laskę do poderwania. Miała wrażenie, że chce sam sobie udowodnić, że może zdobyć jej zainteresowanie wbrew woli jej pana. Pewnie Draco i Orion rywalizowali razem w dzieciństwie, ale jeśli Daniel sądził, że pozwoli by i ona stała się obiektem ich przepychanek, to niech zapomni...
– Możesz ją już zabrać. Skończyła na dziś. Draco chyba nieco się spóźni, bo wysłał sowę, że Cerber jeszcze nie zaszczekał – burknął Snape.
Orion roześmiał się szczerze, słysząc te słowa i najpewniej rozśmieszyła go też bardzo głupia mina Hermiony, która nic z tego nie zrozumiała.
– Dobra. Chodźmy, Hermi, nim stary Sev wkręci się w tę konspiracyjną gadkę szyfrem. Co za elokwencja! Gratulacje profesorku! - Orion wciąż chichotał, gdy razem z nią opuszczali komnaty mistrza eliksirów.

⚡⚡⚡

Korytarze były ciche, puste i ponure, czyli takie, jak zwykle. Uścisk Oriona na jej ramieniu nie był zbyt silny, ale i tak czuła się źle z tym, że on w ogóle jej dotyka. Wolałaby już znaleźć się w komnatach. Miała nadzieję, że dziś mężczyzna nie zaproponuje jej swojego towarzystwa przy kolacji.
– Mionka, poczekaj chwilę. Chcę o coś zapytać – Daniel zatrzymał się i odwrócił ją twarzą do siebie.
Hermiona wzdrygnęła się lekko skrępowana jego bliskością i tymi iskrami w jego oczach.
– Wiem, że masz problem... Draco powiedział mi o nim. Powiedział mi też dziś, że zdecydowałaś się jednak na eliksir od Severusa, ale nie chcę, byś tego żałowała... Chętnie ci pomogę. Draco na pewno się zgodzi. Obiecuję, że nie pożałujesz, skarbie – mówił z namiętnością, pochylając się nad nią.
Odruchowo zrobiła krok w tył, usiłując mu się wyrwać. Ta propozycja, nie wiedzieć czemu, wydała jej się obrzydliwa. Z drugiej strony zdziwiło ją, że Draco skłamał, iż wybrała eliksir. Poczuła gorzkie łzy napływające do oczu. Czyżby tego żałował? Czyżby się tego wstydził?
Daniel popatrzył na nią wyczekująco, jakby liczył na to, że zaraz się zgodzi. Nie dane im jednak było dokończyć tej rozmowy, gdyż za rogu wyszło wprost na nich dwóch mężczyzn, których widok zmroził Hermionie krew w żyłach. Amycus Carrow i Theodor Nott. Dwóch największych, sadystycznych świrów, jakich widział świat...
– Proszę, proszę... A co to Lestrange, Malfoy pożyczył ci swoją zabaweczkę? - zapytał Carrow z perwersyjnym uśmieszkiem.
– Jak widać. Właśnie idę mu ją oddać – Orion mocno złapał za jej ramię, przyciągając ją bliżej siebie.
Od razu było widać, że obaj mężczyźni są już wstawieni i patrzą na Hermionę z głodem w oczach. To mogło oznaczać tylko kłopoty...
– Podziel się z nami, nikt się nie dowie – zaproponował Nott, oblizując usta.
– Chyba postradałeś te resztki rozumu, Nott. Draco by mnie zabił. Wiesz, że on się niczym
nie dzieli – tłumaczył Orion, a Hermiona zauważyła, jak bardzo jest spięty.
– Mówię ci, że się nie dowie! Wyczyścimy dziwce pamięć – powiedział Carrow.
– On zawsze wszystko wie. To Malfoy. Niczego przed nim nie ukryjemy – Orion mówił spokojnie, ale oboje wiedzieli, że są w wielkich tarapatach.

⚡⚡⚡

Hermiona zaczęła się modlić, by nagle za rogu wyszedł Draco. Pamiętała, że Snape powiedział, że się spóźni, ale tak bardzo liczyła, że zaraz się zjawi i ją uratuje nim...
Carrow bez skrępowania podszedł do niej i Oriona, wciąż uśmiechając się w ten przerażający sposób.
– Theodor – burknął, a Nott szybko wyjął różdżkę.
Nim Orion zdążył cokolwiek zrobić, leżał na ziemi porażony zaklęciem petryfikującym. Hermiona zamarła z przerażenia. Skoro obaj Śmierciożercy posunęli się do czegoś takiego, to oznaczało tylko jedno... Wiedziała, że nie ma sensu uciekać, ale jej instynkt zwyciężył. Biegiem ruszyła z powrotem w stronę komnat Severusa, licząc, że uda jej się tam dobiec.
Nie udało się. Przebiegła ledwie kilka metrów, gdy poczuła, jak ktoś łapie ją za ramię. Zaraz potem została z całej siły uderzona w twarz. Tak mocno, że przebiło jej to wargę, a ona sama upadła na zimną posadzkę.
– Dokąd to, dziwko? Dopiero zaczynamy zabawę – zarechotał Nott.
– Nie uszkodź jej za mocno, trzeba ją uleczyć nim Malfoy wróci.
– Spokojnie, nie będzie śladów – Theodor podniósł ją gwałtownie i przycisnął do ściany, zaciskając dłoń na jej krtani tak, że nie umiała złapać powietrza.
Wiedziała, że nic jej nie uratuje przed tym, co te dwa potwory chciały z nią zrobić. Była przerażona. W tej chwili po raz pierwszy zaczęła żałować, że jednak nie utopiła się wtedy w wannie... Nie musiałaby tego teraz przeżywać.
Nott obcesowo złapał za jej pierś, ściskają ją tak mocno, że jęknęła z bólu. Chciałaby być silna, nie okazywać im lęku,  ale nie potrafiła. Łzy strumieniem wypłynęły z jej oczu, a z gardła wyrwał się desperacki szloch, a zaraz później krzyk i wołanie o ratunek.
Kolejny cios, tym razem tak mocny, że się zachwiała, ale silny uścisk Notta nie pozwolił jej upaść.
– Od dawna miałem ochotę na tę szlamę, ale Malfoy ciągle odmawiał. Pierdolony goguś nie wie, że mnie się nie odmawia – Carrow zdjął swoją pelerynę i machnął w stronę Notta, który mocno złapał Hermionę za ramiona, tak, by nie mogła mu się wyrwać.
– Weźmiesz ją tutaj? Może lepiej w komnatach? - zaproponował Theodor, ustawiając Hermionę przodem do drugiego oprawcy i zakrywając jej usta dłonią, gdyż znów zaczęła krzyczeć.
– To będzie szybki numerek, wiesz jak kręci mnie taki opór. A poza tym to zakazany owoc. Te zawsze smakują najlepiej – Carrow zbliżył się do niej łapiąc za przód jej szaty, po czym rozerwał ją, odsłaniając jej biust.
– A ja też coś dostanę? - zachichotał Nott.
– Jasne, że tak. Zaraz po mnie. No dalej, dziwko, pokaż cycki – Carrow szybkim ruchem zerwał z niej stanik, patrząc na jej okazałe piersi.
Hermiona zamknęła oczy niezdolna do ruchu i krzyku przez silne ramiona Śmierciożercy. Płakała gorzko, nie chcąc wiedzieć, co ją dalej czeka. Czuła obleśne dłonie Carrowa na swoich piersiach, słyszała jego przyśpieszony, chrapliwy oddech i wiedziała, że to, co zaraz jej zrobi, to będzie najgorsza chwila w jej życiu. Zachwiała się lekko czując okropny ból w swojej prawej piersi. I bez otwierania oczu wiedziała, że Carrow ją ugryzł.
A potem nastąpiło najgorsze. Dźwięk rozpinanego paska, a później rozsuwanego rozporka. Później poczuła jego obleśne ręce pomiędzy swoimi nogami. Włożył je pod jej majtki tylko po to, by rozerwać je na strzępy. Mocny uścisk na jej udzie, zmuszający ją do rozsunięcia nóg. Śmierdzący cygarami oddech na jej policzku...

I wtedy to się stało.

⚡⚡⚡

Nagle nie było już ściskających jej ramion, ani tego paskudnego oddechu, a ona sama upadła na zimną posadzkę. Zamrugała przez łzy, niezbyt świadoma tego, co właśnie się stało. Była pewna, że Carrow zaraz ją zgwałci, ale najwidoczniej ktoś mu przeszkodził.
Uniosła głowę i spostrzegła nad sobą... Gregory'ego Goyle'a, który patrzył na nią z dziwną troską.
– Nic ci nie jest, Granger? - zapytał.
Hermiona potrząsnęła głową, niezdolna do wymówienia chociaż słowa. Dalej nie rozumiała, co się stało, dopiero po chwili dostrzegając, że Carrow i Nott leżą obok, obaj najwyraźniej spetryfikowani.
– Chodź, zabiorę cię do Luny, a potem wezwę Smoka – Goyle podniósł ją za ramię, a Hermiona ze wstydem zakryła się swoimi poszarpanymi szatami.
– Dziękuję – wyszeptała, czując, że musi mu to teraz powiedzieć.
Uchronił ją przed okrutnym, poniżającym losem i wiedziała, że na zawszę będzie mu za to wdzięczna. Mimo tego, co robił jej przyjaciółce i mimo tego, że był po prostu bydlakiem.
Nie wiedziała jak i kiedy doszli do jego komnat. Nie potrafiła się opanować i przestać płakać. To, co ją spotkało było tak traumatyczne, że nie za bardzo docierały do niej bodźce z zewnątrz. Wiedziała, że jest przy niej Luna. Czuła mokrą szmatkę, którą przyjaciółka przecierała jej twarz. Siedziała na kanapie, przykryta kocem. Ktoś naprawił jej poszarpane szaty. Dostała też szklankę wody i eliksir na uspokojenie. Snape. Tak, Snape dał jej ten eliksir. Skąd on się tu wziął?
– Draco już wie? - usłyszała głos Goyla.
– Tak, już wraca – to był Orion.
Hermiona uniosła głowę i spojrzała na bruneta. Wyglądał na całego, ale był nienaturalnie blady i patrzył na nią z troską i poczuciem winy. Nie obronił jej i prawdopodobnie czuł z tego powodu wyrzuty sumienia.
– Czarny Pan też już wie. Nott i Carrow czekają na wyznaczenie kary – wtrącił Snape.
– Jeśli to Smok będzie ją wyznaczał, to marny ich los. Wszyscy wiedzą, że nie chce się dzielić swoją niewolnicą z nikim – Goyle usiadł na kanapie tuż obok Luny.
Hermiona, mimo swojego fatalnego samopoczucia, przyjrzała się przyjaciółce. Luna wyglądała lepiej. Miała na sobie ładną, niebieską szatę, siedziała na kanapie, a nie na podłodze i najwyraźniej nie przeszkadzało jej to, że Goyle głaszcze ją po ramieniu.
– Nie mogę uwierzyć, że mnie zaatakowali. Kurwa! Co za debile... - syknął Orion.
– Spokojnie, na pewno mają za to przejebane – zaśmiał się Goyle.
– Z Granger już nieco lepiej. Zabierzmy ją do komnat. Draco i tak pewnie najpierw przyjdzie sprawdzić, co z nią, zanim pójdzie ich ukarać – zaproponował Orion.
– Odprowadzę was, na wszelki wypadek – zaproponował Greg.
– Ja pójdę. Mnie nie zaatakują. Odważyli się rzucić klątwę na Daniela tylko dlatego, że jest niżej od nich w hierarchii. Mnie się boją – Snape uśmiechnął się krzywo.
– Co racja, to racja. Pozdrówcie ode mnie Smoka i powiedźcie, że wisi mi whisky za obronę jego szlamy.
Orion pomógł Hermionie wstać i ostrożnie poprowadził ją do drzwi, a Snape poszedł zaraz za nimi. Ledwie wyszli na korytarz, a z jej oczu znów popłynęły łzy. Była naprawdę przerażona tym, co, o mały włos, jej dziś nie spotkało...

⚡⚡⚡

Snape i Lestrange odprowadzili ją do jej pokoju. Hermiona położyła się na łóżku i płakała cichutko, nie mogąc przestać myśleć o obrzydliwych dłoniach na jej ciele i tym, jak bardzo mogła zostać dziś poniżona i złamana. To było jak najgorszy koszmar. Nagle drzwi do jej pokoju otworzyły się z impetem, a do środka wszedł Draco. W podróżnej pelerynie, na której topiły się właśnie płatki śniegu i z zaczerwienionymi od mrozu policzkami.  Hermiona kierowana jakimś instynktem zerwała się z łóżka, a już chwilę potem szlochała w jego ramionach, które obejmowały ją mocno i czule.
– Ciii malutka, już wszystko jest dobrze. Nikt cię nie skrzywdzi, obiecuję – szeptał jej do ucha, trzymając ją w objęciach, jak najcenniejszy skarb, a ona szlochała zarówno z powodu strachu, jak i wdzięczności, że on już jest przy niej.
Wiedziała, że nie pozwoli jej skrzywdzić, że przy nim nic jej się nie stanie. Był jedynym człowiekiem, któremu zaufała tak bardzo, że powierzyła mu swe własne życie i wiedziała, że to dobra decyzja. Wiedziała, że on jej nie skrzywdzi, nie zawiedzie i nie zostawi. Wtuliła twarz w jego szyję, wypłakując cały swój lęk, a on głaskał ją po włosach i plecach, wciąż szepcząc jej jakieś uspokajające słowa, które działały jak balsam na jej udręczoną duszę.
Nawet nie wiedziała kiedy wziął ją na ręce i zaniósł z powrotem do łóżka. Otoczył ją ramionami, a ona wtuliła głowę w jego klatkę piersiową. Uspokoiła się już nieco, a regularny rytm jego serca, który słyszała tuż pod swoim policzkiem powoli koił jej skołatane nerwy.
Nagle poczuła przy swoich ustach chłodną strukturę szkła.
– To eliksir nasenny, wypij trochę – mówił do niej cicho i łagodnie.
Posłusznie wypiła to, co jej podał, wiedząc, że sen to dobre wyjście z sytuacji w tej chwili. Musiała odpocząć, by mieć dużo siły, aby zmierzyć się z tym wszystkim.
– Nie idź tam... - szepnęła, łapiąc za przód jego szaty i powoli osuwając się w objęcia snu.
– Wrócę – obiecał, odgarniając kilka kosmyków z jej czoła i całując je delikatnie.
Wsłuchiwał się w jej spokojny oddech, wiedząc, że już zasnęła. Delikatnie wyplątał się z jej kurczowego uścisku i cicho wyszedł z pokoju... Miał coś bardzo ważnego do załatwienia.

⚡⚡⚡

Snape i Orion siedzieli w jego salonie i popijali whisky. Draco wszedł do pokoju i zdjął wreszcie swoją pelerynę. Przetarł dłońmi twarz, by jakoś uspokoić skołatane nerwy. Ledwo się bowiem powstrzymał przed dokonaniem jakiegoś mordu z zimną krwią.
– Coś długo z nią gadałeś... - burknął Daniel.
Draco zmierzył go wrogim spojrzeniem.
– Gdybyś kretynie potrafił ją obronić, to nie musiałbym jej przez godzinę uspokajać! Wiesz, w jakim jest stanie? Widziałeś te siniaki, zadrapania? To twoja wina! - Draco miał ochotę rzucić czymś o ścianę.
– Uspokój się, nerwy nic teraz nie dadzą. Dobrze, że Goyle zdążył... Dałby nam stary do wiwatu, jakby to się stało... - Orion nie wyglądał na przejętego zachowaniem kuzyna.
– Jak z jej psychiką? Nie spróbuje znów się zabić? - wtrącił się Snape.
– A skąd mam wiedzieć? Wyglądam ci na magopsychologa? Nie mam pojęcia, co jej przyjdzie do głowy! - Draco również postanowił napić się whisky, by jakoś ukoić skołatane nerwy.
– Musisz jej pilnować... - Severus spojrzał na niego niepewnie.
– Wiem, do cholery jasnej! - syknął Malfoy, nerwowo przeczesując swoje włosy.
– Wiesz już, jak ukażesz tych dwóch świrów? - zapytał Orion.
– Wiem. Zaraz tam idę. Po tym, co zrobię, nikt więcej się do niej nie zbliży – burknął Smok, po czym złapał za swoją pelerynę i wyszedł z komnat.

⚡⚡⚡

W sali tronowej byli już wszyscy z wewnętrznego kręgu. Ostatni dołączył do nich Snape, który zostawił Oriona w komnatach Smoka z przykazaniem, by pilnował, żeby Granger się nie zabiła. Lord siedział już na swoim tronie wyraźnie zadowolony, że będzie miał dziś wieczorem okazję przeprowadzić ten mały wewnętrzny proces o złamanie zasad. Carrow i Nott siedzieli na drewnianych krzesłach na środku sali, wyraźnie pewni tego, że nic złego ich nie spotka. Obaj byli w wewnętrznym kręgu, liczyli więc, że Lord nie pozwoli ich skrzywdzić. Orion Lestarange był Śmierciożercą z drugiego kręgu, nie mógł więc im zagrozić, a Malfoy pewnie rzuci po jednym crucio i z głowy. Obaj żałowali trochę, że nie udało im się skosztować jego szlamy. Byli jednak pewni, że okazja jeszcze się nadarzy...
– Skoro są wszyscy, to zaczynajmy. Draconie, masz coś do powiedzenia? - zapytał Czarny Pan.
– Tak. Żądam ukarania tych dwóch, niższych rangą ode mnie Śmierciożerców, za to, że porwali, pobili i planowali zgwałcić moją niewolnicę, bez mojej wiedzy i zgody – powiedział Malfoy.
Czarny Pan spojrzał na Carrowa i Notta, a obu Śmierciożercom od razu zrzedły miny.
– Czy ktoś z was pamięta, jak mówiłem, że ta szlama ma być zachowana w dobrym stanie? Czy pamiętacie, jak nakazywałem Draconowi, by nie pozwolił jej uszkodzić?
– Ale my nie chcieliśmy jej uszkodzić, tylko trochę się zabawić – wtrącił Nott.
– To tylko szlama, nie dramatyzuj tak, Malfoy – zakpił Carrow.
– Jak śmiesz się tak odzywać do mojego syna, plugawy śmieciu? Jest wyżej w kręgu od ciebie! - warknął Lucjusz.
– Mówię tylko, że nic takiego się nie stało...
– Choćby nawet to był mój koń lub pióro na moim biurku! Nie masz prawa się zbliżać do moich rzeczy bez pozwolenia. Żądam za to kary – syknął wkurzony Draco.
– Prawo mówi wyraźnie, że nie wolno dotykać własności innego Śmierciożercy bez jego zgody lub wiedzy. Prawda? - Czarny Pan wyjął swoją różdżkę, nie czekając na ich odpowiedź, a obaj winowajcy zamarli ze strachu.
Lord nie musiał nawet wypowiedzieć zaklęcia, by obaj chwilę później spadli z krzeseł zwijając się po podłodze i wrzeszcząc z bólu. Trwało to kilka minut, nim Voldemort cofnął zaklęcie.
– To była moja kara za wasze przewinienie. Teraz kolejną wyznaczy wam Draco. To jego własność naruszyliście bez jego zgody, więc ma do tego prawo.
Draco uniósł głowę i ukłonił się w stronę swojego Pana, po czym wyszedł na środek, stając pomiędzy dwoma poturbowanymi Śmierciożercami.
– Mój panie, uważam, że Amycus Carrow jako Śmierciożerca wyższy rangą okrył się hańbą, dopuszczając się tak wielkiego naruszenia naszych praw. Za to powinien zostać zdegradowany – Draco uśmiechnął się lekko, patrząc na wściekłą minę Carrowa, który stał w hierarchii zaraz za nim i zawsze był zagrożeniem dla pozycji blondyna.
– Uważam, że masz rację, Draconie. Amycus zhańbił honor Rycerza Walpurgii i degradacja to odpowiednia kara. Podejdź, Amycusie... - Lord czekał, aż Carrow podejdzie do niego, po czym podwinął jego szatę i przyłożył różdżkę do jego przedramienia.
– Za twoją winę degraduję cię o dwa stopnie. Twoje miejsce w kręgu zajmie Walden Macnair, a ty zajmij miejsce obok towarzysza Zabiniego.
Draco mógłby przysiąc, że Carrow zaklął cicho pod nosem, wlokąc się w stronę swojego nowego, o wiele gorszego miejsca w kręgu. Degradacja była największą hańbą i Draco wiedział, że Carrow mu tego nie wybaczy. Z drugiej strony, był teraz znacznie niżej od niego, więc mogło mu zabraknąć odwagi na jakieś akcje przeciwko niemu...
– A co z drugim winnym, Draconie? Nott został już poprzednio zdegradowany za niedopilnowanie swojej niewolnicy. Następna degradacja wyklucza go z kręgu – mówił Voldemort.
– Nie chcę jego degradacji panie. Chciałbym jednak pozwolenia na wymierzenie mu własnej, surowej kary – Draco stanął tuż nad patrzącym na niego z przerażeniem Nottem.
– Czyń swoją powinność, chłopcze. Chętnie to zobaczę.
Draco skłonił się Czarnemu Panu, po czym wyjął zza pasa krótki, wojskowy nóż.
– Mój kuzyn poinformował mnie, że to Nott spetryfikował go, a potem jako pierwszy dotknął mojej szlamy. Chciałbym się upewnić, że więcej tego nie zrobi. – wyjaśnił blondyn, łapiąc Theodora za szaty i przyciągając go bliżej krzesła.
– Którą dłoń bardziej lubisz Nott? Będę łaskawy i odetnę ci tę mniej lubianą – zaśmiał się Draco, a Theodor zbladł i zaczął się jąkać, błagając o oszczędzenie dłoni.
– Naprawdę chcesz mu obciąć dłoń? - pytał podekscytowany Voldemort.
– Okaleczyć, Mój Panie, tak, by zawszę o tym pamiętał, nim kolejny raz dotknie cudzej własności.
Draco położył dłoń Notta na krześle i wypowiedział zaklęcie tak, by Śmierciożerca nie mógł jej cofnąć.
– Nie, proszę, błagam, nie, nie... - zaczął szlochać Nott, co kilku jego towarzyszy przyjęło szyderczym śmiechem.
Malfoy spojrzał na niego, zastanawiając się, czy przypadkiem go nie oszczędzić. Nott przedstawiał taki żałosny widok... Zaraz jednak przypomniał sobie siniaki na twarzy, ramionach i piersiach Hermiony i poczuł, jak na nowo wzbiera w nim gniew.
Pochylił się, by wyszeptać.
– Jeśli jeszcze raz choć pomyślisz o niej w taki sposób, lub wyobrazisz sobie, że robisz jej jakąkolwiek krzywdę... ten nóż przetnie twoją tętnicę, a ja z przyjemnością popatrzę jak się wykrwawiasz.
Po tych słowach Draco wyprostował się i wziął mocny zamach. Okropny dźwięk przebijanej skóry i ścięgien, a później odgłos stali wbijającej się w drewno i nieludzki krzyk rozniosły się po sali. Niektórzy z obrzydzeniem, inni z satysfakcją, a jeszcze inni z lekkim podziwem dla sprawcy, patrzyli na przybitą do krzesła lewą dłoń Notta. Po srebrnym ostrzu wystającym pod siedzeniem powoli zaczęła spływać krew...

⚡⚡⚡

Hermiona obudziła się, a pierwszym, co zarejestrowała był pulsujący ból w całej głowie i inne obrażenia, które jej dokuczały. W jej oczach prawie od razu zebrały się łzy, gdy tylko przypomniała sobie straszne wydarzenia z dnia poprzedniego. Chciałaby o tym zapomnieć, ale wiedziała, że ten obraz, będzie ją jeszcze bardzo długo dręczył.
– Wstałaś w sam raz na śniadanie – usłyszała i uniosła głowę, dopiero teraz rejestrując, że jest w sypialni Malfoya, a on sam siedzi tuż obok w fotelu i się jej przygląda.
Ciekawe, jak się tu znalazła? Czyżby blondyn przeniósł ją tu, gdy zasnęła?
– Nie chcę jeść – westchnęła, podnosząc się na łokciach i łapiąc się za obolałą głowę.
– Musisz jeść, ale na początek weź eliksir przeciwbólowy – Draco podał jej szklaną fiolkę, a Hermiona przyjęła ją z wdzięcznością i szybko wypiła.
– No to teraz wstawaj, Robak zaraz poda śniadanie – blondyn wyciągnął do niej dłoń.
Hermiona uśmiechnęła się lekko, łapiąc jego rękę, ale nie miała zamiaru jeszcze wstać.
– Jeszcze pół godzinki a obiecuję, że potem zjem – mruknęła, opadając na poduszki, ale wciąż trzymając jego chłodne palce w uścisku.
Draco popatrzył na nią, jakby zastanawiając się czy mówi prawdę. Wreszcie jednak sam się lekko uśmiechnął i kiwnął głową w ramach zgody. Wyplątał dłoń z jej uścisku i wstał, po czym podszedł do swojej szafy. Hermiona patrzyła na niego lekko zasmucona, że nie chce jeszcze przy niej posiedzieć. Blondyn wyjął z szafy jakąś drewnianą szkatułkę i podszedł z powrotem do łóżka.
– Miałem ci to dać na święta, jako prezent, ale po tym, co stało się wczoraj uznałem, że dam ci to już teraz. Może poprawi ci humor – podał jej pudełko z lekkim uśmiechem.
– Co to jest? - zapytała zdumiona tym, że coś jej podarował.
– Sama zobacz. Poczekam w salonie, aż skończysz.
Draco odwrócił się i wyszedł ze swojej sypialni, a Hermiona jeszcze kilka minut wpatrywała się w dziwne pudełko. Wreszcie jednak uchyliła jego wieko. To, co zobaczyła, sprawiło, że łzy spłynęły jej po policzkach. To było po prostu niewiarygodne...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz