czwartek, 29 grudnia 2016

Rubin i Stal - Epilog - wersja ze szczęśliwym zakończeniem.

Betowała: Kite Millie

⁂⁂⁂

Dedykacja: Dla Joanny Kate - mam nadzieję, że się doczekałaś :)
⁂⁂⁂


Brzydkie piegi zdobi nos, rudy ma na głowie włos, głupi, biedny i pokraka... Powiedz mi, Hermiono, dlaczego więc wolisz takiego buraka? Bydlaka? Tępaka?
– Chyba już całkiem mi odbija – zabełkotał, jednym ruchem przekreślając ten żałosny tekst. – Jedyna ruda rzecz, jaką znoszę, to whisky – marudził, dolewając sobie obficie "rudego" trunku do szklaneczki. Wiedział, że topienie swoich smutków w alkoholu nie ma sensu, ale nie potrafił inaczej przelać na papier tego, co chciał jej przekazać. Musiał napisać ten list i oddać go Theo, który miał się zjawić za kilka godzin.
Spojrzał na maleńką fiolkę, w której zamknięty był eliksir zapomnienia. Magiczna mikstura świetnie podziałała na jego ojca. Diagnoza mugolskich lekarzy mogła być tylko jedna – amnezja. Wielki sukces, skoro naprawdę udało mu się unicestwić parszywe plany ojca, bez konieczności zrobienia mu prawdziwej krzywdy. Tak bardzo się cieszył. Powoli zacierał wszystkie ślady po bałaganie, jaki Lucjusz spowodował. Był szczęśliwy i pewny tego, że wkrótce zamknie w ramionach ukochaną kobietę, a później wszystko będzie już tylko sielanką...
I wtedy na scenę znów wkroczył Weasley. Od pierwszej chwili, gdy się poznali, ten obmierzły zasmarkaniec psuł wszystkie jego plany i obrzydzał mu swoją osobą wiele wspaniałych chwil. Nigdy nie potrafił zrozumieć, dlaczego Potter wybrał akurat takiego pacana na swojego przyjaciela. Może dlatego, że na jego tle zawsze wypadał lepiej? Ale ona... Jak mogła? Bolesny pocisk w sam środek jego ego. Wolała Wesleya... cóż. Musiał się z tym pogodzić. Za kilkanaście godzin zamiast whisky wpije inny rudy trunek, a później o niej zapomni.
Na zawsze.

"Droga Hermiono,
Przepraszam.
Wiem, że skrzywdziłem cię tyle razy, że nawet nie mam prawa prosić o Twoje wybaczenie. Chcę Ci jednak powiedzieć, że te kilka miesięcy, które dane mi było spędzić z tobą, były najlepszym, co mnie w życiu spotkało. Jestem złym człowiekiem, bo przez chwilę zapragnąłem przywiązać cię do siebie na stałe, nie zważając na to, jak trudne byłoby dla ciebie trwanie u boku kogoś takiego, jak ja. Nie mogę tego zrobić.
Zakochałem się w tobie szczerze i prawdziwie i tylko ta miłość jest w stanie dać mi siłę do tego, co muszę zrobić. Chcę żebyś była szczęśliwa – nie ważne z kim. Obiecuje ci, że nigdy nie wrócę, by zepsuć ci to szczęście. Wypiję dziś eliksir zapomnienia. Tak będzie najlepiej. Chcę jednak, byś wiedziała, że, z pamięcią czy bez, byłaś moją jedyną i największą miłością.
Dziękuję ci, że mnie zauważyłaś.
Żegnaj ukochana...
Twój Draco."

Spojrzał na ukończony list, ciesząc się, że alkohol nie zamroczył go jeszcze na tyle, by mógł dopisać kilka ostatnich słów. Czy to nie było zbyt ckliwe i zupełnie nie w jego stylu? Być może, ale przecież jego styl od jutra przestanie istnieć.
Tym razem pociągnął whisky prosto z butelki. To nie mogło ukoić jego bólu i rozczarowania, ale przynajmniej sprawiało, że coraz bardziej docierało do niego, że tak będzie lepiej. Dla niej. Weasley mimo wszystko był szanowanym człowiekiem. Da jej miłość i szczęście. Oby tak było. Tego właśnie chciał najbardziej. By była szczęśliwa.
Już zawsze.

⁂⁂⁂

– To dla twojego dobra Hermiono, moja Hermiono... – Ile razy powtarzał sobie te słowa, w ciągu ostatnich dwóch dni? Chyba zbyt wiele. Nie sprawiło to jednak, że traciły one swój sens. Wiedział, że powinien to zrobić. Przekładał maleńką buteleczkę pomiędzy palcami, przekonany o słuszności swojej decyzji. Jednak rozmowa z matką niczego mu nie ułatwiła. Przecież, tak naprawdę coś pomiędzy nim a Hermioną było. Wydarzyło się... Zaistniało... Co więcej, ich zbliżenie w jego domu w Livigno sprowokowała ona sama. Chciała tego i mówiła o tym otwarcie. Dlaczego? Co jej to dało? Czy zrobiła to z wdzięczności? A może ze strachu? Nie wiedział, ale wątpliwości sprawiały, że nie był w stanie jeszcze wypić eliksiru. Musiał się zastanowić. Jeszcze chwilę.

⁂⁂⁂

Sześć miesięcy później...

To dziś był ten dzień. Dziś na pewno wreszcie wypije eliksir. Wiedział, że codziennie mówił to samo i codziennie rzeczywistość okazywała się nie do pokonania. Nie potrafił się na to zdobyć. Nie umiał wyobrazić sobie, że jej nie pamięta. Nie mógł przestać o niej myśleć nawet na dłuższą chwilę. Nawiedzała go w snach, fantazjował o niej na jawie. Patrzył na ich ślubne zdjęcie i wmawiał sobie, że ona żyje dalej i jest szczęśliwa bez niego, jednak nie potrafił zrobić tego ostatniego kroku. Mała fiolka z bursztynowym płynem była dla niego niczym najgorsza klątwa. Nie mógł się jej pozbyć, ale nie był też w stanie jej wykorzystać. Piętno porażki coraz mocniej gnębiło jego sumienie. Codziennie rano budził się, wierząc, że wreszcie nadszedł ten dzień, po czym wieczorem siedział przed kominkiem, zamroczony whisky z poczuciem kolejnej, wielkiej klęski. Ile jeszcze był w stanie tak żyć?
Dość miał wyrzutów matki, bo każde jej słowo było niczym małe, złośliwe zaklęcie wymierzone prosto w jego serce. Wiedział, że miała rację. Powinien coś zrobić. Podjąć jakąś decyzję. Ruszyć wreszcie swoje życie z miejsca. Powinien wypić eliksir... ale nie potrafił. Był słaby.
Trzy krótkie stuknięcia wyrwały go z zadumy. Automatycznie spojrzał za okno, oczekując tam widoku sowy. Jednak szybko sobie przypomniał, że ta forma kontaktu została już wykluczona z jego życia. Rozejrzał się po pokoju w poszukiwaniu swojej komórki. To pewnie kolejny SMS od matki, namawiający go do wyjścia z domu i zrobienia... czegoś... czegokolwiek.
"Za dz.. oń doo minie. Pilnje"– brzmiała wiadomość. Parsknął krótko. Wiedział, że jego matka ma duże problemy z opanowaniem działania komórek, ale mimo wszystko był zadowolony, że się nie poddawała. Szybko wybrał jej numer telefonu stacjonarnego, który zamontowano w nowym domu jego rodziców w Fife.
– O co chodzi? – zapytał bez ogródek.
– Cześć, skarbie, jak się dziś czujesz? – zaćwierkała wesoło Narcyza.
– Dobrze. Po co miałem zadzwonić? – burknął z niechęcią.
– Wiesz, okazało się, że mam spory problem. Bank, nasz stary bank... wymaga, by dostarczyć mu kilku dokumentów, niezbędnych do przeniesienia skrytki. Wiesz, że tata nie może tego zrobić, a ja sama nie bardzo mam o tym pojęcie.
Draco westchnął zirytowany. Pieprzone Gobliny z Gringotta znów coś pomieszały. Mógł się tego spodziewać. Wiedział, jak bardzo były niechętne w przekazaniu olbrzymich pokładów złota Malfoyów do sejfów w bankach mugoli. Nie było jednak innego wyjścia. Skoro Malfoyowie mieli zniknąć z magicznego świata, to ich majątek również nie mógł tam zostać. Chcąc, nie chcąc Draco przebrał się, sięgnął po długi, czarny płaszcz, pasujący do niego kapelusz i ciemne okulary przeciwsłoneczne. Pora na wycieczkę do świata magii. Być może już ostatnią w jego życiu.

⁂⁂⁂

Załatwił swoje sprawy w banku i postanowił skorzystać z przejścia w Dziurawym Kotle, by w mugolskim Londynie nabyć kilka butelek bursztynowego trunku. Matka ostrzegała go, że jeśli tak dalej pójdzie, to popadnie w ciężkie uzależnienie, ale on miał to gdzieś. Jak wreszcie zdobędzie się na odwagę, by wypić eliksir, to już wkrótce wcale nie będzie tego wszystkiego pamiętał.
Wszedł do pubu i machnął krótko barmanowi w ramach powitania. Skierował się już do wyjścia, gdy to usłyszał. Głupkowaty, irytujący śmiech, który nie raz psuł mu humor. Odwrócił się w stronę, siedzącej pod jednym z oknem, pary zakochanych. Weasley potrząsnął swoją rudą czupryną i znów zaśmiał się głupkowato, a wyfiokowana blondynka mu zawtórowała. Wyglądało na to, że są w bardzo zażyłych stosunkach, bo powietrze wokół nich praktycznie iskrzyło.
W Draconie też wszystko zaiskrzyło, tyle że zupełnie z innego powodu. W kilku szybkich krokach znalazł się przy Ronie i bez ostrzeżenia, gwałtownym ruchem poderwał go z miejsca. Miał ochotę wyjąć różdżkę i zabić rudzielca na miejscu. Jak on mógł jej to zrobić?
– Ty śmieciu! – wycedził przez zaciśnięte zęby.
– Ma... ma... mal... Malfoy? – wyjąkał, wyraźnie przerażony Ron.
– Jak śmiesz ją zdradzać? Ty mały, niewdzięczny psie! – wysyczał, potrząsając rudzielcem.
– Ron, o co tu chodzi? Kto to jest? – zapytała siedząca przy stoliku dziewczyna.
– Puszczaj, Malfoy, albo zobaczysz! – Ron wreszcie oprzytomniał na tyle, by spróbować się wyrwać.
– To ja oddaję ci ją bez walki, a ty przy pierwszej okazji lecisz do jakiejś innej? – Draco był niewyobrażalnie wściekły.
– Ron! O kim ten człowiek mówi? – znów wtrąciła się dziewczyna.
– Nie mam pojęcia, najwyraźniej zupełnie mu już odbiło. – Ron zdołał się wreszcie wyszarpać z uścisku Dracona i szybko sięgnął po swoją różdżkę. Blondyn nie pozostał mu dłużny i też wycelował różdżką w Weasleya.
– Gdzie ona jest? – zapytał, starając się powściągnąć mordercze instynkty, domagające się głośno pozbycia się ryżego łasica raz na zawsze z tego świata.
– Mam tego dość, Malfoy! Nie wiem, o co ci chodzi ani o kim mówisz! – zdenerwował się Ron.
– Jak to o kim?! O twojej dziewczynie!
– Ale to ja jestem jego dziewczyną! Nazywam się Amanda... – oburzyła się towarzyszka Rudzielca.
– Gdzie.Jest.Hermiona?! – warczał ledwo panując nad sobą.
Ron zamrugała wyraźnie zdziwiony, a zaraz potem na jego twarzy wymalowało się coś na kształt zrozumienia, które jednak szybko zastąpiła złość.
– Jak śmiesz w ogóle o nią pytać, po tym co jej zrobiłeś, Malfoy!
– Ja? Jak ty śmiesz ją zdradzać po tym, jak praktycznie zniknąłem z waszego życia, byście mogli być razem!
– Ron! – Amanda wreszcie zerwała się z miejsca, wyraźnie oburzona. – Dlaczego on ciągle mówi, że mnie zdradzasz? I do tego dlaczego myśli, że robisz to z naszą Hermioną?
– Z waszą Hermioną? – zdziwił się Draco.
– Z naszą, Malfoy! Tak się składa, że Hermiona zaprzyjaźniła się również z Amandą, która, jak już słyszałeś, jest moją dziewczyną, jedyną dziewczyną! – wysyczał Ron.
– Czekaj, czekaj. Czy to on jest oj... chciała zapytać Amanda, ale Ron w panice doskoczył do niej i zakrył jej usta dłonią.
– Przyjmij do wiadomości, Malfoy, że mnie i Mionę nadal łączy tylko przyjaźń. Jednak to nie oznacza, że wolno ci się do niej zbli... Ej, Malfoy! Gdzie idziesz?!
Jednak Draco już go nie słuchał. Odwrócił się na pięcie i ruszył do wyjścia z baru. Nie była z Rudzielcem. Nie została z nim, choć miała taką możliwość. Musiał wiedzieć dlaczego. I chciał tę odpowiedź usłyszeć od niej. Dobrze wiedział, gdzie powinien jej poszukać. Nie miał czasu do stracenia.

⁂⁂⁂

Hermiona z trudem odwzajemniła uśmiech sprzedawczyni, po czym uniosła brązową, papierową, wypełnioną po brzegi zakupami torbę. Tak naprawdę wyszła do sklepu tylko po kilka rzeczy, bo Oscar prosił o naleśniki, ale jak zwykle kupiła za dużo. Nie powinna tyle dźwigać, to przecież już prawie połowa siódmego miesiąca. W takich momentach najczęściej przychodziło jej na myśl, o ile łatwiejsze byłoby jej życie, gdyby był przy niej jakiś mężczyzna. Draco... Godryku! Ależ ona za nim tęskniła. Nawiedzał ją w snach, prawie co noc, a w dzień nie potrafiła przestać o nim myśleć. Czy wypił eliksir? Czy naprawdę w ogóle jej już nie pamięta? Jak sobie radzi w tym nowym dla siebie świecie? Przeszła kawałek, który dzielił małe delikatesy od domu jej rodziców, w którym postanowiła zamieszkać razem z Łobuzem. Chłopczyka miał dziś odebrać ze szkoły jej tata, a mama miała w tej chwili pacjentów. Hermiona była szczęśliwa, że rodzice wybaczyli jej zmianę pamięci i zaopiekowali się nią i Oscarem, po tym całym piekle jaki przeszli. Szybko wrócili do poprzedniego życia i nie zadawali też zbyt wielu pytań, choć była pewna, że bardzo ich interesowało, kim jest człowiek, który sprawił im wnuka. A kim był? Osobą, która odmieniła jej życie. Człowiekiem, który pod maską wyniosłości i sarkazmu, skrywał swą wrażliwość, dobroć i odwagę. Był kimś wyjątkowym. Był mężczyzną, którego pokochała... mężczyzną, którego widywała każdego dnia w swoich wspomnieniach i tak oszalała na jego punkcie, że wydawało jej się, że widzi go nawet teraz. Bladego, ubranego w czarny, zupełnie nie pasujący do pogody płaszcz, zmęczonego i zrezygnowanego, ale wciąż przystojnego. Stał i patrzył na drzwi jej domu, jakby wahając się, czy wejść do środka. Westchnęła ciężko, przymknęła oczy i potrząsnęła głową. Musiała przestać śnić na jawie. To się nie stanie. On nie wróci. Nigdy.
Otworzyła oczy i ku jej zdziwieniu, blond włosa postać nie zniknęła. Nadal tam był. Stał, trzymając rękę na furtce i wciąż wyglądał na niezdecydowanego. Hermiona poczuła, jak nogi się pod nią uginają. A co jeśli, to nie sen? Co jeśli naprawdę...?
Zrobiła kilka kroków w jego stronę, wciąż zastanawiając się, czy to tylko przewidzenie, czy też rzeczywistość. Nagle blondyn odwrócił się w jej stronę, a ona stanęła jak wryta.
– Hermiona? – Draco odezwał się pierwszy.
– Ale jak...? – zdołała z siebie wykrztusić, mocniej przyciskając do siebie torbę, za którą skrywała swój wyraźnie powiększony brzuszek.
– Miona... – Draco ruszył pewnie w jej stronę, najwyraźniej mając zamiar porwać ją w swoje ramiona i uściskać z całej siły.
Uniosła dłoń, by go zatrzymać. Wciąż nie potrafiła uwierzyć, że on tu naprawdę jest, a przez jej głowę przebiegały tysiące myśli. Przecież on o niczym nie wiedział...
Draco zatrzymał się i spojrzał jej głęboko w oczy i wtedy to się stało... Poczuła to po raz pierwszy tak wyraźnie. Ich dziecko się poruszyło. Poczuła, jak do oczu napływają jej łzy, a torba, którą trzyma, powoli wysuwa się jej z rąk.
– Hermiona!
Tych emocji było tak wiele, że zakręciło jej się od tego w głowie. Ostatnim, co zapamiętała, były dotyk jego silnych rąk. Zaraz później zemdlała.

⁂⁂⁂

Pierwszym co zarejestrowała po ocknięciu był biały sufit. Po chwili zorientowała się, że leży na kanapie w salonie swoich rodziców. Złapała się za głowę i odetchnęła głęboko. To był tylko sen. Przyśniło jej się, że Draco zjawił się na progu jej domu. Głupie marzenia.
– Jak się czujesz, kochanie? – Hermiona uniosła się i zmusiła do uśmiechu, gdy zobaczyła swoją mamę wchodzącą do salonu.
– Dobrze, chyba się zdrzemnęłam. Muszę jeszcze pójść do sklepu.
– A nie byłaś? W kuchni jest torba pełna zakupów.
Hermiona podniosła się zdezorientowana. Skoro nie przyśniło jej się, że była na zakupach, to mogło również oznaczać...
– Pójdę do swojej sypialni i odpocznę przed kolacją. Zajmiesz się Oscarem? – zapytała, starając się zachować spokój.
– Jasne skarbie, odpoczywaj. Zawołam cię, jak będziemy siadać do stołu.
– Dzięki – odpowiedziała i ruszyła w stronę schodów.

⁂⁂⁂

Od powrotu do domu Hermiona zajmowała gościnną sypialnię, a swój stary pokój za pomocą czarów przerobiła tak, by podobał się Łobuzowi. Ona sama niewiele potrzebowała. Łóżko, szafa, biurko – oto całe jej królestwo. W jednym z kątów, w którym teraz stał jej stary szkolny kufer, wypełniony książkami, planowała wkrótce postawić łóżeczko.
Usiadła na łóżku i pogłaskała się po brzuchu. Czy naprawdę tylko jej się wydawało, że widzi Draco? To wszystko przecież było takie realne! Jego spojrzenie, głos, kopnięcie dziecka, które tak wyraźnie poczuła... Zamknęła oczy i odetchnęła głęboko, cicho prosząc, by to wszystko nie oznaczało, że powoli zaczyna wariować z tęsknoty. Jednak po chwili coś zakłóciło jej rozmyślanie. Wraźnie to wyczuwała. Magia. Gdzieś w jej pokoju znajdował się ktoś posługujący się magią. Otworzyła oczy i spojrzała w stronę swojego biurka. To tam...
– Więc jednak mi się nie wydawało... – wyszeptała zszokowana.
– Wolałem, żeby twoja mama nie widziała, że jakiś obcy facet przynosi cię nieprzytomną do domu – padła odpowiedź, a zaraz potem Draco zdjął z siebie czar.
Gdy tylko to zrobił, Hermiona poczuła kolejne kopnięcie. Dziecko najwyraźniej znów ucieszyło się, czując jego obecność.
Patrzyli sobie w oczy, a on powoli podszedł do niej, po czym przyklęknął przed nią i niepewnie uniósł dłoń w stronę jej brzucha.
– Który to...– głos mu lekko drżał – miesiąc?
Hermiona wciąż nie mogła uwierzyć, że on tu jest. Klęczy przed nią i najwyraźniej się waha, czy wolno mu jej dotknąć.
– Wiadomo już... co...? – zapytał, wreszcie kładąc dłoń na jej brzuchu. Ich dziecko znów się poruszyło.
Hermiona poczuła, jak łzy napływają jej do oczu. To było niesamowite...
– Chłopiec – szepnęła przez zaciśnięte gardło.
– Nie wierzę... – Draco wpatrywał się w jej brzuch niczym zahipnotyzowany, gładząc go delikatnie.
– Twoja matka... eliksir... – Hermiona czuła, że musi mu wyjaśnić, jak to się stało, że zaszła w ciążę, ale blondyn tylko potrząsnął głową, dając jej do zrozumienia, że nie musi niczego tłumaczyć. On wiedział. Rozumiał.
– Salazarze... ale ze mnie idiota! – warknął, wstając i podchodząc do okna. Ukrył twarz w dłoniach i wyglądał na załamanego i pokonanego.
Hermiona odetchnęła głęboko i powoli wstała.
– Dlaczego? Dlaczego po prostu nas zostawiłeś? Dlaczego tak łatwo ci to przyszło? – musiała wiedzieć. To pytanie dręczyło ją każdego dnia, od kiedy dostała jego list.
Draco odwrócił się w jej stronę i spojrzał jej w oczy.
– Myślałem, że tak będzie lepiej. Moja sytuacja nie jest łatwa, nie chciałem cię w to ciągnąć dalej, skoro miałaś szansę na szczęśliwe życie u boku kogoś innego.
– Sama się w to wciągnęłam. Od początku... – wyszeptała, czując, jak do jej oczu napływają łzy.
– Ja też. Ale widziałem cię... z nim. Uznałem, że to dla ciebie lepsza opcja.
– Co? – zdziwiła się szczerze.
– Z Weasleyem. Zobaczyłem was i pomyślałem, że nie mogę ci stanąć na drodze.
Patrzyła na niego, nie odzywając się dłuższą chwilę, po czym zmarszczyła brwi i z dezaprobatą pokręciła głową.
– Serio jesteś idiotą! – Zdenerwowana odwróciła się do niego plecami.
– Hermiona... przepraszam... Ale zrozum, nie miałem pojęcia... – Draco podszedł i położył dłonie na jej ramionach.
Odwróciła się do niego i spojrzała mu w oczy.
– Byłam pewna, że już dawno wypiłeś eliksir – głos jej się załamał, a po twarzy spłynęły łzy.
– Nie potrafiłem tego zrobić i nawet sobie nie wyobrażasz, jaki jestem szczęśliwy, że tego nie zrobiłem!
– Mogłeś wszystko zniszczyć, na zawsze... – wyszeptała z goryczą.
– Wiem, skarbie. Nie starczy mi życia, by prosić cię o wybaczenie. Po prostu sądziłem, że tak będzie dla ciebie lepiej.
– A gdzie w tym wszystkim byłeś ty i twoje pragnienia?
Draco potrząsnął głową i uśmiechnął się lekko.
– Nie zasłużyłem na tyle szczęścia...
Hermiona złapała go za policzki, zmuszając, by popatrzył jej w oczy.
– Jesteś kompletnym idiotą, skoro pomyślałeś, że będę mogła być szczęśliwa bez ciebie!
Wspięła się na palcach i delikatnie musnęła jego usta. Draco objął ją i przyciągnął do siebie, starając się zrobić to delikatnie ze względu na jej odmienny stan.
Gdy znów trzymał ją w ramionach, czuł, że wreszcie znów żyje. To było jak łyk świeżego powietrza lub przebudzenie po bardzo długim śnie. Uświadomił sobie, że oto odnalazł swoje szczęście, a dalej wszystko już będzie dobrze...


⁂⁂⁂

– Skarbie, co robisz? – zapytał, składając gazetę i patrząc na swoją ciężarną żonę, która właśnie stawiała krzesło pod jedną z kuchennych szafek.
– Muszę zdjąć mikser, jeśli chcecie wreszcie zjeść z Oscarem te naleśniki, o które mnie ciągle prosicie – wyjaśniła.
– Chcemy! – zawołał wesoło Łobuz, wchodząc do kuchni.
– Zwariowałaś? – Draco zerwał się na równe nogi i już po chwili znalazł się przy niej. – Nie możesz w tym stanie robić takich akrobacji, zdejmę ci to, co potrzebujesz, tylko mi pokaż, które to pudełko.
Szybko i zręcznie wskoczył na krzesło, które prawie od razu złowieszczo zatrzeszczało... po czym złamało się i spowodowało, że blondyn widowiskowo wylądował na tyłku.
Hermiona i Oscar ryknęli śmiechem, a Draco jęknął z bólu.
– Nic ci nie jest, tato? – zapytał z uśmiechem Oscar, po czym zaraz się strapił własnymi słowami.
Mały wreszcie czuł, że ma prawdziwą rodzinę, jednak nigdy nie zapytał Hermiony i Draco, czy może mówić do nich mamo i tato. Cicho o tym marzył, ale nigdy nie miał odwagi tak ich nazwać.
Draco mimo bólu i delikatnego upokorzenia szybko wstał z podłogi i od razu podszedł, by przytulić chłopczyka. Hermiona musiała odwrócić głowę, by ukryć ślady wzruszenia.
– Nic mi nie jest, synku, ale zamiast naleśników, ja i mama zabierzemy cię na lody, dobrze?
Oscar przytaknął mu z szerokim uśmiechem, a Hermiona podeszła, by uściskać dwóch wspaniałych mężczyzn, którzy byli teraz sensem jej życia.

⁂⁂⁂

6 lat później...

– Babciu, a czy to prawda, że jestem księżniczką? Bo tata mówi, że jestem! – Mała blondyneczka o niebieskich oczkach siedziała na kolanach swej babci i zasypywała ją prawdziwą lawiną pytań.
– Jesteś skarbie, jesteś naszą małą, uroczą księżniczką. – Narcyza roześmiała się szczerze i pogłaskała po główce Clarissę. Mała była niezwykle bystrą czterolatką, z wyglądu bardzo podobną do swojego ojca, ale ciekawość świata i inteligencję na pewno odziedziczyła po matce.
– Cla, nie zamęczaj babci, lepiej dołącz do chłopaków w ogrodzie. Chyba grają w piłkę. – Hermiona uśmiechnęła się do córki, która pędem ruszyła w stronę wyjścia, by móc spędzić czas z ukochanym dziadkiem Lucjanem (który wciąż nie miał pojęcia, że kiedyś był groźnym Lucjuszem Malfoyem)swoim starszym o dwa lata bratem Harrym.
Harry był godnym następcą Oscara na stanowisku rodzinnego Łobuziaka. Draco wiele razy wypominał jej, że jest taki dlatego, że Hermiona uparła się, by nadać mu imię swojego zmarłego przyjaciela. Obydwoje jednak bardzo kochali swojego syna, o brązowych włosach i zabójczo ujmującym uśmiechu Malfoyów.
– Mała jest przesłodka, ale potrafi też być strasznie męcząca – zaśmiała się Narcyza.
– Nawet nie masz pojęcia, mamo, jak ona i Harry potrafią napsocić. Wdali się w Draco, na prawdę. – Hermiona uśmiechnęła się i napiła się kawy. A Narcyza spojrzała w stronę salonu, gdzie przy jednym z dużych okien stał jej najstarszy wnuk.
– Oscar, kochanie, dlaczego nie wyjdziesz do ogrodu? Dziś jest taki śliczny dzień – zagadnęła go.
– Czekam, aż tata wróci, babciu – odpowiedział grzecznie chłopak, po czym znów zapatrzył się w okno.
– Przynajmniej jedno z waszych dzieci jest spokojne – stwierdziła ze śmiechem Narcyza.
– Widać, że jest bardzo przejęty – wyszeptała konspiracyjnie Hermiona.
– Niepotrzebnie. Draco na pewno... – Jej wypowiedź przerwało trąbienie samochodu i okrzyk radości dobiegający z ogrodu. To mogło oznaczać tylko jedno. Draco właśnie wrócił do domu.
Clarissa i Harry najpewniej zaraz pobiegli, by przywitać ojca. Narcyza również wstała i wyszła do ogrodu, by dołączyć do swojego męża, syna i wnuków. Tylko Hermiona i Oscar postanowili zostać w domu i poczekać, aż Draco wejdzie do środka. Hermiona ciągle uśmiechała się pod nosem, patrząc na ich jedenastoletniego już syna. Był ich dumą i obydwoje kochali go tak samo mocno, jak swoje biologiczne dzieci. Dziś jednak w jego życiu wydarzyło się coś wyjątkowego i widać było, że Oscar wprost się nie może już doczekać, aż opowie o tym swemu ojcu.

⁂⁂⁂

Draco przywitał się z dziećmi i swymi rodzicami i po zapewnieniu ich, że dołączy do rodzinnego grilla w ogrodzie, jak tylko się przebierze, wszedł wreszcie w progi swojego ulubionego miejsca na ziemi. Ich domu. Niezbyt dużego, ciepłego i przytulnego zakątka, w którym tworzyli razem, z jego ukochaną żoną, szczęśliwą rodzinę. Długo wahali się, czy pozostać w świecie magii, czy też przenieść się w pełni do życia wśród mugoli. Decyzja nie była łatwa, ale zgodnie stwierdzili, że bez magii w ich życiu czegoś by zabrakło. Postanowili zamieszkać wśród mugoli i żyć jak oni, ale ustalili też, że gdy przyjdzie odpowiedni czas, a ich biologiczne dzieci trochę podrosną, opowiedzą im wszystko o świecie magii i pozwolą zdecydować, czy będą chciały kiedyś uczyć się w Hogwarcie. Ta dwójka miała bowiem w sobie czarodziejską krew i już teraz Hermiona i Draco zauważali u nich przejawy magicznych zdolności.
Draco wszedł przez kuchenne drzwi i ucałował żonę, która właśnie szykowała wyśmienite steki, które mieli przyrządzić na grillu. Cieszyli się z wizyty Narcy i Lucjana, czyli rodziców Draco, którzy nosili teraz te imiona, tak, by nikt nie wpadł na ich ślad i nie przypomniał Lucjuszowi, kim kiedyś był.
– Strasznie się cieszę, że jestem już w domu. Nie ma to jak weekend – wymruczał blondyn, obejmując Hermionę i czule cmokając ją w szyję.
– Taaak, na pewno będzie wspaniale. – Hermiona odwróciła się i zarzuciła mu ręce na szyję, nie przejmując się tym, że może ubrudzić jego koszulę. Bliskość męża była zbyt podniecająca, by zwracać uwagę na takie drobiazgi.
– Theo dziś dzwonił, prosił, bym pozdrowił ciebie i dzieciaki.
– To miłe, a jak się ma Luise i Theo Jr.?
– Z tego ci mówił, wspaniale...
– Tato? – Oscar przerwał im rozmowę, ostrożnie wchodząc do kuchni.
– Cześć synku! Czemu nie jesteś z resztą w ogrodzie? – zapytał Draco, niechętnie wypuszczając żonę z objęć.
– Później... – obiecała mu szeptem, na co blondyn uśmiechnął się niczym zadowolony kocur.
– Mam do ciebie pewną sprawę – burknął Oscar, czerwieniąc się lekko.
– Idźcie porozmawiać do salonu, a ja skończę szykować mięso – poradziła im Hermiona z dobrodusznym uśmiechem.

⁂⁂⁂

Draco z synem przeszli do salonu i usiedli razem na zielonej kanapie przed kominkiem.
– Coś się stało? Wyglądasz bardzo poważnie. – Draco uśmiechnął się rozbrarająco, chcąc dodać chłopcu otuchy.
– Wiesz tato, bo ja... bo ja dostałem dzisiaj list... – wyjąkał zawstydzony Oscar.
– Miłosny? Od jakiejś koleżanki z placu zabaw? – zażartował blondyn.
– Nie! – zaprzeczył szybko.
– No to jaki list dostałeś? Powiedz, bo jestem bardzo ciekawy... – I wtedy Oscar ostrożnie wyjął z kieszeni kopertę, jakby była ona jego najcenniejszym skarbem.
Draco zaintrygowany patrzył na lekko pożółkły papier, zielony dobrze mu znany herb i czerwoną pieczęć.
– To list z Hogwartu! – zawołał z niedowierzaniem.
– Sowa go dziś przyniosła. Mama bardzo się ucieszyła, a babcia prawie płakała ze szczęścia, prosiły tylko obie, by nic nie mówić dziadkowi.
– Jak to możliwe, przecież ty... mugol... – Draco był naprawdę zszokowany.
– Mama mi wszystko wytłumaczyła i powiedziała, że ją też to kiedyś spotkało. Też dostała taki list, choć jej rodzice nie...
– Synku! – Draco zerwał się na równe nogi i przytulił mocno swoje najstarsze dziecko.
– Tato, a myślisz, że mógłbym?
– Jeśli tylko chcesz! – Draco był naprawdę dumny.
– Naprawdę? – rozpromienił się chłopak.
– Oczywiście. Uwielbiam Hogwart! Muszę ci tyle opowiedzieć, tyle cię nauczyć! O! I miotła! Muszę ci kupić najlepszą miotłę! – ekscytował się Draco.
– Dobrze, dobrze, kochani, ale zanim się zagalopujecie, pora wyjść do ogrodu coś zjeść. Oscarze, dołącz proszę do babci i rodzeństwa. My z tatą zaraz przyjdziemy.
– Dobrze, mamo! – zwołał uradowany Oscar. Tata zgadzał się na jego wyjazd do Hogwartu. Więcej nie było mu do szczęścia potrzebne.
– Książki, kociołek, składniki eliksirów – wymieniał podekscytowany Draco.
– Nie sądziłam, że aż tak się ucieszysz, że Oscar dostał list z Hogwartu. Myślałam, że będziesz wolał mieć małego blisko nas. – Hermiona roześmiała się, widząc ekscytację swojego męża.
– Często zastanawiałem się, czy Cla i Harry będą mogli pójść kiedyś do Hogwartu i zawsze wtedy myślałem o Oscarze, o tym, że on nie będzie miał takiej szansy... – Draco objął żonę i uśmiechnął się szczerze. – Przecież kochaliśmy Hogwart, w czasach gdy się tam uczyliśmy. Wiem, że później w tym budynku stało się dużo złych rzeczy, ale teraz to znów jest normalna szkoła, a nasze dzieci będą tam mogły poznać nasz świat, prawdziwy świat.
Hermiona roześmiała się i delikatnie pogłaskała ukochanego po policzku.
– Też tak myślę. Magia jest w nich. W całej trójce. Nie możemy o tym zapomnieć, a dzięki Tobie nazwisko Malfoy zostało zrehabilitowane. Jesteś najlepszym szefem Departamentu Przestrzegania Prawa, jaki mógł być na tym stanowisku. Będzie im dobrze w Hogwarcie – zapewniła.
– Na pewno, bo każdy w magicznym świecie zna ich matkę, która jest najlepszym vice szefem Departamentu do spraw Magicznych Stworzeń i zawsze walczy o prawa innych, to dzięki Tobie nasze nazwisko przestało być kojarzone z czymś złym, a ludzie zapomnieli o moim... – Draco niepewnie spojrzał w stronę ogrodu, w którym Lucjusz, a w zasadzie Lucjan Malloy grał ze swoimi wnukami w piłkę.
– Taka jestem szczęśliwa... – Hermiona uśmiechnęła się i położyła głowę na ramieniu ukochanego.
– Ja też mój skarbie i już się nie mogę doczekać naszego urlopu we Włoszech... Może nawet skoczymy na chwilę we dwoje do domku w Livigno? – Draco sugestywnie poruszył brwiami, a Hermiona wybuchnęła śmiechem i uniosła się lekko na palcach, by móc go pocałować.
Przypomniała sobie, jak stała przy ołtarzu, w sukni ślubnej, której nigdy by nie wybrała i w otoczeniu ludzi, których nigdy by nie zaprosiła na swój ślub. Zastanawiała się wtedy, co będzie dalej z jej życiem. Obok stał on, tak obcy, a jednocześnie bliski... Byli tak różni od siebie, pochodzący z dwóch różnych światów, ale już wtedy wiedziała, że, gdy są sami, dzieje się coś niesamowitego. Rubinowa kolia lśniła na jej szyi, a w jego spojrzeniu błyszczała czysta stal... ale żadne z nich nie wiedziało wtedy, że połączy ich miłość, taka prawdziwa, głęboka.
– Tak bardzo cię kocham... – wymruczał pomiędzy pocałunkami.
– A ja ciebie najdroższy!

Na zawsze.
⁂⁂⁂

I oto koniec :)
Wielu z Was już go znało, ale ciesze się, że razem z Kite Millie przeniosłyśmy tę historię na nowego bloga :) Kite już dzielnie pracuje nad wersją PDF tego opowiadania, a ja obiecuję Wam, że dam znać, jak tylko będzie gotowa. Dziękuję Wam Wszystkim za wspólną przygodę, a Kite za cierpliwość do moich błędów :) Obiecuję, że wkrótce na miejsce Rubinu wskoczy nowe opowiadanie Dramione i tym sposobem, wciąż będą się tu pojawiały trzy opowiadania jednocześnie (+ opowiadanie Rogatego, jeśli będzie pisał) - tak, by nie zdążyło Wam się tu znudzić :)
Pozdrawiam Wszystkich Serdecznie!
V.

12 komentarzy:

  1. Wiedziałam, jak się skończy, ale i tak słodkooo <3 Czekam z niecierpliwością na nowe opowiadanie i mam nadzieję, że i tym razem nas zaskoczysz (ale o to się chyba nie muszę martwić).
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Kolejna Twoja wspaniała historia zakończona *-* Czytam ją już któryś raz z rzędu, ale wciąż jest cudowna. Tyle chciałabym Ci powiedzieć na temat Twoich opowiadań, które po prostu kocham, ale powiem tylko, że czekam z niecierpliwością na kolejne rozdziały Snów i Prawdziwej Twarzy, a także na zupełnie nowe opowiadanie :3 Tymczasem pozdrawiam i życzę dużo weny na nadchodzący rok :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo bardzo dziekuje to było piękne. Oczywiście wszystkie twoje opowiadania są boskie. Tak trzymaj, masz talent dziewczyno.

    OdpowiedzUsuń
  4. Superr opowiadanie boskie lepiej nie mogłam spędzić czasu o 3 nad ranem. Życzę wystrzalowego sylwestra i weny na nowy rok.

    OdpowiedzUsuń
  5. Superr opowiadanie boskie lepiej nie mogłam spędzić czasu o 3 nad ranem. Życzę wystrzalowego sylwestra i weny na nowy rok.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ooo... Rzygam tęczą...
    I weny życzę na nowy rok!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nienawidzę tego sformułowania, ale ok. Dziękuję bardzo i pozdrawiam 😊

      Usuń
  7. To opowiadanie jest tak samo wspaniałe jak i reszta, Twoich historii ;) Ale uwielbiam tę szczęśliwą cześć :)
    I wierze, że przeczytam jeszcze niejedną historię ;)
    Pozdrawiam ;*

    OdpowiedzUsuń
  8. Idealne zakończenie. Oby przyszły rok przynosił tylko takie ☺
    Szczęśliwego i weny.

    OdpowiedzUsuń
  9. No, i to się nazywa zakończenie:D Pozdrawiam i wszystkiego dobrego Ci życzę:)

    OdpowiedzUsuń
  10. I takie zakończenie o wiele bardziej mi się podoba ❤ wybacz to opóźnienie w czytaniu ale mam teraz strasznie dużo na głowie i znalezienie czasu na moją ulubioną rozrywkę jest niezwykle ciężkie.
    Szkoda, że to już koniec ale na pewno jeszcze wrócę do tego opowiadania jak wyjdzie w wersji PDF :)

    OdpowiedzUsuń