piątek, 16 października 2015

Dwa Światy - Rozdział osiemnasty

Rozdział osiemnasty

           Wstał tak gwałtownie, że Astorię aż od tego zelektryzowało. Pansy spojrzała na niego wzrokiem pełnym oczekiwania i nadziei, że dokonał właściwego wyboru. A wybór był prosty. Ucieczka, albo działanie. Niczym pantera w kilku szybkich skokach dopadł do Blaisa i Hermiony, którzy zaczęli już wspinać się po schodach do dormitorium. Cały salon pełen Ślizgonów zamarł na ten widok. Draco, niewiele myśląc, złapał dziewczynę za rękę i pociągnął ją w swoją w stronę. Zdezorientowana Hermiona poleciałaby ze schodów, gdyby nie fakt, że jej drugą rękę trzymał Diabeł.
Nigdzie z nim nie idziesz, Granger – warknął Malfoy, nieznacznie mocniej ściskając jej dłoń. Zabini, który się odwrócił w ich stronę, ledwo pohamował wybuch swojej radości. Przybrał najbardziej obojętny wyraz twarzy na jaki było go w tej chwili stać.
Mogę wiedzieć o co ci chodzi, Smoku? – zapytał przyjaciela.
Ona nigdzie z tobą nie pójdzie! – warknął Draco, delikatnie ciągnąc dziewczynę w swoją stronę. Diabeł widząc to puścił dłoń Hermiony, tak więc blondyn bez problemu przyciągnął ją bliżej siebie i ustawił za swoimi plecami, jakby bojąc się, że Blaise zaraz spróbuje mu ją odebrać.
Dlaczego nie chcesz, by Miona ze mną poszła? – Diabeł założył ręce i spojrzał na niego wyczekująco.
Już ty dobrze wiesz, dlaczego! – odparował wściekły Draco.
Ja wiem, ale Herm nie wie. Może jej wreszcie powiesz, ty tleniony kretynie?! – zdenerwował się Zabini.
Ja jej mam powiedzieć? To ty jej powiedz, co chciałeś zrobić! – krzyknął blondyn ku uciesze całego domu, który chciwie podsłuchiwał tę rozmowę.
Mogę się wreszcie dowiedzieć, o co wam chodzi?! – wtrąciła się rozeźlona Gryfonka i wyrwała swoją dłoń z uścisku arystokraty. Jego dotyk praktycznie parzył jej skórę...
Niech on ci powie! Niech się przyzna, co planował! – syknął Draco, mierząc kumpla nienawistnym spojrzeniem.
Najpierw jej powiem, dlaczego to planowałem! A wiesz dlaczego? Dlatego, że ty jesteś skończonym idiotą Malfoy! – wybuchnął Blaise. Draco był tak wściekły, że nie potrafił dłużej zapanować nad sobą i doskoczył do Zabiniego łapiąc go za przód jego macho– koszuli.
No powiedz, co chciałeś jej zrobić! – szeptał pogardliwie blondyn, potrząsając przyjacielem jak szmacianą kukiełką. Hermiona patrzyła na to wszystko z szeroko otwartymi oczami.
Możesz się zdziwić jak powiem jej to, co wiem o tobie! – odpyskował Blaise, próbując odepchnąć kumpla.
Dość tego! – Do akcji wkroczyła Pansy i zdecydowanym ruchem rozdzieliła chłopców. Miała dziewczyna charyzmę.
Wy obaj uspokójcie się natychmiast i idźcie pogadać do waszego dormitorium. – Popatrzyła na nich obu z taką przyganą, że natychmiast się opanowali. – A ty, Granger, chodź, możesz zostać ze mną w salonie, kiedy te dwa bałwany będą sobie rozmawiać. Zerkniesz na moje wypracowanie z zaklęć – zarządziła Parkinson.
Nie, dziękuję ci, ale wolę iść do biblioteki. Wciąż nie wiem, o co tu chodzi, ale na pewno się dowiem! – Miona spojrzała na Diabła jakby miała zamiar zrobić mu rentgen samymi oczami.
Blaise i Draco ruszyli schodami w górę nie patrząc na siebie i nie odzywając się jeden do drugiego, a Hermiona wciąż nie mogąc uwierzyć w to co się stało, wyszła z pokoju Ślizgonów.
Draco wszedł pierwszy do pokoju i ostatkiem sił powstrzymał się przed zamknięciem drzwi z całym impetem, tak, by rozkwasiły nos idącego tuż za nim Diabła. Jednak już po chwili żałował, że tego nie zrobił bowiem w pokoju nic nie było tak, jak przedtem. Zniknął szampan, róże, świece i czerwone światło. Wszystko wyglądało tak zwyczajnie jak zawsze i nic nie zapowiadało, że Zabini ma zamiar uwodzić w tych włościach Gryfonkę.
Zdziwiony, co? – zakpił Blaise, podchodząc do ukrytego barku i sięgając po butelkę czystej wódki. Nalał jej obficie do dwóch szklanek, po czym szybkim i szorstkim gestem wcisną jedną zdezorientowanemu blondynowi.
O co tu, kurwa, chodzi? – wykrztusił Smok rozglądając się dookoła. Blaise westchnął ciężko i usiadł na jednym z krzeseł.
Naprawdę myślisz, że mógłbym przespać się z dziewczyną, na której tobie zależy? Nigdy bym ci tego nie zrobił, przecież mnie znasz...
Zależy? Ale ja nie... nigdy... – jąkał się skonsternowany blondyn.
Na rany Salazara, Smoku! Obaj wiemy, że podoba ci się Hermiona Granger! Błagam przestań wreszcie zaprzeczać! – krzyknął Blaise wstając z krzesła i podchodząc, by dolać sobie wódki. Pierwszą szklankę z nerwów wychlał praktycznie jednym łykiem.
Skąd wiesz? Nigdy ci o tym nie powiedziałem... – Draco ponuro spojrzał w swoją szklankę. Nie chciał, by ktoś wiedział o tym jego zakazanym uczuciu. Sam bronił się przed nim od bardzo dawna i miał nadzieję, że kiedyś wreszcie mu przejdzie...
Powiedziałeś, prawie pół roku temu. Od samego powrotu do Hogwartu czekałem, aż coś z tym zrobisz. Udało ci się przekonać ją, że się zmieniłeś, ale nie zrobiłeś nic więcej. To dlatego to wszystko. Dlatego prowokowałem cię cały zeszły tydzień. Chciałem, żebyś przestał to ukrywać chociaż przede mną, chociaż przed samym sobą... Jesteśmy przyjaciółmi od bardzo dawna, nie chcę byś męczył się z tym sam. – Blaise miał nadzieję, że Draco uwierzy w szczerość jego intencji.
Umawiałeś się z Granger, bym powiedział ci, że mi się podoba? – szepnął skonsternowany blondyn.
Tak, chciałem usłyszeć to od ciebie, gdy jesteś świadomy i trzeźwy. Chciałem, byś wiedział, że zawsze będziesz mógł na mnie liczyć. Hermiona nic do mnie nie czuje. Uśmiechała się i pozwalała mi na te wszystkie głupoty bo ją poprosiłem, by udawała, że jest mną zainteresowana. Skłamałem jej, że chcę wzbudzić zazdrość w jakiejś dziewczynie. Nie musisz się martwić tym, że ona na mnie leci, bo tak nie jest.
Kiedy ci powiedziałem, że mi się podoba? – spytał, gdyż ta informacja lekko go zdziwiła. Podszedł do barku, by uzupełnić zapas trunku w swojej szklance i hojnie dolał Zabiniemu, by i on nawilżył gardło, zanim mu odpowie.
Pamiętasz imprezę w domu Tracy David's? Tą w lecie, jakieś półtora miesiąca po wojnie. - Draco skinął głową na znak potwierdzenia. – Impreza była średnio udana, choć towarzystwo nieźle się nachlało. Wtedy podszedł do nas Terry Boot i opowiedział nam, że Granger już rzuciła łasica Weasleya. Najpierw obaj wyśmialiśmy tego nieudacznika, a potem... Ty potem zacząłeś dość sporo pić. Ja nie mogłem, bo wciąż byłem na kuracji po tym świństwie, jakim oberwałem w czasie bitwy o Hogwart. Zniknąłeś mi z pola widzenia, aż do chwili, gdy Pansy podeszła poprosić mnie bym pomógł jej cię odprowadzić na piętro, bo jesteś kompletnie zalany. Gdy już znaleźliśmy się w jakieś wolnej sypialni i położyliśmy cię wreszcie do łóżka, chyba nieświadomy tego, że wciąż tam jesteśmy, zacząłeś mówić...
Mówić? – szepnął ochryple Draco, nie mogąc uwierzyć, że wygadał się w tak idiotyczny sposób.
Tak. Powiedziałeś wtedy, pozwól, że zacytuje... Granger, gdybyś tylko nie była szlamą, już dawno należałabyś do mnie. Wiedziałbym, czy twoje usta są tak miękkie jak myślę, czy twoje włosy pachną tak cudownie jak sądzę, czy twoje ciało jest tak idealne jak sobie wyobrażam... Byłabyś moja i nigdy nikomu bym cię nie oddał.... - Blaise zakończył cytat, a Smokiem wstrząsnął mały dreszcz. Nigdy nie sądził, że mógłby te słowa wypowiedzieć głośno, ale były one prawdą... Chciał tego wszystkiego i wyobrażał to sobie.
Po tym co powiedziałeś Pansy się rozpłakała i przyznała się, że jeszcze na szóstym roku znalazła gdzieś w twoich rzeczach zdjęcie Hermiony z Balu Bożonarodzeniowego z czwartej klasy. I wtedy wiele spraw mi się rozjaśniło. Przypomniało mi się, jak w szóstej klasie poprosiłeś mnie bym sprawdził, czy żaden Gryfon nie kręci się w pobliżu Wieży Astronomicznej, gdzie miałeś spotkać się z Dumbledorem... Myślałeś wtedy o niej. Obaj wiemy, jaka potrafi być wścibska, w końcu przyjaźni się z Potterem... Wtedy zdziwiłem się, bo sądziłem, że śmierć kogoś z Gryffindoru niewiele by cię obeszła. Potem skojarzyłem naszą podróż pociągiem na siódmym roku. Śmierciożercy mieli przeszukać przedziały, ale ledwo wsiedliśmy, ty już nerwowo biegałeś po całym składzie, szukając czegoś... I nie, nie chodziło ci wtedy o wózek z słodyczami. Długo o tym wszystkim myślałem i wreszcie uświadomiłem sobie, że poszedłeś do Snape'a i Dumbledora poprosić, by pomogli ci przejść na jasną stronę dokładnie dzień po tym, jak twoja ciotka torturowała Hermionę w waszym salonie. Przekonałeś rodziców do zmiany stron, przekonałeś mnie i moją rodzinę za co na zawsze pozostaniemy ci wdzięczni, ale nie zrobiłeś tego dla siebie, ani dla nas. Zrobiłeś to dla niej. Nigdy więcej nie wróciłeś też do Malfoy Manor, jakbyś brzydził się tym domem. A w chwilę po zakończeniu ostatecznej bitwy widziałem, jak zrozpaczony rozglądasz się dookoła. Myślałem, że szukasz rodziców albo może Pansy... ale chodziło Ci o Mionę. Dziwiłem się też, że nie cieszysz się z zwycięstwa tak jak wszyscy. Zamiast świętować, ty zacząłeś uganiać się po całej Anglii za zbiegłymi Śmierciożercami... Wiadomość o tym, że Hermiona jest z Weasleyem to spowodowała, prawda? Nie chciałeś ich razem oglądać, dlatego wyjechałeś.
Cieszyłem się, że przeżyła, ale nie mogłem na nich patrzeć. On na nią nie zasługiwał... ja też nie... ale na pewno nie on – wyszeptał blondyn patrząc w jeden punkt – Jej krzyk... krzyk, gdy Belatrix ją cięła nożem, nawiedza mnie czasem w koszmarach. Byłem wtedy taki bezsilny. – Draco przymknął oczy, chcąc odpędzić od siebie tę potworną wizję. Blaise podszedł o przyjaciela i położył mu dłoń na ramieniu.
Rozumiem. Przykro mi tylko, że nigdy mi sam o tym wszystkim nie powiedziałeś...
Myślałem, że mnie wyśmiejesz... Ona...Ja... Nie mogę z nią być, obaj o tym wiemy. - Blondyn szybko łyknął ze szklanki. Było mu głupio wyrzucać z siebie to wszystko, ale czuł, że przed Blaisem może być zupełnie szczery. Przyjaciel na pewno go nie wyśmieje!
Nic podobnego, Smoku, ja uważam, że jak najbardziej możesz! – zapewnił go gorąco Zabini.
Nie. I nie mówmy o tym teraz. Wciąż nie mogę uwierzyć, że odstawiałeś cały ten cyrk
z Granger, by sprowokować mnie do tego wyznania. - Obaj popatrzyli na siebie przez dłuższą chwilę po czym uśmiechnęli się do siebie jednocześnie.
Chcesz zostać sam? – spytał Diabeł.
Muszę sobie sporo przemyśleć – westchnął Draco, podchodząc do łóżka i kładąc się na nim.
W porządku, pójdę na spacer, pogadamy później – po raz ostatni uśmiechnął się do przyjaciela Blaise, po czym zostawił go sam na sam z jego myślami.

***
Pansy trochę żałowała, że Granger nie chciała zerknąć na jej esej. Była przekonana, że brakuje w nim kilku informacji, ale jej notatki, a także notatki Smoka, które przed nią leżały, na pewno ich nie zwierały. No cóż, mówi się trudno... Trzeba wziąć dobry przykład z koleżanki Gryfonki i udać się do biblioteki. Gdy wyszła z Pokoju Wspólnego,
z konsternacją zauważyła, że tuż przed kamienną ścianą stoi Potter i przestępuje nerwowo z nogi na nogę.
Coś się stało? – zagadnęła go w miarę uprzejmie. Nie przepadała za nim, ale w końcu był to zbawca magicznego świata i jakieś minimum szacunku z tego tytułu mu się należało.
Jest u was Hermiona? Pilnie muszę z nią pogadać! – prawie krzyknął Harry.
Była, ale poszła do biblioteki. Ja też tam teraz idę, jak chcesz możesz iść ze mną – Pansy uśmiechnęła się lekko. Może to i był Gryfon, ale w końcu dość przystojny...
To fajnie, dzięki. A nie wiesz czemu Herm poszła do biblioteki? Podobno miała się uczyć razem z Zabinim w jego dormitorium...
No miała, ale Draco szybko położył kres tym planom – zachichotała Ślizgonka. Wyszli już z ciemnych lochów i teraz szli razem po schodach na piętro. Niektórzy uczniowie z innych domów oglądali się za nimi z ciekawością.
Malfoy? A co jemu do tego? – zainteresował się Potter.
Zważywszy, że prawie złamał Zabiniemu nos, to myślę, że dużo... W Slytherinie mają na to aż trzy teorie.
Jakie?
Pierwsza to taka, że Draco nie chce, by jego przyjaciel zadawał się z szlamą.
Niee, to chyba nie to, w końcu Malfoy też gada z Herm, co nie? – wydedukowało Złote Dziecko Gryffindoru.
No tak – przytaknęła Pansy.
Jaka jest druga teoria?
Druga to taka, że Smok i Diabeł to kryptogeje i tak naprawdę Dracze jest piekielnie zazdrosny o Blaisika – zaśmiała się Parkinson, a Potter jej zawtórował.
Było by zabawnie, gdyby to była prawda, ale raczej bez szans... Obaj są tak hetero, że bardziej się nie da – stwierdził Harrry – A jak brzmi trzecia teoria?
Trzecia to ta najbardziej oczywista. Malfoy leci na Granger jak niuchacz na błyskotki
i jest zwyczajnie zazdrosny. Mało kto u nas w to wierzy z powodu jej krwi...
A ty, w którą wierzysz? – dopytywał niedyskretnie szukający Gryfonów.
A jak sądzisz? – odpowiedziała pytaniem. Harry zastanowił się chwilę, przyglądając się dziewczynie. Była ładna. Taka urocza na swój sposób. Dość niska i drobna, ale jej śliczne ciemne oczy emanowały wręcz pewnością siebie.
Nie uganiasz się już za Malfoyem – wypalił bez zastanowienia. Gdy się zorientował, co powiedział zaraz mocno się zaczerwieni i wyszeptał słowa przeprosin.
Nie. Wiem kiedy sprawa jest przegrana. I to powinno ci podpowiedzieć, w jaką teorię wierzę ja...– Pansy uśmiechnęła się, ale raczej smutno. Harry posłał jej swój cudowny pokrzepiający uśmiech. Nigdy nie sądził, że tak miło będzie mu się rozmawiało z tą dziewczyną... Nigdy też nie przypuszczał, że miedzy nimi mogłoby dojść do czegoś więcej.

***
Draco długo leżał i wpatrywał się w sufit w swoim pokoju. Poniekąd poczuł ulgę, że Blaise już o wszystkim wie. Zrozumiał teraz zachowanie swojego przyjaciela... To jak zawsze go uciszał, gdy po powrocie do szkoły próbował dopiec Granger... To dlatego podszedł do nich na tej pamiętnej lekcji zielarstwa i tak się starał, by Hermiona go polubiła... I to dlaczego pomagał mu w realizacji planu zemsty na Weasleyu. On wiedział, że ten plan nie zakłada tylko tego... Wiedział, że Draco w ten sposób próbuje się zbliżyć do niej. Ślizgon westchnął ciężko i postanowił pójść na kolację. Z powodu nerwów jakie odczuwał dziś od samego rana, nie przełknął nic na obiad. Musi coś zjeść, by mieć siły na zbliżający się mecz z Krukonami.
Wielka Sala była już pełna wesoło rozgadanych uczniów. Draco spojrzał na stół Slytherinu. Diabła nigdzie nie było, być może spacerował jeszcze po błoniach. Nie było też Pansy ani Theodora. Była za to ta wścibska, wciąż plotkująca Astoria i jej równie denerwująca siostra. Obie machały zachęcająco do blondyna, wskazując mu wolne miejsce obok siebie. Smok postanowił to zignorować i usiadł przy drugim końcu stołu. Zje coś szybko i zmyje się z powrotem do lochów. Musi jeszcze zerwać z Astorią... ale to może poczekać do jutra. Nałożył sobie porcje pieczonych ziemniaków i gulaszu, po czym z umiarkowanym apetytem zabrał się do jedzenia. Był w połowie kolacji, gdy dosiadł się do niego Theodor z dość zmartwioną miną.
Coś się stało? – zagadał Draco kolegę.
Sprawy Prefekta Naczelnego – burknął Theo.
Coś poważnego? – zainteresował się blondyn.
Powiem ci, tylko nikomu nie mów! Podobno jakaś Gryfonka skoczyła do jeziora. To chyba była próba samobójcza... McGonagall powiedziała mi tylko tyle. Aa i dodała jeszcze, że podobno Zabini to widział. - Draco poczuł jak wszystkie jego mięśnie zamierają w przerażeniu.
Nie wiesz kto to był? – jęknął, szybko przenosząc swój wzrok na stół Gryfonów.
Niestety nie, wiem tylko, że jest w ciężkim stanie w Skrzydle Szpitalnym i Diabeł też tam jest. - Draco usilnie starał się dostrzec burzę kasztanowych loków przy stole lwów... Hermiony jednak nigdzie nie było. Nie czekając na nic więcej, wstał i biegiem ruszył do wyjścia. Musiał natychmiast znaleźć się w Skrzydle Szpitalnym. Jeśli by chodziło o nią... Wolał o tym nawet nie myśleć...



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz