piątek, 16 października 2015

Dwa Światy - Rozdział dwudziesty ósmy

Rozdział Dwudziesty Ósmy

Nawet nie zdążyła zareagować i odepchnąć od siebie intruza, gdy drzwi do pokoju otworzyły się i wszyscy usłyszeli głos Zabinego.
Po coś mnie tu przyprowadził? Nie lepiej nachlać się whisky w dormitorium i pogadać
o Gryfonkach? – debatował Diabeł. Wszyscy goście wstrzymali oddech, aż do chwili, gdy Pansy za pomocą zaklęcia rozświetliła pomieszczenie. W tym momencie setka gardeł wrzasnęła NIESPODZIANKA! Diabeł pisnął niczym jakiś podlotek, a później odegrał scenę wzruszenia, gdy wszyscy goście odśpiewali mu długie i niezbyt udane "happy birthday".
Hermiona w tym czasie odwróciła się, by sprawdzić kto ją obłapia i lekko opadła jej szczęka, gdy okazało się, że jest to... Ernie Macmillan.
Hej, Hermionko, ślicznie dziś wyglądasz – przywitał się Puchon ze szczerym uśmiechem. Gryfonka tak się zdziwiła jego zachowaniem, że nie wiedziała co powiedzieć ani jak zareagować. Przecież Ernie zawsze wydawał jej się dość nieśmiałym chłopakiem. Nie zdążyła jednak nad tym pomyśleć, gdyż Pansy zawołała, że pora składać życzenia solenizantowi. Zgodnie z jej sugestią, wszyscy odesłali swoje prezenty dla Zabiniego do jego dormitorium i ustawili się w kolejce, by zostać wyściskanym i wycałowanym przez zachwyconego niespodzianką Diabła. Miona szybko stanęła w ogonku i z niemałą konsternacją stwierdziła, że Ernie stanął tuż przy niej. Bardzo ją to peszyło, ale nie wiedziała jak ma dać mu do zrozumienia, że nie życzy sobie tego typu zachowań, jednocześnie nie obrażając go przy tym. Jej humor jeszcze się pogorszył, gdy zobaczyła jak Draco, stojący obok Blaise'a, patrzy na nią i Puchona, którego dłoń, nie wiedzieć czemu, znów znalazła się na jej talii. Malfoy minę miał tak przyjazną, jakby co najmniej chciał zaraz oskarżyć Herm o zabicie jego ukochanego zwierzątka. Gryfonka nie czuła się z tym za dobrze... Wreszcie nadeszła jej pora składania życzeń. Gdy zbliżyła się do Zabiniego, jedyne o czym potrafiła myśleć to fakt, że Draco dosłownie nie spuszcza z niej wzroku.
Najlepszego, kochany Diabełku. Szczęścia, spełnienia marzeń, sukcesów... – winszowała mu z uśmiechem. Zabini też wyszczerzył się szeroko, po czym porwał Gryfonkę w swoje ramiona, ściskając ją mocno. Mimo wysokich szpilek, Hermiona wciąż była sporo mniejsza od Blaise'a, jednak już po chwili prawie się z nim zrównała, bowiem Ślizgon oderwał ją od ziemi i uniósł w powietrzu ku zdziwieniu Erniego i reszty gości. Diabeł, nie przejmując się niczym i nikim, odwrócił się w stronę swojego przyjaciela
i praktycznie wcisnął mu Hermionę w ramiona.
Smoku, zadbaj, proszę, by moja najlepsza przyjaciółka dostała jak najlepszego drinka – poprosił Malfoya. Draco, nie mniej zdziwiony niż Herm, kiwnął tylko głową, odstawił Gryfonkę na ziemię, po czym złapał jej dłoń i poprowadził w stronę bufetu, a Blaise wyraźnie zadowolony z siebie, odwrócił się do zszokowanego Macmillana z triumfującym uśmieszkiem.
Draco i Hermiona, przeciskając się przez tłum gości, zmierzali w kierunku baru, a tak przynajmniej wydawało się Gryfonce. Zdziwiła się więc, gdy minęli bufet, a Draco pociągnął ją dalej, w stronę małego korytarza, prowadzącego do łazienek.
Coś się stało? – wyjąkała cicho Hermiona, gdy znaleźli się wreszcie sami w ciemnym korytarzu.
Stało? – syknął Malfoy wrednie. – Co ty sobie wyobrażasz przyprowadzając tu tego niedorobionego Puchonka?
Nie przyszłam tu z Ernie'm, szczerze mówiąc, nawet nie wiem, kto go tu zaprosił... – próbowała wyjaśnić.
I twierdzisz, że nie jesteście tu razem? – zapytał, zakładając ręce na piersi i mierząc ją surowym wzrokiem.
Nie przyszliśmy... – Zaraz, zaraz, czemu ja mu się tłumaczę? – pomyślała ze złością.
To czemu on zachowuje się jak twój facet? – warknął blondyn, nie panując nad sobą.
A co tobie do tego? Nie twoja sprawa! – odpyskowała Hermiona, zła, że Ślizgon pozwala sobie ją krytykować. Chciała go wyminąć, ale Draco niezbyt delikatnie złapał ją za ramię i przyparł do zimnej ściany, kładąc swoje ręce po obu stronach jej głowy, tak, by nie mogła mu uciec.
Jeszcze się okaże, czy nie moja. Mów zaraz co cię z nim łączy! – zażądał.
Na Godryka, Malfoy! Gdybym cię nie znała, to pomyślałabym, że jesteś zazdrosny – zaatakowała, chcąc go zawstydzić. Blondyn jednak nie dał zbić się z tropu. Złapał za jej podbródek i uniósł jej głowę w górę tak, by spojrzała mu w oczy.
Nie jestem zazdrosny – wyszeptał. – Ale jeśli jeszcze raz zobaczę, że cię dotyka, to przysięgam, że połamię mu obie ręce – dodał cicho, po czym pochylił się i musnął jej usta swoimi wargami. Już kilka sekund później oboje całowali się bez opamiętania. Ich usta szukały się wzajemnie, jakby od następnego pocałunku zależało życie ich obojga. Hermiona wplotła palce w miękkie włosy blondyna, a jego ręce powędrowały na jej talię
i chłopak mocno przyciągnął ją do siebie, tak, że pomiędzy nich nie wciśnięto by nawet szpilki. Czas się zatrzymał i nie liczyło się już nic, tylko oni... Jednak byłoby zbyt pięknie, gdyby i tym razem coś im nie przerwało. Tym czymś, a raczej kimś, znów była Pansy, zachęcająca gości do częstowania się szampanem, gdyż Diabeł zaraz będzie wygłaszał swoje przemówienie.
Nie możemy tego przegapić – mruknęła Miona odrywając swoje usta od warg Ślizgona.
Poprosimy Diabła, by nam potem powtórzył – szepnął blondyn, po czym znów ją pocałował.
Nie... czekaj... Lepiej będzie, jeśli wrócimy, wypada byś tam był, jako jego najlepszy przyjaciel – powiedziała.
Niech będzie... – mruknął niechętnie Draco. Hermiona szybkim gestem starła dłonią swoją czerwoną szminkę z jego ust i resztki, które zostały na jej własnych...
W porządku, możemy iść – stwierdziła, uśmiechając się lekko. Wszyscy zgromadzeni goście nawet nie zwrócili uwagi na to, że ich nie było. W powietrzu krążyły tace
z szampanem, a Diabeł właśnie wskoczył na jedno z krzeseł, tak, by każdy mógł go widzieć i usłyszeć, co ma do powiedzenia.
Moje wy słodkie hogwarckie misiaczki! – zaczął z rozczuleniem. – Chciałabym Wam szczerze podziękować za to, że przyszliście tu by świętować ze mną moje urodziny! Dwunaste prawdę mówiąc. Wciąż jestem młody i piękny, co nie? - Goście zaśmiali się
z jego dowcipu.
Raczej dziecinny i niedorozwinięty – zaśmiał się Draco, biorąc z tacy dwa kieliszki szampana i jeden podając Hermionie.
Cóż mogę wam powiedzieć? – kontynuował Diabeł. – Jestem bardzo szczęśliwy, że mogę tu z wami być. Szczególne podziękowania dla tej małej, sprytnej wydry, Pansy. Wiem, że to ona mnie w to wpakowała. - Diabeł mrugnął łobuzersko do Parkinson, a ona w odpowiedzi pokazała mu język.
Dzięki, stara, ja też ci przypomnę ile masz lat, jak przyjdzie na to czas – żartował. – Oczywiście podziękowania, uściski i całuski dla moich ulubionych ludzików! Draco i Herm, gdzie jesteście? – Hermiona odruchowo cofnęła się o krok i wpadła na blondyna, gdy głowy wszystkich zgromadzonych odwróciły się w ich stronę. – Oo, tam stoi moja ulubiona para.... przyjaciół – Diabeł pomachał do nich z łobuzerskim uśmiechem, a po całym Pokoju Życzeń przetoczyły się szepty, a co niektórzy wyciągali nawet głowy, by im się lepiej przyjrzeć. Hermiona nieśmiało pomachała do solenizanta, a Draco zacisnął mocniej szczęki, obiecując sobie, że dorwie Zabiniego i zrobi mu za to małe kuku! Diabeł kontynuując swoje przemówienie, wymienił również Ginny jako swoją przyjaciółkę, podziękował drużynie qudditcha i zażartował, że przykro mu, że jego ukochany profesorek Severusek–Nerwusek nie przybył na imprezę. Hermiona jednak bardziej skupiła się na tym, iż wiele osób dziwnie przyglądało się jej i Draconowi, a Ślizgonki patrzyły na nią
z taką nienawiścią, że to, aż mogło zaboleć.
Chodź, zrobię ci tego obiecanego drinka – zaproponował jej Draco i delikatnie łapiąc jej dłoń, pociągnął ją w stronę baru. Herm usiadła na krześle, a blondyn wszedł za ladę
i rozejrzał się w poszukiwaniu trunków.
Co to będzie? – zapytała Hermiona z lekkim niepokojem.
Zobaczysz, cierpliwości. – Blondyn mrugnął do niej porozumiewawczo i zaczął coś tworzyć.
Hej, niezła przemowa, co nie? Popisało się nasze diabelskie nasienie – stwierdziła Pansy, dosiadając się do Hermiony. – Ładna sukienka Herm – pochwaliła Ślizgonka,
a Miona uśmiechnęła się do niej z wdzięcznością. Parkinson też wyglądała bardzo dobrze w czarnej skórzanej sukni z ładnymi wycięciami.
Hej, Dracze, co tam mieszasz? Czyżby to słynny Ognisty Smok? – zapytała ze śmiechem.
Ognisty Smok? – powtórzyła brązowowłosa.
Taki słynny drink, tylko dla wybranych... Dobry moment wybrałam by się dosiąść, może
i mi coś skapnie – uśmiechnęła się przymilnie do Malfoya Pansy.
Niech stracę, pazeroto, tylko nie zdradzaj Granger, co w nim jest – poprosił, stawiając przed dziewczynami dwa drinki o ciekawym, zielonym kolorze.
Tylko uważaj – ostrzegła ją Parkinson – to drink zabójca... - Hermiona uśmiechnęła się niepewnie pod nosem, ale spróbowała napoju. Był bardzo smaczny, ale też i bardzo mocny...
Ulalaa, Smoczku, wyszedł ci naprawdę mooocny – zawyła Pansy.
Serio? – Draco sięgnął po kieliszek Hermiony i skosztował trochę. – Może być – stwierdził obojętnie, oddając dziewczynie jej drinka.
Nie wiedziałam, że taki z ciebie barman – zaśmiała się Gryfonka.
Wielu rzeczy jeszcze o mnie nie wiesz, Granger – powiedział Draco. przechylając się przez bar tak, że jego twarz znalazła się bardzo blisko niej.
Pansy? – podszedł do nich Sonny Hum
Co jest? Jakiś problem na bramce? – Parkinson postawiła młodego Ślizgona przy wejściu, by kontrolował, żeby na imprezę nie dostał się nikt niepowołany.
Kilku Gryfonów chce wejść, mówią, że mają zaproszenia – poinformował Hum.
A tak, już idę – Pansy podniosła się z krzesła. – Jak wyglądam? – szepnęła do Herm, poprawiając włosy. Gryfonka uśmiechnęła się i uniosła kciuk do góry, by dać Pansy znać, że Dean pewnie będzie zachwycony. Ledwo dziewczyna odeszła, na jej miejscu usiadł solenizant. Zaczęła grać ostra muzyka i kilkanaście par już wirowało po parkiecie. Zaraz za Zabinim do baru podeszli Theodor i David.
Jak tam, słoneczka? – przywitał ich Blaise, całując Hermionę w policzek.
Nieźle, Diabełku, jak Ci się podobała niespodzianka?
Kurde, o mało nie dostałem zawału, jak tak ryknęliście. A tobie dzięki Smoku, ładny mi przyjaciel... nic nie powiedział! – Brunet z udawanym wyrzutem spojrzał na arystokratę.
Nie napinaj się, bo i tak wiemy, że jesteś zachwycony – dogadał mu Draco, popijając swoją whisky.
Fajna muzyka, można by zatańczyć – odezwał się Nott.
Tańcz jak chcesz, nikt ci nie broni – spojrzał kpiąco na kolegę Diabeł.
A może tak Her...
Herbata to pretensjonalny pomysł! Whisky najlepsza jest z lodem, co nie Smoku? – wypalił Blaise. Hermiona, David i Nott spojrzeli na niego ze zdziwieniem.
Masz rację, Diable, i Theo też ma rację. To jak, Granger, zatańczymy? – Draco spojrzał prosto na Hermionę i uśmiechnął się uroczo.
Jasne – odpowiedziała mu również z uśmiechem i już po chwili oboje znaleźli się na parkiecie. Zabini patrzył na nich z miną dumnego wujaszka.
Nott, pozwól no na chwilę – odezwał się Diabeł gdy Theodor z kwaśną miną miał zamiar odejść.
Co jest? – burknął niemiło.
Wiesz, że jesteś prefektem naczelnym tylko dlatego, że Draco wolał być kapitanem drużyny, a tych dwóch funkcji nie wolno łączyć?
O co ci chodzi? – denerwował się Theo.
O to, że zawsze będziesz tym drugim, stary. I nie próbuj wykorzystać Hermiony, by to zmienić. Nie dla psa kiełbasa... Jak się dowiem, że do niej uderzasz albo planujesz jakoś wykorzystać to, że ona jest drugim prefektem naczelnym...
Grozisz mi?! – oburzył się Ślizgon.
Na razie ostrzegam. A wiesz dobrze, że jak Draconowi zajdziesz za skórę, to będzie źle... Ale jeśli mnie zajdziesz za skórę, to będziesz miał dosłownie przejebane...
Astoria Greengrass siedziała na jednej z kanap i z kwaśną miną obserwowała Draco i tę szlamę wirujących po parkiecie. Jak on mógł ją rzucić dla takiego kogoś? Dla takiego nic? Miała ochotę rzucić się Gryfonce do gardła, a zaraz później rozorać jej paznokciami twarz.
Po chwili tuż obok niej ktoś usiadł. Ślizgonka nie zwróciła na to specjalnie uwagi, wciąż zajęta sztyletowaniem swoim zimnym wzrokiem Malfoya i Granger.
Czyżby loża przegranych? – usłyszała szept przy swoim uchu.
A tobie kto pozwolił się do mnie odzywać? – warknęła nieuprzejmie, gdy zobaczyła, kto obok niej siedzi.
Tobie też to nie pasuje? – Wskazał jej Hermionę i Smoka, którzy właśnie śmiali się
z czegoś, rozmawiając z Ginny i Diabłem na parkiecie i wciąż trzymając się za ręce...
Cholernie nie pasuje – burknęła Greengrass.
Mam pewien pomysł jak to przerwać... Ale musisz mi pomóc i musimy działać szybko. Wchodzisz w to? - Astoria spojrzała na niego z zainteresowaniem, po czym kiwnęła tylko głową. Po chwili na jej usta i usta jej wspólnika wypłynęły dwa nieomal identyczne chytre uśmieszki...
Impreza trwała w najlepsze, a wszyscy goście bardzo dobrze się bawili, chociaż kilku z nich wykazało już wyraźne objawy upojenia alkoholowego, w tym sam solenizant, który chciał być wszędzie i napić się z każdym. Skutkowało to jego coraz to lepszym humorkiem i coraz to bardziej chwiejnym krokiem. Hermiona tez bawiła się świetnie, po cichu myśląc sobie, że do listy zalet Draco Malfoya musi dopisać również to, że Ślizgon świetnie tańczy. Od kilku godziny obydwoje bawili się na parkiecie, choć co jakiś czas zmieniali partnerów. Herm zatańczyła kilka razy z Diabłem, z Deanem, Terrym i nawet Harry'emu przypadł ten zaszczyt. Jednak jeśli Theodor Nott lub Ernie Macmillan tylko się do niej zbliżali, Draco, chyba w sposób zupełnie magiczny, zaraz pojawiał się obok
i oznajmiał, że teraz jego kolej. Hermionę poniekąd śmieszyła ta sytuacja, ale musiała też przyznać, że mile pieściło to jej ego. Smok zachowywał się wobec niej bardzo zaborczo, jakby już należała tylko do niego, co było poniekąd ekscytujące. Tańczyli właśnie razem przy jakiejś wolniejszej piosence, przytulając się do siebie, a Hermiona ułożyła głowę na jego ramieniu i przymknęła oczy... Nagle poczuła jednak, że ktoś chyba się na nią gapi. Otworzyła oczy i natrafiła prosto na bardzo zimne spojrzenie Rona. Rudy dosłownie sztyletował wzrokiem, ją i blondyna, a cała jego postawa wyrażała pogardę, niesmak
i nienawiść. Aż ciarki przeszły jej po plecach z wrażenia. Draco chyba wyczuł, że nagle się spięła, bo odsunął ją trochę od siebie.
Coś się stało? – szepnął zdumiony.
Nie, nic, chciałabym tylko się czegoś napić – zełgała na poczekaniu. Blondyn złapał jej dłoń i, zgrabnie omijając inne tańczące pary. poprowadził ją w stronę baru.
Nie dopiłaś swojego drinka, chyba że wolisz nowego...
Wypiję to co zostało, twój Ognisty Smok jest naprawdę pyszny – zapewniła go
z uśmiechem. Draco sięgnął po swoją whisky.
No to za Diabła, który dziś już zdecydowanie nie powinien więcej pić – wzniósł toast blondyn. Stuknęli się swoimi szklankami i już mieli się napić, gdy szybko podeszła do nich Pansy.
Czekajcie! Nie pijcie tego albo tylko udawajcie, że pijecie – szepnęła konspiracyjnie.
Co się stało? – spytała zdziwiona Miona.
Deanowi wydaje się, że widział, jak ktoś dolewał czegoś do waszych szklanek.
Co?! – zdenerwował się Draco.
Cicho! Chcesz, żeby się połapali, że wszystkiego się domyśliliście? – skarciła go Pansy. Hermiona powąchała swój napój i o mały włos nie spadła z krzesła. Amortencja!
To eliksir miłości – burknęła ze złością. Draco, idąc za jej przykładem, również powąchał swoją whisky.
Kto to wlał? – zapytał zirytowany.
Do twojej szklanki Astoria Greengrass... Tyle widział Dean. Nie wiem, kto dodał tego do drinka Hermiony, ale wcześniej widziałam, jak Asti rozmawiała z Ronem Weasleye'm...
Weasley nie umiałby ugotować tego eliksiru, zresztą Greengrass też nie, to takie dwa żałosne tępaki...– stwierdził Draco.
Czekaj, czekaj... Ron ma przecież całoroczny szlaban u Snape'a, zakład, że nie raz już sprzątał schowek na eliksiry. Wystarczy, że zwędził jedną buteleczkę...
Zabije tego rudego skurwiela! – warknął Malfoy.
Uspokój się, Smoku... – poprosiła Pansy.
Jak się mam uspokoić?! Ta marna szumowina chciała mnie rozkochać w tej debilce, Astorii? Na dodatek sam miał zamiar dobrać się do Hermiony! Zboczony, żałosny śmieć – pluł jadem blondyn.
Nie denerwuj się, tylko udawaj, że to pijesz. Na pewno na nas patrzą – nakazała mu Herm.
Co? – spytał z niedowierzaniem.
Mam pewien pomysł. Udawaj, że pijesz, a ja zrobię to samo. Pansy, pomożesz nam? – Ślizgonka kiwnęła głową i dyskretnie wyjęła swoją różdżkę. Hermiona i Draco ostrożnie przystawili drinki do ust, pilnując, by nie przełknąć ani kropli, a Parkinson ukradkiem rzuciła zaklęcie znikania. Po chwili szklanki były puste.
Co teraz? – zapytał blondyn.
Teraz pójdziesz poprosić Astorię do tańca, a po jednej piosence zabierzesz ją do klasy zaklęć.
Nie ma mowy...
Smoku! Lepiej rób, co mówi, nie widzisz, że dziewczyna ma plan? – strofowała go przyjaciółka. Draco skrzywił się nieco, ale posłusznie wyszedł zza baru, by poszukać młodszej Greengrass.
Co im zrobisz? – zapytała Pansy, widząc, że Hermiona też wstaje.
Myślę, że jutro będziesz mogła zobaczyć efekt – zaśmiała się Gryfonka i poprawiła swoje włosy Mrugnęła porozumiewawczo do Parkinson i uznała, że pora ruszyć na poszukiwanie swojego namolnego wielbiciela.
Ron stał pod ścianą w towarzystwie Ginny i Harry'ego, jednak już z daleka było widać, że jest czymś wyraźnie zdenerwowany.
Ty Rudy patafianie, już ja Ci dam amortencje! – myślała mściwie brązowowłosa, idąc w jego stronę.
O, cześć, Herm, jak się bawisz? – zagadnął ją Potter. Dziewczyna jednak skupiła swój wzrok na Ronaldzie, mając jednocześnie nadzieję, że udało jej się osiągnąć efekt rozmarzenia.
Ron... – szepnęła namiętnie. Uśmiech, jaki wypłynął na usta rudzielca, udowodnił jej, że miała rację. To on dolał jej amortencji do drinka... – Och, Ron... – wymruczała, zarzucając mu ręce na szyję. Harry i Ginny patrzyli na nich ze szczerym zdziwieniem.
Mionka... – Rudzielec mocno przytulił ją do siebie i dziewczyna ostatkiem sił walczyła
o to, by go nie odepchnąć z obrzydzeniem.
Zatańczymy? – zaproponowała z wymuszonym uśmiechem. Ron skinął tylko głową,
a wyglądał przy tym jak zwykle głupkowato. Objął ją w talii, by mogli razem ruszyć na parkiet. Hermiona zauważyła, jak Draco tańczy z Astorią, a ona wtula się w niego najmocniej jak potrafi. Piosenka szybko się skończyła i Ślizgon, krzywiąc się nieco, złapał Grengrass za rękę i wyciągnął ją z Pokoju Życzeń. Hermiona jeszcze chwilę potańczyła przytulona do Weasley'a, po czym też zaproponowała, by znaleźli jakieś ustronne miejsce. Ron prawie podskoczył z radości, gdy usłyszał tę propozycję. Trzymając jego dłoń, ruszyła w stronę klasy zaklęć. Miała nadzieję, że Draco już tam jest...
Po otwarciu drzwi sali, pierwszym co dostrzegła była Astoria uwieszona na ramieniu Malfoy'a i szepcząca mu coś do ucha. Blondyn miał minę, jakby zaraz chciał wziąć nogi za pas i zwiać...
Nie widzicie, że zajęte? – warknęła Greengrass, gdy zobaczyła, że ktoś wchodzi do klasy.
Och jak miło! – zakpiła Hermiona, wciągając Rona do środka i zamykając drzwi.
Idźcie stąd! To nasze miejsce! – wykrzyczała Astoria.
A co powiesz na to, byśmy zostali i zabawili się wszyscy razem? – zaproponowała Hermiona z chytrym uśmieszkiem. Puściła rękę Rona i skierowała się w stronę Smoka. Blondyn, odczytując jej zamiar, zaśmiał się cicho pod nosem i strącił dłoń Astorii ze swojego ramienia. Herm podeszła i zarzuciła Draco ręce na szyję, a on objął ją w talii. Dwójka konspiratorów patrzyła na to w niemym szoku.
Coś ty im dał? To na pewno była amortencja? – warknęła Greengrass, widząc jak Draco i Hermiona uśmiechają się do siebie, patrząc sobie w oczy.
Była – odezwała się Miona, odwracają się do nich i szybkim ruchem wyjmując różdżkę. – Zapomnieliście chyba, z kim macie do czynienia, próbując nas nią napoić...
Właśnie, ty Rudy szmaciarzu! – krzyknął Draco, podwijając rękawy swojej srebrnej koszuli.
Spokojnie, ja to załatwię – mruknęła Gryfonka i krótko machnęła różdżką. Astoria i Ron odruchowo zrobili krok w tył, ale żadne z nich nie poczuło skutków zaklęcia, aż do chwili, gdy spojrzeli na siebie na wzajem. Malfoy wybuchnął szczerym śmiechem, a Ślizgonka pisnęła z przerażenia, gdy zobaczyła na czole Rona duży, czerwony napis układający się w słowo IDIOTA. Nie wiedziała jeszcze, że na jej czole widnieje równie czerwona IDIOTKA...
Mam nadzieję, że nigdy im to nie zniknie – zaśmiewał się Draco, a Astoria
z niedowierzaniem dotknęła swojego czoła.
O to możesz być spokojny. Marietta Edgecombe do dziś pamięta skutki mojego zaklęcia... – Astoria, słysząc te rewelacje, wybuchnęła głośnym płaczem i szybko wybiegła z sali, a Ron nie czekając na nic więcej, od razu poszedł w jej ślady.
Serio tak im zostanie? – zapytał Smok, ocierając łzy rozbawienia.
Nie, zaklęcie będzie działało tylko dwadzieścia cztery godziny, ale myślę, że dostali nauczkę. - Malfoy znów zachichotał i objął ją w pasie.
Nigdy nie powtórzę tego przy świadkach, ale muszę przyznać, że naprawdę jesteś genialna – wyznał, przyciągając ją mocniej do siebie i pochylając się, by ją pocałować.
Nigdy nie powtórzę tego po raz drugi, ale muszę przyznać, że świetnie całujesz Malfoy – wyszeptała wprost w jego usta,zanim pozwoliła mu ponownie skraść sobie pocałunek.



Hermionie uśmiech nie schodził z ust, gdy po kilku minutach wychodzili razem
z klasy zaklęć. Dla niej ten wieczór był naprawdę bardzo udany...
Ron okropnie się przestraszył jak podwinąłeś rękawy, jakbyś chciał mu zaraz przyłożyć – zauważyła z rozbawieniem.
Żałuję, że mu nie przywaliłem! Głupi łasic... – Draco teatralnie zacisnął pięści i Herm znów zaśmiała się cicho. Nagle jej wzrok padł na jego lewe przedramię... Tuż po wojnie okazało się, że mroczne znaki nie zniknęły z rąk śmierciożerców, do dziś nie było dokładnie wiadomo dlaczego. Jednak na ręce Draco nie było czaszki i węża, jedynie niewielka blizna...
Ale jak... – zapytała nim zdążyła ugryźć się w język. Smok dostrzegł, gdzie padł jej wzrok i spiął się nieco.
Chcesz wiedzieć, jak się go pozbyłem? Snape na to wpadł... okazało się, że to funkcjonowało jak zwykły tatuaż... Więc usunęliśmy go mugolskim sposobem. Choć raz mugole się na coś przydali – palnął, nim się zastanowił nad tym, co mówi. Hermiona poczuła, jakby dał jej w twarz. To zabrzmiało dokładnie tak, jak gdyby stał przed nią dawny Malfoy, a nie ten nowy, którego lubiła... Odruchowo zrobiła krok w tył. Nigdy nie sądziła, że może poczuć się aż tak bardzo rozczarowana. – Hermiona, ja nie to miałem na myśli... – próbował się wytłumaczyć, widząc jej reakcję.
A co? Nie chodziło ci przypadkiem o to, że mugole to dla ciebie coś jak gatunek zwierząt, które czasem zrobią coś pożytecznego? – wytknęła mu rozgoryczona.
Posłuchaj, ja...
Nie ma sensu...
Daj mi wytłumaczyć – poprosił ją, robiąc krok do przodu, by złapać jej dłoń.
Wybacz, ale jestem zmęczona – powiedziała i szybko się od niego odsunęła. – Pójdę się już położyć, dobranoc. Odwróciła się na pięcie, nie chcąc, by widział jej łzy i od razu ruszyła przed siebie, mając cichą nadzieję, że Ślizgon za nią pójdzie, bądź zrobi coś, by ją zatrzymać... Nic takiego jednak nie nastąpiło...

***

Wykąpała się i przebrała, wciąż powtarzając cicho niczym mantrę, że nie ma sensu płakać. Próbowała przekonać samą siebie, że Draco powiedział to niechcący; że na pewno była to jedynie drobna pozostałość jego dawnych poglądów i że naprawdę się zmienił. Położyła się do łóżka, dziękując cicho w myślach, że jest tak zmęczona, by nie mieć siły długo o tym rozmyślać. Jej sny były jednak niespokojne i nie dane jej było pospać długo, gdyż usłyszała, że ktoś dobija się do jej drzwi od strony salonu wspólnego Gryfonów. Klnąc cicho pod nosem i mając nadzieję, że to nie Ron przyszedł się z nią kłócić, wstała by otworzyć. Ledwo uchyliła drzwi, a do środka wpadła Ginny, wyglądająca na dość zdenerwowaną...
Gin, co się stało? – spytała zdziwiona Miona.
Herm, muszę z tobą pogadać.
O czym?
Ja... Ja, podjęłam decyzję, z którym z nich będę... Już wybrałam.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz