środa, 31 grudnia 2025

Zapowiedź PDF - "Władza, S☆X i Misja"







UWAGA!

Opowiadanie zawiera kontrowersyjne treści związane z tematyką napastowania seksualnego.
Czytasz na własną odpowiedzialność.

Krótkie info:

Dramione/Blinny
Dorosłe życie
Opowiadanie erotyczne 18+
Występują motywy napaści na tle seksualnym, wulgaryzmy, łagodne BDSM. 
10 Rozdziałów. 
Warning: very spicy content 🔥

Historia ta powstała ponad 3 lata temu w ramach istniejącego wtedy HotBloga. Kilka osób ostatnio o to pytało, dlatego postanowiłam opowiadanie odświeżyć i stworzyć z niego fajny PDF z obrazkami i dodatkowymi scenami. Mam nadzieję, że całość będzie gotowa na walentynki. A dziś przed Wami przedsmak tego o czym jest ta zwariowana (i mocno erotyczna) historia, tak byście mogli zdecydować czy będziecie chcieli sięgnąć w lutym po całość 😜💜

Zapraszam! 👋



<><><>


Harry Potter zmiął w ustach przekleństwo. Ostatnio często mu się to zdarzało. Musiał jednak zachować na twarzy maskę prawdziwego profesjonalisty. Nie mógł ulegać emocjom w czasie przesłuchania kluczowego świadka.

Dziś musiał odłożyć na bok swoją porywczą naturę i szybko coś zaplanować, bowiem to śledztwo zaczynało naprawdę mu ciążyć. Kolejna młoda dziewczyna właśnie siedziała tuż przed nim, trzęsąc się lekko ze zdenerwowania. To się musiało się jak najszybciej zakończyć!

Trzeba było zacząć działać!

– Tracey... Wiem, że nie jest to łatwe, ale musisz opowiedzieć nam co dokładnie się tam wydarzyło... – poprosił, starając się nie zdradzać w głosie swoje napięcia.

Wiedział, że i tak nadawał się do tego lepiej niż Ron, bowiem jego przyjaciel stojący tuż obok z zaciśniętymi pięściami i twarzą tak czerwoną, że zlewała się z jego włosami, nie wyglądał obecnie zbyt przyjaźnie.

– Rozumiem... – westchnęła kobieta. – To się stało w zeszłą sobotę. Poszłam na miasto wraz z moimi przyjaciółkami Lisą Trupin i Milicentą Bulstrode. Później dołączyli do nas nasi faceci Marcus Flint, Steven Bletchley oraz David Ress. Postanowiliśmy pójść wszyscy razem do prywatnego klubu “Purple Squares” znajdującego się między ulicą Pokątną, a mugolskim Londynem. To bardzo modne i elitarne miejsce, tylko dla specjalnie zaproszonych. Nasi partnerzy należą do klientów VIP dlatego mogli nas tam wprowadzić jako swoje osoby towarzyszące. Tam jest naprawdę obłędnie! Najlepsze drinki, fantastyczna muzyka, luksusowy wystrój, a goście…

– Przejdź do rzeczy! – ponaglił ją niecierpliwie Ron.

Tracey spojrzała na niego z wyrzutem, jakby był kompletnym ignorantem.

– Spokojnie Ron! Wiesz, że to wszystko może być ważne! – warknął na niego Harry.

– Przepraszam – burknął od niechcenia rudzielec.

– Kontynuuj proszę…

– Ja... – głos Davis lekko się zawahał. – Bawiłam się tam i tańczyłam. Lisę rozbolała głowa, więc ona i David szybko wyszli, a Milicenta zasnęła wraz ze Steven w naszej loży, bo obydwoje się kompletnie zalali. Marcus nie odstępował mnie na krok na parkiecie, aż do momentu kiedy musiał na chwilę pójść do toalety. Ja po tym, jak długo tańczyłam postanowiłam usiąść na chwilę przy barze. Ledwo to zrobiłam, a barman postawił przede mną kolorowego drinka i powiedział mi, że to od mężczyzny siedzącego nieco dalej... – Tracey nerwowo przygryzła wargę.

– Wypiłaś tego drinka?

Blondynka w odpowiedzi jedynie skinęła głową.

– Ja... Nie chciałam być niegrzeczna, a poza tym miło mi było pomyśleć, że chciał mnie poderwać mimo, że przecież byłam tam ze swoim chłopakiem. Musiał nas widzieć, bo dużo się przytulaliśmy i całowaliśmy z Marcusem w czasie tańca... – opowiadała.

Ron prychnął pod nosem, wyraźnie zniesmaczony. Harry rzucił mu krótkie, ostre spojrzenie. Nie trzeba im było, by Tracey jeszcze bardziej się speszyła jego zachowaniem.

– I co było dalej? – zachęcił Potter.

– Dalej... Nie jestem pewna czy to wszystko się stało naprawdę – przyznała.

– Rozumiem... Ale spróbuj opowiedzieć to, co ci się wydaje, że pamiętasz – poprosił auror.

– Przelewitowano lub przeniesiono mnie do jakiegoś ładnego pokoju i tam... – Tracey znów się zawahała.

– Wyobrażam sobie, że to trudne, ale jak wspominaliśmy przed przesłuchaniem, jeśli wolisz może o tym z tobą porozmawiać jakaś kobieta... – przypomniał jej Harry.

– Nie. Chce ciebie, bo mówią, że jesteś najlepszym aurorem jakiego obecnie posiada ministerstwo – odparła od razu.

– W porządku, więc tam... Ktoś cię wykorzystał czy tak? Wbrew twojej woli?

– Nie! To nie do końca było tak! – zwołała od razu.

– Możesz mówić nieco jaśniej? Co to znaczy: "nie do końca"? – wtrącił obcesowo Ron, a Harry zamknął powieki i wziął uspokajający oddech.

– Nie chciałam tam iść, ani się przed nikim rozbierać... Ale gdy ten ktoś mnie już ułożył w łóżku i dotknął to ja... – na twarzy Tracey pojawiły się ogniste rumieńce.

– Poczułaś silne pożądanie? – zasugerował Harry, a Davis natychmiast przytaknęła.

– Znam dobrze działanie eliksiru pożądania, ale to na pewno nie było to samo. To co mi zrobił było... O wiele, wiele lepsze! To była ekstaza. Prawdziwy odlot! Ja... Miałam chyba pięć albo sześć silnych orgazmów zanim on również... No wiecie... Też skończył – przyznała z lekkim zażenowaniem.

– Czy był brutalny? Bił cię, albo wyzywał...?

– Nie! Absolutnie nie! – Zaprzeczyła od razu. – On był... Bardzo namiętny. Mówił mi, że jestem piękna, że mnie kocha i że całą noc o mnie marzył... Długo mnie pieścił swoim językiem, zanim sam... – Tracey chrząknęła, jakby upominając samą siebie, że mówi za dużo.

– Rozpoznałaś coś? Jego głos, albo posturę? – drążył Harry.

– Miał ciemne włosy…

– Tylko tyle? – Ron nie wykazywał żadnej empatii.

– Jeszcze... – przełknęła głośno ślinę. – Był bardzo dobrze wyposażony... No wiecie… Przez naturę – wyjawiła znów mocno się rumieniąc.

– Żadnych innych znaków szczególnych? – westchnął Potter, spoglądając w swoje notatki.

Czwarta ofiara i dokładnie ten sam opis. Namiętny kochanek z dużym przyrodzeniem, odurzał kobiety w najbardziej ekskluzywnych barach lub na przyjęciach w magicznym Londynie i fundował im później fantastyczne, wielokrotne orgazmy... Po czym bezpiecznie odstawiał je na próg ich domu, upewniając się, że nikt go przy tym nie widział.

O dziwo zawsze wybierał te kobiety, które były tam z innymi mężczyznami. Ich partnerów zawsze najpierw petryfikował i zamykał w toalecie lub schowku na miotły. 

– Rozumiem, że chcesz zgłosić przestępstwo? – zapytał Harry.

– Nie! To wykluczone! – zawołała z oburzeniem Davis.

– To mogę wiedzieć dlaczego tu jesteś? Czego tak właściwie od nas chcesz? – wkurzył się Ron.

– Chcę tylko żebyście go odnaleźli... – wydukała, rumieniąc się nieco.

– No nie! Znowu? Czy my wyglądamy na agencję detektywistyczną, albo biuro rzeczy znalezionych do cholery?! – ryknął Weasley.

– Spokojnie Ron, nie ciskaj się tak – poprosił przyjaciela Harry.

– Ja... Myślała, że wy często szukacie ludzi, co nie...? – Tracey wyglądała na nieco speszoną.

– Czasami faktycznie ich szukamy. I zapewniam cię, że tego kto ci to zrobił również odnajdziemy – obiecał jej Harry.

Twarz Davis rozjaśnił szeroki uśmiech.

– I dacie mi znać, jak go znajdziecie tak? On... Ja muszę się z nim znów zobaczyć i porozmawiać! Naprawdę muszę! – szeptała rozgorączkowana.

– Poinformujemy cię sową, jak tylko sprowadzimy go tu na przesłuchanie – zapewnił ją Harry.

– Fantastycznie! Bardzo dziękuję! – Tracey wyszczerzyła się do nich, wstając i kierując się do drzwi.

– Będziemy w kontakcie – pożegnał ją Potter.

Gdy tylko drzwi się za nią zamknęły warknął z frustracji i wsunął palce we włosy.

– To już czwarta... Koleś się chyba rozkręca – burczał Ron.

– Jak widać. A one przychodzą tu, bo chcą go znaleźć, a nie zgłosić... To jakiś obłęd! – denerwował się główny auror.

– Podsumujmy co wiemy – zaproponował Ron, sięgając po swoje notatki.

– Pierwsza ofiara została odurzona w klubie “Blue Marine”, dwie w “Purple Squares” i jednak na balu u ambasadora Rodriqueza. Wszystkie cztery były tam ze swoimi chłopakami lub narzeczonymi i mocno eksponowały swoje uczucia do partnerów na parkiecie lub w ich prywatnych lożach.

– Taaa, nie wspominajmy lepiej Melindy Robards i robienia jej palcówki pod stołem przez Terenca Higgsa - Ron udał, że wymiotuje.

– Właśnie sam o tym wspomniałeś! – wytknął mu Harry. – Kretynie! – dodał w myślach.

– Fuj – mruknął Ron i wymownie otarł usta. – Dobrze, że jej ojciec o tym nie wie, bo postawiłby nam całe biuro na nogi.

– Melinda zaufała nam, że mu o tym nie powiemy, więc nadal musimy działać sami. Co jeszcze wiemy... Zajęte kobiety w chwili nieuwagi ich partnerów zawsze dostają do picia jakiegoś fantazyjnego drinka. Gdy mikstura w nim zawarta zaczyna działać, są natychmiast transportowane do osobnego pokoju, a tam jakiś koleś zabawia je przez całą noc. Wcześniej jednak sprytnie i celnie petryfikuje i zamyka ich chłopaków… - podsumowywał Harry.

– Dokładnie tak. Jednak ten on... Ten cały przestępca, nie krzywdzi swoich ofiar, tylko...

– Zachwyca je – skończył za niego Potter. 

– I to tak, że te idiotki chyba nie potrafią o tym zapomnieć i dlatego tak pilnie go szukają – narzekał Ronald.

– Cóż... – Harry odchrząknął. – Wszystkie te akcje wydarzyły się w bardzo eleganckich miejscach i dotyczą naprawdę bogatych i znanych ludzi z magicznej arystokracji.

– Monika Ackerly jest mugolakiem – przypomniał mu Ron.

– Tak, ale jest też narzeczoną barona von Mackintosha. To ten milioner od jabłkowych kociołków.

– Myślę, że nie mamy wyboru, tylko po prostu musimy pójść w te miejsca, pokręcić się tam trochę i pogadać z obsługą... – zaproponował Ron.

– To się nie uda. Nikt nie będzie chciał z nami rozmawiać. To zamknięta klika. Sądzę, że nie damy rady się tam przebić – westchnął ponuro Harry.

– Racja. Jesteśmy znani i przecież wszyscy wiedzą, że jesteśmy aurorami. Przy nas ten koleś nie odważy się nikogo odurzyć – Ron dumnie wypiął pierś.

– Mam pomysł... Co powiesz na to byśmy wystawili mu przynętę?

– Przynętę? Masz na myśli, że podstawimy tam jakąś kobietę i poczekamy, czy on ją wybierze i zaproponuje jej drinka?

– Tak. Zwerbujemy do pomocy sprytną, piękną kobietę, która tylko będzie udawać, że uległa, a potem go obezwładni i nas wezwie na pomoc.

Ron westchnął zniechęcony.

– Harry… Mamy w biurze tylko trzy kobiety. Dwie z nich wyglądają niewiele lepiej, niż górskie trolle, a trzecia właśnie leży w Świętym Mungu, pozbywając się z ciała zielonych macek.

– Dlatego to musi być ktoś spoza biura – Harry uśmiechnął się lekko pod nosem.

– O nie, nie, nie! Nie wpakujesz w to chyba...?!

– Tak. Sam pomyśl Ron. Jest znana, piękna i sprytna. Z nią na pewno nam się uda!

– O mój Merlinie...! Nienawidzę, jak ona włącza się w działania biura! Zawsze mam wrażenie, że znów jestem w szkole, a ona mnie ochrzania o brak zadania domowego – Ron opadł na swoje krzesło i ukrył twarz w dłoniach.

– Tylko dlatego nie lubisz jej tu zapraszać, bo jesteś zazdrosny, że wszyscy nasi koledzy chcą jej wtedy nadskakiwać.

– Co?! Wcale nie! Ja tylko... To moja... Ja i ona... – zaczął jąkać się Ron.

– Ty i Hermiona to przeszłość. Już trzy lata nie jesteście razem! Musisz ruszyć do przodu, przyjacielu – Harry uśmiechnął się do niego pocieszająco.

– Mów za siebie! Też jeszcze czasem wspominasz swoją relację z Ginny!

– Ginny! Genialne! Została wybrana brytyjską zawodniczką roku! Ona też może nam pomóc! – ucieszył się Harry.

– I po co w ogóle się odzywałem? – burknął ponuro Weasley.

– Hermiona i Ginny są bardzo sprytne. Jestem pewien, że to dla nas rozpracują! – Potter potarł ręce i sięgnął po pergamin i swoje pióro.

– To prawda, że są piękne i znane, ale nie mają wstępu na imprezy arystokracji. A do “Purple Squares” wchodzą tylko mężczyźni, a kobiety wyłącznie jako ich osoby towarzyszące – przypomniał mu Ron.

– Wiem o tym. Wpadłem już na to, kto może nam pomóc je tam wprowadzić. Jestem pewien, że obaj bardzo chętnie się na to zgodzą.

– Proszę cię, tylko mi nie mów, że to znów jakieś oślizłe węże.... – Ron gniewnie zacisnął szczęki.

– Nie jakieś, tylko tak właściwie to dwaj twoi ulubieńcy – Harry wyszczerzył się do przyjaciela.

Ron poderwał się na równe nogi.

– Jeśli myślisz, że pozwolę, by ta Fretka i jego przyjaciel z Piekła Rodem, zbliżyli się do naszych dziewczyn to... – Rudy, aż opluł swoje biurko.

– Przestań stary. Dobrze wiesz, że są do tego najlepsi. I nie bierz do siebie tego, że po naszych meczach Malfoy wciąż nuci w szatni piosenkę o „Królu Weasleyu". On się tylko tak z tobą droczy – tłumaczył pokojowo Potter.

– Ciekawe dlaczego tylko ze mną?

– Bo najłatwiej temu ulegasz. Sam przyznaj, że od kiedy dołączyli do naszej ministerialnej drużyny, to wygrywamy prawie każdy mecz.

– Wcale nie powinno ich być w tej drużynie! Przecież oni wcale nie pracują w ministerstwie!

– Obaj mają kontrakty na usługi konsultantów dla ministerstwa. To ich kwalifikuje.

– Dobrze, ale zapamiętaj, że wcale nie podoba mi się ten pomysł! – krzywił się Ron.

– Wiem, ale zobaczysz, że to wypali. Musimy teraz jeszcze tylko ściągnąć tu zainteresowanych i wyjaśnić im nasz plan – westchnął Potter.

– Zrób to. A ja w tym czasie poszukam rymów do „fretka", „blady", „dupek" i „zabije cię jeśli ją tkniesz".

– Którą? – zapytał ciekawsko Harry.

– Obie! – zawołał Ron, wyciągając własny pergamin, by skomponować pieśń swojego życia.


<><><>

Hermiona potarła kark i westchnęła cicho. Wezwanie do Biura Aurorów mogło oznaczać dwie sprawy. Albo potrzebowali konsultacji z magomedycyny, albo znów planowali jakoś wykorzystać to, że w przeszłości przeszła kurs aurorski, by wciągnąć ją w swoją nową sprawę.

Czasem się zastanawiała czy Harry i Ron dorosną kiedyś na tyle, by nie wisieć na niej za każdym razem, gdy problemy ich przerosną. W sumie już się do tego przyzwyczaiła, ale i tak bywało to męczące.

Wyszła z windy i dziarsku ruszyła do gabinetu Pottera i Weasleya. Nie kłopotała się nawet pukaniem, tylko weszła od razu do środka. Zdziwiła się, widząc kogo w nim zastała.

– Ginny? Cześć!

– Hej Miona! – Ruda zerwała się z blatu biurka, na którym siedziała i doskoczyła do przyjaciółki, by mocno ją uściskać.

– Ty nie na rozgrywkach w Szkocji? – zdziwiła się, odkładając swoją torebkę i płaszcz na biurko Rona.

– Właśnie dziś rano wróciłam. Harry napisał do mnie w sprawie jakiegoś śledztwa, które podobno wymaga naszej pomocy – Ginny westchnęła i przeczesała palcami swoje piękne, długie do pasa, rude włosy.

Hermiona jej ich zazdrościła. Choć sama wreszcie okiełznała swe burzliwe loki, to jej włosy nawet po hektolitrach eliksirów nie były nigdy tak proste i gładkie.

– To gdzie oni są, skoro nas tu ściągnęli? – zapytała Granger, spoglądając na zegarek.

– Wyszli po kawę dla wszystkich.

– Mam nadzieję, że się pośpieszą. Za dwie godziny zaczynam dyżur – marudziła, wskakując na blat biurka Rona i nie przejmując się tym, że spódnica jej się podwinęła, ukazując uda.

Nie wstydziła się swoich przyjaciół.

– Wiesz może o co chodzi? – zapytała ją Ginny.

– Pojęcia nie mam, ale... – Hermiona nie dokończyła, bowiem drzwi się właśnie otworzyły.

Oddech na chwilę zamarł w jej piersi, gdy szaro-niebieskie oczy na niej spoczęły. Najpierw na jej twarzy, później na ustach, górze lekko rozpiętej białej bluzki, aż w końcu na podwiniętej spódnicy i odkrytych udach.

Kilka sekund zajęło Hermionie zarejestrowanie tego co się dzieje, zanim zeskoczyła z biurka i poprawiła materiał.

– Co ty u diabła tu robisz Malfoy? – warknęła, czując jak zaczyna się gwałtownie rumienić.

Blondyn uśmiechnął się zawadiacko i wszedł do gabinetu, a tuż za nim, pojawił się wysoki, czarnoskóry przystojniak.

– Tobie też dzień dobry Granger – zakpił Draco. – Kopę lat łasiczko – zwrócił się do Ginny.

– Cześć blondasie – Ginny uśmiechnęła się do niego i od razu skrzywiła, widząc kto wszedł za nim.

– Słyszałem jakieś pytanie o Diabła, no to już jestem. I witam uprzejmie piękne panie! – przywitał się Blaise z szerokim uśmiechem.

– Miło cię widzieć Zabini – Hermiona odwzajemniła jego uśmiech.

– Komu jak komu! – burczała Ginny dosłownie ciskając piorunami z oczu.

– A mnie nie jest ci miło widzieć Granger? – Draco spojrzał na nią przenikliwie.

– Znasz odpowiedź na własne pytanie Malfoy – odpowiedziała zimno.

Draco roześmiał się pod nosem, a Blaise mrugnął do Ginny, która natychmiast syknęła na niego ze złością.

– Co takiego was tu sprowadza? – zapytała Hermiona, zakładając ręce na piersi.

– Zaproszenie Pottera – odpowiedział Draco.

– Mam nadzieję, że nie dotyczące ono tego samego, co nas – wkurzała się Weasley.

– Och! A ja mam nadzieję, że właśnie absolutnie tak! – Zabb znów do niej mrugnął.

– Cokolwiek by się nie działo, to najlepiej byle z daleka od ciebie! I skończ do mnie mrugać, albo zaraz podpalę ci powieki! – zaperzyła się ruda.

– Od kiedy tak mocno unikasz nasz interakcji skarbie? – zapytał przymilnie Blaise.

– Od zawsze! I nie mów do mnie skarbie, albo przeklnę cię stąd do... – Ginny nie skończyła, bowiem drzwi się otworzyły i do gabinetu wszedł Harry.

– Już wszyscy tu jesteście?

– Kup lepsze okulary skoro nie widzisz, że tak – dogadał mu Draco.

– Jak zwykle w formie Malfoy! – Harry wyszczerzył się do niego i podał mu papierowy kubek z kawą. – Biała podwójnie parzona bez cukru?

– Zgadza się, dzięki Pottie – Draco uśmiechnął się lekko, odbierając swój napój.

– Pamiętam, bo dokładnie taką samą pije nasza Hermiona – Harry podszedł do przyjaciółki z drugim kubkiem kawy.

– Zawsze mówiłem, że wiele nas łączy Granger – Malfoy uniósł do niej kubek w geście toastu.

– Picie takiej samej kawy to jeszcze żadne połączenie Malfoy. Miliony ludzi na świecie taką piją – warknęła, w duchu obiecując sobie, że od jutra przerzuca się na cappuccino.

– Ciągle żyjesz w tym cholernym zaprzeczeniu? – zakpił, nie odrywając od niej spojrzenia.

Hermiona solennie postanowiła go zignorować. Wkurwiający, irytujący, wpieniający dupek!

– Dla ciebie czarna z kostką cukru? – Harry podszedł do Ginny z delikatnym uśmiechem.

– Bez zmian – Ginny odwzajemniła uśmiech swojego ex chłopaka.

– A dla Zabiniego podwójne espresso? – upewnił się Potter.

– To ta włoska krew – zarechotał Blaise, odbierając swój napój.

– Gdzie Ronald? – zainteresowała się Hermiona.

– Stęskniłaś się za królem łasicem Granger? – wtrącił od razu Malfoy.

Hermiona rzuciła mu chłodne spojrzenie, ale przypomniała sobie, że właśnie przed chwilą powzięła dekret o ignorowaniu byłego ślizgona, dlatego nic na to nie odpowiedziała.

– Kończył jeść babeczkę w stołówce. Nie może jeść ich w biurze, bo strasznie tu kruszy – wyjaśnił Harry.

– Cały on – zaśmiała się Ginny.

– Wyjaśnisz nam po co nas tu ściągnąłeś i to w tak dziwnym składzie? – poprosiła Hermiona.

– Jasne. Usiądźcie proszę. To wyjaśnienie może chwilę potrwać…


<><><>



– Naprawdę?! Aż sześć orgazmów?! – wykrzyknęły Ginny i Hermiona nieomal jednocześnie.

– Zrobiłbym to i bez eliksiru – przechwalał się Zabini.

– I bez konieczności stawiania przy tym lasce drinka – dodał Malfoy z pewnym siebie uśmieszkiem.

– Ja zgadzam się wziąć w tym udział! – zaoferowała od razu Ruda.

– Spokojnie siostra! Jeszcze nie wiesz, co dokładnie cię czeka – upomniał ją Ron, który dołączył do nich, jak już pożarł połowę zapasu babeczek z ministerialnego bufetu.

– Wiadomo coś więcej o tym eliksirze? Jest niebezpieczny? – dopytywała Hermiona.

– Wiemy tylko tyle, że podobno jest po nim niezły haj – wyjaśnił jej Potter.

– Rozumiem, że ściągnąłeś mnie tutaj, bym zbadała ten eliksir, jak już go znajdziecie?

– No nie do końca Herm... – Harry nerwowo przeczesał włosy palcami.

– Nas zapewne ściągnąłeś po to, byśmy wprowadzili was w świat arystokracji i prywatnych klubów? – wtrącił Zabini.

– Tak. Macie możliwość wejścia do wszystkich tych miejsc, o których mówiliśmy, bez wzbudzania zbędnych podejrzeń

– Chcesz żebyśmy dla ciebie węszyli wśród swoich Potter? Mowy nie ma! – oburzył się Draco.

– W zasadzie, to chciałbym tylko żebyście wprowadzili tam dziewczyny. To one powinny jak to kolokwialnie powiedziałeś „węszyć" – wyjaśnił.

Hermionie i Ginny opadła szczęki, a Malfoy i Zabini krótko spojrzeli na siebie.

– Zgoda! – zawołali obaj głośno.

– O Godryku... Oszczędź mi tego... – modlił się Ron, ukrywając twarz w dłoniach.

– W zamian dostaniecie oczywiście wynagrodzenie konsultantów i możliwość jakiejś przysługi w przyszłości...

– Już się na to zgodziliśmy Potter. To od kiedy zaczynamy? – podekscytował się Zabini.

– Nie tak szybko! My wcale się jeszcze nie zgodziłyśmy! – zawołała Ginny.

– Proszę was... To prawda, że nikt nie złożył oficjalnego doniesienia, ale ten Orgazmowy Świr musi zostać złapany, nim skrzywdzić kogoś naprawdę poważnie! – Harry popatrzył błagalnie na swoje przyjaciółki.

– To racja, Herm. Warto się dowiedzieć, co to jest za eliksir – dywagowała Ginny.

– Zgadzam się. Bardzo chciałabym go zbadać. Mogę się zaangażować... Rozumiem, że mamy tam tylko wejść i obserwować? – zapytała.

– Pomyśleliśmy... – zaczął Harry.

– Mnie w to nie mieszaj! Ja nic takiego nie myślałem! – oburzył się od razu Ron.

– Dobrze. To ja pomyślałem sobie, że może mogłybyście się zgodzić na zostanie przynętą...? Obie jesteście znane i piękne…

– Słodzenie tu nie zadziała Harry – Hermiona uśmiechnęła się do niego.

– Ale to przecież szczera prawda! Chodzi o to, że gdybyście powtórzyli schemat działania tych poprzednich czterech par, to istnieje większa szansa, że ten ktoś mógłby spróbować…

– Harry, wszyscy wiedzą, że się z tobą przyjaźnimy. Żaden przestępca się do nas nie zbliży.

– To mu chyba nie przeszkadza. Jedną z tych kobiet, które uprowadził jest sama córka Robardsa.

– Waszego szefa? – zszokowała się Ginny.

– Tak. Właśnie dlatego prosiła nas, by się tym dyskretnie zająć. Nie możemy tego schrzanić. Jestem prawie pewien, że ten lubieżnik połasi się na którąś z was. Zwłaszcza, jeśli będzie mógł was wyrwać z ramion, kogoś tak znanego jak Zabini czy Malfoy.

– Wyrwać z ramion? – powtórzyła głucho Ginny. – Czy ty sugerujesz, że my…

– Jak już wspominałem... Wszystkie te dziewczyny były tam z facetami i dość się z tym afiszowały, na parkiecie i przy ich stolikach.

Hermiona i Ginny zgodnie popatrzyły na szerokie uśmiechy Malfoya i Zabiniego.

– Mowy nie ma! – powiedziały obie, w czasie gdy mężczyźni zawołali:

– Żaden problem!

– Dziewczyny proszę was! To jedyny plan jaki mam, by szybko rozwiązać tę sprawę – Harry zrobił błagalną minę.

– Nienawidzę, jak patrzysz na mnie tymi oczami zbitego psa! – warknęła Ginny, odwracając głowę w inną stronę.

– Bo wiesz, że to zawsze działa – Potter wyszczerzył się do niej.

– Dobrze, nie ma co tego przedłużać. Zróbmy to – Hermiona wstała, a Ginny, Malfoy i Zabini poszli w jej ślady.

– Lubię takie zdecydowane i chętne kobiety! – Malfoy wyszczerzył się do niej całą gammą, swych idealnych zębów.

– Biorę do pary Zabiniego! – odparowała od razu Hermiona, natychmiast odrywając wzrok od tej porywającej bieli uśmiechu Dracona.

– Tak! Jeden zero dla mnie! – zawołał Zabb.

– Doskonale się składa, bo ja i tak wolę Malfoya – Ginny uśmiechnęła się wrednie do Zabiniego.

– Niestety. Mój ojciec umarłby na zawał, gdyby zobaczył jakieś moje zdjęcie w gazecie z tobą łasiczko – Draco udał, że mu przykro z tego powodu.

– A widząc cię z Hermioną, zapewne cię wydziedziczy! – warknął na niego Ron.

– To ofiara, którą jestem skłonny ponieść – Draco teatralnie skłonił się w stronę Hermiony, która prychnęła z pogardą na jego popisy.

– Lucjusz wcale nie ma już uprzedzeń względem mugolaków, rozmawialiśmy o tym, gdy był u mnie we wtorek na wizycie kontrolnej – mruknęła pod nosem.

– Ach tak, racja! Tak w zasadzie to on nie mówił przez dwa dni o niczym innym, jak tylko o tym, jaka Granger jest miła i mądra. Myślę, że od następnej wizyty moja matka zacznie przychodzić do ciebie razem z nim, by mieć nad tym wszystkim kontrolę – Draco posłał jej dwuznaczny uśmieszek.

– Twoja matka zawsze z nim przychodzi i była też przy tej rozmowie, ty irytujący palancie! – wściekała się Hermiona.

– Czyli to ciebie miała na myśli, mówiąc mi, że popijała we wtorek herbatę z idealną kandydatką na moją żonę? Zobacz jak wspaniale się złożyło! – droczył się Malfoy.

– Wróćmy do naszego głównego tematu, proszę... – wtrącił Harry.

– Temat jest taki, że jeśli chcesz żebym to zrobił, to zgoda, ale tylko z najseksowniejszą z Harpii z Holyhead – powiedział wprost Zabini. – A mój uroczy przyjaciel zgodzi się, tylko jeśli dostanie Najjaśniejszą Czarownicę Naszych Czasów na swoje ramię.

– Nazywanie mnie najseksowniejszą z Harpii, nie sprawi, że cię polubię Zabini! – ostrzegła go oschle Ginny.

– Skąd pomysł, że mówiłem tu akurat o tobie? – zaśmiał się.

Ruda zacisnęła pięści i warknęła na niego.

– W porządku! Hermiona pójdzie z Malfoyem, a Ginny z Zabinim i koniec tej dyskusji! – Harry planował chyba wreszcie wzbudzić w nich jakiś autorytet.

– Dostaniemy jakieś wsparcie? – zapytała Hermiona.

– Tak, po dwóch aurorów w pelerynach niewidkach w barach. Na przyjęciach arystokracji będzie to trudniejsze, ale pogadam z Nottem i Puceyem. Oni też z nami czasem współpracują, mogą was dyskretnie obserwować...

– Jaka jest pierwsza misja? – zapytała Ginny.

– W piątek i sobotę powinniście razem wyjść do któregoś z modnych klubów. “Blue Marine” albo “Purple Squares”.

– Spoko, nie widzę problemu – Zabini uśmiechnął się promiennie do Ginny.

– Dobrze by było, gdybyście poszli do różnych, to więcej obstawionych szans... – odezwał się wreszcie Ron.

– W piątek idę na przyjęcie do ambasadora Burrowa – wtrącił Draco. – Mam już zaplanowaną randkę, ale chętnie podmienię ją na ciebie Granger – Draco mrugnął do niej przekornie.

– Jedna z takich akcji miała miejsce na przyjęciu u ambasadora Hiszpanii, to może być to. Serio mógłbyś ją tam wprowadzić Malfoy? – zapytał Potter.

– Z największą przyjemnością! – Blondyn uśmiechał się czarująco.

– Chyba zwymiotuje i to wcale nie od tych babeczek... – wymruczał Ron, lekko zieleniejąc na twarzy.

Hermiona wywróciła oczami i westchnęła.

– Niech będzie! Gdzie się spotkamy Malfoy? – zapytała ponuro.

– Odbiorę cię z twojego domu o siódmej – zapewnił z kurtuazją.

– Dobrze, skoro tak wolisz. Zaraz dam ci adres.

– Nie trzeba Granger. Znam go – uśmiechnął się do niej cwaniacko.

– Nawet nie chcę wiedzieć skąd! – Hermiona zacisnęła nerwowo usta.

– A my możemy pójść do “Purple Squares”. Jest tam naprawdę świetnie – zaproponował Blaise.

– To ten szowinistyczny klub dla facetów z klasą? Jakim cudem oni cię tam wpuszczają? – wygarnęła mu Ginny.

– Bo ja jestem facetem z klasą, rudzielcu. Zresztą sama się o tym przekonasz. Będę po ciebie o ósmej. I też nie potrzebuję adresu – zapewnił ją Zabb.

– Wszystkie niezbędne szczegóły wyślę wam do piątku sową – zapewnił Harry.

– Zawsze pilnujcie swoich drinków i nigdy nie przyjmujcie niczego, co ktoś nieznajomy wam postawi – poprosił Ron.

– Za jak głupie nas uważasz? – zaatakowała go Ginny.

– Nie, ja nie... To…

– Chodźmy stąd, zanim skończy się jąkać, bo zapewne i tak nie powie niczego przydatnego. Panie przodem – Malfoy wskazał im drzwi.

– Dziękuję wam wszystkim! To naprawdę bardzo ważne…

– Nie ma za co Potter. W sumie to my dziękujemy! – Blaise uśmiechnął się do niego szeroko, patrząc jak pozostała trójka opuszcza biuro aurorów.

– Jak myślisz? Czy to nie skończy się katastrofą? – zapytał z niepokojem Ron.

– Albo katastrofą, albo wielkim s... – Harry w ostatnim momencie ugryzł się w język.

– Co? Sukcesem? – zapytał ciekawsko Ron.

– Taa... Dokładnie to miałem na myśli – Harry uśmiechnął się z przymusem do przyjaciela, nie mając zamiaru go uświadamiać w oczywistej oczywistości.





<><><>

Mam nadzieję, że w Nowy Rok wejdę z nową energią i większą ilością czasu do pisania 💜

Szampańskiej Zabawy dla Was Wszystkich 🍹
Szczęśliwego Nowego Roku! 💥

Wasza Vena 💚


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz